Dodaj do ulubionych

Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny płci

05.06.10, 16:30
Ponieważ od wielu lat obserwuję związki damsko-męskie, mam swoją teorię na
temat różnic płci, wojny między nimi itp. Nawet to forum kipi od
nieporozumień i kłótni. Ale pozornie wszyscy chcą dobrze – o co więc chodzi,
gdzie tkwi sedno tej kwestii?? W skrócie, moje pytanie brzmi:

- Dlaczego faceci i kobiety od zawsze nie umieli się porozumieć, stworzyć
zgodnego związku – by potem spokojnie chować dzieci? Czy różnice są aż tak
wielkie, że nie potrafimy po prostu dogadać się jak starzy znajomi? I czy
kobieta z mężczyzną nie mogą być przyjaciółmi?

Od razu odpowiem na ostatnie pytanie – otóż nie mogą. Przyjaciele to związek
dwóch bratnich dusz, chcą oni stworzyć jedność psychiczną, ale nie cielesną.
Miłość zaś to wielka zagadka i układ, który jest wzajemnym pochłanianiem się.
I to nie tylko na poziomie osób, ale w skali komórek – plemnik wnika w
jajeczko jakby je gwałcił – to odzwierciedla układ między naszymi płciami.
Który polega na łączeniu ognia z wodą. Ale z tego połączenia można stworzyć
cudowną PARĘ...

Dlaczego więc tak się nie dzieje? Otóż cały problem leży w tym, że nasza
kultura, cywilizacja, język (a dalej nauka, sztuka, itd.) zostały stworzone
jakby pod przymusem. Mówiąc w skrócie – cywilizacja to źródło represji, która
polegała na tym, że „oświeconego dzikusa” zamknięto przemocą w klatce kultury.
Początki były dobre, ale uwolnienie złej energii wywołały działania
imponujące, zbędne z punktu widzenia przetrwania. Polowania na mamuty w sumie
nie były potrzebne – powstały w efekcie pragnienia zaimponowania samicom,
które to zachowanie przejmujemy (WSZYSCY – I MĘŻCZYŹNI, I KOBIETY – w tym
sęk...) i kultywujemy do dziś!!! To jest ta zła, wykolejona energia,
przetworzona energia żeńska, która nie mogąc osiągnąć ekspresji, zamieniła się
w siłę wrogą – siłę represji.

Nasi małpi przodkowie byli zwykłymi zbieraczami i padlinożercami. Ale
obserwacja natury, groźnej i okrutnej, wytworzyła lęk. Lęk czyli irracjonalny
strach przed piorunami, dzikim zwierzem, zwykłymi zjawiskami przyrody
doprowadził do chęci imponowania. Tak pewnie wyglądał początek religii.
Człowiek zapragnął wyzwolić się z jarzma okrutnej natury, wejść w rolę
zabójcy. Ale natura miała też obraz łaskawy, troskliwy niczym... kobieta. TA
DWUBIEGUNOWOŚĆ WYTWORZYŁA podstawowe pęknięcie, które gnębi nas do dziś, a
które FREUD NAZYWAŁ NEUROZĄ. No właśnie – religia mogła powstać tylko przez
obserwację dwuznacznych sił natury, które objawiały się także w kobietach: Z
jednej strony - ciepły wiatr, który przynosi wiosnę, rozsiewa nasiona,
zmieniał się w wichurę łamiącą drzewa. Troskliwa i pełna uczuć kobieta nagle
zamienia się w macochę (Witch; myślę, że złapiesz nawiązanie J), która wypędza
swe dzieci z gniazda, gdy warunki życia spadają. Takie są prawa natury i z
tego względu od zawsze łączono je z pierwiastkiem damskim, który przenosi
życie, ale czasem też okrutnie je zabija. Póki co, to wszystko ma niewiele
wspólnego z nami. Oprócz religii, będącej najstarszym przejawem człowieczeństwa.

A więc nerwica tkwi w samym rdzeniu naszej kultury, która była gwałtem męskich
wartości na uczuciach, kojarzonych z kobiecością. Nerwica nie jest niczym
innym, jak represją naturalnych uczuć. Które są osobnym żywiołem, równie
ciepłym, jak lodowatym, tak samo miękkim, jak nieludzkim, krwawym i okrutnym.

Imponowanie to zachowanie typowo męskie. Zabijanie mamuta było całym rytuałem,
który miał na celu zdobycie jak największej ilości samic. To było symboliczne
(de facto: niepotrzebne) zwycięstwo nad naturą, przekroczenie tajemnicy Boga
(porównaj z biblijnym „drzewem dobrego i złego”). Mogę sam zostać zabójcą, a
więc symbolicznie JESTEM naturą, Bogiem. Tak zaczynała się dominacja wartości
męskich, które później przeszły w inną dominację. Bo skoro mogę „zawładnąć”
naturą – to czemu nie zdominować drugiego człowieka?

Dzięki temu jedni mieli dużo żywności, kobiet i dzieci, a drudzy nic. Życie
przekształciło się ze zbieracko-łowieckiego, w osiadły, rolniczy. Tutaj w
całej pełni ujawnił się żywioł żeński – te wartości były podstawami, które
„fundowały” nowy, osiadły DOM. Jednak mogło się to odbyć TYLKO PRZY UŻYCIU
PRZEMOCY. Która, nota bene, ma swe źródła w kobiecie, nie w mężczyźnie. Jest
to emanacja żeńskiej seksualności: dlatego akt spółkowania z przyszłym władcą
nazywamy świętym weselem: Kobieca agresja pod postacią rytualnego seksu była
namaszczeniem. Sankcjonowała możliwość zabicia wroga lub innego obcego.

W nowym domu to kobiety były władczyniami życia, ale też śmierci, co jest
logiczne (one np. chowały zmarłych). Agresja to jakby naturalny mechanizm,
który oznacza selekcję genów. Dobre geny wspieramy, te uważane za złe,
„nieudane” – likwidujemy. Nie musiało to oznaczać zabicia – likwidacja mogła
być wypędzeniem, często w rytuale „kozła ofiarnego”. Męska agresja jest z
punktu widzenia biologii zbędna: mężczyźni skłaniają się do rywalizacji, która
nie musi oznaczać niszczenia czy likwidacji – wynika z pogoni za najlepszą
samicą. Rzadko kończy się zabójstwem, bo rozsądek dyktuje ocalanie pokrewnych
genów. Były to jednak wspólnoty – luźne, związane nićmi pokrewieństwa grupki,
gdzie kobieta miała mnóstwo kochanków i robiła „to” do starości. Były to
związki ze swej natury poligamiczne, wielbiące radosny seks, a starcom często
użyczano najmłodsze dziewczyny. Dzieci wychowywano wspólnie, miały one samych
„wujków”. Gdy faceci rządzili innymi, kobiety rządziły ich zmysłami, seksem,
decydowały, kogo ocalić, a kogo wypędzić. Podbicie jednego człowieka przez
drugiego to dalszy etap tworzenia kultury, naszej kultury. Okiełznanie
kobiecych uczuć, zmysłowości, seksualnej swobody było tu głównym warunkiem.
Bez tego nie powstałaby władza państwowa. Właśnie ten proces ukazują dramaty
Sofoklesa: Król Edyp, Edyp w Kolonos i słynna Antygona.

Nadal postępował rozwój władzy, rosła liczba podbitych (powtarzam: dzięki
seksualnemu aktowi „nadania” władzy przez kobietę). Kobieca energia, coraz
mocniejsza i decydująca, musiała w końcu sama ulec swej wypaczonej, drugiej
stronie. Obdarowany stał się decydentem, dom stał się więzieniem. Skoro u
źródeł władzy państwowej stała kobieca, twórcza energia seksualna, trzeba było
ją zneutralizować: zamienić w bezpłciową, odrzeć z ciała, uduchowić. Tak
powstał kult Maryi- Zawsze- Dziewicy, który pokutuje do dziś, umacniając i
krzewiąc neurozę. To straszne, że ten wzorzec kultywują same kobiety: Represja
zabija naturalną ekspresję, a odwieczna neuroza zatacza koło, przenosząc się
poprzez wychowanie. I tak większość ludzi pozwoliła zniewolić się tej chorej
energii, która niegdyś była taka twórcza, płodna i rozkoszna...

Jeśli gdzieś tkwi źródło tej wiecznej bitwy między płciami, to właśnie w
niezaleczonej neurozie. W/g Freuda, każdy jest chory - to jest zarówno
nadzieja, jak szansa. Problem w tym, że to dziedzictwo, ponurą prawdę o nas,
zwykliśmy traktować jak bagaż, który trzeba zrzucić. Jest to jedna i ta sama
strona medalu, a dostrzegamy jakby dwie różne sprawy. Dlatego gdy widzę
mnóstwo tutejszych wątków, gdzie kobiety pragną "zrozumieć" swych facetów, to
widzę tylko dwa świetnie dobrane typy neurozy. Gdy widzę tarcia, spory i
podcinanie sobie skrzydeł, to tak naprawdę dostrzegam dwie takie same osoby,
kobiety niepotrafiące do siebie dotrzeć. Nic dziwnego: związek to układ dwóch
różnych sił, a nie dwóch tożsamości. Słuchając tutejszych sporów, widzę tylko
pary kąsających się suk, które nie miały okazji stać się ludźmi...

Bardzo długa jeszcze droga przed nami, do pełnej świadomości...
Obserwuj wątek
    • egzostatyczka Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 05.06.10, 22:41
      piszesz że obserwujesz związki damsko-męskie a ja wiem o tym.tylko
      że własna interpretacja jakiegoś fragmentu,obojętnie jakiego mówi
      dużo o kimś kto go interpretuje.dlatego po tym co piszesz(no bo
      niekoniecznie jest to prawda w sto procentach,tą wyraża się w
      przeprowadzonych badaniach a na takie się nie powołujesz,to jest
      tylko obserwacja np.tego forum)można zinterpretować Ciebie także pod
      kątem pana Freuda(a kierunek psychodynamiczny jest chyba dość
      wiarygodny dla Ciebie,dla mnie też jak najbardziej).ja akurat wierzę
      w stwarzanie więc mam inne wnioski.taka uwaga-nasza cywilizacja
      została stworzona pod przymusem,czyli dziki człowiek został na siłę
      wepchnięty w cywilizowane ramki.nie mógł na siłę zostać wepchnięty w
      owe ramki,bo jego myślenie było na poziomie które tych ramek nie
      obemowało.nasze zachowania wynikają z myślenia.nie ma czegoś że nie
      wiemy że to jest ale musimy to osiągnąć,człowiek żyje w zgodzie ze
      sobą i swym myśleniem.ale to pomijając.jestem wierząca więc reszta
      Twojego komentarza jakby mnie pomija bo kierujesz się w stronę
      ewolucji.no i koniec jest zastanawiający-chodzi mi o te pary
      kąsających się suk które nie miały okazji stać się ludżmi.drogi
      Kolego,człowiek jest człowiekiem zawsze,nie wybiera się komuś
      człowieczeństwa albo mu się go odbiera.poprostu przydałby Ci się
      psycholog.
    • dama.kierowa Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 06.06.10, 11:26
      wentyl77 napisał:

      > Ponieważ od wielu lat obserwuję związki damsko-męskie, mam swoją teorię na
      temat różnic płci, wojny między nimi itp.
      >
      Skoro, Twoim zdaniem, jest tak jak piszesz poniżej to obserwujesz jakieś
      toksyczne związki egoistów czy dominantów, ludzi niedojrzałych emocjonalnie lub
      bez wyobraźni. Nie udało Ci się, podczas tych wieloletnich obserwacji, trafić na
      choć jeden związek z prawdziwego zdarzenia?
      Dziwne, albo masz jakiegoś wyjątkowego pecha albo wyszukujesz tylko takie, które
      potwierdzą Twoją teorię. :)
      Ja, tych, Twoim zdaniem nierealnych, znam kilkanaście. Są to ludzie w różnym
      wieku, związki o różnym stażu: 60 lat, 54, 46, 39, 35, 33, 30, 27, 25, 19, 16,
      11, 8, 7, 5 ...

      I zawsze rządzi ta sama reguła. Najpierw jest wzajemne zauroczenie, potem
      zakochanie, następnie zaprzyjaźnienie (głęboka prawdziwa przyjaźń - poznanie się
      na zasadzie "dwóch łysych koni", której towarzyszy akceptacja niedoskonałości,
      silna motywacja do altruizmu) a równocześnie namiętność i obustronna fascynacja.
      I to jest jedyna, moim zdaniem, recepta na prawdziwą miłość i dobry związek.
      Nie twierdzę, że wolny od burz i zawirowań, ale właśnie te, w/wym, silne
      fundamenty pozwalają przejść przez najtrudniejsze nawet zakręty życiowe.
      >
      > Nawet to forum kipi od nieporozumień i kłótni.
      >
      Hehe, jeśli to forum ma być jakąś wykładnią ...
      :-)
      >
      >
      "Dlaczego faceci i kobiety od zawsze nie umieli się porozumieć, stworzyć
      zgodnego związku – by potem spokojnie chować dzieci? Czy różnice są aż tak
      wielkie, że nie potrafimy po prostu dogadać się jak starzy znajomi? I czy
      kobieta z mężczyzną nie mogą być przyjaciółmi?"
      >
      Moja odpowiedź na to jest powyżej.
      A zaprzeczenie tego, co stwierdzasz tu zaraz poniżej.
      :-)
      >
      > Od razu odpowiem na ostatnie pytanie – otóż nie mogą. Przyjaciele
      > to związek dwóch bratnich dusz, chcą oni stworzyć jedność
      > psychiczną, ale nie cielesną.
      >
      Nie tylko nie "nie mogą", ale wręcz muszą nimi być!
      :-)
      >
      > Miłość zaś to wielka zagadka i układ, który jest wzajemnym
      > pochłanianiem się.
      >
      Nie pochłanianiem a splataniem i uzupełnianiem, dążeniem do perfekcji we
      współbrzmieniu.
      etc etc
    • sabinac-0 Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 06.06.10, 12:30
      Zauroczenie a potem wzajemne walki o strefy wplywow sa regula na poczatku
      zwiazku i powiem wiecej - sa dla rozwoju tegoz niezbedne, podobnie jak
      przyprawiajacy rodzicow o siwe wlosy bunty 2-latka a potem nastolatka sa
      niezbedne dla ksztaltowania osobowosci dziecka.

      Bez klotni nie ma przyjazni, jest tylko stosunek zaleznosci, karykaturalne
      modele zwiazkow typu "pan i sluzka" lub "krolowa i paz".
      Znalam pewnego starego ksiedza, ktory, gdy chciala dac na zapowiedzi "idealnie
      zgodna para" kazal im najpierw isc sie poklocic a potem dopiero myslec o
      malzenstwie. Mial duzo racji.

      Kobiety nie sa zadnymi "nosicielkami dwuznacznych sil natury", "neurotycznymi
      wladczyniami z wykolejona energia" czy innymi bytami mistyczno-filozoficznymi.
      Sa ludzmi z krwi i kosci, majacymi zwykle ludzkie ambicje i aspiracje, ktore
      realizuja w miare mozliwosci - szczerze i wprost jesli sie da, pokretnie i
      skrycie jesli szczerze sie nie da.

      Jesli w kazdej kobiecie bedziesz widzial "suke" czy "neurotyczna wiedzme" tylko
      dlatego ze nie uosabia twoich wyobrazen, na pewno nie zyskasz ani przyjazni, ani
      milosci zadnej z nich.
      Milosc polega na akceptacji drugiego czlowieka a nie na przerabianiu go na swoja
      modle i pogardzie gdy przerobic sie nie da.

      Jesli nie potrafisz stworzyc harmonijnego zwiazku z kobieta, zweryfikuj troche
      twoje postepowanie i wymagania wobec potencjalnych partnerek.
      Usprawiedliwianie wlasnych niedostatkow jakimis egzotycznymi teoriami szczescia
      ci nie przyniesie.
    • easz Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 07.06.10, 11:02
      wentyl77 napisał:

      > Ponieważ od wielu lat obserwuję związki damsko-męskie, mam swoją teorię na temat różnic płci, wojny między nimi itp(...)

      Jaka tam Twoja teoria.
      A już myślałam, że rzeczywiście coś nowego nowatorskiego i Twojego - oryginalnego tu przeczytam. Ależ zawód:(
      • easz Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 07.06.10, 20:13
        zakonniknarowerze napisał:

        > Moim zdaniem nie ma wojny płci. Jest ew. wojenka feministek z resztą
        świata.

        Uhu hu! :)

        > Większość kobiet i mężczyzn żyje w miłości i przyjaźni.

        Uaha ha ha, haha:))

        > Teoria o wojnach dobrze się sprzedaje. Mamy więc wojnę klasową, wojny
        plemników, wojny dziecięce i różne inne.

        A to niestety chyba prawda - bez wojny by nie szło do przodu?
    • kaa.lka Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 07.06.10, 15:09
      mysle tak,
      po przeczytaniu kilku postow w odpowiedzi na Twoj elaborat widac dwie rzeczy;
      - znudzenie nadmierna "formalnoscia",wiec
      -niedoczytanie tresci i niejasno postawionego pytania;
      pytania,na ktore w dodatku nie szukasz u nas odpowiedzi.
      zastanow wiec czy piszesz tu tylko po to by nas zachecic do odwiedzenia Twojego bloga, w ktorym prezentujesz sie i wlasny swiatopoglad szerzej bo blizej, czy tylko by zasilic- rozsmieszyc, wiednace forum?
      jesli rozsmieszyc, to bylabym cudownie zaspokajana gdybys suspens wypowiedzi, zamienil w zjednoczenie:genius loci z wlasnym meanig of life.
      no ale to tylko moj odbior i zachcianki:)
      zas co do "wojny plci",to widze ja podobnie do zakonnika.jako wojenke na rozdmuchane smiesznie atrybuty ale, ktore niestety zamieniaja sie w naboje. cycki w kamienie, a
      w kije.

      pozdro
      :)


      • wentyl77 Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 09.06.10, 00:13
        Kaalka,
        powiem krótko bo nie mam czasu:
        piszę, bo chcę być czytany.
        Dyskutowany, odwiedzany, rozumiany.

        I jestem zadowolony, jeśli wywołuję reakcję, ok?
        Ale pewnie ze mną się nie zgodzisz, bo Ty piszesz po to, aby nie być rozumiana ;)

        A wracając do tematu:
        Uważam rodzaj żeński za naprawdę bardziej dotknięty neurozą - ale wynika to z waszej natury, a więc (jak widzisz, i możesz zauważyć choćby wczytując się w ten wpis) nie ma tu poważnej winy. Kobiety są po prostu bardziej uczuciowe - stąd większa neurotyczność. Tylko tłumienie, represja uczuć prowadzi do choroby - mężczyźni są mniej 'emocjonalni', i dlatego mniej cierpią. Ich akcja jest słabsza, dlatego też reakcja nie objawia się w całej pełni.

        To tyle odnośnie mojej szowinistycznej krótkowzroczności, obciążającej kobiecy gatunek itp.

        Dobranoc, jutro więcej wyjaśnień....

        Ps. Jak widzisz, likwiduję natrętną reklamę bloga...
        • kobza16 Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 11.06.10, 21:37
          ty obnażasz kobiecy gatunek? hahahaha, raczej własne uprzedzenia i lęki. W zyciu uczuciowym Ci nie wyszło i stąd swe niedostatki przerzucasz na kobiety. Tworzysz jakies pozlepiane pseudo naukowe wywody (za ch... nie ciekawe - na marginesie) i uważasz, żę pół gatunku ludzkiego rozszyfrowales. Żałosne
          • wentyl77 Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 12.06.10, 13:35
            Kobza,
            nie obnażam, bo nie jestem domorosłym demaskatorem: staram się zrozumieć, co
            Tobie też polecam. Albowiem gołym okiem widać, że nie pogodziłaś się ze swym
            męskim pierwiastkiem (i stąd ta nieprzeparta sukowatość - brr...).

            Staram się zrozumieć i analizuję. Wszak analizujemy to, co kochamy. I masz
            rację, że życie uczuciowe mam pogmatwane - ale dzięki właśnie takim cechom,
            jakie tu prezentujesz. Zadałem się z imitacją człowieka, myśląc że to prawdziwy
            człowiek. Ale w przeciwieństwie do wielu tu obecnych, potrafię się wyabstrahować
            i spojrzeć na wszystko obiektywnym okiem.

            A tak na marginesie, to że Ciebie nie interesuje nie znaczy że dotyczy to
            wszystkich.
            • sabinac-0 Re: Moja całkiem nowatorska teoria na temat wojny 12.06.10, 16:16
              wentyl77 napisał:

              Albowiem gołym okiem widać, że nie pogodziłaś się ze swym
              > męskim pierwiastkiem (i stąd ta nieprzeparta sukowatość - brr...).
              >
              Czy kazda kobiete, ktora ma inne niz ty zdanie okreslasz "suka" i wmawiasz jej
              freudowska "zazdrosc o penisa"?

              Gdyby Freud zyl, uznalby cie zapewne za modelowy przyklad kompleksu Edypa -
              palajacy pozadaniem i jednoczesnie tlumiacy ten instynkt z powodu leku przed
              odrzuceniem lub "kara".

              > I masz
              > rację, że życie uczuciowe mam pogmatwane - ale dzięki właśnie takim cechom,
              > jakie tu prezentujesz.

              Sadze, ze raczej dzieki wlasnym cechom.
              Mysle, ze masz nierealistyczne oczekiwania wobec kobiet i przezywasz silne
              frustracje gdy wg twego slownictwa "sucza" czyli ludzka natura twej wysnionej
              eterycznej nimfy wychodzi na jaw.
              Stad pozniejsza agresja i niechec w stosunku do kobiet.
              Problem nie lezy w kobietach bo trudno miec pretensje do ludzi ze sa ludzmi -
              problem lezy w Tobie ze nie traktujesz kobiet jak ludzi.

              W czasach Freuda kazda aktywnosc kobiet inna niz majaca na celu zadowolenie
              mezczyzny nazywano "neuroza". Moze dlatego tak lubisz tego autora.

              > Zadałem się z imitacją człowieka, myśląc że to prawdziwy
              > człowiek.

              Chyba raczej zadales sie z prawdziwym czlowiekiem myslac ze to eteryczny aniol.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka