Czy można byc "uzależnionym" od bliskich?

25.09.10, 21:35
Znam tego czlowieka kilka lat, pracujemy razem. Widzę, jak się zmienia, jak staje się coraz chudszy, smutniejszy i wycofany. Dużo rozmawiamy. Zastanawiam się nad tym co mówi i zawsze odpowiadam co myśle, gdy pyta o zdanie. Ale ostatnio nie wiem , co powiedzieć ...
Chciałby się rozwieżć ale nic nie robi, jakby się bał. Tego , co żona zrobi gdy on zechce rozwodu, bo ona nie chce. Ich relacje wydają sie nad wyraz dziwne, bo to jest tak jakby cały czas z sobą wlaczyli. O to kto jest lepszym rodzicem, o to kto ma w rodzinie rządzić, o pieniądze ....Elementem przetargowym są dzieci, dla ktorych on jest na skinienie, każde skinienie, nawet typu - tato zjadłabym pizze - dzowni 16 latka, a tato zwalnia się z pracy i jedzie.
On pyta co robić, ja mu na to że może najlepiej aby sobie odpowiedział czego chce. On powiedział, że wie. Jakiś czas temu spotkal dziewczynę, spotykają się. Ona chciałaby aby on się zdecydował czy wezmie rozwód, bo nie chce inaczej z nim się spotykać. Tlumaczylam mu, że to uczicwe podejście. On na to, że chce być z tą dziewczyną, ale nad zycie dzieci kocha, a po rozwodzie je straci.
Od kilku dni o tym rozmawiamy, on coraz więcej o tym a coraz mniej na pracy się skupia. Chcialabym mu pomóc ale to nierealne, tak sądze. Sam musi sobie odpowiedziec na wsyzstkie trudne pytania.

Zastanawiam się nad czymś innym- jak bardzo jest uzalezniony od relacji z żona- relacji opartej na strachu i tym, jakby nie umiał życ bez codziennej awantury o cokolwiek, a też uzależniony od dzieci, które nim strasznie manipulują i dla których poświęci wszystko.
Czy istnieje jakiś powód, dlaczego ludzie boją się zmienić takie życie na inne, na takie które pragną...skąd ten strach w nich/
    • klosowski333 Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 25.09.10, 21:48
      Nie przeczytalem tekstu, przepraszam, mam oczopląs, ale przeczytalem tytul i zapewniam w swoim imieniu, ze tak, mozna, mozna uzalezniac sie od konkretnych ludzi, mozna kochac na zaboj, mozna zabijac sie z milosci, z tesknoty, ze zgryzoty i z powody heinego-medina tez.

      W trakcie pisania przeczytalem post i coz mam powiedziec... i uderzyla mnie trafnosc zdania

      Sam musi sobie odpowiedziec na wsyzstkie trudne pytania.

      Tak jest zawsze, zawsze prawie, prawie zawsze, gdy sie chce myslec i nie pozwala sie by inni mysleli za nas, w sprawach osobistych, intymnych, w ktorych wylacznie my jestesmy najlepszymi znawcami, a cala reszta to tylko marni dyletanci i uzurpatorzy. Nikt nie jest lepszy w byciu Klosowskim niz ja i nikt lepiej nie zna Klosowskiego niz ja. A reszta jest tylko niedopowiedzieniem.

      A psychologom i innym szamanom wara od nas.
      • hatepinu Re: Klosowski 26.09.10, 03:35
        Wiesz Kłosowski, coraz więcej Cię lubię !
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 11:29
        Tak, na wszystkie i tak każdy z nas musi sobie odpowiedzieć, bo każdy z nas jest inny , każda sytuacja inna....Tylko smutne są ludzkie historie a najabrdziej smune życie to maja dzieci tych ludzi....
      • manka_swojska Klosowski333 27.09.10, 11:52
        Chcialam tylko cos krotko zdementowac. Nigdy nie zalozylam zadnego watku na Twoj temat i nie mam nic wspolnego z nickiem sdf, nie przesladuje Cie na tym forum, nikogo poza tym nie przesladuje. Mozesz sam sprawdzic u administracji. Pare razy wymienilismy sie opinia w kilku watkach, to wszystko. Ponosi Cie fantazja i egocentryzm.
        Byc moze to wspomniany przez Was T.R. (w nim rowniez, podobnie jak i w Tobie jestem zakochana, to tak btw) robi sobie jaja z jakiegos geja, tego nie wiem, poza tym dziwi mnie, ze mu sie tak chce.
        • manka_swojska Re: Klosowski333 27.09.10, 11:53
          klosowski333 napisal:

          > Moze i sie zakochal, to jest jego problem, podobnie jak i mania by zakladac ciagle watki mi > poswiecone. Moze rzeczywiscie cos jest na rzeczy, nikt na tym forum nie ma takiej obsesji > na moim pkcie jak on.
          > Zreszta rzuc okiem na jego zdjecie, znajdziesz je klikajac na nick autora watku.
    • to.niemozliwe Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 25.09.10, 21:54
      on nie jest uzalezniony, tylko wykastrowany psychicznie. To biedny rybak z bajki o Zlotej Rybce.
      :)
      • blo-ndynka Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 26.09.10, 19:42
        Psychiczna kastracja- bardzo trafne spostrzeżenie,
        Można być w tym stanie nawet nie zdając sobie z tego sprawy- szkoda jeżeli przydarza się to wartościowym ludziom
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 11:30
        Ciekawie ujęte. Ale coś w tym jest. Szczególnie że w pracy jest coraz mniej efektywny.
        • manka_swojska Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 14:38
          mesgo napisała:

          > Ciekawie ujęte. Ale coś w tym jest. Szczególnie że w pracy jest coraz mniej
          > efektywny.

          No popatrz Mesgo, jest coraz mniej efektywny. Z pewnoscia gdyby rzucil zone, rodzine i przyszedl do Ciebie wzrosla by jego efektywnosc zawodowa, seksualna i na pewno by troszeczke misiaczek kochany przytyl. Jakie to slodkie, sielanka by kwitla, razem do pracy, razem obiadki, razem do lozeczka.
          A on nie chce sie rozwiesc z ta wstretna zona.
          • mesgo ????????? 27.09.10, 15:10
            A TY czytałas w ogóle co ja napisałam? Mnie inetresuje jako kolega z pracy, a jego efektywnośc szczególnie bo pracujemy razem nad róznymi projektami a to poważne rzeczy i nie można sobie wyobraź popełniać błedów. A co do osoby w sensie płciowym, to ja ma swojego mężczyzne i mi cudzy niepotrzebny, ale widać Twoje myślenie tego nie ogarnia, a i sama pewnie kochanicą bywasz skoro innych podejrzewasz jak o kimś piszą bo się po ludzku przejmują ......więc szkoda komentować więcej ale jedno ważne -bez inwektyw proszę. Obrażanie mnie zapewne pozwala Ci wewalić z siebie złość do całego świata, ale ja laleczka do bicia nie jestem, walnij w lustro, będzie uczicwiej.
            • manka_swojska Re: ????????? 27.09.10, 15:19
              Ja mam swoje doswiadczenia z takimi, ktore chcialy cudze kryzysy rozwiazywac i przez ich pryzmat mam prawo patrzec. Nie lubie, jak ktos probuje robic publiczna pokazowke, a Ty niedosc, ze wtracasz sie w cudze zycie, to jeszcze probujesz angazowac w to innych. Powinnas wiedziec jedno, gdyby facet chcial sie naprawde rozwiesc, zrobilby to bez koniecznosci Twojej ingerencji.
              Jezeli natomiast jestes wspolodpowiedzialna za jego bledy w pracy, nalezy w takim razie wspolprace zakonczyc i pracowac samodzielnie.
              Poza tym, w ktorym miejscu ja Cie obrazilam?
              • mesgo Re: ????????? 27.09.10, 15:29
                Ja się nie pytałam, gdybyś zwróciła uwagę, o tego gościa tylko o pewne uzależnienie od sytuacji i relacji z innymi. I o to pytałam. Bo ja nie tkwiełam w chorym związku kiedy mąż mnie zdradzał, tylko próbowałam ratować małzeństwo, a potem , gdy okazało się, że on woli ode mnie konwersacje z paniami na gg i tlenie, powiedziałam basta. Zawsze kiedy mogę kończę trudną sytuację, rozwiązuję ją szukając wyjścia. Wolę działanie niż marudzenie, nie jestem typem męczennika. Mnie ten człowiek opowiada , ja radzę pogadaj z żoną, odstaw tę panią i nie traktuj się jak ofiarę bo sam się o to prosisz. To nie jest zły człowiek więc słuchała, bo tyle moge dla niego zrobić. W pracy robię za niego, bo to zawsze był dobry współpracownik, a poza tym łatwo powiedzieć - spadaj, nie obchodzi mnie twoj problem i masz tu wypowiedzenie. Dałam mu telefon do psychoterapeuty i tyle. Nie mniej jednak w tym watku było istotne pytanie- czemu ludzie tkwia w czyms co ich męczy i nie robią nic. Czyopisany człowie czy jaks kobieta z bloku obok bita codziennie przez męza.
                • manka_swojska Re: ????????? 27.09.10, 15:35
                  Skoro facet ma problemy w pracy i nie radzi sobie, moze udac sie do psychiatry po czasowe zwolnienie, a nie obciazac innych. Tego nakazywalaby uczciwosc, a nie wyreczac sie innymi. A tak jest mu wygodnie, pogada Ci o problemach, bo wie, ze odwalisz za niego robote. Cwany lis
                  Poza tym, bardzo niekorzystnie o nim swiadczy mowienie zle o zonie i obarczanie innych swoimi problemami. Od tego sa specjalisci.
                  • mesgo Re: ????????? 27.09.10, 15:40
                    Nie znam jego żony, są tylko jego opowieści. Wiem tylko, że jak telefon dzowni, to rzuca wszystko i leci - nieważne co jest w robocie. Na skinienie, ale nie moja sprawa. Tyle , że poem narzeka . Dziś powiedziałam mu że do końca tygodnia ma coś zrobić - zadzownic do psychologa, terapeuty czy cokolwiek.
                    • manka_swojska Re: ????????? 27.09.10, 15:48
                      mesgo napisała:

                      > Nie znam jego żony, są tylko jego opowieści. Wiem tylko, że jak telefon dzowni,
                      > to rzuca wszystko i leci - nieważne co jest w robocie. Na skinienie, ale nie
                      > moja sprawa.

                      To juz masz odpowiedz, jak bardzo chce mu sie rozwiezc. Jest to moim zdaniem typ kretacza, ktory doskonale wie jak zalatwiac interesy. Wzbudzi litosc, a Ty za niego odwalisz wszystko, a kaske i tak dostanie.

                      > Tyle , że poem narzeka . Dziś powiedziałam mu że do końca tygodnia
                      > ma coś zrobić - zadzownic do psychologa, terapeuty czy cokolwiek.

                      Niektorzy tak po prostu maja, ze musza narzekac, taka juz ich natura.
                      • mesgo Re: ????????? 28.09.10, 11:11
                        Może masz rację i coś w tym jest, chociaz naiwnie wierzę, że jednak nie. Zobaczymy co zrobi w kolejnym tygodniu.
    • mona.blue Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 26.09.10, 01:55
      Można być uzależnionym od najbliższych, sama tak miałam, czasem bardzo trudno zerwać nawet wyjątkowo toksyczną relację, szczególnie jeśli dochodzi lęk o utratę dzieci po rozwodzie - mi dłuuugo ten lęk nie pozwalał się rozwieść.

      Ale jak piszesz o 16-letniej córce, to może być łatwiej, od 18 roku życia dzieci same decydują z kim chcą mieszkać. Ja walczyłam o 16 wtedy dzieci przy rozwodzie, chociaż było to dla mnie nad wyraz trudne i sprawę przegrałam (sąd przyznał je ojcu ze względu na moją chorobę), ale na szczęście mogłam je bardzo często widywać. Teraz mają po 19 lat i mieszkają ze mną.
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 11:33
        Wiesz, ja nie mam wiedzy jak tam z tymi dziećmi jest - myślę o relacjach z rodzicami. Zapewne wszystko troche skomplikowane, skor rodzice wciąż walczą z sobą. Ale pewnie latwiej , gdy dzieci starsze. U nich chyba tez chodzi o pieniądze. Ten kolega z pracy utrzymuje dom, robi zakupy itp.Dlatego żona zainteresowana rozwodem raczej nie będzie.
    • e.i.t.h.e.l Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 26.09.10, 20:59
      > Czy istnieje jakiś powód, dlaczego ludzie boją się zmienić takie życie na inne,
      > na takie które pragną...skąd ten strach w nich/

      Istnieje nawet takie powiedzenie: lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Ludzie boją się nieznanego. Tutaj w obecnym związku czuje się dość bezpieczny, nie jest szczęśliwy, ale w miarę bezpieczny, wie, że może się spodziewać tego, tego i tego. A gdyby nagle tak wszystko zmienić? To zmienia całe życie praktycznie i nie ma żadnych pewników, w końcu po jakimś czasie może stwierdzić, że i z tą dziewczyną nową mu się nie układa itd. Do tego mogą dochodzić te wszystkie uświadomione lęki, czyli np. o utracie kontaktu z dziećmi.
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 11:50
        Pewnie tak. Ja patrzę na to z boku i tylko słucham, coraz bardziej przerażam jak ludzie funkcjonuja....Czuje sie obciążona tą wiedzą. Zapytana o radę raz wyraziłam swoje zdanie i nic więcej nie wymyślę. Ale też żali mi człowieka, który zsuwa się z równi pochyłej. Znamy się, pracujemy razem i wiem że trzeba się czasem wygadać. On wygaduje się mnie, pracujemy obok.
    • wifch Oh te zony... 26.09.10, 21:07
      Zolzy, a on biedny nieszczesliwy umila sobie czas z kobieta na boku i jeszcze rozwiesc sie nie moze. Biedaczek, a ta zona to taka podla....bla, bla, bla...
    • wifch Poza tym Mesgo... 26.09.10, 21:33

      Jakim prawem wchodzisz w prywatne zycie ludziom i Rodzinie...Piszesz, ze tam sa dzieci, tam jest dom. A ty co po kie licho wsadzasz tam swojego dupala? Co nie masz wlasnej rodziny? Nie wiesz,ze kazde malzenstwo ma problemy? Chesz ludziom zniszczyc dom, zycie rodzine, zabrac dom dzieciom...Bo facet njuskie spotkal? Widac choc resztki rozumu ma, pod czaszka skoro sie wacha wziac rozwod z zona dla dziwki.
      Nie wchrzaniaj swojego nochala w nie swoje koryto! Generalnie jestes zbyt durna aby
      swiadczyc tego typu poradnictwo ludziom...
      • leda16 Re: Poza tym Mesgo... 26.09.10, 21:49
        Popieram. Kurwiarz i zdrajca załapał się na młodą dupę i żal mu z niej zrezygnować póki urokiem nowości pachnie. Ale z dorobku małżeńskiego i full obsługi przez starą chabetę też nie. Ma iście hamletowski dylemat. W tej historyjce jeszcze jeden gostek jest godny politowania - ich pracodawca. Chyba, że przy intensywnym wywijaniu przez oboje mopami ta "psychoterapia" odchodzi.
        • gadagad Re: Poza tym Mesgo... 26.09.10, 21:54
          A to ,tak akurat dokładnie tak.
      • mesgo Re: Poza tym Mesgo... 27.09.10, 11:55
        Gdybyś przeczytała dokładnie, bez nastawienia że ja głupia a Ty jedyny mądra, zapewne zauważyłabyś że chodzi o problem a nie konkternego człowieka. Co zresztą jest w tytule.
        A wracając do treści wątku.....Ja im prześcieradłem nie jestem i nie mnie rozwiązywać ich problemy. Ale codziennie pracujemy biurko w biurko, codziennie patrze jak ktos się zsuwa z równi, codziennie słucham, choć uwierz wcale to nie jest fajne. Mam kopnąc w tyłek i powiedzieć spadaj? Być może ale musiałabym mieć Twój charakter, bo TY na mnie nabluzgałaś kompletnie bezsasadnie i tylko wystawiłaś sobie ocenę tym zachowaniem. Ale wybaczam Ci, bo nie przeczytałaś ze zrozumieniem.
        • wifch Przeczytalam dokladnie twoje wypociny.. 27.09.10, 12:27

          Ona chciałaby aby on się zdecydował czy wezmie rozwód, bo nie chce inaczej z nim się spotykać. Tlumaczylam mu, że to uczicwe podejście. On na to, że chce być z tą dziewczyną, ale nad zycie dzieci kocha, a po rozwodzie je straci.


          _________________________

          Kto w ogole takiej kretynce dal prawo udzielania rad?! No pytam sie, odpowiedz!
          Skad ty wiesz co jest uczciwe, a co nie jest uczciwe z perspektywy tej rodziny...
          Jestes zwykla biurwa. I tragedia ludzi bywa fakt,ze ktos za podszeptem takiej idiotki jak ty, rozwali sobie dom i rodzine! I jeszcze do tego zmajstruje kolejnego bahora, zamiast zajac sie swoim domem i rodzina.

          Moralna powinnosci ludzi w spoleczenstwie jest godzic malzonkow, scalac i 'uleczac' rodzine, a nie ich rozwodzic. To jest ich zycie i decyzja do nich nalezy. Ludziom nie powinno sie podszeptywac co jest uczciwe, a co nie...Oni sami wiedza najlepiej...

          Mialabym do ciebie wiecej szacunku, gdybys tym ludziom poradzila poradnie rozinna, moze terapie jakis inny bardziej kreatywny sposob na wyjscie z impasu. Ty natomiast jak ostatnia durna bezmyslna kobyla, dajesz idiotyczne rady w sprawach tak powaznych jak zwiazek tych ludz i ich malzenstwo!
          Jestes osoba pozbawiona odpowedzialnosci. Do tego bezsensowne i durne pytanie jakie zadalas na forum, swiadczy zes kompletnie zacofana zarowno emocjhonalnie jak i intelektualnie....Brak ci rozwoju...

          I tego textu jaki na gorze napisalas sie nie wypieraj.
          A czy ty mi cos wybaczysz to ja mam to gdzies, kontaktu z takim chlamem to ja nie mam na codzien, bo sobie nie zycze!
          • dzanky Re: Przeczytalam dokladnie twoje wypociny.. 27.09.10, 12:53
            A kto Ci wifch dal prawo obrazania i atakowania kolejnych forumowiczow?
            Ty masz naprawde problem ze soba, a w Twoich postach jest tak wiele agresji, ze nie da sie tego czytac. Moze znow poruszono jakis aspekt z Twojego zycia i stad taka zlosc? Czyzbys miala nie tylko trudne dziecinstwo i agresywna matke po ktorej odziedziczylas charakter ale jeszcze facet z dziecmi Cie porzucil?

            Autorce watku proponuje w ogole pomijac wypowiedzi wifch i nie zdziwic sie jesli zacznie pisac pod innym nickiem, aby wyrzucic do konca swoje frustracje.
            • klosowski333 Re: Przeczytalam dokladnie twoje wypociny.. 27.09.10, 16:22
              Rzeczywiscie, nawet ja nigdy na tym forum nie zialem taka nienawiscia do forumowiczow. Nieprzecietna glupota, nikczemnosc czajaca sie w zwiazu z faszyzmem a teraz jeszcze to. Witch naprawde jest postacia wyjatkowo odrazajaca.
              • mesgo Re: Przeczytalam dokladnie twoje wypociny.. 28.09.10, 11:12
                Rzadko zle sie o kimś wyrażam, ale tym razem podpiszę się po tym co wyżej . To zla i odrażająca osoba
          • mesgo :) 27.09.10, 13:09
            Nawet nie przeczytałam tej ekspansji frustracji, złości i agresji, bo i po co- szkoda czasu.
            Chcę jednak powiedzieć, że ktos taki jak ty nie jest w stanie obrazic nikogo więcej poza samym sobą. Miłego dnia.
            • wifch Do mesgo... 27.09.10, 14:07
              Moim celem nie jest obrazenie ciebie, a dokladne okreslenie twojego zachowania i roli w tym co robisz. Jezeli dociera do ciebie to jako sygnal obrazania, to jest to juz wybitnie twoj problem.
              Ja nie biore odpowiedzialnosci za twoje odczucia.

              Jestes glupia, bezmyslna osoba, o ograniczonych horyzontach, a to co robisz w godzinach pracy, jest podsycaniem do rozwodu twojego kolegi, co za tym idzie do rozpadu owej rodziny, w ktorej sa tez i dzieci.

              Gdybys miala choc troche rozumu, ktorego ci brak, to nie patrzalabys na sprawy tak jednostronnie jak patrzysz, ale poniewaz jestes balwan, wiec wiele z siebie nie wyluskasz...

              Jak ci pisalam rodziny, postronni ludzie z boku nie maja prawa podsycac do rozwodu.
              Mowiac:"...uczciwe by bylo aby sie rozswesc..." Podsycasz do rozwodu, bo w koncu jaki normalny czloiwek nie chce byc uczciwy. Kazdy i sytuacja nieuczciwosci wobec zony zapewne meczy tego faceta ogromnie, bo w jakims stopniu kocha te zone, wiec co za tym idzie ma wobec niej poczucie winy, poczucie winy tez ma i wobec dzieci, ktore kocha, a ktore ryzykuje stracic w rozgrywce rozwodowej. Fakt ze widzisz go takim jak on wyglada nie swiadczy, ze potrawfisz jeszcze PATRZEC. Bo patrzec tez trzeba umiec.
              Z drugiej strony pytasz na forum i zadajesz pytanie, czy ktos moze byc uzalezniony emocjonalnie od bliskich, czyli w tym ukladzie swoich dzieci. Widac nie masz nikogo, ani meza, ani faceta, ani dzieci, ze takie glupie pytanie w ogole zadajesz, a ktore swiadczy ze twoj sposob postrzegania ludzi i swiata jest wybitnie ograniczony, co za tym idzie nie moze byc traktowany serio.

              Mam nadzieje, ze ludzie ci poradza sobie z dramatem sytuacji i wyjda na swoje. Natomiast ja na miescu tej zony dalabym ci boxa prosto w gebe, wlasnie za podsycanie do rozwodu...W imie 'uczciwosci' o ktorej pojecia zapewne nie masz.
              • mesgo Re: 27.09.10, 15:06
                A jednak obrażasz, a poza tym, jak sama piszesz : trzeba jeszcze patrzeć, a ty nie widzisz nic poza własną perspektywą i wymyślaniem inwektyw w stosunku do innych. To tyle w kwestii tego co napisałaś , bo raz napisałam i powtarzać nie będę, wszak ty i tak wiesz wszystko lepiej to i inego człowieka nigdy nie zrozumiesz. I proszę więcej nie pisz w moim wątku.
                • dzanky Re: 27.09.10, 16:13
                  no co Ty mesgo? przeciez wcale Ciebie nie obraza;)
                  Wifch nie tylko zle interpretuje Twoje slowa, tworzy jakies osobiste projekcje, to jeszcze nie ocenia Twojego zachowania ani wypowiedzi tylko Ciebie jako osobe, zupelnie Ciebie nie znajac. Smutne ale prawdziwe.

                  wifch napisała:
                  > Jestes glupia, bezmyslna osoba, o ograniczonych horyzontach
                  > Gdybys miala choc troche rozumu, ktorego ci brak,
                  • mesgo Re: 28.09.10, 11:10
                    ja mysle ze Wifch to powaznie chora osoba
                • klosowski333 Re: 27.09.10, 16:28
                  nie przypominam sobie ani jednego inteligentnego (sic!) postu witch, choc jestem tu stalym bywalcem od kilku miesiecy. Mozna czasem sobie powariowac, powyglupiac sie, ale zeby przez pare miesiecy nie napisac nic sensowengo, to trzeba miec ku temu predyspozycje. Jak ktos jest tak glupi jak witch, to taki jest wlasnie efekt.
                • wifch Ludzie w kryzysie... 28.09.10, 15:23
                  sa podatni na sugestie. Jezeli takiej osobie zasugerujesz rozwod to moze sie stac,ze to wniesie sprawe o rozwod.

                  Poza tym uwazam ze Ty jako osoba prezentujesz sie wybitnie nie ciekawie. Do tego masz 'kuku' na punkcie swojego ego, co raczej nie sprzyja zrozumieniu innych...
              • adriana_ada Witch, 28.09.10, 10:09
                to jest kolejne wcielenie pani mrowkojad, ktora ma wiecej osobowosci niz wlosow na glowie. Ona jest po prostu bardzo chora, a jej choroba z kazdym rokiem postepuje. Spod jednego nicku "martwi"ja los kolegi z pracy, ktory ma zla zone i niewychowane dzieci. Kolejne ego placze nad pocalunkiem, a jeszcze kolejne nad caloksztaltem zycia. Szuka mezczyzny typu Forest Gump, ktory wspolnie z nia sprzedawalby krewetki na plazy. Jest swoista pociecha tego forum od kilku lat, z pewnoscia dodaje mu specyficznego uroku chociazby poprzez produkcje nieprawdopodobnej ilosci infantylnych postow. Dotychczasowe poszukiwania mezczyzny nie przyniosly wymiernych rezultatow, wiec spedza czas nad rozstrzasaniem pobudek zonatych facetow, stopnia uzaleznienia ich od rodziny oraz generalnie na infantylizowaniu w ramach zabicia samotnie spedzanego czasu, bo na logike Witch, kto by z taka baba wytrzymal?
                • mesgo Re: Witch, 28.09.10, 11:16
                  Jak to było o mnie to pozwolę sobie na komentarz. Niestety, wiem że to trudne do przyjęcia , ale MYLISZ SIĘ. Mało tego przypisywanie komuś irracjonalnych zachowań, dl amnie iracjonalnych przynajmniej, świadczy o tym, że same tak postepujecie - kilka wcieleń, wiele twarzy i roztrząsanie zachowań innych po to by im dokuczyć. Powodzenia nie życzę, bo aż taką filantropką nie jestem. :)
          • kaa.lka Re: Przeczytalam dokladnie twoje wypociny.. 27.09.10, 13:18
            no czekaj czekaj wicka, dajesz sie wypuszczac w nerw:)
            mesgo opisala sytuacje tak jak ja widzi. napisala tak jak uwaza. to jej opinia na temat. ona jest autorka tekstu o problemie innych wiec nie trzeba chyba domniemywac jej winy tylko sprobowac rozwiazac problem.bo jej sprawa jaka i czy prawdziwa byla przyczyna powstania watku.

            wciaz pamietam post axelred, w ktorym uzasadniala wyczerpanie sie takiej formuly forum w ktorej "profesjonalnie" napadalo sie na drugiego wspolrozmowce. formule tyle smiesznej co z gorycza skonstatowalismy- nieefektywnej.
            wiec najlepiej zwyczajnie- nie sadzic sie na tzw "profesjonalizm" oceny i przestac spychac rzeczywistosc "grubym jezykiem" w dol. uczyc sie i innych przez wieloaspektowosc-naturalnej roznicy zdan i tego,ze swiat jest roznorodny i wspolny. dobrze wiem, ze wlasnych dzieci od durniow czy idiotow nie wyzwalabys,,
            tak wiec mysle, ze o zachowanie zwyczajnie "ludzkiej twarzy" w zyciu i na forum trzeba sie starac. o rownowage w traktowaniu siebie i innych bez , grozb, nakazow, zakazow i kar.
            aha i dzisiaj poniedzialek
            :)



            ps
            czy w pkp nadal przy obskurnych oknach i drzwiach pociagow ale wielojezycznie -wydziergana w metalu jest grozba: nie wychylac sie przez okno!
            ?
    • dzanky Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 13:00
      Mesgo, sytuacja jest trudna i dobrze mu powiedzialas, ze musi sam sobie odpowiedziec czego chce. To jego zycie i on bedzie ponosil konsekwencje i odpowiedzialnosc. Ty robisz wystarczajaco duzo, ze sluchasz i ma mozliwosc sie wygadac.
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 13:11
        Staram się wysłuchać i martwie się , bo to dobry fachowec , a wiedzę że ostatnio zawala ważne sprawy w pracy. Martwię się bo lubię tego człowieka. Nie pomogę , to prawda. Tylko wiesz, to kolejna osoba która wg mnei jest na własne życzenie w jakiś sytuacjach, które niepotrzebnie sobie jeszcze dodatkowo komplikuje zamiast podjąc jakies decyzje i kroki...Ps. Dziękuję za wpis pod W. To istotnie bardzo agresywna osoba.... :(
        • dzanky Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 13:49
          Skoro zawala prace to moze poradz mu aby poszukal pomocy u psychoterapeuty. Mysle ze takie sluchanie dla Ciebie jest tez zbyt obciazajace. Poza tym zawsze to lepiej jakby zwrocil sie do specjalisty- osoby zupelnie neutralnej i obcej.
          • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 15:13
            Poradziłam, ba nawet dałam numery od koleżanki psycholog, w innym mieście, żeby nie czuł się jakos monitorowany na miejscu.....Nie wiem cy pójdzie, dla mnei to jakby sam sie wpychał w ten dól , tak troche jak masochista... Dzieciom pozwlaa wejsc na glowę a potem narzeka, że niedobre.....Tylko psychoterapeuta jakiś pomoże, tym bardziej że naprawdę czuję się zmęczona ...Pomijam że odradzałam mu spotykanie się z inną kobietą, bo to tylko komplikuje jego relacje z rodziną i całą sytuację.
            • dzanky Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 16:32
              To jego zycie i on musi sam rozwiazac problem, moze tez lepiej jak sam poszuka pomocy specjalisty, kiedy bedzie gotowy ta pomoc przyjac. Namawiaj go jednak aby poszukal pomocy i powtarzaj, ze jej potrzebuje, skoro sam sobie nie radzi, a widac ze sobie nie radzi. Moze okaze sie, ze malzenstwo jest do uratowania i wartoby aby sprobowali terapii malzenskiej.
              • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 28.09.10, 11:16
                Oby tylko skorzystał. Dziś nie ma go w pracy, czyżby dobry to był omen?
                • kaa.lka Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 28.09.10, 13:26
                  wszyscy poddajemy sie wplywom. tak zostalo wymyslone zycie. zatem w kazdym z nas jest czesc wifch, czesc mesgo czy tez ady. chodzi tylko o to by te czesci nie byly wrogie dla siebie nawzajem i dla calosci.


                  ps
                  nie wiem czy dobrym omenem jest czyjas nieobecnosc. chocby z tresci wnoszac- mial gosciu problem i tyle. mnie podobnie pewnie jak wifch czy manke zastanawia co innego, a mianowicie czemu az tyle czasu (postow) potrzeba ci bylo autorko by te zyciowa- zwykla sytuacje przedstawic i rozwiklac. bo postawionego przez siebie pytania nie sprobowalas samodzielnie przeanalizowac. czekalas tylko na reakcje publicznosci?
                  dzieki z gory za odpowiedz.
                  • mesgo fenomen tego forum? 28.09.10, 13:33
                    Specyficzne jest to forum. nigdzie indziej nie ma hyba w ludziach tyle agresji, egocentryzmu i pewności że jest się doskonałym diagnostą.....Czemu tutaj wszyscy posadzają innych o złe zamiary, niecne jakieś i szukanie sensacji czy poklasku? Dziwne to forum, gdzie zadanie pytania , reflakcja i zastanowienie budzi złość u innych i sprawia że jest się obrażanym albo traktowanym jak głupek?
                    To jest moja odpowiedź, choć zapewne uznana zostanei znów za coś niewłaściwego.
                    • yagnik eee 28.09.10, 14:11
                      Weź się nimi nie przejmuj, to normalne u niektórych forumowiczów FP.
    • manka_swojska Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 13:34
      Mesgo, przypomniala mi sie jedna taka pani, ktora sluzyla za telefon zaufania dla zajetych mezczyzn. Zawsze sluzyla dobra rada i cieplym, zagrzanym lozkiem. Moze to dawna nasza wspolna znajoma z Witch i stad taka wlasnie jej reakcja. Kreowala sie na osobe skromna, pomocna, a ile krzywd ludziom wyrzadzila to przechodzi ludzkie pojecie. Falszywa, obludna, sfrustrowana lampucera, ktora zawsze zyla cudzym zyciem, bo nie miala wlasnego. Nie ma go do dzis, bo nikt i nigdy nie traktowal jej powaznie, chociaz w pierwszym momencie wielu facetow dalo sie nabrac na jej watpliwe wdzieki i dobre serce.
      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 27.09.10, 15:16
        Odpisałam wyżej, więc kopiować nie będę. Nie napisałam że jestem jego kochanicą i proszę mnie nie obrażać . Najwidoczniej Ty masz taki styl prowadzenia znajomości że albo całkiem obcy albo sypiający z Tobą. Ja odróżniam jeszcze znajomych i kolegów z pracy. I żeby z nimi rozmawiać nie potrzebuję być kochanicą, Ty najwidoczniej masz albo jakies problemy z sobą albo partmerem skoro masz takie od razu skojarzenia.
    • mona.blue Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 28.09.10, 11:14
      mesgo napisała:

      > On pyta co robić, ja mu na to że może najlepiej aby sobie odpowiedział czego ch
      > ce. On powiedział, że wie. Jakiś czas temu spotkal dziewczynę, spotykają się. O
      > na chciałaby aby on się zdecydował czy wezmie rozwód, bo nie chce inaczej z nim
      > się spotykać. Tlumaczylam mu, że to uczicwe podejście. On na to, że chce być z
      > tą dziewczyną, ale nad zycie dzieci kocha, a po rozwodzie je straci.

      To widocznie nie do końca wie, czego chce.

      > Od kilku dni o tym rozmawiamy, on coraz więcej o tym a coraz mniej na pracy się
      > skupia. Chcialabym mu pomóc ale to nierealne, tak sądze. Sam musi sobie odpowi
      > edziec na wsyzstkie trudne pytania.

      Tak, a decyzja o rozwodzie jest bardzo poważną decyzją, szczególnie, jeżeli mieli slub kościelny, no i mają dzieci.

      >
      > Zastanawiam się nad czymś innym- jak bardzo jest uzalezniony od relacji z żona-
      > relacji opartej na strachu i tym, jakby nie umiał życ bez codziennej awantury
      > o cokolwiek, a też uzależniony od dzieci, które nim strasznie manipulują i dla
      > których poświęci wszystko.

      Skąd wiesz, że to uzaleznienie. Może jest rozdarty pomiędzy "starą" miłością do żony a "nową" do tej dziewczyny.

      > Czy istnieje jakiś powód, dlaczego ludzie boją się zmienić takie życie na inne,
      > na takie które pragną...skąd ten strach w nich/

      Jest wiele takich powodów, strach przed tak radykalną zmianą w życiu jest czymś naturalnym.

      • mesgo Re: Czy można byc "uzależnionym" od bliskich? 28.09.10, 14:06
        Po analizie kilku wypowiedzi tutaj i ostatnich dni mam wrażenie że ów kolega z pracy nie radzi sobie sam ze sobą- nie bardzo wie czego chce, nie umie rozwiązywac konstruktywnie problemów a raczej ucieka przed nimi . Poki sam sobie nie odpowie na wiele trudnych pytań , będzie się dołował a przy okazji innych. Dziś jest nieobecny w pracy, zobaczymy co dalej i czy skorzysta z rady aby pojść do np. terapeuty.
Pełna wersja