Dodaj do ulubionych

singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju?

09.07.10, 00:11
Mam 26 lat i żyję sama. Wiadomo, świetnie jest mieć przy sobie kogoś
wartościowego, ale nie dążę za wszelką cenę do związku- jakoś nigdy nie
uganiałam się za chłopakami jako nastolatka i chyba do tej pory aż tak mi na
tym nie zależy. Ludzie jak widzę tego nie pojmują. O ile raz czy drugi można
ich olać, to po raz n-ty nie mogę ich słuchać ;)Wokól mnie, zwlaszcza
koleżanki w średnio udanych związnkach, już dzieciate, ciągle dążą do tego,
abym się związała i też miała dzieci, męża. Po co? Skoro one są tak
szczęśliwe, dlaczego akurat interesują się mną?Dlaczego myślą, że jedyne, co
powinnam teraz robić, to związać się z kims? Nie będę każdemu tłumaczyć, że ja
teraz nie chcę, nie mam ochoty na stabilizacje i w ogóle nie dojrzałam do tego.

Widzę ich życie i nie moge dopatrzeć się niczego aż tak ciekawego-zwykła
rutyna, dzieci, dom, praca... w ich życiu nie ma niczego spontanicznego,
interesującego. Ja codziennie robię to na co mam ochotę, podrózuję w najdalsze
zakątki świata (kocham to), dzisiaj mam ochotę na kino- idę do kina, jutro do
klubu-idę do klubu, pojutrze teatr, muzeum?- nikogo nie pytam :) Nie neguję
innego życia- one wybrały dzieci, dom- dobrze, ale dlaczego inni negują mój
model życia?
Odpowiedź nasuwa mi sie jedna- ludzi, którzy maja dzieci, mężów, żony, boli
styl życia singli. Próbują wmówic sobie, że jesteśmy okropnymi egoistami,
którzy umrą w samotności. A oni mają to co najlepsze. Jednak gdyby tak
faktycznie się czuli, nie poruszaliby tego tematu, nie kłułaby ich aż tak
nasza wolność.

Ostatnio Odwiedzilam kolezankę ze szkoły- zmarnowana, wykończona, leżaca po
pracy na sofie i krzycząca na dziecko. Wakacje? Jak dobrze pojdzie, tydzien
nad Bałtykiem. żadnych przyjemności, spontanicznosci. Nie wyobrażam sobie
tego. Nie wyobrażam sobie nie zaplanować kiedy chcę wyjazdu, wyjścia, swojego
rozwoju. Chodzić codziennie o 22 spać,aby rano ze wszystkim zdążyć. Ja jak
chcę oglądam filmy do 3 nad ranem,a po pracy idę do kina, na spotkanie ze
znajomymi. Nie musze pędzić do domu, aby robić obiad, prac, prasowac.

Do czego mam się spieszyć? Myślę, że ci, którzy sa już "uwaleni" domem,
dziećmi, chcieliby,aby inni też tak mieli. Stąd złośliwośći.

Ja, mimo "presji", zamierzam jak najdłużej żyć tak jak teraz, latać po
świecie, bo widzę, że żyję pełnią życia, ile mam wspomnien, zdjec, przygod, a
widzę jak żyją niektórzy w parach, z dziecmi- co tu dużo mówić- nie ma porównania!

Trzeba znaleźć odpowiednią 2 połówkę, a nie wiązać się z kimś, aby wpasować
się w schemat społeczny :)
Obserwuj wątek
    • clarissa3 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 00:30
      i chwalic! A jak juz bedziesz juz po 50 to nie bedzie do kogo geby
      otworzyc bo z kolezanek rozdete cielska z papka zamiast mozgu zostana,
      z kolegow troki od kaleson i wlasciwie gdzie nie spojzec to
      pobojowisko - efekty tego wicia gniazd i uganiania sie za szmalem. No i
      rozbrykana, wszystko wiedzaca, panoszaca sie glosna mlodziez. I moze
      szpital i dom starcow... i kosciol!
      Cos pominelam?
        • sukienka_1 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:57
          clarissa3 czyli Twoim zdaniem dziewczyna przez 25 najbliższych lat
          ma sie męczyć z kimkolwiek po to by pk 50 "miec do kogo usta
          otworzyć". moim zdaniem marna nagroda za tyle lat nieszczęśliwego
          życia.
          niech dziewczyna żyje tak jak lubi, to jej życie
          poza tym nie napisała, że jest przeciwna związaniu się z kimś,
          poprostu nie chce robić tego teraz i na siłe bo wypada majac 26 lat.
          ja żyję w szczęśliwym związku ale rozumiem ta sytuację bo wciąż
          słysze że powinniśmy juz mieć dzieci, a ja wolę wyjśc z przyjaciółmi
          niż siedzieć w pieluchach
          • szuwarek75 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 16:56
            Teraz są czasy, że albo białe albo czarne. Na szare nie ma czasu ani
            ochoty. Single nie zamierzają słuchać mężatych a mężaci singli. Gdzie
            podziała się jakiś choćby cień tolerancji?

            single to oczywiście wyrafinowane osoby, które mają trzy miliony
            osiemset tysięcy sto dwadzieścia siedem pasji, nigdy się nie nudzą,
            są towarzyskie i spędzają zawsze fantastyczne wakacje na krańcach
            świata, bo Polska to "siara"
            Czyli nasza założycielka wątku

            Natomiast mężaci/dzieciaci tylko patrzą, jakby do gardła skoczyć i
            ukrócić tę wspaniałą wolność, choć życie ich pełne pożałowania...

            Głodny nigdy nie zrozumie najedzonego a singielka mężatego. Inne
            priorytety (te paskudne bachory tak ograniczające wolność), inne
            rozłożenie czasu.
            Co się stało z ludźmi, że nie potrafią się dogadać w najprostszych
            sprawach?
            • azoska Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 19:02
              Zgadzam się:) Też mam 26 lat, też w szczęśliwym związku, ale nawet nie
              zaręczona:). Ale mam bardzo różnych znajomych, którzy na szczęście potrafią
              rozróżnić odcienie szarości. I takich, co już mają dzieci, i singli, którzy
              deklarują, że nigdy nie będą mieć dzieci, ani brać ślubu. Mi to w ogóle nie
              przeszkadza. Choć powiem szczerze, że na dłuższą metę wolę spędzać czas z
              singlami, bo są po prostu ciekawsi. ciągłe rozmowy o cenach mieszkań, działek
              itd. w wykonaniu dzieciatych, albo prawie dzieciatych, są po prostu zwyczajnie
              nudne:).
              • ocelot2 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 06:29
                to chyba kwestia środowiska.
                mam rodzinę, pracuje zawodowo, może mam mało czasu na tzw. spontan,
                ale nie wrzeszcze na rodzine z kanapy i pomimo częstego zmęczenia
                itp. czuję się autentycznie szczęśliwa. na koniec świata też jade -
                sama:)
                Ale też mnie wkurza takie biało-czarne postawienie sprawy.
                Jest na poziomie - chudzi nienawidzą grybych i vice versa -
                why?????;)
            • e.i.t.h.e.l Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 23:09
              Ja to mam pecha, bo męża nie mam, dzieci nie mam, a życie mam takie, jak autorka wątku opisała przy tych mężato-żonatych. Znaczy się nie mam na nic czasu, kasy, siły. Pojechać nie ma za co i z kim, bo znajomi właściwie sparowani lub dzieciaci, a jak nie to znowu jacyś tacy za młodzi i za szaleni jak dla mnie. Ok, nie muszę nikogo o nic pytać, niby robię co chcę, ale nie jest jakoś znowu niesamowicie. Za to mam znajomych, którzy mają rodziny i stać ich na wiele więcej i z życia więcej wyciągają. Jak dla mnie więc założenie, że życie bez rodziny to same sukcesy, a z rodziną gehenna, jest bez sensu.
              • andrzejto1 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 12:20
                e.i.t.h.e.l napisała:

                > Ja to mam pecha, bo męża nie mam, dzieci nie mam, a życie mam takie, jak autork
                > a wątku opisała przy tych mężato-żonatych. Znaczy się nie mam na nic czasu, kas
                > y, siły. Pojechać nie ma za co i z kim, bo znajomi właściwie sparowani lub dzie
                > ciaci, a jak nie to znowu jacyś tacy za młodzi i za szaleni jak dla mnie. Ok, n
                > ie muszę nikogo o nic pytać, niby robię co chcę, ale nie jest jakoś znowu niesa
                > mowicie. Za to mam znajomych, którzy mają rodziny i stać ich na wiele więcej i
                > z życia więcej wyciągają. Jak dla mnie więc założenie, że życie bez rodziny to
                > same sukcesy, a z rodziną gehenna, jest bez sensu.

                I tego właśnie by się trzymał.
      • to.niemozliwe Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 08:30
        > Cos pominelam?

        Chyba tylko kwestę cech indywidualnych. Jak ktoś ma umiarkowane
        potrzeby społeczne, to w każdym wieku dobrze się będzie czuł sam ze
        sobą. Rodzina zresztą nie gwarantuje, że "jest do kogo gębę na
        starość otworzyć". Myślę, że autorka wątku ma rację, że jest presja
        otoczenia na singli, żeby "wreszcie coś z tym zrobili".
        A ja się nie dziwię, że to wkurza, bo jest mnóstwo fajnych rodzajów
        aktywności, które spokojnie wypełniają czas. Nawet do późnych lat.
        • turbo_wesz Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:12
          ja od dłuższego czasu żyłem z dziwczyną jak mąż z żoną, pobraliśmy się jak zaciążyła - i odkąd mam dziecko, i, co za tym idzie, nie mam aż tyle czasu na spotkania ze znajomymi, to często przyłapuję się na tym że myślę sobie: fajnie jakby ten i tamten sobie znalazł kobietę i się rozpączkowali, to moglibyśmy się z dzieciakami spotykać.

          także to jest samolubność, ale ni dlatego żeby ci dosr... brakiem wolnego czasu i krzyżem odpowiedzialności, ale daltego żebyście spędzali więcej czasu razem, odświeżyli znajomość, etc.

          zakładając oczywiście, że to twoi znajomi, a nie ciocie, sąsiadki lub obcy ludzie - ich mierzi albo fakt, że nie przystajesz do ich wizji społeczeństwa (żrącego, srającego, oglądającego reklamy i reprodukującego się) lub zwyczajna zawiść
              • iluminacja256 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 16:39
                >ale nawet mimo to, najwięcej czasu spędza się z dziećmi, jednak,
                fajnie jak maj
                > ą się z kim bawić - o to mi chodziło


                Jak sie z nimi idzie na plac zabaw, to maja się z kim bawić. Nie
                muszą się bawić od razu ze zrobionymi w tym samym czasie dziecmi
                kumpla. W zasadzie to jest własnie podejscie, które wyklucza
                stosunki bezdzietnych z dzietnymi, bo jedni ciągle twierdzą, z e nie
                mają czasu, a tak naprawdę, to nie o czas chodzi, ale o ochotę.
                Bezdzietny wujek to nie moze być fajny do zabawy, fajny jest
                dopiero z dwójką dzieci ? Ja uwazam wręcz przeciwnie.
                • turbo_wesz Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 11.07.10, 08:59
                  > W zasadzie to jest własnie podejscie, które wyklucza
                  > stosunki bezdzietnych z dzietnymi

                  a mi się raczej wydaje, że tak już sobie tak założyłeś(aś) że nie zadajemy się z bezdzietnymi - chodzi tylko i wyłącznie o ilość czasu, które można poświęcić na znajomych i na dzieci. jak znajomi mają dzieci, to najczęściej część wspólna tych dwóch zbiorów jest dużo większa
      • olilala Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 09:52
        clarissa3 napisała:

        > i chwalic! A jak juz bedziesz juz po 50 to nie bedzie do kogo geby
        > otworzyc bo z kolezanek rozdete cielska z papka zamiast mozgu zostana,
        > z kolegow troki od kaleson i wlasciwie gdzie nie spojzec to
        > pobojowisko - efekty tego wicia gniazd i uganiania sie za szmalem. No i
        > rozbrykana, wszystko wiedzaca, panoszaca sie glosna mlodziez. I moze
        > szpital i dom starcow... i kosciol!
        > Cos pominelam?

        czy Ty myslisz ze splodzenie dzieci jest gwarancja na udana starosc?
        mylisz sie. nie ma takiej gwarancji.

        Oprocz autorki jest wiele podobnych jej osob, z takim samym podejsciem do tej
        kwestii. wiec jesli bedzie chciala to zawsze znajdzie przyjazna dusze.

        Niektorzy ludzie tak maja ze jak juz wpadna w ten wyimaginowany model ktory mial
        dac wielkie zyciowe szczescie a nie przyniosl spelnienia pilnuja innych by nie
        zylo im sie prypadkiem lepiej.

        Najwazniejsze byc soba bez wzgledu na opinie innych.
        • clarissa3 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 10:36
          dobrze tu uchwycilas sedno:
          Niektorzy ludzie tak maja ze jak juz wpadna w ten wyimaginowany
          model ktory mial dac wielkie zyciowe szczescie a nie przyniosl
          spelnienia pilnuja innych by nie zylo im sie prypadkiem lepiej.

          tylko ze zamienilabym 'niektorzy' na 'wiekszosc'!
          Wiekszosci rozwoj konczy sie na tych papierach co je za mlodu uzyskali,
          kazdy jakies inne, i na tym osiadaja. Koniec! Potem to juz tylko ploty,
          zarcie, ciuchy, meble, fury, gadzety,...i inne smieci.
          • kaa.lka Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 11:31
            tak mysle, ze autorce zdaje chodzilo
            o nie lokowanie poczucia wlasnego szczescia w innych.
            czy poczuwania sie szczesliwa i dobra i spelniona przez innych.tylko w relacji z innymi. chodzilo zdaje o wziecie na siebie odpowiedzialnosci za wybor wlasnego szczescia.

            bo prawda, ze tzw "spoleczenstwo rodzinne",
            tlumaczac usilne gromadzenie dobr jako zabezpieczenie na przyszlosc stanu "rodzimej ewolucji", substytuuje i zapetla ja niestety.
            a pozbawiajac naturalnej odpowiedzialnosci- jednostke, pozbawia wyboru i rozwoju w wybranych "zaleznosciach" miedzyludzkich.
            szarpiac tym samym watpiacych w dwubiegunowosci z gory narzuconych prawd. tego co jedynie dobre badz zle.
            czego efektem szereg nastepujacych po sobie, a sfrustrowanych watkow.

            tyle na temat wyborow zyciowych
            ;)


            post scribum

            wicia,
            pozwalam odpowiedziec w tym watku, z watku o informatykach, nie watpiac, ze czytujesz wszystko.
            otoz,
            nie wiem jak jest kartoflanka po szwedzku.
            :)
    • paco_lopez Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 10:13
      jest część rodzinników, którzy gnój w domu mają wrzeszczą bez
      przerwy na dzieci i kiszą się we własnym sosie do śmierci
      frustracyjnej i faktycznie przykro im patrzeć jak zawijasz kiece i
      lecisz do kina kiedy chcesz. powodzenia. musisz jednak przyzanc że
      gdyby większość podjęła decyzję życia samorozwojowego, to w kolejnym
      pokoleniu zobaczyliby samych starców i zrozumieliby, ze to koniec
      kultury nadziei , bo nadzieja wiąże się przede wszystkim z
      perspektywą życia nowego pokolenia. nie chce mi sie tego rozwijać.
      • haldeman79 Rozwinmy jednak temat... 09.07.10, 14:05
        paco_lopez napisał:

        > musisz jednak przyzanc że
        > gdyby większość podjęła decyzję życia samorozwojowego, to w kolejnym
        > pokoleniu zobaczyliby samych starców i zrozumieliby, ze to koniec
        > kultury nadziei , bo nadzieja wiąże się przede wszystkim z
        > perspektywą życia nowego pokolenia. nie chce mi sie tego rozwijać.

        Czyli harce i swawole singli są możliwe tylko dlatego że większość społeczeństwa
        decyduje się na dzieciaki?
        • routerek Re: Rozwinmy jednak temat... 09.07.10, 14:30
          > Czyli harce i swawole singli są możliwe tylko dlatego że większość społeczeństw
          > a
          > decyduje się na dzieciaki?

          Niestety tak. W szczególności w dłuższej perspektywie. Bo to nasze dzieciaki ( i
          ich dzieci) będą płacić podatki i składki ZUS jak my już będziemy na emeryturze.
          System emerytalny to klasyczna piramida finansowa i bez dopływy młodych wali się
          strasznie szybko (patrz obecna Europa Zachodnia i perspektywy ZUSu). Składek
          zdrowotnych to też dotyczy - najwięcej płacą tacy "w sile wieku" - czyli już
          doświadczeni a jeszcze pracujący i zdrowi, a najwięcej korzystają ludzie starsi,
          płacący mało lub wcale.
          • armanda81 Re: Rozwinmy jednak temat... 09.07.10, 16:46
            Ten system, jak każda piramida, i tak się zawali. Mógł funkcjonować
            tylko przez określoną liczbę pokoleń, w czasach powojennego rozwoju,
            gdy każda następna generacja była liczniejsza i MIAŁA PRACĘ. Teraz
            pracy jest coraz mniej, bo tak rozwija się gospodarka. Jeśli
            narobimy dużo dzieci, które nie będą mieć pracy, to nie tylko nie
            zarobią na nasze emerytury, ale dodatkowo obciążą socjal.
    • kobieta_z_polnocy Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 11:10
      Nie przypisuj obcym złych intencji. Sądzę, że niewiele z dogadujących osób robi
      to złośliwie.

      Ludzie czynią takie komentarze, ponieważ ci współczują. I tylko tyle. Chociaż te
      koleżanki są zagonione, zmęczone i wkurzone na nieudanych mężów, wydaje im się,
      że i tak mają lepiej niż ty. Nie wyobrażają sobie gorszego losu dla kobiety niż
      samotność.
      • klocki.lego Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 12:57
        Z wikipedii:

        Dysonans podecyzyjny
        Inną ważną klasą zachowań, które jest w stanie wyjaśnić teoria
        dysonansu poznawczego, są następstwa podejmowania decyzji. Każda
        ważna decyzja, dokonywana w warunkach poczucia swobody wyboru,
        nieuchronnie prowadzi do pojawienia się dysonansu.

        Ważna decyzja to taka, w której 1)podmiotowi zależy na dokonaniu
        dobrego wyboru; 2)podjęcie decyzji nie jest oczywiste (czyli wybór
        nie polega na tym czy wybrać "dobre, słuszne i przyjemne" czy
        może "złe, głupie i przykre"), co implikuje wahanie (jest tak,
        bowiem każda opcja do wyboru ma zarówno swoje plusy jak i minusy); 3)
        jednostka ma poczucie swobody i 4)decyzja jest nieodwracalna (wtedy
        dysonans jest najsilniejszy).

        Po dokonaniu wyboru, zwłaszcza gdy jest on nieodwracalny, zanika
        skłonność do realistycznego oceniania alternatywy, przed którą
        staliśmy. Człowiek zaczyna podkreślać zalety dokonanego wyboru i
        wady odrzuconej opcji.Eksperyment. Badacze prosili gospodynie
        domowe, aby oceniły różne przedmioty domowego użytku (były to różne
        roboty kuchenne) na skali od najmniej do najbardziej pożądanego.
        Następnie dano im możliwość wyboru między 5. i 6. przedmiotem w
        hierarchii – mogły zabrać go do domu (były to przedmioty bardzo
        podobnie oceniane). Po dokonaniu wyboru proszono jeszcze raz (po
        upływie 20 min) o ocenę robotów kuchennych. Za drugim razem kobiety
        podnosiły ocenę robota, który wybrały i znacząco obniżały ocenę
        tego, który odrzuciły.

        Przed podjęciem decyzji ludzie rozważają dylemat w sposób
        racjonalny – rozważają wszystkie "za" i "przeciw". Po podjęciu
        decyzji pojawia się dysonans związany z tym, że zawsze odrzucona
        opcja ma swoje plusy, a przyjęta ma swoje minusy: "Jestem rozsądnym,
        inteligentnym i rozumnym człowiekiem, a być może podjąłem błędną
        decyzję.". Aby uniknąć dysonansu ludzie uwypuklają zalety dokonanego
        wyboru oraz wady odrzuconej opcji. Może to prowadzić także do
        przekonywania innych o tym, że powinni podjąć podobne decyzje,
        bowiem jeśli inni zachowają się w taki sam sposób jak my, daje to
        człowiekowi poczucie dokonania słusznego wyboru (na ten temat zobacz
        także: społeczny dowód słuszności i konformizm informacyjny,
        przykład "nawracania innych" motywowany dysonansem).
      • akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:08
        "Ludzie czynią takie komentarze, ponieważ ci współczują. I tylko tyle. Chociaż te
        koleżanki są zagonione, zmęczone i wkurzone na nieudanych mężów, wydaje im się,
        że i tak mają lepiej niż ty. Nie wyobrażają sobie gorszego losu dla kobiety niż
        samotność. "

        Na to bym nigdy nie wpadła :) współczuć to można mało udanych mężów, rutyny i
        braku perspektyw na ciekawe wakacje , ale samotnosci? jest o wiele fajnieszja
        niż te dzieci, mężowie itd. No chyba, że ktoś naprawdę ma super rodzinkę, a znam
        taką jedną tylko :)
        Jesli ktoś uważa, że już lepiej być z kimś, aby nie być samotnym, to różnimy się
        w mysleniu o 180 stopni :)
        • donnastregha Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 13:25
          współczuć można też tego, że się szuka towarzystwa na niektóre wyjścia, że trzeba pokombinować, jak się ma ochotę pogadać z kimś wieczorem przy winie, że jak się chce obiad, to albo go trzeba zrobić, albo iść na miasto. współczuć można tego, że nie masz kogoś, w kogo możesz się wtulić w nocy i błogo przespać tę noc, że nie masz kogoś, komu rzucasz pomysł, np., słuchaj kochanie, a co myślisz o Transylwanii, wiedząc, że nie musisz ustalać wiele szczegółów, bo ta druga osoba cię tak zna, że się w lot dogadacie i zorganizujecie wypad.

          nie widzę w tym nic dziwnego. ja jestem mężatką, mam dziecko i fakt, mam przez to dodatkowe obowiązki, które muszę zrobić, podczas gdy ty możesz sobie iść do kina. tylko, że ja do tego kina też idę, jak mam ochotę. też jeżdżę po świecie, jak mam ochotę - nie licząc ograniczeń pracy, bo pracuję. też sobie organizujemy spontaniczne wyoady z mężem i dzieciem, a czasem bez dziecia, który zostanie na 2 dni z babcią (z raz do roku jej to robimy, więc obie się mogą sobą nacieszyć)
          a czym się róznimy? ja nie uważam, że bycie w związku jest lepsze niż bycie singlem, sprawdziłam oba, są inne. ale ja wolę jednak związek. doceniam to, że mój mąż wracając z pracy skoczy po zakupy, kupi wino i sery i sobie zrobimy romantyczny wieczór. lubię, gdy mnie budzi zamiast budzika, uwielbiam, gdy jestem chora, być pod jego opieką. w drugą stronę to też działa. opiekuję się, budzę, robię zakupy. małolata to nasz dodatkowy bonus :)

          więc nie oceniaj sparowanych, że chcą ci takie piękne życie pojedyncze zniszczyć, tylko uwierz, że część wśród nich jest naprawdę szczęśliwa i nie rozumiejąc, że bycie samotnym też bywa świetne.

          aha. jeszcze jedno. ty nie jesteś singlem. singiel to dla mnie ktoś, kto świadomie wybiera samotność, bo mu tak dobrze. ktoś, kto jest sam, bo nie znalazł sobie nikogo, ale ma nadzieję na znalezienie, to nie singiel. bycie samemu to duży i trudny wybór, a to, że się nie ma faceta to nie wybór, tylko okoliczność obiektywna
    • yzek Biologia też jest przeciw Tobie 09.07.10, 12:54
      Nie tylko dzieciate koleżanki.

      O ile nie planujesz sobie celibatu(*) i bezdzietności, najlepszy czas i
      potencjał masz właśnie teraz, uroda i intelekt Ci dopisują właśnie po to, żeby
      teraz trafić na Pana Właściwego mieć dzieci.

      Potem to niestety już tylko z górki.

      Y.

      (*) Dla niekumatych: celibat oznacza brak związku małżeńskiego, a nie brak seksu.
      • zigzac1 Re: Biologia też jest przeciw Tobie 09.07.10, 13:04
        Zdecydowanie nikomu nie wolo wtykać nosa w nie swoje sprawy. I tyle. A ogólniejszym temacie - wydaje mi się, że każda część życia ma swoj czas. I wcale nie jest tak, że na coś w Twoim życiu jest za późno. teraz sobie nie wyobrażasz, a za parę lat może zaczniesz :) Pozdrowienia.
        • yzek Re: Biologia też jest przeciw Tobie 09.07.10, 13:23
          > Zdecydowanie nikomu nie wolo wtykać nosa w nie swoje sprawy. I tyle.

          Jak wypowiadanie opini i krytykowanie jest "wtykaniem nosa", to autorka wątku
          nie pozostaje koleżankom dłużna.

          > I wcale nie jest tak, że na coś w Twoim życiu jest za późno.

          Cóż zdziała opinia ginekologów wobec czyjegoś mocnego przeświadczenia?

          Y.
          • senseiek Nie potrzeba zadnej opini ginekologow.. 09.07.10, 18:29
            > Cóż zdziała opinia ginekologów wobec czyjegoś mocnego przeświadczenia?

            Nie potrzeba zadnej opini ginekologow, tylko logiczne myslenie - jak stare cialo starej kobiety ma rodzic zdrowe dzieci, skoro nie jest w stanie zduplikatowac swoich wlasnych komorek bez bledow.. ? (i stad sie bierze proces starzenia- do DNA wkrada sie coraz wiecej bledow duplikacji)
          • iluminacja256 Re: Biologia też jest przeciw Tobie 10.07.10, 11:56
            Jakos nie przyopominam sobie, aby opinia ginekologów brzmiała -
            kobieta po 26 roku zycia nigdy nie zajdzie juz w ciąże.

            Tak sie przedziwnie składa, z e apogeum intenstywnosci seskualnej
            kobieta osiąga po 30-stce i moze własnie dlatego tak duzo widze pań
            w ciazy w 32-35 roku zycia.
            Co wiecej - kobiety NIGDY nie rodziły WYLACZNIE MLODO. Rodziły,
            dopóki były płodne, a więc rodziły i w 43 roku zycia. I to by było
            na tylwe tego pierolenia o bezpłodnosci po 25 roku zycia - znam
            sporo takich płodnych, co osiagneły trojkę dzieci do 27 roku zycia
            i wyją w poduszkę, samotne,z niesiagalnych alimentówm, zyjac z
            opieki społecznej i chałupniczej pracy.
          • gonia_29 no i co z tego? 10.07.10, 13:06
            żyć pod dyktat zegara biologicznego. A ginekolodzy niech se sami w tyłek wsadzą
            np. taki dr Południewski, który co 2 kobietę w kolorowych pisemkach obraża. Może
            duży % kobiet nie ma dzieci bo raz z kim ma niby je mieć jak pełno buraków? Dwa
            nie chce, nie lubi trzy może ginekolodzy lubią siedzieć do usranej śmierci w
            domu i płacić niańkom całą pensję bo państwo ma w dupie aby matki mogły wrócić
            do pracy -patrz zapisywanie dziecka do przedszkola niemal w okresie gdy
            "człowiek" ma 10komórek na krzyż.
      • akei5 Re: Biologia też jest przeciw Tobie 09.07.10, 17:10
        Z tym, że dzieci i mąż to nie jedyny priorytet dla mnie :) można je miec nawet
        majac 34 lata- w USA od tego wieku dopiero zaczynają rodzic. Ale na pewno nie
        będę się spieszyc, bo teraz jest najlepszy czas, aby urodzić. Jak dzieci będą-
        to dobrze, a jak nie- inaczej ułożę sobie życie :-)
        • yzek Re: Biologia też jest przeciw Tobie 09.07.10, 17:48
          To wszystko (że dzieci, i że partner grubo po trzydziestce) to owszem prawda,
          tylko te paskudne statystyki... Że o tyle a tyle wzrasta ryzyko poronienia,
          wcześniactwa i związanych z tym powikłań etc. Także z partnerem będzie coraz
          trudniej, bo szeregi kawalerów w odpowiednim przedziale wiekowym też się
          przerzedzą. Nie jest więc tak, że teraz masz fajnie, a potem też będzie równie
          fajnie.

          Co innego nie spieszyć się, a co innego tak kierować życiem, że właściwa okazja
          się nie trafi typu "a nie mam czasu na randki bo tyle ciekawszych rzeczy do
          robienia", "jak już się związek przedłuża, to go kończę, bo a nuż się mi
          oświadczy"
          • skywalker2002 Chyba coś nie wyszło... 10.07.10, 09:41
            Mnie się wydaje, że autorka wątku kiedyś bardzo się na kimś zawiodła i teraz na
            siłę usiłuje sobie i całemu światu wmówić jaka to jest szczęśliwa i że jej droga
            życiowa jest najlepszą z możliwych. Nie czepiam sie bo sam długo byłem singlem
            ale nie mogę sie nie zgodzić z przedmówcami, że szeregi kawalerów do wzięcia
            topnieją z dnia na dzień. Za jakiś czas zostanie autorce albo ktoś "z odzysku"
            (nie negując tego kogoś) albo mocno przebrany towar. W rodzinie mam przypadek
            kobiety co wyszła za mąż w wieku 41 lat. Na dzieci już nie ma szans (raz
            poroniła) i za każdym razem jak spotka się z moimi młodszymi kuzynkami albo
            dziećmi mojej siostry widać po niej jak bardzo chciałaby mieć własne dzieci. Ale
            na to już niestety za późno.
            • iluminacja256 Re: Chyba coś nie wyszło... 10.07.10, 12:06
              Między 26 rokiem zycia, a 41 rokiem zycia jest 15 LAT róznicy.

              Doskonala wiekszosc w tym watku wciska bezpłodnosc i topniejące
              szanse na zanalezienie kogokolwiek 26 letniej dziewczynie, bo
              " szeregi kawalerów topnieją z dnia na dzień". I własnie tAKIE
              podejscie do zycia jest zródlem frustracji, albo wmawianeim
              frustracji ---
    • nett1980 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 12:57
      Moze kolezanki sie boja o ciebie, ze skonczysz po 30 jak Briget
      Jones? Bawilam, zylam jak chcialam, a po 30 ronie lzy i pisze
      dziennik o strasznej, samotnej niedzieli.
      Zeby nie bylo, w twoim wieku zylam jak ty, ale majac teraz 8 letnie
      dziecko i meza, nie zamienie tego na to co bylo. Do kina chodze
      kiedy chce, czasem cos wypozycze na dvd, zeby nie bylo-
      SPONTANICZNIE, czasem ni z tego, ni z owego zrobi sie impreza w
      domu. Czasem daje sobie wolne od meza i dziecka i ide do kina, na
      piwo z kims innym. Chodzenie na piwo tez kiedys sie nudzi, podrozne
      zaczynaja nuzyc, a seks z jednym partnerem, zywym i cieplym lepszy
      od wibratora, czy przygodnych chwil, podszytych obawa o hiv.
      • completely_new_me Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 16:44
        głównym problemem jest znalezienie odpowiedniego partnera, prezezntującego
        podobny światopogląd, ceniącego podobne wartości itd. uważam, że w dużej mierze
        jest to kwestia szczęścia, jak los na loterii.
        mnóstwo kobiet wychodzi za mąż za pierwszego faceta, który się nawinie. takie
        "łapanie" faceta. mam koleżankę, która po ślubie zmieniła się o 180 stopni.
        okazało się, że ileś rzeczy robiła tylko po to, aby złapać faceta. nie do
        pomyślenia jest dla niej, że można lubić podróże dla samego zwiedzania, chodzić
        na koncerty aby posłuchać muzyki i się bawić, a nie w celu poderwania mężczyzny.
        sama ma zupełnie nieciekawego, gburowatego męża, wiecznie się kłócą, siedzi
        ciągle w domu, ogląda seriale, z "troską" się wypytuje czy już kogoś "wyrwałam".
        jeśli chodzi o naprawdę szczęśliwe, zgodne i dobrane pary, to nikt się jakoś nie
        wtrąca. życzą mi oczywiście szczęścia i miłości, bo to wspaniała rzecz, ale nikt
        się nie wymądrza że mam natychmiast kogoś łapać, wyrywać itd.
      • akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:12
        "hodzenie na piwo tez kiedys sie nudzi, podrozne
        zaczynaja nuzyc, a seks z jednym partnerem, zywym i cieplym lepszy
        od wibratora, czy przygodnych chwil, podszytych obawa o hiv. "

        podróże nie znudzą mi sie nigdy, piwo- pewnie tak. Co do wibratora i przygodnego
        seksu- nie mam takich doświadczen ;) gratuluje udanej rodzinki!
        • nett1980 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 18:31
          a seks z jednym partnerem, zywym i cieplym lepszy
          od wibratora, czy przygodnych chwil, podszytych obawa o hiv


          Nie tyle chodzilo mi o Ciebie, co nawiazalam do bohaterek "Seksu w
          wlk miescie" i ich perypetii, ich tzw. piczoplasow wokolo
          partnerstwa, seksu, wiernosc, wieku...
    • niepolak-w-polsce Niestety Polska jest pelna zalosnyc osob jak akei5 09.07.10, 13:01
      I dlatego ten 5% samotnych osob ktora szuka partnera ma kiepsko. Bo 95% samotnych wmawia sobie ze sa singlami i uwielbia ich PUSTA ZYCIA.

      > Odpowiedź nasuwa mi sie jedna- ludzi, którzy maja dzieci, mężów, żony, boli
      > styl życia singli. Próbują wmówic sobie, że jesteśmy okropnymi egoistami,
      > którzy umrą w samotności. A oni mają to co najlepsze. Jednak gdyby tak
      > faktycznie się czuli, nie poruszaliby tego tematu, nie kłułaby ich aż tak
      > nasza wolność.

      ONI sa lepszy od was. Zajetych sa lepszy od singlami. I dlatego ONI sie zmartwia o was. Bo maja cos, ktory wy, PUSTY SINGLE nie macie: im zalezy na los drugiego czlowieka. A wy macie go w dupie.

      Tak, jestescie "egoistami, którzy umrą w samotności". Sam fakt ze nie rozumiesz ze troska kolezanek zajete to dlatego ze IM ZALEZE NA CIEBIE, NA TWOJ LOS, jest dowodem ze miedzy ty, pusta singla, a zajete kobiety jest przepasc duchowy.

      Przyjechalem do Polski za pozno. Kiedys, 15-20 lata temu, tu jeszcze kobiety samotne chcieli miec partnera. Teraz to same "AKEI5" tu sie obracaja...

      Samotny Niepolak w Polsce SZUKAJACY SZCZESCIE - CZYLI ZONY I RODZINY!!!!
    • istisna Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:07
      hm, ja nie mysle, ze te dzieciate i zamezne Ci zazdroszcza... nie w tym rzecz.
      chodzi raczej o to, ze dla Twoich kolezanek posiadanie rodziny jest powodem do
      dumy..i dobrze Ci sie zdaje, ze uwagi o Twojej "samotnosci" sa nacechowane
      negatywnie...ALE TO NIE ZAZDROSC, tylko poczucie WYZSZOSCI... uwazaja, ze jesli
      Ty jestes sama to nie dlatego, ze tak wybralas, tylko dlatego, ze nikt Cie nie
      chcial... tak sobie poprawiaja humor:)
      pozwol im sie troche cieszyc:)
      ja dopoki nie wyszlam za maz zawsze w takich sytuacjach odpowiadalam cos w stylu
      "trzeba sie swoje naruchac, zeby znalezc prawdziwa milosc", a nie,pierwszy
      lepszy i od razu pieluchy:)
        • kasiunte Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 12.07.10, 20:58
          A widzisz :) dla mnie to też było dość szokujące doznanie, bo też miałam
          nieprzyjemność to odczuć. Ale jak się ma własne poczucie wartości zbudowane od
          wewnątrz z mocnym fundamentem, to nie ma się potrzeby wspinać po plecach innych,
          żeby "awansować" ;-)
      • kasiunte Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 12.07.10, 20:56
        Dobrze napisane :) zgadzam się, tzn.mam identyczne obserwacje. Część moich
        znajomych i nieznajomych motywowana jest niestety przeświadczeniem, że jak już
        upolowały (często dosłownie) swoje spodnie, to awansowały społecznie i czują się
        lepsze. I wtedy z góry patrzą na te, które z różnych powodów są niesparowane.
        A mi dynda jak sobie życie układają inni ludzie, nie moja to sprawa, o ile
        oczywiście moim najbliższym nie dzieje się krzywda, bo to jest granica mojego
        niewtrącania się.
        • againstmyths Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 20.07.10, 22:36
          Też tak to widzę i przypomina mi się jak np w wieku 7 lat poszłam do szkoły i
          czułam sie strasznie dumna i ważna bo oto stałam wyżej ponad przedszkolakami.

          Albo jak w wieku 18 lat miałam pierwszego chłopaka i już samo chodzenie z nim za
          rękę po ulicach miało całemu światu pokazać że weszłam na lepszy i wyższy status
          społeczny bo wreszcie mam chłopaka; tak samo sie czułam po stracie dziewictwa:
          wreszcie dołączyłam do grona kobiet które już wiedzą co to seks (fizyczna jakość
          tego pierwszego razu była przeciwnie proporcjonalna do radości psychicznej że
          wreszcie straciłam dziewictwo).

          A jak już posiadanie faceta i związane z tym radości i smutki przeszły do
          porządku dziennego, doszłam do wniosku że może tak jest z każdą presją społeczną
          i może nie warto się starać o to żeby sąsiadki, rodzina czy koleżanki w pracy
          (przeważnie to kobiety chcą zobaczyć że dołączyłyśmy do zamężnej i dzieciatej
          większości) wiedzieli ze jestem mężatką czy matką. Dla ‘odhaczenia’ pokonania
          kolejnego szczebla (?) hierarchii społecznej nie będę żyć z człowiekiem którego
          nie kocham (facet z łapanki) ani nie będę mieć z nim dzieci.
    • melane Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:11
      ja ostatnio myslalam, ze wyjde z siebie. druga polowe mam, juz od 8 lat ale
      nigdzie mi sie nie spieszy. kariere naukowa musze zrobic :P dzieci miec nie
      chce. nie czuje instynktu itp i nikomu nic do tego. wpadlam w osiedlowym
      sklepiku na siasiadke z bloku, wiedzialam ze z niej taki moherek ale zeby az
      tak? bo spytala o dyplom wiec powiedzialam, ze zrobilam w koncu tego mgr inz. i
      po kilku zdaniach ona wypala: to co? teraz wyjdziesz za maz??? a co to ma byc za
      wyznacznik ? rany :/ powiedzialam, ze mi sie nie spieszy a ona chyba nie
      sluchala tylko zaczela o dzieciach, ze rodzina najwazniejsza, ze potem sa
      problemy z bezplodnoscia itp. maj gad, grzecznie sie usmiechnelam i ucieklam.
      • beta-beta Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:28
        Po pierwsze - nie wszystkich ludzi boli Twój styl życia, większość ma to gdzieś, zapewniam Cię:) Jeśli tak bardzo Cię dotykają ich uwagi, to znaczy, że temat samotności jednak zaprząta Ci co nieco głowę...
        Po drugie - niektórzy uwielbiają się pocieszać problemami (nawet wyimaginowanymi) innych - brak partnera jest dla wielu z nich takim problemem, nawet jeśli Tobie to wisi i powiewa.
        Po trzecie - ludziska już tak mają, że wtykają nos w nie swoje sprawy, odreagowują własne problemy, troski, frustracje.
        Po czwarte - część osób może komentować Twoje życie z prawdziwej troski, a że robią to z delikatnością żołnierzy radzieckich to już inna sprawa...
        Po piąte - najlepiej we wszystkich wyżej wymienionych przypadkach zastosować ogólny ZWIS:) pozdrawiam
      • ronja2 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:07
        Melane - a jak już się rozmnożycie z tą Twoją drugą połówką, to
        niebawem znajdą się sąsiadki/ciotki/koleżanki czy inne cholery,
        które oczywiście będą wiedzieć lepiej niż Ty, że koniecznie musicie
        sobie urodzić drugiego kochanego dzidziusia. Bo jedno dziecko to nie
        rodzina (taki zarzut mi postawiono), bo jedynak to nieszczęśliwy
        jest, bo jak nas braknie... No żesz qrwa, czy ja mogę sama przeżyć
        własne życie?
      • wen_yinlu Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 19.07.10, 13:59
        > tak? bo spytala o dyplom wiec powiedzialam, ze zrobilam w koncu tego mgr inz. i
        > po kilku zdaniach ona wypala: to co? teraz wyjdziesz za maz??? a co to ma byc z
        > a

        Mój wykładowca z matematyki na studiach był jeszcze lepszy, gdy miałam 20 lat
        powiedział:
        "Co się pani tymi całkami tak zajmuje intensywnie, męża szukać najwyższy czas."
    • olala_29 Nie dadzą ;-) 09.07.10, 13:26
      Mam dwoje dzieci i męża ale nie uważam wcale, że to jedyny model bycia. Rozumiem
      ludzi, którzy są sami, rozumiem tych co są razem z kimś ale nie planują dzieci -
      to ich sprawa mnie nic do tego. Czasem zazdroszczę wolnego czasu a potem patrzę
      na swoje Maluchy i wiem że coś tracę ale coś zyskuję (tak jak i Oni).

      Jest jedyny przypadek, kiedy pozwalam sobie "wtrącić swoje trzy grosze" - wtedy,
      gdy podejrzewam, że brak dzieci/rodziny nie wynika z braku potrzeby ale jest
      wywołany strachem albo presją partnera i jest to bliska mi osoba. Wtedy pozwalam
      sobie na rozpoczęcie rozmowy i w miarę przyzwolenia kontynuowania jej tak, by
      rozmówca skontaktował się ze swoimi emocjami, potrzebami, ograniczeniami.

      Nie wyobrażam sobie zaś skłaniania kogoś do czegoś, wypytywania o partnera czy
      chęć do posiadania dzieci.
    • stokrotkax26 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:32
      Mnie wlasnie w naszym uroczym kraju razi totalny brak tolerancji.
      Kazda osoba ma prawo ukladac sobie zycie jak jej sie zywnie podoba.
      Jedna juz w wieku 21 lat czuje, ze instynkt macierzynski krzyczy i
      ze rodzina to przeznaczenie ( i super, nie oceniam) a inna chce sie
      ustatkowac dopiero po 35 roku zycia a do tego czasu wykorzystac
      mlodosc na full - podroze, jezyki, hobby, randki, kariera i
      WOLNOSC. Ale u nas w sredniowiecznej Polsce kazdy oczywiscie wsuwa
      swoj nos w cudze zycie, i nie dosyc, ze obserwuje, to jeszcze
      zaszczyca swoimi komentarzami i poradami. A tak naprawde jak ktos
      jest szczesliwy sam ze soba i ma interesujace zycie to nie bedzie
      tracic swojego cennego czasu i energii na przejmowanie sie
      egzystencja innych.
    • kyyriad wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 13:41
      Samotni albo tzw. single bardzo chcą wszystkim wmówić, że ich samotne i puste
      życie jest lepsze od życia sparowanego, ale dzisiaj już mało kto daje się na to
      nabrać, wszyscy czytali Bridget Jones i oglądali adekwatne filmy o singlach, w
      których za pozą "radosnego" życia czai się rozpacz i smutek oraz głód uczuć. I
      dlatego też single mówiąc o małżeństwach i rodzinach powołują się na same
      negatywne przykłady udając, że nie ma już szczęśliwych par, fajnych rodzin,
      udanych związków żyjących równie dobrze albo i lepiej niż samotni! Tylko że to
      nieprawda, wystarczy popatrzeć OBIEKTYWNIE! Poza tym, na razie masz 26 lat i
      masz pewnie jeszcze sporo równie samotnych znajomych, więc zawsze masz z kim
      umówić się na kawę czy to kina, ale uwierz mi - po 30-stce to się zmienia i
      okazuje się, że wszyscy wokół się jednak pożenili i nie ma już nikogo, kto
      miałby czas dla singla, bo wszyscy zajęli się swoimi rodzinami i wtedy jest
      bardzo niefajnie, uwierzmi, wiem coś o tym, bo sam to przeszłem. Bo człowiek
      jest zwierzęciem stadnym i nie lubi po raz enty samotnie pić kawy albo
      spacerować po parku, zwłaszcz że wszędzie dookoła ludzie sparowani i z dziećmi!
      I wtedy bardzo chciałoby się mieć takie staromodne i beznadziejne małżeństwo ze
      wspólnym leżeniem na kanapie i nudzeniem się, ale też ze świadomością, ze ktoś
      cię kocha i jesteś jednak komuś potrzebny! I w skrócie to o to właśnie chodzi w
      związkach jakbyś jeszcze tego nie załapała: o bliską i kochającą osobę, o
      dziecko które otwiera zupełne inne perspektywy, czego ty jeszcze nie pojmujesz,
      no chyba że ty sama sobie na całe życie wystarczysz i inny są ci do szczęścia
      nie potrzebni, ale w to jakoś nie wierzę. Powodzenia w szukaniu drugiej połówki,
      w tym wieku jeszcze wszystko przed tobą!
      • yzek "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... :) 09.07.10, 13:54
        > Powodzenia w szukaniu drugiej połówki,
        > w tym wieku jeszcze wszystko przed tobą!

        Pliiiiz, "jeszcze wszystko przed tobą" to takie standardowe klepanie po ramieniu
        lekko zdesperowanych trzydziestolat(ków|ek).

        A jakby pani się nagle zmieniło podejście do związku o 180% właśnie teraz, to
        przecież ma jak pączek w maśle bo uroda w rozkwicie, niezależność materialna,
        szkoły pokończone albo na ukończeniu :)

        Dopiero za te pięc i więcej lat już będzie mniej wiarygodna w twierdzeniu, że
        samotność to skutek świadomego wyboru, nawet jeśli to święta prawda jest.

        Y.
        • geehee Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 14:23
          26 lat to na prawdę jeszcze niewiele, zdąży się sparować, nie wątpię w to że za
          rok czy dwa lata napisze post pod tytułem: "nie rozumiem singli, co oni mają z
          życia, skoro wszędzie łażą sami?" albo coś w tym guście!
          kochana singielko, żyj sobie jak chcesz, twoje życie to twoja sprawa, ale nie
          wypisuj bzdur, bo zgodzą się z tobą jedynie podobni tobie lekko zdesperowani
          single :) dla większości ludzi szukanie partnera jest stanem naturalnym,
          popychają nas do tego geny, podobnie jak dla większości naturalne jest dążenie
          do posiadania dzieci, więc swoimi postami nie zmienisz społecznego poglądu, że
          to ty jesteś dziwna a nie twoja dzieciata i mężata koleżanka, której tak bardzo
          współczujesz! ona się jednak zrealizowała i potwierdziła jako kobieta, nawet jak
          nie jest jej z tym do końca dobrze, to pewnie by się jednak z tobą nie
          zamieniła, mimo że usiłujesz przedstawić jej życie w jak najgorszym świetle! ale
          świat nie jest pomyślany dla singli i to nie tylko presja otoczenia ale też
          poczucie samotności i związanych z tym ograniczeń popycha jednak ludzi do
          związków! we dwoje też się można rozwijać, dobrze bawić, zwiedzać świat i
          większość ludzie to robi, choć ty nie chcesz tego zauważyć :)
          ale jak powiedziałam na początku - masz jeszcze masę czasu na znalezienie
          faceta, jestem o to spokojna!
          • stokrotkax26 Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 15:41
            Jesli dobrze sie domyslam to do mnie ten post? (Bo mam 26 lat)

            Piszesz:
            to ty jesteś dziwna a nie twoja dzieciata i mężata koleżanka, której
            tak bardzo współczujesz! ona się jednak zrealizowała i potwierdziła
            jako kobieta, nawet jak nie jest jej z tym do końca dobrze, to
            pewnie by się jednak z tobą nie zamieniła, mimo że usiłujesz
            przedstawić jej życie w jak najgorszym świetle!

            Ale w ktorym fragmencie ja komus wspolczulam lub przedstawialam
            kogos w jak najgorszym swietle??? Zacytuj prosze.

            No chyba, ze jednak nie o mnie tu chodzi.

            Poza tym jak ktos jest mlody i single to przeciez NIE ZNACZY, ze
            chce w ten sposob przezyc cale zycie! Zadziwia mnie czasem prostota
            myslenia co poniektorych forumowiczow. Moze po prostu chce sie
            zdecydowac na zycie stadne w swoim czasie, czyli nieco pozniej bo
            obecnie koncentruje sie na czyms innym (kariera, podroze, jezyki,
            kursy, zycie towarzyskie - niepotrzebne skreslic) co nie znaczy, ze
            jest anty - malzenski ani zadne takie.


            • geehee Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 18:56
              nie, nie było to do ciebie tylko do autorki wątku, więc sobie daruj polemikę.
              "Poza tym jak ktos jest mlody i single to przeciez NIE ZNACZY, ze
              chce w ten sposob przezyc cale zycie! Zadziwia mnie czasem prostota myslenia co
              poniektorych forumowiczow. Moze po prostu chce sie zdecydowac na zycie stadne w
              swoim czasie, czyli nieco pozniej bo> obecnie koncentruje sie na czyms innym
              (kariera, podroze, jezyki,
              kursy, zycie towarzyskie - niepotrzebne skreslic) co nie znaczy, ze
              jest anty - malzenski ani zadne takie" - to po co pisze takie obrażające
              małżeństwa posty, w których szydzi z życia mężatej koleżanki jakby jej już nic
              gorszego nie mogło się w życiu przytrafić? naturalnie, że za jakiś czas sobie
              kogoś znajdzie i diametralnie zmieni śpiewkę, o czym zresztą pisałam, ale
              irytujące jest to, że ona odkryła Amerykę i nikt przed nią singlem nie był, więc
              nie wie jak to jest, nie zna blasków i cieni singielskiego życia i niestety -
              jego ubogości w porównaniu z życiem małżeńskim pomimo wszystkich kursów, podróży
              i clubu wieczorem!
              • x.pawel.x Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 19:06
                Wasz ,,problem" polega na tym, że i Ty i w większości inne osoby tu się
                wypowiadające, a także autorka wątku macie racie. Niestety u każdej ze stron
                brakuje wzajemnego zrozumienia. Jako że jest to forum, to powinno służyć
                wymianie poglądów, a więc i do chociażby próby postawienia się w czyjejś
                sytuacji i spojrzenia na sprawę z innej perspektywy.
                • geehee Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 19:25
                  "Wasz ,,problem" polega na tym, że i Ty i w większości inne osoby tu się
                  wypowiadające, a także autorka wątku macie racie. Niestety u każdej ze stron
                  brakuje wzajemnego zrozumienia. Jako że jest to forum, to powinno służyć
                  wymianie poglądów, a więc i do chociażby próby postawienia się w czyjejś
                  sytuacji i spojrzenia na sprawę z innej perspektywy"

                  Ależ ja doskonale znam jej perspektywę i dlatego się tu wypowiadam, bo byłam
                  singlem do 32 roku życia, dziecko urodziłam jak miałam 34 lata, więc uwierz mi -
                  doskonale wiem o czym mówię, więcej - jak miałam tyle lat co ona pewnie pisałam
                  podobnie! Ale ja jednak nie obrażałam na forum małżeństw i nie deprecjonowałam
                  ich życia przeciwstawiając im swoje idiotyczne życie złożone z wypadów do clubów
                  i piwka z kolegami życiu ludzi zaangażowanych w związek i dzieci! Po prostu z
                  mojej perspektywy byłego singla takie życie jest zupełnie beznadziejne i żyje
                  się tak dlatego, że inaczej sie nie udaje, nie spotyka się odpowiedniej do
                  związku osoby, a nie dlatego że to jest wybór, więc nie daję sobie wciskać kitu
                  i tyle! I chyba nie jestem w tym myśleniu odosobniona.
                  • volga_jasnowidzaca Re: "Jeszcze wszystko przed tobą" no przestań... 09.07.10, 19:34
                    akie życie jest zupełnie beznadziejne i żyje
                    > się tak dlatego, że inaczej sie nie udaje, nie spotyka się odpowiedniej do
                    > związku osoby, a nie dlatego że to jest wybór, więc nie daję sobie wciskać kitu
                    > i tyle! I chyba nie jestem w tym myśleniu odosobniona.

                    No wlasnie nie bardzo sie zgadam. Ja ja sobie przypmnie kiedy mailam lat 26 i imprezowalam, to wiem, ze uwielbialam to i wydawalo mi sie ze nigdy mi sie to nie znudzi. Mialam, to coc chialam.

                    Taki etap.

                    Innyc etap mam teraz, ze zaczynam doceniac stabilizacje.

                    A moze ja w przeciwienstwei do Ciebie, mam to co akurat chce?:)

                    I zanam wielu ludzi, ktorzy maja okazje do zwiazkow i mimo ze sa 36+, wola byc sami. Wyobraz wiec sobie, ze to jednak moze byc wybor. Fakt ze Ty chcialas byc w zwiazku, ale z ajkis przyczyn nie moglas, nie oznacza ze wszyscy tak maja.:)
                  • gonia_29 za to kit wciskasz innym 10.07.10, 14:17
                    I też Ci się nie mieści w głowie, że tak jak Ty możesz/jesteś szczęśliwa w
                    związku i Twe życie raptem nabrało kolorów a wcześniej było beznadziejne tak
                    ktoś może mieć zupełnie inaczej. Ale nie dlatego, że kłamie i "mu się wydaje"
                    Twoim zdaniem bo Ty miałaś takie a nie inne przeżycia. Życie samo w sobie jest
                    fajne/wartościowe i może zyskać inny wymiar z kimś co nie oznacza, że tylko
                    dzielenie go z drugim człowiekiem to Wartość a reszta to mogiła. Otóż często
                    gęsto posłuchaj sobie-to właśnie małżeństwa{doprawdy nie znasz kobiet które do
                    dziś uważają, że STATUs mężatki zrobił z nich automatycznie lepsze istoty? Bo ja
                    na pęczki -wśród takich luźnych pseudo relacji z innymi ludźmi, że słyszenia i
                    z opowieści samych tego typu pań}. To, że ktoś widzi inaczej/żyje mu się dobrze
                    a nie realizuje Twojej opcji i może być szczęśliwy a nawet jest? Niemożliwe? No
                    wiesz na tej samej zasadzie, można podczepić się na Twoje zapatrywania/sposób
                    życia. Wartosć człowieka nie polega na wartościach
                    dodanych-facet/partnerka/dziecko/dom/ samochód tylko jaki on/ona jest/ W życiu
                    jak kogoś lubię/cenię nie patrzę na status materialny/związek etc. Bo to nie
                    moja sprawa i nic mi do tego jak ktoś żyje/nie. Jak lubię to lubię i naprawdę
                    wisi mi reszta {pomijam jakieś wykroczenia przeciw innym ludziom-rabunki,
                    oszustwa, morderstwa}.
                    Nie znam singli pytających zamężne/żonate osoby a po co Ci to było/ale
                    beznadzieja etc. za to jak określacie sparowane osoby często gęsto użalają się
                    na innymi - tymi bez pary {to, że samemu było się nieszczęśliwym bez pary nie
                    znaczy automatycznie, że każdy inny człowiek też tak ma}, zupełnie
                    niepotrzebnie. To takie mity w które wierzy ludzkość, że bez jest trudniej, na
                    pewno są nieszczęśliwe a jak nie mówią to tym bardziej. I dlatego w tym kraju
                    brakuje tolerancji dla innych postaw na co wątek jest dowodem. Bo jeśli ktoś
                    jest wścibski i źle wychowany to ma ku temu powody ponieważ sam fakt bycia
                    singlem/samotnym czy innym to dowód jak ktoś napisał na pokręcenie życiowe. Bo
                    to nie zależy od człowieka tylko jego STATUSU matrymonialnego. Jeśli pewne
                    pytania nas irytują - to na pewno jest coś na rzeczy. Ileż w tym kraju
                    troskliwych obywateli. Za to jak sąsiad pierze sąsiadkę/lub ona jego wszak mamy
                    równouprawnienie to jest to wewnętrzna sprawa rodzinna i poza obrobieniem dupy
                    delikwentom nie należy zgłaszać się na policję bo.....
                    Są różne związki jedne gorsze/lepsze/ są różne sposoby realizacji życiowych
                    planów/celów i najważniejsze żeby osobnikowi/osobnikom było z tymi wyborami ok.
                    A tym co nadmiernie troszczą się o innych można tylko współczuć. Bo to fałszywa
                    troska wystarczy poczytać tu na forum jakie ludzie wzajemnie mają o sobie złe
                    mniemanie obojętnie czy ktoś jest sparowany/nie. Poza tym koleżanko
                    deprecjonować można a trzeba nawet pewne rzeczy. Samo małżeństwo/singielstwo czy
                    inne cholerstwo samo z siebie nie musi być/jest dobre. To jak martwy przepis
                    prawa , natomiast jak on jest realizowany to już zupełnie inna sprawa. Może
                    autorka wątku, której nie ZNAMY ma wokół siebie właśnie takie związki, że aż
                    zal tyłek ściska jak się na to patrzy? Więc jeśli już Cię tak boli, że uważasz,
                    że poniża/obraża/kwestionuje pewne rzeczy to właśnie TE konkretne związki a nie
                    wszystkie?
                    • lulu_oi Re: za to kit wciskasz innym 10.07.10, 17:19
                      Jezusmaria, gonia, jak dobrze, że to napisałaś; przeczytałam cały
                      wątek, i on jest naprawdę straszny. Straszni zrobili się też
                      ostatnio niektórzy moi znajomi - potrafią na jednym oddechu
                      powiedzieć np. "A co tam u Agnieszki? Ma kogoś? Czy nadal jest sama?
                      Bo kiedy się ostatnio widzieliśmy... no wiesz, martwimy się o nią."


                      >doprawdy nie znasz kobiet które do dziś uważają, że STATUs mężatki
                      >zrobił z nich automatycznie lepsze istoty?

                      >Wartosć człowieka nie polega na wartościach
                      > dodanych-facet/partnerka/dziecko

                      > Nie znam singli pytających zamężne/żonate osoby a po co Ci to
                      było, za to sparowane osoby często użalają się nad tymi bez pary


                      > sam fakt bycia singlem/samotnym to dowód na pokręcenie życiowe. Bo
                      > to nie zależy od człowieka tylko jego STATUSU matrymonialnego.
                      • gonia_29 Re: za to kit wciskasz innym -lulu_oi 10.07.10, 18:55
                        A proszę Cię bardzo. Niektórzy nie odróżniają życzliwości od czepliwości i
                        jeszcze próbują to 2 podczepić pod dowody troski i złe rozumienie- że ci ludzie
                        chcą dobrze. Pół biedy jak to jest matka/ojciec ale już "innych" sprawa?
                        Ciekawe, że pytania jak tam Twoje hemoroidy,cellulit i głupi mąż są niegrzeczne
                        za to wciskanie się z butami{choć lepsi są ci co uważają, że jak wytrą o
                        wycieraczkę to już wszystko mogą} w czyjeś życie i różne aspekty tegoż bytowania
                        to "troskliwość", dobre życzenie. Chcą głosić dobrą nowinę? Niech zostaną
                        Świadkami Jehowy.
                    • bifka szkoda słów na komentarz 10.07.10, 18:39
                      na pisałaś wilegachnego posta, w którym nie ma ANI JEDNAEJ nowej myśli, tylko to
                      samo co sprzedajesz we wszystkich swoich postach, których większość zaczyna się
                      od "no i co z tego?" jesteś alter ego akei5 czy też wyręczasz ją w dyskusji, bo
                      ona sobie najwyraźniej nie radzi?
                      • gonia_29 Re: szkoda słów na komentarz 10.07.10, 19:06
                        Niestety nie jestem alter ego autorki.
                        Bo to rzeczywiści co z tego? Jak ktoś może pisać takie dyrdymały, że zadawanie
                        głupich pytań, pod pozorem rzekomej troski to coś dobrego. Lub wciskanie kitu,
                        że jak samemu było się nieszczęśliwym singlem to WSZYSCY tak mają. Czy jeśli
                        powiem że nie pasują mi wakacje na Bora-Bora to kłamię bo ktoś był i to r e we
                        lacja? Czy ocenianie kogoś, bez pary /z jako pokręconego i już szczęśliwego do
                        grobowej deski jest mądre? Można krócej - niech troskliwi i życzliwi zajmą się
                        sobą, lepiej ugryźć się w język niż próbować wciskać innym rodzaj życia/styl/sposób,
                        • bifka Re: szkoda słów na komentarz 10.07.10, 21:15
                          wiesz, generalnie to z osobami takimi jak ty albo autorka nie należy w ogóle o
                          niczym rozmawiać, tylko omijać jak śmierdzące jajo, bo z tego co piszesz nie ma
                          znaczenia jaki temat się poruszy, to i tak uznasz że ktoś jest nietaktowny,
                          wścibski i narzuca swoje poglądy, więc au revoir, gadać z tobą więcej nie będę,
                          pozostań sobie w swoich przeświadczeniu o tym że zjadłaś wszystkie rozumy i
                          najlepeij na świecie wiesz jak żyć, tym bardziej że w płodzeniu postów na forum
                          płodna jesteś jak królica, po datach i godzinach widać że spędziłaś tu cały
                          weekendowy dzień pisząc te swoje mądrości - i to jest najlepszy dowód na to jak
                          wspaniałe jest życie singla, wszystkie komentarze są zbędne: net i kłótnia na
                          forum sposobem na samotną sobotę singla :)
                          • gonia_29 a tak 10.07.10, 21:33
                            siedzę sobie dla własnego widzimisię w kompie prawie cały weekend. Lubię. Nie
                            nie uważam, że obojętnie jaki temat się poruszy to jest się nietaktownym. Jednak
                            nie pytam jak to coponiektórzy kobietę po poronieniu no kiedy zaczniesz
                            starania/nie radzę singlom nie i nie pytam kogoś kogo widzę/znam z widzenia a Ty
                            kiedy/ dziecko tylko jedno no wiesz krzywdę robisz. Pytanie kogoś kogo się ledwo
                            zna o prywatne sprawy uważam za chamstwo i nietakt a kogoś kogo dawno nie
                            widziałam nie pytam czy już za mąż wyszłaś? Bo naprawdę mam inne tematy do
                            rozmowy. Dzięki, że tak staranie prześledziłaś godziny etc. zamieszczania postów
                            i jesteś taka "miła". No cóż widać, lepiej być płodną niczym królik nawet w
                            produkcji postów niż głupią jak but jak TY. Rozumiem, że na moim przykładzie
                            uśredniłaś sobie jak przeciętnie mają inni otóż niestety ja nawet nie jestem
                            singlem. Tylko mp3.
                            Mnie się też z kimś kto merytorycznie nie potrafi się wypowiedzieć a pisze w ten
                            sposób jak i w tym tonie jak Ty nie chce gadać. EOT!
                          • ugenwillla touche :) 10.07.10, 21:51
                            zabiłaś ją tym postem, nawet nie chce mi się czytać odpowiedzi, typowy trol
                            który płodzi posty jak chomik bobki, a w żadnym głębszej myśli, na dodatek
                            kłótliwe to jak przekupka i z pewnością występuje w wielu nickach :)
                            geehee - podpisuje się pod każdym z twoich postów, powiedziałaś to, co jak
                            chciałam tu powiedzieć!
      • rabbitinthesand Re: wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 14:12
        brawa za odwage, kyyriad! niepoprawne to bylo politycznie, ale bardzo prawdziwe
        w wielu przypadkach, jesli nie w wiekszosci...

        tak sie sklada, ze nie jestem singlem (chociaz wiem dobrze, ze z byle kim nie ma
        po co - wiec troche czasu mi to tez zajelo ;-)). Mam za to singla-kolezanke. I
        tu sytuacja sie odwraca - wszystko bylo ok miedzy nami, dopoki moje zwiazkowe
        zaangazowania konczyly sie burzliwymi i bolesnymi mniej lub bardziej
        rozstaniami, tak samo jak jej zreszta. W pewnym momencie ja spotkalam Mezczyzne,
        z ktorym jestem teraz, ona rowniez poznala kogos, ale dawala temu czas itp. Jej
        sie znow nie udalo.
        Od tego czasu mamy ciagly konflikt - bo ja niestety mowie "my", kiedy sprawa
        dotyczy wspolnej przeprowadzki, wyjazdow itp., zdjecia mam w parze najczesciej -
        bo jezdzimy razem z Mezem i tak sie zlozylo, ze udalo nam sie tez zaprzyjaznic
        calkiem dobrze, wiec wychodzimy glownie razem. Podkreslam, ze daleko nam do
        pary, ktora jak papuzki nierozlaczki przez caly czas blisko - czasem przez caly
        wieczor razem potrafimy sie ledwo zobaczyc ;-)
        A kolezance niestety bardzo to przeszkadza. Okazuje sie, ze ja nie mam
        wrazliwosci, ktora powinnam miec, udaje, ze nie widze, ze ona jest singlem - ze
        jej tak dobrze, ale to nie znaczy, ze musi widziec nas razem, sluchac o nas,
        ogladac nasze zdjecia. Doszlo do tego, ze wyszla z imprezy na znak protestu, bo
        inni goscie chcieli obejrzec nasze slubne zdjecia...
        Do autorki postu zatem: live and let live. Przyjmij, ze moze po prostu to
        kwestia zainteresowania kolezanek i znajomych, moze sie martwia o Ciebie, albo
        moze wtykaja nos gdzie nie powinni. Nie mam zamiaru oceniac bycia singlem jako
        osoba sparowana - wszystko ma swoje wady i zalety i pewnie ja trace cos, tak
        samo jak Ty. Ale nie wartosciuj zycia innych - moze kolezanki zmeczone, sterane
        i krzyczace na dzieci sa na koniec dnia najszczesliwsze na swiecie, tak samo jak
        Ty w jednej ze swoich podrozy.
        Btw a to, ze niektorzy z "nas" martwia sie o niektorych z "Was" wynika raczej z
        tego, ze calkiem spora rzesza singli to ludzie bardzo towarzyscy, ale bardzo
        poplatani zyciowo... ktorzy nie zawsze z wlasnej, nieprzymuszonej woli wybieraja
        zycie singla, ale raczej uciekaja od zycia w parze.
      • iaguasu Dokładnie :) 09.07.10, 14:52
        Sam byłem długo singlem (do 32 lat) i zaliczyłem wszystkie wzloty i upadki
        singielskiego życia, więc powiem tyle: nie wciskaj kitu! Oczywiście że singiel
        nie ma ograniczeń wynikających z życia w parze i z faktu posiadania dzieci, ale
        sparowany zyskuje sobie coś bezcennego: czyjąś miłość, akceptację i sens życia
        nie tylko dla siebie ale i dla innych, bliskich! Spytaj jakiegokolwiek byłego
        singla: czy chciałby powrócić do swego singielskiego życia, ponoć wszak bez
        trosk i problemów, z wachlarzem możliwości? Żaden nie będzie chciał, ręczę! A to
        wszystko o czym piszesz, że niby takie cenne, ta możliwość robienia co chcesz,
        chodzenia swoimi drogami z czasem zaczyna męczyć i przerażać: oto kolejny wolny
        wieczór i muszę wymyślić co z nim zrobić, a wszędzie już byłem, obszedłem
        wszystkie cluby (nuda), galerie, muzea, parki i okoliczne zabytki, samotny
        wyjazd na wycieczkę zagraniczną to tylko stek przykrosci: brak pokoi jedynek,
        musisz dopłacać za dwójkę, dookoła same pary zajęte sobą, więc wieczorem
        niespecjalnie jest do kogo otworzyć usta, chyba że liczysz na miejscowy podryw
        za kasę, wszystkie rozrywki również dla dwojga! Więc nie wciskaj kitu że to
        takie cudowne być samotnym, bo to nonsens!
      • x.pawel.x Re: wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 18:54
        Bez obrazy, ale Twoja wypowiedź wygląda, jak bełkot sfrustrowanego
        ekstrawertyka. Są różne osobowości. To nieprawda, że człowiek jest ,,zwierzęciem
        stadnym". Są takie osobowości, które wręcz nie wyobrażają sobie bycia zamkniętym
        przez większą część czasu z paroma osobami na kilkudziesięciu m2. Jest to dla
        nich tym samym, czym dla Ciebie byłoby pewnie wysłanie Cię w sam środek
        konfliktu zbrojnego bez żadnego uzbrojenia i przygotowania. To jest taki typ
        ludzi. Oni są naprawdę szczęśliwy swoim wewnętrznym życiem. Osobowość, to nie
        jest, co się wybiera, albo co można zmienić, czy też ukształtować. To już po
        prostu jest. Nie ma mowy o żadnym głodzie uczuć. Te osoby są często bardziej
        uczuciowe niż jesteś to sobie w stanie wyobrazić, a ich uczucia mogą być o wiele
        głębsze. Polecam uzupełnić swoją wiedzę, zamiast opowiadać o ogólnie przyjętych
        stereotypach. Co do zaproponowanych przez Ciebie utworów i adekwatnych filmów,
        to pamiętaj, że zawsze pewne sprawy można przedstawiać z różnych perspektyw. Po
        prostu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie oznacza to oczywiście, że
        każdy singiel jest szczęśliwy, jak też i nieszczęśliwy. Nie wiadomo też, jaką
        osobowość ma autorka związku. Mój post ma jedynie na celu pokazanie Ci, że
        ludzie nie są jednakowi tacy, jak Ty i nie wynika to z jakiś ich własnych
        przeświadczeń, a często od rzeczy zupełnie od nich niezależnych.
        • bifka Re: wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 19:35
          a ty nie mieszaj ludzi chorych psychicznie z różnego rodzaju zaburzeniami
          osobowości unikających ludzi z autorką wątku, która wyraźnie chwali się
          wyjściami z przyjaciółmi, zwiedzaniem świata, posiadanie koleżanek, których
          życie ocenia - stąd widać, że do takich ludzi nie należy i daleka jest od jakiej
          życiowej mizantropii tylko tak samo jak inni stara się używać życia! przekonuje
          nas jednak głupio, że przez wzgląd na jakąś kumpelkę, która jest małżeńsko
          sfrustrowana, ona wybiera singielstwo bo to jest ewidentna bzdura i trzeba mieć
          15 lat aby w to wierzyć! można być singlem i nie być nieszczęśliwym, nawet być
          zadowolonym z okresowej samotności, ale po co robić z tego życiowy program i
          wypisywać brednie, że małżeństwo jest be, tylko gary, dzieci i beznadzieja skoro
          wiadomo powszechnie, że ludzie nie pobierają sie raczej aby się samoumartwiać? A
          osobowość autorki wątku ma tu niewiele do rzeczy, chyba że jest skrajnie
          społecznie nieprzystosowana, o co jednak jej nie podejrzewam, ona po prostu
          jeszcze nie znalazła faceta i koniecznie musi dorabić do tego ideologię aby ktoś
          nie pomyślał, ze jednak jest nieszczęśliwa:)
          • x.pawel.x Re: wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 19:48
            W żadnym wypadku nie miałem na celu obrażać autorki wątku. Mało tego, po części
            wstawiłem się za nią. Nie mieszam jej też do ludzi chorych psychicznie. Polecam
            poczytać o typach osobowości, introwertyzmie i ekstrawertyzmie. To jest wiedza
            ze szkoły średniej. Jeżeli nie dane Ci było się z nią jeszcze zaznajomić, to
            polecam to zrobić - na pewno Ci się prędzej, czy później przyda. Nawet nie
            domniemywałem, jakim typem osobowości jest autorka wątku. Wspomniałem o tym
            jedynie w celu, żeby ukazać niektórym, że są różni ludzi, którzy mają różne
            potrzeby wewnętrzne, a głównie lansowane typy osobowościowe w społeczeństwie nie
            są jedynymi słusznymi.
            • x.pawel.x Re: wybacz, ale dziś już nikt w to nie wierzy ... 09.07.10, 19:51
              Jak już wcześniej wspomniałem. Takim samym błędem popełnianym zarówno przez Was,
              jak i przez autorkę wątku jest to, że każda ze stron uważa swój stan za lepszy,
              a tak nie jest. To jest inny stan. Być może w danej sytuacji, w przypadku danej
              osoby i jej potrzebach, konkretna sytuacja w danej chwili może być lepsza, ale
              nie ma tak, że jeden, czy drugi model jest sam w sobie lepszy.
    • antykonformista każdy ma prawo żyć po swojemu i nie ulegać presji 09.07.10, 13:47
      80-90% posiadanych dzieci (nie wpadek), oraz pewnie jakieś 50% ślubów wynika z
      presji, nie z potrzeby. presje wywierają wszyscy, rodzina, znajomi, sąsiedzi.
      tak się przyjęło wiele lat temu i tak jest. to tak zwana "mądrość społeczna" (a
      raczej społeczna głupota) od której tylko silni ludzie potrafią się uwolnić.

      wszystko co było do powiedzenia, zostało tu już powiedziane. bardzo ważny jest
      dysonans podecyzyjny, niedoceniany nie tylko przez korekcję błędów w
      przeglądarce (podecyzyjny zaznacza jako błąd) ale nawet na studiach
      psychologicznych i socjologicznych; a szkoda, bo to potężna siła rządząca
      człowiekiem, jak i społeczeństwem.

      każdy ma prawo żyć po swojemu. a co do otoczenia, to trzeba z nimi rozmawiać.
      sprawdzić, czy faktycznie się troszczą, bo ich system wartości jest inny niż
      Twój. czy też zazdroszczą, łatwiejszego prostszego życia? wbrew pozorom to dość
      łatwo sprawdzić. i ludziom, co się troszczą delikatnie wyjaśnić, a ludziom, co
      zazdroszczą... cóż, ich już i tak nie zmienimy, a karę już otrzymali. więc
      zignoruj ich w poczuciu własnej wyższości (przynajmniej w tym, że nie dałaś się
      zmanipulować, a dziś masz z tego radość i przewagę).

    • byczek2000 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:48
      Według mnie, ludzie po trosze zazdroszczą bliźnim czegoś innego, w
      zależności od tego na jakim są etapie życia. Trochę ogladają się na
      życie innych i jest ta nutka zazdrości/przemyślenia.
      Niekoniecznie wiąże się to z tym, że wcześniej tego nie doświadczyli
      lub nie będą doświadczać, ale o to, że jest to coś innego, bardziej
      ekscytujacego, mniej powszechnego. Oni prawodpodobnie również
      przeszli/przeżyli swoje piękne chwile lub będą je przeżywać . Natura
      ludzka jest tak zbudowana, że zastanawiamy się nad swoim jestestwem
      całe życie i jeżeli jesteśmy na życiowym zakręcie, trochę żal nam
      podjętych wczesniej decyzji bo "a gdybym tak zrobiła/ił to moję
      życie wyglądałoby inaczej/ciekawiej".
      Fajnie byłoby przejść przez swoje życie robiąc wyłącznie w danym
      momentach to na co mamy ochotę.
      OK.,jednakże w życiu jest czas na szaleństwo, bycie samym, piękne
      zakochania, wydanie potomstwa, cieszenie się nieograniczoną
      wolnością i sędziwą starość. Biorąc pod uwagę większość możliwych
      stylów swojego życia, najlepiej byłoby je przeżyć w miarę
      odpowiedniej kolejności.
      TO TYLKO BIOLOGIA.
      Ponieważ:
      - prawdopodobieństwo szalonej, bezwarunkowej miłości przeżywamy
      przeważnie za młodu
      - prawdopodobieństwo znalezienia odpowiedniego partera (męża jak kto
      woli) z latami jest coraz mniejsze
      - prawdopodobieństwo wychowania fajnych dzieci z wiekiem mija, bo i
      energia nie ta
      - cieszenie się wolnością przed starością, również może być
      ekscytujące (fajne podróże, spotkania ze znajomymi, spełnienie w
      życiu)
      - starość w "papuciach", z ...??? tego nie wiemy, ale
      prawdopodobieństwo bycia z wielopokoleniową rodziną jest większe jak
      wcześniej o tym pomyślimy.

      Oczywiście powyżej trochę generalizuję, każdy z tych punktów byłby
      do głebokiej dyskusji. Jednakże jest czas na wszystko, jak szczęście
      i okoliczności nam dopiszą.

      Autorko wątku, zgodzę sie z Tobą, że możesz mieć dosyć tego typu
      komantarzy i zapewne część z nich może wypływać z czystej
      złośliwości innych osób.
      Ale.... jest sporo w tym racji.
      A nam ludziom ciężko jest się uzewnętrznić/otworzyć na innych. Bo
      inni mogą to odczytać jako porażkę/ośmieszenie.

      Może należałby powiedzieć "Kurcze nie spotakałam jeszcze mężczyzny
      swojego życia, nic na to poradzić nie mogę,ale przeszałam do innego
      etepu mojego życia, bo tak mi się życie ułożyło". Nie zawsze mamy to
      co chcemy.
    • szymczak.piotr Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 13:53
      Fajny tekst.
      I coś w tym jest. Może to nie jest tak że się do singli doczepiają Ci
      sparowani, bo dla mnie coś takiego jak singlowanie to taka jakaś
      wydumana nazwa.

      Bo chyba nikt nie chce być sam, ale też zdrowy myślący człowiek nie
      będzie się "parował" na siłę, tylko po to by nie być samemu, co
      zresztą parowanie nie daje żadnych gwarancji, tego że się będzie
      miało dzieci i ze te dzieci Cię nie oleją jak się będzie starym.

      Niektórzy zrobili sobie za cel życia ożenek przed 30-tką, ja akurat
      wesel i ślubów nie lubię ale pewnie gdyby się wszystko
      inaczej położyło nie byłbym teraz "starym kawalerem" a bardziej lub
      mniej szczęśliwym mężem. Bo mimo ze wesel z moja ex nie lubilismy to
      ten slub w niecodzienniej oprawie pewnie by był, skończyło by sie na
      obiedzie w knajpce pewnie.

      Dla wielu sam ceremoniał slubu i wesela to podstawowe marzenie, ok
      kazdy ma prawo marzyć o tym o czym chce. O ile autorka nieco
      idealizuje bycie samemu, bo nie zawsze znajdzie się chętnych na
      wyjazd zagraniczny czy nawet nad Bałtyk, a samemu jechać to moim
      zdaniem średnia przyjemność. Ale o ile autorka mówi i widać że wie co
      mówi i podchodzi do tego z głową, o tyle mam wrażenie że wszyscy CI
      zafiksowani na znalezienie partnera nie zdają sobie sprawy z
      konsekwencji. Czasem mam wrażenie że po to biora ślub czy płodzą
      dzieci by mieć wymówkę że czegoś się nie udało w życiu zrobić.

      Bycie w parze czy w małżeństwie chyba nie przeszkadza w realizowaniu
      wspólnych pasji, ja jestem w czymś na kształt związku partnerskiego,
      choć to czyste przyjecialskie relacje wspólne mieszkanie wyjazd na
      urlop etc. Ale gdy chcę iść gdzieś sam nikt mi nie robi wyrzutów.
      Jest fajnie, ale znajomi i rodzina na siłę chca nas spiknąć, a my
      tylko realizujemy jakiś wspólny kawałek życia bo obu nam po drodze,
      no ale żeby się żenić, czy nazywać związkiem ... brrrr.

      Standardowe pytanie znajomych "a Wy kiedy?" no nigdy, a na pewno nie
      teraz, bo nie czuję potrzeby, papier mi nic nie zmieni,no i
      małżeństwo nie jest dla mnie celem samym w sobie. Bo chcę w spokoju
      wrócić do domu gdzie mi nikt nie nap..dala klockami, bo chcę wyjśc do
      kina na basen czy saunę i nie musieć stawiać na nogi 2 babć 3 cioć i
      opiekunki.
      Nie nie lubie być sam, ale lubię miec luz, a kiedy związek i
      małżeństwo jest nieprzemyślane wtedy okazuje się że nagle pojawiają
      sie dzieci, choć mieliśmy poczekać ale "zdarzyło się" a potem gadanie
      wiesz nie, nas nie bedzie bo nie mamy z kim dziecka zostawić. po 6
      latach pieluchowania facetowi odbija i rusza w tany z kumplami a
      laska siedzi w domu :)

      Ja się wcale tym dzieciatym nie dziwię że chcą usidlić wszystkich
      dookoła, zdrowa 30 latka bez dzieci nie będzie się rajcować rozmowami
      o pieluchach, a niestety takie przeważają u młodych mam. Piwo i
      plotki w gronie męzatek i singielek nigdy nie będzie takie samo, piwo
      u panów dalej tak samo smakuje, ale żadnej ekstrawagancji " no bo
      wiesz .. dzieci, żona , już późno :)"

      Mnie też wkurza takie zaglądanie w zycie innych, zwłaszcza w
      środowiskach wiejskich, ludzie strasznie
      dociekliwi są ciągle ktoś o coś pyta, coś domniema coś
      sobie dopowiada, zarówno znajomi jak i rodzina czy jakieś ciotki i
      "kumy" na wsi. Coś takiego chyba jest jeszcze bardziej irytujące niż
      próby "parowania" przez znajomych. Bo znajomym zawsze mozna
      powiedzieć by wyluzowali, albo ograniczyć spotkania. Natomiast za
      obgadywanie za
      plecami
      , które dochodzi do uszu przekazywane jeszcze przez inne
      osoby to już szczyt nietaktu wobiec osób które nie żyją w związku.

      Czasem mam ochotę wywiesić na blogu czy NK kartkę, sypiam dobrze, nie
      mam kredytu jestem zadowolony z życia mam silne i częste orgazmy :)
    • krystyna_anna Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:01
      Masz rację ,tylko żebyś za 15 lat nie obudziła się sama , samiuteńka na tym
      świecie . Uważaj , żeby nie przegapić właściwego momentu . Moja przyjaciółka tak
      samo myślała i mówiła . Teraz ma 43 lata , jest sama i ostatnio powiedziała , że
      zazdrości mi tylko jednej rzeczy - rodziny .Męża i dzieci .
        • korpo_racja1 Re: no i co z tego 10.07.10, 18:43
          A no to z tego, że za pare lat autorce moze się przytrafić to samo .. i coś w tym jest sam znam jedną koleżankę lat 39 która ma indentyczne problemy, jak miała lat 25-34 byął bardzo przepiękną kobietą, wielu normalnych facetów za nią się oglądało a ona nic sobie z tego nie robiła tylko zabawa zabawa a finale jest sama....
          • gonia_29 Re: no i co z tego 10.07.10, 19:02
            A tyś taki troskliwy. Nie przeżyjesz życia za innych. Ona poniesie konsekwencje
            a nie Ty czy inni jej znajomi. A więc o co Ci chodzi? Może jej nie pasowali,
            uganianie się a życie z kimś 2 różne sprawy. Nie ma jednej recepty na życie. To,
            że coś się widziało/słyszało i powiela -jak stereotypy o jedynakach nie oznacza,
            że to słuszne. Każdy jest inny. Poza tym jak chcecie wieszczyć to może będzie
            nowy Mickiewicz? NIE wiesz a podejrzenia a pewność to 2 różne rzeczy co /czy
            przytrafi się coś takiego{a znowuż problemy można mieć podobne reakcje na nie
            -zupełnie inne -jednemu złamana noga - wyda się masakrą innemu nie}. Dla jednego
            to koniec świata -bycie samemu/bycie singlem itp dla drugiego NIE, i nie widzę z
            tego powodu, że komuś co nie mieści się w głowie/w czyimś wyobrażeniu o
            życiu/sztuce życia czemuż to 2 lub pierwsza opcja miałaby mieć przewagę.
            Nie znasz jej być może dobrze i nie wiesz czy jest/była gotowa mieć kogoś na
            stałe/chciała czy tylko gadała i się użalała. Ewentualnie zawsze możesz dorobić
            ideologię. Autorce życie może potoczyć się zupełnie inaczej...........
    • maparozumu Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:02
      haos widze haos, zdecyduj się kobieto czy dobrze Ci się żyje samej i
      niechcesz z nikim się wiązać czy szukasz/czekasz na kogoś kto do
      Ciebie pasuje (2 połówkę czy coś); uważam że prawdziwych singli (tak
      oni są egoistami tzn spełniasz moje wymagania ok nie to spiep****)
      jest może 3% reszta to ludzie którzy się sparzyli i obwiniają
      wyszstkich/kie mężczyzn/kobiety za porażki; wmawiają sobie jakieś
      brednie o rozwoju wolności i takich tam modnych frazesach, i albo
      obudzi ich samotność, albo stana się zombi praca dom praca dom, albo
      uda im się utrzymać dużo znajomych z którymi sie będą mogli spotykać
    • veszta Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:04
      ciekawie. Jeszcze nie trafił mi się post gdzie ludzi dziętni, zamężne/żonaty
      skarzą się na singlów.
      Natomiast posty oburżonych singlów - masa.

      nasuwa się więc pytanie: dlaczego syngle nie dadzą nam, żyjących w związkach,
      dzieciatych, pracujących, realizujących się zawodowo, ba: robiących karierę,
      zwiedzjących świat, chodzących do kina, czytających książki (dla dorosłych oraz
      dla dzieci), itp itd spokoju?

      możliwa odpowiedź: ponieważ sami nie są do końca pewni, że dobrze wybrali, że
      RZECZYWIśCIE ci żyjący w związkach, dzieciatych etc to NAPRAWDE mają gorzej?

      Inne pytania: kiedy przestaje się być singlem? Jak skończy się 50 lat? Czy
      znacie 60+ czy 70+ singla? Czy 60+ singiel mysli tak samo jak 20+ czy 30+ singiel?

      A tak w ogóle, życzę wszystkim singlom wszystkiego najlepszego.
      Tych pozostałych: pozdrawiam
      ;)
      • katinka6 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 14:52
        veszta napisała:

        > ciekawie. Jeszcze nie trafił mi się post gdzie ludzi dziętni,
        zamężne/żonaty
        > skarzą się na singlów.
        > Natomiast posty oburżonych singlów - masa.
        >
        > nasuwa się więc pytanie: dlaczego syngle nie dadzą nam, żyjących w
        związkach,
        > dzieciatych, pracujących, realizujących się zawodowo, ba:
        robiących karierę,
        > zwiedzjących świat, chodzących do kina, czytających książki (dla
        dorosłych oraz
        > dla dzieci), itp itd spokoju?
        >
        > możliwa odpowiedź: ponieważ sami nie są do końca pewni, że dobrze
        wybrali, że
        > RZECZYWIśCIE ci żyjący w związkach, dzieciatych etc to NAPRAWDE
        mają gorzej?

        co do pewnosci o slusznosci wyboru tych, ktorzy sa wzwiazkach -
        proponuje poczytac od czasu do czasu forum i wypowiedzi jego
        uczestnikow - i to sporej wiekszosci - nt bycia w zwiazku. Moze sie
        odechciec:)

        Celem wyjasnienia dodam, ze singielka, z racji wieku, juz chyba sie
        nie nazwalabym. Nie twierdze, ze ci w zwiakzach maja gorzej, wrecz
        przeciwnie - wspolnie przez zycie idzie sie razniej, a wlasnie zycia
        osoby samotnej moze stac sie na pewnym etapie zycia ubozsze, chocby
        nie wiem, jak sie staralo.

        > Inne pytania: kiedy przestaje się być singlem? Jak skończy się 50
        lat? Czy
        > znacie 60+ czy 70+ singla? Czy 60+ singiel mysli tak samo jak 20+
        czy 30+ singi
        > el?
        >
        > A tak w ogóle, życzę wszystkim singlom wszystkiego najlepszego.
        > Tych pozostałych: pozdrawiam
        > ;)
        • veszta Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 15:22
          ależ ja nie twierdzę, że żyjąc w związku to sam miód i mleko. Nie ma takiej
          sytuacji życiowej, żeby wszystko było na 100% ok.
          Ci co maja problemy, chcąc ich rozwiązać, m.in. piszą na forum.
          Tak samo singli jak i ci w związku.
          W tym poście chodzi o porównanie życia singla z życiem tych w związkach,
          mających dziećmi. Oczywiście, że Łatwiej jest być sam/singiel, ale czy
          Lepiej?.... Otóż singli z wyboru chcą aby było im także Lepiej, więc szukają
          potwierdzenie swojej tezy, że dobrze wybrali.
          • haldeman79 Nie ma singli z wyboru:) 09.07.10, 17:14
            veszta napisała:

            > Lepiej?.... Otóż singli z wyboru chcą aby było im także Lepiej, więc szukają
            > potwierdzenie swojej tezy, że dobrze wybrali.

            Są tylko ludzie, którzy nie znaleźli jeszcze odpowiedniego partnera.
          • katinka6 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:38
            veszta napisała:

            > ależ ja nie twierdzę, że żyjąc w związku to sam miód i mleko. Nie
            ma takiej
            > sytuacji życiowej, żeby wszystko było na 100% ok.
            > Ci co maja problemy, chcąc ich rozwiązać, m.in. piszą na forum.
            Obawiam się, że się mylisz, ale nie to jest tematem watku:)

            > Tak samo singli jak i ci w związku.
            > W tym poście chodzi o porównanie życia singla z życiem tych w
            związkach,
            > mających dziećmi.
            Z tamtego postu wynika co innego, ale niech ci bedzie:)




            Oczywiście, że Łatwiej jest być sam/singiel, ale czy
            > Lepiej?.... Otóż singli z wyboru chcą aby było im także Lepiej,
            więc szukają
            > potwierdzenie swojej tezy, że dobrze wybrali.


          • setpoint13 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 18:54
            popieram autorkę tematu
            sama jestem singlem, i jak na razie nie mam zamiaru tego zmieniać.
            Po pierwsze, to spotykam się z kimś, owszem, ale o ślubie i dzieciach nie myślę.
            Po drugie, nie potrzebna mi "baba z łańcuchem" ani ksiądz żeby szczęśliwie
            ułożyć sobie życie. I niech mi tu nie wyjeżdza jeden z drugim że dziecko na tym
            cierpi bo chrztu nie chca dac czy coś tam...bo akurat w tym temacie jestem
            bardzo kontrowersyjna.
            po trzecie chyba najważniejsze
            Kupa tych "mądrosków" młodych stażem małżeństw z gromadka dzieci właśnie w
            okolicach trzydziestupare lat sie wypala.
            Kobity siedza w domu i marudzą na system, a żonaci ...
            A właśnie z żonatymi spotykam się ja, i nie mam nic sobie do zarzucenia, bo sami
            oni mówią, że gdyby mili taka wiedzę jak teraz o małżeństwie to wcale by sie nie
            żenili.
            I nie ma w większości w tym żadnych aspektów seksualnych zeby sie ktos nie czepiał.
            ps. Wyjde za rozwodnika ;-)to sa faceci na poziomie :d
    • nonameuno ta, jasne, każde małżeństwo to nuda, gary i dzieci 09.07.10, 15:09
      Osobiście jeszcze nie spotkałem osoby w związku, która by podobnie negatywnie
      oceniała życie jakiegoś singla ani też usiłowała wkraczać w jego życie z butami
      sugerując jak ma żyć, co robić, mówiącą że jego życie jest bez sensu, a singli
      piszących podobnie jak ty spotykam nagminnie i od wszystkich słyszę jak to im
      ludzie włażą na głowę za ich singielstwo! Myślę, że jest wręcz przeciwnie, twoja
      koleżanka znalazła sobie faceta, zrobiła sobie dziecko, a więc ma mało czasu dla
      ciebie, zajęła się swoim życiem, więc ty poczułaś sie źle, bo tobie się to
      jeszcze nie udało i dlatego oceniasz jej życie na nie i nie chcesz dostrzec tego
      co w jej życiu fajne: kochany człowiek przy boku, udane dziecko, stabilizacja
      uczuciowa i życiowa, wszystko poukładane ... I wiesz co? Wyobraź sobie, że
      podróżować, rozwijać się, chodzić do kina, teatru, clubu można również będąc w
      związku, naprawdę nie spotykasz wszędzie tam małżeństw czy tylko nie chcesz ich
      zauważyć?
    • irminagizel jak znajdziesz 2 połowke wszytko sie zmieni! 09.07.10, 15:27
      masz 26 lat jesteś młoda dużoo zwiedzasz i dobrze:)ciesz się tym !!!
      ale ja tez Osobiście jeszcze nie spotkałem osoby w związku, która by
      negatywnie oceniała życie jakiejś osoby samotnej ani też usiłowała
      wkraczać w jego życie w jakikolwiek sposob! Może to kwestia znjomych !!
      co do spontaniczności i udręki z posiadania rodziny hmmm czy jestem
      udręczona niewyspana zmęczona , może czasem jak każdy ale bez przesady ...

      Każdego dnia coś innego robie napewno posiadając dziecie jest to troszke
      ograniczone ale bez przesady!!! w muzeum byliśmy w wekend 4 g z czego
      dziecko przespało 2g wiedz spokojnie wypilismy kawke:) Do pubu moge
      wyjść -ale masz racje to musi być zaplanowane bo ktoś musi zostać z
      małą:)ale na Ibizie też byliśmy razem i zwiedzaliśmy i było oki
      Myśle że są plusy bycia samemu i plusy bycia z kimś Tym bardziej jeśli
      lubi sie spędzać z tym kimś razem czas:) Poki jesteś sama ciesz się z
      tego a kiedys spotkasz kogoś z kim miłooo bedzie ci iść przez życie i
      spojrzysz na to wszytko inaczej :)
    • adellante12 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 15:46
      akei5 napisała:

      > Mam 26 lat i żyję sama.... Ja, mimo "presji", zamierzam jak najdłużej żyć
      tak jak teraz, latać po świecie, bo widzę, że żyję pełnią życia, ile mam
      wspomnien, zdjec, przygod, a widzę jak żyją niektórzy w parach, z dziecmi- co tu
      dużo mówić- nie ma porównania!


      Jak miałem lat 30 i byłem singlem tez mi się tak wydawało...
      Z perspektywy lat , dzieci rodziny żałuje tylko jednego. Mianowicie że
      zmarnowałem tak wiele czasu w taki durny sposób jak zabawa w duze dziecko czyli
      bycie singlem. To wszystko jest g... warte, ale do tego trzeba dorosnąć dojrzec,
      niektórym niestety nie jest to dane. Gdy się budzą , jest juz bardzo często za
      późno... Mówie Ci to bez żadnej złosliwości tylko jako facet który był singlem
      do trzydziestki...(i jeszcze kawałek po...)
      • lavenders27 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 16:26
        Bzdury. Ja też mam super męża i dziecko, a mimo to wcale nie czuje się
        szczęśliwsza, niż wtedy kiedy byłam singlem. Teraz jest super, ale
        kiedyś też było. Wszystko ma swoje plusy i minusy - rodzina także.

        Nie przejmuj się "troską" innych - to tylko Twoje życie, a ludzie "zawsze wiedzą
        lepiej" i nic z tym nie zrobisz. Jesteś jeszcze młoda i masz na wszystko czas,
        więc nie daj sobie niczego wmówić. I wrzuć na luz, życie jest za krótkie żeby
        przejmować się zdaniem innych.
      • mort_subite Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 00:05
        adellante12 napisał:

        > Jak miałem lat 30 i byłem singlem tez mi się tak wydawało...
        > Z perspektywy lat , dzieci rodziny żałuje tylko jednego. Mianowicie że
        > zmarnowałem tak wiele czasu w taki durny sposób jak zabawa w duze dziecko czyli
        > bycie singlem. To wszystko jest g... warte, ale do tego trzeba dorosnąć dojrzec
        > ,
        > niektórym niestety nie jest to dane. Gdy się budzą , jest juz bardzo często za
        > późno... Mówie Ci to bez żadnej złosliwości tylko jako facet który był singlem
        > do trzydziestki...(i jeszcze kawałek po...)

        To, że prowadzisz teraz takie życie, jakie prowadzisz, jest w wynikiem tego, jakie życie prowadziłeś wcześniej. Gdybyś nie miał za sobą iluśtam lat singlowania, Twoje podejście do aktualnej sytuacji życiowej byłoby inne. Gdybyś założył rodzinę znacznie wcześniej, być może byłbyś nieszczęśliwy - podjąłbyś taką decyzję mając mniej lat, będąc mniej dojrzałym emocjonalnie, dysponując mniejszym bagażem doświadczeń życiowych. Trafiłbyś zapewne na inną partnerkę (przypuszczalnie młodszą, niż obecna), która w Wasze życie wniosłaby swoją porcję niedojrzałości. Ten miks charakterów i doświadczeń, który czyni Twoje życie rodzinne tak dla Ciebie satysfakcjonującym, nie powstałby, gdyby nie te lata bycia singlem.
        Jak dla mnie nie powinieneś żałować tego, co przeżyłeś, bo tylko dzięki temu masz, to co masz. "Zabawa w duże dziecko, czyli bycie singlem", to rzecz tak samo mądra, albo tak samo głupia, jak "zabawa w bycie małżonkiem i/lub rodzicem" w okresie, kiedy jeszcze się emocjonalnie nie okrzepło. Bycie samotnym z wyboru i umiejętność korzystania z tej samotności wcale nie jest g... warte. Dostarcza doświadczeń, które - w jakiejś mierze - są obce ludziom, którzy nigdy w ten sposób nie funkcjonowali. To zresztą jest podstawowa przyczyna problemów w komunikacji między ludźmi trwale sparowanymi i niesparowanymi - i jedni, i drudzy patrzą tylko przez pryzmat własnych doświadczeń (co logiczne), w związku z czym brakuje im trochę faktycznych podstaw do oceny drugiej strony, co z kolei skłania niektórych do sięgnięcia po wyobrażenia, niekoniecznie przystające do rzeczywistości.
        Żyjmy i dajmy żyć innym.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka