Pytanie do rozwiedzionych

13.03.04, 21:35
Postanowiłam odejść od męża. Zupełnie się rozminęliśmy, prawie zupełnie
normalnie ze sobą nie rozmawiamy, kłócimy się o wszystko a słucha tego nasz
kilkumiesięczny synek. Mam dość, doszłam do wniosku, że do niczego to nie
prowadzi, postanowiłam zacząć od początku.
Mimo jednak,że już się nie kochamy, mimo,że nie ma w naszym związku żadnych
ciepłych uczuć, mimo, że nasze zycie to ciągłe scysje a po dawnym
porozumieniu nic nie zostało jakoś mi żal tamtych szczęsliwych chwil. Jakoś
jest mi smutno,że to tak się skończyło.
Czy to tak jest w trakcie rozstania,że nawet jak się sobie nie wyobraża razem
życia to towarzyszą temu takie uczucia czy to ze mną coś jest nie tak?
Jeżeli są tu rozwiedzione osoby moglibyście mi napisać czy podeszliście do
tego na zimno czy targały wami sprzeczne uczucia?
Ja wiem,że nie mogę już z nim być, bo mam dość wyzywania mnie, obraźliwych
słów braku szacunku a jednak gdzies tam pojawia się rozpaczliwy żal, dlaczego
kiedyś było tak dobrze, tak uroczo, tak ciepło?
Jeśli możecie napiszcie do mnie...
    • Gość: rozwiedziona Re: Pytanie do rozwiedzionych IP: *.8.14.vie.surfer.at 15.03.04, 22:27
      Przestań kłócić się z mężem, zacznij rozmawiać i to, nigdy przy dziecku.
      A na jego ataki, nie odpowiadaj, odczekaj. Warto spróbować.

      My prowadziliśmy wieczne dyskusje. Ale u nas, był poważny problem - alkoholowy.
      Też było mi żal, tych dobrych, wspaniałych nawet momentów, ale przyszedł czas,
      kiedy te złe, przeważyły i rozstałam się z nim bez żalu. Daj sobie ten czas.
      Kiedyś, opowiesz spokojnie dziecku, że próbowałaś, starałaś się ale
      niestety...a może jednak Tobie uda się? Zawsze warto małżeństwo ratować!





    • Gość: dżolka Re: Pytanie do rozwiedzionych IP: 81.219.144.* 17.03.04, 12:21
      jestem blisko rok po podjęciu decyzji o odejściu od męża i ponad pół roku od
      wyprowadzenia sie z domu. mam dwójkę dzieci i psa. Rozstanie nie było i nadal
      nie jest łatwe. U mnie jednak nie ze względu na sentymenty. Nie da się "podejść
      na zimno". Nie wiem jak ty, ja żyłam przez blisko 5 lat w ciągłym poczuciu
      winy - byłam obarczana odpowiedzialnością za wszystkie problemy. Wyzywanie,
      brak szacunku, to brzmi bardzo znajomo. Starałam się być lepsza i tłumaczyłam
      sobie zachowanie męża coraz to nowymi okolicznościami. Gdy podjęłam decyzję o
      odejściu, byłam skrajnie zdesperowana, coś pękło i nie miałam siły trwać dłużej
      w tym chorym układzie. Mimo to, gdyby nie wsparcie ludzi na których się
      natknęłam, nie wiem czy wytrwałabym w postanowiniu. Mój mąż grał na uczuciach,
      stosował stare sztuczki a ja wciąż prawie się na nie nabierałam. Zrobił z
      siebie ofiarę, zmanipulował całe nasze środowisko. Mam mnóstwo problemów, mimo
      to każdego dnia błogosławię dzień w którym wyniosłam się z domu.
      Chcę ci tylko powiedzieć, że gdybym podjęła decyzję wtedy, kiedy pamiętałam
      jeszcze o dobrych chwilach, moje życie byłoby teraz mniej skomplikowane. Nie
      żałuję, że mam drugie dziecko, nie żałuję, że mam psa, ale decyzja o jednym jak
      i o drugim wynikała z prób udowodnienia sobie, że jesteśmy dobrą rodziną. teraz
      startuję od nowa i to jest trudne.
      Nie znam twojej sytuacji dokładnie, nie wiem jak zachowa się twój mąż. Wiem
      natowmiast, że dobrze jest porozmawiać z kimś o związku, który się rozpada. to
      pozwala zrozumieć właśnie to, dlaczego kiedyś było tak dobrze, uroczo i ciepło
      i dlaczego już nie jest. Zrozumienie powoduje, że jest mniej smutno. Staraj się
      nie ulegać sentymentom, rozgranicz to. powodzenia
      • Gość: frustro płynąc za morza zmieniamy klimat nie siebie IP: *.future-net.pl 19.03.04, 00:16
        jeśli ktoś chce żyć w związku musi przede wszystkim pracować nad sobą... rzadko
        kiedy zdarza się bowiem(poza patologicznymi przypadkami,choć i tu bywa różnie)
        by winę za rozpad małżeństwa ponosił tylko jeden z małżonków...
    • Gość: Sabina Walcz o swoja rodzine , nie poddawaj sie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.03.04, 18:08
      Co jest przedmiotem waszych klotni? Czy ty go rowniez wyzywasz? Czy go
      doceniasz? Czy mowilas mu slowa pochwaly gdy zrobil cos dobrze?Czy mowilas mu
      ze jego slowa cie rania? Jak dawno temu popatrzyliscie sobie prosto w oczy i
      spokojnie powiedzieliscie co was boli? Jesli w waszym zwiazku nie ma przemocy
      fizycznej i problemu z jakims trudnym nalogiem ( na przyklad alkoholizm) to
      uwazam ze macie szanse na pojednanie a nastepnie na szczescie w tym wlasnie
      zwiazku. Jesli nie dla siebie to zrobcie to dla dobra dziecka. On ma prawo
      wychowac sie w pelnej rodzinie, z rodzicami ktorzy sie kochaja a nie zwalczaja
      wzajemnie. Przepraszam ,ale wydaje mi sie ze chcesz isc na latwizne.
      • Gość: ania Re: Walcz o swoja rodzine , nie poddawaj sie IP: *.bredband.comhem.se 17.03.04, 19:49
        Jesli juz nie ma milosci, powinnas odejsc, nic sie nie robi na sile! Pamietaj,
        ze gdy milosc raz odeszla juz nie wroci.
        Gdy istnieja podobne klopoty i problemy w malzenstwie ,ale warunkiem jest ,ze
        sie kochaja , wowczas nalezy walczyc, poradzic sie , sprobowac jeszcze raz. Ale
        tylko pod tym warunkiem!
        • Gość: Sabina Re: Walcz o swoja rodzine , nie poddawaj sie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 17.03.04, 21:26
          A ty skad wiesz ze nie ma milosci w tym zwiazku??? Milosc buduje sie kazdego
          dnia, nie znajduje jej sie raz i nie gubi raz. Trzeba o nia dbac i ja
          pielegnowac, a kryzysy sa w kazdym zwiazku.
          • Gość: ania Re: Walcz o swoja rodzine , nie poddawaj sie IP: *.bredband.comhem.se 17.03.04, 22:38
            ayelet sama napisala ,ze juz nie ma w tym zwiazku milosci
            • Gość: Sabina Re: Walcz o swoja rodzine , nie poddawaj sie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.03.04, 23:02
              Aniu nie bierz wszystkiego tak doslownie. Gdyby autorce watku nie zalezalo juz
              wcale, gdyby nie miala poczucia ze jednak cos tu traci nie pisalaby tutaj. Sama
              wspomina przeciez ze w ich zwiazku bylo duzo dobrych rzeczy. Wiec uwazasz ze
              wszystko mozna przekreslic, bo czuje sie niedoceniana czy sfrustrowana? Wybacz
              ale musisz byc chyba bardzo mloda osoba, ktora mysli ze zycie nie ma zadnych
              odcieni miedzy czarnym a bialym. W takim razie juz dawno nie byloby zadnych
              malzenstw ze stazem powyzej powiedzmy 3 lat. Pierwszy kryzys i rozstanie.
              Nastepny zwiazek , pierwszy kryzys i znowu rozstanie????
Pełna wersja