do rozwodników: syndrom pierwszej żony -

27.09.10, 13:36
co to dokładnie jest???
pojawia się w rozmowach ze znajomymi rozwodnikami ale
nikt nie potrafi mi nakreślić czy jest to wymysł
czy faktycznie coś takiego istnieje?
    • manka_swojska Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 13:50
      Ja mysle, ze zazwyczaj jest tak, ze kazdemu czlowiekowi podoba sie okreslony typ wygladu czy osobowosci i tym wlasnie kieruje sie przy wyborze partnera. Stad moze te podobiensta do eks, czy eksow.
    • mesgo Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 15:38
      To wtedy, kiedy każdą kolejną partnerę porównujesz do żony, tej pierwszej i najważniejszej. Niekoniecznie głośno, ale w duszy.....Szczególnie idotkliwy jest wtedy, kiedy ktoś rozwiódł się nie z własnej woli, a żony lub też zona zmarła. Są tez opcje, że szuka się osoby bardzo podobnej do żony pod maksymalnie wieloma względami.
      • piterekpilot Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 15:40
        dziękuję mesgo
        ja odebrałem to tak że
        ponoc przenosisz wszystkie oczekiwania i
        zawód po pierwszym małżeństwie - cały gruz
        na drugą/ żonę partnerkę. Tak to zrozumiałem....
        • mesgo Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 15:43
          Może i tak się to rozumie, ja podałam to jak mnie to kiedyś opowiedziano. Faktem jest , że często na kolejnego partnera/partnerkę zrzucamy bagaż swoich złych doświadczeń . Oczejujemy niekiedy niemozliwego. Ale bywa też jesteśmy za bardzo ulegli czy nadskakujący tej osobie bojąc się porzednich błędów.
          • mesgo ps 27.09.10, 15:45
            Odczytałam powyżej i ...jakoś strasznie obcesowo to co napisałam zabrzmiało. Nie miało być obesowo :)
            • piterekpilot Re: ps 27.09.10, 17:02
              moje odczucia również...

              chodzi bardziej chyba o powielanie błędów niestety...
              i wnoszenia gruzu z nieudanego małżeństwa do nowego związku
              i kółko się zamyka. Tylko - jak temu zapobiec?
              • mesgo Re: ps 27.09.10, 17:22
                Nie można starych nawyków, przyzwyczajeń i zwyczajów, a tym bardziej reakcji na coś charakterystyczne dla tamtego związku przenosić na nowy, ani oceniac tę kolejną osobe przez pryzmat poprzedniej. Trudne ale mozliwe. Ja chyba już umiem, tak myślę. Ale trochę trwało zanim sobie to wszystko poukładałam i odreagowałam żalobę po małzeństwie.
              • mesgo Re: ps 27.09.10, 17:28
                Zapobiec można , kiedy się zna błędy z poprzedniego związku i zaczyna od zera w nowym- z nowymi nawykami, tradycjami, przyzwyczajeniami- zaczynasz budować od zera. Wtedy to będzie nowe, wasze. I powinno być lepsze bo wiesz czego nie zrobi.... Wiem , że tak można.
        • mona.blue Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 22:30
          piterekpilot napisał:

          > dziękuję mesgo
          > ja odebrałem to tak że
          > ponoc przenosisz wszystkie oczekiwania i
          > zawód po pierwszym małżeństwie - cały gruz
          > na drugą/ żonę partnerkę. Tak to zrozumiałem....

          a ja w pierwszej chwili pomyslałam, że chodzi o kompleksy drugiej/trzeciej żony w stosunku do poprzedniczek, bo tak tez chyba jest
    • klosowski333 Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 16:01
      U mnie istnieje syndrom pierwszej prawdziwej milosci. I chyba jedynej. Ani zon tak nie wielbilem, ani innych swoich dziewczyn, wszystkie odruuchowo, swiadomie, podswiadomie porownywalem i zadna porownania nie byla w stanie wytrzymac...

      Brzmi jak wyznanie 20-latka, ale tak sie po prostu ulozylo, ze tamta kobieta stala sie przeklenstwem i naznaczyla cale moje zycie.
      • klosowski333 Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 16:02
        Ale to zla kobieta byla.
        • yagnik Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 27.09.10, 19:30
          A to akurat bardzo częste.
      • koala_tralalala Re: do rozwodników: syndrom pierwszej żony - 28.09.10, 19:25
        Wyglada na to, ze wiele osob przezywa "syndrom pierwszej milosci", niczym Barbara z "Nocy i dni". Zastanawialiscie sie z czego sie to bierze, ze niektorzy pielegnuja w sobie uczucie do kogos lub teoretycznie chca sie "wyleczyc", ale... jakos im sie nie udaje, choc spotykaja fajniejszych ludzi na swojej drodze?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja