Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie

22.04.10, 12:17
Na początek może potrzebna jest chociaż minimalna geneza naszego związku - ja
jestem po rozwodzie (1 starsza córka - nie mieszka z nami) ona w trakcie
rozwodu, mamy wspólną córeczkę (10 mies.) i jest jeszcze jej 2 dzieci z
małżeństwa (4 lata).
Staram się być jej pomocny w czym tylko się da - z domowych obowiązków prawie
nie musi robić nic - potrafię ugotować, czasami sprzątnąć, zająć się
potrzebami dzieci, itp. Moja ukochana ma jednak od dłuższego czasu mocny dołek
psychiczny - nic jej nie cieszy, wszystko ja rozdrażnia, a mam wrażenie że
ostatnio najbardziej ja chyba. Odsunęła się i twierdzi nawet że jej uczucie
gdzieś zniknęło a na pewno osłabło.
Uwielbiam ją przytulić, pocałować, cmoknąć przy wychodzeniu do pracy, dotknąć
przechodząc obok - ale ciągle mam zarzuty, że nie potrafię jej pocieszyć, że
nie potrafię jej współczuć, pożałować itp - ogólnie rzecz ujmując, że nie
potrafię z nią rozmawiać. Zdarza się mi przynieść kwiatki do domu bez okazji,
często wieczorkiem zapalę świeczkę i naleję nam winka do kieliszków, co jakiś
czas przygotuję jej kąpiel w pianie z nastrojowymi świeczkami w łazience, na
spacerze z dziećmi nie unikam chwycenia za rękę - ciągle to jednak mało.
Twierdzi, że dzień po dniu jest nudny, jeden podobny do drugiego - bo tylko
jedziemy do pracy wracamy, nakarmimy dzieci, zjemy coś sami, wymienimy ze sobą
"osiem słów", czasem zerkniemy chwilę na telewizor i tylko idziemy spać.
Jak sama teraz mówi bardzo by chciała czegoś i sama nie wie czego. Mówi, że
najbardziej chyba jej brakuje "żywego wsparcia". Wspomina czasem, że widzi iż
się staram i że nie ułatwia mi - ale dalej jest przybita i czuje bezsens
wszystkiego. Ostatnio nawet pojawiły się słowa, że zmęczyło ją już proszenie
mnie o cokolwiek dla siebie i szukanie ludzkiej twarzy we, więc musi sobie
radzić sama, dlatego mogę mieć wrażenie że jest obok, bo też ona tak czuje.
Twierdzi, że teraz lepiej to znosi jak jestem na dystans i żeby tak zostało
jeśli nie potrafię jej pomóc. mimo, że się staram traktować ja najlepiej jak
potrafię, bolą mnie zarzuty, że "nie traktuję jej jak kobiety i chciałbym żeby
była supermenką".
Wiem poniekąd - czego ona się wypiera - że tak do końca mentalnie nie
zakończyła poprzedniego małżeństwa. Mimo, że facet był prostakiem,
nieudacznikiem i nieodpowiedzialnym niedorosłym do odpowiedzialności dużym
dzieciakiem - to potrafił ją rozbawić, pocieszyć i wiele razy takie porównania
pojawiają się u niej.
Bardzo chcę jej pomóc i nie chcę tego tak zostawiać - ale nie umiem nagle się
zmienić i stać się wylewnym facetem. Zdaję sobie sprawę, że jest dość twardy -
nigdy nie uskarżam się że coś trzeba zrobić, że coś mnie boli, że coś mi się
nie udało. Mi się wydaje, że potrafię zażartować - a z jej strony reakcja jest
żadna albo komentarz typu, że zachowuję się dziecinnie albo wieśniacko. Nie
potrafię zrobić z siebie przysłowiowego głupka - wiem że jestem trochę
sztywny. Gdy w jakikolwiek sposób próbuję ją zapytać co się dzieje - potem są
słowa, że mi zależy tylko na "raporcie", że w moich słowach nie ma
zaangażowania i intonacja mojego głosu nie wskazuje, że się przejmuję tym co
się u niej dzieje. Jakiekolwiek moje tłumaczenia i logiczne rozłożenie
problemu na czynniki pierwsze, udowodnienie, że nie ma powodu do zmartwień i
przejmowania się działa tylko w tym momencie, a potem i tak jest jej
komentarz, ze nie potrafię jej pocieszyć, rozbawić itp itd. Często też wraca
do tego, ze zawiodłem ją gdy potrzebowała wsparcia jakiś czas temu. Trudno się
ciągle starać coś poprawiać - chociaż małymi kroczkami - gdy komentarze
pozostają nadal takie same i druga strona nie widzi postępów.
Zdaję sobie sprawę, że nie dostanę recepty i sami sobie musimy poradzić. wiem
też że za mało jest danych by postawić diagnozę. może jednak ktoś poda chociaż
wskazówki gdzie szukać odmiany.
    • friendii Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 12:47
      Ona ma problem ze sobą i nierealistyczne oczekiwanie, że ktoś z
      zewnątrz jest w stanie poprawić jej nastrój. Nikt oprócz niej samej
      nie jest. Albo to zrozumie i weźmie się za siebie (metod jest wiele)
      albo będzie tak mędzić do emerytury.
    • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 12:57
      Drogi przyjacielu, Twój problem najprawdopodobniej wynika z tego, że
      za bardzo się starasz. Twoja kobieta sama może nie wiedzieć,
      dlaczego czuje się tak jak się czuje, ale znudzenie życiem i
      związkiem prawie zawsze wynika z braku możliwości odczuwania
      prawdziwych emocji, które możliwe są tylko wtedy, kiedy oboje ludzi
      równo angażuje się w związek. Ty swoim zaangażowaniem w pewien
      sposób uniemożliwiasz jej wytworzenie własnego zaangażowania. Twoja
      kobieta nudzi się, bo - jak sam zauważyłeś - brak jej
      konstruktywnego zajęcia. Czuje, że wokół niej dzieje się coś nie do
      końca naturalnego, i najzwyczajniej nie potrafi się w tym odnaleźć.
      Daj jej coś, czym mogłaby się zająć; w domu lub nawet niech pójdzie
      do pracy. Nie popadaj w skrajności wielbienia jej urody. Doceń też
      to co wykona praktycznie. Np. niech zajmie się pieczeniem ciast lub
      gotowaniem, a jeśli zrobi to dobrze, w sposób zrównoważony doceń to.
      Jeśli uda wam się w tej sprawie dojść do porozumienia, Twój związek
      będzie uratowany. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
      • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 13:10
        Ja tego tak nie widzę, ona ma co robić przy trójce dzieci w tym 10-
        miesięczne. Nie mam tez przekonania, czy docenienie za upieczone
        ciasto, jest szczytem jej marzeń. Zaprzestanie chwalenia urody, czy
        podkreślania jej przymiotów osobistych może tylko pogłębić jej
        kipski stan.
        Ogólnie - teza, że ona ma za dobrze i jej sie w głowie przewraca nie
        przemawia do mnie.
        • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 13:41
          to.niemozliwe napisał:

          > Ja tego tak nie widzę, ona ma co robić przy trójce dzieci w tym 10-
          > miesięczne. Nie mam tez przekonania, czy docenienie za upieczone
          > ciasto, jest szczytem jej marzeń. Zaprzestanie chwalenia urody,
          czy
          > podkreślania jej przymiotów osobistych może tylko pogłębić jej
          > kipski stan.
          > Ogólnie - teza, że ona ma za dobrze i jej sie w głowie przewraca
          nie
          > przemawia do mnie.
          1. Nikt takiej tezy nie sformułował.
          2. Mowa o ogólnych prawidłach związanych z człowieczeństwem.
          3. Autor wątku wskazał na swoje głębokie zaangażowanie w związek,
          wyrażnie formułując, iż 'kobieta nie musi nic robić'.
          4. Mniejsza o gotowanie, gdyż chodzi o to, że człowiek potrzebuje
          twórczego zajęcia i docenienia efektów owego zajęcia. Kobiety, o
          której mowa, nie znam na tyle, by móc stwierdzić, jakie zajęcie
          sprawiłoby jej największą satysfakcję.
          • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:02
            Twojej wypowiedzi nie odebrałem jako sformuowania "o ogólnych
            prawidłach związanych z człowieczeństwem", a jako dokładną wskazówkę
            dla autora wątku.
            • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:46
              to.niemozliwe napisał:

              > Twojej wypowiedzi nie odebrałem jako sformuowania "o ogólnych
              > prawidłach związanych z człowieczeństwem", a jako dokładną
              wskazówkę
              > dla autora wątku.
              No to odebrałeś ją niewłaściwie.
    • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 12:59
      Proponuję Ci dwa razy w tygodniu zajmowanie się dziećmi po powrocie
      z pracy, żeby miała czas dla siebie (pływanie, aerobik, spotkania z
      przyjaciómi). Dzieci kładźcie spać po dobranocce, żeby mieć czas dla
      siebie wieczorem. Celebruj też weekendy z rodziną, zakupy rób w
      tygodniu wracając z pracy, w sobotę, jak dzieci śpia rano wstańcie
      wcześniej, zjedzcie razem śniadanie, wypijcie wspólnie kawę,
      porozmawiajcie. Pewne tradycje i reguły domowe cementują związek.
      Z tego, co piszesz, to ona ma bardzo dużo roboty w domu i nie jest w
      stanie czubla nosa zza tej roboty wychylić, więc wszystko wydaje jej
      się beznadziejne.
      Sekret udanego związku polega na wychodzeniu naprzeciw oczekiwaniom
      partnera i umiarkowaniu swoich roszczeń.
      • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 13:43
        to.niemozliwe napisał:

        > Proponuję Ci dwa razy w tygodniu zajmowanie się dziećmi po
        powrocie
        > z pracy, żeby miała czas dla siebie (pływanie, aerobik, spotkania
        z
        > przyjaciómi). Dzieci kładźcie spać po dobranocce, żeby mieć czas
        dla
        > siebie wieczorem. Celebruj też weekendy z rodziną, zakupy rób w
        > tygodniu wracając z pracy, w sobotę, jak dzieci śpia rano wstańcie
        > wcześniej, zjedzcie razem śniadanie, wypijcie wspólnie kawę,
        > porozmawiajcie. Pewne tradycje i reguły domowe cementują związek.
        > Z tego, co piszesz, to ona ma bardzo dużo roboty w domu i nie jest
        w
        > stanie czubla nosa zza tej roboty wychylić, więc wszystko wydaje
        jej
        > się beznadziejne.
        > Sekret udanego związku polega na wychodzeniu naprzeciw
        oczekiwaniom
        > partnera i umiarkowaniu swoich roszczeń.
        Ten człowiek nie ma żadnych roszczeń. Robi dokładnie to, co radzisz
        mu, aby zrobił. Z tego wynikają spore problemy, jeśli nie zauważyłeś.
        • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:01
          Właśnie zauważyłem, że to, co on podkreśla jako swój wkład w związek
          mija sie z jej oczekiwaniami. Nie o to jej chodzi, choć z pewnością
          ona docenia jego aktywność w domu. Myślę, że ona już wyraziła swoje
          oczekiwania, że chciałby, żeby jej życie stało się nieco bardziej
          urozmaicone, ubarwione i bardziej spontaniczne. On się może dobrze
          sprawdzać jako mąż i głowa rodziny, ale jako osoba inspirująca,
          ubarwiająca, zaskakująca już mniej. Nie można też wykluczyć u niej
          dość częstego znużenia partnerem i co za tym idzie obwinianiem go o
          bycie przyczyną kiepskiego stanu rzeczywistości, co nie musi być
          zdogne z prawdą. Jedynie zauważam, że jak coś słabo funkcjonuje, to
          trzeba wprowadzać nowe elementy. Robić takie "małe rewolucje" :).
          Rodzina to układ dynamiczny :).
          • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:53
            to.niemozliwe napisał:

            > Właśnie zauważyłem, że to, co on podkreśla jako swój wkład w
            związek
            > mija sie z jej oczekiwaniami. Nie o to jej chodzi, choć z
            pewnością
            > ona docenia jego aktywność w domu. Myślę, że ona już wyraziła
            swoje
            > oczekiwania, że chciałby, żeby jej życie stało się nieco bardziej
            > urozmaicone, ubarwione i bardziej spontaniczne. On się może dobrze
            > sprawdzać jako mąż i głowa rodziny, ale jako osoba inspirująca,
            > ubarwiająca, zaskakująca już mniej. Nie można też wykluczyć u niej
            > dość częstego znużenia partnerem i co za tym idzie obwinianiem go
            o
            > bycie przyczyną kiepskiego stanu rzeczywistości, co nie musi być
            > zdogne z prawdą. Jedynie zauważam, że jak coś słabo funkcjonuje,
            to
            > trzeba wprowadzać nowe elementy. Robić takie "małe rewolucje" :).
            > Rodzina to układ dynamiczny :).
            Masz rację, ale tu chodzi o pewne ważne elementy życia związane z
            psychiką kobiety i mężczyzny. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna, może
            absolutnie nie zdawać sobie sprawy, że pierwszym warunkiem
            zażegnania kryzysu jest wzajemne porozumienie w sprawach błahych.
            Wyszukiwanie nowych urozmaiceń w konsekwencji może tylko pogłębić
            problem, ponieważ nie od tego powinni zacząć naprawianie relacji. A
            tu jedynie chodzi o jakieś wspólne zajęcie, wspólny konstruktywny
            wkład w życie. Skomplikowane problemy najczęściej nie mają
            skomplikowanych rozwiązań.
            • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:57
              > pierwszym warunkiem
              > zażegnania kryzysu jest wzajemne porozumienie w sprawach błahych

              Brzmi sensownie.
            • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:32
              na wstepie pozwole sobie nie cytujac, wyjasnic zrozumiany sens wypowiedzi; tak by wlasnym Re:klaskaniem nie obijac obu prawic zanudzajac tak na odlew jak i dokladke, Istote watku.
              otoz dyskusyjnym jest nie problem jakoby odautorski (wylewnie i po mesku komentowany) ile osobisty stosunek autora do opisanego przez niego problemu. kazdy, albowiem sz.p, rozwiazn poszukuje tylez osobistych tak blachych damskich czy meskich blachych ; co indywidualnie tzn osobniczo do wykonania mozliwych.

              dlatego tez pozwole sobie nie zgodzic sie z zadnym z panow;tak gustavem- usatavem; jak i w_tonie.mozliwym, albowiem obaj kontynuujecie nielogiczna w argumentacji orke na ugorze bo z powodu chomata tylko wlasnych doswiadczen.
              niemniej polecajac sie szanownej pamieci podrecznej
              pozdrawiam Obu.
              • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:36
                kalllka napisała:

                > na wstepie pozwole sobie nie cytujac, wyjasnic zrozumiany sens
                wypowiedzi; tak
                > by wlasnym Re:klaskaniem nie obijac obu prawic zanudzajac tak na
                odlew jak i
                > dokladke, Istote watku.
                > otoz dyskusyjnym jest nie problem jakoby odautorski (wylewnie i
                po mesku kome
                > ntowany) ile osobisty stosunek autora do opisanego przez niego
                problemu. kazdy,
                > albowiem sz.p, rozwiazn poszukuje tylez osobistych tak blachych
                damskich czy
                > meskich blachych ; co indywidualnie tzn osobniczo do wykonania
                mozliwych.
                >
                > dlatego tez pozwole sobie nie zgodzic sie z zadnym z panow;tak
                gustavem- usatav
                > em; jak i w_tonie.mozliwym, albowiem obaj kontynuujecie
                nielogiczna w argumen
                > tacji orke na ugorze bo z powodu chomata tylko wlasnych
                doswiadczen.
                > niemniej polecajac sie szanownej pamieci podrecznej
                > pozdrawiam Obu.
                Można by zasnąć oczekując logicznej odpowiedzi od Cię ;=P
                • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:54
                  moznaby. ale osobniczo -nie chcesz:)
                  • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:58
                    kalllka napisała:

                    > moznaby. ale osobniczo -nie chcesz:)
                    Nie chodziło mi o sen, tylko o logikę, albo jej całkowity brak w
                    Twej ostatniej wypowiedzi.;=P
                    • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 16:18
                      o tym wlasnie napisalam, nie znajdziesz logiki u wroga. ale to
                      Ty- mnie w takims stosunku ustawil i jak adwersarzas nie potraktowal.
                      teraz juz
                      wystarczajaco lagodny skrot myslowy ?
                      czy nadal musze udowadniac, ze nie potrzebuje wykladni w postaci osobniczych
                      cycatow aby wiedziec cos gUstavo mial na mysli?
                      • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 16:21
                        kalllka napisała:

                        > o tym wlasnie napisalam, nie znajdziesz logiki u wroga. ale to
                        > Ty- mnie w takims stosunku ustawil i jak adwersarzas nie
                        potraktowal.
                        > teraz juz
                        > wystarczajaco lagodny skrot myslowy ?
                        > czy nadal musze udowadniac, ze nie potrzebuje wykladni w postaci
                        osobniczych
                        > cycatow aby wiedziec cos gUstavo mial na mysli?
                        Och... Na prawdę bardzo przepraszam za to, że żyję.;=P
                        • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 16:41
                          slusznie:)
                          nie ma za co bo rzycie przeciez to nie gzech.
                          • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 16:44
                            kalllka napisała:

                            > slusznie:)
                            > nie ma za co bo rzycie przeciez to nie gzech.
                            A co jest grzechem? Nie wiem, czy zauważyłaś, ale właśnie zaświeciły
                            mi się oczy.;=P
                            • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodzien 22.04.10, 17:01
                              nie, nie zauwazylam bo nie widze Cie przeciez.
                              i nie grzeszne zachowania takze istota watku sa,ale wzajemne alogiczne nieporozumienia.
                              nieporozumienia,ktore wciaz i mimo checi wylaza.
                              pewnie dlatego
                              ze mimo iz pewnie bardzos mily w tzw realu,wciaz nie zapominam przeciezes tu zahaczyl mnie tylko.
                              mentalnie.
                              • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodzien 22.04.10, 17:04
                                kalllka napisała:

                                > nie, nie zauwazylam bo nie widze Cie przeciez.
                                > i nie grzeszne zachowania takze istota watku sa,ale wzajemne
                                alogiczne nieporo
                                > zumienia.
                                > nieporozumienia,ktore wciaz i mimo checi wylaza.
                                > pewnie dlatego
                                > ze mimo iz pewnie bardzos mily w tzw realu,wciaz nie zapominam
                                przeciezes tu
                                > zahaczyl mnie tylko.
                                > mentalnie.
                                Pamiętliwa... No no. Tzn sugerujesz, że jestem inny w realu, niż na
                                forum? Eeee. Osoby się może i zmieniają, ale ja tam różnicy nie
                                widzę.
                                • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodzien 22.04.10, 17:14
                                  owszem wiem, ze nie widzisz.
                                  i przeciez nie zastanawiam sie za Ciebie czemu Cie to nie nudzi tak wciaz ze
                                  soba popisywac, w roznych wersjach.
                                  • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodzien 22.04.10, 17:20
                                    kalllka napisała:

                                    > owszem wiem, ze nie widzisz.
                                    > i przeciez nie zastanawiam sie za Ciebie czemu Cie to nie nudzi
                                    tak wciaz ze
                                    > soba popisywac, w roznych wersjach.
                                    No JA ze SOBĄ? Eee... nie rozumiem. Moja pierwsza wersja to lukmic,
                                    druga to już po koronacji. Innych nie miałem.
                                    • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodze 22.04.10, 17:34
                                      no wlasnie,ale tak to sie chyba dzieje w przypadku magicznego myslenia, ktore jak zauwazylam z zyczliwoscia wyznajesz.
                                      jednakze,choc Twoj,jest to watek z pobocznej osnowy.
                                      wracajac do mysli flirtujacej
                                      mozliwym zatem, ze nie trudnym majac do dyspozycji pokoronacyjne jablko, i berlo rozmawiac tak ze soba jak i w drugiej osobie.
                                      wiec
                                      Wam wydaje sie i nadal takie ujecie rzeczy?
                                      • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodze 22.04.10, 17:42
                                        kalllka napisała:

                                        > no wlasnie,ale tak to sie chyba dzieje w przypadku magicznego
                                        myslenia, ktore
                                        > jak zauwazylam z zyczliwoscia wyznajesz.
                                        > jednakze,choc Twoj,jest to watek z pobocznej osnowy.
                                        > wracajac do mysli flirtujacej
                                        > mozliwym zatem, ze nie trudnym majac do dyspozycji pokoronacyjne
                                        jablko, i berl
                                        > o rozmawiac tak ze soba jak i w drugiej osobie.
                                        > wiec
                                        > Wam wydaje sie i nadal takie ujecie rzeczy?
                                        Bycie magiem to nie to samo co uzależnienie od TABU magicznego.
                                        Ale... zapomnij o swej wyuczonej niechęci do okultyzmu, i sama
                                        uczciwie oceń, co jest lepsze.
                                        • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodze 22.04.10, 17:59
                                          nie dyskutuje z Wami o wartosciach
                                          dyskutuje o kryteriach stosowanych w wyznawaniu wartosci.
                                          nie oceniam dlatego,ze moglabym- bo mam prawo; nie oceniam bo nie trzeba.
                                          • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodze 22.04.10, 18:00
                                            kalllka napisała:

                                            > nie dyskutuje z Wami o wartosciach
                                            > dyskutuje o kryteriach stosowanych w wyznawaniu wartosci.
                                            > nie oceniam dlatego,ze moglabym- bo mam prawo; nie oceniam bo nie
                                            trzeba.
                                            W porzo. A tymczasem ja kończę swoją wizyte.
                                        • kalllka Re: staram i potrafię pomóc 22.04.10, 18:02
                                          lecz teraz -wychodze
                                          :)
                                          • avgust Re: staram i potrafię pomóc 23.04.10, 13:09
                                            kalllka napisała:

                                            > lecz teraz -wychodze
                                            > :)
                                            Ale już jestem.
                              • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc- przechodzien 22.04.10, 17:10
                                Poza tym nie wiem, czy zauważyłaś, ale właśnie ze mną
                                flirtujesz.;=DDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
    • paco_lopez Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 13:28
      jak czytam cztery piersze linijki , to juz widze ten dom wariatów.
      popjajcie na wieczór. niemowlak niedługo wyjdzie z pieluch.
      • teraz2201 Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 13:59
        Dziękuję wszystkim za błyskawiczna reakcję.
        Widzę, że jeszcze kilka uzupełnień potrzeba.
        Napisałem że "prawie" nic nie musi robić a nie, że nie robi. Znakomicie gotuje -
        po prostu w tym się zmieniamy. Inne domowe pracki również dzielimy.
        Co do pracy - nie dopisałem że pracuje normalnie - najmłodszą opiekują się na
        zmianę nasze mamy, a starsze chodzą do przedszkola.
        Nie wiem o co chodzi "paco_lopez" - popijacie na wieczór. niemowlak niedługo
        wyjdzie z pieluch
        W życiu też nie napisałbym, że ma za dobrze i się jej w głowie przewraca.
        Naprawdę mamy co robić przy dzieciach i domu.
        W skrajność wielbienia jej urody też nie popadam - bo i tak by nie uwierzyła -
        mi nie przeszkadza, że figura po ciążach nie wróciła do stanu wyjściowego, ale
        ona ma z tym problem.
        Dzieci chodzą spać dość szybko i wtedy faktycznie odpoczywamy - jednak to
        niewiele. Weekendy tez staramy się zawsze jakoś urozmaicić - spacerem czy kinem,
        albo wyjazdem do rodziny.
        Mam nawet wrażenie, że to co napisał/a "to.niemożliwe" - 'Pewne tradycje i
        reguły domowe cementują związek' akurat powoduje raczej frustracje i zwiększenie
        nudy w związku.
        Najbardziej chyba szukałbym odpowiedzi w jaki sposób zwiększyć swoją wylewność.
        Nie jestem zimnym draniem, ale sformułowanie"zimny wychów" pewnie było bliskie
        temu co miałem w domu rodzinnym i pewnie jakieś wzorce w podświadomości zostały.
        I tak już wiem, że szukanie bliskości, przytulanie, całowanie to całkiem nowy ja
        w porównaniu z tym sprzed kilku lat. Chyba tylko za wolno ta moja ewolucja
        uczuciowa postępuje.
        • to.niemozliwe Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:14
          > I tak już wiem, że szukanie bliskości, przytulanie, całowanie to
          > całkiem nowy ja w porównaniu z tym sprzed kilku lat. Chyba tylko
          > za wolno ta moja ewolucja uczuciowa postępuje.

          Jeśli czujesz, że tego trzeba wiecej, to idź w tym kierunku. Sam
          widzisz jaka jest reakcja na to, co robisz i jak się zachowujesz.
          Dla kobiet o wiele bardziej dla nas kluczowa jest potrzeba "bycia"
          razem. Tak, jakby stan był ważniejszy niż treść komunikacji.
          Co do rytuałów, to akurat wspólna kawa mi się sprawdza w domu, bo
          jest to okazja do porozmawiania w spokoju, bez TV, dziecka
          przeszkadzajacego nad głową. Jest to intymność. Zaproponowałem, bo
          pomyślałem, że Twojej żonie brakuje tak rozumianej intymności z
          Tobą. Owej interakcji osobistej. I nie trzeba jej mylić z czułością,
          czy nawet dotykiem. Tu chodzi o poczucie autentycznej wspólnoty.
          Ale, jeżeli masz wrażenie, że możesz powierzchownie budzić wrażenie
          zdystansowanego, to rób to, co napisałeś. :)
        • to.niemozliwe A tak, przy okazji...:) 22.04.10, 14:24
          to prof Miodek objaśnia, że etymologia słowa kochać w języku polskim
          wzięła się z określenia na dotykanie z czułością :)
        • kalllka Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 14:34
          mysle ze,
          nalozyly sie problemy rozwodowe z tymi domowymi.to bardzo dziwny czas dla kobiety. a w polaczeniu starych nie kompletnych juz emocjonalnie przyzwyczajen-etykietek z nowym zyciem to czas zupelnie niemozliwy do przejscia bez ran.
          tak,dosc to trudny czas budowania czegos na starych przeciez fundamentach. ale mysle ze bardzo tworczy.no i czas spelnien tego co sie obiecalo,, mowiac filozoficznie i bardzo zyciowo.
          jak sie tak przyjrzysz jeszcze raz temu cos napisal to sam dostrzezesz co Ciebie tak naprawde uwiera.
          uwazasz sie jakos za niewystarczajaco dobrego, dowcipnego wyrazacza uczuc.
          no a gdybys tak bez wina i poczuciu winy, zwyczajnie zapytal( w kuchniu z tluczkiem do miesa w reku:)
          Kochasz ze mnie...
          to jak sadzisz,co pomysli i jak sie zachowa w odpowiedzi?



          ps
          nie wiem dlaczego uwaza sie -poddajac w watpliwosc- dowod w cyckach, ze kobiety i mezczyzni to nie ten sam gatunek
          • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:08
            kalllka napisała:

            > mysle ze,
            > nalozyly sie problemy rozwodowe z tymi domowymi.to bardzo dziwny
            czas dla kobie
            > ty. a w polaczeniu starych nie kompletnych juz emocjonalnie
            przyzwyczajen-etyk
            > ietek z nowym zyciem to czas zupelnie niemozliwy do przejscia bez
            ran.
            > tak,dosc to trudny czas budowania czegos na starych przeciez
            fundamentach. ale
            > mysle ze bardzo tworczy.no i czas spelnien tego co sie obiecalo,,
            mowiac filoz
            > oficznie i bardzo zyciowo.
            > jak sie tak przyjrzysz jeszcze raz temu cos napisal to sam
            dostrzezesz co Ciebi
            > e tak naprawde uwiera.
            > uwazasz sie jakos za niewystarczajaco dobrego, dowcipnego
            wyrazacza uczuc.
            > no a gdybys tak bez wina i poczuciu winy, zwyczajnie zapytal( w
            kuchniu z tluc
            > zkiem do miesa w reku:)
            > Kochasz ze mnie...
            > to jak sadzisz,co pomysli i jak sie zachowa w odpowiedzi?
            >
            >
            >
            > ps
            > nie wiem dlaczego uwaza sie -poddajac w watpliwosc- dowod w
            cyckach, ze kobiety
            > i mezczyzni to nie ten sam gatunek
            I muszę przyznać z wielką niechęcią, że właśnie o to chodzi. Ale i
            bez dowodu w cyckach kobiety i mężczyźni niestety albo stety różnić
            się będą. ;=)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
        • avgust Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 15:04
          teraz2201 napisał:

          > Dziękuję wszystkim za błyskawiczna reakcję.
          > Widzę, że jeszcze kilka uzupełnień potrzeba.
          > Napisałem że "prawie" nic nie musi robić a nie, że nie robi.
          Znakomicie gotuje
          > -
          > po prostu w tym się zmieniamy. Inne domowe pracki również dzielimy.
          > Co do pracy - nie dopisałem że pracuje normalnie - najmłodszą
          opiekują się na
          > zmianę nasze mamy, a starsze chodzą do przedszkola.
          > Nie wiem o co chodzi "paco_lopez" - popijacie na wieczór.
          niemowlak niedługo
          > wyjdzie z pieluch
          > W życiu też nie napisałbym, że ma za dobrze i się jej w głowie
          przewraca.
          > Naprawdę mamy co robić przy dzieciach i domu.
          > W skrajność wielbienia jej urody też nie popadam - bo i tak by nie
          uwierzyła -
          > mi nie przeszkadza, że figura po ciążach nie wróciła do stanu
          wyjściowego, ale
          > ona ma z tym problem.
          > Dzieci chodzą spać dość szybko i wtedy faktycznie odpoczywamy -
          jednak to
          > niewiele. Weekendy tez staramy się zawsze jakoś urozmaicić -
          spacerem czy kinem
          > ,
          > albo wyjazdem do rodziny.
          > Mam nawet wrażenie, że to co napisał/a "to.niemożliwe" - 'Pewne
          tradycje i
          > reguły domowe cementują związek' akurat powoduje raczej frustracje
          i zwiększeni
          > e
          > nudy w związku.
          > Najbardziej chyba szukałbym odpowiedzi w jaki sposób zwiększyć
          swoją wylewność.
          > Nie jestem zimnym draniem, ale sformułowanie"zimny wychów" pewnie
          było bliskie
          > temu co miałem w domu rodzinnym i pewnie jakieś wzorce w
          podświadomości zostały
          > .
          > I tak już wiem, że szukanie bliskości, przytulanie, całowanie to
          całkiem nowy j
          > a
          > w porównaniu z tym sprzed kilku lat. Chyba tylko za wolno ta moja
          ewolucja
          > uczuciowa postępuje.
          Czyli generalnie uważam, że w tym Twoim "staraniu się" może brakować
          naturalności. Jeśli mówisz, że miałeś zimny wychów, to może jest
          tak, że rzeczywiście trochę za bardzo się starasz. Na podstawie
          tego, co piszesz, można określić dość klasyczny syndrom nudy
          spowodowany brakiem jakiegoś wspólnego konstruktywnego i
          spontanicznego zajęcia. Jeśli czynności takie jak gotowanie weszły
          już w skład ogólnej rutyny, to ich istnienie lub brak, niewiele
          wnosi do związku.
    • o_witch Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:06
      Staram się być jej pomocny w czym tylko się da - z domowych
      obowiązków prawie
      nie musi robić nic
      ......
      Jednak ktoś kto czyta pomiędzy wierszami wyczyta też i inną treść.
      Zupełnie inną niż chcesz przekazać.
      Widzę faceta umęczonego związkiem z kobietą albo mało dojrzałą albo
      już zwyczajnie nie kochającą.

      Jeżeli chodzi o domowe prace to są one obowiazkiem wspólnym rodziny.
      Możliwe że problem jest znacznie poważniejszy i nazleżałoby poszukać
      profesjonalnej pomocy.
      • to.niemozliwe Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:11
        Może i tak być, że ona już wie, że to totalna pomyłka i nie ma
        znaczenia, czy on stanie na rzęsach, czy bedzie supermiły, to
        jeśli "to nie jest to, co wydawało sie, że będzie", to nic nie
        pomoże.
        • o_witch Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:15
          tego typu watki maja to do siebie,ze latwo je przedyskutowac, piszac
          na oko. Nalezaloby ludzi najpierw i spotkac i poznac, aby wczuc sie
          w ich psychike.
          Moze ten gosc jest bardzo okej, ale co to da, gdy kobieta chce miec
          w domu prawdziwego 'samca alfa'? :-)
          • to.niemozliwe Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:29
            Oczywiście, że nie wiele wiadomo, ona może być przemęczona, źle się
            odżywiać, nie uprawiać sportów w sensie regeneracji organizmu. Tylko
            praca-dom-dzieci-praca i tak w kółko. Zresztą coś na ten temat autor
            wątku wspomniał, że tak ich dni wyglądają. Nie jestem pewien, czy
            kobiety aż tak bardzo chca samca alfa (jako kogoś, kto skupia w
            sobie symboliczne 100% wszystkich najbardziej "męskich" cech).
            Często chodzi o to, żeby był sensownym gościem :).
          • teraz2201 Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:35
            Jak napisałem w wątku startowym nie spodziewam się recepty na dalsze życie, a
            może kilku porad.
            Czy jestem ok - nie lubię i nie umiem określać swoich cech charakteru - ale
            zdaję sobie sprawę, że nie jestem bez wad.
            Być może właśnie stopniowe przeistoczenie się przeze mnie w całkowitego "samca
            alfa" będzie lekarstwem? Nie raz podejrzewam, że ona potrzebuje takiego
            całkowitego odwrócenia tego co było w jej poprzednim małżeństwie - gdzie sama
            spełniać musiała rolę "samicy" alfa. Kilka razy dała sygnał, że chciała by się
            poczuć jak mała dziewczynka - wydawało mi się, że tak robię i tak ją traktuje -
            ale po czasie okazywało się, że nie do końca
            • to.niemozliwe Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:38
              Za Babą, Brachu nie nadążysz! :D
      • teraz2201 Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:29
        Nie jestem umęczony tym związkiem - kocham ją bardzo.
        Prace domowe paradoksalnie sprawiają mi teraz frajdę - piszę paradoksalnie bo w
        poprzednim związku praktycznie mnie nie interesowały.
        Nie określił bym mojej pani kobietą mało dojrzałą. Bardziej zmęczoną codziennością
        Myśli o tym żeby poszukać profesjonalnej pomocy już wielokrotnie mnie/nas
        nawiedzały - pewnie tym musi się skończyć
        • o_witch Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:38
          Zwiazek zabija powoli monotonia jak tez i stres. Czlowiek musi
          nauczyc sie relaxowac i nie wiem czy to pasujace okreslenie
          ale 'odbijac' stres.
          Musisz wiedziec i wczuc sie w te sytuacje z nia od srodka oraz
          zrozumiec co jest za parawanem. Z obserwacji wiem,ze 3 dzieci, to
          duzo dzieci. Podziwiam ludzi, ktorzy potrafia dac rade tak ciezkim
          obowiazkom jakie jednak psychicznie cisna w dol, jakim wychowanie
          malych dzieci.
          Poradnia moze byc dobra, bo tam mozna wywentylowac poprzez osobe
          trzecia, to co tamuje energie, w takim zwiazku. Nauczyc rozmowy i
          szukac drog powrotu.

          A mowiac i innym jezykiem np. seks, dobry seks to fajna gratka, po
          takim duzo spraw staje sie malymi i bez znaczenia:=)
          Pa!
          • teraz2201 Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:42
            wiemy, że seks to fajna gratka - ale też nie wszystko rozwiązuje - dlatego w
            tym temacie niczego złego nie napiszę
            • avgust Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:48
              teraz2201 napisał:

              > wiemy, że seks to fajna gratka - ale też nie wszystko rozwiązuje -
              dlatego w
              > tym temacie niczego złego nie napiszę
              Nie przesadzałbym z tym samcem alfa. Wydaje mi się, że bycie sobą w
              całkiem naturalny sposób wystarczy, o ile kobieta nie tworzy sobie
              innych, pobocznych problemów.
        • kalllka Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:49
          bracie teraz5
          jakies fanaberie pomocowe wymyslasz.
          znasz jakiegos bardziej- bardziejszego profesjonalnego_ profesjonaliste waszego zwiazku-od Was samych?

          zmeczeni jestescie ot i tyle.przydalby sie wam odpoczynek moze pomyslcie o jakich krotkich ale intensywnie wakacjowych wakacjach?
          • teraz2201 Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 15:56
            Zmęczenie - na pewno - i to też chodzi po głowie od jakiegoś czasu zeby znaleźć
            odskocznię - w ten sposób chyba właśnie odzywa sie "bardziej-bardziejszy
            profesjonalny-profesjonalista" naszego związku. Tylko w tym momencie odzywa się
            jednocześnie w głowie ludek, który mówi, ze najmłodsza jest jeszcze za mała żeby
            ją zostawiać na dłużej bez mamy i taty.
            Na pewno pomogły mi wszystkie wpisy - a może samo moje wylanie tych wszystkich
            myśli, których nie skrytykowaliście masakrycznie ;)
            Niby się o tym wszystkim wie, niby wiem ze rutyna, codzienność zabija - a potem
            ta rutyna wygrywa bo gdzieś pokazuje się "leniuch" albo odłożenie czegoś na później.
            Na pewno nie zostawię naszej sprawy samej sobie.
            • wentyl77 Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 17:01
              Twoja partnerka jest neurotyczką, tj. cierpi na ustawiczne poczucie winy,
              nieuzasadniony lęk i kompleksy odziedziczone po mamusi. Głównym powodem dla
              którego jest z tobą, to właśnie rozładowywanie swych kompleksów na niewinnej
              ofierze, którą musiałeś być ty - ponieważ nieświadomie jesteś typem ofiary.
              Ludzie neurotyczni mają skłonność do łączenia się z innymi neurotykami, i w ten
              sposób powstają pary uzupełniających się kompleksów.

              Czy zwróciłeś uwagę, że przejąłeś jej poczucie winy - przejąłeś, ponieważ
              właśnie jesteś typem nieświadomej ofiary. Świadczy o tym ten fragment:

              "Twierdzi, że teraz lepiej to znosi jak jestem na dystans i żeby tak zostało
              jeśli nie potrafię jej pomóc. mimo, że się staram traktować ja najlepiej jak
              potrafię, bolą mnie zarzuty, że "nie traktuję jej jak kobiety i chciałbym żeby
              była supermenką". "

              Dalej - nie rozumiem, dlaczego chcesz się zmieniać. Albo ona jest z tobą
              dlatego, jaki jesteś, albo niech wyp... Musisz zrozumieć, że oskarżenia,
              wzbudzanie poczucia winy to jej forma agresji i nienawiści, która nie bierze się
              z twoich błędów (wybij to sobie z głowy!) tylko z jej niezaleczonych kompleksów.

              "Bardzo chcę jej pomóc i nie chcę tego tak zostawiać - ale nie umiem nagle się
              zmienić i stać się wylewnym facetem. Zdaję sobie sprawę, że jest dość twardy -
              nigdy nie uskarżam się że coś trzeba zrobić, że coś mnie boli, że coś mi się
              nie udało."

              Skoro jesteś twardy, to dlaczego nie w stosunku do niej? Ten niesprawiedliwy
              układ, w którym ona ma prawo narzekać, a ty jesteś tylko "twardym" facetem,
              który ma być tarczą do jej rzutek, prędzej czy później doprowadzi do twego
              wygnania emocjonalnego (już widać tego zapowiedź po tym, jaki jesteś wycofany,
              uległy i służalczy). Jesteś wychowany na ofiarę i jeśli niczego nie zmienisz w
              swoich emocjach (ukrywanie bólu i uczuć nie świadczy o twardości!), to tak samo
              wychowasz swoje dzieci.

              Nie licz, że możesz pomóc jej opieką, wyrozumiałością, empatią - ona szuka tylko
              faceta, na którym może wyżywać swoją ukrytą nienawiść do mężczyzn (podejrzewam,
              że najpewniej odziedziczoną po mamie). Tak więc tylko w długotrwałej terapii
              widzę szansę poprawy.

              Polecam książkę "Neurotyczna osobowość naszych czasów" Karen Horney - być może
              wśród opisanych typów znajdziesz jeden bardzo pasujący do twej kobiety.
              • o_witch Re: Piszesz bardzo delikatnie... 22.04.10, 19:11
                Tu jest właśnie ten moment pułapki, w który dosc łatwo wpaść,
                czytając ten wątek. Autor tak subtelnie pokazuje obraz neurotycznej
                kobiety. On robi, on sie stara, nie jest doceniany, co ta baba chce
                od niego? Z kazdym nastepnym wersetem ta subtelna agresja rosnie w
                nim. Gdzies ja trzeba rozladowac.
                Trudno te sprawe ocenic, nie znajac historii z drugiej strony tzn z
                opwiadania partnerki.
    • greengrey Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 22.04.10, 17:57

      nie da sie ukryć, że brakuje mi bardzo "jej historii"

      fajnie, że piszesz jak ona postrzega swoje i wasze zycie, jednak
      trudno trochę wyłowić co jest jej kluczowym problem, co jest
      pierwotne, a co wtórne

      z Twojego opisu wyłania sie obraz- Ciebie, który stara sie bardzo,
      nawet, powiedziałabym, za bardzo, by w domu wszystko grało, by żonie
      pomóc, umilić jej życie, nieba uchylic i jeszcze starasz się ją
      rozbawić. I nawet jak wszystko, co tylko możesz- zrobisz, i tak nie
      osiągasz zamierzonego efektu -zadowolenia żony, jej dobrego
      samopoczucia

      rozumiem jej przemeczenie, kierat, szarość życia -dzień za dniem
      taki sam. Niektórzy z tego powodu wpadają w depresję, sądząc
      mylnie!, że życie tak już zawsze będzie wyglądać. Rozumiem stresy
      związane z rozwodem, choć mając przy sobie kochanego i kochającego
      partnera - rozwód łatwiej przejść

      ale niepokoi mnie inny fakt- Twoja żona obarcza CIEBIE za swoje złe
      samopoczucie. Nie to, że życie obecnie cięższe, dzieci małe i
      wymagają non-stop pracy i wyrwać sie do Egiptu nie ma jak.
      Moglibyście przecież razem ciągnąć ten wózek, wspierając się
      wzajemnie, byłoby wam łatwiej - ale tak nie jest. Ty ją wspierasz-
      ona się - dystansuje.

      a jak już w domu wszystko zrobisz, to i tak jesteś jak ten zając
      znowu bez czapki, bo nie potrafisz jej pocieszyć i rozweselić.

      trudno powiedzieć, czy to depresja, którą trzeba leczyć, czy tylko
      przemęczenie chwilowe, czy życie z Toba nie wygląda tak jak sobie
      wyobrażała.

      ale, za nia zycia nie przeżyjesz, nie jesteś też od tego, żeby
      stawac przed żoną na rzęsach starając sie o każdy jej uśmiech, i z
      niepokojem myśleć- jaki dziś będzie miała dzień?

      zrób krok do tyłu, nie nadskakuj tak bardzo żonie- w domu bądź jaki
      jesteś, ale choćbyś nie wiem jak chciał- żony nie uczynisz
      szczęśliwszą. Ona sama musi dowiedzieć się czego chce, sama musi
      zadziałać, żeby poczuć się lepiej. nie prawdą jest to, że nie
      potrafisz o niej myśleć, pożałować, pomóc. Ty robisz wiele. To ona
      ma problem- nie Ty.

      I musi dojść do swoich wniosków co ma z tym zrobić.


      • teraz2201 Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 23.04.10, 09:42
        Pewnie jeszcze znaczącym uzupełnieniem będzie kolejna dziedzina w której mamy
        nieco rozbieżne poglądy. Kwestia wychowania dzieci. Nie podoba mi się, że sama
        nie dochowuje postanowień jakie podejmuje wobec dzieci - nie ma u niej konsekwencji.
        Z nią dzieci mogą zrobić co chcą - ustępuje im na każdym kroku, mam wrażenie że
        boi im się sprzeciwić, byle tylko nie zamarudziły. Kilka razy też udało mi się z
        niej wyciągnąć, że ma wobec dzieci poczucie winy, że na codzień nie mają
        kontaktu z biologicznym tatą, że im to odebrała.
        Moje podejście do wychowania dzieci jest inne, bardziej konsekwentne. Oczywiście
        mam w tym momencie zarzut, że jestem wobec nich zimny, że nie mogą mieć
        szczęśliwego dzieciństwa, bo czegoś tam im zabraniam albo egzekwuję. Tu znów na
        przeciwnym biegunie pojawia się biologiczny tata, który dla nich jest miły,
        wylewny, wygłupiający się itd.
        Ciągnąca się sprawa rozwodowa, z upartym eksem, wyciągającym brudy, "robiącym"
        pod górkę, przedłużającym sprawy w sadzie, też ma duże znaczenie jak
        napisaliście i sam to wiem.
        Pewnie też sporo jest prawdy w tym co napisała "greengrey", że inaczej
        wyobrażała sobie nasze życie - miało być łatwiej. A teraz uważa, że może jest
        lepiej finansowo, ale trudniej psychicznie.

        Praca zawodowa też jej nie rozpieszcza, bo szefowa "miała nadzieję", że nie
        wróci do pracy i pójdzie na urlop wychowawczy, a teraz wróciła i daje sobie
        radę, a szefowa nie może zabłysnąć przed dyrekcją, że w ramach kryzysu
        zaoszczędziła jeden etat. niestety ciągle daje jej to odczuć, że zamieszała jej
        w szykach swoim szybkim powrotem do pracy.

        Z tego wszystkiego jak widzicie dużo jest problemów z jakimi się styka -
        pojedynczo są do przeskoczenia - ale razem powodują, że nawarstwiło się ich zbyt
        wiele i tu leży sedno nastroju mojej pani.
        Wiem, że na pewno brak "jej wersji" wydarzeń, że to by bardziej rozjaśniło
        sprawę, że tylko moja wersja obarczona jest subiektywizmem. staram się być
        obiektywny, staram się rozwiązać co się da - jednak zdałem sobie sprawę, że sam
        tego nie załatwię - z jej strony też musi być chęć zmiany - dlatego moje posty
        tutaj.
        • kobieta_z_polnocy Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 23.04.10, 10:38
          autorze, po pierwsze chcę podkreślić, że bardzo mi się podoba twój sposób
          opisania sytuacji. Starasz się to zrobić w sposób obiektywny, nie robisz ze
          swojej żony niewdzięcznego potwora, starasz się oddać sprawiedliwość obu
          stronom. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, jakie to rzadkie zjawisko na forum ;)

          A teraz do rzeczy.

          1) Z opisu wynika, że twoja żona jest first and foremost niezwykle przemęczona i
          zestresowana. Jesteś facetem w końcu, jeżeli sam tak nie masz, to na pewno wiesz
          dobrze, że wielu mężczyzn również źle znosi stres w pracy i że w takiej sytuacji
          pomoc drugiej strony jest ograniczona, by nie powiedzieć niemożliwa. Nie masz
          tak czasem, że o problemach i lękach nie mówisz, tylko trzymasz je w sobie, bo
          wiesz, że żona/rodzeństwo/inni bliscy nie pomogą? Na pewno nie są ci obce takie
          uczucia. No to teraz wyobraź sobie, że ona czuje się podobnie, z tą jedyną
          różnicą, że o swoich uczuciach mówi. Co ty możesz zrobić? Nie uzdrowisz jej
          sytuacji zawodowej, nie odciążysz więcej w opiece nad dziećmi skoro sam
          pracujesz, ale nie jest to jednak sytuacja bez wyjścia. O tym za chwilę.

          2) Twoja żona mówi ci wprost, czego od ciebie oczekuje (bądź czego nie chce). Ty
          niby to słyszysz i nawet dokładnie przytaczasz jej słowa, ale tak naprawdę ich
          nie rozumiesz i trochę ślizgasz się po powierzchni. Jako kobieta zgodzę się
          poniekąd z to.niemożliwe, kiedy mówi o "tworzeniu poczucia wspólnoty". Ty
          mówisz, że się starasz i ja ci wierzę, ale robisz nie to, czego ona potrzebuje.

          Piszesz o sobie, że jesteś raczej mało wylewny, itd. To by się zgadzało z tym,
          co sobie wyobraziłam o waszych wspólnych rozmowach. Odnoszę wrażenie, że jesteś
          nastawiony na działanie. Na przykład: żona jest przygnębiona, ty starasz się ja
          rozśmieszyć. Ją to wkurza. Ty nie rozumiesz dlaczego. Więc ja ci powiem. Jeżeli
          ja jestem czymś przygnębiona i zaczynam o tym otwarcie mówić, to jest to sygnał,
          że chcę POROZMAWIAĆ (o swoich emocjach, o źródle problemu, itd.). Twoje
          usiłowania rozweselenia są najprawdopodobniej odbierane jako ucieczka od
          problemu. Coś na zasadzie wręczenia lizaka zapłakanemu dziecku. Niech nie
          płacze, niech się wreszcie uśmiechnie, ja będę mieć spokój. Rozumiesz o co mi
          chodzi? Ona nie potrzebuje pocieszenia ani rozweselenia. Ona chce z tobą
          porozmawiać, dlaczego tak się czuje. Twoje zachowanie jest jednak najpewniej
          odbierane właśnie jak próba jak najszybszego zażegnania problemu, po to by móc
          wrócić do swoich zajęć. Oboje widzicie problem, gdzie indziej. Dla niej
          problemem jest sytuacja w życiu, dla ciebie problemem jest zasmucona żona. Dla
          tego ty starasz się rozwiązać nie ten problem co trzeba i to budzi w niej
          wrażenie, że mówi do ciebie jak do ściany (choć tak nie jest), że nie ma w tobie
          oparcia, że jest sama.

          Co robić?
          Przestać myśleć zadaniowo na zasadzie: rozweselić żonę, zapalić świeczki. To
          wszystko jest miłe i fajne, ale nie rozwiąże aż tak poważnego problemu, jaki wy
          macie.
          Zamiast tego: rozmawiać. Nie o dzieciach, nie o obiedzie, lecz o tym, co ona
          czuje. Pokaż jej, że starasz się ją zrozumieć. Zadawaj pytania: dlaczego tak się
          czujesz, zachęcaj do opowiedzenia o swoim dniu, ale przede wszystkim o jej
          emocjach. Więcej nawet, sam prowokuj takie rozmowy. Powiedz jej, że martwisz się
          o jej przemęczenie, zaproponuj rozmowę o innych alternatywach (np. zmiana pracy,
          jeśli to możliwe). Zasugeruj fajny urlop gdzieś we dwoje i spytaj, co ona
          chciałaby zrobić. Bądź przy niej emocjonalnie, nie tylko fizycznie.
          Ona tego właśnie potrzebuje. Silnego męskiego ramienia, na którym może się
          oprzeć (w sensie emocjonalnym). Zresztą sama o tym mówi. Ty się starasz takim
          być, ale brakuje tobie ciepła. Jesteś obecny jedynie fizycznie. Tak jak mówiłam,
          ograniczasz się do ślizgania się po powierzchni: buziak tu, świeczka tam, itd.
          To są bardzo powierzchowne działania, a w zasadzie namiastka działania. Nie
          jesteś otwarty na drugiego człowieka (to znaczy, nie widać tego po tobie). Twoje
          uczucia i myśli są tak głęboko skryte, że dla osoby postronnej wydajesz się
          osobą zimną, obecną jedynie ciałem, zamkniętą, sprawiającą wrażenie
          niezainteresowanej i pragnącą jedynie mieć święty spokój.

          Tak ja to widzę.
          • kasia120378 Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 23.04.10, 11:46
            Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa. Różnimy się emocjonalnie, ale może
            przez te różnice uzupełniamy się.
            Może Kobieta z północy ma rację, jeśli chodzi o ten brak zagłębienia się w problemy.
            Kobieta może odbierać takie zachowanie jakbym powiedziała jako postawę
            lekceważenia problemów. Coś w stylu, acha On mnie rozumie, nie rozumie, bo w
            takiej i takiej sprawie On nie przejmowałby się tym, może nawet nie zawracałby
            sobie tym głowy, ale jestem jeszcze ja…. Co ja znaczę?
            Poza tym jesteście ludzmi z bagażem życiowym tzn byliście już w związkach
            małżeńskich. Jak już kiedyś wspominałam przy okazji innego wątku, często
            problemy a zwłaszcza emocjonalne wracają w kolejnych związkach, mogą być czasem
            podobne zachowania, samopoczucie, że czegoś brakuje. Rozmowy na pewno pomogą,
            musi być otwartość obu stron. Poza tym tak naprawdę to nikt za nas nie zmieni to
            co siedzi w nas w środku, a co nam przeszkadza, ale to może zaprzeczać co
            pisałam ja i poprzedniczka. Nie zaprzecza jednak, ponieważ dobrze jest wiedziec,
            że jest obok ktoś kto chce zrozumieć, wspiera, ale problem tak do końca raczej
            chyba nie może poznać ta druga osoba.
            Czy zona chce być z Tobą? Dobrze gdybyś wiedział czy kocha Cię.
            Na pewno trzeba się starac rozwiązywać rózne problemy żeby czuć wewnętrzny
            spokój, tzn nie czuć ciągle smutku, mieć wyrzuty sumienia, nie można się i
            innych obwiniać za coś. Przy tym zapewnić dzieciom ciepły, rodzinny dom,
            nieważne jak duża jest rodzina. Trzeba starać się wykasować złe wzorce ( że np.
            czegoś nie wolno, że to jest złe, a może tak naprawdę nie krzywdzi nikogo) żeby
            nie przechodziły na kolejne pokolenia.
    • ejdika Re: Mimo starań nie potrafię pomóc mojej kobiecie 23.04.10, 11:40
      oj, skomplikowane to wszystko, ale życie takie właśnie jest, a po rozwodach w
      szczególności


      Gameo
Pełna wersja