wayout
28.04.10, 09:43
Wszystkie problemy opisywane na tym forum (i nie tylko, ale szersze
ujęcie wykraczałoby poza ramy forum) mają jedną, jedyną przyczynę.
Jest nią brak zrozumienia sensu własnego życia, brak rozpoznania
własnej tożsamości. To powoduje i musi powodować następujące skutki.
Jeśli nie wiem kim jestem, to nie znam i nie mogę znać własnej
wartości. Nie wiem wówczas czy moje życie i ja sam mają jakąkolwiek
wartość czy nie. Nikt nie jest w stanie żyć, nie wiedząc tego
(niezależnie od tego co komu może się wydawać; nawet światopogląd
najbardziej cyniczny, odrzucający wszelkie wartości, w istocie żyje
wartościami, bo jest zbudowany tylko i wyłącznie na ich negacji).
Ratunku poszukuje się w tzw. zewnętrznym świecie. Może określę swoją
wartość względem tego co pokazuje świat? Kto jest szanowny, kto jest
uznawany za wartościowego, a kto nie –oto kryterium, które musi
przyjąć każdy kto nie zna siebie. Co widzę na „zewnątrz”? Oto
ludzie zamożni, sławni, mądrzy, piękni, albo posiadający władzę –
wydaje się, że oni są wartościowi i to daje im spełnienie.
Konsekwentnie osoba nie rozumiejąca siebie, zaczyna określać samą
siebie w odniesieniu do zaobserwowanych w świecie kryteriów. Nie mam
władzy, ale może skończę studia i to da mi mądrość i pozycję
społeczną. Będę czuł się wartościowy. Nie jestem mądry, ale może
wygram konkurs mister uniwersum, i tak odnajdę i rozpoznam własną
wartość. Może nie jestem wykształcony, ani piękny, ale gdy
przystąpię do gangu, będą się mnie bać, będę kimś. Ci którzy nie
wiedzą kim są, a równocześnie nie spełniają kryteriów określanych
przez świat, na ogół czują się mało wartościowi, czy bezwartościowi.
Co powoduje taki sposób poszukiwania własnej wartości i tożsamości?
Konieczność nieustannego wartościowania i porównywania, nieustannego
oceniania i osądzania, dosłownie wszystkiego. Dlatego bogaci nie
zaprzestają wzbogacania się, sławni dbają o swoją sławę, piękni o
piękność. Bo skoro moja wartość zależy od zewnętrznych czynników, to
muszę cały czas obserwować co dzieje się na zewnątrz, bo przecież
wszystko w świecie zmienia się. Indeksy mogą zapikować w dół, i
zostanę biedakiem, czyli nikim, może przyjdą nowi, młodsi,
piękniejsi, zdolniejsi i pójdę w odstawkę, moja sława skończy się,
będę nikim. Może cała moja wiedza zdeaktualizuje się i cała moja
praca badawcza pójdzie na nic, okaże się, że życie poświęciłem
niczemu i nic nie osiągnąłem, będę nikim. Taki rodzaj poszukiwania
własnej wartości nie daje więc żadnej szansy na spełnienie,
szczęście, na zatrzymanie się. Skoro moja wartość jest relatywna, to
muszę badać czynniki w relacji, do których ta wartość jest
określana, muszę badać ilu innych mnie wyprzedziło, jeśli dużo to
mam średnią wartość, jestem szarakiem, jeśli wszyscy to jestem
nikim, jeśli jestem w czołówce peletonu to jestem kimś. To dzieli
świat na ludzi lepszych i gorszych. I dlatego śmierć jednych stu
osób będzie widziana jako tragedia , ale śmierć tysiąca innych
zostanie ledwie zauważona. I tak bez końca, w kołowrocie bez
wytchnienia. Cały ten proces jest wypychany ze świadomości, bo każdy
kto go zobaczy, musi zacząć szukać gdzie indziej. Bo proces ten jest
zaiste absurdalny, jest szalonym, błędnym kołem. Gdy szukamy w
świecie zewnętrznym, to widzimy ludzi, którzy nie rozumiejąc własnej
wartości, kierowali się kryteriami oferowanymi przez świat. U kogo
więc szukamy? U tych co nie wiedzą! Uczymy się od tych, którzy sami
niczego się nie nauczyli. Jest to samonapędzający się mechanizm.
Perpetuum mobile szaleństwa. Ci, którzy osiągnęli cel, stali się
sławni, bogaci, dostali nobla, etc., nadal nie wiedzą jaka jest ich
wartość, ale bardzo chcą wierzyć, że to, że ich twarz jest
rozpoznawana przez innych stanowi o sensie ich życia, o jego
sukcesie, to samo dotyczy tych, którzy oglądają wydruki z atramentem
uformowanym w szeregi długich cyfr, zakończonych skrótem waluty,
albo tych na których pożądliwie spoglądają inne osoby. By w to
wierzyć muszą propagować kryteria, według których odnieśli sukces.
Muszą propagować znaczenie sławy, pieniędzy, bogactwa, władzy,
piękności, wiedzy (tej, która nic nie wyjaśnia, a taka jest niemal
cała wiedza zgromadzona przez ludzkość). I propagują. Są
na „szczycie”, więc mogą sprawić by dominujące były propagowane
przez nich kryteria. Na różnych poziomach, w różny sposób, często
bardzo subtelnie. Co istotne nadal sami nie są świadomi, bo nie
chcą, mechanizmów według których działają. Każdy człowiek, dosłownie
każdy ma całą litanię racjonalizacji, na poparcie swojej postawy,
swoich działań. Ale wciąż, non stop, rozlega się wzdłuż i wszerz
świata pytanie: co jestem wart? Zadawane w nieskończonych formach,
które jednak nic nie zmieniają w jego treści. I rozlegają się
wzdłuż i wszerz całego świata odpowiedzi, które tylko maskują
niepewność, które tylko maskują brak rozpoznania własnej wartości,
własnej tożsamości. I problem ten jest zawsze nierozpoznany.
Niektórzy piszą, znam trzy języki, kończę dobre studia, mam
przyjaciół i dobrego chłopaka, ale w relacjach z innymi jestem taka
niepewna. Tak, bo nie języki, nie liczba przyjaciół, nie studia
decydują o tym jaka jest nasza wartość. Gdy szukamy jej według
kryteriów świata nigdy jej nie dostrzeżemy. Bo świat nigdy nie
spoczął i nie powiedział: oto Twój cel, gdy go osiągniesz będziesz
szczęśliwa/y. Nigdy. I nigdy tak nie powie. Szukanie własnej
wartości w oparciu o kryteria świata jest szukaniem tam gdzie nie
można znaleźć. Jest więc szukaniem skazanym na porażkę, skazanym na
frustrację, na niespełnienie. Dowodem jest także postawa ogromnej
większości starszych osób, nawet jeśli ich życie było dobre,
odnieśli sukces w jakiejkolwiek dziedzinie, to w ich aktualnej
sytuacji, sytuacji starości, tej wartości już nie ma. Oni patrzą na
siebie w kategoriach przeszłości. I nawet jeśli uważają się za
wartościowych, to ta wartość leży w przeszłości, a więc w tym czego
już nie ma. Nic nie pokazuje im, że ich wartość jest teraz, że
odnaleźli własną wartość i ją mają. Nie, ona leży w minionym. Więc
gdzie jest teraz? Nie ma jej. Dlatego często bywają sfrustrowani i
smutni. Bo coś osiągnąłem, coś było, ale tego już nie ma, to minęło,
zostałem z pustymi rękoma. I dlatego żyją przeszłością, i dlatego
przeszłość jest tak żywa w ich wspomnieniach, a teraźniejszość ledwo
zauważana. Nie szukajcie tam gdzie znaleźć nie można. Wiecie gdzie
szukać, a tym którzy udają, że nie wiedzą może podpowiem przy innej
okazji.