ayelet
13.03.04, 21:35
Postanowiłam odejść od męża. Zupełnie się rozminęliśmy, prawie zupełnie
normalnie ze sobą nie rozmawiamy, kłócimy się o wszystko a słucha tego nasz
kilkumiesięczny synek. Mam dość, doszłam do wniosku, że do niczego to nie
prowadzi, postanowiłam zacząć od początku.
Mimo jednak,że już się nie kochamy, mimo,że nie ma w naszym związku żadnych
ciepłych uczuć, mimo, że nasze zycie to ciągłe scysje a po dawnym
porozumieniu nic nie zostało jakoś mi żal tamtych szczęsliwych chwil. Jakoś
jest mi smutno,że to tak się skończyło.
Czy to tak jest w trakcie rozstania,że nawet jak się sobie nie wyobraża razem
życia to towarzyszą temu takie uczucia czy to ze mną coś jest nie tak?
Jeżeli są tu rozwiedzione osoby moglibyście mi napisać czy podeszliście do
tego na zimno czy targały wami sprzeczne uczucia?
Ja wiem,że nie mogę już z nim być, bo mam dość wyzywania mnie, obraźliwych
słów braku szacunku a jednak gdzies tam pojawia się rozpaczliwy żal, dlaczego
kiedyś było tak dobrze, tak uroczo, tak ciepło?
Jeśli możecie napiszcie do mnie...