O CÓRKACH I MATKACH

IP: *.crowley.pl 26.02.04, 13:29
Moja matka powiedziala mi kilka dni temu, ze przez dlugi okres po moich
narodzinach, myslala, ze jestem najwiekszym bledem jej zycia, Ze zepsuje jej
plany itd. Latwo sie domyslic, ze nie bylam planowana. Potem to sie zmienilo,
bo mnie pokochala. Ale do dzis ma wyzuty, ze tak poczatkowo myslala.
Jakie wy macie relacje z matkami?
    • malvvina Re: O CÓRKACH I MATKACH 26.02.04, 13:30
      szkoda ze nie jest niemowa
      straszne tak pieprzyc

      > Moja matka powiedziala mi kilka dni temu, ze przez dlugi okres po moich
      > narodzinach, myslala, ze jestem najwiekszym bledem jej zycia, Ze zepsuje jej
      > plany itd. Latwo sie domyslic, ze nie bylam planowana. Potem to sie zmienilo,
      > bo mnie pokochala. Ale do dzis ma wyzuty, ze tak poczatkowo myslala.
      > Jakie wy macie relacje z matkami?
    • Gość: ellf Re: O CÓRKACH I MATKACH IP: 217.153.183.* 26.02.04, 13:39
      Nigdy, przenigdy nie wolno mówic czegos takiego dziecku. ONO NIC NIE JEST
      WINNE.Nie miało / nie ma żadnego wpływu na odczucia matki związane
      z "niepożądanym poczęciem".
    • Gość: kolorka2 Re: O CÓRKACH I MATKACH IP: *.krakow.dialup.inetia.pl 26.02.04, 13:51
      To prosty dowód na to, że macierzyństwo NIE JEST jedynym powołaniem kobiety,
      miłość do dziecka nie jest zaś automatyczna. Ciesz się z tego, że cię
      pokochała, i zrobiła to mądrze - dowodem jej duża samoswiadomośc w analizie
      uczuć, nawet pozornie "tak prostych i oczywistych", jak te do własnego dziecka.

      A co do relacji matek z córkami - nie są łatwe, są ogromnie trudne, a zazwyczaj
      własciwie ich nie ma. Matki często wyłącznie socjalizują córki - przyuczają je
      do prac domowych, gotowania, służenia tacie/przyszłemu męzowi/bratu itd.
      Niewiele tu rozmów o wspólnych doświadczeniach, lękach, niewiele mitologii
      kobiecej. Taki stan przepaści pomiędzy matką a córką utrzymuje się od wieków,
      dlatego pewien nurt kobiecych myślicielek nawołuje np do tego, by budowac te
      relacje na nowo, co wyrazić się może choćby poprzez nie podpisywanie się
      nazwiskiem (które nie jest nawiskiem TWOIM lecz mężczyzny, do
      którego "należysz"), lecz przez budowanie mostów pomiędzy pokoleniami kobiet w
      ten sposób:

      (to pisała) Magdalena, córka Doroty, wnuczka Józefy, prawnuczka Hanny.

      Pozdrawiam
    • Gość: mika Re: O CÓRKACH I MATKACH IP: *.crowley.pl 26.02.04, 14:02
      Moja mama jest niezrealizowana kobieta. Byla z nami przez cale zycie, nie
      pracowala prawie wcale. A na dodatek chorowala na depresje (nadal choruje, ale
      nie chce z tym nic zrobic).
      Jak bylam mala ciagle slyszalam, ze zycie jest do nieczego, ze boga nie ma, ze
      zycie, to nieszczescia, cierpienie, bol. I ze dzieci i malzenstwo, to
      najwieksze zlo swiata.
      Wyroslam w przekonaniu, ze jestem powodem cierpien mojej matki. Ja tez jestem
      dzieckiem z wpadki, to tak na marginesie. Mama zawsze powtarzala, ze gdyby nie
      my (tata, ja, brat), to ona by ho, ho jaka kariere zrobila. Bo przeciez jest
      zdolna, madra, piekna.
      I ja ciagle sie obwinialam. Po prostu, wiedzialam, ze gdybym sie nie urodzila,
      to nie byloby tych nieszczesc mojej mamy.
      Potem malzenstwo moich rodzicow sie rozpadlo. Bylam wtedy w okresie
      dojrzewania. Czyli (moim zdaniem) w bardzo trudnym okresie zycia, gdy potrzeba
      ciepla i akceptacji. Moja mama twierdzila wtedy, ze tata sie z nia rozwodzi, bo
      ja z nim wspolzyje!!! I kazala mi sie przyznawac do tego. Krzyczala: przyznaj
      sie, bo ja wiem, ze ty z nim spolkujesz!
      Nie trudno sobie wyobrazic co wtedy czuje mloda dziewczyna...
      Bol, rozpacz, bunt i zagubienie.
      Dziewczyna, w ktorej nawet nie rozwinela sie jeszcze seksualnosc. Wtedy bylam
      mlodziutkim podlotkiem, ktory dopiero co zaczynal sie niesmialo podkochiwac w
      muzykach, aktorach itp.

      Co mi po tym wszystkim zostalo?
      Poczucie, ze to moja wina.
      Glebokie przeswiadczenie, ze jestem jej wyrzutkiem, ze to ja spowodowalam to
      wszystko.

      Czasem cierpie bardzo, bo brakuje mi mamy i milosci. Brakuje tego, co dostaja
      dzieci od mam, czyli akceptacji.
      Gdy sie spotykamy, to wzbiera we mnie uczucie zlosci. A z drugiej strony
      tesknota. Bardzo chce, zeby mnie kochala, ale nie jestem na tyle silna, zeby
      jej wybaczyc to wszystko.
      Naiwnosc, niewinnosc, radosc zycia, wiara w siebie i swoje sily zostaly
      pogrzebane jak bylam mala. Musze uczyc sie tego jak slepiec, ktory odzyskal
      wzrok.
      Ale ucze sie. Powoli, ale jednak sa postepy.
      • saunne Re: O CÓRKACH I MATKACH - mika 26.02.04, 17:04
        > Czasem cierpie bardzo, bo brakuje mi mamy i milosci. Brakuje tego, co dostaja
        > dzieci od mam, czyli akceptacji.
        > Gdy sie spotykamy, to wzbiera we mnie uczucie zlosci. A z drugiej strony
        > tesknota. Bardzo chce, zeby mnie kochala, ale nie jestem na tyle silna, zeby
        > jej wybaczyc to wszystko.
        > Naiwnosc, niewinnosc, radosc zycia, wiara w siebie i swoje sily zostaly
        > pogrzebane jak bylam mala. Musze uczyc sie tego jak slepiec, ktory odzyskal
        > wzrok.
        > Ale ucze sie. Powoli, ale jednak sa postepy.

        Mika może spróbuj pomyśleć o psychoterapii. Łatwiej Ci się będzie z tym uporać.
        Czuję, że wiele przecierpiałaś i że nadal cierpisz i że strasznie utrudnia Ci
        to życie. Bardzo, bardzo Ci współczuję. Z własnych doświadczeń wiem, że można
        się z takimi wspomnieniami uporać, choć to trudne. Pozdrawiam ciepło.
        • Gość: mika Re: O CÓRKACH I MATKACH - mika IP: *.crowley.pl 27.02.04, 10:33
          Dziekuje ci za cieple slowa i wspolczucie.
          Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, ze ja bylam na psychoterapii. Te
          uczucia sa jednak bardzo mocne i mysle, ze po prostu musi minac troche czasu.
          Oddzywaja sie we mnie, gdy jestem slabsza, mam jakies trudnosci zyciowe lub po
          prostu gorszy dzien.
          Przez cale zycie robilam dobra mine do zlej gry i staralam sie po prostu tego
          nie zauwazac, nie myslec o tym. Dopiero na terapii zrozumialam, ze moj bol,
          bierze sie wlasnie z takiej, a nie innej postawy mojej mamy.
          Pozdrawiam
    • Gość: ellf Re: O CÓRKACH I MATKACH IP: 217.153.183.* 26.02.04, 14:24
      Czasami myślę, że nie ma logiki na tym świecie. Po co dzieci mają ludzie,
      którzy ich nie powinni mieć? Dlaczego jednym zsyłane jest coś co przyjmują z
      niechęcią, a tuż obok - innym odmawiana ta sama "rzecz", tylko że już
      upragniona, wymarzona, wyczekana?
    • Gość: Triss Merigold To wyjątkowo niesprawiedliwe IP: *.acn.waw.pl 26.02.04, 17:50
      Moje relacje z Mamą były idealne. Kochana, pomocna, zawsze czas na rozmowę lub
      pomilczenie w kuchni, dawała mi wsparcie, miłość, zrozumienie, martwiła się,
      nie krytykowała. Ostatni raz sprzeczałam się z Nią w liceum. Miałyśmy podobny
      gust, poglądy, usposobienia. I moja ukochana Matka od niedawna nie żyje.

      Kolejne posty jakie czytam piszą dziewczyny wiecznie pokłócone z rodzicami, z
      matkami, niechciane, jakieś "czarne owce" w rodzinie. Dla mnie to cholernie
      niesprawiedliwe, że akurat mnie los zabrał jedno z rodziców. Tylko nie
      odbierzcie tego tak, że komuś życzę podobnej sytuacji. Najgorszemu wrogowi nie
      życzę utraty Matki i takiego cierpienia.
      • zlewozmywak1 Re: To wyjątkowo niesprawiedliwe 27.02.04, 13:04
        Triss, jeśli mozna przekazać ci netowo wyrazy współczucia to przyjmij je,
        proszę. Charakterna babka jesteś i nieściemniasz.....
        Najlepszego.
    • seksuolog Osobowosci autonomiczne 26.02.04, 22:36
      Gość portalu: krissa napisał(a):

      > Moja matka powiedziala mi kilka dni temu, ze przez dlugi okres po moich
      > narodzinach, myslala, ze jestem najwiekszym bledem jej zycia, Ze zepsuje jej
      > plany itd. Latwo sie domyslic, ze nie bylam planowana. Potem to sie zmienilo,
      > bo mnie pokochala. Ale do dzis ma wyzuty, ze tak poczatkowo myslala.
      > Jakie wy macie relacje z matkami?

      Ludzie, w tym matki, maja tendencje do opowiadania najrozmaitszych glupot.
      Osobowosc autonomiczna to taka ktora jest odporna na glupoty. Odpornosc
      ta mozna sobie wyrobic analizujac dlaczego ktos plecie glupoty: z glupoty,
      po to zeby nas urazic czy psychicznie niszczyc.

      Okolicznosci naszego splodzenia to informacja ktora ma dla osobowosci
      autonomicznej takie znaczenie jak zeszloroczny snieg. Jest bowiem najzupelniej
      obojetne czy seks w wyniku ktorego zaistnielismy byl planowy, nieplanowy czy
      odbywal sie pozycji na jezdzca lub od tylu. Mamy bowiem swoje autonomiczne
      zycie do przezycia a zawracanie sobie glowy jak do niego doszlo to strata czasu.

      Wyobrazmy sobie taka scenke:

      BABCIA mowi wnuczce: Jak wpadlam z twoja matka to chcialam usunac ciaze i tylko
      przez przypadek do tego nie doszlo. Wnuczka uswiadamia sobie wtedy ze o maly
      wlos nie byloby by jej na swiecie i ogarnia ja strach z przerazeniem!
      • Gość: mika Re: Osobowosci autonomiczne IP: *.crowley.pl 27.02.04, 10:26
        A mi sie wydaje, ze dyskusja toczy sie na zupelnie inny temat. Krissa poruszyla
        trudny temat stosunkow matki z corka.
        Mama przyznala jej sie do egoizmu i niedojrzalosci. Przyznala, ze nie byla
        gotowa na dziecko. Szczesciem w tym wszystkim jest zmiana postawy mamy, ktora,
        z tego co zrozumialam, zaczela kochac swoje dziecko i akceptowac siebie w roli
        matki.
        I wlasnie o tym rozmawiamy: ze niektore z nas nie mialy takiego szczescia, ze
        postawa niektorych matek nie zmienia sie i przez cale zycie daja do zrozumienia
        dziecku, ze jest ciezarem (moja historia zyciowa jest tego dowodem).

        To szalenie trudne nosic w sobie zal do mamy i miec gdzies tam w srodku
        poczucie, ze bylo sie ciezarem.
        Potem rodzi sie pytanie o maciezynstwo. Ja na przyklad, nie bardzo moge
        uwierzyc w to, ze majac taki wzorce wyniesione z domu, bede wiedziala jaka
        matka mam byc.
        Pocieszeniem dla mnie jest fakt, ze po prostu bardzo chce byc kiedys w
        przyszlosci dobra mama i sporo czytam na ten temat.
        Natomiast niezaprzeczalnym faktem jest subiektywnie doznawane poczucie
        niespelnienia. Czlowiekowi brakuje po prostu swiadomosci, ze bylo sie kiedys
        mocno kochanym, akceptowanym, chcianym.

    • fnoll Re: O CÓRKACH I MATKACH 28.02.04, 05:34
      błędy nieplanowane są solą źycia

      to błędy planowane i konsekwentnie powtarzane są jego przkleństwem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja