Co to znaczy 'toksyczny związek'

06.02.04, 00:45
Mógłby mi ktoś wyjaśnić. Uprzedzam, że nie chodzi mi o odpady przemysłowe na
terenach byłego ZSRR.

(-) Kilkujadek

-
Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
    • Gość: Triss Merigold Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.acn.waw.pl 06.02.04, 01:02
      Wyjasniam tylko we własnym imieniu: upokarzający dla kogoś (nieważne facet czy
      kobieta), z przemocą fizyczną lub/i psychiczną, taki związek w którym mam się
      ciągłe poczucie niedocenienia, bycia gorszym, beznadziejnym, niszczący i
      podważający poczucie własnej wartości.
      • Gość: Richelieu* Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: 217.98.107.* 06.02.04, 01:11
        ciągłe poczucie niedocenienia? są ludzie, którzy mimo najlepszych chęci
        drugiej strony mają ciągłe poczucie niedocenienia, ot taka uroda. I czy taki
        związek jest przez to toksyczny?

        trzebaby raczej to niedocenienie uwarunkować działalnością drugiej strony, a
        nie indywidualnymi cechami niedocenionego
        • Gość: az Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.magtel.net.pl 06.02.04, 01:15
          > trzebaby raczej to niedocenienie uwarunkować działalnością drugiej strony, a
          > nie indywidualnymi cechami niedocenionego

          Słusznie, ino trza ową działalność drugiej strony zbadać przed związaniem się z
          nią.
        • Gość: Triss Merigold Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.acn.waw.pl 06.02.04, 01:16
          Inaczej napiszę: taki układ w którym jedna strona wciąż słyszy, że mogłaby być
          lepsza/szczuplejsza/dowcipniejsza/lepiej zarabiać/wychowywać dzieci itd. i jest
          świadomie dołowanana przez partnera/kę. Chodziło mi o działanie tej drugiej
          strony. W toksycznym związku osoba normalnie dość pewna siebie, przedsiębiorcza
          i ambitna może stać się zastraszona, jakby przytłumiona i nastwaiona na bycie
          ocenianą.
          Jakoś łatwiej byłoby pokazać na przykładach.
      • wlodekbar Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 08.02.04, 01:22
        Dokladnie to wlasnie.
    • ta Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 01:15
      Codziennie dostajesz =3 z komentarzem, że jesteś osłem i nadziei na Twoją
      poprawę brak( + ew. "ręczne" tłumaczenie powyższego opornym ).
      Wystawiający stopnie jest zaś prymusem .

      Ta_
      • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 01:22
        Znaczy, cała moja edukacja była toksyczna. To wiele tłumaczy.

        Czekam na dalsze wyjaśnienia. Dotychczasowe rozumiem tak:
        1. Lanie skóry jest toksyczne (zawsze myślałem, że to po prostu napaść)
        2. Związek toksyczny to taki, w którym czuję się źle... (to dotyczyć może też
        Związku Radzieckiego).
        • Gość: Richelieu* Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: 217.98.107.* 06.02.04, 01:26
          jeśli czuje się delikwent źle, a przyczyna leży w nim i na dodatek nie chce z
          tym nic zrobić to sam jest prowodyrem toksyczności i drugi ma przez takiego
          urwanie głowy. Najgorsze jest, co już wspomniano, uznanie własnej wspaniałości
          i nieomylności, bo czuć się można źle w związku z tego powodu, że drugi nie
          chce się go "słuchać" we wszystkim, a tak mu się marzyło..
        • Gość: Triss Merigold Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.acn.waw.pl 06.02.04, 01:26
          B. subiektywne. Używanie przemocy wobec dorosłej osoby w celu jej
          zdyscyplinowania i wymuszenia posłuszeństwa jest toksyczne. Związek toksyczny
          to najkrócej mówiac taki w którym druga osoba sprawia (bijąc, oszukując,
          poniżając, szantażując), że czujesz się źle. I nie ma w tym Twojej winy.
          • nadszyszkownik.kilkujadek Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 01:34
            Gość portalu: Triss Merigold napisał(a):

            > Używanie przemocy wobec dorosłej osoby w celu jej
            > zdyscyplinowania i wymuszenia posłuszeństwa jest toksyczne.
            'Toksyczne', szanowna Triss, jest w tym wypadku niemądrym eufemizmem. To jest
            po prostu przestępstwo.

            Czyli co? Czyżby ów 'toksyczny związek' był zwyczajnie szlagwortem z magazynów
            dla pań i dziewcząt. Tyle o tym czytam - ale co to znaczy?

            (-) Kilkujadek

            -
            Wiecie co... ja chyba jednak każę Wami nakarmić ptaszyska.
            • jmx niszczący (n/txt) 06.02.04, 02:03

            • kwieto Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 11:02
              To eufemizm na "dlugotrwale maltretowanie psychiczne i/lub fizyczne", czyli, jak juz to zauwazyles,
              przestepstwo.
              "Toksyczny zwiazek" jest jednak wygodniejszy, bo czasem pelni role argumentu z gatunku
              "paralizujacych truizmow"
    • Gość: Małgosia Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.04, 10:52
      Ja tkwie w toksycznym związku..przemoc, poniżanie, ostra krytyka, pławienie
      się swoja wyższością, triumfem. Partner ma mnie za kompletnie nic nie znacząca
      osobę a ja nie potrafię nic zrobić...
      • Gość: nancy Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: 193.111.166.* 06.02.04, 11:16
        Gość: Małgosia napisała:

        >Ja tkwie w toksycznym związku..przemoc, poniżanie, ostra krytyka, pławienie
        >się swoja wyższością, triumfem. Partner ma mnie za kompletnie nic nie znacząca
        >osobę a ja nie potrafię nic zrobić...

        A kiedy już przychodzi moment, że masz naprawdę dość i chcesz to skończyć, to
        on staje się dobry, kochany i słodki jak miód, więc dochodzisz do wniosku, że
        tamto było chwilowe, a tak naprawdę to jest wspaniale i nie odejdziesz
        nigdy...a po kilku dniach sielanki nagle dowiadujesz się znowu, że jesteś
        beznadziejna i do niczego...
        I tak w kółko. Skąd ja to znam.
      • Gość: Nes-ka Re: Do Małgosi IP: *.icpnet.pl 06.02.04, 15:45
        Małgosiu, wiem o czym mówisz - także to znam.
        Z takiej sytuacji wyjście jest tylko jedno. Rozstanie.
        Ponieważ sama możesz mieć potworne trudności by przerwać taki związek (poczucie
        winy i lęk przed samotnością nie dadzą ci spokojnie oddychać) musisz koniecznie
        szukać życzliwej/ych/ rozumiejącej takie sprawy osoby/osób/. Słuchac sensownych
        rad i opierać się na nich i wcielać je w czyn /jak żołnierz rozkazy/.
        Pamiętaj że rozstania w toksycznych związkach nie polegaja na negocjacjach z
        partnerem. On juz znajdzie argumenty by cię zatrzymać, potrzebuje Cię by
        podnosić sobie poczucie własnej wartości /oczywiście Twoim kosztem/, pewnie
        czuje się gorszy od Ciebie.
        TRZEBA DZIAŁAĆ RADYKALNIE I POTRAKTOWAĆ ODEJŚCIE JAK UCIECZKĘ Z TONĄCEGO
        OKRĘTU, SZANSĘ NA NORMALNE ŻYCIE, CHOĆBY W POJEDYNKĘ ALE NORMALNE.
        Nikt nie ma prawa stosować wobec Ciebie przemocy - ani psychicznej ani też
        fizycznej.
        Spróbuj ocalić swoje życie, zrób to dla siebie a jesli to dla Ciebie za słaby
        argument /stłamszony człowiek może tak pomyśleć/ to zrób to choćby dla swoich
        rodziców, którzy nie po to powoływali Cię na świat i chronili wiele lat by
        teraz jakiś d.../t.j. mały zakompleksiony człowieczek/ traktował cię jak
        śmiecia.
        Ja żyłam w takim związku ponad 8 lat, zmanipulowana do granic rozsądku. Miałam
        poczucie winy że nie jestam odpowiednio piękna, że nie zarabiam zbyt
        dużo /zarabiałam więcej niż on/, że napewno gdzieś się puszczam /bo za często
        sie usmiecham i żartuję/, że utrzymuję kontakty z moją rodzina / na pewno
        opowiadam o nim strszne rzeczy/ itd... . Kiedy stwierdziłam, że wszytko jest
        nie tak uznał, że jestem niezrównoważona psychicznie. Próby rozmów zbywał - ze
        mna podobno nie dało się rozmawiać. Trwało to latami.
        Chciałam, by zrozumiał że nie jest dobrze - ale nic z tych rzeczy - jemu było
        ok, on z tej sytuacji czerpał korzyści/chociaż dla niepoznaki bez przerwy
        narzekał/.
        ODESZŁAM. 4 lata temu. Zatkałam uszy na pokrętne obietnice poprawy. Szalał,
        zostałam pobita itd...Do dziś patrzy na mnie jak na wielokrotnego mordercę. Z
        pogardą i agresją w oczach. Podobno zmarnowałam mu życie.

        Los sprawił że spotkałam swoją prawdziwą, nietoksyczną połowę. Dzisiaj jestem
        kochana, doceniona, czuję zainteresowanie i troskę, mam spokój. Nikt nie
        ciągnie mnie "za nogi w dół", mogę spokojnie realizować plany.

        Małgosiu, nie warto marnować sobie życia. Szczęście jest możliwe.
        Życzę odwagi, hartu ducha, zimnej krwi, trzymaj się mocno, walcz o siebie bo
        WARTO /a im dalej w las..., pamiętaj o tym/
        Nes-ka
        • Gość: Małgosia Re: Do Małgosi IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.02.04, 18:27
          Nes-ko nawet nie wiesz jak bardzo Ci dziękuję za te słowa otuchy...dokładnie
          jest tak jak opisałaś - słowo po słowie- i wiesz ja tylko tutaj potrafię
          otworzyć się....jest mi cholernie wstyd za to że nie potrafię nic zrobić. Masz
          rację sa chwile przebłysków i złudnej nadziei że zrozumiał że chce normalnego
          spokojnego życia...ale to tylko kilka dni..Jestem w głębokiej depresji, ale
          funkcjonuję, realizuję sie zawodowo, podwyższam kwalifikacje i pomomo jego
          nieustannej krytyki czuję się atrakcyjną kobietą. To nie strach przed
          samotnością ani uzaleznienie finansowe - nic z tych rzeczy - to jakaś obsesja
          twienia w nicości i sponiewieraniu. Nes-ko bylam bez niego przez miesiąc i
          czułam się wspaniale...ale nie potrafiłam powiedziec nie (nadzieja) kiedy
          obiecał że teraz będzie dobrze i zaczniemy wszystko od nowa. Owszem było
          dobrze ale nie wytrwał...gówno warte sa jego słowa. Szuka na czacie
          uwielbienia bo z racji tego jakim jest człowiekiem nie czuje akceptacji w
          realu. Moi rodzice cierpią bo znają moją sytuację. Wyrosłam w domu pełnym
          miłości, szacunku i dobroci. Dlatego nie mogę pogodzic sie z tym co mnie
          spotkało...
          • Gość: Nes-ka Do Małgosi II IP: *.icpnet.pl 06.02.04, 21:17
            Małgosiu, widzę w Twoich wypowiedziach /chyba jest Twój post na wątku, który
            dzisiaj założyłam/ dwa bieguny: 1. piszesz, ze nie chce Ci sie żyć / o tym za
            chwilę/, 2.Nie możesz pogodzić się z tym, co Cię spotkało.
            Co do p. 1. - Małgosiu, depresja - groźna rzecz. A trochę inną sprawą jest
            skolei zniechęcenie i poczucie beznadzieji - nawet bardzo głębokie.
            Jesli naprawdę czujesz, że masz objawy depresji - marsz natychmiast do
            odpowiedniego lekarza po pomoc i stosowny lek. To nie zabawa, zrób coś zanim
            pewien krok nie objawi ci się jako ulga, której już nie będziesz potrafiła
            sobie odmówić. Póki się jeszcze tego boisz. Krótka wizyta - lekarstwo -
            stopniowa poprawa.
            Co do zniechęcenia i rezygnacji - w Twojej sytuacji to normalne /osobiście
            byłam juz na etapie nie wychodzenia z domu i rozdawania wszystkim naokoło
            swoich rzeczy/. Żadna rada na to nie ma sensu, póki TWOJĄ DECYZJĄ jest
            kontynuowanie związku. Zachowaj się jak prawdziwa kobieta /kiedys byc może
            matka/ i weź póki co odpowiedzialność za swoje życie w swoje ręce, tak jakbyś
            brała ta odpowiedzialność za swoje dzieci. Wyobraź to sobie. Nakrzycz na siebie
            i weź się w garść. Szukaj życzliwych powierników bo nie możesz byc sama.

            Piszę tak brutalnie, ale zrozum - mogłybysmy godzinami płakac nad tym jak to
            jest w związku toksycznym /osobiście mogłabym napisac o swoich przejściach
            chyba ze trzy tomy/, brnąć w to i co jakiś czas pytać - dlaczego i za co?
            Nie ma sensu.
            Mi jest łatwiej - mam to juz za sobą. Nabrałam dystansu, choć nie do końca.
            Dlatego piszę, w nadzieji że moje słowa pomogą.
            I teraz o punkcie 2 - o instynkcie samozachowawczym, który jeszcze jak widzę
            masz.
            Piszesz, że zajmujesz się sobą, bywasz wśród ludzi. To znaczy, że jeszcze nie
            wszystko stracone. To oczywiście na związek nie ma wpływu - może nawet pogarsza
            sprawę - więcej szykan na codzień.
            Trochę praktycznych rad.
            Spróbuj być egoistką. Jesli nie potrafisz to odgrywaj egoizm jak aktorka.
            Zagraj taką postać. Powiedz sobie że nie jesteś / bo nie musisz byc/ idealna.
            Pozwól sobie na to by nie wnikać w nic, nie rozumieć, puszczać slowa mimo
            uszu /sorry ale nie słyszałam co mówiłeś- taki tekst na przykład /. Uwierz w
            moc ciszy. Spróbuj odpowiadać słowami "tak" lub "nie" bez komentarza dlaczego.
            Nie obserwuj jego reakcji, weź ciekawe czytadło i przemieszczaj się z nim po
            domu. Na kłopotliwe pytania/zaczepki jedna MANTRA - "ale nie wiem o co ci
            chodzi". Zapytaj o coś i nie czekaj na odpowiedź /trochę złośliwe ale bardzo
            skutecznie wprawia w niepokój/. Świadomie tego pilnuj. Broń swojego
            terytorium /kochanie przez 4,5 godziny chcę byc sama - i niech
            wyjdzie/.Potraktuj to jak ćwiczenie silnej woli, jak dietę czy coś:). Naucz się
            pytać siebie - czy tego chcę? w drobiazgach ; jesli nie - z usmiechem mów NIE i
            NIE UZASADNIAJ. Nawet jeśli będzie narzekał, że jesteś taka niedobra pamiętaj,
            nie robisz mu w ten sposób żadnej krzywdy. Żelazna zasada - KONSEKWENCJA
            (poczuje power z Twojej strony i zrobi się słodki, a Ty wtedy zmiękniesz
            i... ) ,jeszcze raz konsekwencja - dasz radę.
            Po co to wszystko jeśli związku nie da się ratować - zapytasz. Otóż po to, że
            sprowokuje to Twojego partnera do odsłonięcia kart. Wtedy będziesz miala na
            widelcu jego prawdziwe intencje i łatwiej Ci będzie uwolnić się od niego i bez
            wątpliwości i złudnych nadziei odejść. To będzie taki okres wypowiedzenia :).
            Sama tez poczujesz się lepiej.

            Osobiście doradzałabym - jak w poprzednim poście - radykalnie to uciąć i
            zapomnieć. Ja tak zrobiłam ale wtedy juz wiedziałam, że na pewno nie wrócę. Ale
            Ty jesteś w tym bagnie narazie za głęboko - piszesz że masz obsesję
            samoumartwiania się. Moja droga - uświadom sobie, że jesteś manipulowana. Jeśli
            kiedyś Twój partner każe Ci skoczyć przez okno dla niego - zrobisz to. A on
            powie : sama chciała .Teraz nazwij to sama - to jest ...... co? wyższe
            poświęcenie matki Teresy z Kalkuty?

            Małgosiu, pomyśl o tym wszystkim /zanim na fali jakiegoś zaćmienia zdecydujesz
            się na ślub i dziecko, biorąc za dobrą monetę kolejne obietnice/.
            Nie wiem, co o tym myslisz ale mam nadzieję że pomogłam choć w małym stopniu.
            Życzę dużo szczęścia, oby kobiet z takimi problemami było jaknajmniej.
            pozdrawiam ciepło
            Nes-ka
            • Gość: Małgosia Re: Do Małgosi II IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.02.04, 00:51
              Nes-ko jesteś cudowna..naprawdę. Jestem mężatką od 10 lat mamy synka -
              wspaniałego i bardzo mądrego, ale on czyli pan mąż aby jescze bardziej mnie
              upokorzyć oznajmił że on go nie interesuje - swoja drogą nie wierze, że tak
              mysli ale zrobił to po to aby mi sprawic przykrość....przestał wypełniac
              podstawowe czynności dnia, które robił dla niego po to aby mnie bardziej
              obarczyć bo wie że ja nigdy nie pozwole sobie na jakiekolwiek zaniedbanie
              synka. Właśnie wróciłam z małej imprezki..zostałam niespodziewanie zaproszona
              na b.mile spotkaie...zmusiłam się wręcz aby wyjść i nie żałuję.
              Dziękuję Ci za poswiecona uwage..masz racje mój egoizm będzie dla mnie na ten
              czas najlepszym wyjściem..tylko ja i synek. Całe szczęście ze mam b.
              pochlaniajaca pracę..szykuje mi się chyba wyjazd kilkudniowy odpocznę od niego
              i zrelaksuję się. To są tylko doraźne środki i nie rozwiazują problemu ale
              może to własnie dobre początki do mojego sukcesu...muszę byc silna. Twoja
              otucha i mocny punkt widzenia w jakimś stopniu wzmacnia mnie, naprawdę :)
    • zlewozmywak1 Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 11:11
      Toksyczny, dokładnie przez analogie do odpadów z ZSRR, znaczy trujący, wiec
      taki który z założenia ma cie wzbogacać, rozwijać, ogrzewać, i przygotowywac do
      codzienności jak sekundant Darka Michalczewskiego do kolejnej rundy, a niestety
      powoduje że czujesz sie przytłoczony, wkurwiony, zdołowany.

      Any questiones????
      • Gość: baba zona Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 06.02.04, 16:16
        Pewnie, ze zadnych!
        :)))
    • anonim_ka Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' 06.02.04, 17:30
      f.kafeteria.pl/temat.php?id_p=377510&id_f=4
      Moze ten link pomoze :))
      pozdr.
      ano..
    • Gość: ada Re: Co to znaczy 'toksyczny związek' IP: *.cable.mindspring.com 08.02.04, 05:16
      Toksyczny zwiazek to nie tylko "zly" partner ktory zatruwa nam zycie ,to my
      sami.
      Polecam goraco "Toksyczna milosc" Pia Mellody.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja