to.niemozliwe
30.06.10, 09:06
Ten wątek o chłopaku, który po studiach nie może znaleźć pracy, ale
fizycznej nie podejmie skłonił mnie do przemyśleń o poradnictwie
zawodowym w ogóle. W mojej pracy szukamy teraz osoby na pewne
stanowisko i zgłasza się dużo ludzi, którzy w najmniejszym stopniu
nie spełniają oczekiwań wymienionych w ogłoszeniu. Szczególnie szkoda
mi (autentycznie) ludzi po różnego rodzaju studiach humanistycznych.
Nie są w stanie wykazać się wiedzą teoretyczną zawodową i muszą
konkurować z takimi, którzy ją mają.
Wychodzi mi na to, że będę usilnie córkę namawiał i ukierunkowywał,
żeby jednak studiowała konkretny kierunek zawodowy, dający określone
umiejętności. A jak będzie się chciała czymś interesować poza, to
proszę bardzo, ale zawód trzeba mieć.
To nie jest kwestia robienia rzeczy które się chce, przynajmniej nie
do końca. Na pewne sprawy jest określony czas, jak ten czas mija, to
bywa późno na działanie, albo jest szalenie utrudnione. Czyli -
kończenie studiów "jakichśtam" i szukanie pracy w myśl, że
"skończyłem studia, to jestem inteligentny, więc dobrą robotę, dobrze
płatną i ciekawą, to już za samo to mi się należy" - niestety zderza
się z rzeczywistością, w której jest nadmiar ludzi chętnych do pracy
i niedobór tejże. Jest to w głównej mierze skutkiem panującego
systemu społeczno-gospodarczego.
W poradniach psychologicznych dla dzieci i młodzieży jest też
poradnictwo zawodowe.
Czy jest w ogóle możliwe sensowne radzenie, przedstawianie młodzieży
kwestii dalszego rozwoju zawodowego, czy wykształcenia?
Czy to może być w ogóle skuteczne?