trevor2
08.09.10, 19:09
Mam 24 lata i spotkałem jakiś ładny czas temu kobietę. Można powiedzieć, że nasze drogi się skrzyżowały (przyjęła się do pracy tam gdzie ja). Od razu przypadliśmy sobie nawzajem do gustu, ale... w innym charakterze. Ja jej się podobałem i od początku okazywała mi swoje zainteresowanie. Naprawdę jej na mnie zależało i dawała mi to dyskretnie, ale czytelnie do zrozumienia. Niestety ja postrzegałem ją po prostu jako koleżankę i choć byłem dla niej jak najbardziej miły i sympatyczny, to jej zainteresowania na polu uczuciowym nie odwzajemniałem. Jednak z racji wspólnej pracy spędzaliśmy ze sobą trochę czasu (czasem odprowadzałem ją do domu). Potem więcej... Spotykaliśmy się na spacerach, wspólnych wycieczkach rowerowych itd., ale nic poza tym. Jednak było bardzo fajnie, dużo rozmawialiśmy i mieliśmy super czas. Po mniej więcej pół roku ona chyba dała za wygraną i uznała, że ja chcę być tylko jej przyjacielem. Faktycznie moje zachowanie wtedy mogło na to wskazywać, choć ja nie traktowałem jej nawet jak przyjaciela tylko jak koleżankę (znaliśmy się raptem pół roku). Nie powiedziała mi nic oficjalnie, bo w ogóle oficjalnie o naszych relacjach nie rozmawialiśmy. No i tak można powiedzieć, że zostaliśmy przyjaciółmi. Spotykaliśmy się cały czas, mieliśmy super kontakt, łapaliśmy nasze myśli „w lot”, zanim jeszcze jedno coś powiedziało, drugie już wiedziało co chce powiedzieć. Spacery, rowery, wycieczki, ławeczki w parku, mnóstwo śmiechu... Trwało to wszystko kolejny rok i naprawdę bardzo się do siebie zbliżyliśmy. Ja z czasem otworzyłem się na nią, ona na mnie, poznawaliśmy się coraz bardziej, rozmawialiśmy o swoich marzeniach, pragnieniach, mieliśmy swoje tajemnice itd. Rozmawialiśmy o wszystkim, o życiu, kobietach, mężczyznach, zagłębialiśmy w najgłębsze meandry naszych dusz i można powiedzieć, że zaczęły się one przenikać. Czysta magia ! Czegoś takiego jeszcze nie doświadczyłem. I z biegiem czasu ta znajomość zaczęła przeradzać się z mojej strony w uczucie. Zakochałem się w niej, w tej kobiecie którą przez te 1,5 roku poznałem. Wtedy okazało się że ona od 8 miesięcy ma kogoś ! Przyznam że byłem w szoku i moje myśli nie nadążały za tym co się dzieje. Raz że się już trochę zaangażowałem i poczułem spore ukłucie w sercu a dwa, że jeszcze kilka dni wcześniej normalnie się spotkaliśmy i wszystko było super ! Dowiedziałem się nie od niej a przypadkiem, gdy widziałem ich razem. Chyba z tego szoku nie potrafiłem zareagować bo po prostu stanąłem jak wryty, a ona w jego towarzystwie udała że mnie nie widzi, pomimo że przeszli tuż obok. Oczywiście chciałem się z nią spotkać, ale ona nie chciała, nie odbierała telefonu. Napisała mi tylko lakonicznego sms-a że przykro jej że tak to się skończyło bo traktowała mnie jak przyjaciela i chce bym był jej przyjacielem, bo wiem o niej wszystko. Dziwnie to zabrzmiało... Spotkać się jednak nie chciała, a ja przez 2-3 tygodnie chodziłem jak pijany i zupełnie nic z tego czasu nie pamiętam. Potem od postronnych osób dowiedziałem się, że jak tylko mnie zobaczyła to od razu jej się spodobałem i chciała mnie poderwać i to jeszcze zanim ja ją w ogóle poznałem i zobaczyłem. Dowiedziałem się, że jej facet pływa a ona spotykała się ze mną tylko w czasie jego rejsów. Żeby było jasne do niczego nigdy nie doszło. Jednak to rzuciło mi trochę światła na to dlaczego nie dała nic po sobie poznać, że ma kogoś. Potem on wracał z morza, a ona na tydzień-dwa znikała. Gdy dzwoniłem mówiła, że pojechała do rodziny, albo że rodzina przyjechała i nie może się spotkać i inne takie. Nie wiem dlaczego ale cały czas dbała abym o nim nie wiedział, zależało jej na tym. Ślisko to wygląda bo tak jakby umiejętnie zarządzała moją świadomością w tym zakresie. Tym bardziej tego nie rozumiem, że przecież nie mieliśmy romansu i na płaszczyźnie seksualnej nie było między nami kontaktu. Po czym on wypływał na kolejny miesiąc czy dwa, a ona pojawiała się jak gdyby nigdy nic i mówiła, jak to się stęskniła. Zupełnie tego nie rozumiem... Ale wracając do biegu zdarzeń to jak kilka tygodni później już doszedłem w miarę do siebie postanowiłem jeszcze pchany uczuciem i emocjami postanowiłem walczyć, ale ona totalnie mnie zlewała. Wydawało mi się, że znam ją na wylot (sama tak twierdziła) a tymczasem poczułem się jakbym miał do czynienia z zupełnie obcą osobą. Ochłonąłem i postanowiłem dać jej spokój, niech układa sobie życie z nim. Minął czas i powoli próbowałem o niej zapomnieć. Ona jednak nie pozwalała mi na to i co jakiś czasza pośrednictwem innych osób przekazywała mi pozdrowienia, przysłała mi kartkę na urodziny itp. Zaczęła opowiadać ludziom, że jestem jej przyjacielem. Postanowiłem – pomimo że nie było to dla mnie łatwe – spróbować ułożyć sobie z nią relacje na stopie przyjacielskiej. Może się uda. Mieliśmy przecież świetny czas w przeszłości. Pomimo częstych pozdrowień pod moim adresem, gdy poprosiłem o spotkanie nie była zachwycona i nie chciała się spotkać. Po ponowieniu mojej prośby odpisała mi jedynie, że może się ze mną spotkać ale dopiero za około 2 tygodnie. Znając już sytuację domyśliłem się, że za dwa tygodnie on wypływa w morze... Dałem sobie spokój. Dziś wiem, że zamierzają się pobrać, ale choć to jest już dla mnie zupełna przeszłość i minęło sporo czasu, nadal nie rozumiem co to było ? Czym była ta znajomość ? Dla mnie najpierw koleżeństwem, potem przyjaźnią, a następnie przerodziła się w uczucie. Tymczasem dziś wiem, że uczucia z jej strony nie było, a to co było niby przyjaźnią też wygląda bardzo wątpliwie. I pomimo upływu czasu zupełnie po trafię zaklasyfikować tego co się wydarzyło. Zaczęło się fajnie i rozwijało się świetnie. Do momentu aż się dowiedziałem. O uczucie nie mam żalu. Tak to czasem w życiu jest że ludzie się „mijają” albo „pudłują”, choć gdybym wiedział że ma kogoś nie pozwoliłbym sobie na to
zaangażowanie. I to nie daje mi spokoju: dlaczego mi nie powiedziała ? Dlaczego nic nie mówiła ? A rozmawialiśmy o wszystkim ! Sama mówiła, że wiem o niej wszystko ! Przez rok czasu ! Tymczasem okazało się, że nie wiedziałem nic. Nie rozumiem tego.