smutek,który nie chce minąć..

14.09.10, 15:03
Mam 22 lata. Z tego co widzę, czytam, wielu ludzi, niezależnie od wieku, zmagają się z trudnymi chwilami, wątpliwościami. I ja jestem jedną z takich osób.
Zdaję sobie sprawę z tego i jak
uciążliwe to jest być nieśmiałym i zakompleksionym człowiekiem bez wiary w siebie.
Czasem po kolejnej walce z sobą mam dość, nic tylko by się położyć i umrzeć. A jakoś widzę, że to żałosne, i tym żałośniej się czuję, gdy nie potrafię z tym walczyć.
Powinnam się cieszyć z dobrych rzeczy, ale z każdą taką chwilą czuję ,że to przypadek i nie do mnie należy mieć prawo do szczęścia.
Zazdroszczę niektórym ludziom grubej
skóry i wiary w lepsze.
Jestem młoda i wiele przede mną,a wogóle tego nie czuję.
Mam za to poczucie pustki, żalu do siebie, że nie potrafię i nie udaje mi się zmienić na lepsze. Nie potrafię docenić własnych osiągnięć (to słyszę od innych), ciągle się porównuje.
Nie mam wielu przyjaciół. Są znajomi. Chłopak i rodzina.

Ostatnio zmagam się z osobistą tragedią, poroniłam i czuję się strasznie winna. Nie wiedziałam o ciąży, krwawiłam i po badaniu byłam w szoku.
Rodzina
jest blisko, a jednak daleko, bo nie potrafimy rozmawiać o uczuciach. Mama,siostra i chłopak wiedzą ,co mnie spotkało.

Chłopaka bardzo kocham, jestesmy 6 lat razem. Był przy mnie w każdej chwili. Ale i tutaj czuję smutek. To nie tak,że zostawiam problemy "sobie", inicjuję rozmowę,nawet kilkakrotnie na ten sam temta, jeśli czuję, że coś trzeba dodać. Smuci mnie to, że nas związek stał się rutynowy, zawsze chciałam zobaczyć z chlopakiem coś nowego,doswiadczyć. Mieszkamy
niedaleko trojmiasta, a w trakcie naszego związku byliśmy latem na plaży 2 razy...
Te wakacje, oprócz koszmaru z poronieniem, były przygnębiające i nudne. Nigdzie nie byliśmy razem. Studiujemy oboje ,ja 400 km dalej, i chyba to nic dziwnego ,że chciałabym jakoś szcególniej spedzić ten wolny czas z kochaną osobą. Nie mówię o niczym nadzwyczajnym. Choćby spacer. Cokolwiek innego niz siedzenie w domu
i ogladanie filmow, siedzenie przy kompie. Czuję się strasznie wku*wiona ,że kolejne wakacje się zmarnowały. Sugerowałam zmiany, byłam cierpliwa. I jest mi już za ciężko. To nie tak, ze "ja i tylko ja". Zawsze pytam, czego by chciał, o czym marzy.

Niedługo znów początek roku akademickiego. Zdałam na studia
o jakich marzyłam. Kolejne osiągnięcie, które też negowałam (bo farta pewnie miałam). Obiecałam sobie (znów..), że czas zmienić swoje życie i wyjść z ukrycia (tj zamkniecia w sobie).

Taki to wątek, by się pożalić, wyrzucić smutek.
Powiedzcie, co Wam pomaga w trudnym momencie, jak w końcu cieszyć się z życia? Dość mam marnowania czasu na smutek. Chce zmiany.
    • to.niemozliwe Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 15:20
      Pomagają drobiazgi. Sensowna organizacja tygodnia w którym jest czas na większość ważnych rzeczy, trochę też celebrowanie codzienności, pomaga słuchanie partnera/ki i czasem odpuszczenie sobie, czyli przystanie na cudzy punkt widzenia.
      Nie da się tych studiów przenieść? Na same dojazdy 400 km tracisz nieprawdopodobną ilość czasu...
      • kokoryczko Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 15:57
        Trochę trudno by mi było się przenieść, trudna była decyzja o podjęciu tych studiów - gdy przeszłam wstępny etap rekrutacji i kwalifikowałam się do egzaminów (studiuję na uczelni sztuk pięknych, 3 rok,zostaly 2) - przeraziłam się nagłej możliwości zmiany w życiu i już chciałam nie przyjść. Ale poszłam na egzamin i sie udało. Założyłam z góry ,że i tak mi się nie uda.
        Potrzebuję trochę czasu by się osowić z nowymi ludzmi, otoczeniem no i czuje się dobrze i nie chcę znów tego zmieniać. W domu bywam co tydzien lub 2 na weekendy, w czasie wakacji jestem praktycznie cały czas. Wiem,że z mojej strony wynikło to,że rzadziej się spotykam z chłopakiem. Wierze, że jak to uda nam się przebrnąć,to potem może być łatwiej. Ale staram się mu to wynagrodzić, piszę mnóstwo sms, na gg, skype. A on właśnie ma mniej czasu dla mnie, bo się uczy (bardzo dobrze,ma stypendium) i ma swoje rozrywki tj gry, seriale - generalnie ciągle przykotwiczony do komputera/konsoli. Ja jestem taką hm artystyczną duszą a on ma analityczny,ścisły umysł, czasem trudno nam się dogadać. On nie potrafi polubic tego co ja lubie ,tak jak ja jego upodobań, owszem, niektóre są wspólne.
        Jak nie mogłam do domu przyjechać, to nieraz go zapraszałam - nie miała czasu lub pieniedzy . Zawsze byłam gotowa zapłacić za bilet dla niego, chocbym miała liczyć sie potem z każdym grosikiem (choć w zbytku nie opływam). Nie chciał, potem miałam po całym roku do niego zal,że nie potrafił dla mnie się trochę poświęcić, a on sam żałował i obiecywał, że więcej mnie nie "zaniedba". Mówię tak, bo sama czasem zmykałam z zajęć (na szczęście nie nagminnie :) ); swoj wolny czas przeznaczyłam by tłuc się pociągiem, czy zostawiałam swoją prace na ostatnią chwile, by móc przyjechać do domu i się spotkać z nim. To samo ,gdy chciałam porozmawiać przez internet/telefon. Nie chce być egoistką. Szanuję jego czas, chcę by się rozwijał, ciesza mnie jego sukcesy. Wiem,że nie jestem idealna i robię sporo błedów.
        Próboje jakoś się dopasować do chłopaka,znaleźć wspólny mianownik, czuję się jak ta,co się ciągle wyrywa. Brakuje mi trochę spontaniczności. Po poronieniu boimy się ciąży mimo wszystko, bo zawiodła nas antykoncepcja,czekam aż organizm dojdzie do siebie, potem by potem dopasować jak najlepsze zabezpieczenie.
        Seks ,ktory był dla nas źródłem ogromnej radości, popadł w ruinę.
        Mimo wszystko, nie zanikły moje potrzeby. I jego również. Staram mu się jednak jakoś wynagrodzić brak stosunku (jakkolwiek dziwnei by to nie brzmiało), są też inne drogi do przyjemności np pieszczoty, seks oralny. Cieszy mnie jego radość , tym bardziej ,gdy mu ją dam. A ja nie mam ostatnio na tej płaszczyźnie nic :( Czy naprawdę facetowi trzeba mówić, że dobrze by było, gdyby pomyślał o partnerce? Aż mi naprawdę głupio o to prosić "a moja kolej?". Nie spróbował nawet :( Wie, że mam na niego ochotę. Okazuje mu to.

        Ale się rozpisałam, i to jak pobocznie. Tak jakoś wychodzi ze mnie,co boli.
        • to.niemozliwe Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 16:06
          Zajrzyj na forum "Brak seksu w małżeństwie", poczytaj...to dobre forum. :)
        • nenia1 Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 19:47
          Czy twój chłopak przed twoim wyjazdem na studia zachowywał się
          tak samo, czy miał więcej inicjatywy?
          • kokoryczko Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 19:53
            tak samo było. Ale się to wszystko skomplikowało :(
            • zorz_ponimirski Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 20:32
              może to co napisze bedzie od czapy, ale mysle, ze jesli nie jestes w tym momencie osoba o radosnej konstrukcji psychicznej, taka ktora sie nie przejmie tym ze jej chlopak siedzi przed kompem, tylko sama pojedzie na plaze, to nalezy poczekac az czas zrobi swoje i dojrzejesz za kilka, kilkanascie lat do zmiany swiatopoglądu. Zapewniam cie ze do tego momentu Zbawca nie przyjdzie i lepiej na tym nie bazuj.
            • to.niemozliwe Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 21:06
              Niestety (dla Ciebie), ale mezczyzni maja tendencje do popadania w skrajnosci. Wyglada, ze wystarcza mu komputer, konsola, studia, czasem seks - ale jak "marudzisz", to sie juz nie bedzie staral. Mysle, ze jesli przez 6 lat, i jeszcze po tym, co przezylas w wakacje nie znajduje w swoim zyciu naleznego Ci miejsca, to....niestety, ale nic z tego nie bedzie. i z ta mysla nalezy sie z wolna oswajac....:(
        • krytykantka07 rzuć faceta, a znajdź sobie kobietę. 15.09.10, 08:29
          Będziesz miała seks oralny i ciąży nie będzie potrzeby się obawiać...
          Wybacz, ale czytając Twój post zastanawiam się skąd biorą się tak głupi ludzie.
          Głupotą jest wzbudzanie w sobie poczucia winy i nieumiejętność dbania o własne interesy.
          I to w czasach gdy takich facetów jak on możesz mieć na pęczki.
          Twój chłopak bez seksu z Tobą sobie radzi.
          Komp mu wystarczy.
          A forów randkowych nie brakuje.
          On nie dorósł do związku, a Ty robisz za jego matkę.
          Facet ma Cię w nosie.
          Pozwala Ci łaskawie na to, abyś go kochała, sponsorowała i miała poczucie winy.
          Nie nagradzaj mu niczego tylko wykop ze swojego życia.
          To Ty potrzebujesz nagrody po tym co przeszłaś...
          A co by było gdybyś nie poroniła?
          Dorósłby do ojcostwa?
    • montyple Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 20:30
      Rozumiem i współczuję.
      Piszesz pewnie trochę sama do siebie, żeby uporządkować myśli.
      Mam kilka luźnych przemyśleń po lekturze. Potraktuj je z dystansem :)

      Czasem tak bywa, że najbliżsi są nimi tylko z nazwy, a prawdziwej rodziny trzeba poszukać trochę dalej. Chodzi mi o przyjaciół, a nie o sektę ;) Trudno się żyje bez przyjaciół, tym bardziej, że Twój związek przypomina z opisu jakąś atrapę. Toż takie bycie razem chyba gorsze niż samotność. Podobnie z rodziną. Niby są, ale cóż z tego, skoro jakby za szybą. Emocjonalnie niedostępni. A może czasem zdrowiej jest przerwać takie niby-więzi... Sama nie wiem. W każdym razie na pewno nie oczekiwać, że właśnie oni zaspokoją Twoją potrzebę bycia kochaną. A zasługujesz na to, żeby czuć się kochaną, akceptowaną. Jak każdy.
      • kokoryczko Re: smutek,który nie chce minąć.. 14.09.10, 21:09
        Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi. Myśle o tym,co potrzebuje radykalnej zmiany, naprawdę tego pragnę.
        • knokkelmann1 Re: smutek,który nie chce minąć.. 15.09.10, 11:18
          znajdz sobie nowego kolesia...serio
          • cyryl-z-glinki Re: smutek,który nie chce minąć.. 16.09.10, 19:42

            Witaj !

            Czytając Twój post widzę,że masz objawy depresji.Depresja to jest stan nie tylko obniżonego nastroju,ale też niskiego poziomu energii.Czujesz pustkę ponieważ TY dajesz i dajesz,a niewiele dostajesz w zamian.
            Obawiam się,że rada znajdź sobie innego kolesia nie rozwiąże Twoich problemów.
            Dlaczego? Dlatego,że znajdziesz sobie faceta,który będzie całkiem podobny do Twojego obecnego chłopaka.
            Taki związek jak Wasz , określany jest jako związek dawcy i biorcy.Dopóki nie nauczysz się,że można odwrócić role w Waszym związku,to obawiam się,że popełnisz te same błędy w nowym związku.
            Na czym ma polegać to odwrócenie ?- przestań zabiegać o Twojego chłopaka i na siłę podtrzymywać związek.Zacznij Ty brać od niego,a przestań tyle mu dawać.
            Nie wydzwaniaj do niego,nie bombarduj go Sms-ami i czekaj aż się odezwie.Wiem,że to bardzo trudne,ale tak trzeba.Nie praw mu kazań,nie tłumacz jak widziszWasz związek, tylko proś o pomoc w razie jakichś Twoich potrzeb.Musisz nauczyć się brać i dbać również sama o swoje własne potrzeby,a nie dostosywać się do partnera.
            Jeśli mu zależy na Tobie, sam się odezwie,a jeśli nie, to znaczy,że mu nie zależy, więc nie ma sensu dalej inwestować całej energii w związek,który nie ma szans na przyszłość.
            Jeśli nawet ten związek się rozleci,to będzie bolało,ale lepiej teraz, niż całe życie nieść na swoich barkach odpowiedzialność za toksyczny związek.
            To, jak opisujesz Waszą relację, jedna z terapeutek -Pia Mellody- nazywa związkiem nałogowca kochania z nałogowcem unikania bliskości.
            Opisując w tej konwencji Twoje zachowania, należy stwierdzić,że jesteś chora na współuzależnienie. Podstawowe symptomy współuzależnienia to trudności z :
            1.odczuwaniem własnej wartości,
            2.wytyczaniem funkcjonalnych granic,
            3.doświadczaniem własnej rzeczywistości,
            4.zaspokajaniem swoich dorosłych potrzeb i pragnień,
            5.doświadczaniem i w wyrażaniem swej rzeczywistości w sposób umiarkowany.( w tym się mieści np.myślenie kategoriami białe-czarne,skrajne nastroje,trudności w odczuwaniu i rozróżnianiu uczuć i wiele innych ).
            POzdrawiam,
            Jeśli chcesz, możesz napisać bezpośrednio.Doradzę coś więcej.
            • knokkelmann1 Re: smutek,który nie chce minąć.. 17.09.10, 12:00
              cyryl - szacunek!!! bardzo trafnie, jasno i mądrze napisane!
    • adriana_ada Re: smutek,który nie chce minąć.. 15.09.10, 14:33
      Jestes mloda, zycie przed toba, a blisko polowa ludzi na tym swiecie to faceci. Na tym jednym swiat sie nie zaczyna i nie konczy. To, ze poronilas, to tak naprawde tez zadna tragedia, oznacza to, ze ciaza nie byla prawidlowa, wiec nie urodziloby sie zdrowe dziecko. Wiadomo, ze moze byc to trudne, ale tez mozliwe, ze pod wzgledem genetycznym nie pasujecie do siebie z partnerem. To by mi wlasnie dalo do myslenia, ze nie pakowac sie w to dalej.
    • metal_guru Młodziutka staruszka:-) 16.09.10, 20:56
      Co czwarta ciąża kańczy się poronieniem. Poronienia są częste pośród kobiet młodych wiekiem i które nigdy nie rodziły. Najbardziej stabilne jest ciało kobiety ok.25/26 roku życia.
      Może poczytaj o genetyce w ksiązce napisanej przez L. Silver. Jako znawca tematu opisał dokładnie przebieg ciązy od samej nonsekundy powstania. I wytłumaczył dokładnie dlaczego organizm wywołuje poronienia. Czasami jest to defekt genetyczny i szczęściem jest, że nastąpiło poronienie. Tak, że radze trochę do smutków podejść uzbrojona w literaturę.
      Co do życia z partnerem. Najwązniejsze w relacji jest myśleć ile się ma do dania w niej a nie ile do wzięcia. Może naucz się troche żyć sama ze sobą. Masz zaledwie 22 lata i 6 lat byłaś w zwiazku?! Rany, a kiedy miałaś czas dla siebie, aby nacieszyć się swoim towarzystwem?
    • nenia1 Re: smutek,który nie chce minąć.. 16.09.10, 21:22
      Moim zdaniem zmiana chłopaka na niewiele się zda. Skoro, jak piszesz, nie zmienił się dlatego, że wyjechałaś, oznacza to, że takiego właśnie chłopaka, z takimi a nie innimi cechami, sobie wybrałaś. Właśnie te jego cech, które z jednej strony ci przeszkadzają, spowodowały, że go wybrałaś. Prawdopodobieństwo, że następny będzie podobny jest bardzo duże.
      Najważniesza nie jest zmiana chłopaka ale zmiana ciebie samej. Trudno coś pisać na podstawie paru twoich postów, ale wg. mnie problem kryje się w tym zdaniu:

      > Rodzina
      > jest blisko, a jednak daleko, bo nie potrafimy rozmawiać o uczuciach.

      Źródło twoich problemów tkwi w twojej rodzinie. Towarzyszy ci smutek i niska samoocena.
      Ta samoocena pozostanie niska bo w obecnej chwili i tak negujesz wszystkie swoje osiągnięcia

      > Zdałam na studia
      > o jakich marzyłam. Kolejne osiągnięcie, które też negowałam (bo farta pewnie mi
      > ałam)

      Jak więc samoocena może ci się poprawić skoro obecnie sama blokujesz wszelkie źródła, które mogłyby ci ją poprawić?
      Dzieje się tak zapewnie z jakiś problemów związanych z twoją rodziną.

      Sama obecnie utrzymujesz się w roli ofiary. Chłopaka wybrałaś takiego, aby nie stworzyć zbyt bliskiego związku. Te jego cechy spowodowały jego wybór. Na wszelki wypadek, gybyście jednak mogli być zbyt blisko wybrałaś uczelnię oddaloną o 400 km.
      Ponieważ jednak jak każdy człowiek chcesz bliskości to paradoksalnie te same jego cechy cię odpychają od niego i zwiększają twój smutek.

      Jesteś młoda, życie przed tobą, nie czujesz tego, bo przygniata cię ciężar samotności i sama czujesz że jesteś w pętli z której nie możesz wyjść.
      Nie obwiniaj się, twoje uczucia i zachowania są podobne do uczuć innych ludzi, których dom rodzicielski nie funkcjonował prawidłowo.

      Moim zdaniem powinnaś iść na terapię, dużo ośrodków organizuje terapie grupowe, są bezpłatne, zorientuj się w twoim otoczeniu, może ktoś poleci ci jakiś dobry ośrodek.
      Z pewnością można wyjść z takiej sytuacji jak twoja, potrzebny ci będzie jednak wgląd w samą ciebie i znalezienie faktycznych przyczyn takich a nie innych emocji w twoim życiu, zamiast obwiniania siebie. Bo to nie twoja wina!
      Jeśli chcesz zmiany to walcz o siebie. Z twoich postów wyłania się obraz inteligentnej dziewczyny, tylko nieco zagubionej.
      Powodzenia:)

      • kokoryczko Re: smutek,który nie chce minąć.. 16.09.10, 23:33
        dziękuje Wam bardzo z całego serca
Pełna wersja