Houston, mamy problem

07.05.10, 12:56
Może to bardziej do terapeuty ale i tak nie dałbym rady tego z siebie wydusić.

Problemem jestem ja sam. Mam trochę ponad 17 lat, IQ trochę wyższe niż ustawa
przewiduje, małe zacięcie do komputerów i coś na kształt rodziny. "Na kształt"
bo rodzice świeżo po rozwodzie, młodszy brat oscyluje między ojcem a domem
(matka dostała prawa rodzicielskie), starszy na studiach. Jednocześnie
chciałbym żeby było tak jak dawniej, z drugiej strony wiem, że ojciec
zachowuje się jak dziecko i najchętniej urwałbym z nim kontakt, z trzeciej
jednak chcę się z nim widywać, pomimo tego co i dlaczego zrobił. Najgorsze?
Nie mogę się zdecydować, a że nie ma najlepszego wyjścia raz wybieram jedno
raz drugie czasem wbrew sobie. Nie mogę przestać analizować, "co jeśli...", za
każdym razem kiedy z nim rozmawiam mam tą świadomość że robię źle, że tak nie
powinno być a druga strona swoje - "to twój tata". Chciałbym zwariować, żeby
mnie przenieśli do psychiatryka... ale nie mogę. Coś nadal mnie tutaj trzyma.
Kolejny przykład. Ostatnio zagadałem do koleżanki (którą znam dość dłuuugo),
powiedziałem jej że mi się podoba itd. Zanim to zrobiłem wszystko z 20 razy
przemyślałem. Odmówiła, uzasadniając że !prawie się nie znamy!, że !to sobie
wmówiłem!, że !ma kogoś innego!, że ten związek nie miałby szans. Najgorsze?
Wiem że kłamała. W pewien drastyczny sposób ucięła naszą znajomość a ja nie
wiem dlaczego. Jakbym tracił nad czymś kontrolę nie wiedząc dlaczego, mogąc
tylko patrzeć. Przeczę samemu sobie, robię pewne rzeczy wbrew sobie, koleguję
się z ludźmi których mam za bandę idiotów, mówię prawdę i to co myślę innym
ale nie własnej rodzinie, chodzę do kościoła mimo tego że jestem ateistą,
mógłbym zabić bez mrugnięcia okiem ale... Do rozdwojenia jaźni brakuje mi
tylko głosów podpowiadających co mam robić. Chcę coś zrobić, chcę coś
wiedzieć, zrozumieć ale nie mogę lub nie chcę. Jestem jak bomba z zepsutym
zapalnikiem, może wybuchnie, może nie. Może przeżyję następny
dzień/tydzień/miesiąc/rok a może nie.
    • o_witch 'okely-dokely' kid... 07.05.10, 13:31

      Czy w szkole pracuje jakis kurator, czy psycholog? Moze poszukaj
      pomocy u kogos, kto wesprze ciebie teraz kiedy widac caly swiat sie
      wali.
      Nic nie piszesz na temat relacji z matka. Bo ta relacja ma
      najsilniejszy wplyw na psychike...

      I jaki byl powod, ze ojciec odszedl, co sie stalo?

      Czasami po latach czlowiek dochodzi do wniosku,ze rozwod rodzicow to
      bylo to najlepsze, co mogli ci ludzie zrobic swojemu dziecku.

      Wazne, aby ojciec wziol swoja czesc odpowiedzialnosci za ciebie i
      wspieral mentalnie i ekonomicznie. Dopoty ty sam nie staniesz na
      wlasnych nogach.
      • mike.x Re: 'okely-dokely'... 07.05.10, 14:30
        Najśmieszniejsze jest to, że świat się nie wali. Można nawet powiedzieć, że
        odwrotnie. Ale zadałaś pytanie.
        Psycholog jest, problem to przepływ informacji (matka pracuje w tej samej szkole
        w której ja się uczę). Z nią mam dobry kontakt, sama dobrze sobie radzi.
        Ojciec znalazł sobie inną, wyszło po kilku miesiącach ich znajomości.
        Odpowiedzialność? A czy on wie co to odpowiedzialność? :P
        Całość obowiązków po ojcu spadła na mnie, w tym wychowywanie młodszego brata i
        trzymania matki w kupie (ma tendencję do dzwonienia po rodzinie nawet jeżeli
        najlepszego myśliciela ma tuż pod nosem). Niektórzy dopiero zaczynają się
        przyzwyczajać że już ich synuś już trochę podrósł i sam umie o siebie zadbać.

        Ale bywało gorzej. Tyle że to działanie na 10 frontów, to okłamywanie
        najzwyczajniej wykańcza, mówisz innym to co chcą usłyszeć, bo czasem brutalna
        prawda to nie wyjście, leżącego się nie dobija. Pewne rzeczy się poprawiają. W
        dzieciństwie miałem dość spore problemy z nawiązywaniem kontaktów, z asymilacją.
        Dziś mam własne życie, własny system wartości, własnych znajomych lepszych lub
        gorszych. Pewne rzeczy trzeba przecierpieć, przeżyć, czas pokaże jak.
        Cytując: "są rzeczy z którymi samemu sobie nie poradzisz, o których trzeba komuś
        opowiedzieć".
        • o_witch Re: 'okely-dokely'... 07.05.10, 14:53
          Jakby tam nie bylo, to wszedles w dorosle zycie w przyspieszonym
          tepie.
          Miales szczescie, ze to stalo sie gdy, masz te 17 lat. Konczy sie
          tzw. pubertet, ale umysl nie jest jeszcze na tyle stabilny, a
          zaczyna sie stabilizowac ok. 21 roku zycia, u niektorych znacznie
          dluzej.
          Inna sprawa to zawod ze strony ojca. To sie odczuwa jakby zrobil
          afront wlasnym dzieciom, rodzinie.Takie odebranie poczucia
          bezpieczenstwa i niewinnosci wlasnemu dziecku, bywa bolesne.
          Zostaje 'koscia w gardle' na dlugo.

          Moze porozmawiaj z tym psychologiem, moze psycholog poleci kogos
          innego z kim bedziesz mogl porozmawiac, a moze sam znajdziesz.
          Inna sprawa to sympatie, radze ci dac spokoj, narazie, zanim zal po
          rozsypce domu i ojca z ciebie wyjdzie.
          Zbyt duzo emocji naraz oznacza zawsze stres, a po stresie psychika
          jest wypalona.
          Skoncentruj sie na tym co wazne, a napewno masz jakies
          zainteresowania, ktore dalej chcesz rozwijac.

          Apropo, mowienia prawdy i tego co czujesz. To mow ludziom to co
          dokladnie czujesz, ale mow to na spokojnie bez emocji.
          • mike.x Re: 'okely-dokely'... 07.05.10, 18:47
            Znasz wiele życiowych prawd a sam nie wiesz ile z nich dotyczy właśnie ciebie...
            W moim przypadku dystans i tomiwisizm częściowo mnie ocalił od powtórki z
            gimnazjum czyli skrajnej depresji. "Everything is changing", może za kilka
            miesięcy będę miał spokój. A jakieś cele czy zainteresowania mam, na brak
            zajęcia nie narzekam.

            Dzięki za porady.
            • o_witch Re: 'okely-dokely'... 07.05.10, 22:39

              Kazdy wiek ma swoje prawa.
              Nie mysl,ze mnie zycie rozpieszcza:=)
              Tez sie ucze....przez caly czas.
    • kalllka Re: Houston, mamy problem 07.05.10, 15:54
      kiedys w szkole i z przyzwyczajenia, schematycznie mowilo sie na zdolnych uczniow, przewyzszajacych zdolnosciami wychowawczymi starych belfrow;zdolny ale len.
      sciagajac z siebie, tym samym, niebezpieczna odpowiedzialnosc za nadinteligencje wychowanka.
      a dzisiaj? dzisiaj, niewiele sie zmienilo. nie zdolnosci asymilacyjne w cenie tylko zdolnosc dostosowania sie.
      wiec jesli szukasz w skutkach ( w znieksztalcownej przez stress terazniejszosci) przyczyn swojej niedyspozycyjnosci, popelniasz blad logiczny. mozesz wiec przemyslec dwie mozliwosci:
      czy rozumiejac powierzchowna ocene rzeczywistosci,jaka swiat i najblizsze otoczenie ci proponuje zdac sie na przypadek wybuchu wewnetrznej bomby; czy tez, rekurencyjnie i mozolne czasem "szukac prawdy u starych mistrzow".nadajac tym samym wlasnej sciezce sens odkrywanej po kolei indywidualnosci.
      w tym czy owym przemysleniu,(a verbatim) najlepiej zycze
      :)
      • mike.x Re: Houston, mamy problem 07.05.10, 18:25
        Dzisiaj a kiedyś... Zanik indywidualności, szerząca się głupota i lenistwo.
        Temat na pracę magisterską.
        Można albo zostawić tak jak jest albo zmienić na lepsze. Szukajcie aż
        znajdziecie.


        P.S: Pisz prościej, za trzecim podejściem przebrnąłem przez Twojego posta
        • kalllka Re: Houston, mamy problem 07.05.10, 23:39



          im sie czesciej czyta tym szybciej rozumie.

          Lex I. Corpus omne perseverare in statu suo quiescendi vel movendi uniformiter in directum, nisi quatenus illud a viribus impressis cogitur statum suum mutare.
          :)
          szukaj najlepszych, Lytni.
          • maureen2 Re: Houston, mamy problem 08.05.10, 10:47
            znaczy kiepska jest
            muli strasznie
            żeby mulić
            he,he
    • maureen2 Re: Houston, mamy problem 07.05.10, 22:44
      po pierwsze spoko
      ojciec ma problemy
      zapytaj czego chciałby
      tak po prostu
      dziewczynę olej,nie dociekaj
      jej decyzja,jej problem
      co planujesz dalej ?
      bo nie piszesz co robisz
Pełna wersja