Problem braku chęci dalszeg istnienia.

02.03.10, 23:29
Mam taki problem mianowicie nie chce mi się żyć. Ostatnio wyszedłem z
założenia ze jeżeli coś cię wkurza to pozbądź się tego. Przy zyciu trzyma mnie
tylko rodzina bo wiem ze mnie kochają i było by im przykro gdybym odszedł.
Jestem samotny nie mam dziewczyny ale nawet gdybym miał wiele by to nie
zmieniło. Dobija mnie to że dostaje kosz za koszem, z pracą tez nie jest
lepiej. Uprawiam sporty extremalne ponieważ nie zalezy mi na zyciu czy zdrowiu
one mi jedynie dostarczają pozytywnych emocji. Może sie dziewczynom (widze jak
na mnie patrzą) podobam (widze jak na mnie patrzą) ale mam wrażenie ze sie
mnie boją. Nie chce iść do żadnego psychologa ponieważ w tym tez widzę brak
sensu. Musiałm sie gdzieś wyżalić bo już mam dosyć z takimi myślami żyje odkąd
pamiętam.
    • b-beagle Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 03.03.10, 20:08
      Zycie potrafi być zaskakujące i zmienne i bardzo duzo zależy w nim
      od ciebie. Nigdy nic nie jest na zawsze i po złych dniach przuchodzą
      dni dobre. Trzymaj się i pamietaj ,że zycie to Twój największy skarb
      a o jego sens zapytaj za 30 lub za 50 lat.

      Jeżeli cierpisz na depresje to pamietaj ,że to tylko choroba która
      sie skutecznie leczy. Pozdrawiam
    • nothing.at.all Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 03.03.10, 22:30
      Przyjdą lepsze dni. Dobrze, że masz pasje - sporty ekstremalne. I rozwijaj je.
      Może bezpiczne do końca niektore nie są, ale skoro dają Ci radośc i pozytywne
      emocje to dlaczego nie.
      Inwestuj w siebie, stara się. Masz tylko jedno życie tu na ziemi i wykorzystaj
      je. Naprawdę za 30 lat zobaczysz, ze jednak było warto pożyć:).
      • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 18:33
        dni lepsze nie przyjdą bo to już trwa odkad pamiętam gdy chodziłem do szkoly
        tak bylo teraz w pracy też tak jest. zastanawiam sie co bedzie jak braknie
        rodziców a pasja mi sie znudzi ???
    • s.p.7 Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 19:11
      pozbycie sie czegos nie zawsze jest rozwiazaniem, w zasadzie bardzo zadko jest

      problemy eliminuje sie przez ich rozwiazywanie a nie usuwanie.

      jesli zycie jest problemem to je naprawiasz a nie nie zabijasz sie
    • cossa Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 19:15
      o te dziewczyny zapytam jeśli można
      kosz za koszem?
      mówią coś czy po prostu urywają kontakt?

      no i dlaczego myślisz, że się Ciebie boją?

      pozdr.cossa
      • itusiek5 Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 22:04
        I ja tak mam. Czasem ;) Hmm... moim zdaniem to są takie osobowości.
        Tego zmienić się nie da, można nauczyć się z tym żyć. Mam takie
        okresy w życiu, raz na 2 miesiące czasem częściej czasem rzadziej,
        że wszystko wokół mnie jest pięknie, a ja po prostu jestem smutna-
        tak najłatwiej mi to opisać- jest we mnie smutek. Nawet się
        uśmiecham, ale tylko z zewnątrz, przytulam się, rozmawiam, całuję,
        ale w środku jest we mnie pusto i obojętnie. Wtedy czuje, że nic
        mnie tu nie trzyma. Ale takie okresy po prostu przeczekuję. Mam to
        od hmm... odkąd weszłam w wiek dojrzewania. Teraz kończę studia.
    • paco_lopez Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 22:14
      no i gitara. liczba ludnosci w swiecie cywilizowanym juz sie nie
      zwieksza.wpisujesz sie jedynie w kierunek zmian. tacy jak ty musza
      byc tez.
    • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 22:28
      Jakbym słyszała siebie ...

      Życie od dluższego czasu mnie nie cieszy, choć dla otoczenia mogę wydawać się pogodnym człekokształtnym zwierzęciem.
      W mym sercu na co dzień gości pustka, a rozum otaczają liczne pytania i przemyślenia na temat istoty bytu oraz celu i jakości mojego i nie tylko życia.
      Wykreowany świat, w którym się narodziłam, nie jest przeznaczony dla mnie, co odczuwam wszystkimi swoimi zmysłami.
      Żyję dla mojego ojca, który zapewne gdyby dowiedział się o moim odejściu, zszedł byłby na zawał, ponieważ żonę swą ukochaną stracił wiele lat temu, a jej replika (czyt. ja) pomimo już dojrzałego wieku, nadal pozostała jego "oczkiem w głowie".

      Przy życiu trzyma mnie:
      - uwielbienie muzyki, czyli kompozycji dźwięków (produkcja i słuchanie)
      - fascynacja literaturą (teraz powróciłam do szacownego Pana Lema Stanisława)
      - igranie i pokonywanie słabości własnego ciała fizycznego (z ciałem duchowym walka jednak jest o wiele trudniejsza, bo to własnie stan umysłu włada naszą wytrzymałością fizyczną), czyli zdobywanie latem i zimą szczytów gór poza wyznaczonymi szlakami, czy pokonywanie rekordów prędkości i wytrzymałości na rowerze, wraz z rozwojem umiejętności omijania dziur w jezdniach, przy znacznej utracie wody z organizmu, zwanego potocznie potem
      - radość z chwil, szczególnie podczas kontaktu z przyrodą, naturą, ziemią, która zadziwia mnie swą pięknością i harmonią oraz zatrważa w momencie "przemówień" (np. trzęsień ziemi, powodzi, burz itp.) pokazując, jakimi młodymi, ułomnymi i maleńkimi istotami jesteśmy na naszej, jak dotąd, nie zbadanej do końca planecie.

      Partnera już nie szukam, choć zawsze miałam i mam adoratorów, i w związkach lepszych lub gorszych byłam przez znaczną częśc swojego życia. Brakuje mi jednak teraz "tego" ciepła i zaufania, bom się urodzila istotą społeczną. Zaufać jednak drugiemu cżłowiekowi dzisiaj, jest sztuką niemałą, a znaleźć dobrego, poczciwego i godnego osobnika płci przeciwnej, sztuką na miarę nagrody Nobla (to słowa tak proste, że aż banalne, a jednak dla mnie pozostały wyznacznikiem).
      Wiem, że jestem inna, często to odczuwam, lecz doceniam swą odmienność, dlatego pozostaje mi czekać cierpliwie na to, co los przyniesie. Wszakże to my podobno jesteśmy władcami wlasnego losu, zdeterminowanego, co prawda po części w kilku kwestiach, ale to właśnie te "kilka procent", na które nie mam wpływu, przytłacza mnie od dłuższego czasu do granic możliwości.

      Trzymaj się ciepło chwaście polny i wiedz, że w swym smutkach nie jesteś odosobniony.
      Nie rób tylko głupstw, bo kolejny wschód słońca przynieść może Ci więcej ciepła i energii. Wszakże dni robią się co raz dłuższe. A jeśli dzień okaże się szary i ponury, to będzie on oznaką, że kolejny może być tylko lepszy, ponieważ w pokonywaniu takowej aury, masz już niemałe doświadczenie.
      Wiedz o tym (i ja się tego trzymam i cały czas przekonuję), że są chwile i rzeczy na ogół drobne, dla których warto żyć, które są obok nas, wystarczy znaleźć chwilę, uważnie rozejrzeć się, poszukać i dostrzec.

      Dziękuję Ci za Twój post, ponieważ bez niego nie napisałabym tego wszystkiego, co obciążało mój umysł.

      Życzę Ci wytrwałości i "nie połamania nóg" podczas uprawiania sportów.
      Wszystkiego najlepszego.
      • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 09:17
        Fajnie i sensownie to napisałaś, niejednowymiarowo :).
        Ludzie myslą, ze jak np. nie maja stałego partnera uczuciowego, to
        ich zycie jest totalną katastrofą. Tymczasem nikt nie
        ma "wszystkiego", a to zdrowia brak, a to urody, ciekawej pracy,
        mądrych dzieci...zawsze coś się znajdzie, co można by poprawić. taka
        juz nasza natura, że wciąż interesuje nas tylko to, czego NIE mamy,
        zaś to co mamy - uznajemy za oczywistość od losu.
        :)
        • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 08.03.10, 23:56
          Dziękuję za miłe słowa i na wstępie napiszę, że zgadzam się z Twoją wypowiedzią.

          Bardzo często nie doceniamy tego co mamy, z kilku powodów:
          - uważamy, że to co mamy nam się należy lub jest "oczywistą oczywistością", nie myśląc przy tym, np. co by było gdybym urodził się w chinach, kongo lub w chwile. Posiadając schronienie nad głową, pracę, podstawowe warunki do życia i rozwoju, nawet nie zdajemy sobie sprawy, jakimi szczęśliwcami się narodziliśmy i jak wiele posiadamy i osiągnęliśmy w naszym życiu.(O zdrowiu wspominać nawet nie będę, bo jest ono jednym z podstawowych wyznaczników jakości percepcji naszego bytu)
          - zapominamy lub jesteśmy niestety nieświadomi tego, o czym pisałam powyżej.
          - ewoluujemy - oczekujemy i stawiamy sobie co raz to nowe i bardziej śmiałe wyzwania i zadania. Nie zawsze są one jednak w zgodzie z naszą naturą, możliwościami czy umiejętnościami, dlatego często ponosimy porażki, lecz to właśnie one oraz dalsza chęć zmian i ulepszeń, determinują nas do osiągnięcia zamierzonego celu i sukcesu - trzeba jedynie podtrzymywać "wolę walki" i nieustannie działać, co niekiedy bywa czasochłonne i przez co demobilizujące. (szkoda tylko, ze w obecnym społeczeństwie nie nasza ewolucja nie zawsze kroczy w harmonii z duchem moralnym).

          Powyżej przedstawiłam jedynie skróty myślowe (moje palce nie nadążają za moimi myślami, przez co czasami piszę bardzo chaotycznie), ponieważ w tym temacie elaborat mogłabym napisać, a nie zamierzam marnować Twojego (Waszego) i swojego czasu na opisywanie rzeczy, których każdy homo sapiens na co dzień świadom być powinien, i o czym ja staram się pamiętać każdego dnia, choć z tym bywa niekiedy ciężko.

          A tak na prawdę, to do życia nie potrzebujemy niczego więcej jak tlenu, wody i pożywienia, i z każdej dodatkowej rzeczy i okoliczności, winni bylibyśmy się cieszyć, że pozwala nam przetrwać w dzisiejszym świecie.
          • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 09.03.10, 08:33
            > A tak na prawdę, to do życia nie potrzebujemy niczego więcej jak
            > tlenu, wody i pożywienia, i ...
            - stałej, sobie właściwej, dziennej porcji Dobrótek :D
            • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 09.03.10, 22:20
              niezwykle miło i sympatycznie to określiłeś(aś) - dobrótki :)
              bardzo mi się podoba ... moje uznanie za krzepiącą słowotwórczość
          • kalllka Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 11.03.10, 15:55
            bardzo ladnie i duchowo uzasadniona, acid:-) Twoja sciezka. nie bardzo tylko rozumiem dlaczego odnajdujac sens slow dla kogos, sama ich nie ucielesniasz przyznajac sie do.. cierpienia(?)
            duch,rzadko od ciala rozdzielnie, dziala:)
            Tobie zatem blogoslawienstwo cierpliwosci w kontynuacji potrzebne; nie,ludzenie cierpienia:)

            chwostkom zas, zaniechania nakrecania sie adrenalina.
            uzalezniles sie od ekstremum, stad doly "chemiczne". organizm hiperwentyluje i masz uczucie ciasnoty duchowej za to rozdecie emocjonalne.
            faktycznie, zwykla codzienna praca przy ludziach, np starych chorych- wiele dobrego uczy.
            zyczenia wiec spuszczenia z tonu
            • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 14.03.10, 21:33
              Witaj kalllka i dziękuję za krzepiące i ponowne uświadamiające mnie literki.
              Mi rzeczywiście potrzeba jest jeszcze więcej cierpliwości (czego świadoma jestem i jest to jeden z moich głównych celów). Jednak czasami zastanawiam się, kiedy, gdzie i jak nastąpi tego granica, lub daj losie "przełom". Idealiści urodzeni nie w tym "czasie" tak już mają.
              W mojej psychice jest jak w niechlubnym ideowym marksiźmie. Ma być pięknie, niepowtarzalnie, prawie, ideowo i sprawiedliwie. A w życiu (od dłuższego czasu) jak zawsze na przekór - wychodzi z tego wszystkiego komuna, gdzie żyć nie sposób, wszystkiego brak, a człowiek i tak stara się cieszyć z tego co ma ;)
    • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 05.03.10, 23:44
      Pierwsze pytanie do paco_lopez po co tacy jak ja ??? (fajny post)
      Odpowiadam na pytanie cossa różnie czasem napiszą lub powiedzą a czasem urywają
      kontakt np w tym tygodniu po prostu urwała kontakt.
      Myślę że sie boją ponieważ po prostu nie chcą być z takim jak ja.
      Również cie pozdrawiam cornish_acid super post dzięki za niego
      grunt to wylac smutki, na chwile ulży. W realu raczej nie dał bym rady komuś
      przekazać swoich smutków tak że takie fora sa potrzebne.
      • kaa.lka Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 00:07
        miły kąkolu,
        W pierwszych słowach chciałabym Cię jakoś pokrzepić- hej hej,trzymaj się.
        Mogęż także wspaniała radą slużyć Ci, abyś umówił na szaloną randkę się z
        którąkolwiek z forumowiczek tu obecnych.

        życzę dużo zdrowia i pogody ducha
        • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 23:51
          Do witch.l mówisz że by po płakali tydzień ? zycia nie znasz nie wiesz co czują
          rodzice tracą dziecko. I nie mowie ze strzele samobója ja sie tylko zastanawiam
          po co to wszystko, na pewno nikt na mnie tego nie przelał :)))
          Do: to.niemożliwe☺
          Ja dziewczyny tak właśie traktuje jak mówisz "zakładam maske" w realu nikt nie
          zna moich poglądów na temat życia wszyscy myślą że jestem bardzo szczęśliwym
          facetem biorącym od życia 100%. Sporty ktore uprawiam to Motocross, Downhill,
          Skoki spadochronowe, W zimę narciarstwo w najostrzejszej odmianie freeride. Nie
          narażam więc mojej ekipy bo sa to sporty indywidualne. Sport ekstremalny jest
          jak alkohol dla nie których daje ulgę nie myślisz o niczym skupiasz się tylko na
          tym. Wygląda to niebezpiecznie ale krzywdy nie zrobi ponieważ wszyscy którzy
          giną mają jakieś urazy to tylko z winy ich błędu człowiek działa jak automat
          gdy staje na granicy chce z wszelką cenę przeżyć wszystkie poglądy na temat
          życia są wtedy usuwane na boczny tor, sam się o tym przekonałem.
      • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 09.03.10, 00:25
        Dziękuję.
        Wylać smutki czasami jest ciężko, tym ciężej, im bardziej brakuje nam właśnie osób "godnych", by to zrobić.
        Niekiedy "internet" i fora dyskusyjne są potrzebne, bo anonimowowść daje poczucie bezpieczeństwa, otwartości, szczerości i pozwala zasięgnąć opinii osób trzecich, które czasami służyć mogą swym osobistym doświadczeniem. np. w kwestii rozwiązywania problemów.
        Piszesz "grunt to wylać smutki, na chwile ulży". Ulży i tzw. "wygadanie się" czasami pomaga, jednak gorzką prawdą jest to, ze dopiero w chwilach kompletnej samotności i zadumy docieramy do zakamarków naszej podświadomości, najskrytszych pragnień, bólów itp. i tylko osobiście przed samym sobą jesteśmy w stanie przyznać się do osiągnięć i błędów własnego postrzegania czy zachowania. A idąc dalej tym torem, znaleźć rozwiązanie frapujących nas problemów oraz odnaleźć ścieżkę szczęśliwego życia.
        U osób cierpiących (takich jak Ty czy ja), dzieje się to zazwyczaj poprzez zmianę jakości postrzegania życia lub jego akceptacji. Na samym początku zdaje się to być ciężkie do wykonania, jednak uwierz mi, jest wykonalne, tylko należy stale to sobie uświadamiać.
        Napisałam to jakoś tak bardzo "patosowo", więc teraz w "jednym zdaniu". Stań z boku, zaobserwuj siebie, dokonaj samooceny i ewentualnie podejmij poczynania w kierunku zmiany, lub utwierdź się w akceptacji świadomości istoty bytu jakim jesteś.

        Na czym polega Twój problem z kobietami.
        Być może nie poznałeś jeszcze takiej, która swoją istotą dorównywałaby Twojemu intelektowi (postrzeganie, zainteresowania, sposób spędzania czasu, zwykła rozmowa). Jest to całkowicie normalne i jakoś musisz to zaakceptować i przetrwać. Każdy z nas jest w jakiś sposób wyjątkowy i aby być spełnionym w tej kwestii społecznej, wymagana jest od Ciebie cierpliwość i rozumienie (drugiego człowieka i otoczenia). Jeśli jednak na chwile obecną tak się nie dzieje, to wiedz o tym, że "nie ma tragedii". Na wszystko przyjdzie czas, nic nie dzieje się bez przyczyny, bo całość jest zharmonizowana, niejednomierna i zrównoważona w swych celach i konsekwencja
    • polska_potega_swiatowa Gonisz-uciekaja. Uciekasz- gonia.... 06.03.10, 07:48
      Kobiety unikaja mezczyzn ktorzy wygladaja na kontrolujacych typow.
      Wiem cos o tym, jesli pokazesz dziewczynie ze ja potrzebujesz bo
      staras sie zbyt badzo, to sie wystraszy i uciekanie.

      Takie sa prawa fizyki/ natury. Wiec lepiej jest wyluzowac, nawet
      jesli jestes dojrzalym juz facetem i potrzebujesz kobiety, to lepiej
      byc uprzyjmym, milutkim i pokazac jej ze "jestes takim super
      facetem" ze masz wiele talentow i pasji, a zyczenia tej jednej,
      jedynej kobiety spelnisz, ale tylko jesli ona pierwsza pokaze tobie
      ze tego potrzebuje.

      Fakt ze ty mozesz jej potrzebowac, jest dla kobiety malo wazny, bo w
      zenskim umysle mezczyzna jest dla kobiety, a kobieta jest dla
      mezczyzny, ale tylko wtedy gdy ona pierwsza jego wybierze.

      Wiec, udawaj szczesliwego, faceta ktory ma takie fascynujace zycie,
      jest pewny siebie, supermanem, a zarazem uosobieniem Swietego
      Franciszka, a od razu znajdziesz kobiete.

      U mnie bylo podobnie, gdy szukalem, to wszystkie zdawaly sie
      zniechecac z jakiegos powodu, lub od razu uciekac. Gdy juz
      przestalem szukac, i zajalem sie czyms innym (wstapilem do US
      Marines/ mieszkam w USA) to od razu pojawila sie pierwsza, potem gdy
      wyjechalem gdzie indziej, to natychmiast kilka innych panien
      zainteresowanych mna do wyboru.

      Kobiety juz takie sa przekorna, i nie oklamujmy sie jak kazda istota
      ludzka sa troche egoistyczne.

      Jesli chodzi o twoj sens zycia, to spojrz na ludzi naprawde chorych,
      ktorzy zrobiliby wszystko zeby chodzic, lub wyleczyc sie z
      nieuleczalnej choroby. Naprawde masz po co zyc, dla innych na
      przyklad. Zaloze sie ze jest wiele kobiet ktore chcialyby byc z
      toba, ale musisz re-ewaluowac swoje prorytety, zamiast byc
      nastawiony da branie, przestaw sie na dawanie, a od razu zobaczysz
      wokol siebie tlum, zenski tez.

      Kazdy ma wiele do zaofiarowania, i rowniez dostac wiele od innych,
      lecz trzeba sobie na to zapracowac niestety...
      • jab-77 Re: Gonisz-uciekaja. Uciekasz- gonia.... 06.03.10, 16:10
        "Wiec, udawaj szczesliwego, faceta ktory ma takie fascynujace zycie,
        jest pewny siebie, supermanem, a zarazem uosobieniem Swietego
        Franciszka, a od razu znajdziesz kobiete" - o Boże to takie proste! A ja głupi
        żyłem w takiej nieświadomości
        • polska_potega_swiatowa Re: Gonisz-uciekaja. Uciekasz- gonia.... 06.03.10, 21:08
          jab-77 napisał:

          > "Wiec, udawaj szczesliwego, faceta ktory ma takie fascynujace
          > zycie, jest pewny siebie, supermanem, a zarazem uosobieniem
          > Swietego Franciszka, a od razu znajdziesz kobiete" - o Boże to
          > takie proste! A ja głupi żyłem w takiej nieświadomości


          Mowisz z ironia? :) Oczywiscie ze nie jest to proste, bo jak ktos
          jest glodny to trudno od niego wymagac sprawiania wrazenia
          najedzonego, ale takie zycie, ludzie a kobiety w szczegolnosci garna
          sie tam gdzie wydaje sie im beda miec komfort psychiczny i
          finansowy, to sie zdaje sie nazywa atavizm, takie prawo
          natury ktore ma za zadanie zapewnienia przetrwania gatunku
          ludzkiego ;)

          Ale to jest dobra rada, dla kazdego mlodego faceta, jesli chcesz cos
          dostac, to udawaj ze tak naprawde to masz wiecej do ofiarowania, i
          jestes supermanem ktory rozwiaze wszystkie problemy kobiety i sprawi
          ze poczuje sie cudownie, oczywiscie gdy ona sobie tego zarzyczy :)
          • jab-77 Re: Gonisz-uciekaja. Uciekasz- gonia.... 07.03.10, 12:33
            No ja myślałem, że to Ty mówisz z ironią :), ale nieważne. A co do udawania to
            byłbym raczej ostrożny, bo jak już tak poudajesz kogoś kim tak naprawdę nie
            jesteś to możesz mieć problem kiedy nadejdzie tzw.godzina próby, a z supermana
            zejdzie powietrze.
      • theorema Re: Gonisz-uciekaja. Uciekasz- gonia.... 07.03.10, 00:41
        miałam napisać prawie to samo...i już nie muszę:)
    • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 09:23
      Chwaście, to jest nie w porzo, że zlewasz swoje bezpieczeństwo
      uprawiając sporty ekstremalne. Nie wiem jakie, wspinaczka?
      Nurkowanie jaskiniowe? Ale zapewne z partnerem lub kilkoma.
      Narażasz ich lekceważąc swoje bezpieczeństwo w imię wyimaginowanej
      marności własnej nad marnościami.
      Może Ty tym kobietom tak naprawdę nic nie oferujesz poza manierą
      macho-mana, a tak naprawdę nie wchodzisz w relacje, nie słuchasz,
      nie dajesz poczucia bezpieczeństwa, nie dajesz akceptacji. Tylko
      czekasz aż się tak w Twoim wizerunku zauroczą, że same Ci wpadną w
      ramiona. Relacja, rozumiesz to słowo? :)
      Jak Ci nie wychodzi z jedną grupą kobiet, to zmień target na te o
      niższym statusie społecznym - bedziesz dla nich bardziej
      interesujący. Ale naprawdę, jak sam nie chcesz tworzyć relacji
      opartych o najprostrze wartości: przyjaźń, prawość charakteru,
      miłość - to wszelkie próby będą skazane na niepowodzenie.
      • sdfsfdsf Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 18:45
        Jak Ci nie wychodzi z jedną grupą kobiet, to zmień target na te o
        niższym statusie społecznym
        well done majster
        rozwiazales problem
      • sdfsfdsf Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 18:55
        a wiec chodzi o status spoleczny?
        pozwolisz ze cie opluje?
        • witch.l Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 19:04
          sdfsfdsf napisał:

          > a wiec chodzi o status spoleczny?
          > pozwolisz ze cie opluje?
          ____

          Pod warunkiem,ze pozniej to sam zlizesz....Chlopie.
          Kazdy doradza i pisze jak sam uwaza za sluszne. Bez tego poczucia,
          ze jego zdanie i pomysl jest sluszny...nie byloby xyz...wiec wyluzuj.
        • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 19:44
          Możesz mnie nawet obrzygać, i tak nie jesteś w stanie mnie
          obrazić...żeby zacytować klasyka :)
          Ja się odwołuję do prostej zależności, ze kobiety interesują się
          mężczyznami i wyższym lub przynajmniej równym statusie społecznym.
          To jest potwierdzone statystycznie. Wnioski nasuwają się same...
          • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 19:51
            Zresztą jest to dobry punkt wyjścia do dyskusji o tym, jak ludzie
            dobierają się w pary. Wystarczy wczytać się w oczekiwania kobiet co
            do tego jaki partner jest pożądany, np. na forum Kobieta :).
            Nie rozumiem zupełnie sugestii, że Chwast nie może się zainteresować
            kobietami o niższym aktualnie statusie spolecznym niż On? A co one
            jakieś gorsze są dla Ciebie, ze uważasz je za z góry skreslone, jako
            potencjalne partnerki do uczuć? :D
    • witch.l A moze sie mylisz? 06.03.10, 17:00
      Myslisz ze byloby im smutno? A skad wiesz? Pochlipali by troche,
      posiorbali by nosem...i po tygodniu zyli by tak jak zwykle.

      A co by bylo z toba? No co? A moze jednak istnieje ten drugi swiat?

      Najprawdopodbniej te stany depresyjnie i mysli przeszly na ciebie
      od kogos z otoczenia, jakies rozmowy, dyskusje, muzyczka metal,itp.
      to wszystko co czloiweka odciaga od natury i zycia. Moze ktos bliski
      w rodzinie boryka sie z depresja? Moze szkola, koledzy? Nic nie
      dzieje sie bez przyczyny....

      Chcesz sie pozbyc tego stanu niecheci do zycia, 'zaprzyjaznij sie' z
      przyroda, lasami, woda i cala to cudowna natura, ktora nas otacza.
    • sdfsfdsf Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 06.03.10, 18:26
      lacze sie z toba w bolu
      zycie intelektem to ciezka droga
      moment w ktorym zdajesz sobie sprawe
      kto cie otacza i co cie otacza
      jest momentem przelomowym - mam nadzieje?
      chociaz moze i trwac do usranej smierci
      to rozdrabnianie i wychwytywanie tego
      co chcesz robic, czym bedzie twoje zycie
      to ciezka praca ale to nie ma znaczenia
      mimo wszystko wiesz ze w srodku czujesz
      ze masz jeszcze cos do wykonania
    • juju0 miej odwagę 07.03.10, 00:59
      żyć!

      przede wszystkim nie odrzucaj siebie przez wzgląd na dziewczyny. Uważam, ze
      żadna dziewczyna (i żaden chlopak ) nie są warci tego, by skreślać siebie i życie.
    • de_primka Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 07.03.10, 02:31
      mój Brat myślał podobnie...... Skończył studia z wyróżnieniem..... w pracy
      mówili o nim NIEZASTĄPIONY. A ON... wciąż w niczym nie widział sensu, wciąż w
      siebie nie wierzył..... została po nim rozpacz, pustka, żal,
      BEZRADNOŚĆ.....NIC. A życie toczy się dalej...... i człowiek im starszy i im
      więcej doświadcza tym życie przybiera innego wymiaru i sensu..... warto czekać.
      ZAWSZE. NIGDY nie wiesz komu możesz być jeszcze potrzebny. W tej jednej
      godzinie, minucie, sekundzie.....Choćby u kresu swych dni......
    • solaris_38 Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 07.03.10, 02:39
      wielu ludzi ma z tym problem

      ale oznacza on tylko tyle że jak ból zęba

      coś trzeba zmienić w życiu

      czasami przyczyna bywa śmieszna lub niedorzeczna i niełatwo ja znaleźć

      np zła dieta
      rozregulowanie snu (za późno spać)
      za mało ruchu
      brak seksu
      brak słońca
      robienie tego co chcą inni (rodzice, przyjaciółka) a nie tego co kusi :)
      brak bodźców



      i trzeba do tego dojść

      i zaspokoić :)



    • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 07.03.10, 13:02
      Jak już wspomniałem nawet gdybym miał dziewczyne to i tak było by to wszystko
      bez sensu. Ale wszystkie akcje extremalne Downhill, Motocross, Skoki
      spadochronowe, Ski freeride to mnie trzyma i puki bede to robił to będzie ok. Z
      dziewczynami to mnie wkurza to że mnie olewają.
      • cornish_acid Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 09.03.10, 00:29
        Hm, napiszę z własnej obserwacji.
        Kobiety troszkę inaczej postrzegają mężczyzn, którzy uprawiają sporty ex. Dla zwyczajnych kobiet taki partner jest po prostu nie pewny, ponieważ łatwo i szybko może zginąć, a tym samym pozbawić ewentualną rodzinę "głowy". Dlatego ważna jest akceptacja (siebie i otoczenia oraz poznanie i zrozumienie śmierci) i dogłębne zastanownienie się nad samym sobą i własnym postrzeganiem (celami w życiu), o czym pośrednio napisałam wyżej.
        Tak od serca, to byłam przez dłuższy okres życia z człowiekiem, który "we krwi" miał drwienie z życia i igranie ze śmiercią, z czym się nie krył i co głośno oznajmiał. Nie przeszkadzało mi to. Cieszyłam się, gdy on był szczęśliwy, robiąc to co kocha.
        Jednak ta niepewność zobaczenia go "całego i zdrowego" dnia następnego, była wielce frustrująca w początkach związku.

        Naturalnym lekarstwem dla mnie (które w sumie poniekąd emocjonalnie nas złączyło), okazało się wariowanie i cieszenie się razem z nim. Dalej pozostały wspomnienia i indywidualna nauka na przyszłość ...
      • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 11.03.10, 15:06
        A właściwie, to po co Ci dziewczyna? Do związku, czy do seksu? Czy
        potrzebujesz kogoś, kto zaakceptuje Twoje słabości, czy kogoś, kto
        pójdzie z Tobą do łóżka? Czy sam wiesz, czego chcesz konkretnie? :)
        • bakejfii Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 11.03.10, 15:33
          Ciekawe.
          • to.niemozliwe Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 11.03.10, 15:46
            Pytam, bo to jednak dwie rózne sprawy. Może potrzebować damskiego
            towarzystwa, bo....hmmmm fizycznie jest mężczyzną ;).
            Ale może potrzebuje czegoś więcej i tu bym uznał, że ma braki
            komunikacyjno-poznawcze w sensie artykulacji siebie w relacji z
            drugą osobą, uznania swojej słabości i w konsekwencji otwarcia się
            na akceptację (poddania się osądowi i przyzwoleniu lub odrzuceniu).
            Albo poznawcze: dziad swoje, baba swoje :) - nie rozumie co one do
            niego mówią, a mówi coś, czego one nie rozumieją :).
    • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 10.03.10, 19:51
      Postanowilem dac sobie spokój z dziewczynami. Nie ma sensu sie dołować robić
      swoje a później sie coś wymyśli moze wróce do tego pierwszego planu.
      • ntar Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 11.03.10, 14:36
        A nie myślałeś że właśnie dlatego zrywają kontakt że zakładasz maskę? Jeśli
        chcesz prawdziwego kontaktu z 2. osobą to nie udawaj kogoś innego niż jesteś.
        Co do generalnego braku chęci do życia: to może być spowodowane za małym
        poziomem różnych substancji w układzie nerwowym. Chyba nie ma na to chemicznego
        lekarstwa, jeśli jest to pewnie szkodliwe dla zdrowia.

        Zamiast pocieszania ja bym Ci radził zainteresować się problemami innych ludzi.
        Pomagaj ludziom i skup się na tym co czują. Co o tym myślisz? Brednie?
    • 2iutka Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 14.03.10, 22:12
      ja też nie widzę sensu swojej obecności tu i teraz. czuję się jak
      puzel, który w żadne miejsce nie pasuje. od ładnych paru miesięcy
      nie było dnia, abym nie myślała o śmierci, o tym, aby stąd zniknąć.
      wiem, że dopóki żyje moja mama to muszę żyć, mimo, iż sprawia mi to
      straszny ból. ale nie mogę jej zrobić tego, że odejdę. ona by tego
      nie przezyła. każdy kolejny dzień mojego życia to pustka, jałowy
      czas, bezsens. a takie myślenie o życiu wywołuje głównie samotność.
      zapomniałam już, co to śmiech, radość, zadowolenie. tkwię w jakiejś
      melancholii, apatii, uśmiecham się machinalnie, z grzeczności.
      jedynym sposobem, jaki znalazłam na ten stan jest alkohol, wypijam
      piwo, idę spać i już mam z głowy kolejny dzień. ja nie przezywam
      życia, tylko odhaczam kolejne dni. i gówno prawda, że sami jesteśmy
      kowalami własnego losu. gdyby tak było, byłabym najszczęśliwszą
      osobą na świecie. wszystko, do czego dązyłam, o co walczyłam i co
      udało mi się osiagnąć, straciłam ot tak poprostu, w sposób
      niezależny ode mnie. więc przestałam walczyć o cokolwiek. przestałam
      się starać. nie mam marzeń, nie mam planów, kiedyś miałam ambicje,
      teraz tez jej nie mam. wiem, że i tak cokolwiek bym nie zrobiła i
      jak bardzo bym się nie strała, to i tak to los decyduje o tym, jak
      ma być. a ja od ladnych paru lat jestem wdeptywana w ziemię. tylko
      do tej pory zawsze się podnosiłam i pięłam znów w górę, skad mnie
      strącono. i tak raz za razem. aż w koncu przestałam. jestem młodą,
      30 letnią osobą, ktoś powie "całe życie przed nią", ale ja już
      połowę tego życia przezyłam i były to lata smutne, przykre.jestem
      zmęczona. i tak jak autor wątku, żyję tylko i wyłącznie ze względu
      na mamę.
    • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 14.03.10, 22:37
      Pozdrawiam cię 2iutka co do mojego wątku walcze z każdym dniem dwa dni temu
      spotkałem znajomego księdza właściwie to kumpel z klasy. Zapytałem mu to pytanie
      ale z góry zaznaczyłem żeby mi nie wysuwał to samo co inni księża od drodze do
      Boga i innych taki argumentów. On powiedział mi tylko Za wszelką cenę odnajduj
      nadzieje i w każdym dniu szukaj szczęśliwych momentów. I jego recepta się
      sprawdza tylko trzeba to zdanie dokładnie przeanalizować. A tak nawiasem
      powiedział co powiesz Bogu po strzale samobuja że ci się życie nie podobało ???
      i porównał to do prezentu od rodziców np samochodu rozbiłem go bo mi się
      niepodobał. A później dodał że nawet ludzie którzy nie wierzą mogą być później
      zaskoczeni i tam będom żałować że to zrobili.
      Może to tez do ciebie trafi do mnie trafiło nie przejmuje sie dziewczynami
      wogólę teraz przestałem sie umawiać i sie dołować ich fochami. Staram sie
      wyciągać z każdego dnia to co najlepsze nawet w łyku piwa można odnaleźć radość
      życia
    • chwast_polny Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 14.03.10, 23:18
      A no i jeszcze polecił mi ten utwór "Dżem - Do kołyski"
    • znp4 Re: Problem braku chęci dalszeg istnienia. 15.03.10, 10:10
      hmmm...? Spodobała mi się ta dyskusja; życie, śmierć, sens życia,
      samotność etc. Tak że zdecydowałem się coś napisać. Przypominają
      mi się moje "młodzieńcze przemyślenia" ;).
      Chociaż już ponad ćwierć wieku już za mną przeżyte bardzo naprawdę
      bardzo burzliwie i przyznaje się jak bardzo mnie to też dotyczy.
      Niechęć do życia, brak motywacji, porypane związki często też z mojej
      winy, samotność itp
      Dobrze cię rozumiem "chwaście" jak bym sam to pisał
      u mnie ekstremum okazały się jednak narkotyki: zapaści też moje,
      śmierć przyjaciół a to wszystko paradoksalnie pokazało mi jak bardzo
      chcę żyć tylko z czymś sobie nie radze (albo na maxa albo wcale).
      cornish_acid jakbym słyszał swoją znajomą prawie co do kropki i
      przecinka ;)
      Ciekawe naprawdę jak wiele jest w sieci tego typu postów?
      --jak to jest że " co nas nie zabije dotkliwie nas porani" :
      wszystkie doświadczenia jakie ukształtowały nasze życie jak bardzo
      przekreślają nasze "proste ścieżki życia"
Pełna wersja