cramberry
05.09.10, 15:04
Hej,
spotkala mnie przykra sytuacja w pracy, moze jestem nieprzystosowana do zycia, przewrazliwiona
itd. Jestem malo pewna siebie, malo asertywna itd., zawsze taka bylam ale spotkalo mnie w zyciu
niedawno cos strasznego co jeszcze bardziej to poglebilo. Pozniej chcialam sie wziac w garsc i
zaczelam nowa prace jednak nie czuje sie w niej dobrze, wymaga ona duzych umiejtenosci pracy w
grupie, zdolnosci przywódczych itd. a ja ich nie mam. znalazlam wiec nowa prace a w tej starej
musze pracowac jeszcze 2 tygodnie. Zawsze staralam sie jak moglam wykonywac swoje obowiazki,
zwlaszcza ze wiedzialam ze nie czuje sie dobrze tej pracy to tym bardziej podwojnie sie staralam.
Niestety nie wyszlo, mielismy oddac pewien projekt dla waznego klienta, do pracy zostaly przyjete
2 nowe osoby i nie wiedzialy co maja do konca robic, pojawily sie bledy i wszystko sie opoznilo. Nie
bylo to zalezne ode mnie, ja mialam do zrobienia koncowy etap i oddanie projektu. Oczywiscie
klient powiedzial menagerowi, ze jest niezadowolony, menager wsciekly na srodku biura przy
wszystkich zaczal na mnie wrzeszczec, ze od teraz moge co najwyzej pomagac w biurze, ze jestem
beznadziejna itd. Bylam w szoku, oczywisice popelnilam bledy ale bylismy zespolem i ja zrobilam co
do mnie nalezalo, opoznienia byly zalezne od innych dzialow. Zaczelam sie tlumaczyc, on chwile
ochlonal, po chwili powiedzial ze ok, zebym wracala do pracy. Za chwile znow przyszedl, kiedy
bylam wsrod innch pracownikow, zaczal znow wrzeszec, ze jak sobie znalazlam nowa prace to
mysle ze moge wszystko olewac?!?. Ze uwaza, ze jestem za malo pewna siebie i asertywna, i to
przy wszystkich. Bylo mi tak przykro, czulam sie upokorzona, zaczelam prawie plakac, mowilam ze
przeciez staram sie jak moge, pracuje rzetelnie i ze to nie tylko moja wina. Zaczelam opowiadac jak
to wygladalo, on sie opanowal, zaczal mowic ze w takim razie przeprasza mnie, ze nie wiedzial o
tych opoznieniach z innych działow, bla bla bla, ze pojdzie to wyjasnic tam. Na drugi dzien
przechodząc obok mnie rzucil, ze przeprasza ze byl "agresywny' wobec mnie ale jest
przepracowany i pod wplywem stresu i dlatego tak zareagowal. Mimo, ze mnie przeprosil to nie
moge dojsc do siebie, naprawde rozumiem ze mogl byc wsciekly bo klient byl niezadowolony ale
chyba powinien porozmawiac ze mna na osobnosci, na spokojnie, nie przy wszystkich zarzucac mi,
ze jestem taka i taka i taka, jakbym tego nie wiedziala. Teraz czuje sie strasznie, sni mi sie to w
nocy. Zaczelam nad soba pracowac, chcialam jakos nabrac pewnosci siebie ale przez ta sytuacje...
Co mam zrobic, isc do psychologa, a moze isc do pracy w bibilotece?