preze-sica
22.04.10, 20:15
Najpierw trochę o mnie...Mam i zawsze miałam fajną rodzinę.
Rodzice stawiani za wzór...
Starsi Bracia , dla których byłam nie tylko małolatą, ale również osobą którą trzeba wprowadzić w życie.Dzięki nim poznałam uroki: życia towarzyskiego, małych cwaniactw, pozytywnego nastawienia do ludzi:-).
Przyjaciółka - taka jak siostra, lojalna wspaniała .
Razem studiowałyśmy i przeżyłyśmy najciekawszy towarzysko okres w życiu.
Wreszcie mój mąż...najpierw wielka miłość potem przyjaźń i obustronne przywiązanie.Dzieci ..kochane,mądre, dobre uczące się
Praca - bardzo ciekawa...dająca satysfakcję i możliwości rozwoju , uznanie w środowisku zawodowym,dobrze wynagradzana... .
Szefowie w pracy... wymagający ale sprawiedliwi
Podwładni... w liczbie 120...(kilku lat) zaprzyjaźnieni, o podobnych zainteresowaniach -nie tylko zawodowych
SIELANKA
Ale to już przeszłość - wszystko ostatnio się drastycznie zmieniło 2 lata temu.
Do pracy przyjęłam na wysokie stanowisko kobietę . Zostałam w właściwie do tego zmuszona przez moje szefostwo, które mnie wtedy po raz pierwszy okłamało twierdząc, że osoba ta będzie mi pomocą i podporą w najtrudniejszych sprawach.Okazało się to wierutnym kłamstwem.
Pani ta nie żadnej wiedzy zawodowej. Wytłumaczenie jej czegokolwiek jest prawie niemożliwe, mówi jakąś dziwną gwarą, ucieka z pracy,
kłamie, zmienia moje decyzje...opowiada o mnie jakieś dziwne historie..:-( a ja nie wiem jak się mam bronić.
W dodatku wszystkich współpracowników informuje o bliskich stosunkach jakie łączą je z bardzo wpływowym politykiem słynącym z
apodyktycznych decyzji personalnych.
Czasem czuję się jak by mnie już zwalniała....
Pracownicy działając pod jej wpływem(?)nie są tacy jak kiedyś...
a może mi się tak tylko zdaje.
Przestałam cieszyć się z wykonywania mojego zawodu... mąż nagle przestał współfinansować nasze rodzinne wydatki... i przeszedł na moje utrzymanie!
Nie zwracałam na to żadnej uwagi.. dobrze zarabiam ... a pieniędzy nigdy nam nie brakowało. Gdy kilkakrotnie ( bardzo nieśmiało) zasugerowałam mu że powinien partycypować w kosztach utrzymania Rodziny , spotkałam się z ostrą reakcją... i odmową.
Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej mnie to dziwi bo nawet się nie "poprzytkaliśmy".
Dzieci... kiedyś zawsze pytały w czym mogą mi pomóc, przyjmując pieniądze zawsze okazywały wdzięczność i NIGDY niczego namolnie nie żądały. Teraz kompletna odmiana. Brak kontaktu..."roszczenia finansowe" brak wdzięczności. Ja wiem, że okres studiów to okres wydatków na różne głupoty...:-) i nie mam nic przeciwko temu... tylko ta postawa- NALEŻY NAM SIĘ. nigdy nie myślałam , że się tak będą zachowywać.
Czarę goryczy przelało Szefostwo - które w ostatnich dniach próbowało w wyrafinowany sposób przerzucić na mnie odpowiedzialność za SWOJE zaniedbania.....z trudem się wybroniłam.
Kojarzę fakty...Moje problemy rozpoczęły się od chwili gdy zatrudniłam toksyczną zastępczynię....
To brzmi irracjonalnie wiem...
ale moje wszystkie kłopoty ( w tym co trudno wytłumaczyć i domowe ) zaczęły się od jej przyjścia :-)
PORADŹCIE... jakie są metody przeciwstawiania się..
Przyznam się, że boję się o pracę. Wpływowy przyjaciel tej pani może mi skutecznie zaszkodzić.... ta świadomość mnie rozwala :-(
A i jeszcze jeden szczegół pani używa cuchnących perfum...którymi tuszuje przykre organiczne zapachy jakie jej towarzyszą... nawet jak przejdzie korytarzem ... to po 5 minutach ją identyfikuję..
Od chwili jej zatrudnienia czuję się coraz gorzej psychicznie i ... fizycznie...Nie należę do osób nieśmiałych. Zawsze jasno i konkretnie formułowałam swoje oczekiwania wobec innych.
Teraz tego nie potrafię... dlaczego.... pomóżcie proszę.