On nie chce ślubu, w czym tkwi problem?

21.04.10, 11:26
Może ktoś mi wytłumaczyć, dlaczego niektórzy faceci nie chcą nigdy się ożenić?
Kompletnie tego nie pojmuje, niby kocha, zależy mu, chce być razem, ale bez
ślubu, o co chodzi?
Moja siostra ma właśnie taki problem, i nie wiem jak jej pomóc.Ona ma 26 lat
on 35, są ze sobą ponad 2 lata. Ona chce razem zamieszkać, ułożyć sobie
wspólnie życie, wziąć ślub.On woli mieszkać z mamą, parę razy w tyg się
spotkać, i nie myśli nigdy się ożenić.
    • avgust Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 12:41
      marionetka.pl napisała:

      > Może ktoś mi wytłumaczyć, dlaczego niektórzy faceci nie chcą nigdy
      się ożenić?
      > Kompletnie tego nie pojmuje, niby kocha, zależy mu, chce być
      razem, ale bez
      > ślubu, o co chodzi?
      > Moja siostra ma właśnie taki problem, i nie wiem jak jej pomóc.Ona
      ma 26 lat
      > on 35, są ze sobą ponad 2 lata. Ona chce razem zamieszkać, ułożyć
      sobie
      > wspólnie życie, wziąć ślub.On woli mieszkać z mamą, parę razy w
      tyg się
      > spotkać, i nie myśli nigdy się ożenić.
      W tego typu problemach zazwyczaj chodzi o coś innego. Trudno więc
      stworzyć jakąś uniwersalną poradę, która mogłaby okazać się
      skuteczna. Wszelako na pewno jest to problem powodowany jakąś formą
      braku zaufania. Kobieta w związku nie może jednak zaczynać od
      rozmowy na temat tego, co dolega jej mężczyźnie. On może nawet nie
      być świadomy do końca, że nie chce się żenić, bo niedostatecznie ufa
      swej kobiecie. Raczej odczuwa, że coś jest nie tak. Ostatnimi czasy
      kobiety bardzo często na początku związku formułują swoje
      oczekiwania i czynią to niejednokrotnie w sposób bardzo
      kategoryczny. Nie chcę powiedzieć, że to coś złego, jednak są
      meżczyźni, którym raczej taka forma zachowania kobiety nie
      odpowiada, zwłaszcza jeśli wcześniej odczuwali pragnienie spełnienia
      takowych oczekiwań. Żaden człowiek nie lubi czuć się w związku
      niewolnikiem. Mogą też być i inne przyczyny, których nie sposób
      zrozumieć bez poznania tego konkretnego mężczyzny.
      • kasia120378 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 12:53
        Może jakby zamieszkali razem jak małżenstwo, a nim nie byli to co innego.Ludziom
        do szczęscia nie potrzebny jest wcale slub kościelny czy tylko cywilny.
        Ludzie powinni obdarzać się miłością, zaufaniem, ale nigdy nie powinni być dla
        siebie niewolnikami. Wazne żeby się nie zniewolić.
        Może choć niech razem zamieszkają, na pewno nie będą gorsi od małzenstw.
        Ta opinia i tak się już zmienia.
        Jak mają być razem to żaden dokument nie pomoże
        • affera123 Takie tylko gadanie 26.04.10, 12:29
          A od dziś wiadomo, że kobiecie jednak ten papier jest do szczęścia
          potrzebny, jak i inne "duperele" typu biały welon i wesele w
          pałacyku nad jeziorem, to przecież takie romantyczne. Już niejedna z
          moich koleżanek gadała o bezsensie wiązania się ślubem, maskując
          niechęć partnera do oświadczyn. To takie fajne tłumaczenie - "nie
          zależy nam na ślubie, papier nie jest do niczego potrzebny, cenimy
          wolność", a w rzeczywistości jedna ze strony (w 99% facet) traktuje
          związek jako etap przejściowy - a nóż-widelec trafi się ktoś lepszy
          (w domyśle - prawdziwa, zapierająca dech w piersiach miłość).
    • no1teresa Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 13:18
      problem jest w niej, powinna wykluczyc go ze swego zycia, sa na roznych etapac;,
      szkoda sie blokowac
    • winifredagreen Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 14:09
      a może to typ wiecznego "piotrusia Pana" nie zamierza stanąc twarzą
      twarz z życiem tylko u mamusi siedzi. Trzeba mu zasugerować wspólne
      zamieszkanie ale bez "zobowiązan" dopiero wtedy po paru miesiącach
      wyjdzie szydło z worka
    • kol.3 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 19:41
      Jeśli facet nie chce się żenić, a siostra chce założyć rodzinę to może
      im być nie po drodze razem. To że kobieta chce założyć rodzinę, wyjść
      za mąż, mieć dzieci nie jest niczym nagannym ani wstydliwym i nie ma
      powodu tego ukrywać, a trzeba to jasno wyartykułować. Druga strona nie
      musi się na to godzić, powinna więc się wycofać, bo nie należy
      zobowiązywać drugiego człowieka, jak się mu nie ma nic do zaoferowania.
    • majaa Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 20:51
      marionetka.pl napisała:

      > Może ktoś mi wytłumaczyć, dlaczego niektórzy faceci nie chcą nigdy
      się ożenić?
      > Kompletnie tego nie pojmuje, niby kocha, zależy mu, chce być
      razem, ale bez
      > ślubu, o co chodzi?

      Powody mogą być różne, przykładowo może to być strach przed
      podejmowaniem zobowiązań, wygoda i korzyści bez specjalnych
      poświęceń i ustępstw, a czasem nawet brak głębokiego przekonania, że
      to naprawdę jest ta jedyna (bywają przypadki, że zagorzały
      przeciwnik ślubów poznaje inną babkę i zaskakuje wszystkich nagłą
      decyzją o rychłym ożenku). Trudno jednoznacznie wyrokować, jak jest
      w przypadku Twojej siostry, ale jedno jest pewne - skoro Twoja
      siostra i jej wybranek mają tak różne poglądy na wspólną przyszłość,
      to niestety nie wróży nic dobrego. Może powinna dobrze przemyśleć,
      czy aby nie traci z nim cennego czasu.
    • greengrey Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 21.04.10, 21:16

      niestety (niestety dla kobiet!) podejście do małżeństwa jest
      zupełnie inne dla kobiet i mężczyzn

      kobieta w naturalny sposób w normalnych warunkach " zyskuje" na
      małżeństwie- w osobie męża zyskuje opiekuna, zyskuje osobę, która
      jest odpowiedzialna za byt rodziny- utrzymuje ją finansowo, zapewnia
      zasoby, które pomagają wychować i wykształcić potomstwo, którego mąż
      jest sprawcą :)- zaspokajając instynkt macierzyński kobiety.

      Jest to więc sytuacja komfortowa dla kobiety- mąż, z którym ma ona
      dzieci- pomaga je wychować, finansuje je, dzieli z nią nad nimi
      opiekę.

      Dla mężczyzny rzecz wyląda inaczej- z chwilą zawarcia małżeństwa,
      kończy się jego dość beztroskie życie, natomist dochodzi cała masa
      zobowiązań, powinności i ograniczeń. Mężczyzna ma często poczucie,że
      wchodzą w małżeństwo- on "traci" Poczucie odpowiedzialności za
      rodzinę jest duże- zamiast zajmować się sobą- mężczyzna musi myśleć
      od dobru kilku osób- poświęcając na to czas i środki.

      Nic dziwnego,że mając perspektywę wygodnego życia u mamy i
      narzeczoną w momentach kiedy tego chce- całkiem spora częśc mężczyzn
      zupełnie nie pali się do kieratu małżeństwa. Potrzeba posiadania
      dziecka nie jest tak silna jak u kobiety.

      Wygodniej jest mu po prostu kochać trochę.. z daleka. Korzystać z
      przyjemności kawalerskiwgo życia i dziewczyny na dochodne, niż
      angażować się w cały kierat zobowiązań.

      Trochę jak w tym przysłowiu- żeby napić się piwa, nie trzyba zaraz
      kupować całego browaru..
      • kol.3 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 24.04.10, 17:04
        Cóż za idylliczna wizja małżeństwa dla kobiety. Facet dobrze zarabia,
        jest odpowiedzialny za byt rodziny, utrzymuje ją finansowo, zapewnia
        zasoby,pomaga wychować dzieci. Który to???
        A gdzie ci leworęczni, słabo zarabiający, niezaradni życiowo,
        leniwi, zaniedbani Piotrusiowie Panowie - czyli większość?
        • 0-gramma Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 12:13
          Jako leworęczny zdecydowanie protestuje.
          To są insynuacje kompletnie nie znajdujące odzwierciedlenia w rzeczywistości.
        • ciuciumorales Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 13:45
          JA
        • tehuana Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 15:57
          Moj Maz jest leworeczny z natury (i obureczny z przyuczenia) i jest
          wspanialym mezczyzna. Bez glupiej dyskryminacji prosze. Jak sobie
          porzadnego chlopa znalezc nie umiecie-to chyba same jestescie
          wybrakowane.
        • pj.pj Wyobrażenia a rzeczywistość 26.04.10, 17:30
          kol.3 napisała:

          > Cóż za idylliczna wizja małżeństwa dla kobiety. Facet dobrze zarabia,
          > jest odpowiedzialny za byt rodziny, utrzymuje ją finansowo, zapewnia
          > zasoby,pomaga wychować dzieci. Który to???

          Nieistotne, że tak rzadko jest w rzeczywistości, ważne, że mnóstwo kobiet tak to
          sobie wyobraża - stąd potem taka fala rozczarowań, pretensji i rozwodów. W drugą
          stronę działa podobny mechanizm, choć jest statystycznie rzadszy: część facetów
          zakłada, że jeśli się ożenią, to będą mieli obiadek i uprane skarpetki oraz seks
          na życzenie.
      • peryklejtos Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 13:23
        no dobra, to tyle jeśli chodzi o teorię, a czy Ty znasz życie we
        dwoje w praktyce?
      • jmdobrowolska Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 20:06
        Właśnie w "browarze" jest problem
        Każdy normalny człowiek jest egoistą, po co ma ograniczać swoje życie skoro i
        bez tego ma wszystko czego potrzebuje. W końcu życie jest jedno.
    • seth.destructor Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 22.04.10, 01:07
      Bo kobieta nie potrafi oszukać mężczyzny, że po ślubie też będzie
      fajnie. Nie potrafi udowodnić, że jest lepsza od mamusi w
      prowadzeniu domu. Małżeństwo, założenie rodziny, wspólne mieszkanie,
      oznacza tylko jedno - zrób mi dziecko do zajmowania się nim i
      zarabiaj na mnie pieniądze, a ja wejdę w rolę statecznej Matki
      Polki, co to zero seksu, ale sto kilo tłuszczu i papiloty. Normalny
      inteligentny mężczyzna w takim wypadku stara się zachowac status quo
      jak najdłużej, by mieć jeszcze trochę darmowego seksu,
      zanim "dziecko musi mieć matkę do spania z nim", trochę tego
      zainteresowania, trochę życia, zanim ona zdziadzieje, a on z
      depresji zacznie chlać i tyć i ich losy potoczą się jak losy tysięcy
      współczesnych małżeństw...
      • eye-witness Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 15:29
        Wow, to ja tobie wspolczuje, ze taki kiepski material SAM SOBIE na zone wybrales...
        • akle2 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 22:14
          ;-)
    • s.p.7 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 22.04.10, 08:00
      zauwaz ze slub to tylko formalnosc
      nic miedzy ludzmi sie zmienic nie powinno, to uczucia i ich osobowosci, kultura,
      wzorce są spoiwem i nosnikiem zwiazku.

      Po co slub zatem?
      Wg mnie jest on sbędny oraz dodatkowo wnosi wiele komplikacji natury prawnej.

      Wiele zwiazkow zniszczyl slub bo ludzie zaczynaja miec tendencje traktowac kogos
      jak swoją wlasnosc o która juz nie trzeba się starac

      naturalny czas zwiazku to ok 7 lat, moze to byc tez 70, ale ludzie nie maja
      takiej tendencji z natury

      patrzac po wielu małzenstwch mozna wyciagnac konkluzje ze jest to cos
      niepotrzebnego, ze jest to zagrozenie.

      Szczegolnie mezczyna moze odbierac to jako coś co mzoe byc użyte przeciw niemu.
      • akle2 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 22:21
        Skoro ślub to tylko formalność i niby nic się dla faceta nie zmieni, to tym bardziej powinien go wziąć, choćby po to aby zobaczyć radosć w oczach drugiej osoby. Bo dla niego przecież i tak się nic nie zmieni... Ta niechęć do ślubow to nic innego (u obydwu płci, ja też kiedyś komuś odmówiłam) jak furtka żeby dać susa jak tylko się znudzi, niezawracając sobie głowy tworzeniem głębszych więzi
    • kobieta_z_polnocy Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 22.04.10, 10:51
      Nieopacznie zaczęłaś z grubej rury, czyli o ślubie, a to jest słowo wywołujące
      wysypkę u wielu forumowiczów. Ja widzę problem gdzie indziej. Dorosły jakby nie
      było mężczyzna żyje sobie z matką i nie czuje potrzeby ani pragnienia, by
      zamieszkać ze swoją partnerką, nawet bez papierka?
      Tak szczerze: nad czym się twoja siostra zastanawia? Na pierwszy rzut oka widać,
      że nie jest dla niego partnerką życiową, a jedynie miłym towarzystwem. Po co
      tracić czas na coś, co jest jedynie myśleniem życzeniowym i nie ma pokrycia w
      rzeczywistości?
    • gazetowy.mail problem? ona jeszcze nie jest TĄ 24.04.10, 14:55
      Panowie czasem mówią że kochają i że im zależy i czasem wspomną, że po co
      papierek. Jeśli jednak kobieta będzie naprawdę tą jedyną nic nie mówią tylko się
      oświadczają i potrafią to zrobić nawet wbrew temu, że mają opinię zatwardziałego
      kawalera i ponad 40 lat :-) Widać Twoja siostra nie jest jeszcze tą jedyną dla
      niego.
      Rada dla siostry - niech się spotyka "na mieście", przestanie kolegę zapraszać
      do siebie oraz przestanie dawać mu du**. Od razu Pan zechce przeprowadzić się do
      niej.
      Jeśli to nie zadziała i Pan się obrazi to siostra jest do przodu o 2-3 lata
      które pewnie spędziłaby słuchając jego pokrętnych tłumaczeń.
    • jan_owy Re: To forum "Psychologia" a nie "Kobieta" 24.04.10, 19:22
      Wybacz, ale problem nie dotyczy raczej tego forum.
      • 44r44 Re: To forum "Psychologia" a nie "Kobieta" 25.04.10, 22:52
        On woli mieszkać z mamą, parę razy w tyg się
        spotkać, i nie myśli nigdy się ożenić.

        Za mało danych.
        Mieszka z mamą bo mało zarabia?
        Czy też mógłby mieszkać sam a nie chce?
        A on jest niepokalanie poczęty?
        Czy też ojciec zmarł, z emocji, w trakcie poczęcia?
        Jakie są jego relację z matką?
        Pewnie pracuje a co poza tym?

        Odpowiedź znajdziesz chociażby u Eichelbergera - Zdradzony przez ojca.

        O ile nie było wznowienia, to trzeba szukać w większych bibliotekach
        (uniwersyteckie, główne miejskie, Narodowa)

        Tak ogólnie to wygląda na mamisynka, lub/i jakoś uzależnionego od matki, lub
        przez nią wypaczonego.
        A ojciec jeśli żył to miał go w dupie.

        Ps. Odnośnie wcześniejszego postu, to Eichelberger jest psychologiem.


        • marionetka.pl Re: To forum "Psychologia" a nie "Kobieta" 27.04.10, 01:53
          44r44 napisał:

          > On woli mieszkać z mamą, parę razy w tyg się
          > spotkać, i nie myśli nigdy się ożenić.
          >
          > Za mało danych.
          > Mieszka z mamą bo mało zarabia?
          > Czy też mógłby mieszkać sam a nie chce?
          > A on jest niepokalanie poczęty?
          > Czy też ojciec zmarł, z emocji, w trakcie poczęcia?
          > Jakie są jego relację z matką?
          > Pewnie pracuje a co poza tym?
          >
          > Odpowiedź znajdziesz chociażby u Eichelbergera - Zdradzony przez ojca.
          >
          > O ile nie było wznowienia, to trzeba szukać w większych bibliotekach
          > (uniwersyteckie, główne miejskie, Narodowa)
          >
          > Tak ogólnie to wygląda na mamisynka, lub/i jakoś uzależnionego od matki, lub
          > przez nią wypaczonego.
          > A ojciec jeśli żył to miał go w dupie.
          >
          > Ps. Odnośnie wcześniejszego postu, to Eichelberger jest psychologiem.

          Nie umie odpowiedzieć na twoje pytania:(
          Z tego co wiem, nie ma jakiś relacji z matką typu maminsynek, choć pewna nie
          jestem i siostra chyba też nie.
          Ojciec umarł jak był mały i to wszystko, a i ma syna nieślubnego ale kontaktów w
          ogóle nie utrzymują ze sobą.
          On względem mojej siostry zawsze był opiekuńczy,ciepły,dogadują się ze sobą bez
          żadnych przeszkód.Sama ją namawiałam aby w końcu porozmawiali o wspólnej
          przyszłości, nigdy bym nie zgadła że on tak zareaguje!
          Mój mózg nie pojmuje takiego działania,mózg mojej siostry tym bardziej!:)


          • akle2 Re: To forum "Psychologia" a nie "Kobieta" 27.04.10, 08:14
            Czemu wyrzekł się własnego dziecka? Czy nie będzie zagrożenia, że znów to zrobi? W takim przypadku rzeczywiście może się okazać, że siostra - po ślubie - będzie bardziej samotna, niż przed.
    • bujajac_w_ogrodach Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 00:30
      Hmmm podobne pytanie chodzi mi po głowie: dlaczego niektórzy (ludzie) chcą
      ślubu? W czym tkwi problem?
      :)
      • akle2 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 21:57
        żona a konkubina, kochanka
        mąż a konkubent, kochanek
        może właśnie dlatego
        prawie to samo, ale "prawie" robi WIELKĄ różnicę
    • zdzisiek66 Ona chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 10:17
      Mój kumpel ma taki problem.
      Są ze sobą ledwo 2 lata, ona podobno go kocha, a jednak nalega na ślub.
      Poradźcie proszę, jak pomóc kumplowi.

      • maryjan_pazdzioch Re: Ona chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 10:49
        to proste - niech poczyta wątki na tym forum, szczegolnie mlodych matek

        efekt gwarantowany - szybko mu przejdzie ochota na wszelkie sluby :-DDD
    • kindofmagic sama sobie odpowiedzialas 26.04.10, 10:21
      Woli miec spokoj na codzien, pare razy w tygodniu wpasc do swojej
      dziewczyny i zaszalec. A jak sie ozeni bedzie musial stac sie
      odpowiedzialny, bedzie mial obowoazki, a zona ciagle bedzie o cos
      suszyc glowe i strzelac fochy. Tak jak teraz jest wygodniej.
    • maryjan_pazdzioch Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 10:53
      marionetka.pl napisała:
      [...]

      nie karmic trolla
    • framp nikt nie ma obowiązku chcieć mieć rodzinę 26.04.10, 10:55
      Skoro ONA chce się wiązać, brać ślub, mieć dzieci, a ON nie to oznacza, że mają
      różne życiowe cele i priorytety i po prostu powinni się rozstać, bo razem im nie
      po drodze, nie ma sensu aby jedno naginało drugie do swojej koncepcji życiowej,
      każde powinno szukać partnera o podobnych oczekiwaniach wobec życia. Wbrew temu,
      co myśli większość kobiet fakt, że facet kocha, pożąda, zależy mu na kobiecie i
      jest nią zainteresowany nie oznacza jeszcze, że automatycznie chce być jej mężem
      i ojcem jej dzieci, bo to dwie różne sprawy, które się często łączą ale nie
      zawsze i nie u każdego i nie w przypadku każdej kobiety i mężczyzny. Niezależnie
      od tego, czy on jest niezaradnym mamisynkiem, wolnym i cynicznym luzakiem
      unikającym odpowiedzialności czy dojrzałym facetem świadomym swych życiowych
      potrzeb, w których rodzina po prostu nie występuje albo występuje z INNĄ
      kobietą, ONA dostała jasny sygnał: NO WEDDING, NO CHILDREN, więc powinna
      wyciągnąć wnioski i albo dać sobie spokój z facetem albo z planami ślubnymi.
      Najgorsze co może zrobić, to wiercić mu dziurę w brzuchu i liczyć na to, że ON
      się ZMIENI dla niej, bo przecież ona tak go kocha i tacy by byli szczęśliwi z
      gromadką dzieci! Albo czują to oboje albo niczego takiego pomiędzy nimi nie ma i
      nie będzie, po prostu!
      • nospam-net obawiam się, że tego kobiecie nie wytłumaczysz ... 27.04.10, 10:30
        jak się baba zafiksuje na myśli ŚLUB Z NIM, to racjonalne argumenty typu "to nie
        ten", "to związek bez przyszłości", "nie pasujecie do siebie", "on jest
        mamisynkiem/łajdakiem/idiotą" do niej absolutnie nie docierają ...
        • akle2 Re: obawiam się, że tego kobiecie nie wytłumaczys 27.04.10, 13:45
          Okii, to niech się przekona na własnej skórze, jak będzie musiała za włosy wywlekać ze swojego łóżka jakaś wywłokę, którą pan małżonek postanowił przenocować. Ale nie neguje to samej instytucji małżeństwa, jako takiej. Być może za kolejnym razem trafi lepiej
    • stefanka35 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 11:04
      Wszystko fajnie, ale co to zmienia, że facet nie może, nie chce, nie musi? I tak
      małżeństwo jest korzystniejsze od bycia w pojedynkę, choćby ze względów
      majątkowo-prawnych, ze tak się wyrażę. Inaczej po latach życia razem,
      szczególnie jeśli są dzieci, kobieta zostaje sama bez środków na utrzymanie tych
      dzieci a facet leci sobie wolny do młodszej. Nie ma tak dobrze. Małżeństwo to
      odpowiedzialność ale też i radość z poczucia bezpieczeństwa, wsparcia, z faktu,
      że nie jest się samotnym jak palec. śmieszą mnie te ciągłe jęki przerażenia ze
      strony facetów. Nikt wam życia nie odbiera, dostajecie dużo w zamian...
      • htoft Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 11:13
        stefanka35 napisała:

        > Wszystko fajnie, ale co to zmienia, że facet nie może, nie chce, nie musi? I ta
        > k
        > małżeństwo jest korzystniejsze od bycia w pojedynkę, choćby ze względów
        > majątkowo-prawnych, ze tak się wyrażę. Inaczej po latach życia razem,
        > szczególnie jeśli są dzieci, kobieta zostaje sama bez środków na utrzymanie tyc
        > h
        > dzieci a facet leci sobie wolny do młodszej. Nie ma tak dobrze. Małżeństwo to
        > odpowiedzialność ale też i radość z poczucia bezpieczeństwa, wsparcia, z faktu,
        > że nie jest się samotnym jak palec. śmieszą mnie te ciągłe jęki przerażenia ze
        > strony facetów. Nikt wam życia nie odbiera, dostajecie dużo w zamian...

        Wszystko tu napisałaś: ,,małżeństwo jest korzystniejsze od bycia w pojedynkę",
        zapomniałaś tylko napisać, że tylko dla kobiet.
        • eye-witness Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 15:33
          > zapomniałaś tylko napisać, że tylko dla kobiet.

          Serio? Korzystne dla kobiet? Pod jakim wzgledem? Toz taki misio wychodzac od
          mamuni oczekuje, ze obowiazki mamuni przejmie jego zoneczka. Wielu facetow
          oczekuje, ze po slubie kobieta zamieni sie automatycznie w jego gosposie. Super,
          faktycznie to bardzo korzystne - zapierniczac w pracy i pozniej w domu, szok.
          • silic Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 27.04.10, 09:52
            > Super, faktycznie to bardzo korzystne - zapierniczac w pracy i pozniej w domu,
            szok.

            To znaczy, że kobiety chcą wychodzić za mąż mimo tego (czyli to im nie
            przeszkadza) czy może , że wychodzą za mąż w dla tego (czyli to jest ich celem) ?
        • stefanka35 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 16:08
          No jasne... tylko dla kobiet... większej bzdury już wymyślić nie mogłeś? Obie
          strony na tym korzystają, a ty widocznie myślisz, ze po ślubie ona staje się
          królową a facet służącym. Nie rozsiewaj takich głupot człowieku, bo jakaś
          słabsza jednostka jeszcze gotowa w to uwierzyć.
          • lemmy_kilmister No to proszę wymień 27.04.10, 00:24
            stefanka35 napisała:
            > No jasne... tylko dla kobiet... większej bzdury już wymyślić nie
            mogłeś

            W twoim wcześniejszym poście nie ma żadnej wzmianki o korzyściach dla
            faceta, a są wymienione pewne konsekwencje. Myślę, że w tym jest
            problem. Tyle jest parcia na faceta, żeby podpisał ten "papierek" a z
            argumentacją dlaczego to DLA NIEGO korzystne słabiutko. Sam bym się
            chętnie dowiedział jakie to argumenty oprócz altruistycznej chęci
            zabezpieczenia poziomu życia parntnerki po ewentualnym przyszłym
            spotkaniu młodszej.
            • akle2 Re: No to proszę wymień 27.04.10, 00:58
              A to, że stworzą RODZINĘ, to nie wystarczy?
              • silic Re: No to proszę wymień 27.04.10, 09:50
                Nie. To żaden powód.
                • akle2 Re: No to proszę wymień 27.04.10, 10:36
                  Ależ to jest definicja małżeństwa. Biorąc partnera za małżonka zakładamy rodzinę; jesteśmy razem na dobre i na złe, w szczęściu i nieszczęściu (pomijam następstwa zdrady i sytuacje patologiczne)
                  • silic Re: No to proszę wymień 27.04.10, 10:44
                    A to nie można być na dobre i złe, w szczęściu i nieszczęściu bez ślubu ?
                    Papierek nie jest gwarantem tego ani tego nie zapewnia.
                    Pytanie było o jakieś powody, które miałyby do podpisania tej umowy skłonić (
                    skłonić przede wszystkim mężczyznę).
                    • akle2 Re: No to proszę wymień 27.04.10, 13:56
                      Niepotrzebnie się zaplątujemy.
                      To nie chodzi o to by brać ślub z pierwszym lepszym pod naciskiem "opinii publicznej" (sama jestem wrogiem takiego rozwiązania)lub tylko dla seksu na jakiś czas, ale żeby się nie wzbraniać przed takim darem dla osoby którą faktycznie się kocha i jeśli ona tego ślubu chce (spójrz z drugiej strony - DLACZEGO ODMAWIAĆ?) jako dopełnienia tej miłości. Jeśli oboje nie chcą ślubu to niech sobie żyją bez, ale jeśli jedna osoba chce to albo powinna to dostać (DLACZEGO NIE?????) albo mieć szansę znalezienia szczęścia przy kimś innym
                      • silic Re: No to proszę wymień 27.04.10, 15:37
                        Chyba nie trzeba mieć powodu żeby nie mieć na cos ochoty ? Ślub jako dopełnienie
                        miłosci ? Bez przesady - papier z urzędu i miłosć nie idą w parze.
                        • akle2 Re: No to proszę wymień 27.04.10, 17:10
                          Dla większości ludzi idą. To normalna reakcja dwojga zakochanych osób, że chcą być rodziną. Owszem, jak nie traktują się partnersko, nie dadzą sobie wolności i nie ustalą pewnych spraw wcześniej, to daleko nie zajadą nawet w małżeństwie.
                          Wściekły upór drugiej osoby na "NIE" dałby mi mocno do myślenia. Ale też możliwosć do poszukania sobie kogoś innego, kto nie stawiałby mi takich warunkow
                          • lemmy_kilmister no to bardzo trudną zagadkę zadałem 27.04.10, 18:08
                            Bardzo się cieszę. Podpowiedź: może zastanówcie się co możecie
                            zaoferować facetowi, żeby sam chciał i zrezygnował z tego swojego
                            uporu. Może w ten sposób będzie łatwiej. Podpowiedź: ograniczenie
                            wolności, bycie manipulowanym, roszczeniowa postawa (należy mi się) to
                            nie jest to co najbardziej kręci facetów i tylko po to żeby "zyskać" te
                            wspaniałości na całe życie nie podpiszą żadnego papierka.

                            • akle2 Re: no to bardzo trudną zagadkę zadałem 12.06.10, 14:04
                              Stary wpis, ale skoro zajrzałam, to odpowiem:
                              Co to znaczy "zaoferować facetowi"? Kocha się nie za coś, ale
                              właśnie za nic; faktycznie lepiej nie być z kimś wcale, niż
                              nieustannie się zastanawiać, czy "zasłużyłam"?
                              A rozszczeniowa postawa - tylko w granicach tak zwanego rozsądku,
                              ale jest niezbędna. Chyba mogłabym rościć sobie prawo, żeby nie
                              chodził na dupy (mam nadzieję, ze nie taką "wolność" miałeś na
                              myśli).

                              ----
                              Zwycięzca bierze wszystko.
      • silic Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 27.04.10, 09:54
        Że niby co dostajemy ? Nico.


        >Inaczej po latach życia razem,
        > szczególnie jeśli są dzieci, kobieta zostaje sama bez środków na utrzymanie tych
        > dzieci a facet leci sobie wolny do młodszej.

        To niech kobieta pracuje skoro nie ma środków do życia. Nigdzie też nie
        napisano, że dzieci muszą być z nią. Może dać tatusiowi.
    • rzmija Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 11:12
      Faceci nie chcą się żenić z różnych powodów. Czasem nie dojrzali do poważnych
      decyzji, nie czują się gotowi do wzięcia odpowiedzialności za drugą osobę.
      Czasem nie chcą ślubu bo boją się, że nie zarabiają na tyle by utrzymać rodzinę
      (wiadomo kobieta w czasie ciąży nie zawsze może pracować, dziecko kosztuje). Są
      tacy którym jest zwyczajnie wygodnie mieszkać u mamusi, która upierze gacie i
      zrobi obiad a do tego mieć laskę do sexu na mieście. Często ślubu nie chcą
      faceci, którzy mają złe wspomnienia z domu rodzinnego. są tacy, którzy nie
      wierzą w instytucję małżeństwa, unikają załątwiania spraw urzędowych, albo nie
      mają ochoty wydawać kupę kasy na wesele i męczyć się z organizacją szopki. Ślubu
      nie chcą mężczyźni, którzy nie mają poczucia, że spotkali kobietę swojego życia.
      Czasem nie chcą ślubu bo partnerka nie spełnia ich oczekiwań. Mój powiedział, że
      nie będzie brał ze mną ślubu skoro mam depresję i nie mam stałej pracy, bo nie
      jestem dla niego partnerką. No to tylko taka próbka powodów. Bo ilu facetów tyle
      powodów. Najlepiej zapytać delikwenta.
    • htoft Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 11:18
      Wydaje mi się, że w wielu przypadkach pomóc może prosta rada: dać mężczyźnie odczuć, że ewentualny ślub będzie faktycznie ślubem, a nie adopcją.
    • kurcze77 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 12:24
      jak dla mnie nie ma problemu
      znamy się od 10 lat, od ponad 9 mieszkamy razem i razem wychowujemy
      16 mies. dziecko
      dla mnie jesteśmy normalną rodziną, chociaż nie składaliśmy
      publicznie żadnych dekalaracji,
      z drugiej strony nie potrafię ocenić co taka publiczna deklaracja
      mogłaby w naszym życiu zmienić - bo nigdy nie byłam zamężna
      mam tylko przeczucie, że mój niemąż nie zniósłby tak dobrze
      małżeństwa, jak znosi niemałżeństwo
      • mondego1 Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 12:28
        tylko bedzie problem jak cos sie zlego stanie i bedzie problem z
        dziedziczeniem, zasilkiem pogrzebowym i innymi sprawami.
      • eye-witness Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 15:35
        > mam tylko przeczucie, że mój niemąż nie zniósłby tak dobrze
        > małżeństwa, jak znosi niemałżeństwo


        Zdecyduj sie w takim razie, poniewaz najpierw napisalas, ze nie wiesz, co slub
        moglby zmienic.
    • affera123 Ten facet nie kocha twojej siostry po prostu! 26.04.10, 12:25
      Przykłady mam wśród znajomych i mogę podać (nieskromnie, ale
      szczerze) własny. Facet spotyka się kilka lat z jedną babką, są jak
      stare dobre małżeństwo i nie może się określić, bo to nie jest
      zakochany facet, a zakochanie często mylimy z zauroczeniem, które
      przeważnie charakteryzuje początek znajomości. Potem taki koleś
      spotyka inną kobitkę, w której się naprawdę zakochuje i oświadcza po
      trzech dniach. Tak było ze mną i z moim facetem, który był w kilku
      stałych związkach wcześniej, a ja w tym czasie byłam mężatką na
      granicy rozwodu, co mu jednak nie przeszkadzało i oświadczył się
      prawie od razu. Miłość chyba pozostała, ale udany związek -
      niekoniecznie. Ja się chyba specjalnie do małżeństwa nie nadaję, a
      mój aktualny mąż to duży chłopiec, namiętność bywa po tych 8 latach
      duża, ale o szczęściu ciężko by wspominać. Związek trwa z
      przyzwyczajenia i mojego przekonania, że każdy facet powiela sposób
      bycia poprzedniego amanta, więc nie ma co szukać czegoś, co nie
      istnieje. Z jego strony to pewnie przywiązanie, miłość i ciągła
      niepewność, bo trzymam go krótko i nie dałam się sprowadzić do
      poziomu kury domowej zabiegającej o zainteresowanie (mam po prostu
      jakieś swoje "drugie" życie = zainteresowania, praca), ja też na
      swój sposób kocham, choć miałam inną wizję tego związku, ale tak to
      jest z babami. I ten wieczny niedosyt chyba nas jakoś scala, póki
      co. Zatem...niech się twoja siostra nie zdziwi, jeśli po paru latach
      jej facet zostawi ją dla kobiety, w której naprawdę się szaleńczo
      zakocha i wtedy nawet mamusia go nie zatrzyma, choć potem może już
      być nie tak różowo, ale summa sumarum to twoja siostra pozostanie na
      lodzie, jeśli zawczasu nie rozejrzy się dookoła i nie znajdzie
      kogoś, kto uzna ją za ósmy cud świata i nie będzie robił wymówek, że
      małżeństwo to nieistotny papier itp.
    • la_extranjera A może mi kto wytłumaczyć dlaczego 26.04.10, 12:40
      A może mi kto wytłumaczyć dlaczego niektórym kobietom tak zależy na ślubie?
      Chociaż jestem sama kobietą, nie rozumiem tego. Wydaje mi się, że to wszystko po
      to , żeby była szopka, żeby rodzina i sąsiedzi i co gorsza koleżanki nie
      powiedziały - o widzisz, on cie nie kocha, bo się z tobą nie chce żenić.

      Jak zwykle kobiety stawiają się w pozycji ofiary i towaru do wzięcia, a potem
      biadolą, że są tak traktowane.
      • e.i.t.h.e.l Re: A może mi kto wytłumaczyć dlaczego 26.04.10, 23:38
        Ja Ci mogę odpowiedzieć, jak to wygląda z mojej perspektywy. Po okresie różnych młodzieńczych buntów, kiedy to twierdziłam najpierw, że ślub jest niezbędny, potem, że zupełnie zbędny, obecnie doszłam do stałego jak na razie przekonania, że tak, chcę mieć ślub. Jestem osobą, która sprawy lubi mieć jasno i wyraźnie wyrażone, a jak są podjęte jakieś decyzje, to też lubię, żeby to było porządnie zrobione. I mogę tak jak teraz żyć sobie w związku od tak, ale wiem, że to nie jest to, czego chcę docelowo. Bo docelowo wiem, że kiedy ja się zdecyduję i kiedy ten mężczyzna się zdecyduje, to chcę, żeby to było oficjalnie potwierdzone. Związków mogę mieć i z 50 w życiu, bo mogę być w nich z różnych powodów, dla przyjemności, dla uczucia, dla korzyści itd, a ślub wezmę tylko z osobą, która będzie spełniała wszystkie kryteria osoby z którą mogę dzielić resztę życia. I nie wyobrażam sobie więcej niż 3 ślubów w ciągu życia mojego. Zatem dla mnie ślub, jest takim jakby ostatecznym potwierdzeniem dokonania wyboru, bo kochać to można wiele razy i wiele osób, ale dla mnie to jakoś za mało.
    • nonameuno w niej - widocznie nie jest tą właściwą 26.04.10, 13:00
      Mój kumpel z pracy latami opowiadał o niechęci do związków, ślubów, instytucji
      małżeństwa, dzieci, żył w wolnych związkach z kilkoma przyjaciółkami, z jedną
      nawet zaplątał się w dziecko, którego nie chciał, ale ona uważała że to
      ostateczny "ślubny argument" - myliła się, nie dał się zaciągnąć do USC - słowem
      wszyscy mieli go za zatwardziałego singla. I nagle spotkał JĄ - żadną tam
      dwudziestoletnią blond piękność z nogami do szyi, tylko starszą od niego
      rozwódkę z nadwagą ale dla niego to była ta wymarzona - i zakochał się jak
      sztubak, latał z bukietami róż, zmienił fryzurę i styl ubierania, żył jak w
      amoku, oświadczył się po 5 miesiącach, wyprawili huczne wesele z ciągnącym się
      welonem i góralską kapelą i właśnie starają się o drugiego potomka, a pierwszy
      ma już 2 lata!
      I tak właśnie powinno być, jest miłość, wzajemne - powtarzam WZAJEMNE
      przekonanie że to jest to, potrzeba bycia razem, jak najbardziej w związku i
      małżeństwie, oficjalnie wobec siebie i świata - a nie jakieś "dojrzewanie do
      związku", długoletnie poszukiwanie gotowości do zobowiązań, testowanie partnera
      latami, mieszkanie ze sobą, dzieci, wspólny kredyt a ślubu jak nie było tak nie
      ma - to są jakieś brednie dla frustratek gotowych być z facetem na każdych
      warunkach byle mieć w domu jakieś spodnie! I taka właśnie jest chyba twoja
      siostra skoro jeszcze nie zostawiła faceta jego mamusi i nie zajęła się
      poszukiwaniem kogoś, kto bez żadnych wątpliwości, przekonywania, dojrzewania i
      wyczekiwania uzna, że jest kobietą dla niego. W wieku 26 lat ma jeszcze sporo
      czasu na znalezienie kogoś takiego, nie musi łapać na siłę jakiś opornych
      mamusinych przydupników.
      • tangerka żal ... 26.04.10, 13:29
        Jak słyszę od swoich koleżanek, mocno już "przechodzonych" jakie to małżeństwo
        jest bez sensu a jaki świetny jest konkubinat, jacy to oni są "wolni" w swoim
        związku i jak ślub by wszystko zmienił i pogorszył, a jednocześnie widzę w ich
        oczach cierpienie i popłoch, że są grubo po 30-stce a tu oświadczyn ani widu ani
        słychu, to żal mi ich i tych wszystkich kobiet, które współczesny świat i faceci
        zaganiają do narożnika i śmieją im się w twarz. Bo z jednej strony żyjemy w
        społeczeństwie, które ceni sobie ponoć wolność, niezależność, karierę, możliwość
        wyboru, ale tylko faceci mogą z tego w pełni i bez obciążeń korzystać, a dla
        kobiet serwuje się w tv 80 % reklam, gdzie roześmianej kobiecie obowiązkowo
        towarzyszy facet a jeszcze lepiej rozbrykane dzieci i komunikat jest jasny:
        tylko wtedy możesz być szczęśliwa! W efekcie kobiety inteligentne, wolne i
        niezależne, z karierą i własnymi pieniędzmi wpadają w pułapkę własnych
        oczekiwań, w której wmawia się im, że to nie jest nic warte, jeżeli przy ich
        boku nie stoi on i "pociechy"! Więc sporo kobiety decyduje się żyć w
        nierokujących dobrze konkubinatach żeby choć móc łudzić siebie i otoczenie, że
        te wymarzone i reklamowane szczęście jednak mają! Szkoda, że tak to się dzisiaj
        toczy i że część ludzi usiłuje wmawiać innym, że winny rozwodom jest "papierek"
        a lekarstwem na rozbieżność życiowych oczekiwań i niedopasowanie charakterów
        jest wieloletni konkubinat - rozumiem to w przypadku par po przejściach, z
        małżeńskim stażem za sobą, życiowo rozczarowanych, ale gdy coś takiego
        wygłaszają panny i kawalerowie, dla których jest to pierwszy poważny związek, to
        powtórzę - żal mi ich ...
        • fuzzystone Re: żal ... 26.04.10, 16:09
          Aż się zalogowałam z wrażenia: dawno nie czytałam tak mądrego postu. Podpisuję
          się rękami i nogami.
        • yanoosh111 Re: żal ... 26.04.10, 17:29
          ...można krócej im poradzić: dobierzcie się a nie pobierzcie ...
        • living-stone Re: żal ... 26.04.10, 18:02
          Współczuję kobietom, które traktują swoja płeć jak rzecz.
          Przechodzone to mogą być buty, albo inna rzecz. Ja jestem człowiekiem
          i nie postrzegam ludzi w takich kategoriach. Każdy człowiek, jak i
          każdy związek jest inny. Są małżeństwa zawarte z potrzeby duchowej,
          są i takie zawarte "bo wypada", bo fajnie mieć białą kieckę, lub dla
          pieniędzy. Tak samo konkubinaty. Jedni nie biorą slubu bo jeden z
          partnerów nie kocha, ale wyobraź sobie, ze są na tym świecie również
          ludzie, którzy po prostu maja inne poglądy na życie i świadomie
          rezygnują ze ślubu.
          Ja żyje w szczęśliwym konkubinacie, nigdy nie chciałam brać ślubu,
          dla pewności przemyślałam to jeszcze raz i mając prawie 30 lat
          oświadczam, że ślub nie jest mi w ogóle do szczęścia potrzebny.
          Dlaczego:
          Oboje jestesmy ateistami, więc ślub kościelny byłby hipokryzją.
          Ślub cywilny mogłabym ostatecznie wziąść, ale jako że w ogóle nie
          lubię instytucji to wolę podpisać odpowiednie papiery u notariusza,
          co pod względem prawnym zapewni mi te same "korzyści", które daje
          ślub cywilny.
          Do bogatych nie należę więc pieniądze wolę wydać na wspólny dom niż
          huczna imprezę zwaną weselem. W dodatku nie lubię być w centrum uwagi
          więc dla mnie nie byłaby to przyjemność.
          A przede wszystkim dlatego, że jesteśmy razem, bo CHCEMY i ślub ani
          jego brak nie ma z tym żadnego związku.
          Wiem, że niektórym frustratom nie mieści się w głowie,że jesteśmy
          razem bardzo szczęśliwi, ale takim ludziom współczuję bo widać nie
          wiedzą że szczęścia nie dostaje się w urzędzie stanu cywilnego...
          • martishia7 Re: żal ... 26.04.10, 19:55
            Co do zasady rozumiem i przyjmuję do wiadomości, ale akurat to:

            >wolę podpisać odpowiednie papiery u notariusza,
            > co pod względem prawnym zapewni mi te same "korzyści", które daje
            > ślub cywilny.

            jest nieprawdą i w Polsce nie może być inaczej, bo to po prostu prawnie niemożliwe.
          • nospam-net następna walcząca konkubina 27.04.10, 10:27
            śmieszą mnie konkubenci alergicznie reagujący na temat ślubu i ludzkich postaw i
            nerwowo udowadniający jacy to są szczęśliwi i ile jest powodów niewiązania się
            małżeństwem, ich zdaniem to ludzie zawierający tradycyjne istniejące od tysięcy
            lat małżeństwo są dziwni a oni normalni i na dodatek odkryli nową jakość
            życia:)) śmieszą mnie argumenty wciąż powtarzane o niechęci do papierków, ślubów
            kościelnych i wesel jakby faktycznie był to poważny argument wobec wspólnego
            całego, dzieci, przyszłości itp, to jakby dziecko marudziło: nie lubię ciepłej
            czapeczki, nie będę jej nosił, co z tego że odmrożę uszy ... Szczęścia nie
            dostaje się w USC, szczęście dostaje się od drugiej osoby, która poważnie
            traktuje nas, naszą miłość, zobowiązania i otoczenie, w którym żyje, konkubentom
            tego właśnie brakuje.
            • silic Re: następna walcząca konkubina 27.04.10, 10:41
              USC istniejący od tysięcy lat ? Proponuję mniej pić.
              Fakt, że napisałaś, o tym, że szczęścia nie dostaje się w USC rodzi jednak pewną
              nadzieję, że nie wszystko jest stracone.
              • nospam-net Re: następna walcząca konkubina 27.04.10, 10:53
                nawet starożytni rzymianie zawierali śluby na forum wobec zgromadzonej rady
                starszych i współziomków i na trzeźwo czy po pijaku można to uznać za
                odpowiednik USC.
                tekst o szczęściu z USC nie jest mój, to cytat, proponuję czytać wiecej niż
                jeden post, jeżeli chcesz zawierać głos w dyskusji!
                • silic Re: następna walcząca konkubina 27.04.10, 11:17
                  Jesli tekst o USC to cytat to wypadałoby zapisać go jak cytat.
                  Zas od czasów Rzymian w chrzescijańskiej Europie USC nie istniało. To wynalazek
                  młody.
                  • nospam-net Re: następna walcząca konkubina 27.04.10, 11:23
                    "Jesli tekst o USC to cytat to wypadałoby zapisać go jak cytat.
                    Zas od czasów Rzymian w chrzescijańskiej Europie USC nie istniało. To wynalazek
                    młody".
                    Bardzo się przyczyniasz do postępu dyskusji takimi postami, naprawdę :)
                    Toczenie jałowej dyskusji o tym jak odpowiadać na posty albo czy małżeństwo ma
                    długą tradycję jest dla mnie nudne, więc o tym dyskutować nie będę, jak
                    napiszesz coś konstruktywnego wtedy może ...
                    • silic Re: następna walcząca konkubina 27.04.10, 11:56
                      Posłuchaj, kolego czy też koleżanko (bo płci dalej zmienić się ci nie udało,
                      mimo zapewnień).
                      Od długiej tradycji małżeństwa, mającej jakoby uzasadniać słusznosć takiego
                      sposobu życia, było w twoim poscie. O odpowiadaniu na posty, w których cos jest
                      cytatem (mimo że tego nie widać) i o tym, by ktos (np. ja) czytał cos lepiej też
                      było w twoim poscie. Więc zanim zaczniesz wypisywać o jałowosci dyskusji to
                      przeczytaj co sam(a) wypisujesz i nie posiłkuj się testami , których jałowosć
                      odkrywasz nagle gdy ktos ci odpowiada.
        • akle2 Re: żal ... 26.04.10, 20:48
          Dużo w tym prawdy... Najfajniej byłoby wziąć ślub z miłości i wzajemności, a nie tylko dlatego, że jest się po trzydziestce, a potem gapić się milczeniu w telewizor i zasypiać koło obcego człowieka. Sztuka asertywności nie wszystkim wychodzi.
        • silic Jaki tam żal... 27.04.10, 10:02
          Trzeba mniej oglądać telewizji, która jak widać ogłupia. Wtedy problem braku
          ślubu nie będzie problemem. Ale do tego trzeba prawdziwie inteligentnych osób.
          • nospam-net Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 10:35
            najlepiej to się drugą połówką zaszyć w dżungli amazońskiej albo zamieszkać z
            pingwinami na Antarktydzie, wtedy można bez wpływów z otoczenia oddawać się
            swoim dziwactwom, choć nie wiem czy i tam internet nie dociera przez jakieś
            radio czy WiFi i może zburzyć sielankę bez reklam i głupich norm społecznych!
            • silic Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 10:39
              Zaszywaj się , zaszywaj bo proces ogłupiania postępuje.
              Wyjściem jest posiadanie rozumu.
              Coś cięta jesteś na osoby, dla których ślub nie jest celem w życiu. Złe
              doświadczenia ?
              • nospam-net Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 10:49
                jeżeli już to cięty i w przypadku tej dyskusji płeć jest chyba ważna, nie sądzisz?
                posiadanie rozumu niestety nie gwarantuje właściwego używania tego organu, to
                widać w licznych wypowiedziach :)
                złe doświadczenia? chyba tylko takie: zostawiłem kiedyś kobietę po 8 latach
                konkubinatu aby ożenić się z młodszą znaną pół roku :))
                • silic Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 11:08
                  Nie uważam żeby płeć była ważna w tej dyskusji (dobry argument jest dobrym
                  argumentem), ale w odpowiedzi pojawia się "nospam-net napisała" więc jakas płeć
                  została zadeklarowana.
                  • nospam-net Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 11:13
                    :)) dzięki za zwrócenie uwagi, już zmieniłem!
                  • kalllka Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 11:42
                    jezyk nie ma koncowek
                    w przeciwienstwie do zaimkow znaczenia.
                    wysilic sie troche, bo marny zart systemowy to i efekt marny.
                    ps
                    i nie zar

                    :)

          • geehee Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 11:03
            dla ciebie pewnie nie jest problemem nawet z tv, właśnie o tym pisze Tangerka,
            faceci korzystają na takich układach, tracą kobiety ... czas to kobietom
            uświadomić aby nie wypowiadały się głupio jakie to są szczęśliwe w
            konkubinatach, które są wbrew ich oczywistym interesom! i tylko proszę tutaj nie
            ściemniać, że notariusz, umowy, testamenty coś załatwią, bo skoro już przychodzi
            do zwierania takich kwitów, to znaczy że kobieta się o swoją przyszłość obawia
            (może facet zresztą też, co w tym dziwnego) i nie zdaje się li tylko na miłość
            ukochane, chce prawnych gwarancji tyle że nie wiedzieć czemu innych niż ślub,
            który jest w sumie prostszy.
            • silic Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 11:15
              >właśnie o tym pisze Tangerka,
              > faceci korzystają na takich układach, tracą kobiety

              A co tracą kobiety ? I czy może oznacza to, że po slubie jest odwrotnie: tracą
              mężczyźni a zyskują kobiety ? Skoro kobiety, jak piszesz, mają oczywisty interes
              w braniu slubu to chyba się nie ma co dziwić, że mężczyźni nie są na to chętni.
              Umowy, notariusze i testamenty nie są sciemnianem a dla przykładu
              zabezpieczeniem na okolicznosć choćby wypadku komunikacyjnego. Ludzie po slubie
              też muszą umowy podpisywać.
              • akle2 Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 14:38
                A może po prostu kobieta nie chce być zwykłą kochanką lub konkubiną?? Zapewniam Cię, że znajdzie się wielu mężczyzn - wystarczy im dać głos - którzy też by nie chcieli mieć statusu tylko kochanka, co do "korzystania" nie przeceniałabym tego, bo tak samo przed i po ślubie ludzie muszą walczyć z dnia na dzień o swój byt.
          • akle2 Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 13:42
            Skoro instytucja małżeństwa jest tak infantylna, to może powinieneś pójsć krok dalej i życ w komunie, wymieniając się od czasu do czasu partnerami?
            • silic Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 15:34
              Nie przypominam sobie by gdziekolwiek KRiO, formułce w USC czy pozostałych
              aktach prawnych było cokolwiek napisane o wiernosci parnterowi czy sposobie
              prowadzenia życia seksualnego. Proszę nie mylić ustaleń i zobowiązań zawieranych
              miedzy dwoma osobami a podpisywaniem umowy w USC (o slubie koscielnym nie
              wspominam bo to ceremonia religijna nie mająca konsekwencji prawnych). Można bez
              slubu żyć z jedną osobą przez całe życie, można po slubie mieć co tydzień inną
              osobę w łóżku.
              • akle2 Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 17:42
                No tak, co tydzień inna/inny w łóżku to faktycznie mało fajna perspektywa i jeśli facet będący moim mężem zachowywałby się w ten sposób, to szybkjo by znalazł w skrzynce pozew.
                Ja nie mówię że ślub jest obowiązkowym wynalazkiem dla wszyskich, bo są też tacy którzy są ze sobą tylko chwilowo, z braku laku i lepszych perspektyw, albo z powodu pochrzanionych relacji z byłym partnerami, jedną nogą tu drugą tu
                albo całe życie nie mogą znaleźć swojego ideału
                Chodzi mi o to, że po pewnym czasie "chodzenia ze sobą", chęć przejścia w wyższą formę bytu jest całkiem naturalna i normalna, jeśli ludzie CHCĄ być razem jako rodzina. A jeśli nie chcą, to chyba nikt w dzisiejszych czasach na siłę nikoo nie trzyma. Można ustalić że z końcem następnego miesiąca się rozstajemy bo kto inny czeka w kolejce i kwita.
                • silic Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 18:58
                  A to nie można tworzyć rodziny bez ślubu ?? Rodzinę tworzą ludzie i ich
                  nastawienie, podejście, codzienne działania i wspólne pokonywanie życia oraz ew.
                  potomstwo. To chęci są potrzebne a nie papierek.
                  Ślub to tylko umowa cywilno-prawna, która daje pewne przywileje nakładając
                  jednocześnie sporo obowiązków i nastawiona głównie na utrzymywanie potomstwa.
                  Jak ktoś tych przywilejów nie potrzebuje to ślub jest mu potrzebny jak umowa na
                  zakup starych kapci. Powtórzę się - z drugim człowiekiem się jest bo się chce a
                  nie bo się podpisało papierek, który w co najlepszym przypadku prymitywizuje
                  uczucie.
                  • akle2 Re: Jaki tam żal... 27.04.10, 20:37
                    Więc dlaczego jest wciąż tylu chętnych do żeniaczki?
                    Zmanipulowani słabeusze, czy masochiści nie zdający sobie sprawy, że
                    robią za sponsora leniwej, otyłej, roszczeniowej, gnuśniejącej z
                    każdym dniem baby w papilotach zwanej żoną?
                    Dobra, poddaję się. Proponuję częściej zmieniać prześcieradło (bez
                    obrazy), a małżeństwo zostawić tym, którzy naprawdę rozumieją jego
                    istotę.
                    • silic Re: Jaki tam żal... 28.04.10, 12:21
                      Jesli nie chcesz mnie obrażać to po co jakies dziwne, nie mające nic wspólnego z
                      tematem teksty o przescieradle ?
                      Ludzie biorą sluby z presji, przyzwyczajenia, konformizmu, dla pieniędzy, dla
                      zysku, bo chcą - bardzo różne motywy, o szczegóły należy pytać się slub
                      biorących. Mnie tylko bawi robienie ze slubu magicznego wytrycha , który
                      cokolwiek gwarantuje i dopełnia miłosć, a to jest umowa jak w przypadku wynajmu
                      mieszkania. Sama proza i nie każdy jej potrzebuje.
                      Jesli zas chodzi o ludzi rozumiejących istotę slubu to chyba wsród żonatych nie
                      ma takich za wiele.
                      • akle2 Re: Jaki tam żal... 28.04.10, 13:35
                        Jeśli obraziłam to przepraszam, bo naprawdę nie taka była moja intencja. Ot, skojarzenie na temat co tydziń innej osoby w łóżku, bo tylko bardzo rozczarowany żonkoś może coś takiego napisać.
                        Wierz mi, że nikt nie musi się zmieniać na gorsze, ślub może uskrzydlać i stać się siłą napędową, a nie początkiem końca.
                        Nie odbiegając od głównego wątku forum, bohaterka MA PRAWO wymagać żeby facet albo się zdeklarował co czuje naprawdę, podjął pewne działania i się z nią ożenił pokazując że w ten sposób ją wyróżnia i honoruje a nie tylko zawraca d... . Albo żeby sobie poszedł w cho...ę ustępując miejsca komuś, kto nie będzie jak troki od kaleson (nie wspominając o wyparciu się własnego dziecka z poprzedniego, nieformalnego związku, bo to szokująca sprawa). A on MA PRAWO odmówić ale i OBOWIĄZEK podać prawdziwe powody tej odmowy nie klucząc głupio dookoła.
                        Miłego dnia
                        • silic Re: Jaki tam żal... 28.04.10, 17:02
                          > Jeśli obraziłam to przepraszam, bo naprawdę nie taka była moja intencja. Ot, sk
                          > ojarzenie na temat co tydziń innej osoby w łóżku, bo tylko bardzo rozczarowany
                          > żonkoś może coś takiego napisać.

                          To jaka intencja, jesli nie atak personalny, przyswiecała tekstowi o
                          przescieradle ? Niepotrzebnie wyobrażasz sobie kim jestem (nie mając na ten
                          temat nie tylko racji ale i pojęcia) bowiem słusznosć tresci nie zależy od osoby.
                          Nigdzie nie napisałem, że slub zmienia kogos na gorsze. Za jakiegos powodu
                          uważasz , że ja tak myslę - nie wiem czemu.
                          Owszem, bohaterka ma prawo oczekiwać jasnej deklaracji. On zas ma prawo odmówić
                          lub nie i samemu wybrać to, jak ją uhonoruje czy wyróżni i nie musi sie
                          tłumaczyć. Zas ona sama może sobie pójsć w cholerę jak jej się nie podoba. Wolny
                          wybór każdej osoby i ponoszenie związanych z tym wyborem konsekwencji. Ślub nie
                          jest obiektywną wartoscią, równie dobrze można by atakować kogos, kto nie ma
                          ochoty jesc marchewki.
                          • akle2 Re: Jaki tam żal... 28.04.10, 18:01
                            Polecam post andrzejto1 27.04.10 z godziny 08:11
                            Krótko i treściwie. I to jest wg mnie najlepsza odpowiedź na główny wątek.
                            PS. Nie jestem mężatką. Zaskoczony? Miałam odwagę odmówić i to nie jeden raz, bo małżeństwo samo w sobie nie było i nie jest dla mnie celem. W innych sytuacjach z kolei nie chciałam emocjonalnie uzależniać się od kogoś, kto nie rozliczył się z własną przeszłością lub nie ma rozwodu z "ex". Rola wieloletniej kochanki, konkubiny mnie nie bawiła, bo kim ja bym dla niego była?
                            Jednak wciąż wierzę, że małżeństwo da się skorelować z miłością, nie tracąc przy tym ani własnej kobiecości/męskości ani pracy ani hobby i zainteresowań. Niby dlaczego po ślubie nie mogłabym dalej biegać w szpileczkach, malować paznokci, studiować zaocznie lub z paczką znajomych chodzić na siłownię. Z jednej strony PODKREŚLAMY, że należymy do siebie dając wzajemnie najwięcej jak się da, a z drugiej zachowujemy suwerenność.
                            I to byłoby najcudowniejsze. Jest to równanie wielu zmiennych, ale z pewnością wszystkie mają rozwiązanie. Pozdrawiam
      • praktyczna Re: w niej - widocznie nie jest tą właściwą 26.04.10, 13:29
        nic dodac .. nic ujac :)
      • eye-witness Re: w niej - widocznie nie jest tą właściwą 26.04.10, 15:37
        A co z jego pierwszym dzieckiem? Zapomnial o nim w tym milosnym amoku?
        • tangerka Re: w niej - widocznie nie jest tą właściwą 27.04.10, 09:58
          czemu miał zapomnieć, pewnie go odwiedza, ale czy to ma mu przeszkadzać w
          budowaniu szczęścia i rodziny z tą, którą pokochał? Dzieci nie determinują
          całego życia a jeżeli mają głupią matkę łapiącą faceta na ciążę, to to niestety
          ponoszą tego niezawinione skutki.
      • akle2 Re: w niej - widocznie nie jest tą właściwą 26.04.10, 21:19
        nonameuno, 10/10
    • teyoo Re: On nie chce ślubu, w czym tkwi problem? 26.04.10, 13:13
      marionetka.pl napisała:

      > Ona chce razem zamieszkać, ułożyć sobie
      > wspólnie życie, wziąć ślub.On woli mieszkać z mamą, parę razy w tyg się
      > spotkać, i nie myśli nigdy się ożenić.

      No sama sobie odpowiedziałaś. Ona chce mieć papierek, stabilizację i pewność, że facet jej nie odfrunie:) a on zwyczajnie nie chce takiego scenariusza i już. Woli się spotkać kilka razy, bo tak jest fajniej. Nie pragnie ciepłego grajdołka, dwójki dzieci i psa, prowadzania wspominanych dzieci do przedszkola, spłacania przez całe życie kredytu mieszkaniowego, itp. Może go to nie jara? Nie każdego musi jarać, no nie? Lubi tę twoją siostrę (kocha?), przebywa z nią chętnie, ale być może dla niego to "lubienie" nie wiąże się w jedno ze ślubem, dziećmi i tą całą resztą "zestawu małżeńskiego". No i tyle.
      Tak mi się zdaje, bo ja też nie chciałabym ślubu i takie myśli przyszły mi do głowy na wytłumaczenie:)
Pełna wersja