Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry...

06.09.10, 18:59
Temat: Nie do konca wiem: samoakceptacja

Mezowie uczeni wielokrotnie mowili mi, ze PRL(i inne panstwa tzw. socjalistyczne i
w ogole rezimy), "hoduja" osoby, ktore w duzej mierze nie akceptuja samych
siebie (samoakceptacja jest zbyt mala). W demokracjach jest lepiej.

Nie do konca przetrawilem ten problem.

Jakie sa konkretne przyczyny tego stanu rzeczy?:)

Z gory dziekuje za powazna, kompetentna odpowiedz
    • klosowski333 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 06.09.10, 20:16
      Od psychologa kompetentnej odpowiedzi nie uzyskasz. Psychiatra zajmuje sie innymi dziedzinami. Takimi zagadnieniami, o ktore pytasz zajmuja sie historycy, socjologowie, antropolodzy kultury itp.

      Komuna miala to do siebie, ze tępila wszelkie indywidualizmy. Probowala lepic obywatela na jedna modle. Wszystko co nie dawalo sie ubrac w mundurek eliminowano. Wszystkie grupy spoleczne, etniczne, kulturowe, np Slazacy, Kaszubi, Mazurzy traktowane byly z duza doza nieufnosci. Przestrzen zarezerwowana dla skansenu kulturowego i folkoru ludowego byla dla nich za waska. Unifikowano wszystko na potege majac bledne przeswiadczenie, ze latwiej bedzie trzymac ludzi za morde. Kto wyrastal ponad klozet ciagniety byl na dol za nogi. Probowano zamordowac mentalnosc i kulture mieszczanska, podobnie jak w sasiednim Zwiazku Radzieckim. Intelektualisci uwazani byli za potencjalnego wroga klasy robotniczej. Wykazywali sie zbyt duza intelektualna niezaleznoscia.

      W efekcie nasze spoleczenstwo poddalo sie swoistej mentalnosci robotniczo-chlopskiej, sila rzeczy bardzo zasciankowej, ksenofobicznej, patrzacej na wszystko co jakkolwiek sie rozniace, albo np wybijajace sie z niechecia albo nawet wrogoscia.

      Ten sposob myslenia o ludziach i swiecie pokutuje do dzis w niektorych polskich srodowiskach, zauwazalny jest tez wyraznie na wsi, z ktorej niejako sie wywodzi ;) W jakis sposob wszyscysmy zostali skazeni tym syfem, w mniejszym lub wiekszym stopniiu. Calkiem przyzwoity czlowiek, zdolny do refleksji, moze zlapac sie na tym, ze mysli niekiedy w sposob prowincjonalny, ze jak widzi np Murzyna na ulicy (czlowieka rozniacego sie w tym przypadku fizycznie) to jego reakcja jest dziwnie nadmierna, nawet jezeli zyczliwa.

      Odpryskiem sa pewne, umownie to nazywam, cechy narodowe, spoleczne, wspolnotowe, w rodzaju zawisci, wszedzie na swiecie wystepujacej, ale w naszym pieknym kraju jakby w wiekszzym niz przecietnie natezeniu.

      Inne totalitaryzmy i dyktatury stosowaly czesc z tych metod, ale zadna nie robila tego z taka topornoscia i bezwzglednoscia jak komuna, zwlaszcza w okresie stalinowskim.

      Dzis mamy taka Polske, w ktorej czesc ludzi odruchowo wzbrania sie przed byciem sobą. Na swoj sposob wstydzi sie wyrazac w sposob oryginalny i swobodny. Gdy jednak jakas jednostka przelamie sie i wykaze bardziej wyrazista osobowoscia, bardzo czesto styka sie z niechecia, pogarda otoczenia, z odrzuceniem i dezaprobata. Mimo, ze charakter tych oryginalnych zachowan, postaw, pogladow moze byc zgola niewinny, np dotyczyc wygladu, ubioru.

      Probowano w nas tez zamordowac kreatywnosc. Dzis Polacy - dosc bezkrytycznie - chetnie chlona wszystko co zachodnie, amerykanskie, sami zas nie maja wiele do zaoferowania innym. Mamy do czynienia z pewnego rodzaju tabloizacja zycia kulturowego w Polsce.

      Nie jestem pesymista. Takie mamy uwarunkowania kulturowe jakie mamy. Mlodsze pokolenia na szczescie sa inne, bardziej przebojowe, mniej owladniete kompleksami, lepiej przystosowane do wyzwan swiata demokratycznego, bardziej otwarte na swiat i tym samym bardziej tolerancyjne. W duzych polskich miastach dziala wiele fajnych klubow, sa miejsca, gdzie ludzie moga oddawac sie swoim pasjom, zrzeszac sie, spotykac w gronie ludzi podzielajacych ich coraz to bardziej wysublimowane zainteresowania. Potrzebujemy czasu na zmiany i na odbudowanie tej pewnosci siebie, ktora nam komuna zabrala. Roznorodnosc, ktora jest zawsze sila i zawsze wzbogaca, tez powroci.


      • to.niemozliwe Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 06.09.10, 20:37
        Nezłe, kurka wodna...napisałeś to samo, co ja tylko innymi słowami. Ale teza praktycznie ta sama :D
        • klosowski333 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 06.09.10, 20:44
          Napisales to bardziej "fachowym" jezykiem i zwiezlej ode mnie. Ale rzeczywiscie tezy podobne, za wyjatkiem tego wstepu o anglosaskiej kulturze.
          • to.niemozliwe Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 06.09.10, 20:50
            Akurat kultura anglosaska jest takim skrajnym przykładem wychowania przeciwnego do umownie nazwijmy "socjalistycznego". Dałem to jako przykład.
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 16:34
        Oj, tepila wszelkie indywidualizmy, tepila.

        Reszta twego postu - odbieram ja jako bardzo madra.

        Przeto - niebywale Ci dziekuje:))))
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 17:30
        Klosowski,

        a nie wiesz moze, jak w zakresie ksztaltowania/tepienia indywidualnosci jest teraz w szkolnictwie, edukacji?:)

        Czy jest, w porownaniu z Peerelem, rzeczywisty postep?:) Czy szkola naprawde w tym zakresie poprawila sie/poprawia sie?:)

        W
      • adriana_ada Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 09.09.10, 15:11
        klosowski, zacytuje fragment Twojej wypowiedzi:

        "Komuna miala to do siebie, ze tępila wszelkie indywidualizmy"

        Jak w takim razie odnosisz sie do japonskiego kolektywizmu? Czy w jakis sposob utozsamiasz to z komuna tepiaca wszelkie przejawy indywidualizmu?
        • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 09.09.10, 23:39
          Ja nie chce mowic za klosowkiego, ale powiem "za siebie".

          Indywidualnosci byly w Peerelu rzeczywiscie tepione.
          To MY rzadzimy, MY ustanawiamy reguly gry.

          Dlatego nie lubiano indywidualnosci i indywidualizmu. Zagrazaly one systemowi. Wszak byli to wspolwlasciciele kraju.

          Tak bylo od zawsze we wszelkich niedemokratucznych systemach.
      • koala_tralalala Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 09.09.10, 21:50
        Klosowski, ciekawe co piszesz i w sumie prouszyles kilkanascie tamtow, z ktorych kazdy mogly byc oddzielnym watkiem, choc rzeczywiscie zdecydowanie bardziej socjologicznym niz psychologicznym.

        Do pewnych Twoich mysli chce sie odniesc, bo widze to nieco inaczej.

        1.Tepienie czy raczej chowanie pod dywan Slazakow, Kaszubow i innych wynikalo z dramatycznych losow Polski i wielkiej niestabilinosci. Kazda odmiennosc byla traktowana jako zagrozenie integralnosci ekstremalnie slabego, przesiedlonego panstwa, kopnietego mocno na zachod, a nie jako zagrozenie samo w sobie.

        2. WAZNE: Kultury mieszczaniskiej nigdy w Polsce nie bylo. Byla chlopska i szlachecka (o bardzo glebokim zacieciu chlopskim).
        Tkanke miejska stanowili: Zydzi, osadnicy niemieccy i czescy, czyli obce cialo, nie zintegrowane lub luzno zintegrowane z polskoscia. Polacy w miastach przedwojennej Polski zwykle stanowili 30% mieszkancow, a na krancach wschodnich, czyli na wiekszej(!) czesci polskiego terytorium, czesto mniej niz 10%.

        3.Nie tylko Polacy chlona to co amerykanskie. Taki jest ogolny trend na swiecie. Na tym tle trzymamy sie nawet mocno, bo jestesmy konserwatymwnym narodem, zamknietym na nowosci (pomijam wielkie miasta, gdzie zyje mniejszosc Polakow).
        • klosowski333 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 10.09.10, 01:19
          Koala, to jest chyba jakas sofistyka z Twojej strony. Ja sie z Toba nie zgadzam zasadniczo w kwestii definicji tego co jest "polskie". Nasze mieszczanstwo bylo z gruntu polskie, przy czym jednoczesnie bylo pochodzenia niemieckiego. ;)

          Kwestia pochodzenia etnicznego ma dla mnie szesciorzedne znaczenie. Wiekszosc polskojezycznego chlopstwa na ziemiach polskich na poczatku XIX wieku nie miala polskiej tozsamosci narodowej, a niekiedy Polakow czyli Zydow, Litwinow, Rusinow, Ormian, Grekow, Tatarow, szlachte, Niemcow, ludzi za Polakow sie uwazajacych, nienawidzila. To jest dla mnie definicja zasadnicza. Niemieccy mieszczanie nie tylko szybko sie polonizowali, nie tylko byli lojalnymi poddanymi polskich krolow, nie tylko wspolksztaltowali polska kulture, prawo i nauke, ale tez czesto czuli sie "Polonice" w przedrewolucyjnym tego slowa znaczeniu.
          Dopiero XIX wieczne procesy narodowotworcze, ktore przyniosly Europie zgubny nacjonalizm, zaczely skupiac sie na ethnos.

          Jak mozna krakowskiego, gdanskiego czy torunskiego mieszczanstwa z okresu po wojnie trzynastoletniej nie nazywac mieszczanstwem polskim? Oni mieli swoich reprezentantow w polsko-litewskich sejmach, wspoltworzyli wieloetniczna Rzeczpospolita, wspoltworzyli wieloetniczne spoleczenstwo Polakow. Zydzi zas zajmowali nisze, stanowili warstwe spoleczna, pelnili pozyteczna i istotna role, choc dosc niewdzieczna.

          To jest troche tak jakby wszystkie miasta polskie i litewskie uznac za miasta niemieckie, ktore wrecz nie wchodza w sklad Polski i Litwy, i nie pelnia zadnej konstruktywnej roli w rozwoju tych krajow, funkcjonujac jakby w enklawach i autonomiach. Podczas gdy prawda jest zupelnie inna. Istniala symbioza pomiedzy stanami pruskimi, szlachta i magnateria ruska, litewska i polska oraz Zydami i chlopstwem. Istniala symbioza pomiedzy nieco dyskryminowanym mieszczanstwem i ziemianstwem. Ja nie oceniam pozytywnie systemu feudalnego, ale tam wszystko mialo swoje miejsce w szeregu i wszystko jednoczesnie bylo polskie badz litewskie z zalozenia.

          Teza, ze w Polsce nie bylo mieszczanstwa polskiego jest jakas historyczna aberracja. A mowienie, ze nie bylo w Polsce kultury mieszczanskiej i nie oddzialywala ona na inne warstwy nie ma zadnego potwierdzenia w faktach. Gdy patrze na wielkich, myslicieli, naukowcow Polakow z XVI czy XVII wieku to ogromna czesc z nich miala mieszczanskie pochodzenie.

          Nigdy nie bylismy spoleczenstwem mieszczanskim w takim stopniu jak Czesi, to jest oczywiste. Komuna sprawila, ze stalismy sie spoleczenstwem robotniczo-chlopskim, o takiej wlasnie mentalnosci. Nacjonalizm wraz z komunizmem sprawily, ze zaczeto zafalszowywac obraz kilku wiekow polskiej historii. Potomkowie chlopow XIX wiecznych, tych samych, dla ktorych slowo "Polska" niewiele znaczylo a juz na pewno niczego w sercach nie poruszalo, stali sie nagle "prawdziwymi Polakami", zagorzalymi obroncami wiary i tradycji, strzegacymi rzekomo polskich obyczajow i kultury. Tymczasem tzw kultura chlopska w zasadzie przed XIX wiekiem nie istniala i nie miala wiekszego wplywu na glowne nurty polskiej kultury. Caly folklor ludowy wraz z tzw ludowymi strojami powstal w wiekszosci wlasnie w tym XIX wieku. Chlopi prawie nigdy nie pelnili w Polsce kulturotworczej roli, poza okresem komunizmu, kiedy pochodzenie chlopskie moglo byc atutem. Wraz z emancypacja warstw chlopskich pojawialy sie chlopskie idee. Inaczej wygladaly one w szybciej uprzemyslawianych panstwach zachodu, gdzie z chlopstwa wyodrebnil sie stan robotnikow, a inaczej w Europie Wschodniej, ktora dosc pozno pozbyla sie nalecialosci feudalnych. Komunizm byl wykreowany i ksztaltowany w duzej mierze - mowie o formie a nie o zalozeniach ideologicznych - przez chloporobotnikow. To co sie zaczelo dziac w Polsce po 1945 roku to festiwal chloporobotniczej radosnej tworczosci, praktycznie pozbawionej glebszych kulturowych korzeni. Efekty tego odczuwamy do dzis.

          Niektorzy w Polsce sa tak samo zindoktrynowani jak Ty, Koala. Tobie sie wydaje, ze historia Polski zaczela sie w XIX wieku, a wczesniej nie bylo nic co polskie. Skoro jestesmy zdominowani przez malo kreatywna kulture chlopska, to wychodzisz z takiego zalozenia, ze historie Polski nalezy oceniac przez pryzmat chlopstwa. Moze uwazasz, ze chrzest Polski odbyl sie w XIX wieku.

          Polska ma dluzsza i bardziej zlozona historie. Jeszcze raz powtorze, ze wyzyskiwani chlopi panszczyzniani nie mieli wiekszego wplywu na rozwoj kulturowy mojego kraju, natomiast oczywiscie byli wprzegnieci w system i byli czescia tego zroznicowanego etnicznie i statusowo spoleczenstwa.

          • koala_tralalala Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 11.09.10, 12:09
            Zgadzam sie z teza ze kultura chlopska (skrotowo to ujelam) nie wniosla wiele do szeroko pojetej kultury narodu polskiego. Nie jestesmy na tym tle zadnym wyjatkiem.

            Co do braku polskiego mieszczanstwa - poczytaj prosze o strukturze spolecznej w polskich miastach. No, chyba ze wszystkie dane sa przeklamane. Swoja wypowiedz oparalam na nich wlasnie.

            I po trzecie: prosze, wkaz mi dzielnice burzuazyjne w rdzennnie polskich miastach, bez zaborowego wplywu Austrii (Krakow) i Prus (Gdansk, Poznan i Wroclaw). Z ich tradycjami, architektura, enklawami, stylem zycia i kuchnia, bo to wlasnie jest jest dziedzictwo mieszczanstwa. Mnie przychodzi do glowy wylacznie Lwow i Warszawa. Dwa prawdziwe miasta na wielkie panstwo od morza do morza????! Jaka to kultura mieszczanska?!!!! Prosze wiec o inne przyklady.
            • klosowski333 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 13.09.10, 21:47
              Zupelnie mnie nie zrozumialas. Ty nadal skupiasz sie na ethnos, podczas gdy ja takie kryterium polskosci odrzucam.
    • to.niemozliwe Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 06.09.10, 20:34
      Może chodzi o archetyp kulturowy postawy samodzielności i optymizmu w zachowaniach wobec innych, obecny np. w kulturze anglosaskiej. Przejawia się on naciskiem na samostanowienie jednostki, wiarę w zdolnośc do samodzielnego, skutecznego działania ("self assurance", dąznosci do zachowania zadowolonego wyrazu twarzy, i okazywania innym swoim zachowaniem, gestami, tonem głosu, ze nie ma się żadnych kłopotów ("keep smiling"). A także promowanie indywidualizmu w sposobie bycia, pojmowaine ekscentrycznosci jako właśnie przejawu silnej woli i twórcego charakteru jednostki.
      Można temu przeciwstawić wtrenowywaną w socjaliźmie (tez szeroko rozumanym) skłonnośc do podporządkowywania się, wszechwładzę aparatu przymusu, pietnowanie indywidualizmu, ostracyzm wobec przejawów innosci lub ekstrawaganckiego ubioru.
      Ma to swoje zabawne strony, np. do dziś w Polsce pokutuje niechęć mężczyzn do dbania o siebie (wygląd, ubiór, itd.) [nie mylić z metroseksualizmem] .... postrzegana własnie, jako usiłowanie nadmiernego wywyższania się, chęć swoistego "szpanu".
      Ma to o tyle skutek poważniejszy, że łatwo popaść w bylejakość. Pod pozorem "nie wyrózniania się z tłumu" tak naprawdę zaakceptować brak dązności do jakości i wartości we wszystkich przejawach i aspektach swojego życia, począwszy od ubioru, poprzez gospodarowanie swoim czasem, aż po dobieranie sobie przyjaciół.
      Łatwo wtedy zapomnieć, że cokolwiek się robi, zawsze można robić mając na względzie klasę i dobry styl, cokolwiek by to znaczyło - i że własnie staranność jest przejawem indywidualizmu, a nie przywarą.
      Pozdrawiam
      PS. nie jestem psychologiem ani psychiatrą. Dobry też presadnie nie jestem :D
    • manka_swojska Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 10:09
      Nie jestem ani psychiatra, ani psychologiem, lecz z racji tej, ze jestem wieloletnia pacjentka psychiatryka polknelam bakcyla i sprobuje Ci odpowiedziec.

      Pierwsza sprawa, absolutnie nie zgadzam sie z Klosowskim, ktory jest kardiologiem i ktory w nadmierny sposob kieruje sie sercem co do pseudodemokratycznego kapitalizmu w Polsce.
      Realnej komuny nie doswiadczylam, a to z racji mojego wieku, natomiast poczatki kapitalizmu pamietam z czasow licealnych i odczulam je dosc dotkliwie. Wszyscy jednoglosnie musieli zostac zdeklarowanymi katolikami, bo inaczej mlodzi ludzie dyskryminowani byli czy to przez nauczycieli, czy tez przez samych rowiesnikow. To byla jedna z przyczyn utraty samoakceptacji wsrod mlodziezy o postawach liberalnych.
      Nie wiem tez, czy aparat partyjny za czasow socjalizmu gorszy byl od protektoratu kleru, ktoremu jestem osobiscie zdecydowanie przeciwna. Protektorat kleru moze nawet w wiekszym stopniu kreuje umysly zniewolone, niz rzadzaca w PRL-u partia.
      Mozliwosci kariery w PRL-u uzaleznione byly od przynaleznosci do partii, lecz czy dzis jest inaczej? Chyba nie, a nawet gorzej. Z tego, co mi wiadomo, osoba konczaca studia w okresie socjalizmu raczej zawsze miala szanse na znalezieniei pracy w zawodzie, co dzis jest bardzo trudne, a czesto wrecz niemozliwe. Dlaczego pokutuje dzis przekonanie typu studia sa niewazne, od czegos trzeba zaczac, nie ma pracy w zawodzie, nalezy chwycic sie czegokolwiek. To wlasnie w najwiekszym stopniu zaburza samoakceptacje mlodych ludzi, ktorzy ucza sie, wierza, ze po ukonczeniu studiow dostana szanse na realizacje zawodowa. Sama konczac studia bylam pelna wiary i ambicji, jednak zderzylam sie z szara rzeczywistoscia, ktora byla dla mnie ogromnym rozczarowaniem. Raz, ze prace w zawodzie bylo dosyc ciezko znalezc, kolejna sprawa, zaplata za wykonywana prace wystarczala zaledwie na oplaty, a czesto nawet nie. Dlaczego tylu mlodych ludzi konczy dzis studia, po czym kupuje one way ticket i tyle ich w kraju widziano?

      Problem samoakceptacji jest jednak znacznie bardziej zlozony, a uwarunkowania polityczno-systemowe maja na nia wplyw jedynie posredni. Tu decydujaca role odgrywaja czynniki wychowawcze, srodowiskowe, w tym rowniez genetyczne. Niebagatelna role odgrywaja doswiadczenia zyciowe, sukcesy i porazki, relacje miedzyludzkie. Pewnosci siebie, samoakceptacji nabywa sie z czasem na drodze doswiadczen pozytywnych, poprzez doswiadczenia negatywne samoocena, samoakceptacja radykalnie spada.
      Uwarunkowania wychowawcze- osoba wychowana w cieplych warunkach domowych, bez patologii, wspierana emocjonalnie przez najblizszych wyrosnie na czlowieka pewnego siebie, o duzym stopniu samoakceptacji. Czlowiek dorastajacy w rodzinie wiecznie krytykujacej, negujacej wszelkie drobne niepowodzenia, czy tez rodzinie patologicznej bedzie mial zazwyczaj zanizona samoocene, a stopien jego samoakceptacji bedzie bardzo niewielki. Rola demokracji jest tu tak naprawde znikoma.

      • klosowski333 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 14:55
        Ten kardiolog to jakas metafora do mojej uczuciowosci i romantyzmu? ;)
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 16:51
        Dziekuje bardzo!
      • koala_tralalala Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 09.09.10, 21:57
        Manka_Swojska, ladnie to opisalas z punktu widzienia psychologii :)

        Jedna rzecz mnie zastanawia: moze chodzilas do jakiejs specyficznej szkoly, ze masz takie spostrzeznia zwiazane z klerem? Znam z wlasnego doswiadczenia szkole z poczatku kapitalizmu i nie spotkalam sie z czyms takim... (moze ja bylam w specyficznej szkole?!)
        • manka_swojska Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 16.09.10, 10:41
          koala_tralalala napisała:

          > Manka_Swojska, ladnie to opisalas z punktu widzienia psychologii :)

          Dziekuje za komplement:)

          > Jedna rzecz mnie zastanawia: moze chodzilas do jakiejs specyficznej szkoly, ze
          > masz takie spostrzeznia zwiazane z klerem? Znam z wlasnego doswiadczenia szkole
          > z poczatku kapitalizmu i nie spotkalam sie z czyms takim... (moze ja bylam w s
          > pecyficznej szkole?!)

          Specyfika szkoly do ktorej uczeszczalam jak i wielu innych polegala na tym, ze nauczyciele oceniali po pierwsze po nazwisku, mieli swoje sympatie, ktorym sprzyjali i antypatie, ktore gnoili. Druga sprawa, liceum zaczynalam w momencie, gdy zaczal sie okres przemian, gdy kler pozyskiwal z kazdym momentem coraz wiecej zwolennikow, ktorymi rowniez stali sie nauczyciele. Poza tym, musialam szkole opuscic z racji tej, ze rodzina za czasow PRL-u zajmowala dosc powazne stanowiska, nie ideologiczne, lecz zwyczajnie zawodowe (pracowali w zawodzie tak samo, jak pracuja ludzie dzis w czasach kapitalizmu) i uwierz, ze bylo ciezko znalezc inne liceum, do ktorego zostalam przyjeta. To tylko czesc prawdy szkolnej, na szczescie mam to dawno temu za soba i staram sie wymazac z pamieci, bo po co pamiec zasmiecac.
    • cyryl-z-glinki Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 10:12
      Jeśli weźmiemy za przykład rodzinę,w której rodzice ,wychowują swoje dzieci w sposób autorytarny, nie uwzględniając potrzeb , ani praw dziecka,traktując go w sposób całkowicie przedmiotowy i nie zostawiając mu żadnego marginesu wolności,oraz jeśli ci rodzice dodatkowo manipulują nim i wmawiają mu,że robią to wszystko dla jego dobra,to czy tacy rodzice wychowają człowieka o dojrzałej osobowości ?
      Obawiam się,że nie.
      Wyhodowany przez nich człowiek będzie bardzo uzależniony od rodziców w dorosłym życiu,będzie ciągle targany niepokojem czy spełnia ich oczekiwania,będzie się bał podejmowania decyzji,a za ewentualne, ujemne skutki swych złych wyborów, będzie obwiniał innych,będzie unikał przyjmowania na siebie odpowiedzialności za swój los,a oczekiwał,że to inni mają się tym zająć. Będzie też nieufny w stosunku do innych i wszelkie objawy bezinteresownej życzliwości ze strony innych, będzie przyjmował z podejrzliwością i dopatrywał się w nich podstępu.Nie będzie zachowywał się jak człowiek wolny,lecz jak człowiek,ubezwłasnowolniony,pozbawiony ducha inicjatywy, nie potrafiący prawidłowo ocenić rzeczywistości.Otoczenie zewnętrzne będzie mu się jawić jako ,zagrażające mu i niebezpieczne.

      Państwa byłego bloku sowieckiego, były państwami o cechach ustroju totalitarnego,gdzie całkiem podobnie była traktowana jednostka.Nie liczył się indywidualny los jednostki lecz masy,"dobro ludzkości jako ogółu","dobro przyszłych pokoleń" i głoszono ideologię,że jednostka musi podporządkować swoje prawa dobru ogólnemu.Państwo ze swoim aparatem przymusu, było takim autorytarnym rodzicem,który z jednej strony uzależniał człowieka zapewniając mu pracę,a z drugiej pozbawiał go elementarnych praw do wolności,która nieodłącznie wiąże się z odpowiedzialnością za swoje wybory,za kształtowanie swego losu.
      Pozbawiał go też duchowości,lansując ideologię świadomości kształtowanej przez byt.
      Psycholog Kazimierz Obuchowski opisuje to w ten sposób:
      "Dla rewolucji światowej,dla szczęścia przyszłych pokoleń,dla potęgi radzieckiego państwa "człowiek zsowietyzowany" nie tylko godził się na przemoc,nieustający terror i biedę,ale jeszcze chciał aktywnie w tym uczestniczyć.Na dodatek ten człowiek był dumny z tego".

      Władze starały się wszelkimi siłami,by obywatele nie mieli możliwości zweryfikowania prawdy o "najlepszym z ustrojów" i dlatego tak trudno było wyjechać za żelazną kurtynę.

      Samoakceptacja oznacza,że człowiek przyjmuje odpowiedzialność za swoje wybory,za swoje decyzje,przyjmuje do wiadomości nie tylko swoje mocne strony i zalety,ale też swoje wady i ograniczenia i nie obwinia za nie innych.Sam stara się zaspokoić swoje potrzeby,a nie oczekuje tego od innych.
      Nie bez powodu, zapoczątkowałem wątek:Co powoduje ,że jedni ludzie są szczęśliwi i bogaci,a drudzy nie?
      Taka postawa jak wyżej opisana, dość często się przewija w odpowiedziach na moje pytanie, i ma miejsce nie tylko w tym wątku,ale stanowi często główną przyczynę problemów osoby piszącej na forum.
      Uważam,że jako Polacy, dobrze sobie poradziliśmy w okresie transformacji ustrojowej i wiele osob wykazało się niesłychaną przedsiębiorczością,inicjatywą i samozaparciem koniecznym, by odnieść sukces.
      Jednak w niektóych grupach społecznych, nadal trwa mentalność socjalistyczna,która przetrwała jak w skansenie.
      Tacy ludzie nadal wszystkiego oczekują i domagają się od państwa i sami nie chcą i nie potrafią wziać swego losu we własne ręce.
      Przykładów nie będę podawać ,bo to nie to forum.
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 07.09.10, 16:42
        Dziekuje Tobie, i Wszystkim Pozostalym.

        Prawde mowiac, nie spodziewalem sie tak obszernych wyjasnien:).
    • krytykantka07 metody rozwiazywania problemów urojonych... 07.09.10, 21:45
      wlodekbar napisał:

      Odpowiedź na wydumany problem nie może być ani poważna ,ani tym bardziej kompetentna.
      Uczeni mężowie plotą bzdury.
      Samoakceptacja nie zależy od systemu, tylko od umiejętności przystosowania się do warunków.
      Czyli od konkretnego człowieka.
      I pseudonauka, którą jest statystyka tego nie wyjaśni, bo nie bierze pod uwagę, że w przypadku badań zmienne są wszystkie czynniki.
      A można co najwyżej zmienić jeden.
      Inaczej jest to wróżenie z fusów.
      • wlodekbar Re: metody rozwiazywania problemów urojonych... 09.09.10, 01:09
        Z calym szacunkiem, ale moge sie z Toba zgodzic;)

        Stopien samoakceptacji jest zwiazany z systemem.

        A dostosowanie sie do warunkow?

        \Przeciez tworcy, ci prawdziwi, nie od piosenki "Jak sie masz kochanie":) to - nonkonformisci. Takimi zostali stworzeni:)
        • cyryl-z-glinki Re: uzupełnienie 09.09.10, 12:36
          Moim zdaniem o niskiej samoakceptacji Polaków świadczy charakterystyczna dla naszego narodu tzw.bezinteresowna zawiść,która chyba występuje wszedzie,ale Polacy są szególnie znani z tego.
          Polacy przebywający na saksach na zachodzie,najwięcej krzywdy i oszustw doznają od swoich rodaków,a nie miejscowych.
          Naród żydowski natomiast potrafi się wspierać jak żaden inny na świecie.Zamiast brać z nich wzór pod tym względem,staramy się zniszczyć swojego rodaka,a Żydów się za to nienawidzi.
          • wlodekbar Re: uzupełnienie 09.09.10, 14:56
            Dokladnie tego samego zdania jestem i ja.
            To jest tzw. polactwo.
            A sila zydow polega nie tyle na genach, co na tym, co napisales.
            • wlodekbar Re: uzupełnienie 09.09.10, 14:58
              Zydow - z duzej oczywiscie, to literowka.
          • clarissa3 Re: uzupełnienie 10.09.10, 00:42
            roznica jaka ja spostrzegam w charakterze Polakow a np. Brytyjczykow jest taka ze Polak jest zawsze i wszedzie gotowy wypowiedziec kazda swoja mysl, czesto kilka na raz, a Brytyjczyk dlugo sie zastanawia zanim powie cokolwiek. A poza tym i jeden i drugi jest wredny, dyskryminujacy, lubiacy sie pastwic nad drugim jednoczesnie przestraszony czemus niestety.

            Zgadzam sie ze indywidualny sposob wychowania ma wielki wplyw na samoocene - w PL wciaz dzieci sie nie szanuje, traktuje jak wlasnosc wiec pogubione towarzystwo w tym morzu bredni ktore slyszy dookola, szczegolnie ze szkola nie pomaga wiec ok 20 letni mlodzieniec nie wie nic jeszcze o sobie - i to wydaje sie byc standard.
        • krytykantka07 Re: metody rozwiazywania problemów urojonych... 11.09.10, 10:47
          wlodekbar napisał:

          > Stopien samoakceptacji jest zwiazany z systemem.

          Chyba z moralnym systemem ocen postępowania.
          Przyjmijmy, że mamy jednakowy system w różnych krajach.
          Coś z tego wynika?
          Jednakowy system oparty na takich samych wartościach funkcjonuje w każdej katolickiej rodzinie bez względu na system państwowy ;).
          Coś z tego wynika?
          Jedni mają skłonność do akceptowania postępowania dzieci i tym samym sprawiają, że dzieci mogą się same akceptować.
          Inni stawiają im bariery i dzieci nie potrafią same się zaakceptować.
          Łatwiej o wysoką samoakceptację wtedy gdy się jest akceptowanym.
          Są też przypadki, że mimo, że dziecko jest mało akceptowane w rodzinie, to ma wolę walki i wtedy jego samoakceptacja jest wysoka.
          No i już nie wspomnę o wysłannikach Boga i tych, co uważają, że mają misję, bo ich samoakceptacji nie da się przebić ;).
          Gdy za kimś stoi Bóg, to trudno, aby sam siebie nie akceptował...
          No i gdy za kimś stoi " wiedza ".
          Dlatego samoakceptacja uczonych mężów jest wysoka...

          > A dostosowanie sie do warunkow?

          To być albo nie być samoakceptacji.
          Dostosowanie się niekoniecznie oznacza podporządkowanie.
          Raczej wykorzystanie możliwości, które warunki stwarzają.
          Wtedy, gdy je wykorzystamy najlepiej jak potrafimy - samoakceptacja jest wysoka.
          Nie oceniam kierunku wykorzystania, czy w stronę dobra czy w stronę zła ;)

          > \Przeciez tworcy, ci prawdziwi, nie od piosenki "Jak sie masz kochanie":) to -
          > nonkonformisci. Takimi zostali stworzeni:)

          Nie bardzo wiem, co chcesz przez to powiedzieć...
    • wlodekbar A szkola - jest postep??:) 08.09.10, 17:03
      A czy jest, w porownaniu z czasem Peerelu, poprawa w ksztaltowaniu osobowosci w szkole, szkolnictwie u nas?:)
      • klosowski333 Re: A szkola - jest postep??:) 08.09.10, 18:03
        wlodekbar napisał:
        a nie wiesz moze, jak w zakresie ksztaltowania/tepienia indywidualnosci jest teraz w szkolnictwie, edukacji?:)
        Czy jest, w porownaniu z Peerelem, rzeczywisty postep?:) Czy szkola naprawde w tym zakresie poprawila sie/poprawia sie?:)


        Wszystko jest poddane zwiazkowi przyczynowo-skutkowemu. IIIRP nie pojawila sie znikad, ma swoje uwarunkowania, ktorych zrodla znajduja sie rowniez w PRLu. Wiekszosc nauczycieli to wciaz osoby wychowane i po czesci uksztaltowane w czasach komuny. Jest zwiazek pomiedzy mentalnoscia dzisiejszych doroslych Polakow a indoktrynacja i propaganda 45-lecia. W jakis sposob pewne wzorce i nawyki przekazujemy tez nastepnym pokoleniom.

        Innymi slowy potrzeba czasu i wdrozenia pewnych mechanizmow spolecznych, ktore nas z tamtej miernotowatosci wyzwola. Reforma szkolnictwa nie moze ograniczac sie tylko do kwestii organizacyjno-administracyjnych, ale przede wszystkim musi skupiac sie na gruntownej zmianie programu i metod nauczania.

        Jedna z moich siostr jest nauczycielka angielskiego, ale wyedukowana byla jeszcze w czasach komuny. Bez bicia przyznaje, ze jej angielski jest sztampowy, schematyczny, a ona sama nie ma potrzeby by sie w tej materii rozwijac. Dostosowala sie do rownie schematycznego i malo elastycznego programu nauczania i jej z tym dobrze. Sek w tym, ze nie wszyscy uczniowie sa tacy sami - niektorzy wymagaja nieco innego podejscia pedagogicznego, ktore pomoze im rozwijac potencjal, zdobywac i utrwalac wiedze i nauczy ich z tej wiedzy praktycznie korzystac.

        Polska szkola zmienia sie na lepsze, ale mam wrazenie, ze ten rozwoj nie jest rownomierny w porownaniu z wieloma innymi dziedzinami zycia. Z jednej strony wymagania wobec uczniow, zwlaszcza ze szkol podstawowych, sa wyzsze niz za moich czasow, dzieci sa jakby dojrzalsze i bardziej swiadome swoich mozliwosci i perspektyw, z drugiej strony szkoly wciaz nie ucza kreatywnego myslenia i rozwiazywania praktycznych problemow, skupiajac sie na latwych formulkach, schematach i teorii.

        Mimo, ze nauczyciele przechodza rozne kursy uczace ich nowych technik i metod nauczania, to nie sa czesto w stanie przeskoczyc wlasnych nawykow, wyniesionych z czasow komuny. Wszystko jest bardzo skomplikowanym, wielowymiarowym procesem, w ktorym zwiazek przyczynowo-skutkowy nie jest prosta linia biegnaca z pktu A do pktu B. Wszystko ma swoje konsekwencje, tak jak wszystko ma swoja geneze i przyczyne, przy czym ani jedno, ani dziesiate nie jest takie proste jak sie wydaje.





        • wlodekbar Re: A szkola - jest postep??:) 09.09.10, 01:06
          Dziekuje bardzo:).

          A nie wiesz moze, czy powstaly u nas jakies szkoly dla wybitnie uzdolnionych w okreslonych kierunkach?:)
        • wlodekbar Re: A szkola - jest postep??:) 09.09.10, 23:45
          No wszystko jest zasada przyczyny i skutku (o czym nb. zapominaja nader czesto nauczyciele historii:).
          Czy nie wiesz moze, czy sa szkoly dla wybitnych "egzemplarzy" (brr... co za nazistowskie slowo!) malych/mlodych ludzi?
          W Polsce, i w innych krajach, tych, ktore juz z demokracja nie sa od dziesiatkow lat na bakier?:)
          • klosowski333 Re: A szkola - jest postep??:) 10.09.10, 00:00
            Nie jestem specem od pedagogiki i szkolnictwa w naszym kraju. Wiem, ze istnieja systemy stypendialne, sa szkoly profilowane itp Mozna miec indywidualny tok nauczania za zgoda i pod nadzorem kuratorium.

            Nie sadze by dzieci o wybitnych zdolnosciach w jakiejs dziedzinie byly skupiane w jednej szkole, przynajmniej nie dzieje sie tak na poziomie podstawowym. Dziecko najwyzej zalicza klasy szybciej, ale nie powinno byc izolowane od innych rowiesnikow w trosce o prawidlowy normalny rozwoj. To jednak wciaz jest dziecko, niezaleznie od swoich mozliwosci intelektualnych.

            Przy prywatnych szkolach profilowanych istnieja czasem internaty, a szkola przejmuje od rodzicow czesc obowiazkow natury wychowawczej. Nie sa to jednak zwykle szkoly dla wyjatkowo uzdolnionej mlodziezy, a co najwyzej dla dzieci zamoznych rodzicow, ktore dbaja o to, by ich pociechy caly czas mialy kontakt ze srodowiskiem, z ktorego sie wywodza. W takich szkolach dzieci z innych klas spolecznych sa wyjatkami i zwykle dostaja sie tam poprzez system stypendialny.

            Na wyzszych szczeblach nauczania zaczyna pojawiac sie selekcja i niektore szkoly maja wtedy charakter autentycznie elitarny.

            Nie wiem czy o to pytasz, ja sie na tym nie znam, wyrazilem tylko swoj dyletancki poglad na sprawe.



            • wlodekbar Re: A szkola - jest postep??:) 10.09.10, 23:37
              Dziekuje:).
          • kaa.lka Re: A szkola - jest postep??:) 10.09.10, 00:01
            czesc wlodzik,
            tu Cie z foto przywialo.. no i prosze jakim zwatpieniem:)

            • wlodekbar Re: A szkola - jest postep??:) 10.09.10, 23:41
              A czeeesc!:)))

              Cos pisze, miedzy innymi o edukacji, a problem samoakceptacji od dawna chodzi mi po glowie.

              Napisz, prosze, dwa slowa na priva (jesli chcesz):)),

              W
    • gadagad Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 11.09.10, 00:17
      Polska szkoła się zmienia na lepsze? Nie, zapada się.Ale jakiś tam ludzie pojechali do Singapuru zobaczyć, czemu tamci uczniowie są genialni matematycznie pomimo cieniutkiego podręcznika.Może coś do mentalności polskiej dotrze.
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 11.09.10, 00:25
        Dlaczego zapada sie?:)

        Czy moglabys podac jakies konkrety?:)
    • gadagad Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 11.09.10, 20:39
      www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1508366,1,szkola-oglupiania.read np. to
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 12.09.10, 01:30
        Dziekuje bardzo:).
        • gadagad Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 12.09.10, 01:33
          :)
    • kunegunda123 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 13.09.10, 23:23
      Powiem ze swojego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia osoby, ktora troche swiata zdazyla liznac i ma jakies swoje spostrzezenia i teorie.

      Bardzo duza roznica jesli chodzi o pewnosc siebie pomiedzy pierwsza lepszym czlowiekiem z bylego bloku wschodniego a z Europy Zachodniej jest zauwazalna golym okiem, w zachowaniu itp. Nie trzeba byc medrcem zeby to zauwazyc, wystarczy troche pojezdzic po swiecie i poobserwowac ludzi.

      Europa Wschodnia ma wciaz wobec Europy Zachodniej ogromny kompleks wynikajacy najzwyczajniej w swiecie ze zdecydowanie lepszego rozwoju gospodarczego i technicznego tej drugiej.

      Zgadzam sie ze komunizm zabijal w ludziach indywidulizm, a co za tym idzie tez ich przedsiebiorczosc, pewnosc siebie i prawo do wyrazania sie w nieskrepowny sposob. Nie zapominajmy jednak o tak prostych sprawach jak np zasobnosc portfela. Przecietna sprzataczke z Wielkiej Brytanii czy Australii stac na wakacje we Francji. Przecietna sprzataczka w Polsce ledwo wiaze koniec z koncem. Jak taka kobieta ma byc pewna siebie, skoro nie stac jej na to zeby porzadnie sie ubrac, nie wspominajac o wyjsciach do restuaracji, kina i innych tego typu przyjemnosciach. Kiedy taka kobieta pojdzie w koncu do tej restuaracji bedzie sie czula po prostu nie na miejscu. Przecietny czlowiek na Zachodzie Europy korzysta z zycia w miare mozliwosci, czlowiek z Europy Wschodniej musi sie wciaz z tym zyciem szarpac. Jak czlowiek sie szarpie z zyciem kredytami itp jak ma byc pogodny i pewny siebie?

      Inna sprawa to religia. Na Wschodzie Europy bardziej popularny jest katolicyzm i prawoslawie, gdzie pobozny czlowiek im jest cichszy i skromniejszy tym lepiej. Ameryka Pn i wiekszosc Europy Zachodniej wyrosla na protestankiej zasadzie predestynacji - jesli jestes bogaty i dobrze ci sie w zyciu wiedzie to znaczy ze Bog ci sprzyja. Jak mozna wstydzic sie tego ze Bog ci sprzyja, trzeba byc z tego dumnym!

      Tak poza tym zgadzam sie po trochu z wiekszoscia osob, ktore wypowiedzialy sie powyzej. To byl/jest proces bardzo zlozony i wiele czynnikow na naiego wplynelo.

      Bardzo ciekawy temat, fajnie, ze go ktos poruszyl:)
      • troleslaw_smialy Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 14.09.10, 09:25
        kunegunda123 napisała:

        > Powiem ze swojego punktu widzenia, czyli z punktu widzenia osoby, ktora troche
        > swiata zdazyla liznac i ma jakies swoje spostrzezenia i teorie.
        >
        > Bardzo duza roznica jesli chodzi o pewnosc siebie pomiedzy pierwsza lepszym czl
        > owiekiem z bylego bloku wschodniego a z Europy Zachodniej jest zauwazalna golym
        > okiem, w zachowaniu itp. Nie trzeba byc medrcem zeby to zauwazyc, wystarczy tr
        > oche pojezdzic po swiecie i poobserwowac ludzi.

        Zwiedzilem kawal Europy i powiem ci, ze panowie z Rosji, Ukrainy, czy Rumunii czuja sie na zachodzie bardzo pewnie, nie da sie zauwazyc, zeby mieli jakies specjalne kompleksy, to tak do bloku wschodniego.

        > Europa Wschodnia ma wciaz wobec Europy Zachodniej ogromny kompleks wynikajacy n
        > ajzwyczajniej w swiecie ze zdecydowanie lepszego rozwoju gospodarczego i techni
        > cznego tej drugiej.

        Rozwoj techniczny krajow bloku wschodniego jest na wysokim poziomie, tylko o tym zazwyczaj sie nie mowi. Spoleczenstwo polskie zostalo w taki wlasnie sposob zindoktrynowane, co zachodnie to lepsze.

        > Zgadzam sie ze komunizm zabijal w ludziach indywidulizm, a co za tym idzie tez
        > ich przedsiebiorczosc, pewnosc siebie i prawo do wyrazania sie w nieskrepowny s
        > posob. Nie zapominajmy jednak o tak prostych sprawach jak np zasobnosc portfela
        > . Przecietna sprzataczke z Wielkiej Brytanii czy Australii stac na wakacje we F
        > rancji. Przecietna sprzataczka w Polsce ledwo wiaze koniec z koncem. Jak taka k
        > obieta ma byc pewna siebie, skoro nie stac jej na to zeby porzadnie sie ubrac,
        > nie wspominajac o wyjsciach do restuaracji, kina i innych tego typu przyjemnosc
        > iach. Kiedy taka kobieta pojdzie w koncu do tej restuaracji bedzie sie czula po
        > prostu nie na miejscu. Przecietny czlowiek na Zachodzie Europy korzysta z zyci
        > a w miare mozliwosci, czlowiek z Europy Wschodniej musi sie wciaz z tym zyciem
        > szarpac. Jak czlowiek sie szarpie z zyciem kredytami itp jak ma byc pogodny i p
        > ewny siebie?

        Polska popadla w skrajnosci, od socjalizmu do panstwa wyznaniowego, czego przykladem moze byc pielgrzymka ministerstwa na jasna gore i wiele innych. Panstwo wyznaniowe jest sprzeczne z indywidualizmem jednostki, a bieda poszczegolnych grup spolecznych jest coraz bardziej widoczna. Trudno wiec o optymizm, wysoka samoocene, czy pewnosc siebie. Z czasem moze sie to zmienic, poniewaz kosciol katolicki dlugo juz na tym wozku nie pojedzie, Paparatzi ma to wszystko gdzies w przeciwienstwie do "naszego papieza".

        > Inna sprawa to religia. Na Wschodzie Europy bardziej popularny jest katolicyzm
        > i prawoslawie, gdzie pobozny czlowiek im jest cichszy i skromniejszy tym lepiej
        > . Ameryka Pn i wiekszosc Europy Zachodniej wyrosla na protestankiej zasadzie pr
        > edestynacji - jesli jestes bogaty i dobrze ci sie w zyciu wiedzie to znaczy ze
        > Bog ci sprzyja. Jak mozna wstydzic sie tego ze Bog ci sprzyja, trzeba byc z teg
        > o dumnym!

        Tu przyznam ci racje, biedni modla sie skromnie do Boga, a ten sprzyja bogatym.

        > Tak poza tym zgadzam sie po trochu z wiekszoscia osob, ktore wypowiedzialy sie
        > powyzej. To byl/jest proces bardzo zlozony i wiele czynnikow na naiego wplynelo
        > .
        >
        > Bardzo ciekawy temat, fajnie, ze go ktos poruszyl:)
        • kunegunda123 Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 14.09.10, 10:54
          > Zwiedzilem kawal Europy i powiem ci, ze panowie z Rosji, Ukrainy, czy Rumunii c
          > zuja sie na zachodzie bardzo pewnie, nie da sie zauwazyc, zeby mieli jakies spe
          > cjalne kompleksy, to tak do bloku wschodniego.

          Ja nie mowie, ze kazda osoba z Rosji, Ukrainy czy Rumunii ma kmpleksy wzgledem czesci Europy z ktorej pochodzi, mowie o tendencji, ktora zauwazam nie tylko ja. Poza tym, ciekawe jest, ze piszesz o 'panach', ktorym zgodnie z stereotypem nie wypada byc niepewnym siebie czy zakompleksionym.

          > Rozwoj techniczny krajow bloku wschodniego jest na wysokim poziomie, tylko o ty
          > m zazwyczaj sie nie mowi. Spoleczenstwo polskie zostalo w taki wlasnie sposob z
          > indoktrynowane, co zachodnie to lepsze.

          Zgadzam sie ze Europa Wschodnia szybko dogania Zachodnia pod wzgledem rozwoju technicznego. No wlasnie, 'dogania'. Przez ostatnich kilkadziesiat lat Europa Zachodnia byla po prostu lepiej rozwinieta technicznie i nie da sie kompleksow z tym zwiazanych zlikwidowac w ciagu kilku lat.

          > Polska popadla w skrajnosci, od socjalizmu do panstwa wyznaniowego, czego przyk
          > ladem moze byc pielgrzymka ministerstwa na jasna gore i wiele innych. Panstwo w
          > yznaniowe jest sprzeczne z indywidualizmem jednostki, a bieda poszczegolnych gr
          > up spolecznych jest coraz bardziej widoczna. Trudno wiec o optymizm, wysoka sam
          > oocene, czy pewnosc siebie. Z czasem moze sie to zmienic, poniewaz kosciol kato
          > licki dlugo juz na tym wozku nie pojedzie,

          Zgadzam sie.
      • wlodekbar Re: Pytanie do dobrego psychologa/psychiatry... 16.09.10, 00:07
        O, to jest , w moim odczuciu, post!:)
        I dziekuje za ostatnie zdanie:).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja