mankatoja
31.01.10, 12:11
Z moja mama zawsze była inna...mówiło sie ze to dlatego iz wychowywała sie bez
matki...no ale miała rodzinę - babcia, dziadek....faktem jest, ze był to tzw
"zimny wychow" ale....To co się dzieje nawet takie dzieciństwo nie jest w
stanie wytłumaczyć.
Poki żył ojciec, było jako tako...chociaż i tak z nikim się nie
przyjaźnili....w zasadzie nawet trudno powiedzieć dlaczego byliyyy ze
wszystkimi skonfliktowani. Tata zawsze wydawało mi się, że był towarzyski i
lubiany ale mama nie. Dlaczego? W każdym widzi coś niedobrego. Rożnie u
rożnych ludzi ale tak czy siak, każdy ma coś co jej nie odpowiada. Z sąsiadami
na pieńku - w tym miejscu zamieszkania,w poprzednim również. Z rodzina się nie
kontaktowali raczej bo ciotka dziwaczka, wujek pijak itp. Tym samym nie znam
kuzynostwa ani ciotek poza tym ze wiem jak wyglądają. Z jedną tylko siostrą
przyrodnią ( mama ma przyrodnie rodzeństwo ) do niedawna była w jako - takich
relacjach ale to tez z przerwami i , jak wspomniałam, do niedawna. Po śmierci
taty całkiem jest nie do wytrzymania. Proponowałam jej pobyt w rożnych
miejscach spotkań seniorów ( kółko chóralne albo robótek ręcznych- cokolwiek)
ale nie zgadza się, bo ona nie potrzebuje, nie ma przyjemności itp. Natomiast
całymi dniami siedzi w domu i wkręca sobie ze jest samotna i nikt się nią nie
zajmuje. Owszem, ostatnio nikt, ponieważ pokłóciła się ze wszystkimi twierdząc
ze jest o "wszystko" nieustannie posądzana, np. o to ze o mnie i bracie moim
opowiada niestworzone rzeczy obcym ludziom. Tyle ze to prawda, bo oboje mamy
takie informacje...Ona sobie nie zdaje sprawy chyba ze takie rzeczy opowiada,
ponieważ nawet w rozmowie ze mną coś powie a potem się tego wypiera. Problem
jest w tym, ze ona chciałaby abym ja rzuciła wszytko i zamieszkała z nią. Ja
nie chce tego, bo nasze relacje nigdy nie były dobre. Poza tym, moje życie
byłoby podobne jak w więzieniu- zero wyjść, zero znajomych, zero gości. Od
czasu mojego rozwodu temat tego ze mam obowiązek się zająć matką powraca wciąż
w wielu aspektach. Tyle ,że ja nie chcę, nie mogę i nie potrafię poświecić się
opiece nad kobieta, która nigdy mnie nie przytuliła, nie pochwaliła, nie
próbowała zrozumieć a wciąż tylko negowała.
Nigdy nie umiałyśmy rozmawiać, a jeśli to słyszałam jakie to inne córki są
wspaniałe a ja do niczego. To nie buduje dobrych relacji....Czuję obowiązek
żeby się nią zając ale nie potrafię...wizyta u niej... to jakbym szła na
skazanie....Czuję fizyczny ból a nawet teraz mam problemy aby zadzwonić....Bo
tylko usłyszę znów jacy wszyscy są zli, niedobrzy, jak ją gnębią , niszczą ,
okłamią, oszukują i obgadują....nie daje temu rady...
co zrobić, poradźcie, bo ja już nie mam sił...