asd-37
11.09.10, 09:22
Pisze tu, bo z kazdym dniem zycie na tym ziemskim padole coraz bardziej mnie przytlacza. Nie chodzi tu bynajmniej o sprawy milosne, bo z czegos takiego juz dawno wyroslam. Nie kocham, nie chce kochac, nie chce nikogo, nie chce byc kochana, chce tylko malej przestrzeni dla siebie, to wszystko, reszte mam wiadomo gdzie.
Mam nieustanne mysli samobojcze, regularnie gdy sie budze, w srodku dnia i przed zasnieciem. Powstrzymuje mnie jednak strach. Nie przeraza mne, ze zejde z tego ziemskiego padolu i po mnie. Gdybym miala 100% pewnosc, ze zejde i po mnie, juz dawno zalatwilabym problem. Caly czas boje sie, ze po zejsciu z tego swiata moge trafic na inny, z ktorego tez bede chciala spierdzielac gdzie pieprz rosnie.
Nic mnie nie cieszy, nie widze zadnego swiatelka w tunelu, jestem przewrazliwiona, wszedzie doszukuje sie podstepu, w kazdym widze potencjalnego wroga, ktory chce mnie skrzywdzic i wykorzystac. Codziennie placze i z tego smutku sie obzeram, jak zaczne jesc, to nie moge przestac. Nie jem dla przyjemnosci czy z glodu, po prostu jem, zeby jesc.
Zycie moje jest popieprzone, zyje w swiecie jak z kosmosu. Nie jestem szpiegiem, nie jestem aktorka, a caly czas musze grac role kogos innego, tym razem role glupiej, naiwnej dziewczynki, ktora musi codziennie przepraszac, ze zyje. Ja mam w dupie przepraszanie, ze zyje, bo zyc mi sie w ogole nie chce, a tym bardziej przepraszac. I nigdy nie mam pewnosci jutra, moze rzuci mnie to parszywe zycie do Francji, Afganistanu, czy Iraku i bede zmuszona ubierac czador. Nikt nie wie, a jak nikt nie wie, to jeden ch... wie. Nie mam tez schizofrenii ani innych zaburzen natury psychicznej. Mam po prostu dosc tego ziemskiego padolu, czuje sie jak ubezwlasnowolniona, nie ma juz we mnie nic, zadnych uczuc, zadnej wiary, zadnej nadziei, nic, po prostu jedno wielkie nic, mozg mam zlobotomizowany, wyczyszczony ze wszystkiego, co tylko mozliwe. W dupie mam takie zycie, tylko nie wiem jak to wszystko bezbolesnie zakonczyc.