Nieskazitelna miłość matki...

16.05.10, 16:32

Mówi się, że miłość matki do dziecka jest najprawdziwszą miłością
jaką człowiek może dostać.
W sumie jest to sama słodycz...
Ale czy ten obraz nie jest zanadto wyidealizowany?
Czy nie ma matek, ktore wręcz swoim postępowaniem nie udawadniają,że
nienawidzą swoje rodzone dzieci. Nie kochają. Są matki, które
kaleczą, zabijają swoje potomstwo.
I czy matka w ogóle może nie kochać swojego dziecka, tak od zarania?
Jeżeli tak, to dlaczego?

Tamat w sumie tabu. Które dość trudno obalić i trudno znależć coś na
ten temat w literaturze, czyżby pisanie na temat nienawiści matki do
dziecka, wzbudzało ogromny strach? Czy w literaturze dla
najmniejszych jedynie macochy są pozbawione uczuć dla dzieci "tej
drugiej" kobiety?
    • zorz_ponimirski Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 16:48
      etam, od wiekow puszczane sa w tv filmy typu " U stóp wulkanu Ngorongoro",
      nawet polwytrawny badacz przyrody nie bedzie sie biedzil dlugo nad tą
      wielką tajemnicą
    • 10iwonka10 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 19:05
      >>>I czy matka w ogóle może nie kochać swojego dziecka, tak od
      zarania?
      Jeżeli tak, to dlaczego? >>>

      U wiekszosci matek budzi sie instykt macierzynski i kochaja dziecko
      bezwarunkowo.

      Niektore kobiety widocznie tego nie maja moze byc chyba wiele
      posrednich przyczyn alkohol, narkotyki, depresja, lekko
      psychopatyczna osobowosc....

    • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 19:59
      o_witch napisała:

      >
      > Mówi się, że miłość matki do dziecka jest najprawdziwszą miłością
      > jaką człowiek może dostać.
      > W sumie jest to sama słodycz...
      > Ale czy ten obraz nie jest zanadto wyidealizowany?

      Jest.

      > Czy nie ma matek, ktore wręcz swoim postępowaniem nie udawadniają,że
      > nienawidzą swoje rodzone dzieci. Nie kochają. Są matki, które
      > kaleczą, zabijają swoje potomstwo.

      Samice zwierzat zagryzaja miot jesli sa wystawione na skrajny stres.

      > I czy matka w ogóle może nie kochać swojego dziecka, tak od zarania?

      Moze.

      > Jeżeli tak, to dlaczego?

      Trzebaby zapytac kazdej wyrodnej matki z osobna.

      >
      > Tamat w sumie tabu. Które dość trudno obalić i trudno znależć coś na
      > ten temat w literaturze, czyżby pisanie na temat nienawiści matki do
      > dziecka, wzbudzało ogromny strach? Czy w literaturze dla
      > najmniejszych jedynie macochy są pozbawione uczuć dla dzieci "tej
      > drugiej" kobiety?
      >
      Owa "macocha" byla substytutem.
      • o_witch Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 21:21

        matki, dlaczego temat pozostaje tabu w literturze.
        Dlaczego ciagle idealizuje sie obraz matki. W filmach tez wyjakowo
        rzadko matka jest postacia zla.
        Przyznam, ze mialabym wiekszy respakt dla tego autora, ktory
        podjalby sie napisana zwyczajnie 'matka' zamiast macocha, albo zla
        ciotka itp.

        Iwonka pisala ze to cechy psychopatyczne, no ale psychopatow jest
        tez jakis tam niewielki procent.

        Wiec co sprawia ze jedna matka zachacza jako matka i jest to
        prawdziwa matka, a inna wyrodna suka.
        • to.niemozliwe Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 21:36
          Co sprawia?
          Brak wyobrazni, ze mozna sie mylic co do
          "wszechwiedzy" na temat wlasnego dziecka.
        • wyjdeztego Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 21:38
          Są kobiety autoagresywne, bo wychowane w męskiej kulturze, bo cos cos tam, i
          przenoszą tę autoagresję także na dzieci, częściej na córki niz na synow chyba.
          Są matki złe.
          I fakt, że literatura ich unika, bo przecież matka to świętość...
          Fajny temat podjęłaś. Może ktoś się zainspiruje i napisze powieść o złej matce,
          która niszczy swoje dzieci, znęca się psychicznie i fizycznie... Chętnie bym
          dała taką książkę swojej matce w prezencie ;)
          • o_witch Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 23:03

            Może ktoś się zainspiruje i napisze powieść o złej matce,
            która niszczy swoje dzieci, znęca się psychicznie i fizycznie...
            Chętnie bym
            dała taką książkę swojej matce w prezencie ;)
            ....
            To jest temat tabu. Mysle,ze wielu odwaznych juz na ten temat
            myslalo, jednak spoleczenstwo jakby nie doroslo do podjecia takiego
            tematu.Ludzie nie chca o tym czytac. Sa wrecz oburzeni, bo jak mozna
            profanowac swietosci...
            Problem matki, ktora jest zla matka, jest skrzetnie chowany jak brud
            pod dywan. A mimo to, wielu ociera sie o temat na codzien.
            • sabinac-0 Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 23:08
              Bez przesady - wiekszosc rozmow, listow i powiesci, zwlaszcza kobiecych, krazy
              wokol tematu "toksycznej matki".
              Na tym forum tez.
              W sumie powiedziec sie ze mialo sie dobrych rodzicow zaczyna byc obciachem :)
        • sabinac-0 Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 22:18
          Przyczyny bycia zla matka sa takie same jak przyczyny bycia zlym ojcem:
          Czasem wcale nie chcialy miec dzieci, urodzily je "bo tak wypada", bo wszyscy
          pytali "kiedy dzidzius?", bo maz marzyl o potomku a rodzice o wnukach.
          Czasem dzieci pojawily sie w ich zyciu zbyt wczesnie, gdy nie byly na to
          przygotowane.
          Czasem ciaza i urodzenie dziecka zrujnowaly ich plany i marzenia.
          Czasem nienawidza ojca swych dzieci lub zostaly przez niego skrzywdzone.
          Czasem wogole nie lubia ludzi.
          Czasem maja jakis nalog i jedyne co kochaja to butelka lub prochy.
          Czasem trudy zycia i macierzynstwa je przerosly.
          Czasem mysla, ze dobry rodzic to surowy rodzic.
          Czasem same nie zaznaly dobra wiec nie potrafia dac go innym.

          Jest wiele przyczyn.
          A w literaturze i filmach, poza niewielkimi wyjatkami, obraz rodziny
          przedstawiany jest cukierkowo.
          • o_witch Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 22:58
            Tylko pozniej jak po traumie, po takiej matce tez zostaja slady.
            Instynktownie dziecko, wie co to jest milosc. Wie jak to jest byc
            szczerze kochanym i ten drastyczny kontrast pewnikiem ma jakis
            potworny wplyw na cala psychike dziecka.
            • sabinac-0 Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 23:05
              Z tymi "potwornosciami" to chyba przesada.
              Chyba ze ktos jest dzieckiem Lady Dracula.
              • sabinac-0 Re: Wiec skro sa wyrodne 16.05.10, 23:26
                Mam wrazenie, ze twoje uwagi to jakas prywatna smuta.

                Rodzicow sie nie wybiera, wiekszosc rodzin w niczym nie przypomina stadla z
                seriali familijnych i reklam margaryny.

                No i co? Bedziemy nad tym bolec cale zycie? Zamiast walczyc z wlasnymi
                ograniczeniami polozymy lage bo "wszystko wina rodzicow"? Bedziemy sie nurzac w
                poczuciu krzywdy, kolekcjonowac diagnozy, uzalac sie bez konca nad soba bo mama
                nie byla jak z bajki?
                Jak dlugo zamierzamy tlumaczyc nasze wlasne lenistwo, egoizm, brak opanowania,
                niedojrzalosc, nalogi, agresje slynnym DDA, DDRD i innymi przemadrymi diagnozami
                sprowadzajacymi sie do "taki/a jestem, nie mam zamiaru sie zmienic a pretensje
                do moich starych"?

                Jesli jestescie tak bezwzglednie surowi wobec rodzicow - czy jestescie na 100%
                pewni ze jestescie dobrymi rodzicami?

                A moze nie macie dzieci - to by czesciowo tlumaczylo wasze poczucie wszechwiedzy
                na temat wychowania...
                • o_witch Temat mojej matki ... 17.05.10, 10:51

                  Nie jest na to forum.

                  W konflikatch pomiedzy corkami, a matkami jest uwiklanych tyle
                  aspektow, nie dajacych sie rozwiklac w prosty sposob.
                  • lifeisaparadox Re: Temat mojej matki ... 17.05.10, 15:37
                    Dużo ludzi jest ofiarami toksycznej zależności od pieprzniętych
                    sytuacji rodzinnych, od toksycznych rodziców, od chorych ludzi.
                    Później w życiu są przesiąknięci nienawiścią i nie potrafią
                    odreagować złości z powodu niewoli w jakiej żyli, uwikłani w sytuację
                    w której być nie chcieli ale byli do tego zmuszeni z powodu czystej
                    zależności.

                    Moja matka miała schizofrenię i całe życie się z nią męczyłem. Miałem
                    tego po wyżej dziurek w nosie, nieustanna agresja z jej strony,
                    odstawianie tabletek, podejrzliwość, urojenia, strach o to co się z
                    nią znowu będzie działo, niekończąca się udręka a wszystko to
                    sankcjonowane świętym słowem "choroba". Kij w dupę chorobie i
                    wszystkim ludziom którzy widzą w tym wytłumaczenie. Więzienia są
                    pełne chorych ludzi, psychopatów z zaburzeniami osobowości, wypuśćmy
                    ich i męczmy się z nimi w imię miłości, braterstwa i humanitaryzmu...

                    Przykuci gwoździami ideologii i zależności, do krzyża nienawiści i
                    cierpienia.
                    • sabinac-0 Re: Temat mojej matki ... 17.05.10, 16:12
                      Wlasnie.
                      Po sukcesie ksiazek typu "Lot nad kukulczym gniazdem" ludzie sadza, ze chory
                      psychicznie to ktros wspanialszy od innych, bardziej wrazliwy, bardziej czujacy
                      a ci, ktorzy usiluja go leczyc to dranie niszczacy oryginalnosc, wrony
                      zadziobujace bialego kruka, zimni socjotechnicy przycinajacy tworczyce jednostki
                      do nudnego kanonu "normalnosci".

                      Szkoda, ze tak malo sie mowi, czym jest zycie pod jednym dachem z osoba
                      psychicznie chora, jak taka osoba potrafi rujnowac zycie bliskim.
                      • czubata Re: Temat mojej matki ... 30.05.10, 12:43
                        sabinac-0 napisała:

                        > Wlasnie.
                        > Po sukcesie ksiazek typu "Lot nad kukulczym gniazdem" ludzie sadza, ze chory
                        > psychicznie to ktros wspanialszy od innych, bardziej wrazliwy, bardziej czujacy
                        > a ci, ktorzy usiluja go leczyc to dranie niszczacy oryginalnosc, wrony
                        > zadziobujace bialego kruka, zimni socjotechnicy przycinajacy tworczyce jednostk
                        > i
                        > do nudnego kanonu "normalnosci".
                        >
                        > Szkoda, ze tak malo sie mowi, czym jest zycie pod jednym dachem z osoba
                        > psychicznie chora, jak taka osoba potrafi rujnowac zycie bliskim.

                        Jacy ludzie sądzą?Bo jak narazie to ja się spotykam z odrzuceniem i
                        niezrozumieniem.Ale ty sabino przecież w Polsce nie mieszkasz.
                    • o_witch Re: Temat mojej matki ... 17.05.10, 16:47
                      Czyli co z tego wynika? Ze zlo jest pokrewne chorobom psychicznym.
                      Zdrowy czloiwek czuje sie dobrze i nie jest zly.

                      To byloby zbyt proste. Jest cala masa ludzi uznanych za zdrowych,
                      bez zaburzen w postrzeganiu rzeczywistosci. Jednak z ogromnym
                      przerostem EGO. W checi dominowania otoczeniem,manipulwania,
                      znajduje sie tez i sadyzm, nieuznajacy, odrebnosci, indywidualizmu
                      drugiej jednostki.W sadyzmie/dominacji jest tez widzenie i chec
                      przobrazenia drugiego w rzecz. Martwa rzecz.

                      Na temat twojej matki, piszesz tak jakbys mial z jej powodu jakies
                      wyrzuty sumienia. Mysle, ze powinienes wybaczyc sobie ze nie dales
                      rady. Bo na ogol nikt nie daje. Schizofrenik, kazdy jest inny i
                      zachowuje czesc swojej osobowosci, a czesc ulega 'rozpadowi'.
                      Tak, ze nie kazda osoba dotknieta ta choroba zaczyna byc agresywna i
                      uciazliwa dla otoczenia. Sa i ci z rodzaju spokojnych.
                      • lifeisaparadox Re: Temat mojej matki ... 17.05.10, 23:01
                        o_witch napisała:

                        > Czyli co z tego wynika? Ze zlo jest pokrewne chorobom psychicznym.
                        > Zdrowy czloiwek czuje sie dobrze i nie jest zly.

                        Są niezliczone ilości ludzi którzy jakoś starają się to definiować.
                        Chyba właściwie to nie ma żadnych najlepszych odpowiedzi.

                        > To byloby zbyt proste. Jest cala masa ludzi uznanych za zdrowych,
                        > bez zaburzen w postrzeganiu rzeczywistosci.
                        > Jednak z ogromnym
                        > przerostem EGO. W checi dominowania otoczeniem,manipulwania,
                        > znajduje sie tez i sadyzm, nieuznajacy, odrebnosci, indywidualizmu
                        > drugiej jednostki.W sadyzmie/dominacji jest tez widzenie i chec
                        > przobrazenia drugiego w rzecz. Martwa rzecz.

                        Raczej nie wierzę w to że są ludzie którzy niszczą żeby zniszczyć...
                        jedynie wtedy, gdy sami czują że otoczenie tak z nimi postępuje.
                        Wtedy chcą wyrządzać szkodę w odwecie. Ale zawsze u podstaw leży
                        własne "ja" - to oni mnie chcą zniszczyć, to ludzie są źli i podli a
                        ja im pokażę.

                        Nie ma zła samego w sobie, jeśli posiada umysł, musi mieć ideę,
                        jakieś założenie.
                        Rola ofiara-kat jest tożsama jedna drugiej. Ofiara sama staje się
                        katem.
                        Np. urojona ofiara.

                        > Na temat twojej matki, piszesz tak jakbys mial z jej powodu jakies
                        > wyrzuty sumienia. Mysle, ze powinienes wybaczyc sobie ze nie dales
                        > rady. Bo na ogol nikt nie daje. Schizofrenik, kazdy jest inny i
                        > zachowuje czesc swojej osobowosci, a czesc ulega 'rozpadowi'.
                        > Tak, ze nie kazda osoba dotknieta ta choroba zaczyna byc agresywna
                        i
                        > uciazliwa dla otoczenia. Sa i ci z rodzaju spokojnych.

                        Ja myślę że każdy jest kowalem własnego losu i jeśli ktoś nie chce
                        wyzdrowieć to nie można nic za niego zrobić. Jeśli alkoholik chce pić
                        to będzie pił i na nic się zdadzą prośby i próby niesienia pomocy,
                        jeśli schizofrenik woli chorobę to będzie chory.
                        Wszystko zależy od wolnej woli na to wychodzi...
                        • o_witch Re: Temat mojej matki ... 17.05.10, 23:12
                          Sa ludzie, ktorzy niszcza dla idei niszczenia, tzw, osoby
                          destruktywne. Czlowiek tworzy to wokol siebie, czym sam jest
                          nasiakniety.

                          A jezli chodzi o chorobe, czy alkoholizm, w koncu tez jest choroba,
                          to sama choroba trzyma w szachu zdrowie.Tu wolna wola nie pomoze.

                          To jest cos takiego jak np. zlamana noga, cala w gipsie. Wez udzial
                          w maratonie ze zlamana noga i staraj sie wygrac. Dasz rade?
                          • lifeisaparadox Re: Temat mojej matki ... 18.05.10, 01:03
                            o_witch napisała:

                            > A jezli chodzi o chorobe, czy alkoholizm, w koncu tez jest choroba,
                            > to sama choroba trzyma w szachu zdrowie.Tu wolna wola nie pomoze.
                            >
                            > To jest cos takiego jak np. zlamana noga, cala w gipsie. Wez udzial
                            > w maratonie ze zlamana noga i staraj sie wygrac. Dasz rade?

                            No najgorzej jest jak taki ktoś nie dość że w maratonie to i skoku o
                            tyczce chce się udzielać nie dopuszczając do świadomości złamanej
                            nogi.

                            Podobne to alkoholikowi który zarąbany w trzy dupy idzie z nadzieją
                            na osiągnięcie sukcesów w takich czy innych realiach.
                        • czubata Re: Temat mojej matki ... 30.05.10, 12:48
                          > Ja myślę że każdy jest kowalem własnego losu i jeśli ktoś nie chce
                          > wyzdrowieć to nie można nic za niego zrobić. Jeśli alkoholik chce pić
                          > to będzie pił i na nic się zdadzą prośby i próby niesienia pomocy,
                          > jeśli schizofrenik woli chorobę to będzie chory.
                          > Wszystko zależy od wolnej woli na to wychodzi...

                          Wyzdrowieć?Czyżby?Ze schizofrenii? Można osiągnąć stan remisji ale na pewno nie
                          osiągnąć całkowitego wyleczenia.Choroba psychiczna to nie grypa.
                    • czubata Re: Temat mojej matki ... 30.05.10, 12:32
                      Kij w dupę chorobie dopóki się sam nie rozchorujesz.
                      I po trudnym dzieciństwie nie koniecznie trzeba być przesiąkniętym nienawiścią.Z
                      trudnego dziećinstwa mozna się wiele nauczyć,np.ułożyć sobie dobrze życie i
                      walczyć by nie powtarzać pewnych schematów.
                      Można też czerpać przykład i żyć "inaczej" z własną chorobą.
                      Kij w dupe jest najłatwiej powiedzieć,poużalać się trochę nad sobą.
                      Psychicznie chorzy raczej nie siedzą w więzieniach tylko w psychiatrykach.
    • to.niemozliwe Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 21:31
      Milosc matczyna bywa mylona z instynktem macierzynskim. O ile ten ostatni jest naturalnyi tylko w skrajnie zaburzonych osobach go brak zupelnie, to milosc matczyna juz nie jest tak oczywista. A to dlatego, ze stawia wyzsze wymagania i wymaga dojrzalosci i sklonnosci do poswiecen. A kazda kobieta ma swoja wizje, gdzie jest granica poswiecania sie dla dzieci. Potem juz jest tylko coraz trudniej, bo milosc nie wystarczy, zeby wytlumaczyc zaborczosc, brak doceniania dziecka, czy brak cierpliwosci na dzieciece pomylki.
      W literaturze dla dzieci motyw zlej matki....? Nie znam, chyba byloby to trudne, zeby dziecku cos takiego wytlumaczyc, tzn. podwazyc cos, co jest dlan zupelnie oczywiste, ze mama jest zawsze dobra?
      • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:25
        Obawiam sie, ze nawet delikatne poddanie w watpliwosc idealnego obrazu matki
        wywolalyby protesty podobnee do tych, ktore wywolalo powiedzenie dzieciom ze
        geje istnieja na swiecie.
        • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:46

          Bajki bywaja bogate w symbolike. I w sumie moze byc dla doroslego
          jak i dla dziecka.:-) Np. dwa znane gele, to Bolek i Lolek.
          Namietna milosc,albo pederasta zalezy w jakiej wersji, to wilk w
          historii o Czerwonym Kapturku.

          Jednak wyglada na to, ze ogolnie ludzie nie sa przygotowani na
          zjawisko 'zlej matki', zwlaszcza w literaturze...
          • to.niemozliwe Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 09:10
            To jest w ogóle ciekawy pomysł na oś dobrego scenariusza, czy dramatu.
            Ale sama tematyka wymaga już dojrzałości odbiorcy, lub osobistych
            wspomnień, które nie każdego były udziałem.
            • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 09:36
              to.niemozliwe napisał:

              > To jest w ogóle ciekawy pomysł na oś dobrego scenariusza, czy
              dramatu.
              > Ale sama tematyka wymaga już dojrzałości odbiorcy, lub osobistych
              > wspomnień, które nie każdego były udziałem.

              ....
              Tak, dla doroslego odbiorcy, to musi byc logiczna calosc scisle
              powiazanych i zaleznych od siebie 'nitek' taki labirynt. Gdzie cos z
              czegos sie wynika.

              Z kolei jako material na np. cos dla nastolatkow ok.12 lat w stylu
              popularnym czyli cetic, z mieczami, latajacymi zwierzakami itp. Tez
              musi miec swoja logiczna calosc. Tylko jedno pytanie, czy
              idealizowany obraz matki jaki jest zakorzeniony w literaturze, mozna
              zniszczyc i ukazac matke jako zla, przewrotna, czarownice, z ktora
              corka toczy walke? Zawsze zle przewrotne byly macochy, ewntualnie
              ciotki, siostry przyrodnie tez mogly byc zle, ale nigdzie w
              literturze dla najmlodszych nie ma mowy o matce....Ot i cala sprawa.
    • doctor.no.1 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:25
      :) etos matki ...
      zmowa milczenia... założenie, że matka NAJLEPIEJ wie, co i jak dla
      SWOJEGO dziecka może zrobić. Moim zdaniem aktualnie pojawia się nowy
      rys matki psychpatycznej, którapod płaszczykiem miłości rani swoje
      dziecko. To matka - NADOPIEKUŃCZA. Taka matka przecież kocha, przecież
      poświęca się, przecież robi wszytko dla dziecka, przecież chce jak
      najlepiej :) tak się stara... tylko potem te dzieci jakieś trefne,
      jakieś lewe, jakieś niewdzięczne takie i wypaczone ....
      • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:37

        'Psychopatyczna matka' to osoba ogromnie zaburzona. Bo przeciez
        celem zycia w biologicznym sensie jest przekazac zycie dalej.
        I wtedy gdy matka 'podgryza' ta szanse zycia chocby w biologicznym
        sensie, to odkrywa tez i niechec do wlasnego zycia. W ogole do
        zycia. W tym jest jakgdyby symbolika samobojcy, ktory boi sie sam
        zabic, z jakis tam przyczyn, ale latwiej jest mu zabic, dzien po
        dniu, tak na raty, osobe najblizsza- swoje wlasne dziecko.

        Temat z rodzaju trudnych...
        • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 23:03
          Jak to czytam, przelatuje mi przez mysl, ze moze powinnam ukleknac przed moim
          owocem zywot blagajac go o wybaczenie ze osmielilam sie go wydac na swiat i co
          gorsza sie nim opiekowac przez te wszystkie lata...

          Nie dajmy sie zwariowac - wiem psychopatie mozna wmowic polowie ludzkosci, ale
          wiekszosc matek naprawde stara sie jak moze.
          A ze matka tez czlowiek i miewa problemy - to tutaj glownie tkwi tabu.
          Uwaza sie, ze kobieta zachodzac w ciaze przestaje byc czlowiekiem a staje sie
          cieniem oddanym calkowicie wlasnemu dziecku. Nie moze juz miec ani wlasnych
          marzen, ani wlasnego zdania, ani wlsnych zajec - jej zycie ma sie ograniczyc do
          wychuchania zadowolonego potomstwa.

          A jesli nie chce poswiecic sie calkowicie, nie ma cierpliwosci aniola i
          umiejetnosci superniani, jeszcze co gorsza ma ludzkie wady i popelnia ludzkie
          bledy i potomstwo jest niezadowolone - zaraz leci ze psychopatka, ze nienawidzi,
          ze "zabija na raty", ze przez nia potomstwo ma zycie skrzywione, ze "powinna
          byla sie wyskrobac".
          Kamieniowac by zaczeli, gdyby mogli.

          W takiej sytuacji nawet ci, ktorzy bronia wszechwladzy rodzicow z prawem do
          bicia dzieci wlacznie niczym niepodleglosci, wolaja zgodnym chorem "powinno sie
          jej odebrac dzieci!".
          • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 23:10
            Czyli jednak temat tabu. Bo jest 1001 usprawiedliwien dla
            skrzywionej miny matki.
            Mi nie chodzi o drobne potyczki w roli matczynej, bo te zrozumie
            kazdy. Mi chodzi o takie generalne zlo, bardzo przejaskrawione.
            Takie, ktore niszczy, nie dopuszcza do istnienia jako
            indywidualnosc. Albo matke, ktora przez cay czas konkuruje ze swoja
            corka.
            Chodzi mi o wypaczone kobiety.
            • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 23:33
              o_witch napisała:

              > Czyli jednak temat tabu. Bo jest 1001 usprawiedliwien dla
              > skrzywionej miny matki.

              Wlasnie - tabu - matka nie ma prawa sie skrzywic.
              Ma miec na twarzy nigdy nie gasnacy lagodny usmiech milosci.

              > Mi nie chodzi o drobne potyczki w roli matczynej, bo te zrozumie
              > kazdy. Mi chodzi o takie generalne zlo, bardzo przejaskrawione.

              Maltretowanie, dzieciobojstwo, narkomania, alkoholizm, opuszczenie,
              zaniedbywanie - to jest zlo, o tym pisalam poprzednio, zreszta wydano sporo
              ksiazek na ten temat.

              > Takie, ktore niszczy, nie dopuszcza do istnienia jako
              > indywidualnosc. Albo matke, ktora przez cay czas konkuruje ze swoja
              > corka.
              > Chodzi mi o wypaczone kobiety.
              >
              Czyli jednak potyczki.
              >
              >
              >
              • o_witch Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 09:18

                Ale tez i cieszy mnie kazda uwaga na temat, ktora jest inna od
                mojej.:=)

                Powiedzmy jest matka jako ta 'czarna wiedzma' zla. Ale skad to
                zlo sie bierze?

                Czy mozna zrzucic cala wine na jej trudne dziecinstwo. Moze nawet
                brak takiego? Brakiem milosci ze strony rodziny? To wszystko za malo.

                Kiedys pisalas w innym watku,ze czesc zla, bierze sie z przerostu
                ambicji w stosunku lenistwa. Mialo to zwiazek z tyranizowaniem
                dziecka.
                I ta uwaga byla bardzo trafna!

                Ale takie kompletne zlo powiedzmy w 'Nie'czystej swej formie musi
                miec tez i inne zrodla bardziej doglebne.Wiec jakie? Musze
                przeczytac calego Yunga aby dojsc do korzeni?



                Czarujące czarownice.
                • sabinac-0 Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 16:15
                  Nie.
                  Wystarczy przeanalizowac jakas sytuacje z przeszlosci, gdy Ty sama kogos
                  zniewazylas lub potraktowalas z gory i przypomniec sobie dlaczego tak sie
                  zachowalas i co wtedy czulas.
                  • o_witch Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 16:37
                    Piszesz to aby pisac, czy masz cos konkretnego na mysli? Nie chce
                    aby ten temat zsunal sie w babski sposob na przypominanie sobie
                    domniemanych krzywd.
                    Jezeli juz chcesz cos napisac to trzymaj sie realizmu, na dzien
                    dzisiejszy.
                    • sabinac-0 Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 16:49
                      A czy Ty sie trzymasz realizmu? Piszesz o bajkach, o "mistycznej walce", o
                      "zrodlach zla", o Yungu.

                      Tymczasem zlo nie jest zadna mroczna tajemnica, jest czescia naszej codziennosci
                      - doznajemy zla od innych i sami je wyrzadzamy, czasem swiadomie, czasem nie.
                      Jesli zamiast szukac wyjasnien w mistyce zrozumiemy wlasne reakcje, latwiej nam
                      bedzie przestac przezuwac niegdysiejsze krzywdy oraz nauczyc sie zarowno bronic
                      przez cudzym zlem jak i unikac wyrzadzania zla innym.
                      • o_witch Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 17:13
                        Pani psychiatro,
                        Co pani taka emocjonalna?
                        Emocje pani, sa jak katar. Zalepiaja nie tyle nos, co czastki mozgu
                        i myslenie sie konczy.:)

                        Temat z jakis tam wzgledow jest mi potrzebny.Nie chodzi w nim o
                        rozwiazanie moich prywatnych spraw. Bo umiem je sama rozwiazac, w
                        wiekszosci sytuacji.
                        Zadalam konkretne pytanie i na nie chialabym otrzymac odpowiedz.
                        A brzmialo ono:
                        czyżby pisanie na temat nienawiści matki do
                        dziecka, wzbudzało ogromny strach? Czy [u]w literaturze dla
                        najmniejszych jedynie macochy są pozbawione uczuć dla dzieci "tej
                        drugiej" kobiety?
                        [/u]

                        I to wszystko, cala reszta poszukiwan jest niepotrzebna i zbedna,
                        choc dosc ciekawa...:=)
                        • sabinac-0 Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 21:59
                          o_witch napisała:

                          > Pani psychiatro,
                          > Co pani taka emocjonalna?
                          > Emocje pani, sa jak katar. Zalepiaja nie tyle nos, co czastki mozgu
                          > i myslenie sie konczy.:)
                          >
                          Jak mawial moj profesor - emocje sa esencja naszego czlowieczenstwa i dodaja
                          barwy naszemu zyciu. :)

                          > Temat z jakis tam wzgledow jest mi potrzebny.Nie chodzi w nim o
                          > rozwiazanie moich prywatnych spraw. Bo umiem je sama rozwiazac, w
                          > wiekszosci sytuacji.
                          > Zadalam konkretne pytanie i na nie chialabym otrzymac odpowiedz.
                          > A brzmialo ono:
                          > czyżby pisanie na temat nienawiści matki do
                          > dziecka, wzbudzało ogromny strach? Czy [u]w literaturze dla
                          > najmniejszych jedynie macochy są pozbawione uczuć dla dzieci "tej
                          > drugiej" kobiety?
                          [/u]
                          >
                          Sadze ze lepiej byloby zapytac na jakims forum o literaturze.

                          Moze cos tam wiem na temat zawilosci ludzkiej duszy ale do rozstrzasania
                          literatury pod katem "co mial na mysli autor piszac te slowa" zdecydowanie lepsi
                          sa polonisci starej daty. :)

                          • o_witch Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 22:37
                            Jak mawial moj profesor - emocje sa esencja naszego czlowieczenstwa
                            i dodaja
                            > barwy naszemu zyciu. :)
                            ...
                            Acha, tylko twoje emocje nie maja szczególnego koloru. A jedynie
                            ukazują kogoś bardzo zgorzkniałego i bez powabu. Który rzuca się
                            wszędzie, gdzie może i owszem coś tam wiesz, ale morza wiedzy
                            jeszcze do końca nie wyżłopałas łyżeczką do kawy, więc wrzuć na luz.

                            Poza tym wydaje mi się straszną torturą dla kogoś, kto powiada,ze
                            psychiatrią się para na codzień, gdy z 'garniturku' roboczego nie
                            może wyskoczyć nawet wtedy, gdy jest wolny od pracy. A jest tym
                            psychiatrą na okrągło....W końcu grozi ci wypalenie zawodowe, o ile
                            nie będziesz umiała zadbać o BHP życia prywatnego.

                            Na temat twojej rady o kimś z kółka polonistycznego, to twoja rada
                            jest kant dupy potłuc. Ale tłumaczyć dlaczego i tak nie bedę.
                            • sabinac-0 Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 23:12
                              Chcialam byc mila, pogadac i pomoc.
                              Chyba nie musze sie tlumaczyc z moich motywow.
                              Ty mnie za to obrazasz.

                              Mozesz tak postepowac, tylko nie podnos potem alarmu ze swiat jest do d...y - ty
                              tez go tworzysz.
                              • o_witch Re: Duzo przesady w tym co piszesz... 17.05.10, 23:16
                                Ach, daj sobie spokój z działalnością charytatywną.

                                Nie ma tam w twoich okolicach pięknej natury,kwiatów, jakiś jezior,
                                zwierzatek do oglądania. Musisz oglądać tą cała ludzką brzydotę...i
                                jeszcze pisać na brzydkim forum:-)
                                Gdzie kazda dyskusja kończy sie brunatnymi kleksami?
    • halev Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:43
      Polecam książki Alice Miller, autorka dość obcesowo rozprawia się z "boskością"
      rodziców.
      • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 16.05.10, 22:52

        czytalam A.M, wiem co napisala, za to tez i ja ukarano, bardzo
        surowo. Pozbawiajac ja pewnych praw jako psychologa...wysmiewajac z
        jej teorii.
        Jej ksiazki sa bardzo kontrowersyjne. Mozna latwo wpasc w
        pulapke 'zgadzania' sie ze wszystkim.
        I ja tez bylam pod jej wplywem do momentu, gdy przeczytalam kilka z
        jej anliz na temat znanych postaci ze swiata kultury, np. pisala o
        Picassie, gdzie duzo sie mylila! Piszac wrecz bzdury.
        • 10iwonka10 Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 09:57
          Czytalas 'Child called it'- napisana przez Davisa Pelzera?

          Nie wiem czy bylo to przetlumaczone na jezyk polski? Dosc
          wstrzasajaca ksiazka ale tutaj z calej grupy rodzenstwa matka
          wybiera jednego chlopcq nad ktorym zneca sie w okrutny sposob.

          • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 10:46
            Nie czytalam. Ale poszukam tej ksiazki. Dzieki za tips...:=)
          • czubata Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 10:56
            matka może się okazać złą matką kiedy jest psychicznie chora.
            • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 10:58
              Zgadzam sie. Ale tez i nie cala osobowsc jest chora do np. 100%

              Ci jak powiadasz chorzy, posiadaja tez swidomosc. I sa calkiem
              czasami swiadomi tego co robia.
              • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 16:55
                Powiem wiecej - z wyjatkiem epizodow ostrej psychozy sa calkowicie swiadomi
                tego, co robia.
                • czubata Re: Nieskazitelna miłość matki... 17.05.10, 23:17
                  To czyli mam jednak powód by mieć żal.Jakoś nie potrafię,obłęd czasami wygląda
                  strasznie.I chyba lepiej sobie pomyśleć że to wszystko przez obłęd,bo musiałabym
                  te matkę strasznie znienawidzić.
                  • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 18.05.10, 17:05
                    Niestety, dzieci chorych psychicznie znajduja sie w pulapce - bo albo uznaja
                    rodzica za swiadomego i odpowiedzialnego, czuja sie skrzywdzone i nienawidza go,
                    albo "rozumieja" jego chorobe, poczucie krzywdy zastepuja poczuciem winy i
                    nienawidza siebie.

                    Nie wiadomo, co gorsze.
                    • czubata Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 22:15
                      abinac-0 napisała:

                      > Niestety, dzieci chorych psychicznie znajduja sie w pulapce - bo albo uznaja
                      > rodzica za swiadomego i odpowiedzialnego, czuja sie skrzywdzone i nienawidza go
                      > ,
                      > albo "rozumieja" jego chorobe, poczucie krzywdy zastepuja poczuciem winy i
                      > nienawidza siebie.
                      >
                      > Nie wiadomo, co gorsze.

                      Ale przynajmniej mam świadomość że gdybym postępowała tak jak moja matka to
                      robiłabym przeokrutną krzywdę moim dzieciom,czego naprawdę nie chcę.Ponadto wiem
                      czego dzieci potrzebują najbardziej,bo zawsze mam w pamięci samą siebie,i tego
                      czego mi najbardziej brakowało w dzieciństwie.Czuję się świadoma iż dzieci mają
                      uczucia i łatwo można skrzywdzić ich psychikę.Boję się o ich psychikę wręcz.
    • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 18.05.10, 16:44
      Miłość matki do dziecka nie jest czymś oczywistym, a tym bardziej - wbrew
      obiegowej opinii - czymś naturalnym i wrodzonym.

      Aby zaistniała, trzeba spełnić podstawowy warunek - przede wszystkim przyszła
      matka musi kochać przyszłego ojca. Ale ten warunek jest spełniony tylko wtedy,
      gdy nie jest neurotyczna, tj. gdy jej wybór mężczyzny nie jest dyktowany
      nieświadomymi kompleksami, tylko sercem i rozumem. A to wbrew pozorom rzadkość.

      W tym "zdrowym" przypadku miłość matki do dziecka jest faktycznie naturalna.
      Stanowi jakby zwieńczenie miłości i pożądania, jakie kobieta czuje do mężczyzny.
      Dziecko jest wtedy kwintesencją związku, oczywistym darem, jaki kobieta
      ofiarowuje przyszłej głowie rodziny.

      Neurotyczna kobieta nie kocha swego faceta, lub co najwyżej jest to miłość chora
      (dziś w modzie jest słówko 'toksyczna'), a wiadomo, że z chorego związku może
      wyniknąć tylko chore potomstwo. Dzieci będą okaleczone emocjonalnie - wychowane
      na wrogów ojca i ogólnie w duchu nieufności i wypierania wszystkiego, co męskie.
      Jest to plaga dzisiejszych czasów, kiedy kobiety biorą się do 'wychowywania'
      dzieci, zamiast ograniczyć się do etapu opieki.

      Stąd tak wiele przypadków depresji i nerwic, plaga narkomanii i inne patologie
      społeczne. Niestety, ale żyjemy w społeczeństwie, w którym brak prawdziwych
      ojców - są traktowani usługowo lub jak podnóżki przez neurotyczne suki, które
      panoszą się w mediach i na uczelniach.

      Pozorny patriarchat, a w rzeczywistości - solidarność macic.
      • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 18.05.10, 20:31

        Twoje meskie spojrzenie na sprawe jest dalekie od prawdy.
        Bo i owszem, sa matki wyrodne. `Z czegos to wynika.
        Lecz kobieta moze pokochac kazde dziecko, nawet nie swoje i byc dla
        takiego dobra matka./To wiele z mezczyzna nie ma wspolnego./
        I jest to najprawdziwsza i szczera milosc.

        Jest takie prawo 'odbijania lusrzanego'. Czasami stosuje sie je w
        terapiach.

        Osoby zaburzone, z konfliktami wewnetrznymi, chca ten konflikt
        odzwierciedlac, w drugim. Stad te wszystkie szarpaczki. Dzieci, z
        kolei moga miec swoj wlasny charakter i osbowosc, niczym nie
        przypominajaca rodzica frustrata. Wiec zlosc i zadza wladza,
        dominacji jedynie u takiego zaburzengo osobnika, czy osobniczki
        eskaluje az osiagnie swoj cel. Czyli zrani dziecko... Ale to sa
        osoby bardzo nieszczesliwe i ',chore' a prawa rodzicielskie powinny
        im byly byc odebrane...
        • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 19.05.10, 18:04
          Rozumiem. Ale skoro swój temat zaczęłaś od nakreślenia obiegowego, powszechnego
          obrazu miłości matki, ja też pozwoliłem sobie uogólnić. Po co? Po prostu pewne
          cechy są słabo zauważalne, subtelne lub dobrze kamuflowane - i trzeba je
          wyostrzyć aby były widoczne.

          Przykładowo - pisząc o społeczeństwie, które "wygnało" ojca, mam na myśli
          również psychiczny proces wypierania wszystkiego co męskie u wielu neurotycznych
          kobiet i mężczyzn (tzw. feministów). Jednocześnie bywa i tak (i właśnie taki
          przypadek opisałem), że kobieta, hodując nieświadomą nieufność do mężczyzn,
          pragnie jednocześnie reprezentować męskie wartości i zachowania, a przynajmniej
          to, co uważa za męskie wartości i zach. Powstaje głęboki dysonans poznawczy
          prowadzący do konfliktu wewn. - i stąd już krok do neurozy.

          Domagam się człowieka kompletnego, który harmonijnie łączy cechy kobiece i
          męskie. Przewaga każdej tendencji prowadzi do mniejszych lub większych zaburzeń
          (syndrom Supermana albo Maryi-Zawsze-Dziewicy).

          Zauważ, że omijam przypadki jawnie patologiczne - te są łatwo demaskowane,
          nagłaśniane, bywają przedmiotem kampanii społ. Ja na odwrót - zajmuję się
          sytuacjami, gdzie wrogość i (auto)agresja są przykrywane płaszczykiem troski,
          dbałości, chrześcijańskiej łaskawości i zrozumienia. Takie przypadki uważam za
          szczególnie groźne i nie mniej toksyczne od tych rozgłaszanych wszem i wobec.

          Emocjonalne kaleki powstają i w rodzinach z "marginesu", i w tych pozornie
          kochających. A szkody są niepomierne po obu stronach.
    • avgust Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 12:14
      Tak, wiedźmo. Milość matki rzeczywiście jest nieskazitelna i dobra.
      Jest wszechogarniającą boginią losu znaną na wschodzie pod imieniem
      Mai, czyli prządki ludzkiego losu. Matka troszczy się o dzieci,
      pragnie zapewnić im szczęście. Jest swoistym wszechogarniającym
      duchem rodziny. Jednak radość i szczęście jest udziałem tego, kto
      wykazuje się energią, kto zapładnia glebę ziemi, jak mówi np. Jung,
      i daje jej wzrost. Dlatego udziałem czlowieka samodzielnego,
      dbającego o własne interesy i będącego podmiotem świata staje się
      swoisty upadek moralny. Tzw trzeci etap rozwoju człowieka.
    • jadwiga1350 Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 16:08
      > Tamat w sumie tabu. Które dość trudno obalić i trudno znależć coś
      na
      > ten temat w literaturze, czyżby pisanie na temat nienawiści matki
      do
      > dziecka, wzbudzało ogromny strach?

      Coś tam się znajdzie. Scarlett O'Hara była złą matką, także Becky
      Sharp z "Targowiska próżności". Wiele złych matek jest w mitologii,
      choćby Medea zabijająca swe dzieci.
      • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 19:13
        Witch napisała:

        "Lecz kobieta moze pokochac kazde dziecko, nawet nie swoje i byc dla
        takiego dobra matka./To wiele z mezczyzna nie ma wspolnego./
        I jest to najprawdziwsza i szczera milosc."

        Ja bym raczej powiedział - to jest prawdziwy instynkt macierzyński. Ale temat
        dotyczył chyba złych matek, a w Twoim przykładzie to nawet nie jest matka.

        "Twoje meskie spojrzenie na sprawe jest dalekie od prawdy."

        Co konkretnie jest dalekie od prawdy?
        To, że istnieją matki wychowujące emocjonalne kaleki?
        To, że "wychowanie" przez kobietę kończy się często głębokim urazem,
        nieuświadomionymi kompleksami i problemami, z którymi ludzie zmagają się do
        końca życia?

        Jak do tej pory nie widzę tu prawdziwej dyskusji na argumenty; chyba
        wystraszyłaś się tematu, który sama poruszyłaś.
        • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 19:24
          Alez nie. Nie ma czasu jestem bardzo zajeta. Ale powroce do
          tematu...Nie ma obaw.
        • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 20.05.10, 21:45
          To, że "wychowanie" przez kobietę kończy się często głębokim
          urazem,
          nieuświadomionymi kompleksami i problemami, z którymi ludzie zmagają
          się do
          końca życia?
          • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 22.05.10, 15:56
            O_witch napisała:

            "Pisales pozniej na temat kobiet, ktore niszcza dzieci. Mysle, ze to
            tez zalezne jest od roznicy geograficznej. Polki w duzej wiekszosci
            ogolnie nie sa uznawane za dobre matki. Wystarczy wejsc na forum o
            wychowaniu dzieci, gdzie naprawde panuje istny horror. Nie wiem od
            czego to zalezy."

            Pewną odpowiedź mogą dać poglądy mistrza Osho, którego ostatnio czytam i daje mi
            do myślenia. Osho pisze:

            "Wszyscy rodzice mają nadzieję i ta nadzieja niszczy ich dzieci. Musisz
            uwolnić się od swych rodziców - podobnie jak dziecko pewnego dnia musi wyjść z
            łona matki. W przeciwnym wypadku łono przekształci się w miejsce śmierci."
            I
            dalej:

            "Jeżeli rodzice są czujni i wykazują zrozumienie, będą pomagać dziecku, by
            stało się wolne tak szybko, jak to możliwe. Tacy rodzice nie będą warunkowali
            dziecka w ten sposób, by społeczeństwo mogło je wykorzystwać[...]


            Jest to bardzo bliskie mojemu postrzeganiu sprawy. Jakże często rodzice
            wychowują dzieci pod kątem własnych iluzji, podświadomych pragnień, kompensacji!
            Osho w prosty sposób formułuje myśl, że wychowanie pod kątem własnych
            nieuświadomionych kompleksów stwarza człowieka zależnego, niewolnika Kombinatu.
            Taką jednostką, zniewoloną oczekiwaniami i powinnościami można łatwo sterować,
            wykorzystywać. Społeczeństwo (czyt. system) tylko czeka na takie marionetki,
            realizujące kompleksy własnych rodziców (najczęściej właśnie matek). I
            najważniejszy cytat:

            "Z prawa natury wynika, że to matka przejawia instynktowną miłość do dziecka.
            Nie jest jednak odwrotnie. Dziecko nie jest wyposażone w naturalny instynkt
            kochania matki. Dziecko potrzebuje matki, korzysta z opieki [...] Żadne prawo
            natury nie stanowi jednak, że dziecko powinno kochać matkę. Dziecko lubi matkę,
            ponieważ jest ona pomocna i troskliwa. [...] obdarza matkę wdzięcznością i
            szacunkiem. Jednak miłość to zupełnie odmienne zjawisko."


            Jakże często naturalny instynkt opieki zamienia się w szafowaniem słowem
            "miłość" - w imię przywiązania dziecka do siebie. Traktowanie dziecka jako
            własność, którą można ocalić albo zniszczyć. Jako rekompensatę za codzienne
            uczucie tracenia kontroli nad sytuacją. To nie jest miłość, tylko szantażowanie
            uczuciem. Bardzo często matka wysyła nieświadomy sygnał:

            Będę cię kochać, jeśli zrobisz to i to...
            Będę dawała ci opiekę, jeśli będziesz taki i taki...

            To nie jest miłość, tylko emocjonalny szantaż, który zamienia człowieka w
            emocjonalną kalekę. Rozejrzyjcie się - to forum jest pełne takich ludzi.
            • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 22.05.10, 17:32
              Osho, hmm, dosc ostre to co pisze, raczej, z punktu jakiegos
              fliozofa? Bo jego opinie i chociaz niektore sa sluszne, to jednak
              pozostale niezupelnie.

              Dziecko kocha. Male dziecko potrafi kochac ogromnie. Pisze to sama,
              bo pamietam moje uczucia wzgledem rodzicow, a pozniej moje wlasne
              dzieci wzgledem mnie i mojego meza, gdy byly malutkie.
              (Inna sprawa to tez pamietam jak bardzo bylismy wykonczeni jako
              rodzice ganiajac wokol malych, ktore nas terroryzowly swoimi
              krzykami. Ale opanowalismy to.)

              Zgadzam sie ze stwierdzeniem,ze kochanie za cos, nie jest miloscia.
              A jedynie ograbianiem dziecka z jego naturalnego bogactwa. W ten
              wlasnie sposob tworzy sie tzw. falszywe pojecie swojego "ja" i
              problem z identyfikacja.

              Ze starych psychoanalitykow nalepiej o tym problemie pisal H. Kohut.
              • leda16 Re: Nieskazitelna miłość matki... 23.05.10, 23:28
                o_witch napisała:


                >
                > Zgadzam sie ze stwierdzeniem,ze kochanie za cos, nie jest miloscia.


                Więc wedle tego stwierdzenia miłość nie istnieje, ponieważ zawsze kochamy za coś - za urodę (to najczęstsza męska deklaracja), wdzięk, urok osobisty, mądrość. Nie ma miłości "za nic" Równocześnie miłość macierzyńska to coś daleko więcej niż instynkt. Instynkt macierzyński ma każde zwierzę. Równocześnie relacje zwierząt definitywnie kończą się w momencie usamodzielnienia się potomstwa, przeciwnie niż u ludzi.
                Ale różne psychopatyczne teorie zachęcają nas do zwierzęcych zachowań, wmawiają rodzicielskie toksyny i postulują odcięcie pępowiny. Wydaje się, iż autorzy tych teorii żarliwie nienawidzili swoich rodziców a później chcieli wszczepić tą nienawiść możliwie szerokiemu gronu ludzi. Zważywszy, jak horrendalną kasę zbijają na tych postawach gabinety psychoterapeutyczne, one najwyraźniej wstrzeliły się w zapotrzebowanie społeczne ;).


                • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 24.05.10, 10:26
                  Leda, gdy czytam twoje teorie na temat wychowania i stosunkow rodzice-dzieci,
                  mam nieodparte wrazenie, ze twoje zgorzknienie i wscieklosc na wszystkie dorosle
                  dzieci swiata wynika z tego, ze twoje wlasne dzieci, wyrwawszy sie z twych
                  twardych objec, znikly nie podajac adresu...
                  • leda16 Re: Nieskazitelna miłość matki... 31.05.10, 23:09
                    sabinac-0 napisała:
                    > mam nieodparte wrazenie, ze twoje zgorzknienie i wscieklosc na wszystkie dorosl
                    > e
                    > dzieci swiata wynika z tego, ze twoje wlasne dzieci, wyrwawszy sie z twych
                    > twardych objec, znikly nie podajac adresu...


                    Czyżbyś Sabino projektowała na mnie własne postawy rodzicielskie? A poza tym doszukiwanie się wściekłości i goryczy tam, gdzie ich nie ma, to takie nieprofesjonalne jak na psychiatrę :(.
                    • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 01.06.10, 18:21
                      Czyzbym trafila? :)
                • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 24.05.10, 10:46
                  Są różni rodzice. Pomyłką jest wrzucanie wszyskich do jednego worka.

                  Sa też sytuacje, gdzie zachowanie rodzica jest bardzo raniące dla
                  osobowości dziecka.

                  Wyobraź sobie sytuację, gdy rodzic niezważając na zainteresowania i
                  zdolności dziecka, wręcz zmusza dziecko do obrania kierunku studiów,
                  w którym dziecko się nie spełnia i to nie jest częscią jego "Ja" -
                  osobowości.

                  Później ludzie tacy mają poważne problemy z identyfikacją. Są
                  psychicznie rozdarci.Duzo na ten temat pisał Kohut, swoich
                  książkach.


                  • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 24.05.10, 11:01
                    o_witch napisała:

                    > Wyobraź sobie sytuację, gdy rodzic niezważając na zainteresowania i
                    > zdolności dziecka, wręcz zmusza dziecko do obrania kierunku studiów,
                    > w którym dziecko się nie spełnia i to nie jest częscią jego "Ja" -
                    > osobowości.

                    Takie wlasnie poglady glosi Leda przy roznych okazjach - ze taki np. 20-latek
                    jest za glupi by decydowac o swojej przyszlosci, ze niektore studia sa
                    niepraktyczne i trzeba dziecku je wybic z glowy, ze inna orientacja seksualna
                    lub nie odpowiadajacy matce partner to fanaberie - ze w takich przypadkach
                    nalezy gowniarza zaciagnac do psychologa i niech go tam przerobia wedle zyczenia
                    rodzicow.
                    • leda16 Re: Nieskazitelna miłość matki... 31.05.10, 23:25
                      sabinac-0 napisała:
                      > Takie wlasnie poglady glosi Leda przy roznych okazjach - ze taki np. 20-latek
                      > jest za glupi by decydowac o swojej przyszlosci, ze niektore studia sa
                      > niepraktyczne i trzeba dziecku je wybic z glowy,


                      Tylko nie "wybić". Użyłabym raczej sformułowania - dyplomatycznie wyperswadować. Nastolatek poza swoim słabo uzasadnionym chciejstwem ma niewielkie doświadczenie życiowe, dlatego jego wybory i decyzje często oparte są na przypadkowych przesłankach. Natomiast dysponujac już ponadprzeciętnym IQ, jest w stanie skończyć każde studia wyższe. Jeżeli zdecyduje się na zawód dający dostatek dla niego i jego rodziny, to tym lepiej dla niego i założonej przez niego w przyszłości rodziny. Oczywiście, każde poglądy można strywializować i sprowadzić do debilnego absurdu tak, jak Ty to robisz Sabino. W tym sensie to, o czym piszesz, daleko odbiega od moich pogladów.


                      ze w takich przypadkach
                      > nalezy gowniarza zaciagnac do psychologa i niech go tam przerobia wedle zyczeni
                      > a
                      > rodzicow.


                      Może wskażesz mi miejsce w którym twierdziłam , że psycholog jest zdolny "zjadacza chleba w anioła przerobić"? Dobre by to było, niestety psycholog w 6 miesięcy nie wykorzeni tego co zagnieżdżało się przez 18 lat w umyśle dziecka wskutek róznorodnych wpływów z genetycznymi na czele.
                      • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 01.06.10, 18:20
                        leda16 napisała:

                        >
                        > Tylko nie "wybić". Użyłabym raczej sformułowania - dyplomatycznie wyperswadować
                        > .
                        A jesli sie uprze to co? Zmusic, zaciagnac do psychiatry, wniesc o
                        ubezwlasnowolnienie, zaszantazowac "umieraniem" czy "slabym sercem", wyzwac od
                        niewdziecznikow odtracajacych reke co ich wykarmila, wpedzic w poczucie winy?

                        > Nastolatek poza swoim słabo uzasadnionym chciejstwem ma niewielkie > doświadcze
                        > nie życiowe, dlatego jego wybory i decyzje często oparte są na przypadkowych pr
                        > zesłankach. Natomiast dysponujac już ponadprzeciętnym IQ, jest w stanie skończy
                        > ć każde studia wyższe. Jeżeli zdecyduje się na zawód dający dostatek dla niego
                        > i jego rodziny, to tym lepiej dla niego i założonej przez niego w przyszłości r
                        > odziny.

                        Dorosly czlowiek ma prawo do wlasnych decyzji i wlasnych bledow. Nam pozostaje
                        jedynie nadzieja, ze wszystko mu sie dobrze ulozy, nawet jesli jego wybory
                        roznia sie od naszych.


                        > psycholog w 6 miesię
                        > cy nie wykorzeni tego co zagnieżdżało się przez 18 lat w umyśle
                        > dziecka wskutek
                        > róznorodnych wpływów z genetycznymi na czele.
                        >
                        Masz na mysli nasze wlasne bledy czy tez tradycyjnie definiujesz ujemne cechy
                        genetyczne jako "cechy odziedziczone po wspolmalzonku"?
                        :)
    • elago2 Re: Nieskazitelna miłość matki... 22.05.10, 20:46
      Moja matka nigdy nie okazywała nam czułości. Teraz, gdy jest stara i
      chora oczekuje jej od nas. Ja jednak nie potrafię...nie umiem. Zbyt
      dużo złego od niej zaznałam i nie tylko ja:(
      • o_witch Re: Nieskazitelna miłość matki... 22.05.10, 21:07
        Wspolczuje ci bardzo. Bo wyobrazam sobie jaki glod matczynej milosci
        odczuwasz.
        Zycze ci abys mogla jednak znalezc droge do matki, do jej serca,poki
        jeszcze wam jest dany czas. A moze ta droga wiedzie przez twoje
        serce? Najpierw to je powinnas nauczyc sie otwierac.

        Choc ja nie wiem jaka byla twoja 'mam', wiec nie bierz sobie mojego
        tekstu zbyt do glowy.
    • wentyl77 Dalszy ciąg przemyśleń Osho 23.05.10, 10:30
      "Miłość przepływa z góry na dół:od matki do dziecka, a nie w odwrotnym kierunku.
      Podobnie jak Ganges płynie w stronę oceanu, a nie w kierunku źródła. Matka jest
      źródłem i miłość od niej płynie ku nowym pokoleniom. Przepływ miłości w kierunku
      odwrotnym byłby aktem przemocy, działaniem nienaturalnym i sprzecznym z
      biologicznymi zasadami.
      "

      "Jednak dziecko musi udawać, ponieważ matka mówi: [...] Musisz mnie kochać!" Co
      może zrobić dziecko? Ono może tylko udawać, dlatego zostaje politykiem. Każde
      dziecko już od kołyski staje się politykiem. Uśmiecha się, kiedy tylko matka
      wchodzi do pokoju. Jest to uśmiech Jimmy'ego Cartera!"

      "Jednak miłość staje się zafałszowana. Skoro nauczysz się tandetnej miłości,
      miłości plastikowej, b. trudno jest odkryć miłość oryginalną, prawdziwą,
      autentyczną. Następnie dziecku nakazuje się, by kochało swoich braci i siostry.
      Są to wszystko narzucone dziecku pomysły, kt. mają na celu utrzymanie spójności
      rodziny. Cały proces fałszowania rzeczywistości doprowadza do punktu, w
      którym zakochanie się w drugiej osobie również nie jest autentyczne.
      "

      "Matka jest twoim źródłem. Jeśli zaczynasz poruszać się w kier. matki, płyniesz
      w górę strumienia. [...] Matkę należy kochać w zupełnie inny sposób. Ona nie
      jest twoją kochanką i nie może nią być. [...]
      Pamiętaj więc, że miłość do matki powinna przyjmować formę wdzięczności i
      głębokiego szacunku."

      Nic dodać, nic ując.
      • o_witch Re: Dalszy ciąg przemyśleń Osho 23.05.10, 10:50
        Zgadzam sie z co poniktorymi czesciami jego wypowiedzi.

        Stad tam gdzie nie ma milosci jest tyle wypaczen i chorob
        psychicznych. Tam tez, gdzie male dziecko nie czuje sie kochanym
        przez matke, czesto dochodzi do momentu, gdy organizm 'wywoluje'
        smierc. Smierc jest komponentem kazdego zywego organizmu i mamy ja
        wkomponowana w nasze geny.
        Lecz milosc jest pojeciem tez wpisanym w nasza podswiadomosc, nad_
        jazn, w ta energie, ktora trzyma nas przy zyciu.

        Stad tez sytuacje, gdzie ludzie przechodzili prawdziwe gehenny,
        gdzie nie bylo zadnej milosci, a bestialskie traktowanie ludzi
        dookola, a jednak co zaskakujace dzieci, ktore wyszly z takich
        srodwisk nie ujawnialy zadnych zaburzen psychicznych.
        Pytanie wtedy pozostaje dlaczego? Przeciez powinny wchlonac te zle
        srodwisko jak gabka i odbic je dalej.
        Wniosek z tego jest taki,ze cos za tym 'stoi' i to cos jest wieksze
        niz zwykle relacje pomiedzy ludzkie.
        • wentyl77 Re: Dalszy ciąg przemyśleń Osho 23.05.10, 11:17
          o_witch napisała:

          > Zgadzam sie z co poniktorymi czesciami jego wypowiedzi.
          >
          > Stad tam gdzie nie ma milosci jest tyle wypaczen i chorob
          > psychicznych.

          Tam, gdzie nie ma miłości autentycznej, często jest miłość neurotyczna - wytworzona i 'wymyślona' niczym z walentynkowej kartki, w imię jakiegoś chorego systemu dumy napędzanego dążeniem do ideału. Złe matki, o których piszę, wykazują wielką próżność na punkcie miłości. Są dumne ze swej miłości do dziecka, a nie ze swego dziecka.

          To wszystko opiera się na bazie wypreparowanych emocji i uczuć, z prawdziwym przeżywaniem mających niewiele wspólnego. A potem takie dzieci wychowane przez neurotyczki nie wiedzą jak kochać, więc wydaje im się, że właściwym obrazem miłości jest obrazek z walentynkowej kartki.

          > Tam tez, gdzie male dziecko nie czuje sie kochanym
          > przez matke, czesto dochodzi do momentu, gdy organizm 'wywoluje'
          > smierc.

          To nie musi być dosłowne, ponieważ często śmierć jest zadawana sobie poprzez bierną agresję, prowokowanie sytuacji ryzykownych albo nieszczęść, hipochondrię.

          Albo- najczęściej - przez nałogi. Nałóg nie jest niczym innym, tylko zwycięstwem instynktu śmierci, który przeważył nad instynktem życia. Tam, gdzie nie ma miłosci, instynkt twórczy zamienia się w destrukcyjny. Takie są efekty kultu Matki-Polki, idealnej Maryi-Zawsze-Dziewicy w naszym społeczeństwie.
          • lilli_fanders Re: Dalszy ciąg przemyśleń Osho 23.05.10, 13:50
            Albo- najczęściej - przez nałogi. Nałóg nie jest niczym innym,
            tylko zwycięstwem instynktu śmierci, który przeważył nad instynktem
            życia. Tam, gdzie nie ma miłosci, instynkt twórczy zamienia się w
            destrukcyjny. Takie są efekty kultu Matki-Polki, idealnej Maryi-
            Zawsze-Dziewicy w naszym społeczeństwie.




            To bardzo ciekawe co napisałeś na temat. Tez odbieram podobnie
            nałogi, jako tzw. smierć zadawaną sobie na raty.
            Prawdopodobnie, to o czym mowa w tym wątku, to problem wielu
            generacji. Matka sama się taka nie stowrzyła, a jedynie powiela
            schematy dobrze jej znane.
            I zapewne, równiez ma to uwarunkowania kulturowo/religijne.
    • lola0071 Re: Nieskazitelna miłość matki... 23.05.10, 10:40
      > I czy matka w ogóle może nie kochać swojego dziecka, tak od zarania?
      > Jeżeli tak, to dlaczego?

      Bo ma np jakiś uraz chorobowy do osób płci żeńskiej (z dzieciństwa) i kocha
      tylko syna, a córki nienawidzi;/
      Kiedyś też w internecie wyczytałam, że osoby z bpd nie mają instynktu
      matczynego- zgadzam się z tym, bo moja "matka" ma prawdopodobnie bpd i była
      zimna bezgranicznie...
      Matka może też nienawidzić swojego dziecka, bo jego ojciec odszedł od niej,
      kiedy była w ciąży.
      Idiotek, które nienawidzą swoich NIEWINNYCH dzieci nie brakuje...
      • lola0071 Re: Nieskazitelna miłość matki... 26.05.10, 17:59
        A swoją drogą nieco internetowej "literatury" o złych matkach znajduje się pod
        tym linkiem:

        wiadomosci.o2.pl/?s=512&t=8119
        • marrie30 Re: Nieskazitelna miłość matki... 27.05.10, 22:49
          Gdyby matki były takie idealne... świat byłby lepszy ;)
          Nikt z Was nie ma pretensji do swojej matki, że była nie taka jak
          trzeba?

          • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 10:48
            marrie30 napisała:

            > Gdyby matki były takie idealne... świat byłby lepszy ;)
            > Nikt z Was nie ma pretensji do swojej matki, że była nie taka jak
            > trzeba?
            >

            Wiem, że to jest pisane w cudzysłowiu, ale ja nie oczekuję, aby matki były idealne. Tak jak drzewa albo łańcuchy górskie nie są idealne, tu nieco pokręcone, niesymetryczne tak ludzie mają pełne prawo odstawać od "wzorca idealnego". Nierówności i niesymetria sprawiają, że ludzie (wiem, dziwne porównanie ale nic innego nie przyszło mi na gorąco) są ciekawi, nietuzinkowi.

            Ja oczekuję od matek, że będą ŚWIADOME. Otóż większość zła nie wynika z niedbalstwa, lenistwa, czy niedotrzymywania umowy społecznej pod tytułem: "Będę super-matką" tylko właśnie z pewnego nadmiaru - wiele matek postępuje w/g nieświadomych kompleksów, fobii, obsesji i resentymentów.

            I to jest coś co nazywam grzechem zaniechania. W dobie powszechności informacji, dostępności do wszelkiego rodzaju usług i materiałów drukowanych pozostawianie kompleksów samym sobie to straszliwy błąd. Dlatego nie wymagam od kobiet by były chodzącymi ideałami - wymagam, aby były kompletnymi, świadomymi jednostkami. A wtedy zostanie dobrą matką już wynika samo z siebie.
            • marrie30 Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 11:22

              Też kiedyś doszłam do wniosku, że większość nieszczęść wynika z
              braku świadomości u ludzi ;) (nie ma np.nic bardziej
              niebezpiecznego dla kobiety niż nieświadomy mężczyzna...;) ).
              Jednak nawet jak człowiek jest świadomy to nadal ma możliwość wyboru-
              tzw. wolną wolę i to nie znaczy, że wybierze "to dobre" zachowanie.
              A to też się dzieje z różnych powodów, nie tylko z powodu złej
              woli ;) ale też niemożności spowodowanych wychowaniem, środowiskiem,
              osobowością etc.

              Tak,życie mogłoby być prostsze...
              • wentyl77 Tak, jak psychoanaliza była odreagowaniem na... 28.05.10, 11:56
                ...epokę wiktoriańską, tak rewolucja Dzieci-Kwiatów była odreagowaniem na traumę wojenną i nadopiekuńcze matki.

                Nadopiekuńcze matki z lat powojennych wychowywały yuppies (którzy rzucili się w wir hedonistycznego życia) i wcześniej "pokolenie X", pełne melancholików i neurotyków nielubiących siebie, których ikoną był Douglas Copland i Curt Cobain.

                Tylko, że amerykanie byli na to przygotowani - właśnie falą psychoanalizy, którą przeżyli wiele lat wcześniej i która zaowocowała świadomym społeczeństwem i świadomymi obywatelami. Dlatego uważam, że wciąż jesteśmy społeczeństwem niedojrzałym, które nie przeszło mody na psychoanalizę, i wciąż (niczym dzieci Dulskiej) uważa, że własne brudy najlepiej zamiatać pod dywan. Ilość nierozwiązanych kompleksów, stopień atomizacji społeczeństwa i poziom wzajemnej nieufności tylko pokazuje, jak wiele pracy jeszcze prze nami.

                Różnica między pokoleniem naszych 30-latków a yuppies polega na tym, że ci pierwsi właśnie są o wiele mniej świadomi, i rzucili się do budowania kapitalizmu bez wiedzy, jakie to niesie koszty i zagrożenia. A głównym zagrożeniem jest właśnie pokolenie pozbawione faktycznej obecności ojca, pozostawione na łaskę lub niełaskę nieświadomych matek, które na dzieciach "wyżywają" swoje kompleksy. Pierwsze 2 dekady po 1989 uważam pod tym względem za stracone - obrazu dopełniają nieudane eksperymenty na dzieciach w rodzaju rządów Giertycha i wprowadzenie gimnazjów. Dopiero w ostatnich latach widać pierwsze symptomy opamiętania - ojcowie zaczynają wychowywać swoje dzieci, widać ich na spacerach, w przedszklach, na wywiadówkach itp.

                Ale długa droga jeszcze przed nami. Sam jestem ciekaw, do czego to doprowadzi...
                • wifch Re: Tak, jak psychoanaliza była odreagowaniem na. 28.05.10, 15:49
                  Oczywiscie,ze rola ojca jest bezwzglednie wazna.Ale dobrego ojca.
                  Tak jak i dobrej matki, ktorych jak wiemy jest malo.

                  Badajac troche ogledniej sprawe i wracajac w historie, nalezy
                  wspomniec o calych pokoleniach dzieci wychowanych przez matki
                  samotne. Ojcowie szli i gineli na wojnach, ktorych bylo bez liku. To
                  pozniej kobiety musialy zarowno ciezko pracowac, co i samotnie
                  wychowywac dzieci. Tak bylo w mojej rodzinie, gdzie obu dziadkow
                  zaciagnela wojna. Przezyli, ale nie byli obecni w dorastaniu dzieci,
                  bo nie bylo ich przez cala II wojne swiatowa.
                  Inna sprawa ojcow nieodpowiednich, alkoholikow, zaburzonych
                  psychicznie itp. Czy nie lepiej jest wtedy samej wychowac dzieci,
                  niz skazywac male na ogladanie calej degragolady?
              • wifch Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 10:50
                Też kiedyś doszłam do wniosku, że większość nieszczęść wynika z
                braku świadomości u ludzi ;)
                ..........
                Z ta swiadomoscia, to dosc skomplikowana sprawa. Swiadomosc wynika
                z poziomi inteligencji czlowieka i umiejetnego procesu uczenia. To
                tak w wielkim skrocie. Czlowiek uczy sie przez caly czas. Umysl musi
                byc zajety inaczej...zamiera.
                Zamieraja nawet komorki mozgu. Z biegiem lat jest to bardziej
                widoczne szczegolnie u ludzi starszych.

                A z rozwojem swiadomosci wedlug absolutnie mojej teorii, wiec nie
                bierz tego na serio, sa zwiazane blokady psychiczne jakie stosuje
                nasz "System ochrony psychiki"
                Jest to caly system zaprzeczen i ucieczek przed uswiadamianiem sobie
                czasem bolesnej i okrutnej rzeczywistosci.

                W momencie, gdy owe blokady sa przerwane, zaczyna do swiadomosci
                naplywac nowa informacja, ktora jak czysty prysznic, zmywa stara
                wersje jakiegos tam przezycia, ktore wywolaly owe blokady, tamujace
                rozwoj swiadomosci.
                Czym bardziej traumatyczne i bolesne przezycia, tym silniejsze
                blokady, ktore trzymaja psychike w jedna zintegrowana calosc, nie
                dopuszczajc do rozbicia, pod wplywem bolu i cierpienia.
                Owe blokady tamujace przeplyw 'energii' sa czasem niebezpieczne, bo
                doprowadzaja do roznych zaburzen, np. depresji.

                Dlatego terapia ma m.in za zadanie powoli ten mur blokad i
                zaprzeczen skruszyc, aby dojsc do sedna 'strasznej' czasami
                prawdy.Np. ze ktos nie byl kochany przez rodzicow, czy inne
                tragiczne historie.
                Najlepsza terapia jest wszelkiej masci dzialanosc tworcza np.
                pisanie, malarstwo, czy muzyka itp.
                Taniec tez jest dobra metoda na wyzwolenie z ciala owej zablokowanej
                energii.



                • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 11:23
                  Zgadzam się w całej rozciągłości, z tym że nie widzę abyś była "absolutną"
                  autorką tej teorii.

                  Przecież nie kto inny tylko Freud zauważył, że wiele ludzi nieświadomie stosuje
                  cały zestaw "technik" obronnych i ochronnych. Z tym , że chodziło mu nie tyle o
                  ponure czy traumatyczne prawdy o życiu, ile o tłumione pragnienia i obsesje. Mam
                  na myśli wiele różnych zabiegów takich, jak:

                  - racjonalizacja (głównie),
                  - sublimacja,
                  - przesunięcie,
                  - represja itd.

                  Tą teorię spokojnie można zastosować do przeżyć traumatycznych, z którymi
                  zmagamy się także w czasie tzw. koszmarów sennych. Te zabiegi ochronne nie są
                  niczym innym jak odpowiednikiem "wewnętrznej cenzury", którą stosujemy w czasie
                  marzeń sennych.
                  A mówiąc ściślej: stosuje nasze superego, czyli nieświadome sumienie.

                  Dlatego tylko ludzie zdający sobie sprawę z tych mechanizmów mogą osiągnąć pełną
                  świadomość, wyzwolenie się z neurotycznych funkcji które blokują naturalny
                  rozwój. W buddyźmie mają na to termin: nirwana.

                  Uważam, że właśnie na tym polega podstawowy błąd neurotycznych matek. Stosują
                  nieświadome zabiegi, które przerzucają na swe dzieci, nadal święcie przekonane,
                  że robią to dla ich dobra, bo przecież "kierują się miłością".

                  Zgadzam się, że jest to miłość - ale miłość chora, neurotyczna, wytworzona przez
                  ich drugie, chore "ja".
          • lola0071 Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 18:06
            Matka nie musi być ideałem (takich nawet nie ma), tylko CZŁOWIEKIEM!!!
            • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 20:24

              Jak myślicie w którym momencie (na jakim etapie rozwoju dziecka)
              matki zaczynają być "niedobre"?
              W sumie matki małych dzieci wyglądają "szczęśliwie" i dzieci
              przeważnie też. Kiedy to zaczyna się zmieniać??
              Jak dziecko pokazuje więcej indywidualnych cech?

              Myślę, że to naprawdę pytanie do psychologa.
              • wifch Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 20:36
                To zalezy ile osob kreci sie wokol dziecka. Czym wiecej tym szybciej
                uczy sie rozpoznawiania roznic pomiedzy ludzmi, ale tez i ma
                trudniej do zintegrowania tych roznych cech w sobie.
                Czasami sa okolicznosci, ze bardzo wczesnie widac jak dziecko nie
                lubi matki.
                Kiedys moj znajomy podrzucal mi swoja coreczke, do opieki
                wieczorami, kiedy pracowal. Wtedy zauwazylam ze mala panicznie boi
                sie swojej matki i chowa sie pod stol, kiedy drzwi sie otwieraja. A
                nawet wpadala mi w objeica i plakala, ze nie chce do mamy.
                dziecko mialo tylko 2 lata. Bylam przerazona. Spytalam sie
                dlaczego tak sie dzieje, ale on nie chcial mi wytlumaczyc.
                • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 28.05.10, 22:31

                  Może ta matka ją biła albo co??

                  Mnie raczej intryguje w którym momencie matka przestaje(?)lubić
                  dziecko?
                  • wifch Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 10:30
                    Nie mam kontaktu z dziewczynka. Wiec nie wiem jak potoczyly sie jej
                    losy.
                    Kiedy matka przestaje kochac dziecko?
                    Na to pytanie trudno o jednoznaczna odpowiedz.
                    Najczesciej wtedy, kiedy przestaje rozumiec siebie sama.
                    Kiedy kontrola uczuciowa wymyka sie spod jej wlasnej kontroli.
                    Czesto dzieje sie to, gdy przestaje kochac siebie sama.
                    Czesto uczucia zabija, na chwile, proza zycia. Gdy zycie przerasta
                    czlowieka zadajac mu wiele klopotow i cierpien.
                    • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 11:49
                      yvonne99 napisała:

                      > Jak myślicie w którym momencie (na jakim etapie rozwoju dziecka)
                      > matki zaczynają być "niedobre"?

                      To jest pytanie na dłuższą odpoweidź, ale chyba w momencie, gdy dziecko zaczyna
                      przejawiać cechy odziedziczone genetycznie np. po dziadkach lub innych osobach,
                      z którymi matka nie chce się identyfikować.

                      Przyszłe złe matki nie wybierają mężów świadomie tylko kierowane kompleksami.
                      Jest to więc decyzja jakby wbrew przykazaniom naturalnego prawa. Powiedzmy, że
                      kobieta nienawidziła swego ojca którą to nienawiść odziedziczyła po, także
                      nieświadomie ją hodującej, własnej matce - stąd powstała neuroza.

                      Ponieważ neuroza nakazuje jej związać się z kimś, kto w żaden sposób nie
                      "przypomni" jej ojca, nie jest to wybór pozytywny, lecz negatywny - nieświadomie
                      wymierzony w ojca i we wszystko, co sobą reprezentuje.

                      W momencie, gdy dziecko zacznie ujawniać cechy swego dziadka (a jest to częsty
                      przypadek wynikający z genetycznego procesu rekombinacji), zaczyna sie także
                      jego emocjonalne niszczenie. W przypadku dwojga dzieci, matka zaczyna
                      faworyzować dziecko przypominające mu męża i emocjonalnie niszczyć dziecko do
                      niego niepodobne.

                      Może być prostsza sytuacja - po prostu faworyzowane dziecko jest podobnym do
                      matki np. blondynem, a to drugie brunetem, lub zewnętrznie przypomina jakąś
                      nielubianą osobę z rodziny matki. Miłość matki często jest rasistowska i
                      szowinistyczna, ale kobiety z trudem to przyznają.

                      Aby to wytłumaczyć należałoby przypomnieć tezy Bachofena o konflikcie między
                      porządkiem matriarchalnym a patriarchalnym, ale nie wiem czy mi się chce...
                      • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 18:55
                        wentyl77 napisał:

                        > yvonne99 napisała:
                        >
                        > > Jak myślicie w którym momencie (na jakim etapie rozwoju dziecka)
                        > > matki zaczynają być "niedobre"?
                        >
                        > To jest pytanie na dłuższą odpoweidź, ale chyba w momencie, gdy
                        dziecko zaczyna
                        > przejawiać cechy odziedziczone genetycznie np. po dziadkach lub
                        innych osobach,
                        > z którymi matka nie chce się identyfikować.
                        >
                        > Przyszłe złe matki nie wybierają mężów świadomie tylko kierowane
                        kompleksami.
                        > Jest to więc decyzja jakby wbrew przykazaniom naturalnego prawa.
                        Powiedzmy, że
                        > kobieta nienawidziła swego ojca którą to nienawiść odziedziczyła
                        po, także
                        > nieświadomie ją hodującej, własnej matce - stąd powstała neuroza.
                        >
                        > Ponieważ neuroza nakazuje jej związać się z kimś, kto w żaden
                        sposób nie
                        > "przypomni" jej ojca, nie jest to wybór pozytywny, lecz negatywny -
                        nieświadomi
                        > e
                        > wymierzony w ojca i we wszystko, co sobą reprezentuje.


                        Niestety wg freudowskiej teorii powtarzania nieświadomie wybiera i
                        tak kogoś podobnego do jednego z rodziców...


                        >
                        > W momencie, gdy dziecko zacznie ujawniać cechy swego dziadka (a
                        jest to częsty
                        > przypadek wynikający z genetycznego procesu rekombinacji), zaczyna
                        sie także
                        > jego emocjonalne niszczenie. W przypadku dwojga dzieci, matka
                        zaczyna
                        > faworyzować dziecko przypominające mu męża i emocjonalnie niszczyć
                        dziecko do
                        > niego niepodobne.
                        >

                        To mi się wydaje mało prawdopodobne.


                        > Może być prostsza sytuacja - po prostu faworyzowane dziecko jest
                        podobnym do
                        > matki np. blondynem, a to drugie brunetem, lub zewnętrznie
                        przypomina jakąś
                        > nielubianą osobę z rodziny matki. Miłość matki często jest
                        rasistowska i
                        > szowinistyczna, ale kobiety z trudem to przyznają.
                        >
                        A to wydaje mi się bość prawdopodobne
                    • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 18:51
                      wifch napisała:

                      > Nie mam kontaktu z dziewczynka. Wiec nie wiem jak potoczyly sie
                      jej
                      > losy.
                      > Kiedy matka przestaje kochac dziecko?
                      > Na to pytanie trudno o jednoznaczna odpowiedz.
                      > Najczesciej wtedy, kiedy przestaje rozumiec siebie sama.
                      > Kiedy kontrola uczuciowa wymyka sie spod jej wlasnej kontroli.
                      > Czesto dzieje sie to, gdy przestaje kochac siebie sama.
                      > Czesto uczucia zabija, na chwile, proza zycia. Gdy zycie przerasta
                      > czlowieka zadajac mu wiele klopotow i cierpien.


                      Myślisz, że kłopoty i trudności moga zabić matczyną miłość??
                      Ja ze swojego życia pamiętam, że mama "przestała" mnie lubić ok.
                      7rż. Przestała być czuła, i miałam wrażenie, że wepchnęła mnie na
                      głęboką wodę ("radz sobie sama"). Poza tym wciąż twierdziła, że
                      zmieniam się na gorsze-tak jakby raził ją mój rozwój.

                      Ciekawe jaki wpływ na to wszystko miała psychoterapia(hehe) którą
                      moja matka odbywała właśnie w okolicy mojego 7 rż. Jak i rozwód (też
                      wtedy) choć ojciec mieszkał z nami jeszcze długo i opiekował się
                      nami.
                      Może jakiś "dobry terapeuta" poradził jej, żeby już separować
                      dziecko (byłam z matką BARDZO związana-dosłownie przyklejała mnie do
                      siebie).

                      Kurczę, jak to wszystko piszę to widzę jaka muszę być po tym
                      wszystkim porąbana - bo niestety mam teorię deterministyczną- tzn,
                      że dzieciństwo i pierwsze relacje, środowisko rodzinne determinuje
                      potem na całe życie...
                      O matko!
                      • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 18:57

                        Wiecie co, teraz sobie coś uświadomiłam...
                        Może kobieta nie kocha swojego dziecka (nie może go pokochać) jeśli
                        tak naprawdę nie kocha partnera albo czuje się niekochana i nie
                        zaopiekowana przez niego?
                        To byłoby dobre wytłumaczenie.
                        • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 23:13
                          Wiekszosc konfliktow miedzy rodzicami a potomkiem powstaje wcale nie z "zimnej
                          nienawisci" lecz z roznicy wizji swiata - rodzice kochaja dziecko i chca dla
                          niego dobrze, tyle ze dziecko chce dla siebie czego innego.
                          Sytuacje gdzie matka naprawde nie kocha lub nie lubi dziecka, sa bardzo rzadkie.
                          Sa to glownie dwie sytuacje:

                          - Gdy dziecko jest male matka moze uznac je za "wroga", jesli od poczatku nie
                          chciala dziecka, urodzila je wbrew sobie (np. pod wplywem naciskow rodziny lub
                          po wpadce) lub gdy dziecko pokrzyzowalo jej plany zyciowe.

                          W skrajnych przypadkach powstaje tzw. zespol Munhausena, gdy matka wywoluje
                          choroby u dziecka lub nawet dopuszcza sie dzieciobojstwa. Najczesciej spotyka
                          sie u matek niepracujacych, osamotnionych, spedzajacych cale dnie same z
                          dzieckiem bo np. maz cale dnie spedza w pracy a jej rodzina mieszka daleko.

                          - Gdy dziecko jest starsze, wrogosc zwykle jest spowodowana powaznym konfliktem,
                          np. dziecko lamie jakies wazne normy. Jakie - to juz zalezy od srodowiska, w
                          zwyklej rodzinie moze to byc np. branie narkotykow ale w rodzinie arabskiej
                          bedzie to nawet zakochanie sie w innej osobie niz ta wyznaczona przez rodzine.

                          Rozmawiamy o matkach, ale o wiele, wiele czesciej niz obojetne lub wrogie matki
                          spotyka sie obojetnych lub wrogich ojcow. Warto o tym pamietac, by zachowac
                          proporcje.

                          Mam wrazenie, ze spoleczenstwo, pietnujac bezwzglednie kazdy przejaw braku
                          sentymentu matki wobec dziecka, jednoczesnie z duzym zrozumieniem traktuje brak
                          uczuc wobec dziecka ze strony ojca.
                          • yvonne99 Re: Nieskazitelna miłość matki... 29.05.10, 23:19

                            Może dlatego że uważa się że matka jest "bliżej" dziecka i jej
                            miłość jest podstawą jego rozwoju?
                            • wentyl77 Re: Nieskazitelna miłość matki... 30.05.10, 12:11
                              Sabina,

                              bardzo się starasz zostać "guru" tego forum, doceniam to i rozumiem ale nie mieszaj ludziom w głowach.

                              Po pierwsze - ten "skrajny przypadek" o którym piszesz to nie zespół Munchausena, tylko zastępczy zespół Munchausena, a to jednak spora różnica.

                              Po drugie - nie mogę oprzeć się wrażeniu, że obie sytuacje (do których też bezprawnie ograniczyłaś bogactwo form występujących w życiu) niczym się nie różnią. Drugi przypadek po prostu wynika z pierwszego i logicznie go dopełnia. Skoro rodzic nie chciał dziecka lub uważa go za przeszkodę, w późniejszym życiu nie znajdzie z nim porozumienia, będzie szukał konfliktu. Na zasadzie - jeśli chcesz zbić kozę, to kij zawsze się znajdzie.

                              Poza tym, nienawiść, nieufność czy niechęć to nie są "sytuacje", które możemy przeżyć i zacząć spokojnie nowy dzień. Jak już pisano wcześniej, z czegoś to wynika.


                              "Sytuacje gdzie matka naprawde nie kocha lub nie lubi dziecka, sa bardzo rzadkie."

                              Ja nie twierdzę, że emocjonalne katowanie dziecka wyklucza miłość, z tym że jest to miłość chora, nadopiekuńcza lub dominująca, egocentryczna lub rasistowska. I tym podobne. Miłość darowana nie bezinteresownie, ale "za coś". Miłość wynikająca z poczucia obowiązku, pseudo-mistycznego "poświęcenia", miłość ofiarnicza, pokutnicza. Miłość nie skierowana "do" dziecka, ale przeciw mężowi. I tak dalej.

                              W znacznej większośći przypadków toksyczna miłość wynika z neurotyczności matek i nie objawia się tym, co zwykliśmy dostrzegać jako osławione patologie społeczne. Taka "miłość" jest nakręcana psychiczną agresją, żeby nie być gołosłownym - nadopiekuńczość nie jest niczym innym jak rodzajem psychicznej, db. kamuflowanej agresji. I kobiety są tu niestety mistrzyniami świata.

                              "Najczesciej spotyka
                              sie u matek niepracujacych, osamotnionych, spedzajacych cale dnie same z
                              dzieckiem bo np. maz cale dnie spedza w pracy a jej rodzina mieszka daleko."

                              Dlaczego matka jest niepracująca i osamotniona? Bo skłóciła się z rodziną, wybierając złego faceta za pomocą swych majtek i wewn. kompleksów, a nie kierowana miłością. Neurotyczni rodzice wychowują neurotyczne babiszony. A później mamy nowe zastępy pokręconych ludzi i emocjonalnych kalek, dobierających się w/g typów nerwic. Kolejne przypadki pseudo-matek i ich konkubentów. Tak niestety często wyglądają te "sytuacje".


                              "Rozmawiamy o matkach, ale o wiele, wiele czesciej niz obojetne lub wrogie matki
                              spotyka sie obojetnych lub wrogich ojcow. Warto o tym pamietac, by zachowac
                              proporcje."

                              To akurat jest wątek o matkach. Jeśli to uraża twą dumę, załóż wątek o ojcach.

                              Problem polega na tym, że przemoc "męska" jest widowiskowa, nagłaśniana w mediach, bardziej bezpośrednia. Przemoc "kobieca" jest bardziej ukryta, zakamuflowana - ale przez to nie staje się wcale mniej niebezpieczna. Powiedziałbym nawet, że jest odwrotnie - większy stopień "pośredniości" przemocy sprawia, że staje się trudno wykrywalna, a przez to, może działać przez wiele lat.

                              Przemoc "męska" jest dobrze poznana i opisana, przemoc "kobiecą" dopiero uczymy się demaskować.

                              • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 30.05.10, 13:26
                                wentyl77 napisał:

                                > Po pierwsze - ten "skrajny przypadek" o którym piszesz to nie zespół Munchausen
                                > a, tylko zastępczy zespół Munchausena, a to jednak spora różnica.
                                >
                                Jesli bylbys uprzejmy wyjasnic czytelnikom na czym owa spora roznica polega,
                                wyswiadczysz przysluge.

                                > Drugi przypadek po prostu wynika z pierwszego i logicznie go dopełnia. Skoro r
                                > odzic nie chciał dziecka lub uważa go za przeszkodę, w późniejszym życiu nie zn
                                > ajdzie z nim porozumienia, będzie szukał konfliktu.
                                >
                                Mysle ze nie jest to takie jednoznaczne. Uczycia zmieniaja sie w czasie.

                                > Poza tym, nienawiść, nieufność czy niechęć to nie są "sytuacje", które możemy p
                                > rzeżyć i zacząć spokojnie nowy dzień. Jak już pisano wcześniej, z czegoś to wyn
                                > ika.
                                >
                                Tylko nie walnij znow XIX-wiecznych teorii tlumaczacych wszelkie zlo tego swiata
                                "kobieca neuroza", blaaaagam!

                                >
                                > W znacznej większośći przypadków toksyczna miłość wynika z neurotyczności matek

                                BLAAAAGAM!

                                >
                                > Neurotyczni rodzice wychowują neurotyczne babiszony.

                                BLAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAGAAAAAAAAAAAAMMMMMM!!!!!!!!!!!!!!!

                                P.S. A neurotyczni mezczyzni? Takich ryb nie ma, czy co?

                                >Kolejne przypadki pseudo-matek i ich konkubentów. Tak niestety często
                                > wyglądają te "sytuacje".

                                Akurat w omawianym zespole najczesciej sa to jak najprawdziwsze matki (zwykle
                                wielodzietne i poswiecajace sie rodzinie) i ich legalni, poslubieni w kosciele i
                                urzedzie, dobrze ustawieni malzonkowie.
                                To jest ten paradoks.
                                Wielu "tradycjonalistow" go odrzuca i pieprzy o "pseudo-matkach",
                                "konkubentach", "neurozach" i co tam jeszcze sie im wymysli. Grunt zeby samemu
                                sobie dowiesc, ze "to nie ja, to ONI".

                                NB pamietam jakiegos gostka z dawnego ZChNu mamrzacego ze problem molestowania
                                dzieci nie istnieje, bo "tylko dzieci samotnych matek sa molestowane przez ich
                                licznych kochankow"


                                > To akurat jest wątek o matkach. Jeśli to uraża twą dumę, załóż wątek o ojcach.
                                >
                                To byl czmych? :D

                                > Problem polega na tym, że przemoc "męska" jest widowiskowa, nagłaśniana w media
                                > ch, bardziej bezpośrednia. Przemoc "kobieca" jest bardziej ukryta, zakamuflowan
                                > a

                                Stereotyp.

                            • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 30.05.10, 13:11
                              Podstawa rozwoju dziecka jest milosc obojga rodzicow.
                              • kalllka Re: Nieskazitelna miłość matki... 30.05.10, 13:38
                                aha sabino, aha.
                                to moze skonkretyzuj co rozumiesz pod slowami;
                                podstawa, rozwoj, dziecko, milosc, obojga rodzicow."jest" daruje
                                sobie. w prezencie. ale prosze o skonkretyzowanie,
                                bo nijak z Twoich wszystkich postow nie moge ulozyc logicznego,
                                kontekstu.wydajesz sie byc tylko brykiem z wikipedii
                                pracujacym na gotowych sloganach, nie zywym,wspolczujacym
                                czlowiekiem.


                                pod okresleniem czujacy

                                • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 30.05.10, 16:34
                                  Kurcze, musze kiedys do tej Wikipedii zajrzec - nie uwierzysz, ale dotad nigdy
                                  tego nie zrobilam. Na razie z pamieci jade:

                                  Podstawa - cos, na czym opiera sie cala reszta,
                                  Rozwoj - zmiana w czasie,
                                  Dziecko - osoba pomiedzy momentem urodzenia a 18-tym rokiem zycia, moze miec tez
                                  znaczenie "zstepny",
                                  Milosc - pozytywne emocje w stosunku do kogos lub czegos,
                                  Oboje rodzice - matka i ojciec tzn. kobieta ktora urodzila i/lub wychowuje oraz
                                  mezczyzna ktory dal nasienie i/lub wychowuje.
                                  Dzieki za darowanie "jest" bo mialabym problem.

                                  Prosze, nie kaz mi definiowac slow: cos, reszta, zmiana, czas, osoba, urodzenie,
                                  rok, pozytywny, emocja, stosunek, ktos, cos,matka, ojciec, urodzenie,
                                  wychowanie, z laskawym darowaniem "w", "tez", "pomiedzy", "lub", "oraz", "i".

                                  A na temat: matka moze byc chodzaca Miloscia i Czuloscia, jesli ojciec ma
                                  dziecko gdzies, i tak dziecku braknie milosci.
                              • leda16 Re: Nieskazitelna miłość matki... 31.05.10, 23:27
                                sabinac-0 napisała:

                                > Podstawa rozwoju dziecka jest milosc obojga rodzicow.


                                Uuuu, to nie geny i wychowanie jak Cię na studiach uczyli?
                                • sabinac-0 Re: Nieskazitelna miłość matki... 01.06.10, 18:25
                                  Jak sobie wyobrazasz wychowanie dziecka bez milosci do niego?

                                  Skad sie bierze choroba sieroca?
                                  Dzieci z calkiem przyzwoitymi genami, zdrowe, karmione z zachowaniem regul
                                  dietetyki, umyte, ubrane, wychowywane przez dyplomowanych, kompetentnych
                                  fachowcow rozwijaja sie zle, zarowno umyslowo jak i fizycznie.

                                  Jak myslisz, czego im brakuje?
    • wifch Symbol macochy... 30.05.10, 14:59
      Tak piszac luzno i na marginesie rozmowy ogolnie, co mi do glowy
      przyszlo.:-)
      W pewnym etapie rozwoju osobowosci dziecka, po prostu nie istnieje
      pojecie 'zla matka'.O ile dziecko nie ma skali porownawczej. Czyli
      jeszcze jednej kobiety w poblizu np. opiekunki, czy babci. Ponoc
      C.Jung w swoich arketypach, przypisywal 'anima', zenskiej stronie
      osobowosci silne znaczenie, bo wchodzila wedlug jego teori w pojecie
      podswiadomosci,ktora jest jednym z filarow osobowsci, wiec aby ta
      osobowsc byla silna i zintegrowana, matka z perspektywy postrzegania
      jej przez dziecko powinna byc... idealna.Musi byc wpasowana jak
      czesc ukladanki w pussel osobowsci dziecka.
      Czym dziecko szybciej odkryje, prawde na temat matki, tym chyba
      lepiej dla dziecka. Bo zaczyna sie przed nia bronic i od niej
      uwalniac, czyli emocjonalnie usamodzielniac.

      I tu sie zaczynaja schody do nieba...albo do piekiel. W zobaczeniu
      matki prawdziwej, taka jaka jest.

      W literaturze dla dzieci zastapiono sprytnie pojecie 'zlej matki'-
      'macocha', podkreslajac w ten sposob, ze to co zle nie moze wyjsc
      od twojej matki.
      Prawda czasami moze byc okrutna i czesto w zyciu bywa, ze to wlasnie
      obca kobieta moze byc dobra, nierzadko bardzo dobra matka dla
      cudzego dziecka, niz ta ktora je na swiat wydala. Czyli jest daje to
      mozliwosc zintegrowania w sobie dobrych cechy i zalet od zupelnie
      obcej kobiety, wlasciwe na kazdym etapie zycia.

      Pojecie 'matka-swieta krowa' wszczepilo nam spoleczenstwo i to nie
      tylko w Polsce. Czym bardziej spoleczenstwo konserwatywne tym
      bardziej holubi starym tradycjom, nie zagladajc za kurtyne.

      To tyle ode mnie, ktora jestem 'detektywem na tropie' w
      psychologii.:-
      )))


      ______________________
      Świat będzie istniał, też i po Tobie...
      • yvonne99 Re: Symbol macochy... 30.05.10, 23:38

        Sabina nie lubisz wujka Freuda???
        • sabinac-0 Re: Symbol macochy... 31.05.10, 10:11
          yvonne99 napisała:

          >
          > Sabina nie lubisz wujka Freuda???

          Nie jest moim wujkiem a poza tym juz nie zyje, wiec nie ma tu nic do lubienia :)

          Jego prace wniosly duzo do psychologii, po raz pierwszy zauwazono, ze w zyciu
          czlowieka istnieje cos takiego jak rozwoj. Wczesniej dziecinstwo traktowano jako
          okres "przedczlowieczy", gdzie dziecko nie ma glosu ani uczuc i nalezy biciem
          zmuszac je do slepego posluszenstwa.
          Jako pierwszy zauwazyl tez, ze kobiety rowniez maja potrzeby erotyczne.

          Obecnie wiele jego teorii jest kwestionowanych. Krytykowane jest zwlaszcza zbyt
          wielkie znaczenie przypisywane seksualnosci, zwlaszcza kobiecej, w powstawaniu
          zaburzen.

          Nie musze chyba mowic, ze teoria "neurozy" obecnie ma tylko znaczenie historyczne.
          • wentyl77 Re: Symbol macochy... 31.05.10, 19:32
            Spuścizna Freuda nie tylko uświadomiła światu to, co opisałaś.

            1. Przede wszystkim, na podstawie obserwacji czynności omyłkowych, uzmysłowił
            ludziom, co to jest podświadomość i jak działa;

            2. Jako pierwszy badacz w historii zwrócił tak wielką uwagę na marzenia senne, i
            dzięki temu m.in. mógł wyróżnić wiele typów mechanizmów obronnych, jakie
            stosujemy także na jawie, w codziennym życiu;

            3. Na przykładzie obserwacji histerii u kobiet (która była, nota bene, syndromem
            wywołanym niewyżyciem seksualnym w surowej epoce wiktoriańskiej; mało kto wie,
            że jego odkrycia doprowadziły do wynalezienia... wibratora ;) stworzył podwaliny
            pod teorię represji, która leży u podstaw wielu przypadków nerwic;

            4. Jako pierwszy podjął próbę kompleksowego wyjaśnienia perwersji seksualnych –
            można uznać, że jest ojcem psychopatologii (nie mówiąc o nowoczesnej
            psychiatrii); poszerzył nasze rozumienie m.in. sadyzmu, masochizmu, obsesji
            seksualnych i innych zboczeń;

            5. Podjął, zakrojone na szeroką skalę, badania mitów i legend związanych z
            duchowym rozwojem człowieka; analizował znaczenie postaci takich jak Mojżesz,
            Paweł, Leonardo da Vinci, Edyp, Atena itd. Jego wpływ na antropologię kultury
            był i jest ogromny. Tak naprawdę, do dziś psychoanaliza jest metodą analizowania
            dzieł literackich czy filmowych (a zapoczątkował to Freud, interpretując greckie
            tragedie).

            6. Jest także jednym z głównych twórców antropologii religii – do historii
            przeszło jego twierdzenie, że „religia to nerwica ludzkości” (nie należy tego
            rozumieć jednoznacznie negatywnie, ale nie czas na rozwijanie tej tezy).

            Itd., etc..........

            Mało kto też zdaje sobie sprawę, jak psychoanaliza wpłynęła na kulturę XX w.,
            przyczyniając się pośrednio do powstania takich kierunków w sztuce jak dadaizm,
            a następnie surrealizm (jego twórcy, jak M. Duchamp, Breton, S. Dali byli
            wielkimi zwolennikami psychoanalizy). I to zarówno w dziedzinie sztuk
            plastycznych, jak i w filmie (słynny „Pies andaluzyjski”, dzieła L. Bunuela,
            Fellini’ego, a później Fassbindera, Lyncha, Polańskiego itd. )

            Oczywiście, teorie Freuda mają wiele wad, m.in. słabe ugruntowanie w empirii,
            duża rola intuicyjności, właśnie przecenianie seksualnej strony ludzkiej natury.
            Żeby nie szukać daleko, tezy Bachofena też można już uznać za „historyczne” (od
            jego czasu badania nad pierwotnymi wspólnotami baardzo awansowały) – a jednak
            wniosły b.dużo w nasze rozumienie kultur matryfokalnych.

            Uważasz, że teoria neurozy – która de facto stanowiła rdzeń dorobku naukowego
            Freuda - ma znaczenie li tylko historyczne. Moim zdaniem takie twierdzenie
            jednoznacznie ośmiesza cię i dyskwalifikuje jako poważnego rozmówcę (niech
            zgadnę, napisałaś to aby mi dopiec? No cóż, musisz się bardziej postarać J.) Ale
            trudno, nie chce mi się nikogo przekonywać, piszę dla własnej przyjemności...

            Może tylko wspomnę, że właśnie teoria neurozy Freuda zainspirowała książkę
            "Druga płeć" - która stała się podstawową lekturą i kultową książką feminizmu.
            Miała ona (ta teoria) wielki wpływ na myślenie takich postaci jak Jung czy
            Fromm, a z naszego podwórka niech wspomnę tylko Kępińskiego. Naprawdę nie mam
            już czasu wymieniać dalej...

            Są kraje po psychoanalizie i bez niej. My jesteśmy krajem, który uznał ją za coś
            obcego, i to niestety się czuje. Mentalnie i pod względem edukacji
            psychologicznej jesteśmy w zaścianku.

            Nie darmo Gombrowicz ukuł twierdzenie, że jesteśmy narodem niedojrzałym, a miał
            na myśli oczywiście nasz podwyższony poziom neurotyczności. Jak myślisz,
            dlaczego właśnie tak Polacy są traktowani na arenie m.-narodowej, jako właśnie
            niedojrzałe dzieci?... Skądś to się musi brać.

            Witkacy nawoływał do powszechnej psychoanalizy, pisząc „Niemyte dusze”. Jak
            widać na wielu przykładach, jego wołanie wciąż pozostaje wołaniem na puszczy...
            • yvonne99 Re: Symbol macochy... 02.06.10, 22:43

              Na szczęście...
              Bowiem badania na temat skuteczności psychoterapii pokazują, że
              skuteczność psychoanalizy jest delikatnie rzecz ujmując mierna :(
              • wentyl77 Re: Symbol macochy... 05.06.10, 13:52
                Psychoanaliza narobiła dużo szumu. Ale dzięki niej ludzie mogą być w pełni ŚWIADOMYMI istotami, kompletnymi całościami łączącymi w sobie różne przeciwieństwa.

                Psychika człowieka nie jest ustalona raz na zawsze. Wielką zdobyczą Freuda jest jego koncepcja człowieka, która przypomina kruchy układ zawierający różne części. Umysł jest wypadkową wielorakich tendencji, opinii, uczuć i postaw - jest płynny jak rzeka.

                Rzeka wygląda z biegiem lat tak samo, ale wiadomo, że to już płynie inna woda. Jest w tym i piękno, i głęboka prawda o nas - bo tak naprawdę jesteśmy oświeconymi dzikusami. Odkrył to już sam Rousseau, ale naukowo zbadał i pokazał właśnie Freud.

                Jest to koncepcja filozofii Wschodu - tylko ten, kto zrozumie, że jest połączeniem przeciwieństw - i będzie umiał je pogodzić - może nosić dumne miano człowieka.

                Nosimy w sobie pierwiastek dzikości i kultury/cywilizacji, ego i superego, kobietę i mężczyznę, dziecko i dorosłego. Mężczyzna i kobieta są skrajnie różni - dlatego właśnie się przyciągają. Prawdziwa kobieta, a więc i matka, wie że tylko w zetknięciu ze swym skrajnym przeciwieństwem, może dojść do człowieczeństwa. Dlatego pociągają ją mężczyźni, ich odmienne zachowania. To nie znaczy, że musi ich tylko naśladować. Naśladowanie mężczyzn prowadzi do neurozy i stąd biorą się złe matki.

                Prawdziwa kobieta jest tworem natury, który narodził się ponownie dzięki mężczyźnie. Dlatego tylko złe matki identyfikują się z innymi kobietami, czepiają się ich wzorców, nie słuchają siebie. Gdyby słuchały siebie, ich umysł rozwinął by się w konfrontacji z zupełnie innymi, męskimi wartościami. Ponieważ słuchają innych kobiet, nie znają siebie => więc nie mogą siebie pokochać => a więc nie będą dobrymi matkami.

                Kobieta powstaje poprzez wychowanie suki, którą w sobie nosi. Można powiedzieć, że pierwszy raz rodzi się przez macicę swej matki, a za drugim razem poprzez wychowanie w społeczeństwie do roli matki.

                Kobieta może zostać prawdziwym, doskonałym człowiekiem - i nawet jest ku temu stworzona, nawet lepiej od mężczyzn. Może urodzić, może dawać nowe życie i dzięki temu jest bardziej uczuciowa, bardziej naturalna. Ale potem musi zaakceptować i "oswoić" w sobie inność, która oznacza wartości męskie.
Pełna wersja