mesgo
25.09.10, 21:35
Znam tego czlowieka kilka lat, pracujemy razem. Widzę, jak się zmienia, jak staje się coraz chudszy, smutniejszy i wycofany. Dużo rozmawiamy. Zastanawiam się nad tym co mówi i zawsze odpowiadam co myśle, gdy pyta o zdanie. Ale ostatnio nie wiem , co powiedzieć ...
Chciałby się rozwieżć ale nic nie robi, jakby się bał. Tego , co żona zrobi gdy on zechce rozwodu, bo ona nie chce. Ich relacje wydają sie nad wyraz dziwne, bo to jest tak jakby cały czas z sobą wlaczyli. O to kto jest lepszym rodzicem, o to kto ma w rodzinie rządzić, o pieniądze ....Elementem przetargowym są dzieci, dla ktorych on jest na skinienie, każde skinienie, nawet typu - tato zjadłabym pizze - dzowni 16 latka, a tato zwalnia się z pracy i jedzie.
On pyta co robić, ja mu na to że może najlepiej aby sobie odpowiedział czego chce. On powiedział, że wie. Jakiś czas temu spotkal dziewczynę, spotykają się. Ona chciałaby aby on się zdecydował czy wezmie rozwód, bo nie chce inaczej z nim się spotykać. Tlumaczylam mu, że to uczicwe podejście. On na to, że chce być z tą dziewczyną, ale nad zycie dzieci kocha, a po rozwodzie je straci.
Od kilku dni o tym rozmawiamy, on coraz więcej o tym a coraz mniej na pracy się skupia. Chcialabym mu pomóc ale to nierealne, tak sądze. Sam musi sobie odpowiedziec na wsyzstkie trudne pytania.
Zastanawiam się nad czymś innym- jak bardzo jest uzalezniony od relacji z żona- relacji opartej na strachu i tym, jakby nie umiał życ bez codziennej awantury o cokolwiek, a też uzależniony od dzieci, które nim strasznie manipulują i dla których poświęci wszystko.
Czy istnieje jakiś powód, dlaczego ludzie boją się zmienić takie życie na inne, na takie które pragną...skąd ten strach w nich/