villena_00
19.03.10, 13:28
Postanowilam tu napisac bo nie mam sie komu zwiezyc, a sytuacja mnie
przerasta. Jestem wrakiem czlowieka, na zewnatrz, ladna, pogodna
kobieta, a wewnatrz wiedne w bardzo szybkim tempie. Wychowywalam sie
w toksycznej rodzinie, ojciec pil, matka bardzo toksyczna. Od
malenkosci bylam swiadkiem klotni, bijatyk, nie raz w domu byla
policja. Ojciec wyszedl z alkoholizmu, ale najwiekszym problemem
zawsze byla matka. Do dzis szantazuje mnie, niszczy psychicznie,
wyzywa, jest osoba szalenie znerwicowana. Nie raz mnie pobila gdy
bylam mlodsza, przestala gdy ja w akcie obrony jej oddalam. Gdy
wyjechalam na studia do innego miasta, byly telefony, ze teskni, ze
mam wracac itd. Potrafila przyjechac z pierogami niezapowiedziana, a
gdy powiedzialam ze fajne by bylo gdyby zadzwonila ze przyjezdza,
potrafila pierogi wyrzucic, trzasnac drzwiami i pojechac. Po
studiach wrocilam do domu rodzinnego, bo nie stac mnie na cos
wlasnego. Myslam ze cos sie moze zmienilo, a jest odwrotnie, sto
razy gorzej. Matka mnie bardzo upokarza, umie sie wkurzyc o mala
blahostke, non stop zwraca uwagi. Gdy np buty sa przesuniete o mm od
miejsca gdzie powinny sie znajdowac to potrafi mi je do kosza
wyrzucic. Non stop jestem zastraszona. Sama potrafi byc brudasem, a
gdy ja sprzatam potrafi powiedziec ze jeszcze wiekszy syf robie. Juz
tego nie wytrzymuje. Ale najgorsze nie do zniesienia jest to ze
nastawila mlodsze rodzenstwo przeciwko mnie. Matka potrafi sie do
mnie nie odzywac wogole i tak tez robia moja siostra i brat. Gdy
proboje ich zagadywac to zaraz mowia ze ich kontroluje itd. Sa tak
przekabaceni przez matke. Kiedys gdy byli mlodsi chodzilismy na lody
do kina itd, teraz traktuja mnie jak wroga numer jeden! To mnie
najbardziej boli. Sami potrafia przesiadywac godzinami w pokoju,
rozmawiaja z matka smieja sie itd. A ja taki wyrzutek. Najlepsze
jest to ze przy nich matka sie tak nie zachowuje. A gdy jestesmy
same potrafi wpasc w taka zlosc, wyklina, wali garami tak ze to
wszyskto odbija sie na mnie. Pomimo swoich dwudziestu kilku lat,
jestem bardzo niedojrzala emocjonalnie. Czuje jakbym zatrzymala sie
na wieku szesnastu lat! Czuje jakbym sie cofala. Jesli ktos to
przeczyta, powiedzcie czy jest dla mnie jakas szansa? Czy jest jakis
ratunek? To jest bledne kolo. Chcialabym sie usamodzielnic, ale na
czym mam zbudowac swoja przszlosc na piasku? Nie mam zadnego wsparcia