kochamy, ale czy lubimy?

24.02.04, 12:20
Czy nie bywa tak, że kochamy kogoś, ale nie lubimy go? Dzieci mogą być
najlepszym przykładem. Każdy kocha swoje dziecko, ale chyba bardzo wielu
rodziców nie lubi ich. Naturalny popęd rodzicielski powoduje opiekę, staranie
się, martwienie. Ale przez brak lubienia nie rodzi akceptacja dziecka.
Rodzice wkurzają się, krytykują, karzą nadmiernie itd.
co Państwo na to?
pozdrawiam
    • nancyboy Re: kochamy, ale czy lubimy? 24.02.04, 12:40
      Bzdura.
      "Opieka, staranie i martwienie" wynikajace z popedu rodzicielskiego nie jest
      chyba rownoznaczne z miloscia.
      A swoja droga, to jak mozna nie lubiec wlasnego dziecka? Przeciez to jakie ono
      jest to zawsze nasza wina lub zasluga. Obwiniac wiec mozna najwyzej siebie
      samych, a nie dziecko.
      • Gość: Kasia Re: kochamy, ale czy lubimy? IP: *.ruda-slaska.sdi.tpnet.pl 24.02.04, 18:16
        Mnie się wydaje, że można nie lubić...no a dziecko wszystko czuje...czy
        spędzanie czasu z dzieckiem jest dla rodzca przyjemnością czy robi to bardziej
        na siłę...
        • niemonogamiczny bardzo często kochamy, ale nie lubimy 25.02.04, 10:54
          Dziękuję Kasiu,
          w wątku pytam, ale jestem pewnien, że wiele nieszczęść naszego emocjonalnego
          obcowania z ludźmi polega na tym, że kochamy ale nie lubimy. Bardzo wielu ludzi
          uważa, że jak kocha to lubi. Ale czy kochanie nie jest częściej miłością samego
          siebie niż obiektu? Wszak kochając czujemy się dobrze, to jest fajne i
          strasznie staramy się by obiekt uczuć przyjął nasze zaangażownie. Jak przyjmie
          to jest nam fajnie, jak odrzuci to fajnie nie jest. Tymczasem lubienie, mniej
          krzykliwe, to zwrócenie się na osobę, na to jaka jest, jest w tym świadomość co
          jest fajnego w tej osobie. Przy kochankach chyba nie trzeba dalej tłumaczyć, że
          po zakochaniu się wychodzi czarne na białym, że nie lubimy obiektu miłości.

          Jeśli chodzi o dzieci sprawa jest bardziej skomplikowana. Jednakże jak patrzę w
          jaki sposób wielu ludzi do dzieci się odnosi to mnie się nóż w kieszeni
          otwiera. Dzieci są bardzo często poniżanie, krytykowane do przesady, karane
          ponad miarę... i to wszystko ponoć w imię ich dobra. Dziecko nieustannie
          krytykowane nie będzie miało poczucia własnej wartości. Będzie szukać
          akceptacji wśród rówieśników i wiele wtedy od szczęścia zależy na kogo trafi.
          Rodzice bardzo często po prostu nie lubią swoich dzieci i na siłę by chcieli by
          je zmienić na wzór idealny we własnych głowach. Właśnie dlatego, że nie znają
          swoich dzieci, nie spędzają z nimi czasu, nie rozmawiają, tylko pouczają i
          gonią do nauki. Masz dobre stopnie jesteś OK, masz złe to za karę do nauki.
          Kurczę, nauka jako kara!!!!!! Toż to jedna z największych przyjemności w życiu,
          zaraz po seksie :):):):)

          pozdrawiam


          Gość portalu: Kasia napisał(a):
          > Mnie się wydaje, że można nie lubić...no a dziecko wszystko czuje...czy
          > spędzanie czasu z dzieckiem jest dla rodzca przyjemnością czy robi to
          bardziej
          > na siłę...
    • magic00 Re: kochamy, ale czy lubimy? 25.02.04, 11:12
      Ciekawe pytanie. Czy można kochać nielubiąc? Zależy co nazwiemy miłością.
      Często tym słowem określa się zlepek różnych dziwacznych uczuć. Oficjalnie
      ludzie twierdzą, że oczywiście bardzo kochają swoje dzieci, żony, mężów,
      rodziców, bo co mają mówić? Jaki rodzic przyzna się otwarcie: tak, nie kocham
      swego dziecka i nic na to nie poradzę, że nie mogę w sobie znaleźć tego
      uczucia. Miłość różne ma oblicza, czasami może uprzykrzyć życie jej obiektowi,
      lubienie jest jakieś takie... bardziej poczciwe, przewidywalne. Miłość, w
      której nie ma miejsca na lubienie, jest raczej podejrzana. Gdy przeminie, nic
      nie zostaje, a tak została by po niej chociaż nić sympatii.
      • Gość: inka_s Re: kochamy, ale czy lubimy? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 25.02.04, 11:34
        Nawet na tym forum kiedyś pisała dziewczyna, że ona swojego chłopaka kocha ale
        nie lubi. :o) I to pewnie wyjaśnia mechanizm wielu rozstań. Nie miłość a
        zakochanie - i gdy "chemia" się kończy, a nie ma zwykłego ludzkiego lubienia i
        przyjaźni to kończy sie "miłość". Pół biedy jeśli wcześniej nie zdążyli wziąć
        ślubu "z wielkiej miłości".
Pełna wersja