firstdziubas
27.02.10, 20:40
Witam, Nie lubie pisac na tego typu stronach, ale juz nie moge sie
powstrzymac. Jestem mezatka od 8 lat. Nawet nie wiem jak to wszystko
ujac w kilku zdaniach. Mieszkamy od dwoch lat w Anglii, ale nie w
tym rzecz, ta sprawa trwa od dluzszego czasu. Mamy dwojke dzieci.
Jak poznalam mojego meza zupelnie inaczej wyobrazalam sobie moje
dorosle zycie, mialam miec dobra prace i byc szczesliwa mezatka.
Jednak zycie ulozylo sie zupelnie inaczej. Bardzo wczesnie urodzilam
syna, mialam 19 lat i to przekreslilo tak naprawde wszystko o czym
mazylam. Owszem dokonczylam studia ale to nic nie zmienilo. Dalej
sie ucze i robie kolejne kursy aby tylko polepszyc swoja sytuacje
zawodowa, lecz mijaja kolejne lata i dalej stoje w tym samym
miejscu, co mnie zupelnie pograza i dobija. Moj maz jest kucharzem
wychodzi wczesnie rano wraca pozno wieczorem. Wiem, ze on stara sie
zarobic jaknajwiecej aby nam zapewnic jak najlepsze warunki, ale
wolalabym zyc w biedzie i byc szczesliwa. Po wyjezdzie do Anglii
myslalam, ze sytuacja nasza sie zmieni, ze bedziemy mieli wiecej
czasu dla siebie, ze ja bede miala szanse na dostanie lepszej pracy.
Ale tak sie nie stalo, tylko starcilam kontakt z przyjaciolmi, a
tutaj nie mam nikogo. Problem w znalezieniu dobrej pracy polega tez
na tym, ze przez lata slyszalam o wszystkich moich bledach jakie
popelnialam, ze studia moje sa bez sensu, ze powinnam sie
przekwalifikowac, zrezygnowac ze swoich marzen, to wszystko
spowodowalo, ze przestalam w siebie wierzyc i nawet jesli znajde
ciekawe ogloszenie to mam tysiac powodow dlaczego nawet nie sprobuje
wyslac swojego cv. Jednym z powodow oczywiscie sa dzieci. Jest to
moze dla niektorych glupie, ale dla mnie to tragedia, z ktorej nie
moge sie podniesc. Do tego wszystkiego raz na jakis czas odkrywam,
ze ze moj maz lubi podniecac sie patrzac na jakies pornograiczne
gazety czy portale. Moze dla niektorych to normalne, dla mnie chyba
tez, ale ja po ciazach bardzo sie zmienilam i przez to czuje sie
kompletnie nieatrakcyjna, co jeszcze bardziej mnie w tych wszystkich
smutkach pogranza. Chcialabym to wszystko jakos zmienic, ale nie mam
nikogo kto moglby mnie wesprzec, uwierzyc we mnie i pomoc mi rowniez
w siebie uwierzyc. Podejrzewam, ze zaraz dostane lawine
krytykujacych komentarzy, tak na podtrzymanie na duchu. Z gory
bardzo prosze, darujcie sobie i tak juz fatalnie sie czuje.