Znalazłam się w ślepym zaułku...

31.07.10, 12:42
Witajcie,
Wiem, że forum to nie miejsce na wylewanie wszystkich żali, ale ja naprawdę nie mam się do kogo zwrócic.
Od jakiegoś roku podczytuję forum i zastanawiam się żeby napisac. W końcu postanowiłam, że spróbuję.

Miałam właściwie szczęśliwe dzieciństwo, matkę która o mnie dbała, zawsze chwaliła, dodawała wiary w siebie. Tak to zawsze widziałam.

Na początku studiów wpakowałam się w trudny związek, zaszłam w ciążę. Wtedy to rodzina, która zawsze mnie wspierała, doradzała abyśmy się pobrali. Przed ślubem już zaczęły się problemy. Jakiś tydzień przed weselem, zastanawiam się, czy nie odwołac całej imprezy. Właściwie wyszłam za mąż bez przekonania. Chyba za bardzo oglądałam się na innych. Wstyd mi było odwoływac ślub. Poza tym, jako bardzo młoda dziewczyna, mająca duże wsparcie rodziny, naiwnie myślałam: "najwyżej, jak się nie uda, jak będzie źle, rozwiodę się. Rodzina mi pomoże".
To był błąd, za który słono zapłaciłam. Studiowałam. Teściowa zajmowała się dzieckiem, gdy wyjeżdżałam na studia, bo mama pracowała. Czasem zastanawiałam się czy postępuję właściwie. Wtedy słyszałam z ust mojej rodziny, że najważaniejsze jest teraz ukończenie studiów. Wtedy też pomyślałam, że ci, którzy oceniają nasz związek z boku, nie wiedząc co się w nim dzieje, chleba kiedyś mi nie dadzą. Żeby byc niezależną, muszę ukończyc studia.
Studia były koniecznością zdobycia niezależności, wykształcenia, jak również chwilową ucieczką od problemów. Mąż mnie upokarzał. Nie chcę nawet sobie tego przypominac. Wsparcia w nikim nie miałam. Teściowa była nauczona do złego traktowania przez męża. Rodzina rozkładała ręce.

Pod kilku latach poznałam odpowiedniego mężczyznę. Rozwiodłam się, choc rozwód to była droga przez mękę. Porywanie i ukrywanie przez męza mojego dziecka. Zaczęło się to gdy pojawił sie nowy mężczyzna, a mąż nagle sobie przypomniał, że niby mnie kocha.

Przez ten okres pracowałam z przerwami, gdyż bywało, że musiałam ukrywac się z dzieckiem.

Gdy po latach walki wszystko niby sie unormowało (w między czasie miałam już pracę, która dawała jako taką satysfakcję), zaszłam w ciążę, o czym zresztą marzyłam. Urodziłam cudowną córeczkę, niestety poważnie chorą. Musiałam wówczas zrezygnowac z pracy, zając sie rehabilitacją i częstymi pobytami w szpitalu.

Zrezygnowałam z pracy dla dziecka, żeby je ratowac, ale bywała, że pomimo pewnej satysfakcji miałam jej dośc. Mało zarabiałam, nie widziałam za bardzo perspektyw, choc za jakiś czas mogłbyby się one pojawic. W między czasie mama, wciąz powtarzała, że marnuję się pracując w tym miejscu. Myślę teraz, z perpspektywy czasu, że wpłynęło to na moje nastawienie do tej pracy.

Zawsze wydawało mi się, że jednak jestem silna. Wciąż słyszałam, że radzę sobie z cięzkimi chwilami i nie załamuję się. Nawet choroba córki mnie nie złamała.

Minęło kilka lat, a ja nie jestem już tą samą osobą. Siedzę w domu z dzieckiem. Własciwie mogłabym już podjąc pracę, bo córka nie wymaga już takiej opieki jak kiedyś. Wypadłam jednak z rynku pracy. Przestałam w siebie wierzyc. Zaczęłam sie uczyc do egzaminów zawodowych, ale wciąż słyszę od mamy, że powinnam wybrac inny zawód, że się marnuję, że nie wierzę w siebie. Mam 35 lat i wciąz matka absorbuje mnie swoimi sprawami. Wciąz probuje wywierac wpływ na moje decyzje, nawet zawodowe. Mieszka sama, więc nie powinnam sie od niej odcinac, ale czasem nie mam już sił. Pomimo pewnej niezależności i silnego charakteru, takie trucie wpływa na mnie podświadomie.

Jest wiele jeszcze innych spraw, których nie da się tak w jednym poście opisac.

Obecny mąż, docenia mój wkład w zajmowanie się domem, rodziną, ale też - mam wrażenie - inaczej już na mnie patrzy.

Ja czuję się teraz już zupełnie bezradna zawodowo. Nie wiem co pisac w c.v. bo pracodawcy nie zrozumieją, że miałam przerwę zawodową, z uwagi na chorą córkę. Nie te czasy. Teraz trezba byc "yapis". Trzeba udawac kogoś kim sie nie jest. Każdy ma byc przebojowy, ambitny, uśmiechnięty. Nie ważne co czuje wewnątrz. Ja jestem za szczera i udawanie kogoś kim nie jestem nie wyjdzie mi zupełnie.
Wczoraj więc od męża usłyszałam: "ty zawsze byłaś ciołkiem. Nie wiesz nawet jak c.v napisac".
Na studiach w pisaniu prac wymagających dobrego uzasadnienia i analizy, byłam świetna. Teraz czuję, że nic nie potrafię.

Wiem, że facet może byc wsparciem, ale to kobieta z charyzmę, wydaje się pociągająca.

Mam wrażenie, że życie przecieka mi między palcami, że tracę najlepsze lata życia w domu, żyjąc dla innych. Wiecznie ktoś mnie czymś absorbuje. Starszy syn swoimi sprawami. dzwni z nienacka żeby po niego przyjechac, bo jest u znajomych za miastem. Dzwoni ze szkoły, że zapomniał zeszytu, a wie że jestem w domu, więc właściwie mogę przyjechac. Mama dzwoni, żeby się wygadac, jaki zły system polityczny mamy, że tu nie ma przyszłości, że wszystko po znajomości. Opowiada wciąz o złodziejach, gangach narkotykowych i całym złu tego świata. Spora częśc rodziny oczekuje pomocy, bo my to niby mamy pieniądze. A jak nie chcemy pomóc, bo dośc mamy roszczeń w stosunku do nas, słyszę: "egoiści, za wszystko w życiu się płaci".
Mąż pracuje na kilku etatach aby nas utrzymac. Żyjemy na wysokim poziomie, choc bez szaleństw. Sam ciężką pracę nadpłacił już zdrowiem. To nie komuna żeby wszyscy mieli po równo i żeby się zacharowywac bo inni nie mają.

Mam wciąż wrażenie, że rodzina próbujue nas kontrolowac, wtrącac się. Jednocześnie nie mam wsparcia w nikim. Nawet w mężu, który tylko się nakręca gdy o tym wspominam i ma wtedy popis by szkalowac moją rodzinę. A to jednak boli.
Dwie najlepsze koleżanki wyjechały za granicę. Mieszkam w dużym mieście, nie mam tu nikogo tak bliskiego aby się wygadac. Wszystko gniotę w sobie. Czasem mam ochotę uciec. Od wszystkich, całego tego otoczenia. Zaborczej rodziny, nawet męża. Ale są dzieci. Więc tkwię tak w tym wszystkim, a czas biegnie.
Ciężko mi
    • arfeniks Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 31.07.10, 18:52
      Witam !
      Widze to tak;masz dopiero 35 lat i przed Tobą jeszcze większość lat
      dorosłego życia,które możesz uczynić wspaniałym.Jakie te lata będą zależy
      od Ciebie.Wiele już przeżyłaś trudnych chwil,co na pewno Cię
      wzmocniło.Jest takie przysłowie: "co Cię nie zabije,to Cię wzmocni"
      Myślę jednak,że jesteś bradzo uzależniona od aprobaty i opinii otoczenia.
      Powinnaś w pierwszym rzędzie uczyć się asertywności,by umieć Twoim bliskim
      postawić garnice.Później trzeba popracować nad podniesieniem Twojej
      samooceny,byś mogła rozpocząć pracę.
      Więcej moższe napisać bezpośrednio do mnie.

      Pozdrawiam,
    • wifch Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 01.08.10, 00:02

      Jest duzo mozliwosci do nauki. 35 lat to wcale nie jestes przegrana!
      Poszukaj szkoly, ktora bedzie da ciebie najciekawsza, a
      jednosczesnie bedziesz miala wieksze szanse na prace.
      Pozniej sa praktyki i mozliwosci pracy lawiej sie otwieraja.:=)
      Naprawde warto poszukac cos praktycznego.

      dzieci szybko rosna i za jakis czas bedziesz szczesliwa,ze je masz
      bo sa wsparciem dla rodzicow.

      Naprawde nie ma sensu do zalamki. Jedynie zamowic katalog kursow,
      studiow itp. I poszukac czegos sensownego dla siebie.

      Ps. Ja mialam 40+ gdy zaczelam studiowac Programowanie....bo nie
      moglam znalezc pracy w moim 1-szym zawodzie.
      A gdy skonczylam owo Programowanie...to znalazlam prace w tym 1-
      wszym zawodzie:=)
    • gadagad Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 01.08.10, 00:41
      Czujesz się w ślepym zaułku, bo nikt nikt ci nie chce przydzielić
      dalszej roli.Jak niewolnik, na którego zapomniano.
    • againstmyths Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 03.08.10, 00:03
      W świecie nie ma bezwładnosci – pewne decyzje i działania muszą zostać podjęte,
      pieniądze na rodzinę skądś wzięte itd.

      Twoja droga życiowa nie przypomina jakiejś wyjątkowo krętej i wyboistej z
      czychającym zewsząd przeszkodami tylko przeciętnie trudną polską drogę na której
      jadąc zawsze jesteś na siedzieniu pasażera.

      I tak się już przyjęło w twojej rodzinie; ludzie mają swoje sprawy i spotykając
      się po raz setny w życiu sięgają do schematu myślowego na twój temat i rozmowę z
      tobą i twoim mężem prowadzą z tym właśnie schematem a nie całą tobą jaką jesteś.

      Nie pomaga ci w życiu twoje własne przekonanie o tym że czynniki zewnętrzne
      całkowicie zdeterminowały twoje życie.

      Zawodowo zajmuję się pomaganiem takim osobom jak ty w znalezieniu pracy, tyle że
      zamiast kilku lat opieki nad chorym dzieckiem jest np. kilka lat w więzieniu czy
      psychiatryku.

      I wtedy dopiero zaczynają się schody.

      Takiej osobie jak ty, zawodowo, poleciłabym zrobić listę rzeczy które umiesz
      robić i poprzeć je przykładami z życia, zawodowego i rodzinnego.

      Potem zadałabym ci pytanie: jak myślisz, jakie firmy, biura, fabryki,
      instytucje, organizacje, skorzystają z tych twoich umiejętności i doświadczenia?

      Potem kazałabym ci zrobić listę miejsc gdzie możesz pracować, i, wyrywkowo
      wypytałabym cię co w tym czy tamtym miejscu konkretnie mogłabyś robić.

      A potem to ty byś się z tymi pracodawcami kontaktowała i dowiadywała się o
      istniejące stanowiska.

      A ja bym ci w międzyczasie znalazła wolontariat żebyś zmieniła środowisko na
      takie gdzie nikt jeszcze nie wie co potrafisz i gdzie, przychodząc np dwa razy w
      tygodniu, zaczynając od zera po miesiącu zrobiła coś bardzo konkretnego i
      namacalnego.

      Zupełnie inna wracałabyś do domu, bo w nowym miejscu uwierzyłabyś że jesteś
      potrzebna i coś się wreszcie w twoim życiu dzieje i kiedy twoja rodzina znów
      chciała włożyć ci do głowy ich sprawy ty byłabyś autentycznie zbyt zaabsorbowana
      własnymi żeby ich słuchać i się nimi przejmować.

      Syn, matka, mąż, zobaczyliby że jesteś w fotelu kierowcy, a kierowcy, jak
      wiadomo, się nie przeszkadza.
      • cyryl-z-glinki Re: jestem w ślepym zaułku 03.08.10, 09:21
        re:againstmyths
        Bardzo dobre rady.!
        Mogę tylko dodać,że warto też zapisać się na jakiś kurs,który podniesie
        Twoje szanse zawodowe.Są organizacje pozarządowe,jak np."Równe
        szanse",których celem jest poprawa szans i sytuacji zawodowej kobiet.
        Warto byłoby też zadbać o swój nowy wygląd.
        Często nie docenia się tego, jak zmiana wyglądu zewnętrznego pozwala na
        zmianę zachowania,dodaje pewności siebie.Jeśli pójdziesz na rozmowę
        rekrutacyjną,to jest bardzo ważne jak będziesz wyglądać.MYślę,że każdy
        pracodawca zrozumie,że musiałaś się zająć niepełnosprawnym
        dzieckiem,zwłaszcza jeśli zobaczy,że podejmujesz jakieś działania,by
        wrócić do pracy zawodowej.
        Martwi mnie tylko to,że tak bardzo się uzależniasz od opinii innych i
        pozwalasz innym decydować o sobie.Musisz wyjść z roli ofiary.
        Skarżysz się na Matkę,że zatruwa Ci życie ,a dlaczego tego nie urwiesz ?
        Kiedy po raz kolejny zacznie swoje narzekania,od których nic i tak się na
        korzyść nie zmieni,a jedynie Tobie zepsują humor, możesz jej przecież
        powiedzieć :
        "Mamo, ja czuję się bardzo przygnębiona ,a to co mówisz ,przygnębia mnie
        jeszcze bardziej.Ja i tak temu, co Ci przeszkadza nie zaradzę więc
        przestań mnie tym dodatkowo obciążać,bardzo Cię proszę ."

        To oczywiście tylko propozycja,możesz ją dostosować do siebie.Nie ma w tej
        wypowiedzi nic takiego,o co miałaby prawo się Twoja Matka obrazić.
        Matka pewnie nie zdaje sobie sprawę z tego, jak Ci zatruwa życie, swoim
        rozgoryczeniem.
        Podobnie Twoje stosunki z synem;to nie jest tylko ten problem,że on Cię
        wykorzystuje i okazuje brak szacunku.Dzieje się tak ,bo to TY mu na to
        pozwalasz!
        Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę,jaką krzywdę mu przez to wyrządzasz,
        nie ucząc go odpowiedzialności za swoje zachowanie
        Z Twojego opisu wynika,że nie umiesz :odmawiać,powiedzieć komuś że sprawia
        Ci przykrość,pozwalasz innym wchodzić sobie na głowę.
        To się musi zmienić,w przeciwnym razie, będziesz coraz bardziej
        przygnębiona,zalękniona i coraz bardziej będziesz traciła wiare w siebie.
        Będzie też w Tobie narastał żal do całego świata,a to nie tworzy dobrej
        atmosfery w domu i odbija się tez na Twoim zdrowiu.
        Dlatego uważam,że powinnaś poszukać jakiejś grupy wsparcia dla kobiet,
        a może nawet poszukać ośrodka prowadzącego psychoterapię grupową.
        W takiej grupie nauczysz się nowych sposobów zachowań.
    • nati Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 04.08.10, 14:01
      Rady, które otrzymałaś są naprawdę świetne. Nic nowego raczej nie wniosę... Nic,
      oprócz wsparcia. Przede wszystkim popracuj nad poczuciem własnej wartości (może
      z jakąś książką? Polecam serię "Trening." z wydawnictwa Sensus). Mąż na pewno
      jest sfrustrowany, ale nie powinien wyładowywać się na Tobie - pogadaj z nim -
      jego komentarze tylko działają dołująco.

      Napiszę Ci co ja przeczytałam "najbardziej" z Twojego postu:
      Musiałaś być wyjątkowo silną kobietą, skoro udało Ci się przejść przez rozwód.
      Potrafiłaś zadbać o siebie! Wiesz ile kobiet całe życie trwa w złych związkach?
      Ty walczyłaś.
      Zadbałaś też o swoją chorą córkę. Do tego trzeba mieć mnóstwo siły, wytrwałości
      i niezłomności. Żadnych dróg na skróty nie obierałaś. Walczyłaś i walczysz.
      Skończyłaś studia mimo niezbyt fajnej sytuacji. Mnóstwo kobiet rezygnuje ze
      studiów, bo nie radzi sobie psychicznie z sytuacją zewnętrzną. Ty wytrwałaś.

      Zresztą sama piszesz, że jesteś silna.

      Kwestia CV... Wyjaśnienie odnośnie opieki nad córką możesz zawrzeć w liście
      motywacyjnym, jak myślisz? A może dzięki swoim doświadczeniom, możesz założyć
      lub znaleźć pracę w fundacji, która pomaga kobietom w podobnej do Twojej
      sytuacji? Może nakieruj swoje poszukiwania...? Wiesz co mam na myśli?
      Wykorzystaj całą wiedzę, jaką zdobyłaś do tej pory. Życię Cię sporo nauczyło.

      Uwierz w siebie. Ja Cię podziwiam, po przeczytaniu Twojej historii.
    • samotny_wilk_1 Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 05.08.10, 07:41
      Jeśli chcesz skontaktuj się ze mną - gg 9794750 lub skype jaworze22. Może coś
      doradzę. bez podtekstu komercyjnego.
      • natka_patka Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 06.08.10, 20:32
        Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Za cenne rady i słowa wsparcia. \Dzięki wielkie.
        • annataylor Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 08.08.10, 19:34
          moim zdaniem przerwa w CV na opiekę nad córką nie jest aż taka zła i
          straszna jak opisujesz. na rozmowie to i tak wyjdzie i nie ma co
          ściemniać, po prostu mówisz, że corka była chora i tyle. to nie żadna
          ujma!!!!

          co do sytuacji z rodziną i mężem to mam wrażenie, że jesteś mało
          asertywna, nie umiesz zadbać o swoje samopoczucie, ktos ciągle
          obarcza cie swoimi problemami i niejako wymusza, żebys ty tez nimi
          żyła... nie tędy droga. myślę, że musisz się jakoś zbuntować.

          na początek przydałby ci się samotne wakacje, ucieczka od rodziny i
          problemów, moze jakis kurs/szkolenie/wartsztat terapeutyczny???
        • arfeniks Re: Znalazłam się w ślepym zaułku... 09.08.10, 19:03
          Daj znać,co się u Ciebie dzieje.
          Rozumiem,że musi trochę potrwać,aż jakieś zmiany wdrożysz,ale bądź w
          kontakcie,zawsze możesz napisać i poprosić o jakąś radę i wsparcie.
          My też jesteśmy zainteresowani by Ci się udało!
          Trzymamy kciuki .
Pełna wersja