W obliczu cierpienia bliskiej osoby...

02.10.10, 17:16
No właśnie, nie mam pojęcia jak się zachować. Bliska osoba straciła kogoś bardzo ważnego w tragicznym wypadku. Jest w szoku, pierwsza faza głębokiej żałoby, czyli horror, a będzie jeszcze 100 razy gorzej zanim poczuje jakąkolwiek ulgę.
Nie chcę się odsuwać, o ile ona tego sobie wyraźnie nie zażyczy, lecz chyba nie potrafię się odnaleźć w takim kontakcie. Bardzo jej współczuję, ale nie chcę "żerować" na nie swoim bólu, a on mi się w pewnym stopniu udziela tzn. zaczynam sobie wyobrażać jakbym się czuła na jej miejscu itp. co chyba nie jest zbyt zdrowe...
Można zrobić coś więcej poza przytuleniem? I jak chronić siebie przed własną nadmierną i taką trochę zaburzoną empatią, która nikomu nie pomaga?
    • wifch Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 02.10.10, 17:24
      Kocham T. Prachett, za jego bogactwo slow, synonimow i caly ten jezyk, ktory praktycznie juz w zadnej ksiazce nie istnieje i nie wycztasz. Nie za darmo, tez dostal tytul szlachecki od Krolowej ElzbietyII...

      Wracajc do osoby bliskiej, wystarczy ze jestes tam, gdy ona cie potrzebuje.
      Utrata bliskiej osoby jest tragedia dla najblizszych, jest czyms co przypomina i nam o kruchosci istnienia i ze samo zycie jest iluzja. A dla wielu jest dojrzewaniem w blyskawiczny tempie...

      Pozdrawiam i trzymam kciuki...
    • cyryl-z-glinki Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 02.10.10, 17:32

      Słusznie Witch napisała ,że wystarczy być z nią !
      • cyryl-z-glinki Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 02.10.10, 17:33
        Przepraszam,Wifch ,a nie Witch jak napisałem.
        • kalllka Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 02.10.10, 17:51
          Ania odklania z pewnoscia Cyrylu:)

          podpisuje pod watkiem Montyple i dobrymi slowami Wicki.
          ktos jeszcze napisal, ze roznica miedzy byc a miec jest taka jak miedzy osobowoscia a indywidualnoscia.jedna sie ma a druga sie jest.
          choc
          pewnie gdy sie traci bliska osobe ma sie uczucie utratu gruntu pod nogami czego dowod w cytacie Terrego- wlasnie.

    • montyple Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 02.10.10, 17:49
      Dziękuję.
      Okazuje się, że to "wystarczy być" jest trudniejsze niż myślałam. Nie wiem jak mam być, kiedy, jak blisko... Rzeczywiście od wczoraj niemal bez przerwy myślę o kruchości życia. Pozostaje mi po prostu być uważną, bo przecież nikt mi nie powie co to konkretnie znaczy "być przy kimś" w takiej sytuacji. Mam wrażenie, że ona w ogóle nie ma jeszcze kontaktu z otoczeniem.
    • panna.m.igotka Re: W obliczu cierpienia bliskiej osoby... 03.10.10, 22:07
      montyple napisała:
      Bardzo jej współczuję, ale nie chcę " żerować" na nie swoim bólu, (...)

      A kto mówi o żerowaniu. To normalne, że pewne uczucia i nam się udzialają. I jest to właściwy objaw "człowieczeństwa", gdyby było inaczej to była by już "znieczulica".

      Trudno jest powiedzieć słowami tak na prawdę co oznacza słowo "być" przy tej osobie. Łatwiej jest to wszystko zrozumieć jak się tego wszystkiego doświadczy. Ja pomimo własnych przeżyć straty, jedyne co potrafiłam powiedzieć koleżance jak mi powiedziała o śmierci swojej mamy to "będzie dobrze". Co jest oczywiście bzdurą, bo każdy dobrze zdaje sobie sprawę, że nigdy już nie będzie tak samo. Osobiście nie cierpię tego zwrotu, ale ono samo pcha się na usta. A dla mnie owe "bycie", to pozwolenie na rozmowę, wyżalenie, płacz, bezsilną wściekłość, rozpacz, poczucie winy a nawet bezradną złość. To są bardzo różne odczucia i reakcję, i zależą od człowieka. Możliwość polegania, wsparcia, bezpieczeństwa emocjonalnego, uczucia, że nie jestem osamotniony.

      Polecam forum, może będzie łatwiej zrozumieć: forum.gazeta.pl/forum/f,847,Zaloba_strata_osierocenie.html
Inne wątki na temat:
Pełna wersja