slodkaminka
15.08.10, 21:05
pisze, bo od lat czuje sie, jak w tym glupim dowcipie o pacjencie i
lekarzu psychiatrze (pacjent mowi:panie doktorze wszyscy mnei ignoruja, a
lekarz na to odpowiada: nastepny prosze).
Rzecz w tym, ze otoczenie nie zauwaza moich potrzeb i sie z nimi nie
liczy. Moja matka wlasnie wyrzucila do sedesu utarte przeze mnie na placki
ziemniaki, bo nie na tych oczkach je utarlam.
W pracy, ktora stracilam traktowano mnie jak powietrze i element
rzeczywistosci sluzacy do zaspokajania potrzeb otoczenia (o ile elementowi
mozna robic awantury nawet za cudze bledy). I nie jest to pierwsza praca,
w ktorej tak sie dzieje - rozumiem, jestem nowa, musze swoje przejsc. Ale
te awantury bywaja nie do zniesienia.
Wiem, moglabym tez sie wydzierac i walczyc ze starymi potworami, na ktore
juz nikt nawet nie spojrzy, ale co mi to da? Potwory pracuja tu od ilus
lat i sa nietykalne. Na szczescie juz z potworami nie pracuje, bo mnie
wykolegowaly (w ciagu ost.roku 2x w roznych pracach).
Szkoda, ze nawet w rodzinie czlowiek liczy sie na tyle tylko, na ile inni
maja z niego korzysci.