edhelos
05.04.10, 14:46
Witam:)
Piszę z nadzieją, że ktoś mi wreszcie pomoże zakończyć lub poradzi
jak naprawić mój niespełna 4-letni związek...
Moja dziewczyna "cierpi" na chroniczną obsesję dotycząca mojego
Ojca. To jest uważa, że jej nie docenia a foworyzuje żonę mojego
brata. Nie ma dnia, by o tym nie myślała, doprowadza ją to do szału
i paranoicznego wybuchu niekontrolowanych emocji...
Ja się z nią nie zgadzam bo wiem, że nie ma racji, tłumaczyłem już
1000 razy. Z początku myślałem, że jest zazdrosna, ale dlała mi do
zrozumienia, że żadne zaręczyny czy też nawet ślub w tej sytuacji
nic nie zmienią, bo mój ojciec i tak uwielbia tą pie.... i głupią
dzi..e.
2 sprawa - Mieszkamy razem ( studiujemy ), każda kłótnia zaczyna się
z byle powodu ( głównie chodzi o mojego ojca i bratową ale nie
tylko ), potrafi "lekko" zdemolować pokój, krzyczeć jak opętana itp.
Oczywiście cały ciężar sprawy zawsze biorę na siebie i to zawsze ja
wyciągam dłoń, robiąc z siebie tego winnego, przepraszam ją choć tak
naprawde nie mam za co... Czuje się zaszczuty i skrępowany...
Dochodzi do tego, że nie utrzymuję właściwie kontaktu z bratem z jej
powodu, każdy telefon do niego kojaży jej się z moją bratową i
doprowadza do szału... Nie potrafię przy niej realizować swoich
pasji i marzeń, jestem prawie na każdym kroku upokarzany ( teksty
typu : tu ujawnia się Twój debilizm, idiota, kretyn i znacznie
pikantniejsze ). Podkładam się i robię co mogę byle by było dobrze,
ale to już mnie zaczyna przerastać...mimo to nie wiem, czy potrafię
z nią zerwać, jednocześnie zdaję sobię sprawę, że nie wyobrażam
sobie spędzić z nią reszty życia...
Jest to dziewczyna która mnie "blokuje", wszystko widzi w czarnych
barwach, wszystko będzie źle itp, wychodzę z siebie żeby jej
tłumaczyć, starać się zmienić jej podejście i psychikę, ale to nie
pomaga. Dodam, że nie zgodzi się na żadnego psychologa itp... Czuję,
że marnuje sobie ten wspaniały czas jakim jest młodość...:(
W czerwcu kończymy I stopień studiów ( Dietetyka ), będzie to
prawdopodobnie jedyna okazja, by związek zakończyć, ale nie wiem czy
dam rade to zrobić... Teraz nie jest to możliwe, zbyt dużo zachodu
było by ze znalezieniem nowego mieszkania, kto sie ma wyprowadzić
itp, przewóz rzeczy...
Z jednej strony wydaje mi się, że ją kocham, ale to prawdopodobnie w
90% przyzwyczajenie... Nie potrafię jednak zebrać się w sobie i
powiedzieć co myślę, mieć wreszcie własne zdanie i wypowiedzieć
je... Wiem, że nie chcę tak żyć, a jednak wciąż trwam w tej
paskudnej relacji i staram się, żeby było dobrze, a przecież ciągle
jest źle...
Spisałem się aż za dużo...:) Chciałbym wiedzieć co o tym sądzicie,
może ktoś miał podobną sytuację w życiu...być z kimś, niby chcieć a
jednak tak naprawdę zamykać się w sobie i tylko udawać, że wszystko
jest ok...
Pozdrawiam :)
Rafał