Gość: ania k
IP: *.crowley.pl
20.02.04, 21:17
Czy sadzicie, ze kryzys musi zawsze i nieuchronnie nadejsc? Jestem ponad 6
lat w zwiazku (3 lata po slubie) i w zeszlym roku przeszlismy powazny kryzys.
I najsmieszniejsze jest to, ze zawsze wierzylam, ze NAM to nie grozi...
Slyszalam rozne historie o tym, ze kryzysowy jest rok 3, 7, czy 9-ty.
Ciekawa jestem waszych spostrzezen? Czy tez wam troche temperaturka uczuc
przygasa? I jak sie przed tym bronic? Czy macie jakies fajne rady?
Bo u nas jest teraz spoko, nawet powiem, ze po wyjasnieniu sobie wielu spraw
(a wyjasnianie trwalo...kilka miesiecy!) przezywamy cos jakby druga milosc do
siebie. Tylko, ze ja troche sie jednak boje, ze to minie tak samo z siebie,
ze niepostrzezenie znow dopadnie nas kryzys.
I tak sie zastanawiam, czy milosc to wlasnie takie balansowanie miedzy
bliskoscia i oddaleniem?
Jak macie czas na takie rozwazania, to z mila checia podyskutuje. (Maz na
delegacji, dzieci zero).
Buzka