Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci?

03.06.10, 23:25
Witam. Ja założyłam rodzinę kilkanaście lat temu, mam trójkę dzieci w róznym
wieku (17, 7 i 2) i stwierdziłam dziś, że od kilkunastu lat żyję tylko dla
kogoś, ciągle dla dzieci i meża, o sobie zapominam. Mając jakąś sumę pieniędzy
na coś ekstra, jeszcze chyba nigdy nei kupialm czegos sobie, zawsze albo jest
to coś dla któregoś dziecka albo dokładam najstarszemu synowi do czegoś, co
jest mu potrzebne. Od rana do nocy jestem na nogach, mam niepełnosprawnego
ojca, którym też się zajmuję (nie mieszka z nami, więc dojeżdzam codziennie
kilka kilometrów) praktycznie tylko ja, bo moje siostry i brat mieszkają w
innych miastach, jestem ostatnio strasznie zmęczona. Doatkowo przeżywam
okropne kryzysy małżeńskie, które sa najczęściej w taki czy inny sposób
związane z problemami z dorastającym synem. Mąż bez przerwy w każdej sytuacji
problemowej oskarża mnie o to, ze wszystkie kłopoty z synem wynikają z moich
zaniedbań wychowawczych i niekonsekwencji przez te wszysktie lata. Prorokuje
również, że taką samą KRZYWDĘ zrobię młodszym dzieciom, jeśli nie nauczę się
WRESZCIE prawidłowych postaw i metod wychowawczych. Nie twierdzę, ze jest
inaczej, moze faktycznie jestem beznadziejną matką. Ostatnio po prostu mam to
gdzieś. Ciagle czuję się jak na egzaminie, mam jeszcze dwoje młodszych dzieci
i sama myśl o tym, ze będą z nimi podobne kłopoty jak z synem nastolatkiem,
powoduje, ze odechciewa mi sie zyć. Kocham moje dzieci nad życie, naprawdę
wolałąbym umrzeć niz żeby któremuś z nich miało się coś stać, oddałabym im
wszystko co mam. Jednak wiem jedno - drugi raz nie zakładałabym rodziny.
Dzieci to niesamowite zobowiązanie na całe życie. Strasznie brakuje mi
wolności, czasu tylko dla siebie, beztroski, spania do południa w niedzielę, a
potem uprawiania seksu do kolacji. drogich kosmetyków na które zawsze szkoda
mi pieniędzy i podróży. Moje zycie to praca, dom, ojciec, dzieci, któtnie z
meżem, rozczarowanie synem. NA samą mysl o wakacjach, wczasach z maluchami i
tym wykolczykowanym wariatem, który kompletnie mnie nie słucha ani nie
szanuje, za to słucha "muzyki", która przyprawia mnie o odruch wymiotny - chce
mi się uciekać na inną planetę. Z kolei wyjazd z domu "tylko" z młodszymi i
zostawienie starszego na dłuższy czas z chata wolną - to chyba jeszcze większy
stres.


Gdybym nie zakłądała rodziny, byłabym dziś dojrzałą kobietą przed
czterdziestką z oszczędnosciami i bogatą przeszłością, a swiat i życie
nalezałoby do mnie. Dziś uwazam, ze zakładająć rodzinę kilkanaście lat temu, z
miłosci, z głową pełną marzeń i ideałów, podcięłam sobie nieodwracalnie skrzydła.

Czy ktokolwiek czuje się podobnie do mnie? Mam wrażenie, ze otaczają mnie sami
szczęśliwi ludzie, a ja jestem jakimś kompletnie sfiksowanym wyjatkiem. Od
trzech tygodni chodze na spotkania do miłej pani psycholog. Zeby wam
naswietlić jak kiepsko musi ze mna byc, powiem tylko, ze te panią psycholog
zaproponowała mi przedszkolanka, chociaz nigdy z nią nie rozmawiałam o swoim
życiu, a jednak ona sama zauwazyła, że coś ze mną jest nie tak - z tak
krótkich kontaktów jakie mamy przy przyprowadzaniu i obieraniu dziecka z
przedszkola. Owszem, troche mi pomaga to, ze (jako jedynej) moge jej to
wszystko powiedzieć i, dosłownie, wypłakac się, przełamałam już trochę barierę
wstydu, bo dodatkowo do tego wszystkiego dochodzi ogromne poczucie winy i
wstydu, ze czuję się tak jak się czuję. więc to, ze jej o tym opowiadam, to
jest jakaś ulga dla mnie. ale wszystko to, co ona mi mówi, jej mądre rady,
niestety są dla mnie śmieszne. Nie powiedziała jeszcze niczego, czego bym sama
nie wiedziała. No ale może się rozkręci.
    • wera_8 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 01:20
      Odnosnie Twojego najstarszego syna: na jakiej podstawie maz oskaza ze zle go wychowalas? Dziecko wychowuje matka i ojciec. Moze maz nie spisal sie w roli ojca i swoja wine zrzuca na Ciebie?
      • mausi12 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 02:11
        ...a jestes pewna,ze gdyby nie bylo dzieci-to bylyby te wszystkie
        twoje sukcesy????
    • zorz_ponimirski Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 02:09
      ja ci lalka nic madrego nie powiem, z braku dzieci najnormalniej, ale z
      tego co pamietam, moi rodzice tez narobili dwojke z jakichs powodow, a
      potem im sie nie do konca podobaly obowiazki. no bo jak dzieciakom moze
      sie podobac kierat, a nawet osobom doroslym. prawda jest taka, ze jak masz
      dzieci, to twoje zycie jest im podporzadkowane, az nie pojda w swoja
      strone, do tego czasu lepiej, zebys z usmiechem opiekowala sie nimi, bo
      inaczej krzywde im zrobisz psychiczną. To nie sa smichy, to jest tak, jak
      jest. Pani moze ci powie, zebys nie czula sie winna, meza wkluczyc
      bardziej, albo jeszce cos innego, bo stwierdzi, zes jebnieta. sorry, ale
      kto to moze wiedziec.Mnie sie wydawalo, ze na wielodzietna rodzine
      decyduja sie ci, ktorzy sa przekonani, ze lubia ten mozół.
    • to.niemozliwe Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 09:33
      :)
      Zwykle wydaje się nam, że inni mają lepiej - więcej kasy, ciekawsze
      życie, bardziej udane związki i mądrzejsze dzieci :). Stąd Twój osąd,
      że inni mają lepiej. A to tylko efekt braku znajomości szczegółów i
      spraw innych.
      Wygląda na to, że trzeba pomału i konsekwentnie dokonywać trwałych
      zmian, bo inaczej, to nic się nie zmieni, tylko będzie jeszcze
      gorzej.

      1. Mąż nie ma racji, że kłopoty z synem, to Twoja wina, bo chłopców
      wychowują mężczyźni, nie kobiety. Kobiety się opiekują i uczą relacji
      (dzięki Solaris38 za zgrabne określenie! :)), ale role męskie
      przekazują mężczyźni.
      2. Syn będzie teraz kontestował waszą wartość, wartość rodziny i
      jakość relacji z Wami. Bo to element kształtowania się jego dorosłej
      tożsamości - mentalne wyjście z rodziny i dzieciństwa. Budowanie
      swojego odrębnego od Was "Ja". To cenne doświadczenie i trzeba mu
      pomóc akceptując kolczyki, modę, towarzystwo, muzykę.
      Otwarcie porozmawiaj z synem, że jest już młodzieńcem i uznajesz
      jego prawo do samodzielności, nie zamierzasz go kontrolować i ufasz
      mu całkowicie, ale w zamian prosisz o pomoc czasami w domu,
      np. zakupy, opieka nad młodszymi. Powiadają, że nastolatek może być
      już tylko przyjacielem rodzica, ale niewolnikiem już nie będzie. To
      traktuj go jak przyjaciela.
      3. Dla Siebie.
      Czas zacząć robić coś dla siebie - dwa razy w tygodniu masz mieć
      wolny wieczór na pójście na kawę do koleżanki, albo na aerobik.
      Robisz poważny błąd wychowawczy godząc się i wchodząc w rolę
      cierpiącej i poświęcającej się matki-polki, bo przekazujesz dzieciom
      fatalne wzorce funkcjonowania rodziny: wyobcowanego, gburowato -
      szorstkiego męża i zdominowanej, umęczonej matki.
      Zwróć uwagę, że Ty sama się do tego przyczyniasz przyzwalając na to.
      4. Wydawaj też co miesiąc jakąś sumę na siebie (fryzjer, ciuch). Bez
      żalu i wstydu, ponieważ jest w tym element samodocenienia :).
      Miałem taką fazę, że też przez dobrych kilka lat kupowaliśmy tylko
      to, co niezbędne - tzn. wytworzył się w nas przymus oszczędzania i
      kupowania pod przymusem. Wynikało to trochę z tego, że mam małe
      potrzeby materialne. Az w pewnej chwili zdaliśmy sobie sprawę, że
      zakupy nie sprawiają nam żadnej przyjemności, bo wszystko jest
      kupowane "bo trzeba", bo dziecko wyrosło, bo buty się
      zniszczyły..itd.
      No i poszedłem do sklepu i kupiłem sobie rower, taki jaki dokładnie
      chciałem, a nie taki, którego zakup podpowiadał rozsądek. I było
      super! :) Wkrótce potem wszyscy już mieliśmy porządne rowery...:D
      Tak, że kupowanie sobie (znów to zależy od Ciebie) jest bezcenne,
      choć kupowane przedmioty nie muszą być szczególnie cenne :).

      Tak, że opisujesz sytuację dość typową :(, ale nie beznadziejną. No i
      wnioski, moim zdaniem całkiem fałszywe - nie byłoby Ci lepiej samej.
      Natomiast pewne sprawy trzeba spokojnie zmienić.

      Z przydatnych detali - polecam obarczenie męża obowiązkiem robienia
      zakupów raz w tygodniu, szczególnie tych cięższych rzeczy.
      A tak w ogóle, to Ci dzieci pomagają w domu? Naście i 7 lat, to już
      powinni pomagać. Normalnie - tak się żyje w rodzinie, że się dzieli
      obowiązkami! Jeżeli wszystko robisz sama, to to jest kolejny błąd
      wychowawczy, bo nie uczysz współpracy i wdrukowujesz im bierność i
      bezradność. Będą się uaktywniać tylko kiedy trzeba będzie zadbać o
      własną przyjemność, ale organizowanie przestrzeni i funkcjonowania
      wokół siebie będą mieli niewytrenowane.
      Jak dla mnie, to jesteś za bierna i zbyt wiele bierzesz (w najlepszej
      wierze) na siebie. Prowadzenie domu (i rodziny) to normalnie
      zarządzanie jest, management :D. Podział ról, funkcji, procedury,
      zadania, delegowanie decyzyjności i odpowiedzialności, dyskutowanie
      problemów, negocjacje...:)
      Do roboty! ;)
      Pozdrawiam :)
      • mankatoja Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 09:52
        fajnie napisales, zreszta dokladnie jak bym i ja napisala wiec tylko
        potwierdze
        Dodam tylko ze istotnie postrzegamy inne rodziny jako idealne bo nei
        znamy codziennosci,ktora tez niekoniecznie jest tam rozowa
        A jednak brak informacji pozwala zakladac ze na pewno inni sa-
        zdrowi, szczesliwi itp
        Moja matka zawsze mi mowila ze inne dzieci sa wspaniale tylko ja
        taka do niczego....Wskazywala mi np. za deal cnot corke sasiadow,
        ktora owszem wygladala jak aniol i zachowywala sie jak najcnotliwsza
        ale pozornie, bo w szkolnej ubikacji za pieniadze pokazywala to i
        tamto.
        ...Dawno juz powiedzial poeta" cudze chwalicie swego nie znacie" :)
        I w tej sprawie moza powiedziec , ze przeceniamy czesto to "cudze"
        Cezsto, choc na pewno nie zawsze. Ach, dobrze wzrowac sie na dobrym.
        Na pewno. I dodam z wlasnego podworka: kilka dni temu ktos mi
        powiedzial ze przeciez 95 % zwiazkow to pozory milosci, wiec na co
        mi zwiazek . Odpowiedzialam ze wierze w te 5% ktore miloscia sie
        darzy i na tym wzorowac chce.
      • nangaparbat3 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 20:48
        Do tego co pisze To. niemożliwe dodalabym jeszcze: codzienne odwiedzanie ojca w
        sytuacji, kiedy masz dwoje dosc malych jeszcze dzieci, musi Cie bardzo obciążac
        - nie wytrzymasz w końcu. Skoro masz jeszcze "siostry i brata" (czyli co
        najmniej trojkę rodzeństwa) zaproponuj, zeby sie skladali na oplacenie osoby,
        ktora by Cie zastapila ze trzy razy w tygodniu. Uwazam, ze to ich obowiązek
        wobec Ciebie i taty.
    • sabinac-0 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 10:22
      Przyjelo sie, ze kobieta "powinna" (pisze w cudzyslowiu bo to jest niczym
      slowo-klucz) zyc wylacznie dla innych - meza, dzieci, starych rodzicow itd.
      Dlatego chyba wszystkie mamy poczucie winy, gdy czasem zdarzy nam sie pomyslec o
      sobie lub wypsnie sie nam ze ktos z naszych podopiecznych nas wkurza. W razie
      niecheci do radosnego poswiecania sie wysyla sie nas do psychologa, podsuwa
      rozne pigulki a freudysci-amatorzy typu internauta wentyl stawiaja diagnoze
      "neurozy". :)

      Ja tez kocham moje dziecko nad zycie ale nieraz mialam go wyzej uszu jak byl
      maly. Meza tez szczerze kocham i tez mnie czasem wkurza.
      Lubie z nimi przebywac, ale bardzo dla mnie waznym momentem w tygodniu sa
      popoludnia, gdy razem jado do miasta i mam caly dom na kilka godzin dla siebie.

      Pomaga mi tez praca, ktora bardzo lubie. Dzieki pracy zyskuje tez szacunek syna,
      ktory chwali sie kolegom ze jego mama pracuje jak ci z serialu o detektywach na
      Discovery.

      Jakakolwiek jest Twoja sytuacja, KAZDY czlowiek potrzebuje jakiejs przestrzeni
      dla siebie. Jest to naturalna potrzeba, ktorej zaniedbanie powoduje nerwice,
      depresje, nalogi itp.
      Nie tyle psychologa tu trzeba, ile przeorganizowania zycia.

      Mam kilka uwag:
      Taszczenie sie na wakacje z 17-latkiem to czysty sado-masochizm. I Wy sie
      meczycie, i on. Niech sobie cos wymysli, jakis oboz, wyjazd z kolegami (ja w tym
      wieku jezdzilam sama i nic zlego sie nie stalo). Jak bedzie prowadzony za raczke
      to bedzie sie gorzej buntowal.
      Czy starszy nie moglby czasem popilnowac maluchow bys mogal sie np. urwac sama
      lub tylko z mezem chocby na dwa dni?
      • to.niemozliwe Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 10:35
        To się podłączę :), z praktycznych spraw, to koniecznie trzeba pilnowac
        reżimu, że maluchy (7 i 2) po 19-stej usypiają. Warto tez popracować
        nad oduczeniem spania w dzień przez dziecko, tylko przetrzymać do
        wieczora. Znam rodzinę, gdzie rodzice nie mają czasu wieczorem dla
        siebie, a rozbrykany i wyspany maluch fika fikołki do 23-ciej :D.
      • easz Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 07.06.10, 11:29
        sabinac-0 napisała:

        > W razie niecheci do radosnego poswiecania sie wysyla sie nas do psychologa, podsuwa rozne pigulki

        Ale na takim hm, etapie, to się może sprawdzić akurat.

        > ale bardzo dla mnie waznym momentem w tygodniu sa
        > popoludnia, gdy razem jado do miasta i mam caly dom na kilka godzin dla siebie.

        > Jakakolwiek jest Twoja sytuacja, KAZDY czlowiek potrzebuje jakiejs przestrzeni dla siebie. Jest to naturalna potrzeba, ktorej zaniedbanie powoduje nerwice, depresje, nalogi itp.

        Właśnie, każdy tego potrzebuje - 'własnego pokoju', żeby zregenerować siły choćby. A już matki dzieciom musowo, zwłaszcza z takimi niepartnerami.
    • krytykantka07 za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 10:33
      Nic nie można odgadnąć na temat Twoich relacji z mężem ani na temat jego roli w
      domu.
      Jakie ma obowiązki domowe czy rozmawia z dziećmi czy w ogóle się nimi zajmuje.
      Czy jego metodą jest tylko krzyk.
      Jaki był wcześniej gdy było jedno dziecko i czy pomagał Ci w domu i zajmował się
      dzieckiem.
      Rozumiem, że był idealnym mężem i ojcem i dlatego zdecydowałaś się na drugie
      dziecko.
      Ale to trzecie?
      Nie do pojęcia.
      Gdybyś miała tylko jedno już prawie odchowane to niedługo mogłabyś zajmować się
      tylko sobą.
      Czemu podcięłaś sobie sama skrzydła?
      Naprawdę potrzebne było planowanie dziecka gdy najstarsze zaczynało być
      nastolatkiem i można było przewidzieć, że zaczną się problemy?
      • to.niemozliwe Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 10:47
        Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobne planowanie 2 i 3 dziecka z
        uwzględnieniem tego, że są kłopoty wychowawcze z najstarszym?
        Dzieci, to się z miłości biorą....:)
        • krytykantka07 Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 10:58
          to.niemozliwe napisał:

          > Jakoś nie wydaje mi się prawdopodobne planowanie 2 i 3 dziecka z
          > uwzględnieniem tego, że są kłopoty wychowawcze z najstarszym?
          > Dzieci, to się z miłości biorą....:)

          No tak ;).
          To by wyjaśniało co nieco.
          Zatem problem nie powinien brzmieć: " czy ktoś żałuje, że urodził dzieci "
          tylko: " czy jest sens planowania dzieci gdy mąż do roli ojca nie dorósł " ;).
          A jeśli wtedy dzieci mogą być nieplanowane to należy takiej ewentualności
          uniknąć ;).
          Tylko problem polega na tym że autorka wątku pozwoliła podjąć komuś decyzję za
          siebie, bo jakoś to będzie...
          No i jakoś jest...
          • to.niemozliwe Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 11:37
            Nie istnieje coś takiego jak "dorosłość wystarczająca do roli ojca".
            Można być fizycznie dorosłym do tego, ale w żadnym innym wymiarze nie
            istnieje takie pojęcie. Można tę rolę pełnić lepiej lub gorzej, z
            chęcią lub pod przymusem, czerpiąc satysfakcję lub cierpiąc męki. Ale
            nie ma kryteriów "wystarczającej dorosłości", chociażby dlatego, że
            dzieci rosną, można sobie radzić jak mają 5 lat i pogubić się jak
            mają 15.
            Rozumiem, że jest to ogólny zarzut formułowany przez niektóre
            kobiety, że do roli "ojca trzeba dojrzeć", ale to nic konkretnie nie
            znaczy, poza sformułowaniem pewnego rodzaju inwektywy, że "Ty do tego
            jeszcze nie dojrzałeś i nigdy nie dojrzejesz".
            Podobnie ma się np. z tzw. "dojrzałością do związku", co oznacza ni
            mniej, ni więcej, tylko pewien stopień zdolności mężczyzny do
            poddania się oczekiwaniom kobiety :D (w kobiecej nomenklaturze ;)).
            Tymczasem nijak się ma do tego dojrzałość, a głównie chodzi o
            zdolność do ograniczania swoich potrzeb w imię rodziny.
            • krytykantka07 Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 12:09
              Dorosłość do roli ojca to umiejętność przekazania dziecku pozytywnych wzorców.
              Dzięki temu ułatwi się mu start w dorosłe życie.
              Zatem coś innego niż zrozumiałeś ;).
              Acz zgadzam się z tym, że mieści się tu zdolność ograniczania własnych potrzeb w
              imię rodziny ;).
              Ale to powinno być naturalne.
              Gdy ktoś tego nie rozumie trzeba dać mu nauczkę ;).
              Ale w żadnym razie nie jestem zwolenniczką wylewania dziecka z kąpielą czy
              pyrrusowych zwycięstw...
              Niektórzy faceci są mądrzy, bo w poprzednim wcieleniu pewnie byli kobietami i
              tych uczyć nie trzeba.
              Należy dać nauczkę tym, co w poprzednim wcieleniu przeżywali sobie życie jako
              płazy czy inne kamienie ;)
              • to.niemozliwe Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 12:41
                Niestety, niektóre kobiety już mądrzejsze nie będą, bo wyczerpały pulę
                w poprzednim wcieleniu...rozwijając Twoją koncepcję ;D
                • krytykantka07 Re: za dużo tu niedopowiedzeń 04.06.10, 12:59
                  to.niemozliwe napisał:

                  > Niestety, niektóre kobiety już mądrzejsze nie będą, bo wyczerpały pulę > w
                  poprzednim wcieleniu...rozwijając Twoją koncepcję ;D

                  Będąc w poprzednim wcieleniu kobietami? ;)

                  Nie da się ;).
                  Kobieta, która w poprzednim wcieleniu była kobietą jest doskonała.
                  Zatem doskonalenie tego, co jest doskonałe ociera się co najmniej o śmieszność
                  jeśli nie o groteskowość ;)
                  Sam widzisz, że skoro Ty byłeś w poprzednim wcieleniu kobietą to gdybyś i w tym
                  był - byłbyś doskonały ;).
    • wifch Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 10:36

      To jak z serialu o super babce.
      Problem jest czas w jakim zyjemy. Pojecie dzieci i rodziny kreci sie
      kieracie tradycji. A tradycyjnie kiedys moje starsze
      ciotki,zajmowaly sie tylko domem i dziecmi. Wtedy mialy troche czasu
      dla siebie.Dzieci wyfruwaly z domu dosc szybko.
      Dzis w nasze czasy jest wmontowana kobieta pracujaca, czesto wiele
      godzin.Zarowno wdomu, pracy. I pytanie ile wytrzyma?

      Moim zdnaiem jestes wypalona. Powinnas odpoczac i pozyc dla siebie.
      Moze jakis dluzszy urlop, nawet bezplatny czy inna alternatywa...
      Albo urlop na ktory pojedzisz sama, a dzieci podrzucisz krewnym?
      • to.niemozliwe Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 10:45
        > Moze jakis dluzszy urlop, nawet bezplatny czy inna alternatywa...
        > Albo urlop na ktory pojedzisz sama, a dzieci podrzucisz krewnym?

        To będzie trochę sztuczna sytuacja, przeniesienie się do raju i
        powrót do piekła (o ile realny w warunkach trójki dzieci, w tym dwoje
        małych). Lepiej, moim zdaniem konsekwentnie wprowadzać po kolei
        drobne, ale istotne zmiany w funkcjonującym układzie. Ale też bez
        rewolucji w stylu, że od jutra nie sprzątam, nie zmywam, nie gotuję!
        Jak zarośniecie brudem, to się weźmiecie w garść. To wypaczenie
        modelu w którym problemy się rozwiązuje wspólnie dla dobra rodziny z
        poszanowaniem jej członków.
        • krytykantka07 Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 11:04
          To chyba niezły pomysł taki urlop lub sanatorium gdzie matka sobie odpocznie i
          przemyśli swoje życie.
          W tym czasie mąż weźmie urlop i będzie użerał się z dziećmi ;).
          A po powrocie rewolucja w domu ;).
          Mąż nauczony, że na głowę zwaliło mu się tyle obowiązków będzie wdzięczny gdy
          się je podzieli.
          Niestety bez wyjazdu matki się nie da, jako, że mąż może się buntować ;).
          • to.niemozliwe Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 11:29
            Nie, to zły pomysł. Ponieważ jeżeli chodzi o pokazanie mężowi jak to
            ciężko się użerać z dziećmi i ile to obowiązków, to takie załatwienie
            sprawy wskazuje na chęć dania mu nauczki. A zatem jego odpowiedź
            będzie się koncentrowała na wykazaniu, ze spływa to po nim, jak po
            przysłowiowym psie :). Podejmie grę.
            Poza tym zwykle w takiej sytuacji pęka pierwszy ten, kto ma niższy
            akceptowalny próg syfu w domu. Zgadnij zwykle kto...? :)
            Sensowne rozwiązanie, to systematyczne angażowanie go w życie
            rodziny w większym stopniu.
            • krytykantka07 Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 12:15
              E no to nie tak ;).
              Dawanie komuś nauczki nie oznacza, że robimy sobie z niego wroga.
              Jestem zwolenniczką strategii w myśleniu ;).
              W tym przypadku mąż aż prosi się o danie mu nauczki i do tego pomysł podsunął.
              Aż żal byłoby go nie wykorzystać...
              Następnym razem zastanowi się nad tym, co chce powiedzieć.
              Otóż autorka wątku dostała jego przyzwolenie na wyjazd i do tego sama...
              Dlatego powinna to wykorzystać.
              Oznajmić mu, że musi sobie wziąć urlop, bo ona jedzie do sanatorium i on w tym
              czasie musi zająć się dziećmi.
              Ma tydzień czasu, aby u nich zniwelować zły wpływ matki na ich życie.
              A ona w tym wychowaniu dzieci przez niego tylko będzie przeszkadzać.
              • to.niemozliwe Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 12:47
                > Otóż autorka wątku dostała jego przyzwolenie na wyjazd i do tego
                sama...

                Gdzie? Nie zauważyłęm w wątku?
                • krytykantka07 Re: Praca, dom, dzieci... 04.06.10, 12:55
                  to.niemozliwe napisał:

                  > > Otóż autorka wątku dostała jego przyzwolenie na wyjazd i do tego > sama...
                  >
                  > Gdzie? Nie zauważyłęm w wątku?

                  Ano tu:

                  " Mąż bez przerwy w każdej sytuacji > problemowej oskarża mnie o to, ze
                  wszystkie kłopoty z synem wynikają z moich > zaniedbań wychowawczych i
                  niekonsekwencji przez te wszysktie lata. Prorokuje
                  > również, że taką samą KRZYWDĘ zrobię młodszym dzieciom, jeśli nie nauczę się >
                  WRESZCIE prawidłowych postaw i metod wychowawczych. Nie twierdzę, ze jest >
                  inaczej, moze faktycznie jestem beznadziejną matką "

                  I to wystarczy mu uświadomić ;).
                  Zgodzić się z nim, że faktycznie jest się złą matką i dać mu szansę wykazania
                  się w roli ojca, który nie zrobi przez tydzień krzywdy swoim dzieciom ;).
                  Jak zdobędzie ich autorytet ( a zwłaszcza nastolatka ) to matka po powrocie nie
                  będzie w stanie tego zepsuć...
                  • to.niemozliwe Re: Praca, dom, dzieci... 09.06.10, 22:26
                    Blednie to zinterpretowalas, to nie przyzwolen9e na wyjazd, tylko prezentacja uproszczonej wizji przez meza "ja doskonaly, ty beznadziejna". Z tego nie wynika zgoda na wyjazd.:)
                    • krytykantka07 Re: Praca, dom, dzieci... 09.06.10, 22:56
                      to.niemozliwe napisał:

                      > Blednie to zinterpretowalas, to nie przyzwolen9e na wyjazd, tylko prezentacja
                      u > proszczonej wizji przez meza "ja doskonaly, ty beznadziejna". Z tego nie
                      wynika > zgoda na wyjazd.:)

                      Oczywiście, że to prezentacja uproszczonej wizji męża.
                      On sam nie wie, co z tego wynika.
                      Zatem może wynikać wszystko.
                      Zamiast się z nim kłócić ( co robi autorka wątku ) wystarczy się z nim zgodzić i
                      uświadomić mu co powiedział ;).
                      A powiedział, że on lepiej wychowałby synów.
                      Czyli dać mu tydzień na to, aby się mógł przekonać...
                      Trzeba wyjść od jego sposobu myślenia i absolutnie go nie krytykować tylko
                      rozwinąć jego pomysł.
                      A zrobić to udając idiotkę zachwyconą jego pomysłem, którego dosłownie nie
                      wyraził...
                      Wszak wyuczona bezradność jest w cenie, a faceci są głupi, bo się na nią
                      nabierają ;)
                      • zorz_ponimirski Re: Praca, dom, dzieci... 10.06.10, 00:04
                        wiecie co, kiedy czytam to wszystko, to ladowanie sie w sytuacje cokolwiek
                        ograniczajace, a potem porady, zeby lepiej udawac idiote, azeby malzonek
                        uwierzyl, ze taka jest prawda, to ciekawa jestem, czy po to sie
                        urodziliscie, zeby pozniej taka pie... z tego wyszla.
        • wifch Ach gdziez tam sztuczna...:-) 12.06.10, 10:55
          To będzie trochę sztuczna sytuacja, przeniesienie się do raju i
          powrót do piekła
    • mona.blue Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 11:24
      Nie,nie żałuję urodzenia dzieci. Powiem więcej,jest to jedna z dwóch najlepszych
      rzeczy,jakie zdarzyły mi się w życiu.

      Więcej szczęścia jest w dawaniu niż w braniu.

      Ale jeżeli zaniedbujesz swoje potrzeby,to wypalisz się. Dobrze jest kupić sobie
      czasem coś extra,poświęcić czas tylko sobie lub meżowi, zadbać też o siebie.
      • to.niemozliwe Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 11:39
        Ja też nie żałuję, że żona urodziła :D
        • sabinac-0 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:26
          to.niemozliwe napisał:

          > Ja też nie żałuję, że żona urodziła :D

          Zwlaszcza jesli twoje ojcostwo ogranicza sie do przekazania nazwiska, sobotniego
          uciszania i krytykowania zony ze zle wychowuje oraz mowienia z duma "moja krew"
          gdy cokolwiek im sie udaje.
          :/
          • to.niemozliwe Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 23:34
            Akurat nie ogranicza się do tego :).
            • sabinac-0 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 23:59
              Tusze...
    • ewasuwek Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 11:39
      Wiem o czym piszesz.
      Ja także jestem przed czterdziestką i mam dwoje małych dzieci (8 i 4,5
      roku).
      Pracuję a po południu mam drugi etat w domu.
      Na szczęście razem z mężem rozumiemy się i nie mamy problemów małżeńskich.
      Mimo tego oboje jesteśmy często zmęczeni dziećmi i czasami zastanawiamy
      się jak by wygladało życie bez nich. Wydaje mi się, że wiele ojców i matek
      czasami żałuje, że założyli rodziny, tylko nikt się do tego nie przyznaje.
      Ostatnio kiedy jestem baardzo zmęczona i mama wszystkiego dosyć biorę
      sobie po prostu dzień urlopu, dzieciaki są w szkole lub przedszkolu a ja
      idę na zakupy, czasami do fryzjera. Mimo, że z forsą u nas też czasem
      cienko, to w ten dzień jestem egoistką i kupuję np. pare ciuchów tylko dla
      siebie. Po takim dniu mam trochę doładowane akumulatory i mogę dalej
      walczyć...
      • to.niemozliwe Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 11:49
        Opisz jak się organizujecie z podziałem obowiązków...:)
        • ewasuwek Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 12:34
          Zakupy - raz w tygodniu mąż lub razem
          Gotowanie - obiady jednogarowe na 2 dni, syn je w przedszkolu, córka w
          szkole, czasami robię jakąś gorącą kolację dla wszystkich
          Odrabianie lekcji - raz ja, raz mąż
          Płacenie rachunków - tylko internet
          Oprócz codziennych obowiązków mamy do "obrobienia" 180m dom i ogród.
          Moim zdaniem każda kobieta poradzi sobie ze wszytskim pod warunkiem, że ma
          WSPARCIE MĘŻA.
          • krytykantka07 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 12:38
            ewasuwek napisała:

            > Moim zdaniem każda kobieta poradzi sobie ze wszytskim pod warunkiem, że ma >
            WSPARCIE MĘŻA.

            Co to za wniosek?
            Brzmi tak jakby mąż łaskę robił.
            Dlaczego kobieta miałaby sobie radzić ze wszystkim?
            Moim zdanie każda rodzina sobie poradzi ze wszystkim jeśli wspiera się wzajemnie.
            • ewasuwek Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 12:48
              amen
    • fuuuu Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 12:43
      Rozumiem Cię doskonale.Czasami człowiek chce robić wszystko żeby
      dzieci byly zadowolone i mąż.A wychodzi inaczej...To nie jest Twoja
      wina,że tak Ci się układa.Mąż wpędza Cię w poczucie winy,bo pewnie
      sam nie radzi sobie z ta sytuacją.
      Musisz czasami pomyślec o sobie,bo masz jedno zdrowie i jedne
      nerwy.Znajdź dla siebie trochę czasu,wyjdź z koleżanką do
      kawiarni,na plotki,do fryzjera,nie wiem zrob coś dla siebie.Bo co
      Twojej rodzinie przyjdzie ze sfrustrowanej matki i żony.Nie przejmuj
      się męzem,też masz prawo do chwili relaksu niech i on będzie
      odpowiedzialny za dom kiedy Ty chcesz wyjść.W życiu trzeba byc
      trochę egoistą,bo inaczej wszyscy Cię zamęczą.Wiem to,bo sama tak
      przez wiele lat postępowałam,a teraz dostaje za to po tyłku.Pomyśl o
      sobie....
    • cynta Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 14:46
      Cierpisz niestety na dosc powszechny syndrom Matki Cierpietnicy, poswiecajacej
      swe zycie na wychowanie dzieci ktore zupelnie na to kichaja... Wiele kobiet tak
      ma, zwlaszcza w Polsce. Uwiklane konwenansami robia to co mysla ze spoleczenstwo
      sie po niech spodziewa, i nie zyja, egzystuja, lata leca, a z zycia pociechy dla
      nich zadna... Mozna inaczej tylko trzeba chciec!!
      Proponuje: 1. Mlodemu odciac doplyw dobrobytu do minimum, podstawowe jedzenie w
      lodowce, zadnych pieniedzy nie dawac, nic nie sprzatac, zadnego "dawania" i
      message ze on musi nauczyc sie mowic "prosze i dziekuje" i wypelniac jakies
      obowiazki domowe.
      2. Zwolac konferencje z rodzenstwem aby uregulowac kwestie zajmowania sie ojcem.
      Moim zdaniem oni powinni lozyc na alternatywna pomoc czyli zorganizowac
      dochodzaca pomoc dla niego, nie wszystko Ty,.
      3. Co do meza to olac poki co. Tzn. wprowadzic radykalne zmiany w wygladzie.
      Fryzjer ale zeby bylo inaczej, zapisac sie do gymu, zrzucic troche kg jezeli
      masz za duzo, zmienic garderobe, zmienic swoje zewnetrze a i zmiana wnetrza
      przyjdzie z tym. Przy okazji popatrzec naokolo czy nie byloby kogos fajnego do
      pogadania
      4. Teraz wazne: TYLKO TY MOZESZ ZMIENIC TWOJE ZYCIE! Nikt tego nie zrobi za
      ciebie. Usiadz i dobrze sie zastanow CO chcesz zmienic a sposoby same sie
      znajda. Jezei w jakimkolwiek momencie mojego wywodu pomyslalas ze tego nie
      mozesz zrobic bo... nie wypada, co ludzie pomysla, wyjde na zla matke itp. to
      jestes sama sobie winna sytuacji w jakiej jestes....

      To ze Cie dotykaja uwagi meza to kwestia TWOJEGO odbioru, olej goscia i powiedz
      sobie ze nie moze Cie dotknac niczym, bo to Ty jestes mocna a nie on. Tak samo z
      mlodym. Powtarzaj mu ze go kochasz i zalezy Ci na jego dobru ale nie dasz sobie
      zdeptac swojej wolnosci. To tylko jest trudne na poczatku.
      Masz szanse zyskac wspaniale pelne zycie ale musisz o to sama zadbac...
      Powodzenia
    • fuuuu Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:17
      Cynta jesteś bardzo mądra!
      • cynta Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:22
        fuuuu napisała:

        > Cynta jesteś bardzo mądra!

        Hahaha!! Nauczyl mnie tego pewiem wspanialy facet ktory pojawil sie w moim zyciu
        po tym jak postanowilam je zmienic i zadbac o siebie tylko nie wiedzialam jak ... :)
        • fuuuu Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:28
          No to miałaś szczęście,że na Twojej życiowej drodze ktos taki się
          pojawił.Ja zmieniam swoje życie od pięciu lat, z różnym efektem.
          Pozdrawiam
          • cynta Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:53
            Szczescie, karma, wysilek, otwartosc itp... nazwij jak chcesz... Mozemy
            podyskutowac, moze sie do czegos moja nowa wiedza komus przyda .. Pisz na priva
            jak masz ochote.
            Rowniez pozdrawiam
    • avgust Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 15:30
      Najprawdopodobniej chodzi o to, że jesteś osobą życiowo
      niespełnioną, która nosi w sobie niedosyt spowodowany nie zrobieniem
      tego, co miałaś ochotę zrobić, zanim wyszłaś za mąż. Poza tym trudno
      powiedzieć, na jakiej zasadzie Twój mąż ma Ci za złe to, w jaki
      sposób wychowywałaś syna. Na ogół organizm nie jest maszyną i na te
      same działania może reagować w różny sposób. Najbezpieczniej chyba
      będzie uznać, że macie różne wizje na temat tego, jak się powinno
      wychowywać dzieci.
    • paco_lopez Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 04.06.10, 21:47
      masz spore odstępy między dzieciakami. ciekawe co robiłas przez te
      10 lat między pierwszym a drugim, bo między moimi dwoma jest 6 lat
      różnicy i zanim sie ten młodszy urodził, to czułem się juz tak
      jakbym nie miał dzieci. pięciolatek, to juz zadna straszna kula u
      nogi.
    • easz Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 07.06.10, 11:16

      Nie masz czego się wstydzić. No może tego, że tak do tej pory siebie samą zaniedbywałaś i o sobie nie myślałaś, ale i inni Ci w tym pewnie sekundowali...

      Sądzę, że Ty niekoniecznie żałujesz, że urodziłaś dzieci, że wszystko tak się potoczyło. No właśnie - 'potoczyło', zamiast 'potoczyłaś'.

      Imo jesteś zmęczona i może coś jeszcze, a więc dobrze, że chodzisz do psycholożki. Może powiedz jej także o tych wątpliwościcach względem niej, jej metod i skuteczności waszych spotkań?

      A przede wszystkim, choć może jeszcze za wcześnie na to i trzeba trochę skutecznej terapii, to dobrze by było, żebyś skupiła się trochę na sobie. Widzisz? - Ty rzeczywiście sama wiesz, co powinnaś i co jest dla Ciebie dobre:)

      To taki kryzys - nie miałaś takich nigdy? I może męża też namówić na rozmowę z psychologiem choć? To naprawdę pomaga.
    • kasia120378 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 07.06.10, 13:53
      Ewo, musisz przede wszystkim pozbyć się wszelakich wyrzutów sumienia. Musisz
      mieć dla siebie czas. Co z tego, że robisz to i tamto dla swoich bliskich jak
      nie robisz tego (nie wiem czy zawsze) z pełną radością. Gdyby pomoglo Ci
      rodzeństwo i mąż na pewno byłaby ta radośc w spełnianiu obowiązków, że możesz
      wychowywać z mężem dzieci, że tata cieszy się, że ktoś się nim interesuje. Na
      pewno twojemu tacie też byloby przyjemnej jakby i pozostałe dzieci interesowały
      się, oprócz zawodowej opiekunki.
      Musisz poczuc radośc zycia, żeby nie tworzyć tego co złe, nieprzyjemne (jak to
      mówią potocznie mozna coś wykrakać)
      Patrzę na szwagierkę, jej męza i ich piątkę dzieci. Ona zawsze musi się "skrobać
      po tyłku" jak tu zaoszczędzić,a mało kiedy coś sobie kupi, bo trzeba dla dzieci.
      Nie będę ich oceniać, może mają możliwości zmiany, ale nikogo na siłe nie da się
      zmienić. Nie wiem co czują, co myślą.
      Właśnie jak ktoś już pisał musisz pokazać dzieciom ( i tak czuć), że rodzice to
      nie tylko wytwórnia pieniędzy, ciągłe poświęcanie się połączone ze złoszczeniem
      się, obwiniający się rodzice. Musicie wykasować negatywne wzorce, żeby dzieci
      ich nie dziedziczyły. Wiem, że łatwo się mówi, pisze jak poradzić.
      Mów męzowi o wszystkim co czujesz, ale nie bój się jego reakcji. On też jak i ty
      założył tą rodzinę i powinien w tym uczestniczyć. Nie wiadomo jakie wzorce
      wyniósł z domu ( no właśnie te wzorce). Dzieci, chłopcy nie powinni widzieć w
      swoich przyszłych wybrankach serca praczek, sprzątaczek, kobiet, na barkach
      których spoczywa cała rodzina.
      Po pierwsze jak piszę nie tylko ja popracuj nad wyrzutami sumienia, obwinianiem
      siebie i innych, zadbaj o siebie. Mąż to też zauważy na pewno. Jak ty będziesz
      myśleć o innych tak inni będą cię traktować, pokazywać ci to
    • evenjo Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 07.06.10, 19:34
      nie jesteś wariatką. dzieci to harówa, mozół i żadnej gwarancji wdzięczności czy choćby odpoczynku na stare lata. Mam dwoje-kocham, dbam, troszczę się. I marzę, żeby już były dorosłe, na swoim, z dala ode mnie.
      • mausi12 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 09.06.10, 13:07
        Mam tylko nadzieje,ze dzieci nie zaluja takiej matki jaka Jestes-Ty.
        Oprocz cipki-masz chyba jeszcze glowe i wiesz co robisz????
        Po co bylo Ci jeszcze 3 dziecko,jak tak bardzo tobie te dzieci
        przeszkadzaja?dzieci-to sens w zyciu,to pozniej jakis cel.Przeciez
        to normalne,ze jest z nimi duzo roboty!To,czy sie nam pozniej
        odwdziecza-zalezy od rodzicow,co im przekarza.Znam duzo osob bez
        dzieci i wszyscy mowia,ze ze brakuje tego w domu-bo dzieci-to sens.
        Jak juz masz te dzieci-to zycze Tobie,aby cala trojka...byla
        zdrowa.To jest wazne i najwazniejsze.

        • sabinac-0 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 09.06.10, 14:13
          mausi12 napisała:

          > Mam tylko nadzieje,ze dzieci nie zaluja takiej matki jaka Jestes-Ty.

          Wpedzic niezadowolona w poczucie winy - to jest to!
          Czy zono-matka nie ma prawa do zmeczenia czy rozgoryczenia?

          > Oprocz cipki-masz chyba jeszcze glowe i wiesz co robisz????

          Uwage o cipce w dyskusjach o macierzynstwie traktuje sie juz chyba jako
          obowiazkowa. :P

        • fuuuu Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 09.06.10, 16:06
          Jasne ,niech matkę zajeżdza dzieci razem z mężusiem!!!! Jakieś
          pierdoły piszesz.A pozatym sama soobie dzieci zrobiła,do cipki
          potrzebny jest ptaszek-nie?????Nie,ale przeciesz to kobieta za
          wszystko jest odpowiedzialna,a mężczyzna jak zwykle nieudolny-
          koszmar jakiś!
        • kobza16 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 11.06.10, 22:23
          mausia12 - mentalna nawiedzona babciu - niezaśmiecaj forum glupotami! jestem pewna, ze tobie 8 wystarczy i już dawno schlasta twoją "cipke".
        • clarissa3 Re: Czy jest ktoś, kto załuje, ze urodził dzieci? 12.06.10, 08:50
          sens ma dla tych ktore samodzielnie myslec nie potrafia i potrzebuja by
          im powiedziec co robic.
    • bubster najlepsza rada 09.06.10, 16:51
      odrobina zdrowego egoizmu
Pełna wersja