Gość: Aga
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.02.04, 09:35
Nie wiem od czego zaczac.
To wszystko jest takie dolujace...
Nasuwa mi sie pytanie, czy go jeszcze kocham?
Nie wiem, to takie trudne.
Ciagle czuje sie atakowana, to zle, tamto zle, tak moglabys zrobic lepiej...
Zyje swiadomie i wiem co robie.
Zdarza sie, ze czasem ponosza mnie nerwy, ale potem przychodzi spokoj,
refleksja, a takze przeprosiny z mojej strony, jesli uznam, ze cos jest z
moje winy.
Jestem wesola, czasem mam szalone pomysly, maz powaznie podchodzi do zycia i
do wszystkiego, intelektualista, skonczyl studia.
Nasze charaktery sa odmienne.
Jesli wpadam na jakis fajny pomysl typu zrobmy to lub wyjedzmy na krotko on
potrzebuje czasu, zeby sie psychicznie przygotowac a mnie wtedy ochota mija
albo nie jest juz to wykonywane z takim zapalem jaki mialam na poczatku.
Od poczatku naszego zwiazku wiedzielismy, ze musimy sie docierac.
Mysle, ze nie doszloby do slubu (moze kiedys), gdybym nie zaszla w ciaze.
Termin slubu byl juz zaklepany a ja kilka dni pozniej poronilam, pytalam czy
odwolujemy, odpowiedz brzmiala "nie", a mnie wszystko bylo jedno.
Mysle, ze jestem dobra dla niego, ale jak mnie zdenerwuje to nie ukrywam, ze
jestem zlosliwa.
Wczoraj walnelam w szafke jakims kuchennym naczyniem, na co maz, ze go
strasze.
To, ze walne w czyms piescia albo mocno przeklne, nie oznacza, ze robie mu na
zlosc, jestem wtedy bardzo zla i tak czasem zaeaguje.
On nie uspokaja mnie, wraca do swoich zajec, do komputera, a ja w tym czasie
wyje z bolu, placze a on mnie "totalnie olewa", wtedy przychodzi okropne
uczucie pustki, osamotnienia...