m00nlight
14.08.10, 18:10
Sprawa wygląda tak: od jakiegoś czasu staraliśmy się z partnerem o
dziecko, i w końcu zaszłam w upragnioną ciążę.
I tu pojawia się problem, bo on w skowronkach, a ja... uch, daleka
od optymizmu!
Wcale się nie cieszę! Im więcej o tym myślę tym bardziej mnie to
przeraża, że może jeszcze za wcześnie, że będę złą matką, że dziecko
będzie mi tylko 'przeszkadzać' :(
Dodam, wszystkie potrzeby emocjonalne i materialne mam zaspokojone,
nie boję się o przyszłość, Partner o mnie dba jak nikt nigdy a ja
jestem przerażona, że nie będę potrafila pokochać dziecka...
Obawiam się ze tak będzie bo moja wlasna matka byla z tych co to
nakarmic, wykąpać, przewinąć i zaprowadzic do lekarza bylo istotą
macierzyństwa, do dzis mam wrazenie ze miala dzieci bo ojciec chcial
a z nami (dziecmi) nigdy nie miala dobrego kontaktu. Moja matka
wcale mnie nie zna, prowadzimy tylko zdawkowe rozmowy na bzdurne
tematy, tak naprawde nigdy z nią nie rozmawialam, nie zwrzalam sie
ze swoich problemow, a ona chyba nigdy mnie nie kochala. Boję się że
będę taka sama. Ze chociaz bardzo chce, nie będę potrafila stworzyc
emojonalnej więzi z wlasnym dzieckiem, bo nie mam takiego wzoru.
Ogarnia mnie panika, myslalam już nawet o aborcji (!). Do tego moj
partner się martwi że ja sie martwie bo mysli że to jego wina, że
może nie czuję się bezpiecznie, nie wiem jak mu powiedziec o swoich
obawach...
Czy da się pokochac dziecko samej nie będąc kochaną przez wlasną
matke? Pocieszam się tylko tym że ojca mialam fantastycznego...