Okaleczanie się...

18.05.10, 20:15
Cześć!

Mam 13 lat i od pewnego czasu tnę się. Pamiętam, że powodem mojego "pierwszego
razu" były kłopoty z ojcem, badania wykazały, że ma raka i nie długo umrze.
Nie miałam wtedy zbyt dobrych kontaktów z mamą (zawsze tak było i jest) i
pamiętam, jak zraniła mnie przyjaciółka. Powiedziałam jej o tym i wspomniałam
o pocięciu się, ale ona nic! To znaczy przekonywała mnie i myślała, że jej się
udało. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, to okropnie bolało. Uzależniłam
się od żyletki. Ciełam się coraz mocniej, piłam alkohol. Nagle okazało się, że
diagnoza ojca była zła. Miał raka, ale łagodnego. Wycięli mu go i było OK, ale
nie ze mną. Rozstałam się z przyjaciółką, nie miałam z kim porozmawiać.
Dopiero niedawno pogodziłyśmy się, odnalazłam sens życia, ale... ale nie
mogłam przestać ciąć się. Byłam szczęśliwa przez tydzień, mogłam zapomnieć
dzięki niej, ale ona nic nie wiedziała. Nie ciełam się przez ok. 2 tyg. Ona
znalazła u mnie w pokoju żyletki. Rozmawiałyśmy o tym długo... podniosła mnie
na duchu. Teraz jest najważniejszą osobą w moim życiu. Jesteśmy od siebie
uzależnione, ale w pozytywnym sensie. Nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Postawiła mi ultimatum: ona albo żyletka. Oczywiście wybrałam ją. Nie ciełam
się, ale jest mi cholernie trudno. Nie mogę funkcjonować jak dawniej, przed
chwilą się upiłam. Nie chcę zacząć znowu, dlatego proszę o rady... Dzięki ;)
    • mona.blue Re: Okaleczanie się... 19.05.10, 09:10
      Koniecznie znajdź psychologa,masz problemy emocjonalne z którymi sobie nie
      radzisz. Te problemy trzeba rozwiązywać,rozmawiać o nich, potrzebny jest Ci ktoś
      starszy,kto doradzi,pomoże.
      Najlepiej poszukaj poradni młodzieżowej,zapytaj pedagoga w szkole.
    • to.niemozliwe Re: Okaleczanie się... 19.05.10, 09:38
      Nie trzeba się koniecznie okaleczać, żeby być normalnym człowiekiem i
      funkcjonować normalnie. Poza tym to zwykle budzi lęk u innych i ich
      reakcja jest inna niż byś chciała. Po prostu boją się Ciebie.
      Człowiek ma w sobie podświadomy lęk przed widokiem krwi i niektórzy
      nawet reagują panicznie. Zwróć się do jakiegoś nauczyciela,
      nauczycielki w szkole, którą szczególnie lubisz, lub uważasz za
      sensowną i zdolną do rozsądnego działania osobę - żeby pomogła Ci
      skontaktować się z psychologiem. Tacy ludzie (dobry nauczyciel,
      psycholog) zwykle wykonują swój zawód z wewnętrznej potrzeby opieki
      nad innymi i z pewnością mają do Ciebie pozytywne nastawienie, więc
      możesz liczyć na ich pomoc.
      13 lat, to już dostatecznie dużo, żeby samemu wyartykułować swoje
      potrzeby i umieć zwrócić się o pomoc do odpowiedniej osoby :).
      Szkoda by było tylko, gdybyś ich "wkręcała", więc poszukaj w sobie
      odpowiedzi, czy autentycznie jest w Tobie determinacja, żeby z
      pewnymi bezsensownymi nawykami skończyć. Jeśli tak, to działaj :).
      • mio.2 Re: Okaleczanie się... 20.05.10, 22:16
        Bez urazy ale Pani to.mozliwe chyba nie wie o czym pisze...sama to
        robiłam kiedyś i pamiętam jaką przynosiło mi to ulgę..nie szukaj
        żadnej nauczycielki..poszukaj dobrego psychologa..podkreślam dobrego
        bo czasem nawet i oni mogą skrzywdzić i trzymaj się dziewczyno nie
        jestes sama..a tak wogóle co to znaczy być normalynm człowiekiem
        według Paani to.niemożliwe? Bardzo jestem ciekawa
        • leda16 Re: Okaleczanie się... 20.05.10, 22:32
          mio.2 napisała:

          >..sama to
          > robiłam kiedyś i pamiętam jaką przynosiło mi to ulgę..


          A teraz co ci przynosi ulgę?


          ..poszukaj dobrego psychologa..podkreślam dobrego


          Czyli jakiego? Skąd ta małolata ma wiedzieć jaki psycholog jest "dobry" i co to znaczy być dobrym psychologiem?
          >

          trzymaj się dziewczyno nie
          > jestes sama..



          No tak, - ma rodziców. Biedni ludzie...
        • to.niemozliwe Re: Okaleczanie się... 21.05.10, 12:57
          Nie wiem jak to jest z chodzeniem samodzielnie do psychologa w
          wydaniu 13-letniej dziewczynki? Nie jest w ogóle konieczna obecność
          opiekuna prawnego dziecka? Dlatego wspomniałem o nauczycielce, jako
          symbolu osoby zaufanej. To nie musi być nauczycielka, chodzi o to,
          żeby ta dziewczyna rozejrzała się wokół i zastanowiła chwilę do kogo,
          ze znanych sobie osób się zwrócić o pomoc w kontakcie z psychologiem.
          Po prostu uważam, że łatwiej się podejmuje problemy, jak się ma pomoc
          znanej i choć trochę lubianej przez siebie osoby...
          Co to znaczy być normalnym człowiekiem? :) Bardzo dobre pytanie!
          Nawiązałem tu do odwiecznego dylematu, jaki towarzyszy człowiekowi.
          Otóż konieczność zmagania się z rzeczywistością, własnymi
          słabościami, różnego rodzaju przeciwnościami; a także potrzeba
          dostosowywania się do pełnionych ról, presja otoczenia, oceny,
          samoocena - to wszystko sprawia, że jedno z kluczowych pytań, jakie
          sobie zadajemy brzmi "Ile trzeba mieć rozumu, żeby być normalnym
          człowiekiem?" Czyli takim...myślącym na Ok. "Ja - Ok, Ty-Ok,
          akceptującym aktywnie i bez lęku siebie, świat, relacje. Nie bojącym
          się wyzwań, ale i działającym bez brawury. Rozumnym, ale i
          emocjonalnym. Pytanie właściwie bez odpowiedz.
          W tym kontekście użyłem określenia, że można spróbować żyć bez
          robienia sobie rzeczy, których zwykle inni nie robią - i funkcjonują.
          To jest tak, jakby punkt wyjścia - "skoro inni mogą, to dlaczego ja
          też bym nie mogła?"
          Czy Ci odpowiedziałem? :)
          A teraz ja mam pytanie - piszesz, że przynosiło Ci to ulgę. Od czego?
          Co czułaś zanim się cięłaś? Dlaczego wydawało Ci się, że to
          najsensowniejsze co możesz zrobi?
          • mio.2 Re: Okaleczanie się... 21.05.10, 18:05
            Nigdy nie ufałam zadnej nauczycielce...a dlaczego musimy
            dostosowywać sie do pewnych ról..przecież to jest chore..o czym Ty
            wogóle człowieku piszesz to dla mnie jakis matrix..po pierwsze nie
            muszę się do niczego dostosowywać a tym bardziej do żadnych
            ról..chyba sam sobie je stworzyłeś..a dziewczyna może sobie pójść
            gdzie chce nawet jak ma 13 lat..do psychologa..lekarza..nie
            potrzebuje opikuna..skąd Ty się urwałeś..chyba sam zyjesz w jakimś
            matrixsie...do lekarza chodziłam sama mając 8 lat..a na temat
            normalnośći to jak to czytam to mam odruchy wymiotne...życze
            powodzenia w rzeczywistośći ile masz lat 12?
            • to.niemozliwe Re: Okaleczanie się... 21.05.10, 20:35
              Dostosowanie sie do rol? :)
              Faktycznie, bywa niewygodne. Ogranicza wolnosc.
              Chodzi o to, ze los jest w duzej mierze zdeterminowany przez wiek, srodowisko, wyksztalcenie, sytuacje rodzinna. To wszystko sprawia, ze wiekszosc ludzi realizuje sie w obrebie kilkudziesieciu rol spolecznych, jakie pelnia: np. bycie corka i siostra. Wiaze sie z tym wejscie w charakterystyczne dla roli relacje, czesto bardzo podobne do relacji w innych rodzinach.
              To jak? Opiszesz mi co czulas przed hlastaniem sie? :)
    • solaris_38 Re: Okaleczanie się... 20.05.10, 23:31
      bardzo wielu ludzi się okalecza
      w niektórych wypadkach
      zanim nauczymy się żyć tak aby umieć rozładowywać swoją destrukcję
      mija sporo czasu

      ale ponieważ to niezbyt skuteczny sposób
      z czasem nawet mocno destrukcyjne osoby muszą się nauczyć innych sposobów

      i większość sobie z tym radzi


      nie przejmuj się tym

      raczej szukaj miejsc chwil i sytuacji kiedy czujesz się spokojna zadowolona
      wdzięczna (i nie mam na myśli żadnej euforii ani ekstazy)
      raczej radość lub zadowolenie z siebie

      człowiek nauczył się chodzić
      czytać pisać
      śmiać się

      najpóźniej lub wcale uczy się jak żyć aby czuć radość
      to w niektórych przypadkach najtrudniejsze
      szczególni jak ktoś jest wrażliwy a równocześnie niedojrzały więc dziecinie
      lubi sobie folgować i się puszcac na wiatr




      • ir1.easy Re: Okaleczanie się... 21.05.10, 20:33
        teksty "wiwi..." i zwłaszcza "mio", o ile (głównie tej drugiej) są zgodne z
        prawdą dowodzą, że wszyscy tu na forum jesteśmy, o ile nie idiotami, to
        zgredami, nie mającymi pojęcia o współczesnej rzeczywistości młodych ludzi.
        13-latka się tnie i upija; co ciekawe upita nie popełnia żadnych błędów ani
        literówek w pisanym tekście (prawie niemożliwe!). Ta druga wypowiada się jak
        dorosła osoba, co w sumie nie jest specjalnie dziwne, dzieci bywają nadzwyczaj
        dojrzałe, zieje ogniem i gniewem jak nastolatka. Ale przecież dzieci w tym wieku
        bywały zwykle jednak dziećmi, a to są dorosłe, choć nie koniecznie dojrzałe
        osoby. Mówiące zupełnie innym językiem. Jeśli matrixem jest mówienie
        dziewczynie, która być może jeszcze nawet nie miesiączkuje o opiekunach to
        odpadam. Sama byłam zbuntowaną i wysoce niezależną osobą. Psycholog w szkole
        podstawowej powiedziała moim rodzicom, że tak zepsutego i cynicznego dziecka jak
        ja w życiu nie spotkała. Do tej pory /przekroczyłam 40-tkę/, czuję się urażona
        tą opinią, w/g mnie wcale taka nie byłam, i nadal nie jestem. Po prostu
        chciałam, żeby mnie rozumieli. A teraz ja nie rozumiem tych dziewczyn. Ja
        potrzebowałam by mi ufano, przecież sama wiedziałam lepiej co dla mnie dobre.
        A co do cięcia się - to bardzo zły pomysł. Po 1 - niczego nie rozwiązuje;
        problemy od tego nie znikają; po 2) - przypuszczam, że można się od tego
        uzależnić; po 3) można wytworzyć w sobie i utrwalić mechanizm masochizmu - co
        spowoduje, że będziesz prowokować wręcz by inni Cię krzywdzili i wykorzystywali,
        bo zaspokajać Cię będzie wyłącznie ból. Jestem przerażona tym co piszecie
        dziewczyny. Nie krzywdzie się same. A dobry psycholog? Cóż, trudno na takiego
        trafić. Ale dobry to taki, który Was wysłucha, a głównie gdy będziecie czuły, że
        rozumie, że nie wykorzystuje swojej władzy, że rzeczywiście chce Wam pomóc, że
        niczego nie nadużywa. Nie koniecznie będzie to pierwszy, do którego traficie.
        Psycholog to nie wyrocznia. Musi być taki, któremu ufacie i przy którym czujecie
        się bezpiecznie, nawet gdy będzie stawiał jakieś wymagania. Ale to Wy wybieracie
        i akceptujecie. Jeśli tylko coś, cokolwiek Wam się nie spodoba w kontakcie z
        psychologiem, szukajcie następnego.
    • wen_yinlu Re: Okaleczanie się... 28.05.10, 20:58
      Szczerze? Twoje picie wydaje mi się większym problemem niż żyletka.
      Sama jako szczeniak lubiłam się ciąć, według schematu: większe napięcie
      emocjonalne - chwytam za żyletkę, zanurzam w wodzie utlenionej (a jakże :D) -
      maksymalne skupienie - ciach - miękkie i miłe uczucie spokoju - patrzę sobie na
      krew i uśmiecham się. Nigdy za normalna nie byłam, ale akurat to mi przeszło
      zupełnie. Zresztą dość to było powszechne wśród dzieciaków dookoła, niektórzy to
      nawet ekshibicjonizm w tej dziedzinie lubili i cięli się przy innych (a to było
      troszkę dawno temu). Ludzie sobie tatuaże robią jak im się coś w życiu
      posypie... ta sama kategoria.

      Jeśli za to wsadzisz alkohol w podobny schemat będziesz mieć konkretne kłopoty.
      Poza tym o ile łatwiej wlać w siebie flaszkę wina niż wyciachać szachownicę na
      ramieniu i wiersz na udzie ;)

      (przepraszam za obrazowy język, dziękuję za uwagę)
      • yvonne99 Re: Okaleczanie się... 28.05.10, 22:33
        Okaleczanie się to krzyk o pomoc.
        To też rozładowywanie napięcia.
        To wyrażanie frustracji nie do wytrzymania.
        To gest rozpaczy?
      • ir1.easy Re: Okaleczanie się... 28.05.10, 22:39
        wiersz na udzie? Uczucie błogości przy patrzeniu na własną krew, po osobistym
        pocięciu się? To nie boli????? A instynkt samozachowawczy? Wytłumaczcie mi to.
        Czy nie ma dla Was jakichś innych, alternatywnych form ulżenia sobie, np. jakiś
        wyczerpujący i/lub ekstremalny sport?
        • mio.2 Re: Okaleczanie się... 11.07.10, 15:05
          Kim Ty kurna jesteś...guru jaieś czy cu...skąd wiesz jak to jest
          patrzeć na swoją krew...robiłeś to kiedyś...tak wogóle to zmykaj
          stąd bo jak czytam to czuje że jesteś studentem psychologii który
          gó... wie!!!
    • wespuczi Re: Okaleczanie się... 11.07.10, 15:56
      idz do psychologa, ciecie sie i alkohol moga byc tylko poczatkiem lawiny
      emocjonalnej - ktos musi z toba przeczesac twoje emocje.

      najwyrazniej nie jestes ubzbrojona zeby radzic sobie ze stresem w inny sposob,
      ktos cie musi tego nauczyc. nie czekaj.
    • manka_swojska Re: Okaleczanie się... 11.07.10, 16:15
      To jest troll spamer, paskudny.
      13 latka nie pisze w takim stylu i to wszystko na ten temat.

      Sa trole fajne, ktorym sie przyjemnie rozmawia, ale to nie ten
    • mskaiq Re: Okaleczanie się... 12.07.10, 12:09
      Kiedy Twoj ojciec byl chory zaczelas sie ciac aby bronic sie
      sie przed trudnymi emocjami tamimi jak smierc ktorych nie moglas
      zniesc.
      Ten mechanizm obronny nazywa sie acting out, bardzo czesto jest
      on stosowany przez osoby ktore nie umieja radzic sobie ze
      swoimi emocjami.
      Twoja najlepsza kolezanka, w dobrej wierze, chcac Ci pomoc
      wymusila na Tobie abys sie nie ciela.
      Zeby tego dokonac nie chcesz dopuszczac tego pragnienia do siebie,
      spychasz je do cienia, nieswiadomosci, wypierasz je.
      Ale to pragnienie nadal istnieje i nie wiesz co z nim zrobic
      dlatego probujesz sie go pozbyc za pomoca alkoholu.
      Musisz zrozumiec ze tniesz sie i pijesz dlatego ze nie radzisz
      sobie z emocjami.
      Trzeba przez te emocje przejsc, nie mozna uciekac przed nimi w
      acting out.
      Dobry psychoterapeuta pomoglby Ci przejsc przez emocje,
      pogodzic sie z nimi bez potrzeby bronienia sie w taki sposob
      jak Ty obecnie to robisz.
      Serdeczne pozdrowienia.


Pełna wersja