whitemario
08.07.10, 12:12
Witam,
Mam pewien problem rodzinny i postanowiłem go opisać tutaj. Sprawy
zaszły tak daleko że już sam nie wiem kto ma rację. Mam brata
młodszego o 3 lata. Zawsze mieliśmy ze sobą dobry kontakt, zarówno w
dzieciństwie (nie licząc drobnych kłótni jak to rodzeństwo), jak i w
dorosłym życiu. Mogę właściwie stwierdzić że to nie tylko mój brat,
ale też mój najlepszy przyjaciel, zawsze mogłem na niego liczyć, a
on na mnie. A właściwie tak było kiedyś, wszystko zaczęło się psuć
kilka lat temu kiedy poznał swoją obecną dziewczynę. Na temat tej
osoby powiem tylko tyle że jest od niego dużo starsza (po 30stce),
mój brat ma 26 lat. Natomiast jej charakter określiłbym jako
toksyczny, stwierdzam to po kilku latach obserwowania jej zachowania
wobec mnie i innych osób. Mam takie zdanie na jej temat i inne osoby
też to podzielają. Szybko zorientowałem się że jest bardzo zazdrosna
o mojego brata, widziała że dobrze się dogadujemy i wywoływało to u
niej autentyczną furię. W zasadzie moje stosunki z nią wyglądały tak
że każde wypowiedziane przez nią słowo dotyczące mnie było
przesycone złośliwościami. Ja cały czas to ignorowałem, nie
zwracałem uwagi na te zaczepki. Zależało mi na tym żeby nie kłócić
się z nią przez wzgląd na brata. Brat przestał mnie też odwiedzać,
każde zaproszenie kończyło się wykrętami z jego strony. Wiedziałem
już wtedy że to ona nie chce się spotykać ze mną i moją żoną. Dwa
lata temu mieliśmy wesele, mój brat był moim świadkiem, na dwa dni
przed weselem usłyszałem że ona nie przyjdzie na wesele bo spadła z
roweru i jest bardzo potłuczona. To był chyba jedyny raz kiedy brat
się jej postawił, przyszła na wesele, oczywiście nic jej nie było.
Wymyśliła to żeby nie przyjść. Już wtedy wiedziałem że mój brat się
wahał nie wiedząc co ważniejsze, ona i jej wymysły czy świadkowanie
na ślubie brata. Tego typu sytuacji było conajmniej kilka. Ja cały
czas liczyłem że jakoś to będzie, mój brat co jakiś czas miał do
mnie pretensje że to moja wina że tak jest, że jej nie lubię i to
dlatego takie są stosunki. Ale te pretensje szybko się kończyły, po
prostu on nie miał żadnych argumentów, bo ja robiłem wszystko żeby
nie dać się wyprowadzić z równowagi, nie reagowałem na jej zaczepki.
Niedwano dowiedziałem się że obgaduje mnie za plecami wymyślając
różne bzdury na mój temat, to też puściłem jej płazem, nie
poruszyłem tego tematu. Kilka lat męki polegającej na wysłuchwaniu
złośliwych uwag na swój temat i dowadywaniu się o kolejnych
intrygach tej pani, tak wyglądało to do niedawna.
Niedawno ciężko zachorował nasz ojciec. Znalazł się w szpitalu i
przeszedł operację a potem rebilitację. Przez ten czas można
powiedzieć że rodzina się zjednoczyła tak jak to powinno być w
trudnych chwilach. Jeździliśmy do szpitala na zmianę, wspieraliśmy
mamę i ojca, pomogając jak tylko można.
Nasze stosunki się poprawiły, ale tylko na chwilę. Ta modliszka
wymyśliła kolejną intrygę. Wmówiła mojemu bratu że tylko on się
zajmuje rodziną a ja jestem smierdzącym leniem i mam w dupie
rodziców i chorobę ojca. Dodam tylko że to kompletna bzdura, jak
rodzice o tym usłyszeli to nie mogli uwierzyć że mój brat i ona coś
takiego mówią.
Wtedy już nie wytrzymałem, powiedziałem bratu to wszytko co
przeczytaliście powyżej. Liczyłem że może w końcu przejrzy na oczy.
A usłyszłem coś czego się nie spodziewałem. Znów brak jakichkolwiek
argumentów, zamiast tego usłyszałem o sobie niestworzone historie i
groźbę pobicia. Mój brat jest totalnie otumaniony tą osobą, zupełnie
go nie poznaję. Mama próbowała z nim rozmawiać i to nic nie dało.
Dodam jeszcze że rodzina i znajomi albo mojemu bratu współczują
takiej partnerki albo się złośliwie z niego śmieją że kompletnie nie
widzi z kim się związał. Mimo że inni mają taką opinię jak ja już
sam nie wiem, może to ja nie mam racji.
Napiszcie co myślicie, mnie ta sytuacja załamała kompletnie...