czy sie wtracic?

IP: *.sympatico.ca 16.02.02, 02:22
ciekawi mnie wasza opinia.
moja podwladna w pracy glodzi sie.
z doswiadczen z corka przyjaciol wiem jak wygladaja objawy anorexia nervosa i moge z pelnym
przekonaniem stwierdzic, ze osoba, ktora mi podlega ma wyrazne objawy tego schorzenia.
jest to mloda kobieta (niewiele po 30-tce), ma meza, bliznieta w wieku 4 , juz prawie 5 lat, kochajacych
rodzicow i rodzine. wszystko niby jest ok a nie jest.
czy uwazacie, ze nalezy sie w takiej sytuacji wtracic? jesli tak, to w jakiej formie?
ja swoja decyzje wlasciwie juz podjelam (czy raczej podejmuje ja kazdego dnia) ale chetnie poznam opinie
innych, nie zwiazanych z cala sytuacja - czesto z daleka lepiej widac... z gory dziekuje kazdemu, kto bedzie
mial poglad i bedzie chcial sie nim podzielic.
    • Gość: roseanne Re: czy sie wtracic? IP: *.sympatico.ca 16.02.02, 02:35
      ja bym sie wtracila.
      Nie wiem jeszcze,czy rozmawialbym z chora, czy z jej rodzina.
      Szkoda kobiety
      pozdrawiam
    • alka_xx Re: czy sie wtracic? 16.02.02, 03:06
      Sadze , ze reakcja i to szybka jest wskazana. Wiem tez jednak ze rozmowa z taka
      osoba jest szalenie trudna, bo to tak jak z czlowiekiem uzaleznionym.Przyczyna
      lezy gleboko w jej psychice i to ona sama musi uswiadomic sobie ten fakt ,musi
      to niemal wyartykulowac , ze jest chora i chce sie leczyc. I dopoki tego
      stanu nie osiagnie bedzie w niej opor przed wszelkimi probami pomocy, ktore
      beda odbierane jak zamach na jej osobe i wcale nie bedzie mialo znaczenia , czy
      to Ty bedziesz probowal pomoc czy rodzina.

      Mysle ze na poczatek dobrze byloby podsunac jej literature na ten temat. Jest
      kilka ciekawych pozycji , np. " Bulimia, anoreksja, otylosc", ale w tej chwili
      nie pamietam autora , lecz w kazdej ksiegarni na pewno cos bedzie. Jezeli
      uznasz, ze jest to pomysl do zrealizowania, postaram sie poszperac i odnalezc
      inne tytuly i autorow.

      A poza tym to ona ma szczescie , ze trafila na takiego szafa...

      pozdrawiam
      alka
    • Gość: Kajet Re: czy sie wtracic? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.02.02, 12:32
      do tego co powiedziała alka xx dodałbym jeszcze, że ważne jest, czy ona ma do
      ciebie, szefa zaufanie; czy nie odbierze twojej pomocy, jako uwag czepiającego
      się szefa, że nie będzie się obawiać z tego powodu utraty pracy?
      nie mieszałbym do tego jej rodziny, to co z pozoru wygląda pięknie, w gruncie
      rzeczy może się okazać przyczyną jej problemów
      może karteczka z telefonem do dobrego psychoterapeuty, bez robienia wokół
      sprawy szumu jest najlepszym rozwiązaniem? a może ona już uświadomiła sobie
      problem i podjęła leczenie?
      to na prawdę super, że się zainteresowałeś!
      • Gość: dodo update IP: 209.226.65.* 24.07.02, 21:31
        wyciagam moj bardzo stary watek, bo moze sie komus przyda moje doswiadczenie.
        czy w ogole doswiadczenie w tego typu historii.
        byl moment, gdy musialam zdecydowac, co z tym fantem zrobic.
        skontaktowalam sie z moim wlasnym przelozonym i w ramach funduszu przeznaczego
        na tzw. professional development oboje odbylismy slono-oplacona rozmowe
        z poleconym terapeuta (psychiatra). za ciag dalszy z tego samego funduszu, moja
        podwladna odbyla 3 spotkania z owym terapeuta wyslana do niego po krotkiej acz
        stanowczej rozmowie.
        rozmowa byla wyrezyserowana przez wspomnianego psychiatre - suche fakty,
        zadnego roztkliwiania sie, czyste ultimatum - albo korzystasz z ofery, albo...
        po owych 3 spotkaniach, kobieta trafila (wraz z cala rodzina) w rece kilku
        innych psychiatrow i terapeutow rodzinnych juz w miejscowym szpitalu a wiec za
        darmo (hmmm.... za pieniadze wszystkich nas placacych podatki).
        obecnie, bierze srodki antydepresejne, uczestniczy z cala rodzina
        w co-tygodniowych spotkaniach i... chyba ma sie lepiej.
        je. niewiele, powoli ale je. odzyskala troche humoru ale to raczej owe
        antydepresanty.
        czeka ja pewnie jeszcze dluga droga, kto wie, czy kiedykolwiek naprawde wyzwoli
        sie ze swoich demonow. jej synkowie sa teraz na wakacjach z babcia i dziadkiem,
        maz przyjezdza po nia codziennie po pracy i chyba oboje bardzo sie staraja zeby
        bylo lepiej. ale czy bedzie?
        pisze o tym, bo tak mnie czasem nachodzi to poczucie bezsilnosci. niby wszyscy
        bardzo sie staramy. niby wszyscy bardzo chcemy dobrze. niby nawet robimy wiele
        by lepiej bylo, a jest gdzies ta ciemna moc, ktorej wysilki nas wszystkich moga
        nie pokonac. jest ta jakas czarna dziura, ktorej tylu z nas (gornolotnie
        ujmujac ludzi dobrej woli) zatkac przed ta (czy jakakolwiek inna) osoba nie
        potrafi.
        eh, diabli mnie biora na ten los paskudny czasami...
        • olek13 Re: update 24.07.02, 21:59
          Gość portalu: dodo napisał(a):

          > pisze o tym, bo tak mnie czasem nachodzi to poczucie bezsilnosci. niby wszyscy
          > bardzo sie staramy. niby wszyscy bardzo chcemy dobrze. niby nawet robimy wiele
          > by lepiej bylo, a jest gdzies ta ciemna moc, ktorej wysilki nas wszystkich moga
          >
          > nie pokonac. jest ta jakas czarna dziura, ktorej tylu z nas (gornolotnie
          > ujmujac ludzi dobrej woli) zatkac przed ta (czy jakakolwiek inna) osoba nie
          > potrafi.
          > eh, diabli mnie biora na ten los paskudny czasami...

          A może to nie los? Może do konieczna porcja doświadczeń i bólu istoty, która sama musi dojrzeć do zmiany?

          Pozdrawiam serdecznie
          • brzoza2 Re: update 24.07.02, 22:20
            Dodo,
            tylko dla tego watku warto bylo wejsc na to forum!
            Szkoda jedynie, ze tak niewielu ludzi potrafi obserwowac innych ludzi, wyciagac
            rozsadne i zyczliwe wnioski oraz bezinteresownie oferowac swa pomoc.
            Gratuluje twoim podwladnym takiego szefa, a tobie imiejetnosci (checi)
            spojrzenia glebiej niz przewiduje to zakres obowiazkow.
            Olek1 napisal:
            "A może to nie los? Może do konieczna porcja doświadczeń i bólu istoty, która
            sama musi dojrzeć do zmiany?"

            Byc moze tak jest w istocie. Ale w takich wypadkach obojetnosc otoczenia
            oznaczalaby godzenie sie na powolna, ale nieublagana w swej konsekswencji,
            tragedie.
            Pozdrawiam - brzoza

            • olek13 Re: update 24.07.02, 22:54
              brzoza2 napisała:

              > Byc moze tak jest w istocie. Ale w takich wypadkach obojetnosc otoczenia
              > oznaczalaby godzenie sie na powolna, ale nieublagana w swej konsekswencji,
              > tragedie.

              Nie chcę być obojętny. Ale tragedie były, są i będą. A ja chcę się nauczyć pokory wobec cudzych wyborów. Myślę, że w tym jest pewien cel.

              Pozdrawiam serdecznie
        • melitele Re: update 24.07.02, 22:31
          A może po to się dzieją takie złe rzeczy, żeby ludzie dostrzegali innych,
          uczyli się wrażliwości, xeby im się chciało pomagać. A istnienie takich
          ludzi,jak ty, dodo, to naprawdę motywacja do działania!
          me
      • Gość: odod Re: czy sie wtracic? IP: *.mcbone.net / *.pppool.de 25.07.02, 02:56
        o ile sie nie myle dodo jest szefowa a nie szefem!?
    • Gość: jr Re: czy sie wtracic? IP: 203.129.132.* 25.07.02, 06:39
      mysle ze tak i jak to bywa ze schorzeniami tego typu to jest tylko jedna rada:
      pokazac im jak zdychaja ludzie z podobnymi zaburzeniami to ona sie obudzi...
      gadanie, terapeuci to na nie wiele sie zdaje bo u tych ludzi chora zludzenia
      przerastaja zdrowy rozsadek...
      • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 25.07.02, 09:38
        Gość portalu: jr napisał(a):

        > mysle ze tak i jak to bywa ze schorzeniami tego typu to jest tylko jedna
        rada:
        > pokazac im jak zdychaja ludzie z podobnymi zaburzeniami to ona sie obudzi...
        > gadanie, terapeuci to na nie wiele sie zdaje bo u tych ludzi chora zludzenia
        > przerastaja zdrowy rozsadek...

        Chyba żartujesz???

    • ta_ Re: czy sie wtracic? 25.07.02, 09:14
      Człowieczy obowiązek reagować na nieszczęście.
      Problemem tylko-jak?

      Jaką znależć drogę, by dotrzeć ze swoją pomocą i jak poradzić sobie z jej ,
      jakże często, odrzuceniem.
      W wypadku anoreksji problem wyjatkowo trudny i wszyscy, którzy z nim się
      zetknęli, wiedzą jaką ścianę stanowi opór chorego.

      Bez pomocy fachowców-lekarzy, psychoterapeutów pomoc nie bedzie skuteczna, ale
      zacząć trzeba od uświadomienia problemu choremu i jego najbliższym.
      Taka powinna być rola wszystkich, którzy anoreksję dostrzegą.

      Bardzo dobrze,że zareagowałaś. 20-25% anorektyków umiera.
      Może Twoja interwencja uratowała człowieka!

      Kilka lat temu zareagowałam na zauważone u koleżanki mojej córki ewidentne
      objawy anoreksji.
      Przez 2 lata(!) walczyłam rozpaczliwie o przekonanie rodziców dziewczyny, że
      ich córka potrzebuje pomocy, bo oni mocno zajęci sobą, nie widzieli,ze ginie im
      dziecko!
      Torpedowałam artykułami , wycinkami z prasy, publikacjami na ten temat.
      Odwrócili się ode mnie, demonstrowali głeboką niechęć( to delikatnie
      powiedziane). Wreszcie dowiedziałam się, że podjęli terapię.
      Po kilku latach dopiero odpowiedzieli mi na powitanie.
      Dziewczyna jest uratowana.

      Ta_
      • Gość: dodo Re: czy sie wtracic? IP: 209.226.65.* 25.07.02, 15:41
        kazdy don kichot od razu czuje sie lepiej gdy dowieaduje sie, ze jest nas
        jednak cala armia :-)
        moja nostalgia wynika z faktu, ze im jestem starsza i im bardziej ciesze sie
        zyciem, tym trudniej przychodzi mi godzic sie z bolem jaki wielu mlodych ludzi
        potrafi zadawac sobie samym i reszcie swiata wokol nich. zlosci mnie moja
        wlasna nieumiejetnosc przekazywania tych "lat doswiadczen", z ktorych wynika
        jak wazna jest zielen trawy, cieple kakao czy jakis tam fragment muzyczki
        dolatujacej z pubu - wszystkie te codzienne fragmenciki, z ktorych mozna
        przeciez poskladac calkiem przyjemne zycie.
        to po cholere nabieram tych doswiadczen, skoro nie umiem potem sie nimi
        podzielic z mloda kobieta, ktora kolo mnie cierpi kazda swoja komoreczka?
        owszem, moge ja tymczasowo "podratowac" ale nie jestem w stanie ofiarowac jej
        tego spokoju jaki sama osiagam z latami - i tu juz zaczynam byc niespokojna ;-)
        • Gość: brzoza2 Re: czy sie wtracic? IP: *.chello.pl 25.07.02, 21:28
          Dodo,
          jeszcze raz pozdrawiam Cie serdecznie i ciesze sie, ze sa tacy ludzie, jak
          ty:))))
          brzoza
        • trzcina Re: czy sie wtracic? 25.07.02, 21:56
          Gość portalu: dodo napisała:

          [...] to po cholere nabieram tych doswiadczen, skoro nie umiem potem sie nimi
          > podzielic z mloda kobieta, ktora kolo mnie cierpi kazda swoja komoreczka?
          > owszem, moge ja tymczasowo "podratowac" ale nie jestem w stanie ofiarowac jej
          > tego spokoju jaki sama osiagam z latami - i tu juz zaczynam byc niespokojna ;-
          )

          Wtrącac się trzeba, na pewno umiesz to robić:), niestety, nie zawsze możemy się
          spodziewać efektów. Tak jak pisała Ta_, anoreksja jest wyjątkowo trudna do
          leczenia.
          Dlatego czasem musimy liczyć sie z porażką i jakoś(?)ją zaakceptować.
          Doświadczenia, jak wiadomo, są nieprzekazywalne, z tym też trzeba się pogodzić.
          Smutek wielki, kiedy zostajemy bezsilni z naszą wiedzą i chęcią pomocy, a ktoś
          wręcz umiera na naszych oczach.
    • Gość: jr Re: czy sie wtracic? -do anula IP: 203.129.132.* 26.07.02, 01:46
      czemu mialbym zartowac...
      te schorzenia sa spowodowane niczym innym jak zaburzeniem w logicznym
      mysleniu... kazdy zdrowy psychicznie czlowiek wie ze jak nie zre to zdechnie.
      potrzeba jedzenia to instynkt, a u tych biedakow to wszystko jest powykrecane w
      mozgu - jesli jeszcze pracuje...
      slyszalem opowiesci od matek ktorych corki byly chore. matki te spedzaly
      fortune na najlepsze kliniki i terapeutow i co .... NIC! dopiero gdy te ofiary
      widza innych (przyjaciol) jak zdychaja z glodu to co poniektorzy sie budza ze
      snu i wracaja do jako takiej normalnosci. dla wielu nie ma ratunku niestety...
      • Gość: anula Re: czy sie wtracic? -do anula IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 26.07.02, 10:30
        wydaje mi się że trochę upraszczasz sprawę.
        Te osoby mają zaburzoną percepcję swojego ciała. Co z tego, że zobaczą, że ktoś
        był tak wychudzony i zagłodzony, że umarł, skoro im się wciąż wydaje, że są za
        grube. Mam koleżankę, która z tego wyszła (choć wiadomo - zagrożenie zawsze
        zostaje, ale teraz jest OK) i ona np. jak przyszła na uczelnię patrzyła, które
        dziewczyny są chudsze od niej i m.in. wybrała mnie. A ja może ważę ze 2 kg
        mniej, ale jestem niższa (ona ma ponad 170 cm). ona patrzyła w lustro i nie
        widziała swoich sterczących żeber, tylko grubą dziewczynę. Innych odbierała
        normalnie. Uważała, że za chude dziewczyny wyglądają wstrętnie, ale sama się za
        taką nie uważała.
        Tu potrzeba po prostu pomocy, nie straszenia śmiercią!
    • Gość: ela Re: czy sie wtracic? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 26.07.02, 12:13
      Szanowna Dodo
      Jak czytam to jak Ty starasz się pomagać innym, to przyszło mi do głowy czy
      bierzesz pod uwagę taką ewentualność, że ludzie nie chcą, żeby im pomagano w
      taki sposób, żeby to osoba pomagająca tak wiele się norabiła/napomagała, ale
      aby pomagano wyzwolić w osobie cierpiącej/chorej/zagubionej jej własne siły
      witalne. I tak mi się wydaje, że osobę chorą na anoreksję napomagałaś się nic
      nie robiąc w kierunku tego czego Ona oczekuje lecz w kierunku swoich własnych
      potrzeb. Bo nie ma w Twoim opisie nadziei, że ta osoba dzięki Twojej pomocy
      nabrała chęci do życia. Np. czy zaproponowałaś Jej jakąś ciekawą
      współpracę/pracę dzięki której mogłaby „zabłysnąć” (ale Ona a nie Ty), jako
      przełożona masz przecież takie możliwości. Może być tej osobie, zmuszonej do
      wdzięczności za „pomoc”, ciężko w Twoim towarzystwie. Dla Niej może być
      przytłaczająca Twoja radość, szczęście, chęć „pomocy” itp. z którymi Jej się
      narzucasz.
      • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 26.07.02, 14:33
        Myśle ze jesteś niesprawiedliwa. Ona zrobila naprawde wiele, moze uratowala
        zycie. Jednak nie moze przejac za nie odpowiedzialnosci.
        Gdyby kazdy byl tak wrazliwy jak Dodo, świat byłby lepszy.
        Czy gdybys uratowala kogos od zabicia sie, myslalabys ze ta osoba tego nie
        chce?
        • Gość: ela Re: czy sie wtracic? IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 26.07.02, 14:52
          Być może tak jest ale może być tak, że ta osoba, której Dodo "pomogła" ma inne
          zdanie. W tej opowieści brakuje próby zaprzyjaźnienia się z chorą. Co do
          odpowiedzialności to nie wiem czy słyszałaś, że przyczyną różnego rodzaju
          chorób psychicznych mogą być np. stosunki w pracy.

          Ja osobiście wolę opowieści osób, które są wdzięczne za pomoc niż te kiedy ktoś
          opowiada jak to komuś pomógł.
          • Gość: dodo strasznie ostro, droga elu IP: 209.226.65.* 26.07.02, 15:42
            obserwowanie innych ludzi, w ich szczesciu badz nieszczesciu, jest dla kazdego
            szansa dowiedzenia sie czegos o sobie jak rowniez poszerzenia swojej wiedzy
            ogolnej.
            i tak ja, majac przykry obowiazek "wtracenia sie" w czyjesc zycie (bardzo
            prywatne!) dowiedzialam sie przy okazji sporo na temat anorexia nervosa.
            jest to bardzo zlozona przypadlosc, ktorej zrodla i powody wynikaja najczesciej
            z bardzo okreslonych stosunkow w rodzinie. najciekasze badania poczynili niemcy
            z uniwersytetu w heidelbergu i ich publikacje podsumowujace ponad 20 lat badan
            nad roznymi przypadkami anorexia wydaja sie byc najblizej prawdy.
            wedlug ich spostrzezen, problemem podstawowy nie jest kwestia wygladu ale
            potrzeba kontroli.
            ci, ktorzy staja sie ofiara tego schorzenia (procent chlopcow i mlodych
            mezczyzn wciaz rosnie, zwlaszcza w pewnej grupie narodowej), pochodza
            najczesciej z bardzo zamknietych, kochajacych sie "az do bolu" rodzin. rodzin,
            ktore danej osobie nie daly szans na bycie samotnym, indywidualnym, nie
            wpisanym w zbiorowa codziennosc okreslona przez mame, tate, rodzenstwo, czesto
            rowniez babcie, dziadka itd. i tak sie dzieje, ze sa jednostki, ktore jako
            jedyna forme samodzielnej kontroli nad soba i swiatem dookola, widza w odmowie
            jedzenia.
            to tak z grubsza, na poczatek.
            a teraz zupelnie prywatnie - kazdy z nas ma inne powody by tu pisac fragmenty
            swoich historii, przemyslen i obserwacji.
            dzielenie sie doswiadczeniami z ludzmi w wiekszosci ode mnie mlodszymi, jest
            dla mnie jakas forma udowadniania sobie, ze nie wszystko musi koniecznie pojsc
            na marne. oczywiscie, jest to bardzo naiwne oczekiwanie, ze ktos kompletnie
            obcy (jak chocby ty sama), czegos sie z moich doswiadczen nauczy ale to nie
            powstrzymuje mnie od prob.
            przy okazji, czytajac wiele wypowiedzi na roznych forach, ja sama wiele nowych
            rzeczy sie dowiaduje, weryfikuje moje poglady i ide sobie dalej w swiat
            z poczuciem w miare sprawiedliwej "fifty-fifty" wymiany.
            twoja wola jest interpretowanie moich spostrzezen jako proby pochwalenia sie(?)
            calemu swiatu, ze w ogole podjelam jakies dzialanie.
            przykro mi, ze tak mnie postrzegasz, bo nie o to mi chodzilo gdy rozpoczynalam
            ten watek kilka miesiecy temu i gdy wyciagnelam go na gore kilka dni temu.
            skoro jednak moj "jezyk gietki" nie jest az tak sprawny by oddac moja osobista
            motywacje w poruszaniu tematu anorexia, to coz - mea culpa. przyjdzie mi wciaz
            pracowac nad zgodnoscia mysli i slowa.
            • Gość: ela Re: strasznie ostro, droga elu IP: *.ia.polsl.gliwice.pl 29.07.02, 09:45
              Może ostro, ale po przeczytaniu Twojego postu, aż mnie zmroziło ma myśl, że mój
              szef miałby mi w razie czego w ten sposób "pomagać", a potem opisywać mnie jako
              przypadek swojej spostrzegawczości/wrażliwości. Chyba jeszcze gorzej brzmi mój
              ewentualny stan psychiczny jako przestroga/nauka dla innych. Brrrrrr!

              Rozumiem, że zrobiłam Ci przykrość swoją wypowiedzią, nie było to moją
              intencją. Chodziło mi o zwrócenie Twojej uwagi na wrażliwość tych osób którym
              pomagasz. Moim zdaniem jest podobna do Twojej tzn. też lubią, żeby o nich
              mówiono i w nich widziano osoby silne, które podobnie jak Ty są zdolne do
              pomocy. Natomiast o swoich słabych chwilach lubią same opowiadać i tylko w
              takim stopniu jak same uznają za konieczne.

              Pozdr.
          • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 29.07.02, 08:07
            Gość portalu: ela napisał(a):

            > Być może tak jest ale może być tak, że ta osoba, której Dodo "pomogła" ma
            inne
            > zdanie. W tej opowieści brakuje próby zaprzyjaźnienia się z chorą. Co do
            > odpowiedzialności to nie wiem czy słyszałaś, że przyczyną różnego rodzaju
            > chorób psychicznych mogą być np. stosunki w pracy.

            Naprawde dziwia mnie Twoje wypowiedzi. Przeciez wlasnie Dodo udowodnila, ze w
            jej pracy sa dobre stosunki! Myslisz, ze wielu jest takich szefow? Pracowalas
            juz w ogole?

            > Ja osobiście wolę opowieści osób, które są wdzięczne za pomoc niż te kiedy
            ktoś
            >
            > opowiada jak to komuś pomógł.

            Pewnie. Tylko ze tych osob jest niewiele, bo niewiele jest osob skorych do
            bezinteresownej pomocy. Ale i watkow, w ktorych ktos pisze jak pomogl nie ma
            wiele (z tych samych powodow). Wiec nie potepiaj kogos, bo myslisz ze sie
            chwali, tylko sama rozejrzyj sie - moze i Ty komus pomozesz?
    • Gość: jr Re: czy sie wtracic? IP: 203.129.132.* 29.07.02, 06:09
      coz sa ludzie i ludzie...
      z tego co slyszalem od innych w swoim czsie uzaleznionych (papierosy, alkohol
      itd.) to ta szokowa metoda (pokazywanie umierajacych z powodu uzaleznienia)
      dziala. rzady panstw stosuja ta metode aby walczyc alkoholizm czy palennie,
      heroine itd....
      zwykle pieprzenie psychologow nic nie zmieni.
      • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 29.07.02, 07:59
        Gość portalu: jr napisał(a):

        > coz sa ludzie i ludzie...
        > z tego co slyszalem od innych w swoim czsie uzaleznionych (papierosy, alkohol
        > itd.) to ta szokowa metoda (pokazywanie umierajacych z powodu uzaleznienia)
        > dziala. rzady panstw stosuja ta metode aby walczyc alkoholizm czy palennie,
        > heroine itd....
        > zwykle pieprzenie psychologow nic nie zmieni.

        Coz, z tego co ja sie uczylam, to wlasnie taka metoda szowkowa przynosi wiecej
        szkody niz pozytku. Ludzie staraja sie wymazac z pamieci zbyt szokujace obrazy
        a poza tym szukaja DODATKOWYCH uzasadnien dla swojego nalogu (dysonans). A to
        moze byc grozne. Wiec wlasnie nie powinno sie NADMIERNIE straszyc!
        A pieprzenie psychologow - mysle ze moze pomoc ;-)
        Pozdrawiam
        • Gość: jr Re: czy sie wtracic? IP: 203.129.132.* 29.07.02, 08:23
          Gość portalu: anula napisał(a):
          > Coz, z tego co ja sie uczylam, to wlasnie taka metoda szowkowa przynosi
          wiecej
          > szkody niz pozytku. Ludzie staraja sie wymazac z pamieci zbyt szokujace
          obrazy
          > a poza tym szukaja DODATKOWYCH uzasadnien dla swojego nalogu (dysonans). A to
          > moze byc grozne. Wiec wlasnie nie powinno sie NADMIERNIE straszyc!
          > A pieprzenie psychologow - mysle ze moze pomoc ;-)
          > Pozdrawiam

          jesli szukaja dodatkowych uzasadnien to pierwszy krok do wyleczenia!!! to
          oznacza ze jeszcze ich leb pracuje i nieco mysli. nie mowie aby im wkladac leb
          w cialo umarlaka ale by pokazac co ich czeka jesli sie nie zmienia - jesli to
          nie pracuje to lepiej zeby zdechli bo na GLUPOTE NIE MA TERAPI!!!!
          lepiej pieniadze spedzic na biedne dzieci!!!
          • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 29.07.02, 08:36

            > jesli szukaja dodatkowych uzasadnien to pierwszy krok do wyleczenia!!!

            Nie - raczej pierwszy krok do pogłębienia uzależnienia lub choroby!

            to
            > oznacza ze jeszcze ich leb pracuje i nieco mysli.

            jak każdy...

            nie mowie aby im wkladac leb
            > w cialo umarlaka ale by pokazac co ich czeka jesli sie nie zmienia - jesli to
            > nie pracuje to lepiej zeby zdechli bo na GLUPOTE NIE MA TERAPI!!!!
            > lepiej pieniadze spedzic na biedne dzieci!!!

            No, jeśli masz takie podejście...
            Szczerze mówiąc nie wiem, co na to odpowiedzieć, chyba nie znajdę argumentów,
            by Cię przekonać. Skoro dla Ciebie: lepiej zeby zdechli...

            Obyś Ty ani nikt z Twoich bliskich nie musial sie zmagać z takim cierpieniem...
            • Gość: jr Re: czy sie wtracic? IP: 203.129.132.* 29.07.02, 08:45
              Gość portalu: anula napisał(a):
              > jesli szukaja dodatkowych uzasadnien to pierwszy krok do wyleczenia!!!
              >
              > Nie - raczej pierwszy krok do pogłębienia uzależnienia lub choroby!

              ej, ej
              jesli 99.99999999999999999999999999999999...% ludzkosci uwaza ze XXX jest zle i
              probuje wytlumaczyc to i pokazac konsekwencje tego do ADAMA a ADAM wykozystuje
              te argumenty aby kontynuowac XXX to ADAM jest
              a) geniuszem
              b) kompletnym debilem

              pierwszego nie ma co leczyc bo go nie zrozumiemy - drugiego bo on nie zrozumie
              nsa... tak wiec terapia nie ma sensu...

              • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 29.07.02, 09:21
                Gość portalu: jr napisał(a):

                > Gość portalu: anula napisał(a):
                > > jesli szukaja dodatkowych uzasadnien to pierwszy krok do wyleczenia!!!
                > >
                > > Nie - raczej pierwszy krok do pogłębienia uzależnienia lub choroby!
                >
                > ej, ej
                > jesli 99.99999999999999999999999999999999...% ludzkosci uwaza ze XXX jest zle
                i
                >
                > probuje wytlumaczyc to i pokazac konsekwencje tego do ADAMA a ADAM
                wykozystuje
                > te argumenty aby kontynuowac XXX to ADAM jest
                > a) geniuszem
                > b) kompletnym debilem
                >
                > pierwszego nie ma co leczyc bo go nie zrozumiemy - drugiego bo on nie
                zrozumie
                > nsa... tak wiec terapia nie ma sensu...
                >

                Podam Ci przykłady dodatkowych uzasadnień:
                np. palę. Pokazujesz mi zdjęcia przeżartych nikotyną płuc, osób umierających na
                raka itp. Początkowo jest to dla mnie szokiem. Ale ponieważ jest to tak okropne
                a rzucić palenie nie jest tak łatwo, mogę poszukać dodatkowego uzasadnienia
                tego że palę: np. to mnie tak cholernie uspokaja, gdyby nie te papierosy,
                umarłabym na zawał, lub papierosy pozwalają mi łatwiej nawiązywać kontakty,
                zawsze ktoś będzie chciał ognia, zacznę rozmawiać...
                Im bardziej zdjęcia były szokujące, tym _większych_ uzasadnień muszę poszukać,
                tym bardziej siebie przekonać, że tak naprawdę przynosi to więcej korzyści niż
                strat, muszę to jakoś zrównoważyć! A z drugiej strony wyrzucam tamte obrazy z
                pamięci, nie chcę o nich myśleć. I to wszystko POGŁĘBIA mój nałóg!

                Skoro 99,9999 (itd) % osób uważa że palenie jest złe, to dlaczego 1/3
                (strzelam) osób pali??? Jak to wytłumaczysz? To wszystko są idioci?
                A Ty sam(a) nie robisz nic głupiego?? co Ci szkodzi? Nie jesz frytek np.?
                Przecież są rakotwórcze?
                • Gość: Malwina Re: czy sie wtracic? IP: *.abo.wanadoo.fr 29.07.02, 10:54
                  wolalabym po tysiackroc podjac ryzyko dotkniecia kogos wrazliwego niz patrzec swiadomie na kogos kto
                  leci prosto do smierci i nie ruszyc palcem. Taka natura.
                  A ze sie rodzina obrazi, ze mi osoba powie : odczep sie to malo wazne. Najwazniejsze to zrobic maksimum
                  tego co w danych ramach mozna aby pomoc. Nawet niezdarnie.
                  • Gość: anula Re: czy sie wtracic? IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 29.07.02, 11:00
                    Gość portalu: Malwina napisał(a):

                    > wolalabym po tysiackroc podjac ryzyko dotkniecia kogos wrazliwego niz patrzec
                    s
                    > wiadomie na kogos kto
                    > leci prosto do smierci i nie ruszyc palcem. Taka natura.
                    > A ze sie rodzina obrazi, ze mi osoba powie : odczep sie to malo wazne.
                    Najwazni
                    > ejsze to zrobic maksimum
                    > tego co w danych ramach mozna aby pomoc. Nawet niezdarnie.

                    Masz rację. Nawet jeśli ta osoba otwarcie mówi, ze nie chce pomocy, to jakos
                    glupio patrzec na samodestrukcje i nie reagowac. Mysle ze w glebi duszy kazdy
                    potrzebuje pomocy w trudnych chwilach, nawet gdy sie do tego nie przyznaje
                    przed samym soba. A zastanawiajac sie, czy ta osoba chce czy nie, mozemy
                    przegapic ostatnia chwile...
    • Gość: jr Re: anula IP: 203.129.132.* 30.07.02, 04:44
      tak sie zdarza ze nie mam jakis wiekszych uzaleznien (szkodliwych dla zdrowia)
      ale zawdzieczam to pewnie szczesliwemu dziecinstu gdzie bylem nauczony
      samodyscypliny... raz na 3 miesiace pociagne peta (imprezy) czy popije w trupa
      ale nie sa to nalogi.
      ale do rzeczy
      nie mysle ze zdjecia omoga ja mialem na mysli chodzenie do klinik i rozmawianie
      do ludzi z wycietymi krtaniami (pety), szkieletami nie majacymi miesni aby sie
      ruszac (anareksja) itd itd. widok tych ludzi (wrakow), agoini w ktorej zyja i
      umieraja jest kluczem do otwarcia umyslu tych uzaleznionych. drugi krok to
      zmiana uzaleznienia. zamiast odchudzania np. sport, taniec, sex, praca,
      modlitwa itd itd. nie widze szansy ze przekonania psychologow, zdjecia itd sa
      wystarczajaco obrazowe dla uzaleznikow...
      • Gość: anula Re: anula IP: *.cedler.com.pl / 192.168.0.* 30.07.02, 07:34
        Gość portalu: jr napisał(a):

        > tak sie zdarza ze nie mam jakis wiekszych uzaleznien (szkodliwych dla
        zdrowia)
        > ale zawdzieczam to pewnie szczesliwemu dziecinstu gdzie bylem nauczony
        > samodyscypliny... raz na 3 miesiace pociagne peta (imprezy) czy popije w
        trupa
        > ale nie sa to nalogi.
        > ale do rzeczy
        > nie mysle ze zdjecia omoga ja mialem na mysli chodzenie do klinik i
        rozmawianie
        >
        > do ludzi z wycietymi krtaniami (pety), szkieletami nie majacymi miesni aby
        sie
        > ruszac (anareksja) itd itd. widok tych ludzi (wrakow), agoini w ktorej zyja i
        > umieraja jest kluczem do otwarcia umyslu tych uzaleznionych. drugi krok to
        > zmiana uzaleznienia. zamiast odchudzania np. sport, taniec, sex, praca,
        > modlitwa itd itd.

        a jak ktoś jest niewierzący?
        sport dla anorektyczek nie jest najlepszy.
        A seks - z tym też może być problem. Nie są to najatrakcyjniejsze dziewczyny w
        tym momencie, zresztą jak sobie to wyobrażasz?
        w nich nie ma chęci życia...

        nie widze szansy ze przekonania psychologow, zdjecia itd sa
        > wystarczajaco obrazowe dla uzaleznikow...

        Psychologowie nie mają przekonywać, tylko pomóc dotrzeć do istoty problemu i
        przeprowadzić terapię.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja