to.niemozliwe
11.03.10, 12:23
Wczoraj, na korcie obok był trenig dziewczynek tak ok. 10 lat. Swoją
droge, naprawdę nieźle grały. Jedna z nich najwyraźniej strasznie
przeżywała nieudane zagrania, rzucanie rakietą, obrażanie się,
krzyki. Obok siedział ojciec i namawiał córkę do cięższego treningu
i podnosił na duchu, że to właśnie jest walka, że trzeba dac z
siebie wszystko. Z drugiej strony kortu pokrzykiwała trenerka,
wierzcie mi - to był wrzask. Ogólnie, moje wrażenia z obserwacji
trenigów tenisa, sa takie, że to bajka nie jest :). I własnie tak
sie zastanawiam, jak to jest z tą psychiką w sporcie? Gdzie jest
granica? Niewątpliwie postawa psychiczna przesuwa granice
wydolności, zawziętości, siły. Ale z drugiej strony - czy gdzieś
tam, po drodze nie kończy się jakieś piękno sportu, elegancja, styl,
a wszystko sprowadza sie do tego, kto zniesie większe upokorzenie w
imię przyszłych sukcesów. Czy sportowcom potrzebny jest morderczy
trening psychiczny? A może ta mała wcale nie chce grać w tenisa,
tylko woli grać na kompie, a to rodzice mają niezrealizowane
marzenia?