w.iktoria
07.07.10, 14:36
Witam, chciałabym podzielić się(bo chyba nikt nie może mi nic doradzić) moim
koszmarnym przeżyciem jakiego doznałam 5 miesięcy temu.(już minęło tyle czasu
a ciągle o tym myślę...Zacznę od początku. Z moim obecnym narzeczonym jestem
już 8 lat (teraz mam 26l.). Zaręczyliśmy się 3 lata temu. Wszystko było
dobrze. Rozumieliśmy się bez słów. On był mi oddany, kochający uczciwy. Zawsze
mogłam na niego liczyć."Sprawdził się" wzorowo w trudnych dla mnie życiowo
chwilach. Nawet w momencie gdy jego mama (rok temu) oskarżyła mnie że go nie
kocham i że pewnie od niego i tak odejdę i że on się dla mnie tak poświęca i
stara...a ja dla niego nie). Mój narzeczony potrafił w tej sytuacji postawić
się swojej mamie i murem stanął za mną. Ale minęło pół roku i sytuacja zaczęła
się zmieniać...Na początku tego roku postanowiliśmy wziąć ślub. Postanowiliśmy
razem że go bierzemy, więc zaczęłam szukać sukni, obrączek itp... Kiedy
chciałam z narzeczonym wybrać razem obrączki on nagle powiedział mi że ja "go
zmuszam do ślubu i że on jest wolnym strzelcem". Myślałam że to niefortunny,
głupi żart. Nagle przestał się mną interesować, pomimo że mieszkaliśmy razem i
staraliśmy się o dziecko. Zaczął mnie unikać, wracać późno do domu tłumacząc
się pracą. Kiedy moja podejrzliwość skłoniła mnie do skontrolowania go,
dopiero otworzyłam oczy co się dzieje. On zamiast ze mną snuć plany na
przyszłość miał romans z niedawno poznaną dziewczyną.Podobno z nią nie
spał.Najgorsze jest to że przez te nerwy poroniłam nasze dziecko.To było
początkowe stadium ciąży(parę tyg). Zdesperowana zawalczyłam o niego jeszcze
raz. Nie wiem czy dobrze zrobiłam bo teraz to ja się o niego tylko staram a
on-niby mówi że kocha, niby przytula i całuje....