Też tak macie...?

29.04.10, 19:27
W skrócie…

Jako 20 latek pewnego lata zakochałem się? Zauroczyłem? (sam nie wiem) w pewnej koleżance ze studiów… Nazwę ją KAROLINA
Coraz częściej do siebie pisaliśmy, przejąłem inicjatywę (jak nigdy) i rozkochałem ją w sobie. . .
Niestety tak szybko się skończyły te przysłowiowe świerszcze, czy inne motyle , latające w brzuchu… ale u mnie, u niej nie, wręcz przeciwnie dopiero się wszystko zaczynało .
Potem ciężkie dni i sama się domyśliła…
Wszystko co wyżej opisałem to zakładam dość klasyczna sytuacja w kontaktach między kobietą i mężczyzną.

Dziś jesteśmy na 4 roku studiów, utrzymujemy normalny kontakt ze sobą.

Ale do rzeczy…

od zakończenia naszej WSPÓLNEJ „miłości” do dnia dzisiejszego, czyli jakieś 3 lata, nie potrafię zapomnieć… czuję wielką odpowiedzialność za to, że tamtego lata dałem jej nadzieje, na związek… że zakochała się we mnie. Tym bardziej, że Ona chciałaby mieć męża i normalną rodzinę. Chyba nie ma dnia żeby o tym nie myśleć…
Będąc na imprezach też czuje balast jakiś… jak rozmawiam z jakimiś dziewczynami czuje się jakbym zdradzał Karolinę.
Jak zdarza mi się być gdzieś w ciekawym miejscu, to żałuje, że jej nie ma, choć nie kocham jej, nie czuje żadnego pociągu..
Czasem kupię jej tak bez okazji jakaś czekoladę, czy dam jej jakiś gadżet..
Często oferuję swoją pomoc Karolinie, rożnego rodzaju np. przemeblowanie pokoju.
Moje pytanie brzmi – czy to normalne, że tak się przejmuje, że czuję taką odpowiedzialność? Czy macie podobne odczucia wobec swoich dawnych partnerek/partnerów?
Chciałbym, bardzo bym chciał żeby znalazła sobie jakiegoś chłopaka z którym będzie szczęśliwa. Pewnie byłoby mi lżej – powiecie, że egoistyczne, ale Ona też byłaby szczęśliwa.
    • katinka6 Re: Też tak macie...? 29.04.10, 20:14
      Tak zdarzylo sie nam. Tyle tylko, ze facet nie moze zrozumiec, ze zly
      nastroj nie wynika z tego, ze serce krwawi po nim, tylko Z ZUOPELNIE
      INNEGO POWODU. Bo sie do niego, tak naprawde, poza odrobina sympatii nigdy
      niczego nie czulo! A bywanie we wspolnych miejscach, nie wynika z checi
      spotkania go, ale z ciekawosci powodowanej czym innym. No i co zrobic z
      takim egzemplarzem?

    • maureen2 Re: Też tak macie...? 29.04.10, 21:09
      nie wiem,nie pamiętam już

      he,he
    • dzanky Re: Też tak macie...? 29.04.10, 23:25
      wyglada na to ze masz wciaz poczucie winy za rozstanie. To niezdrowa relacja i
      lepiej dla Ciebie byloby sie calkiem wycofac i urwac kontakt. Ale rozumiem
      wspolne studia wiec nie jest to chyba mozliwe.
      Ta relacja bardziej przypomina jakas odpowiedzialnosc, toksyczna zaleznosc niz
      milosc. Cos w stylu dziecko-matka, gdzie Ty jestes dzieckiem i nie potrafisz
      odrzucic milosci matki...
      • blackjackdaniels Re: Też tak macie...? 29.04.10, 23:40
        dzięki:)
        • kalllka Re: Też tak macie...? 29.04.10, 23:52
          o no prosze tu tez rozpijasz towarzystwo. ze tez gw jeszcze nie przegladnela
          archiwow i nie odlepila ci etykietki na amen.
          :)
          pap
    • sabinac-0 Re: Też tak macie...? 30.04.10, 00:07
      Jesli dziewczyna cos do Ciebie czuje a Ty do niej nie, nie utrzymuj z nia na
      sile kontaktow, nie dawaj gadzetow czy czekoladek, nie oferuj pomocy. Owe awanse
      moga byc przez nia falszywie zinterpretowane.
      Lepiej oddalic sie od niej i nie robic jej zludnych nadziei. Dopoki ona sie nie
      przekona jednoznacznie, ze Twoje uczucie bezpowrotnie zniklo, nie bedzie w
      stanie otworzyc sie na nowa milosc.

      I jeszcze jedno - jesli zauwazysz, ze sie z kims spotyka, odsun sie od niej jak
      najdalej i pozwol jej o sobie zapomniec.
      Inaczej bedziesz jak MrBig z "Seksu w wielkim miescie" (serialu, nie ksiazki).
      MrBig odrzucal uczucie Carrie gdy ta sie w nim kochala, ale za kazdym razem gdy
      probowala ukladac sobie zycie z kims innym, tak dlugo zadreczal ja telefonami,
      "przypadkowymi" spotkaniami, wyciaganiem na zwierzenia itp. az rozwalil jej
      zwiazek. Wtedy Carrie wracala do niego a on znow ja odrzucal.
      • annarchia Re: Też tak macie...? 30.04.10, 10:55
        sabinac-0 napisała:

        > MrBig odrzucal uczucie Carrie gdy ta sie w nim kochala, ale za kazdym razem gdy
        > probowala ukladac sobie zycie z kims innym, tak dlugo zadreczal ja telefonami,
        > "przypadkowymi" spotkaniami, wyciaganiem na zwierzenia itp. az rozwalil jej
        > zwiazek. Wtedy Carrie wracala do niego a on znow ja odrzucal.

        Mr Big był chyba borderline'm ;)
        • sabinac-0 Re: Też tak macie...? 30.04.10, 12:51
          annarchia napisała:

          > Mr Big był chyba borderline'm ;)

          Raczej psem ogrodnika.

          Staram sie unikac stawiania diagnoz kazdemu padalcowi ktory krzywdzi bliznich -
          przytlaczajaca wiekszosc wrednych typow jest calkowicie zdrowych psychicznie i
          czuje sie swietnie a krzywdza, bo tak lubia.
          • annarchia Re: Też tak macie...? 01.05.10, 11:25
            sabinac-0 napisała:

            > przytlaczajaca wiekszosc wrednych typow jest calkowicie zdrowych psychicznie i
            > czuje sie swietnie a krzywdza, bo tak lubia.

            Czy krzywdzenie innych ludzi dla przyjemności własnej jest wyrazem zdrowia
            psychicznego? Polemizowałabym...
            • sabinac-0 Re: Też tak macie...? 01.05.10, 12:22
              annarchia napisała:

              > Czy krzywdzenie innych ludzi dla przyjemności własnej jest wyrazem zdrowia
              > psychicznego? Polemizowałabym...

              Krzywdzenie innych ludzi samo w sobie nie jest objawem chorobowym.

              Oprocz kategorii zdrowia psychicznego istnieje jeszcze taka kategoria jak moralnosc.

              Czlowiek zly najczesciej nie jest chory. Zlo jest zwykle efektem swiadomego i
              wolnego wyboru, jako metoda osiagniecia okreslonego celu (wladzy, majatku,
              posluchu, niezaleznosci itp.).


              • annarchia Re: Też tak macie...? 01.05.10, 16:55
                sabinac-0 napisała:

                > Krzywdzenie innych ludzi samo w sobie nie jest objawem chorobowym.

                Niekoniecznie chodziło mi o objawy chorobowe i chorobę psychiczną (tj, jak
                schizofrenia, psychoza, depresja psychotyczna, paranoja). Istnieje cała masa
                ludzi o zaburzonej osobowości, którzy nie mają objawów (tj. jak omamy, depresja,
                lęk) i subiektywnego poczucia cierpienia, a jednak zaburzeni są - w swoim
                myśleniu (o drugim człowieku, o sobie, o życiu) i funkcjonowaniu.

                Powiązanie odczuwania własnej przyjemności z wyrządzaniem krzywdy drugiej osobie
                to przecież SADYZM. Ten sadyzm niekoniecznie musi przyjmować spektakularną
                formę, wiązać się stricte ze sferą seksualną lub fizycznym znęcaniem się. Chodzi
                o samą tendencję do odnajdywania przyjemności (chociażby psychicznej) w
                krzywdzeniu drugiej osoby. Na jednym krańcu kontinuum jest seryjny morderca,
                który stosuje wyszukane i brutalne formy tortur i cieszy go cierpienie ofiary, a
                na drugim facet, który robi przykrości drugiej osobie i cieszy się z tego, że
                jej dopiekł. Kwestia głębokości popaprania.

                sabinac-0 napisała:

                > Czlowiek zly najczesciej nie jest chory. Zlo jest zwykle efektem swiadomego i
                > wolnego wyboru

                Polecam lekturę "Przebudzenie" de Mello. Jego zdaniem zło człowiek może
                popełniać tylko nieświadomie (w głębszym tego słowa rozumieniu).

                Mam takie przekonania, że żaden człowiek nie jest zły z natury i ze swojej
                istoty. Nikt się nie urodził jako "zły", morderca, gwałciciel, zbrodniarz.
                Urodziło się małe niewinne dziecko, zupełnie bezbronne. Dopiero społeczeństwo
                może wypaczyć człowieka (rodzina, rówieśnicy, szkoła, itd.). "Zło" w takiej
                perspektywie (jako "zły charakter") nie jest więc wtedy kwestią całkiem wolnego
                wyboru moim zdaniem. Dlaczego? Siła "woli" i "rozumu" (w powstrzymaniu się od
                złego postępku) o wiele łatwiej działa u osoby, która rozwijała się w świetnych
                warunkach (dla jej psychiki), niż u człowieka, który był molestowany, gwałcony,
                a ojciec uczył go kraść i bić słabszych (czyli sobie wpoił, że to... "dobre").
                Ten drugi może mieć taką samą wiedzę teoretyczną o zasadach moralnych, ale
                niekoniecznie będzie miał takie samo poczucie wyrządzania zła.
                • sabinac-0 Re: Też tak macie...? 01.05.10, 17:46
                  Mozna tak sobie "psychologizowac", ze np. Hitler nie byl zly tylko byl zaburzony
                  bo go, nie wiem, tatus bil, mamusia nie kochala, koledzy wysmiewali, dziewczyna
                  rzucila czy cos tam jeszcze, no i dlatego stworzyl system ktory zabil 6 mln ludzi.

                  Mozna calkowicie pominac fakt, ze ow "zaburzony" uzywal swojej propagandy w
                  konkretnym celu - zdobycia wladzy, a jego "chorzy" oprawcy - w celu zdobycia
                  awansu i lupow wojennych.

                  Tylko - czy to usprawiedliwia wywolanie koszmarnej wojny i zamordowanie milionow
                  ludzi?
                  • annarchia Re: Też tak macie...? 01.05.10, 18:38
                    sabinac-0 napisała:

                    > Mozna tak sobie "psychologizowac", ze np. Hitler nie byl zly tylko byl zaburzon
                    > y

                    Zaburzony - to chyba oczywiste.
                    A co, zdrowy?!
                    Przypisuje mu się osobowość paranoiczną lub/i paranoję.
                    A paranoja jest psychozą.
                    Zdrowy psychicznie i osobowościowo człowiek nie wysyła do gazu milionów ludzi.

                    Zły z natury nie był moim zdaniem, bo jak pisałam - uważam, że nikt mordercą i
                    katem się nie rodzi. Urodził się jako bezbronne i niewinne dziecko. Tak, jak my
                    wszyscy.

                    sabinac-0 napisała:

                    > bo go, nie wiem, tatus bil

                    A ja wiem - z książek.
                    Bił go okrutnie.
                    Zerknij chociażby do Alice Miller.

                    sabinac-0 napisała:

                    > no i dlatego stworzyl system ktory zabil 6 mln lud
                    > zi.

                    W dużym uproszczeniu - najprawdopodobniej właśnie dlatego.

                    sabinac-0 napisała:

                    > Mozna calkowicie pominac fakt, ze ow "zaburzony" uzywal swojej propagandy w
                    > konkretnym celu - zdobycia wladzy

                    Myślę, że ta władza polityczna jako cel to był tylko wierzchołek góry lodowej.
                    Raczej chodziło o poradzenie sobie z deficytami osobowościowymi, głębokimi
                    kompleksami, odreagowanie urazu, zyskanie poczucia kontroli, szacunku i
                    autorytetu (tłumy go wielbiły) i to niekoniecznie świadomie.

                    sabinac-0 napisała:

                    > Tylko - czy to usprawiedliwia wywolanie koszmarnej wojny i zamordowanie miliono
                    > w
                    > ludzi?

                    Oczywiście, że nie usprawiedliwia. Człowiek dorosły powinien za swoje dorosłe
                    czyny być odpowiedzialny i ponosić konsekwencje. Z pewnym "ale" - o ile człowiek
                    jest
                    poczytalny. Czy Hitler był całkowicie poczytalny? W dzisiejszych czasach
                    człowiek z taką wizją świata
                    i kraju, mordujący bliźnich, pewnie nie opuszczałby psychiatryka. Za tamta
                    ogromną tragedię odpowiedzialne jest także społeczeństwo, które dało się
                    podporządkować chorej osobie. W dzisiejszych czasach osoby w paranoi nie są
                    oceniane jako "złe", tylko są leczone.
                    • sabinac-0 Re: Też tak macie...? 02.05.10, 12:32
                      annarchia napisała:

                      > Zaburzony - to chyba oczywiste.
                      > A co, zdrowy?!
                      > Przypisuje mu się osobowość paranoiczną lub/i paranoję.
                      > A paranoja jest psychozą.

                      Osobowosc paranoiczna NIE JEST choroba tylko rodzajem charakteru. Kazdy
                      charakter ludzki mozna opisac jako osobowosc jakastam. To, ze nazwy kojarza sie
                      z roznymi chorobami nie znaczy, ze swiadcza o tej chorobie.

                      Czyny dokonane pod wplywem choroby psychicznej maja jedna wspolna ceche - sa
                      nielogiczne, nieskuteczne i nie przynosza zadnej widocznej korzysci ich autorowi.

                      Zrobmy zwykla analize psychiatryczno-sadowa Hitlera.
                      Wychodzi z niej czlowiek, ktory:
                      - dazyl do jednego celu (wladzy), swiadomie stosujac precyzyjne reguly i strategie,
                      - jedna ze strategii bylo stworzenie ideologii obarczajacej wina za problemy
                      kraju jedna grupe etniczna (w tym przypadku Zydow), stworzenie w konkretnym
                      celu, by skupic zle nastroje spoleczne,
                      - tworzac te ideologie opieral sie nie na wlasnej fantazji, lecz na dzielach
                      znanych politykow i strategow, glownie Rzymskich,
                      - przekonal do tej ideologii miliony ludzi, wygrywajac demokratyczne wybory oraz
                      zbudowal wokol siebie grupe wiernych wspolpracownikow, by to osiagnac specjalnie
                      ksztalcil sie w retoryce i psychologii spolecznej,
                      - gdy przejal rzady, zdolal wyciagnac kraj z glebokiego kryzysu ekonomicznego,
                      - zaprogramowal wojne, majaca na celu zuzycie naprodukowanej w ramach robot
                      publicznych broni, zapewnienie dodatkowych zyskow (lupy z podbitych krajow) i
                      umocnienie polityczne kraju, wojna ta miala precyzyjny plan strategiczny i
                      profesjonalne wsparcie propagandowe,
                      - przyczyna przegranej byly czynniki zewnetrzne, glownie zdrada sojusznika (Rosji),
                      - przyczyna jego samobojstwa nie byly problemy emocjonalne, lecz swiadomosc
                      przegranej i konsekwencji jakie musialby poniesc.

                      Co nam wychodzi:
                      - czlowiek, ktory wie, czego chce i do tego dazy, mysli logicznie, zdobywa
                      wiedze i korzysta z niej, zdaje sobie sprawe z wlasnych ograniczen, szuka
                      poparcia i doradcow,
                      - ktos, kto ma zachowane poczucie dobra i zla, swiadomie wybiera zlo uznajac ze
                      jest ono skuteczniejsza metoda by osiagnac cel i zdaje sobie sprawe z
                      konsekwencji w razie przegranej.

                      Bynajmniej nie wychodzi z tego obrazu czlowiek chory, lecz czlowiek, ktory
                      swiadomie, w okreslonym celu, popelnil zbrodnie.

                      > Zły z natury nie był moim zdaniem, bo jak pisałam - uważam, że nikt mordercą i
                      > katem się nie rodzi. Urodził się jako bezbronne i niewinne dziecko. Tak, jak my
                      > wszyscy.
                      >
                      Nikt nie jest zly "z natury". Ludzie popelniaja zlo, bo im sie to oplaca. Dobro
                      czesto powoduje straty i jest uwazane za naiwnosc.


                      > A ja wiem - z książek.
                      > Bił go okrutnie.
                      > Zerknij chociażby do Alice Miller.
                      > W dużym uproszczeniu - najprawdopodobniej właśnie dlatego.
                      >
                      Czy uwazasz, ze przez to nalezy mu wybaczyc i usprawiedliwic go?
                      Czy, gdyby, trafil pod sad, nalezaloby darowac mu kare?

                      > Myślę, że ta władza polityczna jako cel to był tylko wierzchołek góry lodowej.
                      > Raczej chodziło o poradzenie sobie z deficytami osobowościowymi, głębokimi
                      > kompleksami, odreagowanie urazu, zyskanie poczucia kontroli, szacunku i
                      > autorytetu (tłumy go wielbiły) i to niekoniecznie świadomie.
                      >
                      Cesarz Japonii tez mial kompleksy?
                      Mussolini mial deficyty osobowosci?
                      Stalin mial zle dziecinstwo?

                      Nalezy ich usprawiedliwic?

                      > Człowiek dorosły powinien za swoje dorosłe
                      > czyny być odpowiedzialny i ponosić konsekwencje. Z pewnym "ale" - o ile człowie
                      > k
                      > jest
                      > poczytalny.

                      Niepoczytalny moze byc ktos gleboko uposledzony umyslowo (bo lekko juz nie),
                      starzec z demencja, schizofrenik w ostrym ataku psychozy (schizofrenika w czasie
                      remisji choroby uwaza sie za poczytalnego), ktos tak pijany lub nacpany, ze nie
                      wie jak sie nazywa.
                      Jak widzisz, niewiele jest takich sytuacji.

                      > Czy Hitler był całkowicie poczytalny?

                      Z analizy przytoczonej powyzej wynika, ze tak.

                      > W dzisiejszych czasach
                      > człowiek z taką wizją świata
                      > i kraju, mordujący bliźnich, pewnie nie opuszczałby psychiatryka.

                      Nie jestem pewna. Przeanalizuj postaci i poglady takich politykow jak: Hugo
                      Chavez, Evo Morales, Fidel Castro, afrykanscy dyktatorzy wojskowi i przywodcy
                      roznych rebelii, Osama BinLaden, Yasser Arafat czy, w mikroskali, bracia Kaczynscy.

                      Za tamta
                      > ogromną tragedię odpowiedzialne jest także społeczeństwo, które dało się
                      > podporządkować chorej osobie.

                      Szukanie sojusznikow to praca wymagajaca jasnego umyslu, inteligencji i
                      strategii, czyli zdrowia psychicznego.

                      W dzisiejszych czasach osoby w paranoi nie są
                      > oceniane jako "złe", tylko są leczone.

                      Dyktatorow, podobnie jak zlych szefow, czesto nazywa sie "paranoikami", jednak z
                      psychiatrycznego punktu widzenia nie maja oni objawow paranoi.
                      • czubata Re: Też tak macie...? 22.05.10, 23:09
                        Osoby psychicznie chore krzywdzą jeżeli już,same siebię najczęściej,poprzez
                        izolowanie się od świata między innymi,i raczej trudno tutaj wygospodarować czas
                        na krzywdzenie innych,przynajmniej tak to wynika z moich osobistych
                        obserwacji,ale także z autopsji niestety.Schizofrenik czy inna osoba psychicznie
                        zaburzona,nie miałaby wytrwałości do osiągania takich celów jak Hitler czy inny
                        możny władca,czy jak zwał,terrorysta.Do takich celów są potrzebne silne,nie
                        ułomne osobowości,a człowiek chory,wraz ze swoją nadwrażliwością,załamał by się
                        przy pierwszym takcie muzyki brutalnej.
    • bijatyka Re: Też tak macie...? 30.04.10, 00:43
      na Kobiecie też puściłeś ten wątek. Tak bardzo cierpisz ? really ?
      • katinka6 on ma tak: 30.04.10, 09:09
        bijatyka napisała:

        > na Kobiecie też puściłeś ten wątek. Tak bardzo cierpisz ? really ?

        Cierpi tak bardzo, że zapadł na chorobę zwana nickowatością mnogą. Jako
        czubata załozył watek o omamach i urojeniach, bo powoli dociera do niego,
        że jednak cos mu sie wydawalo...:]
        • czubata Re: on ma tak: 22.05.10, 22:58
          katinka6 napisała:

          > bijatyka napisała:
          >
          > > na Kobiecie też puściłeś ten wątek. Tak bardzo cierpisz ? really ?
          >
          > Cierpi tak bardzo, że zapadł na chorobę zwana nickowatością mnogą. Jako
          > czubata załozył watek o omamach i urojeniach, bo powoli dociera do niego,
          > że jednak cos mu sie wydawalo...:]

          EEEEEE...Czubata to Czubata i każdy o tym wie :)
      • blackjackdaniels Re: Też tak macie...? 30.04.10, 15:29
        Wątek tan założyłem na trzech forach: Kobieta, Mężczyzna, Psychologia. Sprawa dotyczy kobiety i mężczyzny, wydaje mi się, że ma podłoże psychologiczne stąd moja ekspansja na tylu forach...

        Bardzo nie cierpię, ale bardzo mnie to uwiera...
    • annarchia Re: Też tak macie...? 30.04.10, 10:06
      Pewnie niewygodnie jest Ci z obrazem samego siebie jako tego raniącego i odrzucającego (a odrzuciłeś ją) i po to, aby odsunąć od siebie te wyrzuty sumienia i poczucie winy ciągle się nią martwisz. Ona jest Twoim wyrzutem sumienia. Za to, że ona jest Twoim wyrzutem sumienia możesz czuć na nią złość (tak nieświadomie), bo "przypomina" Ci (swoją obecnością, widokiem) o tym, że ją odrzuciłeś. Ta złość (i poczucie winy) mogą przybierać formę takich nieświadomych myśli: "Niech ona, do cholery, wreszcie się z kimś zwiążę i będzie szczęśliwa, aby zniknęło moje poczucie winy i moje wyrzuty sumienia za to, że ją odrzuciłem i unieszczęśliwiłem! Nie znoszę jej za to, że przez nią mam takie wyrzuty sumienia!". Aby łagodzić to poczucie winy i złość (na siebie - że byłeś odrzucającym, i na nią - że Ci o tym "przypomina" swoją osobą) - kupujesz jej czekoladki, słodycze, jesteś miły dla niej. Ten mechanizm nazywa się anulowaniem/odczynianiem (webcache.googleusercontent.com/search?q=cache:sjdY-zrFRJoJ:pl.wikipedia.org/wiki/Mechanizmy_obronne+reakcja+upozorowana+odczynianie&cd=1&hl=pl&ct=clnk&gl=pl&client=firefox-a) )
      • annarchia Re: Też tak macie...? 30.04.10, 10:09
        ...albo reakcją upozorowaną :)
      • kasia120378 Re: Też tak macie...? 30.04.10, 12:52
        Jeśli naprawdę Jej nie kochasz, daj Dziewczynie normalnie „oddychac”. Masz chyba
        wyrzuty jak mowi anarchia, ale w ten sposób nie pomożesz ani Jej, ani sobie.
        Nie dawaj Jej nadziei jak nie chcesz dać.
        Przestań się obwiniać i daj sobie i Jej spotkać kogoś z kim będziecie naprawdę
        szczęsliwi
      • blackjackdaniels Re: Też tak macie...? 30.04.10, 15:35
        wydaje mi się, że swietna diagnoza, dzięki
        • blackjackdaniels Re: Też tak macie...? 22.05.10, 20:14
          tak się dziś zastanawiałem, nad tym moim problemem... czy nie jest tak, że myśle o niej, czuję się za nią odpowiedizalny gdyż Ona nie ma Ojca....? umarł, jak miała 4 lat... moze to po częsci dlatego mam takie odczucia...
    • sanguie Re: Też tak macie...? 23.05.10, 00:48
      Nie rozumiem?

      > Chciałbym, bardzo bym chciał żeby znalazła sobie jakiegoś chłopaka z którym
      będzie szczęśliwa. Pewnie byłoby mi lżej – powiecie, że egoistyczne, ale Ona też
      byłaby szczęśliwa."
      "...czuje się jakbym zdradzał Karolinę."
      eee...to jak???
      • blackjackdaniels Re: Też tak macie...? 23.05.10, 00:53
        mam tak duże wyrzuty, że nie umiem rozmawiać na luzie z innymi dziewczynami, tzn. umiem, ale zaraz sobie ja przypominam i wydaje mi się, że postepuje nie fair...
    • skim7 Re: Też tak macie...? 23.05.10, 17:24
      Nie masz z kim o tym pogadać? spróbuj na www.niemamzkim.pl/
    • trish_pl Re: Też tak macie...? 25.05.10, 20:34
      Chcesz znać odpowiedź na to pytanie?
      Nie wahaj się zajrzeć tu:

      gttp.pl/slowa_kluczowe_z_zadanego_pytania

      Znajdziesz odpowiedzi na nurtujące Cię pytanie.

      Polecam!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja