moim_zdaniem
30.07.10, 09:59
Z reguły jest tak, że jestem nerwusem, szybko myślę-szybko mówię. Najczęściej
to, co myślę wypowiadam zainteresowanemu, zwykle jest to krytyka. Nie jest to
jednak głupie gadanie, mam zasady: nie ranić, nie ubliżać, mówić z sensem.
Myślę jednak, że gdybym umiała trzymać czasami język za zębami, to ułatwiłabym
sobie życie, a tak jestem kontrowersyjna.
Tylko, że jak nie powiem tego co myślę, to czuję się nieuczciwa wobec siebie,
że nawet pytana o jakąś sprawę unikam odpowiedzi, albo kłamię dla dobra ogółu.
W rodzinie mojego męża jego siostra ma paskudny charakter, ludzi traktuje
przedmiotowo wykorzystując ich do własnych celów, ale poproszona o oddanie
przysługi z reguły unika, odmawia albo jak nie wypada jej odmówić to zawsze
wygłasza złośliwy komentarz itp. Mój mąż jest dobrym, wrażliwym człowiekiem,
więc przyjęło się, tzn jego mama tak wszystkim narzuciła, że siostry się nie
krytykuje, nie zwraca uwagi itp. Mam z teściową dobry kontakt, dużo rozmawiamy
również o jej córce. I tu pytanie: co jest lepsze: prawda prosto z mostu, choć
może kogoś zaboleć, ale wie na czym stoi, zna moje zdanie, czyli uczciwość do
bólu, czy dla świętego spokoju swoje zdanie trzymać dla siebie, uśmiechać się
i robić tak jak się przyjęło, jak wiem że będzie komuś odpowiadało?
Napiszcie proszę swoje zdanie.