Gość: dori
IP: *.enterpol.pl
10.02.04, 13:27
mam klopot z matka.
nie mieszkam z nia lecz niedaleko. czesto sie widujemy. jestem od niej
zalezna finansowo. problem polega na tym ze podczas naszych kontaktow ja
praktycznie nie mam prawa miec odmiennego zdania. kazda wymiana zdan konczy
sie koszmarna awantura. dla swietego spokoju i jej zdrowia( matka ma nerwice)
zazwyczaj przytakuje. ale ile mozna zwlaszcza gdy to ingeruje w moje zycie.
poza tym wydaje mi sie ekstremalnie glupie udawanie przed matka innej osoby
niz faktycznie jestem. pomijajac juz ze to okropnie meczace.
co robic?? dlaej brac udzial w przedstwieniu pt. grzeczna coreczka czy moze
postwiac sprawe na ostrzu noza?
ps.nie ma 16 lat i nie przezywam buntu mlodzienczego. rozmawialam z nia juz
wielkrotnie na spokojnie ale to nic nie zmienia bo za chwile wszystko wraca
do sytuajcji wyjsciowej.
to tak zeby wykluczyc najczestsze rodzaje rad:)