Dodaj do ulubionych

proszę o pomoc...

15.04.10, 08:18
Witam,
Mam wielki problem. Jestem DDA, pije mój ojciec.
Ja mam 19 lat, za rok zdaję maturę w technikum.
Jestem jeszcze na utrzymaniu rodziców, w tym ojca, który jest na
bezrobociu i dostaje zasiłek.
On nie pracuje, bo "już się narobił" i teraz nasza kolej, tzn. moja.
Powyższe już w sobie 'strawiłam'.
Ale pozostaje coś innego.
Zauważyłam już wcześniej, że mój ojciec jest strasznie zaborczy i
zazdrosny o moich znajomych, w tym chłopaka, z którym notabene już
nie jestem.

Wczoraj ojciec przyszedł pijany, wybrał pieniądze z konta i je
przepił.
Przyszedł i od razu wydarł na mnie mo_rdę, bo tego się inaczej nie
da nazwać, powiedział, że zdradziłam jego rodzinę mając chłopaka, że
się zeszmaciłam, jestem suką, nienawidzi mnie itp.

Nazwał mojego byłego chłopaka debilem mimo tego, że sam jest ledwo
po zawodówce, a tamten jest już mgr, pracuje na siebie, jest już
samodzielny.

Nie wiem, jak się do tego odnieść.
Kiedy to usłyszałam, byłam w takim szoku, nie wytrzymałam tego, bo
nie jestem z tych dziewczyn, które chodzą do łóżka na 1. randce, z
tamtym straciłam dziewictwo, chciałam sobie z nim ułożyć życie po
maturze, zacząć studiować, po prostu żyć jak każdy normalny, młody
człowiek.

Nie jestem osobą, która imprezuje, nie pije w ogóle alkoholu, uczę
się dobrze, nie jestem ideałem, ale słowa ojca były dla mnie tak
bolesne, że miałam ochotę skoczyć z okna...


Nie wiem już, co robić.
Takiej wiązanki jeszcze nie słyszałam.

Z moim chłopakiem rozstałam się przez moje DDA.
Ojciec powiedział, że już nigdy nie będzie 'za mną', że nie kupi mi
już nic do jedzenia (sic!)...

Kazałam mu się leczyć, powiedziałam, że jest przecież alkoholikiem,
że jest dla mnie nikim i wolałabym, żeby umarł.

Jeśli coś takiego znowu się powtórzy, to ja nie wiem...
Już tego psychicznie nie wytrzymuję.

Ojciec jest osobą, która niczym się nie interesuje, ogląda całymi
dniami tv i pije %.
Zazdroszczę, że w innych rodzinach jest inaczej.
Że można sobie z rodzicami porozmawiać...
Ja tego nie mogę. Ja po prostu mam siedzieć cicho, najlepiej nic nie
jeść, bo dla niego nie wystarczy, nie odzywać się, przynosić same
szośtki, które ojciec potem przypisuje sobie.

Kiedy przychodzą znajomi, on opowiada, jaką to ma zdolną córkę,
oczywiście przy tym jest popijawa, ale nigdy w nauce mi nie pomógł.
Nigdy nie usłyszałam, "jak ci leci w szkole?"...
Wiem, że każdy zaczynał na nierównym starcie, ale człowiek ma jakieś
granice wytrzymałości psychicznej.
Ja nawet w domu nie mogę poprosić o tabletkę przeciwbólową, bo "jak
taką młodą osobę może głowa boleć?"...

Matka jest wycofana, prawie zawsze nie ma jej w domu, jest raczej
bezstronna, brat jest już dorosły, ale nie pracuje i mieszka z nami.
Pomóżcie... :(
Obserwuj wątek
    • kasia120378 Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 09:30
      Czy zawsze tak było? Czy twój tata zawsze pił?
      Życząc sobie czy np. tacie śmierci nic tym nie rozwiążesz. Porozmawiaj szczerze
      z mamą, bratem, z tatą spróbuj też. Tylko nie możesz się bać tej rozmowy,
      powiedz im co czujesz, że potrzebujesz ich, ich wsparcia, miłości. Tata w głębi
      serca na pewno Cię kocha, myślisz, że jest tak szczęśliwy. Pijąc pogłębia swój stan
      Ja poleciłabym Ci przeczytać książkę Pt Ścieżka Miłości Daniela Piechota np. na
      allegro
      • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 14:04
        Mój ojciec pił od zawsze. Tzn. pije całe moje życie.
        Zaczął pić od szkoły zawodowej, wiem to od jego rodziny.
        Był pijany na swoim ślubie, przy chrztach, na mojej I komunii, na
        moim bierzmowaniu, przy każdej okazji.
        Nawet, gdy ks. przychodzi po kolędzie, musi sobie 'łyknąć', by w
        ogóle być zdatnym do jakiejkolwiek rozmowy, bo jeśli on jest
        trzeźwy, to nie potrafi rozmawiać.

        Czytałam wiele książek, "Toksyczni rodzice", wiele pozycji o DDA
        również.
        Nie mam pieniędzy, żeby kupić tę, którą Pani mi proponuje, może
        znajdę e-booka.
        Dziękuję za odp.
    • avgust Miła Karolinko, 15.04.10, 12:16
      Najprostszym rozwiązaniem dla Ciebie byłoby wyprowadzenie się z
      domu. Jednak jest Ci bardzo trudno, ponieważ się uczysz. Spróbuj
      poszukać pomocy w Kościele lub instytucjach opiekuńczych. Kościół
      byłby chyba najlepszym miejscem, jeśli udałoby Ci się trafić na
      przyjaznych ludzi, chętnych do niesienia pomocy. Nie wstydź się
      prosić o pomoc, skoro tak bardzo jej potrzebujesz. Osobiście znam
      jedną dziewczynę, która zaraz po maturze w liceum była zmuszona
      wyprowadzić się z domu, ponieważ jej tata nie tylko ją bił, ale
      próbował również się do niej dobierać. Mama nie tylko jej nie
      wierzyła, ale też niemal całkiem się od niej odwróciła. Obecnie ta
      dziewczyna jest na studiach. Dobrzy ludzie z dobrej woli jej
      pomagają. Próbowała dzwonić do domu, ale mama nie chce z nią nawet
      rozmawiać. Ma wiele powodów do smutku, ale wiatry w jej życiu już
      nie są przeciwne. Z tego co wiem, ostatnio znalazła sobie pracę w
      uczelnianym punkcie ksero. Serdecznie pozdrawiam i życzę szczęścia.
      • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 14:06
        Dziękuję bardzo za odp.:)
        Też to zauważyłam, tzn. podczas spowiedzi czasem zahaczam, że ojciec
        jest A i jest mi z tego powodu ciężko.
        I słyszę od księży wiele słów, które mi pomagają.
        Wiem, że to tylko słowa, ale pozwalają widzieć jakiś sens tego, co
        się dzieje.
        • avgust Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 14:14
          kkkkkarolina napisała:

          > Dziękuję bardzo za odp.:)
          > Też to zauważyłam, tzn. podczas spowiedzi czasem zahaczam, że
          ojciec
          > jest A i jest mi z tego powodu ciężko.
          > I słyszę od księży wiele słów, które mi pomagają.
          > Wiem, że to tylko słowa, ale pozwalają widzieć jakiś sens tego, co
          > się dzieje.
          Proś też o jakąś bardziej konkretną formę pomocy, nie wstydź się.
          Szukaj ludzi, którzy będą mieli otwarte serca i ramiona, by Ci
          pomóc. Najserdeczniej jeszcze raz Cię pozdrawiam.
          • kalllka Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 14:45
            mily gustavie,
            rozumiem ze przejety wydarzeniami wokol, ekspresja i wylewnoscia uczuc zarazasz.
            niemniej jednak w przypadku panny karoliny,nie otwarte ramiona, a raczej zorganizowana- przytomna pomoc Osrodka Spolecznego przydala by sie bardziej.takze ze wzgledu na ilosc zalatwianych tam nieszczesc, przywroca autorce refleksje i dystans do siebie a z racji czasu- wlasciwy oglad sparw.
            pannie karolinie dodatkowo i osobiscie..
            zwazywszy zwlaszcza na pomiesznie u Niej pojec z dziedziny psychologii, new age i jakiegos fatalizmu osobistego, radzilabym poszukanie mniej kontrowersyjnych rozwiazan niz wylewania sie na forum i przed obcymi skad inad ludzmi. mysle ze najodpowiedniejsza bedzie wychowawczyni lub wychowawca szkolny. w opowiesci bowiem dajesz do zrozumienia, ze w domu dochodzi do przemocy.
            nie kwestionujac zatem ogromu przezywanych zmartwien,bo jak na nastolatke przystalo zachowujesz sie, polecam jednak szanownej pamieci poszukania wlasciwszego sposobu na ekspiacje.ojca.
            tyle.

            • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 14:52
              Mój wychowawca wie, że jestem DDA aż za dobrze.
              Pomógł mi już w jednej sprawie związanej z powyższym i nie chcę mu
              się narzucać po raz drugi, ma on małe dziecko i też swoje życie, co
              ja szanuję.

              Po drugie, wybacz, ale czy ja Ci każe odpisywać na mój post?
              Jeśli Ci on nie odpowiada, to zignoruj go.
              Piszę o tym na forum i nie żałuję, bo mi to pomogło i dziękuję
              wszystkim, którzy nań odpowiedzieli.
              • kalllka Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:08
                jesli wychowawca zajety to moze dyrektorowi nalezaloby powiedziec,
                mloda Damo.
                co do ignorowania wypowiedzi,,,zachowanie ktore radzisz wykorzystac, wyplywa najczesciej z ignorancj, na ktora to dzieki Bogu, w moim wieku i z racji doswiadczenia zycia, nie pozwalam sobie nigdy.
                Tobie zas nieco samodyscypliny slownej zyczylam. i to juz naprawde tyle.
                pap
                • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:13
                  ...
                • avgust Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:23
                  kalllka napisała:

                  > jesli wychowawca zajety to moze dyrektorowi nalezaloby powiedziec,
                  > mloda Damo.
                  > co do ignorowania wypowiedzi,,,zachowanie ktore radzisz
                  wykorzystac, wyplywa n
                  > ajczesciej z ignorancj, na ktora to dzieki Bogu, w moim wieku i
                  z racji doswi
                  > adczenia zycia, nie pozwalam sobie nigdy.
                  > Tobie zas nieco samodyscypliny slownej zyczylam. i to juz naprawde
                  tyle.
                  > pap
                  A Twoje siwe włosy aż wyzierają z tego ekranu:=DDDDDDHa ha!!!!!
                  • kalllka Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:47
                    oczywiscie Joziu, ze to moje siwe wlosy.
                    natomiast naturalna przemiane z gustava w konrada przechodzisz widze w
                    meczarniach zazdrosci wobec czlowieka bez formy

                    tak k`woli przypomnienia,
                    nikt Tobie nie zacytowal jeszcze, ze brzydko jest podgladac?
                    (nawet jesli przechodzisz ponownie proces upupiania; winienes pamietac kim czy
                    nickiem jestes)
                    • avgust Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:53
                      kalllka napisała:

                      > oczywiscie Joziu, ze to moje siwe wlosy.
                      > natomiast naturalna przemiane z gustava w konrada przechodzisz
                      widze w
                      > meczarniach zazdrosci wobec czlowieka bez formy
                      >
                      > tak k`woli przypomnienia,
                      > nikt Tobie nie zacytowal jeszcze, ze brzydko jest podgladac?
                      > (nawet jesli przechodzisz ponownie proces upupiania; winienes
                      pamietac kim czy
                      > nickiem jestes)
                      Nie mam na imię Józef. Choć kiedyś czytałem o takim jednym. Za
                      sprzeciw wobec upupienia Potyfar zamknął go w więzieniu. Więc może
                      dlatego nie idę w jego ślady?
                      • kalllka Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 16:35

                        w slady nie, ale powlosy,,,:)
                        >,,,aż wyzierają z tego ekranu:=DDDDDDHa ha!!!!!
                        jak widzisz wyzej,
                        raczej wtornies zintyfalizowana gebe z Gombrowicza zaprezentowal w dla mnie odpowiedzi, nizli bezpodstawnie oskarzona niewinnosc; na okolicznosc opowiesci zulejkowej.
                        a.ja anim zamezna anim potyfarowa upuppa.
                        jednakze chylac czola wobec Waszych z Klossowskim jezykowych potyczek forumowych pozostawiam temat logiki (takze literackiej) na bardziej nizli dzisiejsza, sprzyjajaca tak grotesce jak i ironii, okazje.
                        • avgust Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 16:41
                          kalllka napisała:

                          >
                          > w slady nie, ale powlosy,,,:)
                          > >,,,aż wyzierają z tego ekranu:=DDDDDDHa ha!!!!!
                          > jak widzisz wyzej,
                          > raczej wtornies zintyfalizowana gebe z Gombrowicza zaprezentowal
                          w dla mnie o
                          > dpowiedzi, nizli bezpodstawnie oskarzona niewinnosc; na
                          okolicznosc opowiesci
                          > zulejkowej.
                          > a.ja anim zamezna anim potyfarowa upuppa.
                          > jednakze chylac czola wobec Waszych z Klossowskim jezykowych
                          potyczek forumowy
                          > ch pozostawiam temat logiki (takze literackiej) na bardziej nizli
                          dzisiejsza, s
                          > przyjajaca tak grotesce jak i ironii, okazje.
                          Nie chodzi o Ciebie, lecz o zasadę. Gdybyś była młodsza,
                          powiedziałbym, że fajna z Ciebie laska. Może gdybyś tak dumnie nie
                          chciała okazać miłej Karolince wyższości, nigdy bym nie zobaczył tej
                          siwizny w prawym górnym rogu ekranu. Pozdrawiam.
                          • kalllka Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 17:28
                            wybacz avguscie ale zasady o ktorych,,,
                            w zadnej mierze nie sa usprawiedliwialne.
                            malo tego
                            bez wzgledu czy stosowane wobec ulubionych wiosnianych lasek czy tzw starych rur...
                            podgladanie czy podsluchiwanie,bez wzgledu z jakich pobudek czynione i na czyje polecenie,jest nielegalne.
                            o czym mowiac, piszac, wprost, bez ogrodek podtekstow i jakichkolwiek dawan do zrozumienia..Wszystkich
                            informuje. tyle


                            ps
                            jesli masz siwe znaki to moze zwyczajnie wyczysc ekran.
                            • avgust Re: Miła Karolinko, 21.04.10, 16:40
                              kalllka napisała:

                              > wybacz avguscie ale zasady o ktorych,,,
                              > w zadnej mierze nie sa usprawiedliwialne.
                              > malo tego
                              > bez wzgledu czy stosowane wobec ulubionych wiosnianych lasek
                              czy tzw starych
                              > rur...
                              > podgladanie czy podsluchiwanie,bez wzgledu z jakich pobudek
                              czynione i na czyj
                              > e polecenie,jest nielegalne.
                              > o czym mowiac, piszac, wprost, bez ogrodek podtekstow i
                              jakichkolwiek dawan do
                              > zrozumienia..Wszystkich
                              > informuje. tyle
                              >
                              >
                              > ps
                              > jesli masz siwe znaki to moze zwyczajnie wyczysc ekran.
                              A Ty wiesz, co to jest METAFORA?
                          • leda16 Re: Miła Karolinko, 21.04.10, 21:25
                            avgust napisał:
                            Może gdybyś tak dumnie nie
                            > chciała okazać miłej Karolince wyższości, nigdy bym nie zobaczył tej
                            > siwizny w prawym górnym rogu ekranu


                            Czyżbyś uważał avguście, że wiedza i doświadczenie życiowe wykorzystane w szlachetnym celu - choćby po to, żeby zasugerować ledwo opierzonej acz wielce drażliwej dzierlatce jak się drzwi do sądu rodzinnego otwierają - nie powinny być powodem do dumy? Zważywszy zresztą, iż serce to tylko pompa ssąco- tłocząca, a ramiona w tym kontekście to śmieszny frazes
                            • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 07:44
                              Chyba mam zbyt niskie IQ, żeby zrozumieć, o co Ci, Leda, chodziło.
                              • avgust Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 16:19
                                kkkkkarolina napisała:

                                > Chyba mam zbyt niskie IQ, żeby zrozumieć, o co Ci, Leda, chodziło.
                                To taki nasz forumowy slang. Nie staraj się go zrozumieć, bo my też
                                go nie rozumiemy. W każdym razie nie o rozumienie chodzi;=D
                                • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 16:45
                                  Pisanie na tym forum to wystawianie się na
                                  pośmiewisko/kpiny/obrażanie etc. etc. ...

                                  Dobrze, że nie jestem tu stałym gościem, bo nie dość, że w realu mam
                                  się czym przejmować, to jeszcze w świecie virtual narobiłabym sobie
                                  wrogów tym, że piszę, co myślę i czuję.
                                  • avgust Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 16:50
                                    kkkkkarolina napisała:

                                    > Pisanie na tym forum to wystawianie się na
                                    > pośmiewisko/kpiny/obrażanie etc. etc. ...
                                    >
                                    > Dobrze, że nie jestem tu stałym gościem, bo nie dość, że w realu
                                    mam
                                    > się czym przejmować, to jeszcze w świecie virtual narobiłabym
                                    sobie
                                    > wrogów tym, że piszę, co myślę i czuję.
                                    Nie martw się. Głupków wszędzie znajdziesz. A są ludzie, którzy
                                    szczerze żałują tego, co robią, tylko nie wiedzą jak powiedzieć
                                    przepraszam. ;=)
                                    • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 18:04
                                      Możliwe. Leda16 jako domorosły psycholog, wystawia mi diagnozę
                                      szurniętej małolaty, niedouczonej, w ogóle może jeszcze z trisomią
                                      21, rzuca artykułami z Kodeksów, które ja mogę sobie wyszukać na
                                      google, to nie trudne, mimo mojej DYSFUNKCJI PSYCHICZNEJ potrafię to
                                      zrobić.
                                      Piszą inne starsze panie psycholożki, rzucają epitetami "słodka",
                                      wywyższają się, w duchu myślą pewnie, żem gówniara, mam za dobrze
                                      etc. etc.
                                      Ja nie wiem, staropanieństwo chyba się odzywa.
                                      Lepiej w ogóle tu nie zaglądać.
                                      • avgust Re: Miła Karolinko, 23.04.10, 17:06
                                        kkkkkarolina napisała:

                                        > Możliwe. Leda16 jako domorosły psycholog, wystawia mi diagnozę
                                        > szurniętej małolaty, niedouczonej, w ogóle może jeszcze z trisomią
                                        > 21, rzuca artykułami z Kodeksów, które ja mogę sobie wyszukać na
                                        > google, to nie trudne, mimo mojej DYSFUNKCJI PSYCHICZNEJ potrafię
                                        to
                                        > zrobić.
                                        > Piszą inne starsze panie psycholożki, rzucają epitetami "słodka",
                                        > wywyższają się, w duchu myślą pewnie, żem gówniara, mam za dobrze
                                        > etc. etc.
                                        > Ja nie wiem, staropanieństwo chyba się odzywa.
                                        > Lepiej w ogóle tu nie zaglądać.
                                        Dowartościowują się Twoim kosztem. Olej ich i żyj tak, żeby Ci nikt
                                        nie podskoczył.
                            • avgust Re: Miła Karolinko, 22.04.10, 16:17
                              leda16 napisała:
                              > Czyżbyś uważał avguście, że wiedza i doświadczenie życiowe
                              wykorzystane w szlac
                              > hetnym celu - choćby po to, żeby zasugerować ledwo opierzonej acz
                              wielce drażli
                              > wej dzierlatce jak się drzwi do sądu rodzinnego otwierają - nie
                              powinny być pow
                              > odem do dumy? Zważywszy zresztą, iż serce to tylko pompa ssąco-
                              tłocząca, a ram
                              > iona w tym kontekście to śmieszny frazes
                              Jakże bym mógł? Normalnie jednak warunki forumowe nie pokazują
                              siwizny w sposób czytelny. Ktoś może kłamać? Domaganie się szacunku
                              na forum z powodu starszeństwa wieku nieco śmieszy. Co innego płeć.
      • kkkkkarolina Re: Miła Karolinko, 15.04.10, 15:34
        W jaki sposób mam wyegzekwować tę pomoc od tych instytucji?
    • annarchia Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 13:21
      Karolina, to straszne. Każdy czułby się okropnie na Twoim miejscu. Taka
      atmosfera w domu to jakieś piekło przez duże P. To, co opisujesz to silna
      psychiczna przemoc, traktowanie Ciebie bez grosza szacunku. A mówienie (tj.
      autorka poprzedniego wątku), że ojciec kocha - jest moim zdaniem nie na miejscu.
      Bo nie kocha się intencjami i tym, "co ma się w głowie", tylko ZACHOWANIEM się
      kocha. Gestami. Reakcjami pełnymi sympatii. Miłość to szacunek dla drugiego
      człowieka, otwartość na niego, na jego autonomię, na jego szczęście. Czy
      człowiek, który nie daje Ci prawa do szczęścia - KOCHA? A Ty jesteś upodlona,
      nieszanowana, Twoja autonomia i osoba jest deptana (lekko mówiąc), bo gdy chcesz
      się z kimś wiązać i być szczęśliwa to ojciec nazywa Cię "suką" (!) albo odmawia
      jedzenia (?!?!?). Jako córka masz prawo czuć się w domu, przy nich, bezpiecznie,
      spokojnie; masz prawo, aby oni interesowali się Twoim życiem i cieszyli razem z
      Tobą Twoim szczęściem. Rady typu "Pomyśl o rodzicach, może oni nie potrafią
      inaczej", "Twojemu ojcu też pewnie nie jest łatwo" to jest pośrednia zachęta do
      tego, abyś stłumiła swój własny (zupełnie zrozumiały i oczywisty) żal, ból i
      gniew, i była bardziej wyrozumiała dla nich niż dla samej siebie. Ojciec nie ma
      żadnych skrupułów wobec Ciebie, dlaczego więc Ty masz mieć?

      Raczej mało prawdopodobne albo wcale, że sama rozmowa z członkami rodziny
      rozwiąże: alkoholizm ojca, jego chamskie docinki i traktowanie cię jak
      podczłowieka, bezstronność matki. Zachowanie rodziców wynika z ICH problemów
      emocjonalnych.

      kkkkkarolina napisała:

      > da nazwać, powiedział, że zdradziłam jego rodzinę mając chłopaka, że
      > się zeszmaciłam, jestem suką, nienawidzi mnie itp.

      To jest zniewolenie. Nie szanuje Twoje wolności, Twojego życia. Ważniejsze dla
      niego jest to, aby mieć Cię przy sobie jak przedmiot - jako kozła ofiarnego, w
      którego można sobie boksować, aby odreagować WŁASNE frustracje i żale - niż to,
      abyś TY była szczęśliwa, jako jego dorosła córka. Egoizm, chamstwo.

      kkkkkarolina napisała:

      > Nazwał mojego byłego chłopaka debilem mimo tego, że sam jest ledwo
      > po zawodówce, a tamten jest już mgr, pracuje na siebie, jest już
      > samodzielny.
      >
      > Nie wiem, jak się do tego odnieść.

      Tj. u góry. Traktuje cię jak przedmiot, który nie ma prawa do szczęścia, nie ma
      prawa do zbudowania osobnego życia. Przedmiot ma siedzieć w domu i być
      popychadłem, które można obwinić o wszystkie swoje problemy (emocjonalne -
      złość, żale, nieudolność, niespełnienie itd.). Czyli tatuś Twoim kosztem może
      czuć się usprawiedliwiony i w porządku (bo "to wszystko twoja wina", "to przez
      ciebie piję"). Poza tym, on chce sobie siedzieć przed TV, a Ty masz zapracować
      na jego picie, bo tak JEMU będzie wygodnie. Każdy chłopak u Twojego boku to dla
      niego zagrażający rywal, który zabierze od niego kozła ofiarnego i potencjalną
      siłę roboczą. "Musi" więc zgnębić jego i Ciebie, aby zaspokajać własne potrzeby.
      Brutalne i niesprawiedliwe, ale prawdziwe.

      kkkkkarolina napisała:

      > się dobrze, nie jestem ideałem, ale słowa ojca były dla mnie tak
      > bolesne, że miałam ochotę skoczyć z okna...

      Znam słowa, które bolą. Za dobrze. Czasem kończy się to autoagresją - z
      bezsilności i bólu, złości. Ale wiesz co? Potem tak sobie tłumaczę, że ta
      autoagresja, chęć samobójstwa to tak, jakby tej słabej psychicznie osobie, która
      czasem traktuje mnie jak śmiecia - przyznać rację. A czy ona faktycznie ma
      rację? Czy Twój ojciec ma rację tak Cię traktując?

      kkkkkarolina napisała:

      > Kazałam mu się leczyć, powiedziałam, że jest przecież alkoholikiem

      I co on na to? Zgodził się? Jeśli nie to skup się na własnej terapii, aby dojść
      do siebie. Bo jak sama piszesz, człowiek ma granice wytrzymałości psychicznej...

      kkkkkarolina napisała:

      > Matka jest wycofana, prawie zawsze nie ma jej w domu, jest raczej
      > bezstronna

      Bezstronność matki to chyba największy ból, jaki można sobie wyobrazić. I co z
      tego, że ona (zapewne) boi się męża? Ona powinna stawać w Twojej obronie, jest
      MATKĄ! I masz prawo czuć do niej żal i gniew.

      kkkkkarolina napisała:

      > Nie wiem już, co robić.

      Myślałaś o psychoterapii dla DDA? W ogóle o psychoterapii?
      Pewnie w grę wchodziłaby tylko bezpłatna. Ja bym popytała inne osoby z DDA o
      polecane ośrodki (jest tu na gazecie zamknięte forum dla DDA) albo sprawdź tu:
      forum.gazeta.pl/forum/w,99,36038178,0,Biala_lista_psychiatrow_psychologow_terapeuto_w.html
      kkkkkarolina napisała:

      > Jeśli coś takiego znowu się powtórzy, to ja nie wiem...
      > Już tego psychicznie nie wytrzymuję.

      Terapia DDA to także grupy wsparcia. W grupie na pewno raźniej. Poza tym bardzo
      polecam książki Alice Miller. Są e-booki w necie, darmowe. "Bunt ciała", "Dramat
      udanego dziecka".

      Sama jestem na drodze uwolnienia się od patologicznego domu, i jest to trudne.
      BARDZO...
      • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 14:24
        Na początku bardzooo dziękuję za taką rzeczową odp. :)
        Ja nie czuję się bezpiecznie, właśnie najbardziej brakuje mi w życiu
        poczucia bezpieczeństwa.
        A jeśli brakuje mi owego, to nie mogę zaspokoić tych wyższych
        potrzeb, o jakich prawił Maslow.

        Moja matka była wtedy, gdy 'to' się działo i powiedziała, że ona się
        nie wtrąca...
        Że nie chce się po prostu udzielać, bo to nie jej sprawa.

        Miałam psychoterapię DDA indywidualną, przez ok. 1,5 roku, ale
        zrezygnowałam z niej, ponieważ nie czułam, że mi pomaga.
        Może to też moja wina, bo byłam wtedy młodsza i brałam to nie bardzo
        na serio...

        Ja ojca nie kocham.
        Nie jest mi też obojętny.
        Noszę w sobie wielki gniew, który tłumię, jest mi przykro, że jest,
        jak jest...

        Miałam też zdiagnozowaną nerwicę lękową i brałam tabletki.

        Co do chłopaka - to nie był odosobniony przypadek, zdarzało się to
        już wcześniej, że ojciec zachowywał się w sposób dla mnie chory,
        stał się tak zaborczy, że myślałam już, że to jest jakieś
        molestowanie psychiczne...


        Kiedy dojrzewałam, śmiał się, że rosną mi piersi...

        On uważa, że najlepszym kandydatem na mojego przyszłego męża, będzie
        jakiś kolega z jego pracy, bo on go będzie znał, wszystko zostanie w
        rodzinie...

        Dla mnie jest to megapatologia.
        Zdarzyło się kilka razy, że jakiś jego znajomy z roboty chciał się
        ze mną umówić w wieku >30, a mój ojciec był bardzo rad z tego powodu.
        Czuję się wtedy jak jakaś prostytutka, jakby ktoś mnie sprzedawał...

        Czasem myślę, że naprawdę, gdybym popełniła samobójstwo, to może on
        by się otrząsnął, że czasem naprawdę musi stać się tragedia, żeby
        rodzina się 'nawróciła'...
        Wkurza mnie też fakt, iż on wszystki moje zasługi, że tak to nazwę,
        przypisuje sobie... bez jego pomocy chyba nawet nie umiałabym śliny
        przełknąć...

        • annarchia Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 15:07
          kkkkkarolina napisała:

          > Miałam psychoterapię DDA indywidualną, przez ok. 1,5 roku, ale
          > zrezygnowałam z niej, ponieważ nie czułam, że mi pomaga.

          Może spróbuj terapię indywidualną u innej osoby? Takiej, z którą poczujesz się
          bezpiecznie, poczujesz, że to właściwa osoba, z którą mogłabyś chcieć nawiązać
          relację. A przede wszystkim na grupową DDA, aby czuć wsparcie.

          kkkkkarolina napisała:

          > Może to też moja wina, bo byłam wtedy młodsza i brałam to nie bardzo
          > na serio...

          Może czułaś się za bardzo wystraszona? Gdzieś tam zawsze czai się w człowieku
          lęk "A co powiedzą rodzice na to, że ja ich tu zdradzam i wyciągam na wierzch
          domowe sprawy?" Oczekiwanie, nawet irracjonalne, kary za to. Wyrzuty sumienia,
          że się ich "zdradza". Nawet, jeśli rodzice nie wiedzą de facto o terapii, czasem
          chodzi o tych "rodziców z głowy". Albo nieświadomy lęk, że od terapeuty czeka
          mnie to samo. Plus lęk przed bliskością z terapeutą, zrozumiały, gdy "bliskie
          osoby" Cię zawiodły.

          kkkkkarolina napisała:

          > Zdarzyło się kilka razy, że jakiś jego znajomy z roboty chciał się
          > ze mną umówić w wieku >30, a mój ojciec był bardzo rad z tego powodu.
          > Czuję się wtedy jak jakaś prostytutka, jakby ktoś mnie sprzedawał...

          SZOK.
          Plus to wyśmiewanie się z piersi własnej córki... On nie powinien siebie ojcem
          nazywać.

          kkkkkarolina napisała:

          > Czasem myślę, że naprawdę, gdybym popełniła samobójstwo, to może on
          > by się otrząsnął, że czasem naprawdę musi stać się tragedia, żeby
          > rodzina się 'nawróciła'...

          Miałam wielokrotnie podobne myślenie, ale jest ono błędne. Do tego, aby rodzina
          się "nawróciła" nie przyczyni się żadna tragedia, tylko psychoterapia. Terapia
          całego systemu razem, albo poszczególnych osób. Ponieważ powodem tego, jak
          Wasza rodzina funkcjonuje są problemy emocjonalne wszystkich osób: ojca, matki,
          Twoje (będące wynikiem tych dwóch poprzednich osób), brata. Tylko przepracowanie
          własnych deficytów i problemów emocjonalnych daje szanse trwałej zmiany. Inaczej
          Twoja próba samobójstwa (mająca na celu "otrząśnięcie się rodziny") będzie
          najprawdopodobniej odebrana jako: egoizm, wstyd dla rodziny, hańba. Bardziej
          prawdopodobne, że tacy a nie inni rodzice (zwłaszcza ojciec) Cię wyklną z jako
          nienormalną, jako psychola, świra, jako egoistkę i może jeszcze oberwiesz za
          takie "zachowanie", aby ci takie rzeczy z głowy wybić. Będą ciągłe zarzuty: "jak
          mogłaś to zrobić matce, ojcu, ty idiotko". I wtedy będzie dla nich "jasne", kto
          tu ma problemy z psychiką - przy Tobie, niedoszłej samobójczyni, oni będą
          "normalni". Możliwe w sumie, że matka przez pewien czas po takim incydencie
          okaże trochę ciepła i się zbliży, ale ja nie liczyłabym na trwałą poprawę. A
          jakby to samobójstwo było skuteczne, to i tak nie doświadczyłabyś na sobie
          ewentualnej rodzinnej metamorfozy...

          W mojej rodzinie nic się nie zmieniło na lepsze, mimo, że zaczęłam trafiać do
          szpitali. Mimo, że bywałam w tragicznym stanie. Mimo, że miałam fazę anoreksji -
          zmiana polegająca na dawaniu ciepła, zainteresowania, milszej atmosferze - była
          CHWILOWA. Gdy zaczęłam się lepiej odżywiać, stosunki w rodzinie wróciły do "normy".

          To nie jest rozwiązanie, chociaż wiem, że człowiek tak potrzebuje tego spokoju i
          szacunku, że zrobiłby WSZYSTKO... :(

          kkkkkarolina napisała:

          > Wkurza mnie też fakt, iż on wszystki moje zasługi, że tak to nazwę,
          > przypisuje sobie...

          No nie dziwne, że Cię to wkurza.

          kkkkkarolina napisała:

          > bez jego pomocy chyba nawet nie umiałabym śliny
          > przełknąć...

          To tylko jego słowa czy także Twoje?
          • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 15:24
            Też sądzę, że terapia grupowa będzie odpowiedniejsza, niż ind.
            Ojciec w trakcie mojej terapii powiedział, że 'ta pani na pewno mi
            nagada głupot'... Oczywiście, wstyd był, bo wtedy myślałam, że po
            prostu tak jest w większości rodzinach, że ojcowie piją, a ja
            wydziwiam, bo uczęszczam na terapię.

            Co do tego samobójstwa - masz rację.
            Właśnie tak to zostanie odebrane - ja jestem psychicznie
            chora, ja miałam problemy, nie oni.


            Anoreksję również miałam, nie ma się z czego chwalić, oczywiście
            było to z mojej winy, z mojego wydziwiania, bo mi się nudziło, nie
            miałam problemów po prostu, miałam za dobrze - to jest wersja matki
            i ojca.
            Gdy psychiatra powiedział matce coś zupełnie innego, ona była w
            szoku, przecież nic nie robiła.
            Ano właśnie. Nic.

            Co do tego, czy się ojciec chce leczyć.
            Absolutnie nie. On nie jest alkoholikiem, on jest smakoszem.
            To są jego słowa.

            To, że bez niego pewnie śliny nie potrafiłabym przełknąć, to moje
            słowa, tak to czuję.
            • zezem_prosto_w_oczy Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 15:39
              Karolina,

              Koniecznie wejdz na te strone i znajdz grupe wsparcia.
              Bylam w podobnej sytuacji w twoim wieku, Wyjechalam i z domu i z kraju.
              To byl swietny wybor.

              Trzymam kciuki.

              www.dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=77&Itemid=53
              • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 19:04
                Dziękuję za linka.
                Stronę dda.pl znam, nawet opisałam tam swoją historię.
                W wakacje mam zamiar chodzić na spotkania dla DDA.

                Dziękuję i pozdrawiam :)
            • annarchia Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 16:51
              kkkkkarolina napisała:

              > Ojciec w trakcie mojej terapii powiedział, że 'ta pani na pewno mi
              > nagada głupot'...

              To ma pewnie służyć m.in. temu, aby zatrzymać Cię przy sobie, tak nieświadomie.
              Na podobnej bazie jak tępienie Twoich ukochanych. Abyś się nie zmieniła, czyli
              nie zyskała szacunku do siebie, nie usamodzielniła i nie poszła w swoje
              indywidualne życie (a takie są cele terapii). On Twoją terapię może odbierać
              jako zagrożenie, tak samo matka (bo jak się usamodzielnisz to zostawisz ją samą
              z nim i "co ona biedna zrobi?").

              Takich zachowań mających powstrzymać moje usamodzielnianie się jest u mojej
              matki wiele, cały asortyment, ale są one zazwyczaj bardziej subtelne i
              niedosłowne niż u Ciebie w domu. To z poniżaniem ukochanego partnera i ciągłą
              krytyka pod jego adresem też przechodziłam, bardzo mnie to bolało, to był
              koszmar. Mam nadzieję, że kiedyś będzie mi to bardziej zwisać. Gdy się odetnę od
              jej chorych zagrywek... Odetnę się? Na razie nie potrafię.

              kkkkkarolina napisała:

              > To, że bez niego pewnie śliny nie potrafiłabym przełknąć, to moje
              > słowa, tak to czuję.

              Tzn. w jakim sensie "bez niego"? Jak nie ma go w pobliżu?
              • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 17:14
                To, że bez niego pewnie śliny nie potrafiłabym przełknąć, to moje
                > > słowa, tak to czuję.
                >
                > Tzn. w jakim sensie "bez niego"? Jak nie ma go w pobliżu?
                Nie, ja się czuję osobną jednostką, jestem świadoma tego, co umiem,
                ale to on uważa, że wszystko, co osiągnęłam, osiągnęłam dzięki niemu
                i bez jego pomocy (nie wiem - mentalnej chyba, bo do niczego ręki
                nie przyłożył) nie dałabym sobie rady.

                To, że wyglądam, jak wyglądam, przepraszam za taki przykład, ale
                fakt, że mam gładką cerę - to dzięki niemu, bo to jego geny, że nie
                mam krzywych nóg - to też jego zasługa... Wszystkie takie rzeczy,
                które mogą być oceniane na plus, są jego autorstwa, sama bym tego
                nie osiągnęła.

                Jeśli będę pisać np. pracę lic., to na pewno jego wkład będzie też
                olbrzymi, choćby on nawet jej nie dotknął.
                Wiem, że ambicje rodziców są spełniane pośrednio poprzez dokonania
                dzieci, ale na miłość Boską...
                Przecież można od tego zwariować! :0

                Ojciec jest bardzo słaby psychicznie, kiedy jest trzeźwy, nie jest w
                stanie nawet rozmawiać.
                Gdy ktoś puka do drzwi, on nie otworzy, tylko woła mnie, a sam
                biegnie do łazienki.

                Jedyne, czego on mi życzy i sobie też, to żebym długo się uczyła,
                poszła na studia, bo on będzie miał się czym chwalić i
                dowartościować.
                • annarchia Re: proszę o pomoc... 15.04.10, 18:46
                  kkkkkarolina napisała:

                  > To, że wyglądam, jak wyglądam, przepraszam za taki przykład, ale
                  > fakt, że mam gładką cerę - to dzięki niemu, bo to jego geny, że nie
                  > mam krzywych nóg - to też jego zasługa...

                  Faktycznie, bardzo musiał harować nad tym, abyś z jego genów odziedziczyła ładną
                  cerę i zgrabne nogi. On sam majstrował i kombinował przy swoim i Twoim kodzie
                  DNA w pocie czoła? :D

                  kkkkkarolina napisała:

                  > Jeśli będę pisać np. pracę lic., to na pewno jego wkład będzie też
                  > olbrzymi, choćby on nawet jej nie dotknął.

                  Zapytaj go, na czym ten jego wkład będzie wtedy polegał. Jakieś pozytywne fluidy
                  sprzyjające atmosferze nauki będzie Ci przesyłał sprzed telewizora i znad kielicha?

                  kkkkkarolina napisała:

                  > Jedyne, czego on mi życzy i sobie też, to żebym długo się uczyła,
                  > poszła na studia, bo on będzie miał się czym chwalić

                  Mój to nawet wstydził się za mnie wtedy, jak studiowałam. Córka znajomych, syn
                  sąsiada - oni są "bardziej inteligentni ode mnie", i im wolał poświęcać czas na
                  rozmowy. "Do pięt mu nie dorastam", mimo, że on sam studiów nie skończył. Nie
                  skończył, bo uważa o sobie, że jest tak genialny i utalentowany, że studia dla
                  niego byłyby uwstecznieniem i regresją. Narcyz. Pewnie skończy tak, jak ten
                  mitologiczny. Z tym, że piękny kwiat to raczej po nim nie wyrośnie.
                  • kkkkkarolina ... 15.04.10, 19:02
                    Wiesz co, czuję się jakbym to ja miała problem ze sobą, a wszyscy
                    wokół nie. Cieszę się, że mogę chodzić do szkoły, bo przynajmniej
                    tam są normalni ludzie i można porozmawiać.
                    Już nie chodzi o to, że można porozmawiać na jakiś temat, ale w
                    ogóle o możliwość dialogu.

                    Najbardziej boję się tego, że jeśli będę z kimś, to ojciec znów
                    będzie nazywał mnie suką, mówił, że na pewno daję d_upy za pieniądze
                    mojemu chłopakowi i chciał ode mnie te niby_pieniądze pożyczyć na %.
                    Już to się zdarzyło.

                    Mnie się wydaje czasem, że to jest jakiś zły sen, że jutro się
                    obudzę i będzie wszystko normalnie.
                    Boże, niech on już umrze.

                    Niech on już odejdzie albo niech ja sobie ułożę życie poza domem.
                    Ale czy to mądre wiązać się z kimś po to, by uciec od takiego ojca?

                    Czytałam bloga, Annarchio.
                    Mam takie skrzywienie zawodowe i doceniam, że ktoś pisze z polotem,
                    przecinki, metafory etc.
                    :)
                    Że ktoś po prostu pisze poprawnie po polsku :)
                    Co do treści merytorycznej, wolę się w BPD nie zagłębiać, bo kiedyś
                    podejrzewałam owe 3 litery u siebie, ale jestem zbyt mało
                    inteligentna na takie gry manipulacyjne, z całym szacunkiem i bez
                    obrazy :)
                    • kasia120378 Re: ... 16.04.10, 08:16
                      Jakaś terapia, a grupowa przydałaby się.
                      Jeśli u Twoich rodziców panuje wyższość uczuć tych negatywnych, ale czy ty też
                      musisz być opanowana przez złośc, agresję. Nie, nie musisz.
                      Jak się wyzbędziesz tych negatywnych emocji, będzie Ci lżej 9może taka terapia,
                      a może inny psycholog). pamiętaj nikt nie jest ani gorszy, a ni lepszy.
                      Uwierz w siebie, że jestes ładna, dobra, inteligentna
      • kasia120378 Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 08:04
        Czy "zywienie sie" nienawiścią, zlością wyszło komuś na dobre? Skąd pozniej te
        wszystkie choroby, a włąsnie m. in. stąd.
        Najłatwiej nienawidzić kogoś, a trudniej wybaczać, kochać.
        Nie bronię ani mamy, ani taty Karoliny, ale na pewno nie jest jej potrzebna
        agresja, ciągła złość
        Piszesz coś o tłumieniu uczuć, nie wolno tego robić.
        Poza tym jak wiadomo co czlowiek to inna opinia na forum,a tutaj ludzie m. in.
        chcą się anonimowo wyżalić, pomóc. Nie ma co się wstydzić
        Nie bój się Karolino prosić o pomoc, po to ludzie są. Nie obwiniaj się nigdy, że
        coś bierzesz, bo Ty tez uwierz może dajesz coś innym od siebie, a może dasz.
        • annarchia Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 10:54
          kasia120378 napisała:

          > Czy "zywienie sie" nienawiścią, zlością wyszło komuś na dobre? Skąd pozniej te
          > wszystkie choroby, a włąsnie m. in. stąd.

          Do strasznych rzeczy ją "namawiasz": aby wyparła się zupełnie uzasadnionych w
          obliczu tej gehenny uczuć? To wyparcie mogłoby być bardzo groźne. Przecież te
          odczucia - złości, nienawiści - są w tej sytuacji adekwatne. Ty byś za takie
          zachowanie wobec Ciebie była przepełniona miłością...?

          Wiele zaburzeń psychicznych, w tym nerwice, depresje biorą się z czegoś
          odwrotnego - z tłumienia uczucia złości i agresji. UCZUCIE złości (nie mam tu na
          myśli wyrazów złości tj. krzyk, wrzaski, agresywne zachowanie) jest człowiekowi
          bardzo potrzebne, tak jak każda inna emocja. Wszystkie emocje są potrzebne.
          Uczucie złości pojawia się wtedy, gdy człowiek odczuwa jakieś zagrożenie, i ona
          mobilizuje go do tego, aby się bronić, nie pozwalać sobie na przekraczanie
          granic. A ojciec autorki wątku te granice narusza notorycznie, lekko mówiąc.
          Człowiek "pozbawiony" złości (w cudzysłowie, bo w każdym z nas istnieją pokłady
          agresji, choćby nieuświadomione - taka jest psychika człowieka) to człowiek
          bezbronny, z którym można zrobić wszystko, bo i tak się będzie stawiał oporu.
          Można go bić, znęcać się, ośmieszać, poniżać - a on będzie takim fajnym workiem
          treningowym, będzie cicho siedział jak trusia. Będzie popychadłem wystawionym na
          rany od innych ludzi, bez możliwości obrony.

          kasia120378 napisała:

          > Najłatwiej nienawidzić kogoś, a trudniej wybaczać, kochać.

          Ale za co Karolina ma kochać ojca?? Za to, że ją "począł"? Wielka mi zasługa.
          Kochać za to, że ją traktuje jak śmiecia??
          I co ma mu wybaczyć? Czy on o to wybaczenie prosił? Czy przejrzał na oczy i
          zmienił diametralnie swoje zachowanie? Nie, ciągle traktuje ją gorzej niż psa, a
          w swoim zachowaniu nie widzi nic zdrożnego. Jak ktoś się znęca, rani, bije,
          ośmiesza, gardzi - to złość jest adekwatną reakcją, to jest zdrowe. Problem
          zacząłby się wtedy, gdyby taka udręczona osoba zaczęła czuć do swojego kata
          miłość, sympatię i wyrozumiałość.

          kasia120378 napisała:

          > Nie bronię ani mamy, ani taty Karoliny, ale na pewno nie jest jej potrzebna
          > agresja, ciągła złość

          Tylko co? Miłość, wdzięczność i wyrozumiałość dla rodziców??

          kasia120378 napisała:

          > Piszesz coś o tłumieniu uczuć, nie wolno tego robić.

          Możesz przytoczyć te moje słowa o tłumieniu uczuć?

          kasia120378 napisała:

          > Poza tym jak wiadomo co czlowiek to inna opinia na forum

          Dla mnie opinie typu "Nie czuj złości na rodziców, którzy traktują Cię jak
          śmiecia, pokochaj ich i bądź wyrozumiała" są przerażające.
          • kasia120378 Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 14:44
            Oj Annarcha, ale z Ciebie zbuntowany człowiek. szczęsliwa jesteś z tą złością?
            To raczej Ty ją namawiasz do nieciekawych rzeczy
            Nie wybaczając to nie szkodzi się tej osobie, która jest np "katem', ale sobie.
            Nie będę sie w kółko powtarzać, bo widzę, nie chcesz wykazywać nic pozytywnego.
            Najłatwiej nienawidzić.
            Ten temat jest bardzo burzliwy, gorący.
            Powiedz mi, czy te negatywne uczucia dają Ci poczucie spokoju,
            szczęscia?
            Na takim wózku daleko się nie zajedzie.
            Ja nie każę Karolinie nic tłumić.
            Musicie tak zacząć postępować żeby nie przechodziło to następne pokolenia. Na
            pewno marzycie o domach pełnych miłości, więc się uczcie.
            Nie mam zamiaru Cię atakować, bo twoje wypowiedzi są pełne gniewu.
            Mam nadzieję i zyczę wam tego, że wasze serca będą spokoju
            Czy psychologowie, do których np chodziliście czy terapeuci każą nienawidzić,
            odpłacać tym samym?
            Tłumienie też prowadzi do róznych schorzeń,
            Chcesz po latach wspomnieć np tatę i czuć gniew, złość i mysleć, że on to nic mi
            nie dał dobrego?
            Każdy ma wolną wolę i sam wybiera, ale nie powinno się też sugerować tylko
            negatywnych uczuć.
            Powtarzam tłumić nic nie kazałam
            Pewnie niedługo odp
            • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 15:11
              Powiem Ci szczerze, Kasiu, iż moja terapeutka właśnie prowokowała
              mnie do takich zachowań, żeby na nią przelać te złe, skryte emocje.
              Żeby przelać owe na nią i już ich nie żywić, i poprzez ten zabieg
              uwolnić się od nich. Są one potrzebne i zupełnie normalne...
              Co do wybaczania... Wiesz, ja uważam, że wybaczenie nie jest
              potrzebne, by normalnie żyć.
              Ja nie mam takiej opcji w sobie, by wybaczyć, uważam, że on na to
              nie zasługuje, dlaczego ja znowu mam się poświęcać?
              Dlaczego ja mam się na coś takiego zdobyć?

              Wiem, że Jezus kazał wybaczać, ale kazał też nadstawiać drugi
              policzek, kazał być pokornym, to znaczy, że ja mam być ciągle
              upokarzana w imię miłości?

              Rozumiem - gdyby ojciec był nieświadomy tego, co robi...
              Ale on to robi celowo.
              Jestem narzędziem w jego rękach, by on lepiej się poczuł.
              A ja nie wyrażam na to zgody.
              Wybaczając mu, byłabym nie fair wobec siebie, wobec swoich uczuć i
              emocji.
              Zepchnęłabym je na dalszy plan, na rzecz ojca.
              Może jest to indywidualna sprawa, raczej tak.

      • leda16 Re: proszę o pomoc... 21.04.10, 23:04
        annarchia napisała:
        Jako córka masz prawo czuć się w domu, przy nich, bezpiecznie
        > ,
        > spokojnie; masz prawo, aby oni interesowali się Twoim życiem i cieszyli razem z
        > Tobą Twoim szczęściem.


        Widać, że o prawie masz pojęcie niczym wół o gwiazdach. Pełnoletnie, uczące się dziecko ma prawo wyłącznie do alimentów i to prawo gwarantuje mu krio. bowiem tylko ono jest egzekwowalne przez sąd. Natomiast prawo do psychicznego spokoju gwarantuje kodeks karny art.207. I to w zasadzie wszystko do czego Karolcia "ma prawo". Prawo to musi sobie jednak wywalczyć w sądzie, a nie otrzymać w prezencie od księdza spowiednika.


        > kkkkkarolina napisała:
        >
        > > Nazwał mojego byłego chłopaka debilem mimo tego, że sam jest ledwo
        > > po zawodówce, a tamten jest już mgr, pracuje na siebie, jest już
        > > samodzielny.
        > >
        > > Nie wiem, jak się do tego odnieść.


        Ale ja wiem - Z tym "chłopakiem" też musi być coś nie w porządku, skoro próbuje szukać "partnerek" wśród niezrównoważonych emocjonalnie, ledwo opierzonych dzierlatek po podstawówce, z rodziny patologicznej. Ani to kandydatka na żonę ani na matkę dzieci dojrzałego psychicznie, wykształconego mężczyzny. Taki szuka kandydatek do tej roli w swoim srodowisku społecznym i kulturowym. Zachlany, bezrobotny menel po zawodówce w charakterze zięcia w takim środowisku raczej nie wchodzi w rachubę :).


        Traktuje cię jak przedmiot, który nie ma prawa do
        > prawa do zbudowania osobnego życia.


        Z tego co Ona pisze wynika coś wręcz przeciwnego. Ojciec chyba z radością pozbyłby się dodatkowej gęby do wyżywienia, ale panienka jakoś się nie kwapi ani do wyprowadzki z domu, ani studiów zaocznych, ani machania mopem, które ją czeka po tym technikum, jako że obecnie bezrobocie siega w Polsce ponad 20%. Zresztą już jeden rok w tym technikum zawaliła, bo w wieku 19 -tu lat jeszcze nie dysponuje maturą podczas gdy inni w tym okresie są na I roku studiów.


        Poza tym, on chce sobie siedzieć przed TV, a Ty masz zapracować
        > na jego picie, bo tak JEMU będzie wygodnie.


        Ależ oczywiście, jeśli pójdzie do pracy, musi się dokładać do czynszu i mediów pod groźbą eksmisji. Tak będzie nie tylko dla ojca wygodnie. Dla matki też.


        Każdy chłopak u Twojego boku to dla
        > niego zagrażający rywal, który zabierze od niego kozła ofiarnego i potencjalną
        > siłę roboczą.


        A tak, tak, tatus ma o co być zazdrosny, bo już się w kolejce ustawiają "chłopaki", które Ją porwią, dadzą dach nad głową, utrzymanie, ubezpieczenie rentowo-emerytalne i chorobowe będą Jej opłacać :))).


        > Kazałam mu się leczyć,


        "Kazać" może sobie własnemu kotu, nie matce czy ojcu. On przepija swoje, zapracowane przez siebie pieniądze, nie Jej.


        >
        > I co on na to? Zgodził się? Jeśli nie to skup się na własnej terapii,


        Raczej na uzyskaniu najlepszej lokaty na maturze, bo to jest Jej przyszłość, a nie mielenie ozorem na swój temat z obcą babą, która żyje z Jej psychicznego rozmemłania i to znakomicie żyje, zaś zarobione udawanym wsparciem dla takich frajerek pieniądze lokuje w zapewnieniu dobrego startu własnym dzieciom.
        • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 22.04.10, 07:50
          Technikum trwa 4 lata, maturę pisze się mając lat 20, miła pani.
          Proszę nie pisać o czymś, o czym nie ma pani pojęcia.
          A niezrównoważona, to jest najwyżej pani (na tym forum jest pani z
          tego znana).
          Będę happy, jeśli będę mogła machać mopem z dyplomem technika.


          Ogólnie dzięki za spam.
    • kasia120378 Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 14:56
      Treści tej ksiązki w necie nie znajdziesz raczej.
      Chętnie przesłałabym Ci ją.
    • sanguie Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 16:16
      skąd jesteś?
      • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 17.04.10, 09:09
        Z Polski ;)
    • skarpetka_szara Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 16:53
      KKKKKarolinka,

      Rodzice sa w pewnym sensie przypadkowi. Chociaz mamy ich geny to
      tak naprawde nie jest to Twoja wina ze urodzilas sie w takiej a nie
      innej rodzinie, i nie zawdzieczasz im nic oprocz tego na co
      zapracuja.

      Twoi rodzice nie wywiazuja sie z powinnosci rodzicielskich dlatego
      nie jestes im nic winna. Nie musisz ich kochac, nie musisz ich
      lubic.

      Twoim #1 priorytetem powinno byc zadbanie o siebie, o wlasne
      zdrowie psychiczne, fizyczne, o dusze, emocjonalnosc itd...

      Dlatego zrob wszystko aby znalesc prace, aby pracowac i chodzic do
      szkoly, znajdz jakis pokoj z innymi studentami, i nie wracaj do
      domu.

      Trudno, nie masz dobrych rodzicow, ba! masz potwory ktore sie nad
      toba znecaja. Nie jest to normalne. Nie jest to OK. Jest to
      straszne, nieludzkie i niewybaczalne. Zmieniaja Ciebie jako
      czlowieka. Ty jestes inna niz bys byla - tylko dlatego ze Ciebie
      kalecza i od dziecka kaleczyli nie dajac ci stabilizacji. Wstyd
      dla nich!

      Jednakze tak jest a nie inaczej, musisz sie z tego podniesc, i
      bedzie Tobie trudniej, ale da sie to zrobic - otrzasnij sie z ich
      wyzwisk i idz do przodu nie ogladajac sie wstecz.

      Zaloze sie ze Twoje DDA byloby mniejsze gdyby nie Twoje
      srodowisko. Wstyd dla nich, ze nie zaopiekuja sie swoim
      potomstwem.

      Wiedz ze to co robi Twoj ojeciec jest czyms zlym, ale nie jest to
      Twoja wina. wszystko co robi to jego kompleksy, jego problem.
      Nieszczescie jest w tym ze on sie na Tobie wyladowuje.

      Zaopiekuj sie soba. Jestes skrzywdzona osoba, wiec teraz TY jestes
      najwazniejsza dla siebie. Odizoluj sie od tych ludzi emocjonalnie.
      NIe zasluguja na grosz uczucia.
      • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 17:24
        Cóż... ja na razie nie mam możliwości zamieszkania osobno.
        Niestety, jestem wciąż na garnuszku rodziców.

        Co do matki... Do niej czuję szereg sprzecznych emocji.
        Z jednej strony kocham ją, to nie jest tak, że ona mi nie pomaga.
        Pomaga, utrzymuje mnie, daje mi czasem pieniądze.
        Czasem mogę sobie z nią 'porozmawiać'.
        Nie mogę otrzymać od niej jakiejś rzeczowej odpowiedzi, ponieważ ona
        po prostu nie odpowiada na moje pytania, nie podejmuje ze mną
        dialogu.

        No czuję się dziwnie z tym, że nie otrzymuję żadnej informacji
        zwrotnej...
        To tak, jakby jej nie zależało, co się ze mną stanie.

        Dlatego muszę mieć sama wszystko pod kontrolą.

        Z drugiej jednak strony noszę w sobie ból, że ona nie odeszła od
        ojca, przecież wiedziała od samego początku, że pije.
        Dla mnie jest to chore, że matka-żona trzyma się ojca-męża kurczowo
        w sytuacji, gdy ten jest np. alkoholikiem...

        Dla dzieci i dla niej lepiej jest, gdy odejdzie i zacznie żyć
        normalnie.
        Z alkoholikiem nie da się żyć normalnie.
        Ja żyję w ciągłym strachu, strachu przed tym, że nie będziemy mieć
        pieniędzy, że nie będziemy mieć co jeść, w co się ubrać, że pewnego
        dnia moja matka umrze, a ja zostanę z ojcem A.
        Winię ją też za to, że miałam anoreksję, a przez to ogromne problemy
        ze zdrowiem po dzień dzisiejszy.
        Jestem znerwicowaną osobą, naprawdę, moja psychika jest już
        zszargana.

        • skarpetka_szara Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 17:40
          na Twoim miejscu odizolowalabym sie od nich emocjonalnie (jezeli
          fizycznie nie mozesz). Nie powinnas zyc ICH problemami.

          Teraz, mam wrazenie ze usprawiedliwiasz wszystko ze nie jest AZ TAK
          tragicznie. Ale jest! To, co jest w Twoim domu nie jest normalne.
          Tak normalni ludzie nie zyja. To nie jest Twoja wina.

          Pewnie ze boli. Wkoncu to twoja krew i zyjac tak od dziecka
          przywiazalas sie. Zrozum ze ich nie zmienisz. Mozesz tylko pomoc
          sobie, a i to wydaje sie strasznie trudne wymagajace lata staran.

          Myslisz ze to by bylo egoistyczne? myslec tylko o sobie? Nie! to
          jest dopiero milosc - milosc nad swoja osoba, abys dala szanse
          sobie byc normalnym czlowiekiem.
          • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 17:54
            W jaki sposób mogę się od nich odizolować emocjonalnie?
            Ja czuję wszechobecną presję, że TRZEBA kochać rodziców, bo - choćby
            nie wiem, co - oni na pewno nas kochają i chcą dla dzieci dobrze.
            A jeśli są emocjonalnie niedostępni, to robią to z miłości do nas,
            żebyśmy my, dzieci, byli twardzi, wymagający wobec siebie etc.
            Tak jak w filmie "Pręgi".

            Cała ideologia chrześcijańska oparta jest na miłości do
            nieprzyjaciół.
            I jak to stosować, nie wariując jednocześnie?
            • kkkkkarolina ... 16.04.10, 18:19
              Mieliście wszyscy rację...
              Zamknęłam drzwi na klucz, matka przyszła, zapukała, otworzyłam jej i
              dostałam opieprz od ojca, że co ja to robię, że 'się zamykam', za
              kogo ja się takiego wielkiego uważam, że zamknęłam drzwi, przecież
              nikt by mnie nie ukradł... na każdym kroku jestem poniżana...
              masakra...
            • skarpetka_szara Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 20:57
              Wlasnie! zmien swoje nastawienie. Nie trzeba kochac rodzicow
              jezeli nie ma za co, nie trzeba ich szanowac jezeli na szacunek nie
              zasluguja. Nie trzeba rodzicow lubic jezeli ciagle sprawiaja
              przykrosc.

              rowniez: rodzice NIE maja zawsze racji, rodzice robia bledy, sa
              omylni, nie maja pojecia co jest dobre dla ich dzieci. Rodzice
              jednak wmawiaja dzieciom ze sa nieomylni bo boja sie prawdy.

              Pomysl sobie ze urodzilabys sie w innym, cieplym domu. Co bys
              myslala o postepowaniu ludzi jak Twoi rodzice? Pewnie bys myslala
              ze nie nadaja sie na rodzicow. Jednak przypadkowo tak sie stalo ze
              oni wyladowali Twoimi rodzicami. No i co teraz? bedziesz siebie
              oklamywac ze oni jednak sa dobrzy? dlaczego? bo masz wiezy
              rodzinne?

              Rodzice maja pewne obowiazki: zapewnic ci dach nad glowa, zapewnic
              jedzenie (a nie wypominac - to ich zasrany obowiazek), zapewnic
              zebys chodzila do szkoly, abys miala materialy szkolne, zapewnic
              ubrania, i zapewnic poczucie bezpieczenstwa, cieplo i milosc.

              Jezeli Twoi rodzice nie wywiazuja sie z ich obowiazkow
              rodzicielskich to dlaczego ty masz sie wywiazywac ze swoich?

              Gdybys miala pracodawce ktory by tobie nie placil za prace - czy
              bys pracowala za darmo w nieskonczonosc? pewnie bys poszukala
              sobie nowej pracy albo przestala pracowac.

              I tez zastanawiam sie dlaczego myslisz ze musisz byc u nich na
              garnuszku. Myslisz ze jestes za slaba aby znalesc sobie prace,
              pokoj? Dlaczego sie boisz ze sobie nie poradzisz sama? Czy to nie
              slowa Twojego ojca przez ciebie przechodza? ze bez niego sobie nie
              poradzisz? Mysle ze jestes silniejsza niz myslisz.

              Ze mna do szkoly chodzila kobieta ktora byla samotna matka, z
              trojka dzieci, miala trzy prace, pracowala 7 dni w tygodniu, oprocz
              tego wieczorami chodzila do szkoly na pelny etat. Naprawde mozna -
              trzeba miec tylko wystarczajaco determinacji.

              Czy ty jestes gleboko wierzaca? Wierzysz w to co mowia z ambony?
              Naprawde chcesz umrzec na krzyzu jak Jezus? Bo ku temu zmierzasz.
              Masz nerwice, choroby, przeciez to ciebie usmierci. Juz teraz
              pewnie pozbylas sie wielu lat zycia przez nerwy, zajmie ci kupe lat
              aby sie wyswobodzic z wiezlow rodzinnych, a i nie wiadomo czy nie
              przeniesiesz tego bolu na swoja rodzine. Chcesz byc meczennica?
              komu to wyjdzie na dobre? nie Tobie, nie twojej rodzinie: tej i
              przyszlej, i napewno nie Bogu, bo watpie aby chcial miec nastepna
              mentalna kaleke.

              Mysle ze w KK nie chodzi aby sie umeczac. Nawet zony alkoholikow
              moga dostac uniewaznienie malzenstwa z kosciola. Nie chodzi o to
              przeciez aby te zony cierpialy. Trzeba chronic wlasne zycie ponad
              inne.
              • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 21:27
                Mój ojciec powtarza, że po to ma dzieci, by mu usługiwały.
                Tak, myślę, że jestem za słaba, żeby sama się utrzymać na tę chwilę.
                Co do mojej wiary - czasem pomaga, czasem nie.
                Nie jestem specjalnie wierząca, ale...
                Oglądałam ostatnio Dziwisza, który wypowiadał się na temat Smoleńska
                i zapamiętałam jego słowa, że "krzyż zawsze rodzi dobro, Jezus umarł
                po to, by zmartwychwstać".
                Zapamiętałam to, by odnieść do swojej, konkretnej sytuacji.
                To, co mówi wiara i to, co mówi psychologia, jest sprzeczne, tak
                sądzę.
                Psychologia każe się wyzwalać, wiara każe się w tym dusić.
                Ksiądz na spowiedzi powiedział mi, że gdybym chodziła częściej do
                kościoła i częściej się spowiadała, inaczej patrzyłabym na to, co
                dzieje się w domu.
                ???
                • skarpetka_szara Re: proszę o pomoc... 19.04.10, 19:04
                  Zauwaz slodka, ze wielu ksiedzy radzi zonom alkocholikow -
                  separacjie (oddielne mieszkania jak moga, brak kontaktu oprocz w AA
                  itd). Chca je oddzielic aby ona i dzieci nie musialy zyc w takiej
                  atmosferze. To sie tyczy tez ciebie. Jzeli musisz tam przebywac,
                  znajdz sposob aby przetrwac. Ale nie podchoc do tego emocjonalnie
                  bo zyjesz z chorymi ludzmi.

                  Mowie ci to dlatego ze byc moze ten Twoj ksiadz nie zdaje sobie
                  sprawy z powagi sytuacji. On Tobie powie kilka slow, zapewne
                  abys "dzwigala swoj krzyz", ale on idzie do cichego mieszkania, ma
                  spokoj. Ty nie.

                  Jedno z przykazan mowi: kochaj blizniego swego jak siebie samego
                  . No ale wlasnie czy mozna siebie kochac umieszczajac siebie w
                  sytuacji gdzie twoje wlasne "ja" jest niszczone, upokarzane,
                  tlamszone itd...? Musisz zadbac o siebie. Musisz kochac siebie
                  wystarczajaco aby zdrowie Twojego wlasnego "ja" nie bylo
                  kaleczone. Najpierw pokochaj siebie wystarczajaco abys mogla
                  wyzwolic sie z tych lancuchow twoich rodzicow. Dopiero potem
                  kochaj innych.

                  Tez dlatego mowilam ci abys sie odizolowala emocjonalnie od
                  rodzicow: abys swojej duszy nie skazala ich jadem.

                  I jezeli teraz nie mozesz odejsc z domu to przygotowywuj sie do
                  tego: ucz sie duzo (chodz do biblioteki aby nie byc w domu), szukaj
                  pracy, szukaj szkoly gdzies daleko od domu.
                  • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 20.04.10, 17:39
                    To nie jest mój ksiądz, broń Panie Boże! :D

                    A tak na poważnie, to teraz może ksiądz ma spokój, o jakim piszesz,
                    ja nie wiem, jak u niego było wcześniej.
                    U mnie też aktualnie jest nie tak, jak być powinno, a może za 5 lat
                    będzie bardzo dobrze.
                    Z przykazaniem i ze wskazaniem na 'siebie samego' się zgadzam,
                    dziękuję za przedstawienie w ten sposób sprawy, nie myślałam o tym
                    tak :)


    • solaris_38 Re: proszę o pomoc... 16.04.10, 21:14
      czasem jedyne co rodzice mogą dla nas zrobić to dać nam życie. Pozwolić żeby
      życie przez nich do nas przyszło. resztę trzeba samemu. To wielkie wyzwanie dla
      Twojej samodzielności. Będziesz musiała być wcześnie samodzielna. Niezależna.
      Mężczyznom to łatwiej przychodzi. Ale dasz radę. warto. Za każdy oddech życia,
      każdy jego smutek - WARTO :)
    • jan_owy Re: Szczerze współczuję. 17.04.10, 23:52
      Każdej dziewczynie, która ma ojca alkoholika.
      To jedno wielkie g*wno.

      Życzę Ci z całego serca, byś mogła zaraz po maturze wyprowadzić się z domu - co
      Ci GORĄCO I MOCNO zalecam!
      Wyprowadź się i staraj się żyć na nowo-mimo, że wiem że to z pewnością łatwe nie
      będzie.

      Pozdrawiam ciepło
      • kkkkkarolina Re: Szczerze współczuję. 18.04.10, 08:04
        Bardzo dziękuję...

        Sobie też tego życzę, 'spalone mosty to najlepszy w życiu start'...
        • jan_owy Re: Szczerze współczuję. 18.04.10, 16:40
          Jeszcze Ci napiszę tylko, że moja bliska koleżanka też jest DDA.
          I jest moją najlepszą koleżanką.:)
          • kkkkkarolina Re: Szczerze współczuję. 18.04.10, 17:22
            Hehe :)
            Nie wiem, co napisać...


            :)
            • jan_owy Re: Szczerze współczuję. 18.04.10, 21:29
              To nie pisz nic.;)
              • kkkkkarolina Re: Szczerze współczuję. 19.04.10, 07:09
                No może i tak! (-;
    • sabinac-0 Re: proszę o pomoc... 18.04.10, 15:09
      To, co mowi Twoj ojciec nie ma nic wspolnego z Toba.
      On jedynie szuka sposobu na wygodne picie - a pokorna corka, obslugujaca go, nic
      nie wymagajaca i cichutko wytrzymujaca jego ekscesy i jest dobrym sposobem na
      osiogniecie tego celu.

      Rani Cie i wyzywa, bys sie czula winna bo wtedy latwiej bedzie wykorzystac Cie
      do wlasnych celow.
      Twoje uczucia i Twoja przyszlosc nic go nie obchodzi bo obecnie jedyna jego
      miloscia jest butelka a jedynym zmartwieniem zapewnienie sobie stalego doplywu
      plynow wyskokowych.
      Zrob wszystko, by ojcowa butelka nie rzadzila Twoim zyciem.

      Co mozesz zrobic, to odciac sie od ojca emocjonalnie, nie brac do siebie jego
      raniacych uwag, poniekad wyrzucic go ze swego zycia - najpierw emocjonalnie, po
      finansowym uniezaleznieniu sie rowniez fizycznie.
      Jedyne, co moglby zrobic Twoj ojciec by zasluzyc na traktowanie go jak ojca, to
      zadeklarowanie checi zerwania z piciem, zgloszenie sie na terapie i wytrwanie w
      abstynencji.

      Przykro, ze nie mozesz liczyc na wsparcie ze strony matki.
      • kkkkkarolina Re: proszę o pomoc... 18.04.10, 16:32
        Hmm... Nie siedzę cichutko, odpieram jego zarzuty i powiem szczerze,
        że boli mnie to, iż muszę to robić. Boli mnie, że przez niego
        zmieniam się, jestem agresywna, bardzo łatwo jest wyprowadzić mnie z
        równowagi.
        Sama zmieniam zdanie o sobie na gorsze poprzez to, że muszę złym
        słowem odpłacać za złe słowo i staję się taka sama jak on mimo, że
        nie piję.
        Że - jak kiedyś gdzieś przeczytałam - on pije, a ja jestem na kacu.
        Czuję się źle z tym, że gdy jest trzeźwy, gra przed moją matką
        dobrego ojca, katolika, patriotę z powodu aktualnych wydarzeń, a ona
        to łapie.
        A ja wszystko pamiętam, pamiętam, co powiedział wczoraj, tydzień,
        miesiąc temu.

        Najbardziej boli mnie, że staję się taka jak on. Odpłacam złem za
        złe.
        • sabinac-0 Re: proszę o pomoc... 18.04.10, 17:55
          kkkkkarolina napisała:

          > Hmm... Nie siedzę cichutko, odpieram jego zarzuty i powiem szczerze,
          > że boli mnie to, iż muszę to robić. Boli mnie, że przez niego
          > zmieniam się, jestem agresywna, bardzo łatwo jest wyprowadzić mnie z
          > równowagi.

          Odpieranie zarzutow to tylko SLOWA - nic wiecej.
          Przez klotnie ty masz zludzenie, ze cos robisz a ojciec ma zludzenie, ze to on
          jest ofiara.
          Wszyscy sobie pokrzycza, upuszcza nieco pary i... wszystko zostaje po staremu -
          Ty placzesz w poduszke a ojciec czuje sie usprawiedliwiony by nalac sobie
          nastepny kieliszek.

          > Sama zmieniam zdanie o sobie na gorsze poprzez to, że muszę złym
          > słowem odpłacać za złe słowo i staję się taka sama jak on mimo, że
          > nie piję.

          Nie stajesz sie taka sama. Jedynie go nie wytrzymujesz.

          > Że - jak kiedyś gdzieś przeczytałam - on pije, a ja jestem na kacu.
          > Czuję się źle z tym, że gdy jest trzeźwy, gra przed moją matką
          > dobrego ojca, katolika, patriotę z powodu aktualnych wydarzeń, a ona
          > to łapie.
          > A ja wszystko pamiętam, pamiętam, co powiedział wczoraj, tydzień,
          > miesiąc temu.
          >
          > Najbardziej boli mnie, że staję się taka jak on. Odpłacam złem za
          > złe.

          Zauwaz - Twoje zycie wciaz kreci sie wokol butelki ojca i jego wypowiedzianych
          po pijaku wyzwisk. To jest sprawa ktora nalezaloby zmienic.
          W grupach AA sa specjalne grupy terapeutyczne dla czlonkow rodzin alkoholikow,
          wzajemna wymiana doswiadczen moze pomoc w uporaniu sie z tym problemem.

          Wbij sobie do glowy - to, ze klocisz sie z ojcem i ze walczysz o prawo do
          wlasnego zycia (bez ojcowej butelki), wcale nie znaczy ze jestes "taka jak on"
          albo ze "odplacasz zlem za zlo".
          Nie daj sobie wmowic, ze "dobra" reakcja jest pokora i usluznosc - przeciez
          widzisz, jak na takiej strategii wyszla Twoja matka.
    • to.niemozliwe Imponujesz mi :) 19.04.10, 08:11
      naprawdę, całkiem sensownie piszesz, jak na 19-latkę. Tzn. bardzo
      dojrzale. Współczuję przykrych doświadzeń, ale jestem jakoś spokojny
      o Twoją przyszłość. Wyjście chwilowe (niemozność wyprowazenia się)
      to skupienie sie na swoich sprawach: przygotowanie do matury, wybór
      studiów, przyjaźnie, zainteresowania, może jakaś praca dorywcza,
      planowanie wakacji. Jest co ogarniać.
      Czasem jest tak, że nie ma przejściowo sposobu na rozwiązanie
      problemu, więc warto sobie nim nie masakrować innych wymiarów życia.
      Przynajmniej tymczasowo. :)
      • kkkkkarolina Re: Imponujesz mi :) 19.04.10, 15:55
        Gdzież tam! Ja się czuję mega niedojrzałą osobą, nieodpowiedzialną...
        Czuję przymus grania, zakładania masek, jaka to ja jestem fajna,
        błyskotliwa i "żelazna".
        Ja już nie wiem, czy to jestem ja, czy już gram.

        Dziękuję za miłe słowo, ale się pan pomylił (-:
        • sabinac-0 Re: Imponujesz mi :) 19.04.10, 20:53
          Tak jakby dojrzali ludzie nie nakladali masek...

          Jedynie warto oprzec sie pokusie grania "fajnej, blyskotliwej i zelaznej" przed
          partnerem czy bliskimi przyjaciolmi.
          Przed obcymi lepiej sie za bardzo nie odslaniac.
          • kkkkkarolina Re: Imponujesz mi :) 20.04.10, 07:40
            Może i tak! ;)
    • yoko0202 karolino 20.04.10, 14:36
      myślę, że jesteś bardzo mądrą i dzielną dziewczyną, i nie pozwól by ktokolwiek
      powiedział ci, że jest inaczej; nie daj sobie wmówić, że choćby ułamek cząstki
      tej całej sytuacji domowej był Twoją winą; nigdy nie daj sobie powiedzieć, że
      czegoś nie dasz rady osiągnąć, bo osiągnąć możesz wszystko.

      widzisz, bardzo często w życiu ludzie znajdują się w sytuacji, w której raczej
      woleliby nie być, która ich rani, hamuje, ale z której nie da się po prostu z
      dnia na dzień wyjść; nie chodzi oczywiście tylko o relacje z domownikami, ale
      również np. znienawidzona praca i tym podobne - i wtedy trzeba po prostu
      zacisnąć zęby, i zdać sobie sprawę, że to nie będzie trwało wiecznie, że to jest
      tylko teraz i jeszcze X miesięcy, dopóki sobie nie zorganizujemy czegoś innego,
      lepszego.

      oczywiście idealnie byłoby, gdyby taki młody człowiek jak ty miał wsparcie
      najbliższych przy dorosłym starcie, no ale skoro tego nie ma, kolejnym
      najlepszym wyjściem będzie chyba samodzielne zamieszkanie bo i tak już musisz
      troszczyć się sama o siebie a dodatkowo mieszkasz w fatalnej atmosferze i nie
      masz wsparcia; zrozumiałe, że w tej chwili nie będziesz w stanie sama się
      utrzymać, ale już za kilkanaście miesięcy skończysz szkołę i będziesz miała
      różne opcje (jeżeli chcesz się dalej uczyć, to może studia dzienne + akademik +
      weekendowa praca, ewentualnie dalsza nauka w trybie zaocznym + praca + może
      wynajęcie małego mieszkanka z koleżankami?)
      naprawdę nie ma sytuacji bez wyjścia, czasami trzeba po prostu na chwilę
      zacisnąć zęby; nie zamykaj się na ludzi, przyjaźń, miłość i pozytywne emocje;
      jesteś bardzo młoda, korzystaj z tych lat, na pewno czeka cię w życiu jeszcze
      dużo dobrego, choć dzisiaj może w to nie wierzysz.
      • kkkkkarolina Re: karolino 20.04.10, 17:44
        Akademik w moim przypadku odpada, ponieważ mieszkam w mieście i na
        pewno (jeśli już), to będę studiować na miejscu.
        To mieszkanko z koleżankami to bardzo fajny pomysł, ale moje
        wszystkie koleżanki, z którymi mam bardzo sympatyczne relacje (3),
        mają dogodną sytuację mieszkaniową i z tego, co wiem, to nic się u
        nich nie zmieni i będą mieszkać w domu, i po prostu dojeżdżać na
        zajęcia.

        Co do studiów, to nie wiem, czy jest w ogóle sens studiować w
        dzisiejszych czasach... Papierek papierkowi nie równy.
        • skarpetka_szara Re: karolino 20.04.10, 18:46
          studia to nie tylko dyplom Studia otwieraja drzwi na przyszlosc,
          otwieraja umysl, rozwijaja inteligencjie, zmienia mentalnosc, daja
          mozliwosc poznania ludzi ktorzy byc moze wplyna na Twoja
          kariere/zycie.

          Studia zazwyczaj kazdy wspomina z lezka w oku. Zal by mi bylo
          gdybys tego nie doswiadczyla. Naprawde dobry czas.
          • kkkkkarolina Re: karolino 20.04.10, 21:18
            Czytywałam forum gazeta już o wiele wcześniej, nie wdając się w
            dyskursy i zapamiętałam Cię, skarpetko, z raczej niemiłych albo
            kontrowersyjnych wypowiedzi (;
            Chyba, że to inna skarpetka pisała, to zwracam honor!
            Ale tak mnie to trochę zafrapowało, że Ty, skarpetko, tak mi tu
            pomagasz ogarnąć to wszystko w swojej głowie :)

            Co do studiów... Hmm... Boję się, że zacznę i zobaczę, że mi nie
            idzie, bo początki są zawsze trudne i spasuję.
            Bo ja wiele rzeczy zaczynam i nie kończę. Poddaję się często. Wiem,
            że to głupiutkie usprawiedliwiać się DDA, ale większość z nich tak
            ma i ja też.
            • skarpetka_szara Re: karolino 21.04.10, 15:35
              a ja mysle ze zyjac w srodowisku gdzie Twoj ojciec obniza poczucie
              Twojej wartosci (zapewne zastanawiasz sie czasami: czy nie jestem
              warta aby mnie dobrze traktowac, aby mnie kochac, powiedziec dobre
              slowko? czy nie jestem tyle warta dla Niego aby skonczyl z
              alkoholem?)bardzo latwo jest nie wierzyc w swoje wlasne sily.

              Byc moze on tyle razy powiedzial Tobie "ach, po co to robisz, i tak
              tego nie osiagniesz", "i tak Tobie sie nie uda", ze te jego slowa
              staly sie Twoimi myslami. Jezeli tak jest to musisz odseparowac
              jego slowa od Twoich mysli.

              Jezeli tylko bedziesz wytrwala to na pewno Tobie sie uda skonczyc
              szkole.

              A co do mnie, no coz, ludzie sa rozni i roznie reaguja w zetknieciu
              sie z prawdziwymi problemami.
        • no1teresa Re: karolino 20.04.10, 22:12
          najwyrażniej nie jest ci aż tak zle
          • kkkkkarolina Re: karolino 21.04.10, 15:50
            Tak, tak... Dzieci w Afryce głodują, a ja się nad sobą użalam...
            Masz rację.
            • friendii ojciec menel 22.04.10, 09:32
              Słuchaj, to naprawdę przykre, że masz ojca menela - głęboko
              współczuję, ale to, że przejmujesz się tak bardzo tym, co mówi jakiś
              menel, to już twój wybór. Wieloletnie picie wódki może powodować
              zmiany w ukłądzie nerwowym na biologicznym poziomie, więc to
              zwykłe "pijackie bełkoty". Może zamiast analizować, co menel ci
              powiedział, poświęcisz tę energię na urządzanie swojego życia
              • kkkkkarolina Re: ojciec menel 22.04.10, 13:38
                Wiem, że to menel. Ale to nie jest 'jakiś' menel, tylko mój ojciec.
                Więc trochę mnie boli, co ten menel do mnie mówi.
                • friendii Re: ojciec menel 22.04.10, 13:57
                  Czyli gdyby całkiem obcy menel powiedział ci to samo, to byś to
                  zlekceważyła? Pracuj nad tym, by nie brać pod uwagę tego, co mówi
                  menel, który jest ojcem. Bardzo mi przykro, że masz takiego ojca,
                  ale faktów nie zmienisz. Czy to, że wyprodukował tego jednego
                  plemnika daje mu jakiś wyjątkowy przywilej, byś przejmowała się
                  akurat jego pijackim bredzeniem? A gdzie twój własny rozum, osąd,
                  widzenie świata?
                  A on, skoro tyle ma recpet - niech się zajmie skutecznie własnym
                  życiem i jego naprawianiem. A jak już to zrobi, dopiero może oceniać
                  ciebie.
                  • kkkkkarolina Re: ojciec menel 22.04.10, 14:22
                    Dobrze.
    • o_witch A jak mozna ci pomóc? 21.04.10, 17:21
      Przecież zdajesz sobie sprawę, ze obowiązkiem rodziców jest zadbac o
      potrzeby dzieci. Praktycznie nie robi to ani twój ojciec, ani twoja
      matka. Ludzie którzy w tym wypadku zawiedli.
      Tacy ludzie nie powinni być rodzicami.
      To zalezy w jakim stanie psychicznym jesteś i co chcesz osiągnąć.
      Przeciez Polska, to nie trzeci swiat, istnieje w kraju jakaś opieka
      pomoc dla rodzin alkoholiczych, dysfunkcyjnych, wiec moze tam
      porozmawiaj o twoich problemach jak to wyglada pod twoim kątem.

      To co opisałas to TRAGEDIA NIE MIESZCZACA się w głowie
      normalnego człowieka, aby tak sie zachowywać jako rodzic dla dziecka.
      Dlatego jeżeli masz resztki trzeżwego rozsądku to zrób cos dla
      siebie i swojego rodzeństwa, aby nie poszli w ślady ojca pijaczyny.
      należy ci się pomoc, ale nie tu na forum, tylko konkretna. I zrób
      cos z tym.
      • kkkkkarolina Re: A jak mozna ci pomóc? 21.04.10, 17:58
        okay!
        Dziękuję za wdm.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka