a.u.p
04.05.10, 17:38
Mąż, który miał zawieść dziecko do szkoły wyszedł z domu sam, bo
dziecko (10 letnie) nie ubrało się na czas. Oczywiście wina była
moja, bo... normalnie mnie nie ma w tym czasie, a tym razem zostałam
w domu i się nie wtrącałam, a przecież powinnam nakarmić, ubrać,
spakować i być do dyspozycji, zamiast zająć się swoimi
przygotowaniami do wyjścia do pracy.
Trochę długie, wiem, ale Wy też tak macie?
Próbowałam później wyjaśnić – jakby wyglądała ta sytuacja, gdyby
mnie nie było w domu. Zapis naszej ostatniej rozmowy na skype.
- Jak jestem rano na zajęciach to też wychodzisz z domu nie
troszcząc się o dziecko, dom?
- tak, jestem najgorszy z całego świata nie troszczę się o nic nawet
o samego siebie
- pytanie nie dotyczy tego jaki jesteś tylko jak sobie radzisz z
porannym wychodzenie z domu. Zawsze mówiłeś, że sobie świetnie
radzisz z dzieckiem bez mojego udziału, dzisiaj nie wtrącałam się.
To jak wyglądają te dni kiedy mnie nie ma?
- tak z niczym sobie nie radzę jestem najgorszy nieporadny i do dupy
- Nie chodzi byś zachowywał się jak nasze dziecko, które na każde
pytanie reaguję "nie umiem" (czytaj „dajcie mi spokój, nie mam
ochoty na...”) tylko powiedział, jak wygląda poranek - jeśli to nie
jest tajemnicą
- wygląda jak codzień, nie mam przed Tobą tajemnic
- Macie mi za złe jak porównuję was ze sobą - a teraz powiedz mi
czym różni się Twoja postawa "jestem najgorszy na świecie" od
dziecka "nie umiem"
- nie wiem może tym samym co jego złośliwośc od Twojej złośliwości
- a na czym polega moja złośliwość, że daje Ci się wykazać, nie
niańczę Cię, przecież jakoś sobie radzisz w te dni, kiedy jestem
rano na zajęciach
- pewnie lepiej lub gorzej sobie radzę, a swoją drogą może wynika z
tego, że "też wychodzisz z domu nie troszcząc się o dziecko, dom"?
- chyba nie dzwonilam do Ciebie we te dni, gdy go odporowadzam, z
pytaniem gdzie jest dziecko, więc chyba nie mam problemu. Nawet jak
idę na zajęcia to śniadanie czeka na was, budzę dziecko wychodząc.
Na czym ma polegać "troszczenie" się.
- tak, Ty jesteś najwspanialsza i wszystko robisz najlepiej
- znowu wracasz do "nie umiem" czyli w Twoim wydaniu "ty jesteś
najlepsza ja jestem najgorszy" to na czym ma polegać
to "troszczenie"
- nie wiem
- To się dowiedz, zatrzymaj się czasem, zamiast krzyczeć
posłuchaj sam siebie, wycisz się i zrelaksuj, bo się wypalasz i nie
pisz, że już się wypaliłeś, bo to już znam
- mam coraz czeście wrażenie, że mnie nie znasz, ja Ciebie zresztą
też nie
- krzycząc na wszystkich na pewno nikogo nie poznasz, ani nikt
nie będzie miał ochoty się do Ciebie zbliżyć, by Cię poznać
- trudno, wierzę, że Ty swoim miłym podejściem i otwartością na
pewno wszystkich sobie zjednujesz, masz tysiące przyjaciół ludzi
którzy rzuciliby się za Tobą w ogień,
- wracasz do swojego typowego tonu "ty jesteś dobra, ja
najgorszy" a co to ma do rzeczy?
- odzwierciedla tylko Twój idelany sposób widzenia świata
- ale co to ma do rzeczy, napisałeś, że się mnie nie znasz - jaki
związek ma to z tematem, czemu służą dygresje?
- staram się tylko Ciebie uszcześliwić
- uszczęśliwić poprzez krzyk??? ja nie jestem "sado-maso" mnie
takie rzeczy nie uszczęśliwiają, a Ciebie tak?
- przeczytaj jeszcze raz swoje poprzednie pytanie i nie przekręcaj
odpowiedzi
- Wiesz to bardzo trudne - bo informujesz mnie o moim sposobie
widzenia świata, który w rzeczywistości nie jest moim, chyba
próbujesz przypisać coś ze swojego spojrzenia mnie - co miałabym
odnaleźć? To jak Ty chciałbyś, abym odbierała świat i
go "przyswoiła" by nie rodził w Tobie dyskomfortu, że nie ma to nic
wspólnego z rzeczywistością.
- przyznam, że nic nie zrozumiałem
- każesz mi coś przeczytac, ale chyba sam nie wiesz co chciałbyś,
abym odnalazła w Twoich słowach, gubisz się bo przypisujesz mi swój
świat, do którego nie chcesz się przyznać sam przed sobą, nie mówiąc
o mnie, to Ty mi napisz - co miałbym wyczytać takiego co pominęłam
wcześniej
- Nic nie chcę, może po prostu zastanów się nad tym czy jesteś
rzeczywiście taka wspaniałą a ja taki do niczego i jaki masz
stosunek na codzień do mojej osoby, a jeśli Ci się nie chce lub
uważasz to za stosowne to nie rób nic
- Po raz kolejny łapię Ci na postawie "ty dobra, ja zły", no
przecież próbuję z Tobą rozmawiać, próbuję odkryć w Tobie coś
pozytywnego, chcę dla Ciebie coś dobrego - abyś się odsteresował,
wyluzował, a co do "robienia nic" to kolejny temat rzeka, ktorego
nie będę poruszać teraz
- Dziwi mnie to, bo na codzień masz inną postawę, newet teraz mnie
atakujesz, a nad sobą się nie zastanowisz
- ;(
- Nie ma co płakać, codzienną nieustanną krytyką i brakiem
jakiejkolwiek refleksji nad sobą doprowadzasz do tego, że ja czuję
się permanentnie zaszczuty i nie widzę w niczym jakiegokolwiek
sensu, z tego można wyciągnąć tylko jeden wniosek: jednym słowem ty
jesteś ta wspaniała a ja ten zły. Myślę patrząc na wszystko z boku,
że ten stan psychiczny Patryka też dotyczy, i stąd ta jego postawa
podobna do mojej. Inna sprawa że w jego przypadku ja też się
dokładam negatywnie nad czym, wbrew pozorom staram się pracować, na
razie bezskutecznie ale z pewnością mi sie uda