wiwi00711
18.05.10, 20:15
Cześć!
Mam 13 lat i od pewnego czasu tnę się. Pamiętam, że powodem mojego "pierwszego
razu" były kłopoty z ojcem, badania wykazały, że ma raka i nie długo umrze.
Nie miałam wtedy zbyt dobrych kontaktów z mamą (zawsze tak było i jest) i
pamiętam, jak zraniła mnie przyjaciółka. Powiedziałam jej o tym i wspomniałam
o pocięciu się, ale ona nic! To znaczy przekonywała mnie i myślała, że jej się
udało. Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, to okropnie bolało. Uzależniłam
się od żyletki. Ciełam się coraz mocniej, piłam alkohol. Nagle okazało się, że
diagnoza ojca była zła. Miał raka, ale łagodnego. Wycięli mu go i było OK, ale
nie ze mną. Rozstałam się z przyjaciółką, nie miałam z kim porozmawiać.
Dopiero niedawno pogodziłyśmy się, odnalazłam sens życia, ale... ale nie
mogłam przestać ciąć się. Byłam szczęśliwa przez tydzień, mogłam zapomnieć
dzięki niej, ale ona nic nie wiedziała. Nie ciełam się przez ok. 2 tyg. Ona
znalazła u mnie w pokoju żyletki. Rozmawiałyśmy o tym długo... podniosła mnie
na duchu. Teraz jest najważniejszą osobą w moim życiu. Jesteśmy od siebie
uzależnione, ale w pozytywnym sensie. Nie wyobrażam sobie bez niej życia.
Postawiła mi ultimatum: ona albo żyletka. Oczywiście wybrałam ją. Nie ciełam
się, ale jest mi cholernie trudno. Nie mogę funkcjonować jak dawniej, przed
chwilą się upiłam. Nie chcę zacząć znowu, dlatego proszę o rady... Dzięki ;)