Co to jest?

03.10.10, 15:08
Historia pewnie jakich wiele, moze ktos doswiadczony mi wyjasni? Bylismy z soba 2 i pol roku. Po roku zycia na odleglosc i odwiedzania sie zamieszkalismy razem. Po tygodniu wspolnego mieszkania i ogromnej klotni (o bzdure, z mojej winy, przyznaje) on mnie wyrzucil. Tzn. nie zdazylam sie wyprowadzic, bo po 2 tygodniach mu sie odwidzialo i znow bylo cacy. Zaznacze, ze od tamtej jednej klotni wycofalam sie zupelnie, w ogole przestalam sie z nim klocic, co nie bylo latwe, jako ze wszczynalam awantury od poczatku naszego zwiazku. Jednak dla niego juz na zawsze zostalam "niszczycielem", od tamtej pory jakikolwiek wypowiedziane przeze mnie zdanie bylo zaczepka, kazde moje dzialanie aktem skierowanym przeciwko niemu.

Po kilku miesiacach znow zauwazylam, ze wyraznie cos go gryzie... wiec uparcie sprowadzalam rozmowe na odpowiednie tory. Zaprzeczal, mowil, ze wszystko jest ok, w koncu jednak uslyszalam, ze nie jest pewny, czy chce ze mna byc. Stwierdzil, ze nasz zwiazek nie ma przyszlosci. Zalamalam sie. Bylam totalnie splatana, bo wysylal mi sprzeczne sygnaly - raz traktowal mnie jak dziewczyne, innym razem znow sie dystansowal. Jak za dawnych czasow dzwonil do mnie bedac jeszcze w drodze z pracy, chodzilismy razem na zakupy, gotowalismy, spotykalismy sie ze znajomymi, spalismy oczywiscie, etc. Kiedy po miesiacu takiej hustawki znow zaczal temat: to jakie sa Twoje plany?, wzielam walizke i pojechalam do siebie. Zaczal wydzwaniac niemal od razu, zeby zapytac jak sie czuje i... zeby mi jeszcze nawrzucac. Mowil wtedy, ze dopiero bedac sam ma czas na analize naszego zwiazku i robi sie jeszcze bardziej wsciekly. I rzeczywiscie, taki byl. Dzwonil do mnie nawet kilka razy dziennie, za kazdym razem robiac mi wyklady. Po kolejnym bezsensownym ciosie z jego strony wylaczylam telefon. Po niecalym tygodniu dostalam maila z prosba o kontakt. Jednoczesnie skontaktowal sie z kolezanka, czy nie wie, co sie ze mna dzieje. Odezwalam sie i... po chyba trzech rozmowach telefonicznych znow uslyszalam, ze mnie nie kocha. Zaczal atakowac po raz kolejny, az do pewnego wieczoru, kiedy z bolu rozbeczalam sie glosno jak dziecko. Od tamtego momentu znow wrocilam do jego serca, zaczal mnie ponaglac, zeby wracac...

Pod wspolny dach wrocilam po dwoch miesiacach. Poklocilismy sie o drobiazg, ktory pozniej w jego kazaniach urosl do niewiadomo jakich rozmiarow. Wlasciwie sluszniej byloby napisac, ze to on poklocil sie ze mna, ja sie zwyczajnie wylaczylam. Po kilku tygodniach znow zaczal sie dziwnie zachowywac... Pewnego dnia dostalam list, w ktorym mi napisal, ze nie moze juz ciagnac tego dalej, ale nie chce, zebym wyprowadzala sie od razu... Opadlam z sil... Mieszkalismy z soba jeszcze kilka miesiecy, jednak nie wytrzymalam jego psychicznego znecania sie nade mna i ucieklam. Wczesniej zdazyl zapytac, jak bedziemy sie kontaktowac, poprosil o numer tel. kuzynki. Jeszcze nie dotarlam do siebie, juz dzwonil. W skrocie: bawilam sie w kotka i myszke wylaczajac telefon, co mocno dzialalo mu na nerwy. Przy kazdej rozmowie nie opuscil okazji, zeby znow mi nawtykac. W miare uplywu czasu i zycia juz oficjalnie jako single zdolallismy osiagnac przyjazny pulap. Pewnego dnia jednak dotarlo do mnie, jak sie ze mnie wysmiewal do znajomych... Nazwal mnie "kwoka" i "gumowa lala". Szok i bol byl tak wielki, ze przestalam kontaktowac sie z kimkolwiek. On, zupelnie nieswiadomy czego sie dowiedzialam (do dzis zreszta nie ma bladego pojecia, ze o tym wiem) probowal nawiazac ze mna kontakt. Kiedy zauwazyl, ze znow sie wycofalam, odpuscil. Bylo mu zle, ze nie ma do mnie dostepu, ale wiedzial bardzo dobrze, ze bede musiec sie odezwac ze wzgledu na pewne formalnosci do zalatwienia. Po paru tygodniach napisalam zdawkowy list z pytaniem w sprawie tych formalnosci wlasnie. Przegadalismy kazdy wieczor, jednak nie o formalnosciach. On - ze ma depresje. Ze postanowil byc sam, bo skoro ze mna mu sie nie udalo a zyjemy osobno, to znaczy, ze w ogole nie nadaje sie do zycia razem. Mowil o sile uczucia jakie do mnie zywil i jak bardzo go zranilam. W pewnym momencie oswiadczyl nawet, ze dlugo jeszcze tego nie zapomni, wyraznie dalo sie slyszec zlosc w jego glosie. A to przeciez on wyrzucal mnie niemal przez caly okres zycia razem...


Non capisco niente! Skad u kogos potrzeba wydzwaniania do dziewczyny ktora sie rzucilo i nieustannego walkowania tych samych rzeczy? Na przemian operowal czasem przeszlym dajac mi jednoczesnie bardzo delikatnie do zrozumienia, ze moze chcialby sprobowac... Dzwoni i mnie rani, jednoczesnie mowiac, ze chcialby mnie przytulic. Sama sprzecznosc. Za kazdym razem pyta, czy moze dzwonic, czy go tylko trawie czy te telefony cos dla mnie znacza? Rzucil mnie trzy miesiace temu, jednak de facto konca tej przepychanki nie widac. Widze, ze miota sie miedzy "chcialbym" ale "boje sie". Co to wlasciwie jest?
Troche mu sie dziwie - skoro az tak mu zalazlam za skore, dlaczego facet, ktory moglby miec chyba kazda nie da sobie ze mna spokoju? Tym bardziej, ze zrobil prawie wszystko, zeby ten zwiazek spieprzyc, tylko mnie nie zdradzil.
    • sabinac-0 Re: Co to jest? 03.10.10, 16:08
      kro-nik napisała:

      > Po tygodniu wspolnego mieszkania i ogromnej klotni (o bzdure, z mojej winy,
      > przyznaje) on mnie wyrzucil. Tzn. nie zdazylam sie wyprowadzic, bo po 2 tygodni
      > ach mu sie odwidzialo i znow bylo cacy. Zaznacze, ze od tamtej jednej klotni wy
      > cofalam sie zupelnie, w ogole przestalam sie z nim klocic, (...) Jednak dla niego juz n
      > a zawsze zostalam "niszczycielem", od tamtej pory jakikolwiek wypowiedziane prz
      > eze mnie zdanie bylo zaczepka, kazde moje dzialanie aktem skierowanym przeciwko
      > niemu.
      >
      Grozba i umjejetnym podsycaniem poczucia winy facet artystycznie zamknal Ci usta i uczynil winna wszelkich obecnych i przyszlych nieszczesc, sam zas wybudowal sobie cokol.

      > Po kilku miesiacach znow zauwazylam, ze wyraznie cos go gryzie... wiec uparcie
      > sprowadzalam rozmowe na odpowiednie tory.

      Najwyrazniej czujesz sie odpowiedzialna za jego nastroj.

      > bo wysylal mi sprzeczne sygnaly - raz traktowal mnie jak dziewczyne, innym raze
      > m znow sie dystansowal. (...) Kiedy po miesiacu takiej hustawki

      Juz Pawlow zauwazyl, ze jesli za to samo raz daje psu miche a raz kijem, pies dostaje nerwicy i albo gryzie wszystko co widzi, albo piszczac zwija sie w kacie.

      Terrorysci nieraz stosuja metode sprzecznych sygnalow (raz kubek zupy i zwierzenia o swym "trudnym dziecinstwie", raz cios piescia i grozenie bronia), by osaczyc i skolowac swych zakladnikow - patrz "syndrom sztokholmski".

      > wzielam walizke i pojechalam do siebie. Zacz
      > al wydzwaniac niemal od razu

      Nikt nie rezygnuje bez bolu ze swej wlasnosci.

      > . Pewnego dnia jednak dotarlo do mnie, jak sie ze mnie wysmiewal do znajomych..
      > . Nazwal mnie "kwoka" i "gumowa lala". Szok i bol byl tak wielki, ze przestalam
      > kontaktowac sie z kimkolwiek.

      Znow uznalas sie za odpowiedzialna za jego niegodne zachowanie.

      > On - ze ma depresje. Ze postanowil byc sam,
      > bo skoro ze mna mu sie nie udalo a zyjemy osobno, to znaczy, ze w ogole nie nad
      > aje sie do zycia razem. Mowil o sile uczucia jakie do mnie zywil i jak bardzo g
      > o zranilam.

      Terrorysta rozluzniajacy na chwile wiezy znekanemu zakladnikowi, dajacy mu kubek zupy i wciskajacy lzawy kit o "biednych dzieciach z mej ojczyzny, cierpiacych przez takich jak wy".

      Zwykle po takim "otwarciu sie", gdy zakladnik zaczyna muslec ze jego oprawca "ma ludzkie uczucia" i miec wyrzuty sumienia za te "biedne dzieci", nastepuje gwaltowna zmiana zachowania oprawcy - krzyk, oblanie zakladnika goraca zupa, zacisniecie sznura, kopniak i przylozenie pistoletu do skroni.

      > Dzwoni i mnie rani, jednoczesnie mowiac, ze chcialby mnie p
      > rzytulic. Sama sprzecznosc. Za kazdym razem pyta, czy moze dzwonic, czy go tylk
      > o trawie czy te telefony cos dla mnie znacza? Rzucil mnie trzy miesiace temu, j
      > ednak de facto konca tej przepychanki nie widac. Widze, ze miota sie miedzy "ch
      > cialbym" ale "boje sie". Co to wlasciwie jest?

      Powaznie - przeczytaj o "Syndromie sztokholmskim".
      • kro-nik Re: Co to jest? 03.10.10, 17:39
        Przeczytałam o syndromie, ale o niebo lepiej całą sprawę wyłożyłaś Ty. Aż sie dziwię, że tyle można wyczytać między wierszami. To chyba klasyczny przypadek, mój - ofiary, jego - terrorysty.
        • wifch Re: Co to jest? 03.10.10, 18:04
          Sztokholm syndrom ma ta specyficzna ceche ze odnosci sie wylacznie do osob porwanych i wiezionych wbrew swojej woli. Poza tym 'terrorysta' on tez nie moze byc wszak w nim zbyt wiele emocji ambiwalntnych wzgledem ciebie...

          Ani porwana ani wieziona wbrew swojej woli nie bylas, widocznie sa jakies inne powody do jego postepowania wzgledem ciebie, moze jest w tym tez i twoja przyczyna...


          ______________________
          Dzisiejszy człowiek, który żyje miłością i pięknem, to dziecko, które wczoraj żyło radośćią.
          — Ronald Russell
          • kro-nik Re: Co to jest? 03.10.10, 18:16
            Pewnie, kiedyś miał powody. Ale niewielkie. Kiedy ja przestałam świrować, uruchomił się on. Zamieniliśmy się rolami, z tym, że ja kiedyś grałam ogony w Kazchstanie, on jest czołową gwiazdą z Hollywood ;-)
            • wifch Re: Co to jest? 03.10.10, 18:21
              Nie ma pozaru bez ognia...wiec w jakis sposb tez sie przyczynilas do tego ze ralcja kuleje.
              Dosc pyskata jestes, jak widac z tekstu.
              • sabinac-0 Re: Co to jest? 03.10.10, 19:41
                wifch napisała:

                > Dosc pyskata jestes, jak widac z tekstu.
                >
                Czu uwazasz, ze gdyby byla cicha i potulna, traktowalby ja lepiej?
                • wifch Re: Co to jest? 03.10.10, 21:14
                  Nie ma powodu, aby myslec ze autorka postu, to aniol, a ten ktory jest tu opisywany to kawal zimnego drania.
                  Zbyt malo konkretnych danych, aby wysnuc jakis sensowny wniosek...

                  Mysle ze nie doszloby do dramatow, gdyby komunikacja pomiedzy nimi byla lepsza, ale na to musza dwie strony pracowac...

                  Czasami ten, kto wyglada na ofiara, nia nie jest choc taka ladnie i zgrabnie za parawanem frazesow postac taka tworzy, smiejac sie w twarz innym. A swoim stylem bycia, arogancja potrafi doprowadzic druga osobe do zlosci.
                  • kro-nik Re: Co to jest? 03.10.10, 22:49
                    Wfich, na litość. Nigdzie nie maluję swojego idealnego obrazka, co za bzdura. Mam poczucie winy i to wielkie. Napisałam przecież, że "świrowałam". Dlatego wciąż z nim rozmawiam, dlatego nie jest mi obojętny. Napisałabym więcej ale dopiero odłożyłam słuchawkę i znów mam kołowrotek w głowie. I tak, wywnętrznianie się na forum przynosi ulgę, ale przecież po to jest, prawda?

                    Zaciekawiło mnie to zdanie: A swoim stylem bycia, arogancja potrafi doprowadzic druga osobe do zlosci.

                    Słyszę to cały czas od niego. Czyli drażni go sam fakt, że jestem. Więc po co dzwoni?
                    • hatepinu Re: Co to jest? 04.10.10, 10:02
                      To jest syndrom współuzależnienia.
                      Czy Ty przypadkiem nie jestes dzieckiem alkoholika ?
                      Cały czas zastanawiasz się,dlaczego on tak się zachowuje wobec Ciebie,a nie zastanawiasz się nad tym dlaczego, TY to jeszcze tolerujesz ?
                      • kro-nik Re: Co to jest? 04.10.10, 12:01
                        > Czy Ty przypadkiem nie jestes dzieckiem alkoholika ?

                        Oboje jesteśmy "DDA". :-(
                        • hatepinu Re: Co to jest? 04.10.10, 13:34
                          Uważam za konieczne byś odbyła terapię.Jeśli chcesz być nadal z nim,to on musi też to zrobić.Inaczej pozwolisz mu się zniszczyć.
                          • wifch Re: Co to jest? 04.10.10, 14:09
                            Oboje DDA, to wiele wyjasnia.
                            Terapia jest konieczna, bo w tej relacji oboje sie wykonczycie....a nawet gdyby byl ktos inny na jego miejsce to ciezko o udane relacje...
                            A ludzie tzw. DDA nie sa aniolkami. Maja ogromne problemy z widzeniem siebie na tle innych...
                            tzn, tym jak sa odbierani przez otoczenie.
        • sabinac-0 Re: Co to jest? 03.10.10, 19:40
          kro-nik napisała:

          > To chyba klasyczny przypadek, m
          > ój - ofiary, jego - terrorysty.

          Niezupelnie, bo on nie ma nad Toba fizycznej wladzy absolutnej (jak jest w przypadku prawdziwego syndromu sztokholmskiego), to Ty sama nakladasz sobie wiezy i pozwalasz sie torturowac.

          Z Twojej strony sprobuj postarac sie omijac jego pulapki - nie czuc sie odpowiedzialna za jego nastroje i postepowanie i nie ludzic sie, ze swa miloscia i oddaniem wzbudzisz w nim uczucia, do ktorych nie jest zdolny.
    • wifch To sie okresla... 03.10.10, 16:29
      Zaznacze, ze od tamtej jednej klotni wycofalam sie zupelnie, w ogole przestalam sie z nim klocic, co nie bylo latwe, jako ze wszczynalam awantury od poczatku naszego zwiazku. Jednak dla niego juz na zawsze zostalam "niszczycielem", od tamtej pory jakikolwiek
      _________________________
      Relacja uzalezniajaca. Taka relacja moze funkcjonowac nawet dosc dlugo ale pod jednym warunkiem, ludzie ci nie moga mieszkac pod jednym dachem.
      Tak jak szybko razem zamieszkaja zaczynaja sie klotnie i awantury.

      To tak wielkim skrocie...
    • marzeka1 Re: Co to jest? 03.10.10, 17:09
      A ja pojąć nie mogą, jak można w ogóle z kimś takim być w związku.
      • kro-nik Re: Co to jest? 03.10.10, 17:36
        Bo do momentu przeprowadzki był inny, stąd ten szok. Bo dla niego rzuciłam pracę, zawód i dotychczasowe życie. Bo nie mam rodziny, za to mnóstwo innych problemów. Dlatego chciałam uratować ten związek. Bo że z miłości, to oczywiste. I banalne.
    • yja Re: Co to jest? 03.10.10, 18:05
      Nie kazdy jest zrownowazony i emocjonalnie dojrzaly.
      • burana45 Re: Co to jest? 03.10.10, 21:10
        bym bezmyslnei na faceta

        cieakwa jestem co takeigo autorka zrobiała facetowi i jak mocno to na niego wpłyneło ze nawet po kilku miesiącach nei moze tego zpaomniec i odbija to sie w nim czkawka

        na ogól przyczyna musi naparwde wielka zeby ból trwal tak długo inie dawal o sobei zapomniec

        autorko - przyznaj sie - jakie swinstwo lub podłosc mu wyrządziłas?

        7
        • krytykantka07 Re: Co to jest? 03.10.10, 21:15
          burana45 napisała:

          > autorko - przyznaj sie - jakie swinstwo lub podłosc mu wyrządziłas?

          Nic nie musiała robić.
          Psychopaci tak mają, że krzywdy, które im ktoś wyrządza nawet niewielkie wyolbrzymiają i pakują winowajcę w poczucie winy.
          Natomiast swoje działania o wiele bardziej podłe potrafią usprawiedliwić...
          • wifch Re: Co to jest? 03.10.10, 21:24
            No, i czesto psychopata trafia na psychopatke:=)
            Z tego co wiem ludziom najczesciej nie chodzi o konkretna rade na forum, jedynie aby miec przed kim sie wygadac. Co jest w sumie fajne bo anonimowo, pogadac i ponarzekac nic nie kosztuje.
            Gdy mam tekst typu on 'czarny charakter', a ja ten pozytywny i cacy, to mam sie na bacznosci....:=)
            • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 11:51
              wifch napisała:

              > No, i czesto psychopata trafia na psychopatke:=)

              Otoz nie. Psychopatka by sie nie dala.

              Psychopaci szukaja osob "normalnych" tzn. majacych sumienie i wrazliwosc, bo tylko takimi mozna manipulowac i wpedzac je w poczucie winy.
              • montyple Re: Co to jest? 04.10.10, 13:48
                sabinac-0 napisała:

                > wifch napisała:
                >
                > > No, i czesto psychopata trafia na psychopatke:=)
                >
                > Otoz nie. Psychopatka by sie nie dala.
                >
                > Psychopaci szukaja osob "normalnych" tzn. majacych sumienie i wrazliwosc, bo ty
                > lko takimi mozna manipulowac i wpedzac je w poczucie winy.

                Myślę, że ani psychopatka, ani zdrowa osoba by się nie dała. Ofiara psychopaty może mieć np. tendencje masochistyczne.
                W tym przypadku oboje są DDA, a więc problem jest raczej nieco innego rodzaju. Mnie się skojarzyło to zjawisko:
                pl.wikipedia.org/wiki/Przymus_powtarzania
                • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 14:05
                  montyple napisała:

                  > Myślę, że ani psychopatka, ani zdrowa osoba by się nie dała.

                  Jak mowia gorale - "tyz prowda".
    • japoneczki Re: Co to jest? 03.10.10, 22:17
      dziewczyno, Ty tak serio z własnej woli dajesz się tak traktować? Przepraszam, za mój bezpośredni ton, ale Ty jego psychologiem nie będziesz, nieważne, czy to syndrom sztokholmski czy inny. Facet źle Cię traktuje, sam ze sobą ma problemy, a Ty - zamiast cieszyć się życiem, układać je sobie, wypalasz się. Nie zastanawiaj się co się dzieje z nim, dlaczego i inne ble ble ble. Między nami są ludzie zaburzeni i przebywając z nimi sami zaczynamy chorować. uciekaj, zostaw to za sobą. życzę powodzenia :)
      • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 11:35
        japoneczki napisała:

        > Ty jego psychologiem nie będziesz, nieważne, czy to
        > syndrom sztokholmski czy inny.

        W kwestii formalnej - podobienstwo do zespolu sztokholmskiego dostrzeglam u AUTORKI, nie jej faceta (wszak on o porade nie prosil).

        Pod reszta Twego postu moge sie tylko podpisac.
        • japoneczki Re: Co to jest? 05.10.10, 15:17
          Przepraszam, to moja nieścisłość.

          Pozdrawiam
    • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 08:19
      Dziwna historia

      • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 09:12
        mona.blue napisała:

        > Dziwna historia
        >
        to on w końcu chce być z Tobą czy nie?
        • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 10:32
          Ja bym nie pozwoliła sie tak traktować.

          Też byłam współuzależniona, ale po terapii udało mi sie zerwać toksyczny związek.
          • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 11:49
            mona.blue napisała:

            > Ja bym nie pozwoliła sie tak traktować.
            >
            > Też byłam współuzależniona, ale po terapii udało mi sie zerwać toksyczny związe
            > k.

            Mona, troche mnie zaskakuje te slowa w Twoim wykonaniu.
            Napisalas, ze przynalezysz do wspolnoty neokatechumenalnej.
            Swego czasu opuscilam neokatechumenat wlasnie dlatego, ze bylam zdegustowana podejsciem jego czlonkow do zwiazkow i malzenstw.
            Wpierali nieszczesnym kobietom meczacym sie w koszmarnych mariazach, rowniez zonom alkoholikow i ofiarom przemocy, iz powinny miec "wiecej milosci, wiecej cierpliwosci, wiecej pokory, wiecej poswiecenia" a w zagubionym malzonku nastapi dzieki temu cudowna przemiana.
            Zerwanie toksycznego zwiazku przez kobiete uwazali oni za grzech smiertelny, odejscie faceta zreszta tez uwazali za grzech kobiety.
            Czasem urzadzali zenujace przedstawienia gdzie kobieta, ktora wczesniej zdolala sie wyrwac od dreczyciela, miala publicznie, wsrod spiewnych modlow i wznoszonych rak, "godzic sie" z nim i potulnie wracac pod jego but.

            Albo sie ten neokatechumenat tak zmienil, albo Ty tam nie pasujesz.
            • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 12:37
              Neokatechumenat się nie zmienił.

              Mnie jakims cudem jeszcze nie "wyrzucili".
              • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 13:07
                mona.blue napisała:

                > Neokatechumenat się nie zmienił.
                >
                > Mnie jakims cudem jeszcze nie "wyrzucili".

                Tak naprawdę to mi też z tym, o czym pisałaś trudno się pogodzić - nie rozumiem, jak tak mozna, jestem za separacją/stwierdzeniem nieważności małżeństwa w takich przypadkach.

                Ja sama staram sie o stwierdzenie nieważności.
                • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 14:14
                  mona.blue napisała:

                  > Tak naprawdę to mi też z tym, o czym pisałaś trudno się pogodzić - nie rozumiem
                  > , jak tak mozna, jestem za separacją/stwierdzeniem nieważności małżeństwa w tak
                  > ich przypadkach.
                  >
                  > Ja sama staram sie o stwierdzenie nieważności.

                  Jesli malzenstwo bylo "consumatum" i facet nie jest transwestyta po operacji ani nie uprawial bigamii, masz male szanse. Chyba, ze ksiadz z katechumenatu cos po znajomosci szepnie u wladz.
                  Mialam podobny przypadek w rodzinie wiec wiem jak to biega.

                  Takie "drobiazgi" jak uzaleznienia, zdrady czy znecanie sie ze strony meza, wg kosciola katolickiego nie zwalniaja kobiety z milosci, posluszenstwa i wiernosci po grob.

                  O dziwo jesli pije, zdradza lub zneca sie zona, czesto zwalniaja meza z przysiegi. Ot, paradoksik koscielny, nie jedyny zreszta.
                  • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 14:26
                    sabinac-0 napisała:

                    .
                    >
                    > Jesli malzenstwo bylo "consumatum" i facet nie jest transwestyta po operacji an
                    > i nie uprawial bigamii, masz male szanse. Chyba, ze ksiadz z katechumenatu cos
                    > po znajomosci szepnie u wladz.
                    > Mialam podobny przypadek w rodzinie wiec wiem jak to biega.

                    Jest sporo innych powodów, m.in. najbardziej poweszechny - niezdolnośc do podjęcia obowiązków małżeńskich
                    >
                    > Takie "drobiazgi" jak uzaleznienia, zdrady czy znecanie sie ze strony meza, wg
                    > kosciola katolickiego nie zwalniaja kobiety z milosci, posluszenstwa i wiernosc
                    > i po grob.
                    > wiem, chyba, że ma psychopatyczną osobowość

                    > O dziwo jesli pije, zdradza lub zneca sie zona, czesto zwalniaja meza z przysie
                    > gi. Ot, paradoksik koscielny, nie jedyny zreszta.

                    ?
                    • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 14:42
                      mona.blue napisała:

                      > Jest sporo innych powodów, m.in. najbardziej poweszechny - niezdolnośc do podję
                      > cia obowiązków małżeńskich
                      > >
                      Tyle ze trudno okreslic te "obowiazki".
                      U mezczyzn moga uwzglenic tylko nieodwracalna impotencje, co w praktyce oznacza "non consumatum".
                      U kobiety owszem, wystarczy ze nie moze ona miec dzieci lub odmawia gotowania.

                      > > wiem, chyba, że ma psychopatyczną osobowość
                      >
                      A jak to zamierzasz udowodnic?
                      Zreszta, nawet jak poprzynoisisz cale elaboraty od psychologow, jesli psychopatia nie uniemozliwia odbycia coitum, nic to nie da.

                      Jesli juz, sprobuj namowic eksa, by to on zlozyl wniosek o uniewaznienie, niech poda powod ze nie sprzatalas, nie gotowalas i glosowalas na PO. Wtedy bedzie szansa. :/

                      A z drugiej strony - po kiego grzyba Ci koscielny rozwod? Bialy welon sie nie zamortyzowal, czy co?
                      • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 15:10
                        sabinac-0 napisała:

                        > mona.blue napisała:
                        >
                        > > Jest sporo innych powodów, m.in. najbardziej poweszechny - niezdolnośc do
                        > podję
                        > > cia obowiązków małżeńskich
                        > > >
                        > Tyle ze trudno okreslic te "obowiazki".

                        to prawda

                        > U mezczyzn moga uwzglenic tylko nieodwracalna impotencje, co w praktyce oznacza
                        > "non consumatum". U kobiety owszem, wystarczy ze nie moze ona miec dzieci lub odmawia gotowania.
                        >
                        niestety gotowałam i sprzątałam, ech

                        > > > wiem, chyba, że ma psychopatyczną osobowość
                        > >
                        > A jak to zamierzasz udowodnic?

                        nie udało mi się, chociaż maiłam złożona sprawę na policji, zaświadczenia o współuzaleznieniu (czytaj jego alkoholizmie - ale niestety liczy sie tylko to, gdyby pił juz przed ślubem, a jeszcze lepiej zataił to przede mną)

                        > Zreszta, nawet jak poprzynoisisz cale elaboraty od psychologow, jesli psychopat
                        > ia nie uniemozliwia odbycia coitum, nic to nie da.

                        tak, przekonałam sięzo tym
                        >
                        > Jesli juz, sprobuj namowic eksa, by to on zlozyl wniosek o uniewaznienie, niech
                        > poda powod ze nie sprzatalas, nie gotowalas i glosowalas na PO. Wtedy bedzie s
                        > zansa. :/
                        czekam już prawie 4 lata i kończ nie widać (chociaż w pierwszej instancji stwierdzono nieważność, no ale jeszcze musi być identyczne orzeczenie w drugiej instancji) >
                        > A z drugiej strony - po kiego grzyba Ci koscielny rozwod? Bialy welon sie nie z
                        > amortyzowal, czy co?
                        • adriana_ada Re: Co to jest? 04.10.10, 15:21
                          Mona, czy nie szkoda ci pieniedzy na te wszystkie ceregiele?
                          Jak tak bardzo ci zalezy to spytaj wprost kleche co i za ile
                          • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 15:23
                            adriana_ada napisała:

                            > Mona, czy nie szkoda ci pieniedzy na te wszystkie ceregiele?
                            > Jak tak bardzo ci zalezy to spytaj wprost kleche co i za ile

                            za pieniądze to nie chcę

                            wierzę, że Bóg zadziała - no, nie do końca wierzę niestety :(
                            • adriana_ada Re: Co to jest? 04.10.10, 15:26
                              mona.blue napisała:

                              > adriana_ada napisała:
                              >
                              > > Mona, czy nie szkoda ci pieniedzy na te wszystkie ceregiele?
                              > > Jak tak bardzo ci zalezy to spytaj wprost kleche co i za ile
                              >

                              > za pieniądze to nie chcę
                              >
                              Ale wiesz przeciez, ze tam nie ma nic za darmo. Tam jest tylko co laska powyzej ...

                              > wierzę, że Bóg zadziała - no, nie do końca wierzę niestety :(

                              To musisz zdecydowac sie, wierzysz albo nie. Poza tym wola klechow nie ma nic wspolnego z wola Boga.
                              • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 15:31
                                adriana_ada napisała:

                                > > adriana_ada napisała:
                                > >
                                > > > Mona, czy nie szkoda ci pieniedzy na te wszystkie ceregiele?
                                > > > Jak tak bardzo ci zalezy to spytaj wprost kleche co i za ile
                                > >
                                >
                                > > za pieniądze to nie chcę
                                > >
                                > Ale wiesz przeciez, ze tam nie ma nic za darmo. Tam jest tylko co laska powyzej
                                > ...
                                > nie dołuj mnie, sparawa jest w dodatku w tym cholernym Poznaniu, gdzie wszystkiego się czepiają

                                > > wierzę, że Bóg zadziała - no, nie do końca wierzę niestety :(
                                >
                                > To musisz zdecydowac sie, wierzysz albo nie.

                                brak mi zaufania

                                Poza tym wola klechow nie ma nic wspolnego z wola Boga.

                                wiem, ale mam nadzieję, że Bóg nad tym czuwa ;)
                            • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 16:32
                              mona.blue napisała:

                              > wierzę, że Bóg zadziała - no, nie do końca wierzę niestety :(

                              Bog jest na tyle madry, ze w instytucjonalne decyzje hierarchii sie nie miesza.
                              • mona.blue Re: Co to jest? 04.10.10, 22:45
                                sabinac-0 napisała:

                                > mona.blue napisała:
                                >
                                > > wierzę, że Bóg zadziała - no, nie do końca wierzę niestety :(
                                >
                                > Bog jest na tyle madry, ze w instytucjonalne decyzje hierarchii sie nie miesza.

                                kto wie, przecież on ma władzę nad wszystkim

                                i chce, zebyśmy wypełnili swoje powołanie :)
                                • sabinac-0 Re: Co to jest? 06.10.10, 11:41
                                  mona.blue napisała:

                                  > kto wie, przecież on ma władzę nad wszystkim
                                  > i chce, zebyśmy wypełnili swoje powołanie :)

                                  Naszym powolaniem jest pelne, szczesliwe zycie i dzielenie sie szczesciem z innymi, nie nabijanie kabzy urzednikom w sukienkach i staromodne ceremonie.
                        • sabinac-0 Re: Co to jest? 04.10.10, 16:31
                          mona.blue napisała:

                          > sabinac-0 napisała:
                          >

                          > niestety gotowałam i sprzątałam, ech
                          >
                          Zostaje glosowanie na PO. :)


            • krytykantka07 Re: Co to jest? 06.10.10, 15:44
              sabinac-0 napisała:

              > Wpierali nieszczesnym kobietom meczacym sie w koszmarnych mariazach, rowniez zo>nom alkoholikow i ofiarom przemocy, iz powinny miec "wiecej milosci, wiecej
              cie> rpliwosci, wiecej pokory, wiecej poswiecenia" a w zagubionym malzonku nastapi d
              > zieki temu cudowna przemiana.

              A cóż to znowu za głupota?
              Jezus był cichy i pokornego serca, a w tych, co Go ukrzyżowali żadna przemiana nie nastąpiła.
              Z prostego powodu: cierpienie ofiary ich nie uszlachetniło...
              A o tym mówił Jezus.
              Cierpienie ofiary ma uszlachetnić kata, który wtedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest zły, a nie uszlachetniać ofiary, by zdała sobie sprawę z tego, że nie jest doskonała.
              Wierzący w Jezusa mają zawierać małżeństwa z wierzącymi w Jezusa.
              A w takich małżeństwach do alkoholizmu, przemocy i zdrad nie dochodzi, bo tacy ludzie całe życie wzajemnie się doskonalą...

              > Zerwanie toksycznego zwiazku przez kobiete uwazali oni za grzech smiertelny, od> ejscie faceta zreszta tez uwazali za grzech kobiety.

              Banda kretynów nierozumiejących, co oznacza, że wyznawcy Jezusa sami chcieli być doskonali i byli bezgrzeszni...

              > Czasem urzadzali zenujace przedstawienia gdzie kobieta, ktora wczesniej zdolala> sie wyrwac od dreczyciela, miala publicznie, wsrod spiewnych modlow i wznoszon> ych rak, "godzic sie" z nim i potulnie wracac pod jego but.

              To już już wiadomo, że nic od czasów średniowiecza się nie zmieniło...
              I na co komu postęp techniczny, skoro ludzie myśleć nie potrafią?

              > Albo sie ten neokatechumenat tak zmienil, albo Ty tam nie pasujesz.

              A co to za czort ten neokatechumenat i czemu należą do niego tylko prymitywni ludzie bez żadnego wykształcenia?
              • sabinac-0 Re: Co to jest? 06.10.10, 16:59
                krytykantka07 napisała:


                > Cierpienie ofiary ma uszlachetnić kata, który wtedy zdaje sobie sprawę z tego,
                > że jest zły,

                Tyle ze zwykle nie zdaje sobie z tego sprawy a biernosc ofiary jedynie go rozzuchwala.

                > Wierzący w Jezusa mają zawierać małżeństwa z wierzącymi w Jezusa.
                > A w takich małżeństwach do alkoholizmu, przemocy i zdrad nie dochodzi,

                Oj naiwna, naiwna...
                >
                A powaznie - na FS robienie jaj to uznana konwencja, ale tutaj bywa, ze wchodza ludzie z prawdziwymi problemami, wiec lepiej sobie odpuscic trollowanie.
        • kro-nik Re: Co to jest? 04.10.10, 12:41
          Ja myślę, że on sam tego nie wie.
    • adriana_ada Re: Co to jest? 04.10.10, 15:11
      Sam fakt, ze mowisz o nim "facet, ktory moglby miec kazda" daje wiele do myslenia, a to wszystko co opisalas mowi o tobie, ze masz mocno zanizone poczucie wartosci.
    • mona.blue Re: kro-nik 05.10.10, 15:48
      A jesteście jeszcze małżeństwem, w trakcie rozwodu, czy po?
      • kro-nik Re: kro-nik 06.10.10, 13:09
        Nie byliśmy małżeństwem, dlatego tym bardziej nie mogę zrozumieć, dlaczego nie da mi spokoju, skoro w jego oczach jestem neurotyczką i tylko go gnębię? Twierdzi, że ostanią rzeczą, którą powinniśmy robić, to rozmawiać. Zamiast tego skupić się innych, przyjemniejszych czynnościach, które stanowią oś związku. Pewnie nie jestem do końca w porządku, ale on jest co najmniej niestabilny emocjonalnie. Jeszcze w środę był w głębokiej depresji, w piątek euforycznie oświadczył, że w końcu się jej pozbył. W niedzielę powtarzał po raz enty, że się zmieniłam, co skomentowałam zdziwiona - a jak Ty to możesz stwierdzić przez telefon? Pod koniec rozmowy zadałam dwa niewinne pytania - czy zdradzał szczegóły o naszym związku do kogolwiek ze znajomych (zaprzeczył) i czy czy matka w jakikolwiek sposób wywierała naciski, żeby się ze mną ożenił? (Również zaprzeczył, chociaż wiem, że zostałam przez nią "wybrana".) Wściekł sie strasznie, zagotowało się w nim, wysyczał obrażony, że dotknęłam czułego punktu, zaczął paplać jakieś bzdety o zranieniu, poszedł spać zostawiając mnie z przysłowiem "Ciekawość zabiła kota." Zapytałam o małżeństwo bo sam kiedyś rzucił - no, mama już by pewnie nie chciała żebym się z Tobą ożenił. Dlatego nie widziałam nic niewłaściwego ani raniącego w moim pytaniu...
        • sabinac-0 Re: kro-nik 06.10.10, 14:40
          Czytalam kiedys swietna ksiazke "W co graja ludzie?", dawno to bylo, jeszcze za studenckich czasow i nie pamietam autora.
          Rozne aspekty ludzkiego, a zwlaszcza malzensko-rodzinnego zycia opisane byly jako gra, skecz z podzialem na role.

          Pisalam juz tu o grze "alkoholik", pisalam o grze "awantura", kolej na gre w malzenskiego ping-ponga. Polega ona na tym, ze osoby, zwykle para, rozmawiaja sobie tak:
          1- jeden gracz zaczepia, niejako rzuca pileczke, drugi te pileczke natychmiast odbija,
          2- w trakcie partii nastepuje kolejne "wskakiwanie" w trzy role: ofiary (O), ratownika (R) i oskarzyciela (P).

          Np. facet mowi: "zmienilas sie"(P), autorka: Jak mozesz to stwierdzic przez telefon? (O), i dalej (przyklad):
          f- slyszalem to od znajomych(R)
          a- jak mozesz mowic obcym ludziom o naszym zyciu! (P)
          f- teraz pewnie posadzisz mnie ze plotkuje (O)
          a- o nic cie nie posadzam, tylko zastanawiam sie czemu mowili ci o mnie (R)
          f- wlasnie, wciaz cos cie zastanawia, chyba masz jakas paranoje (P),
          a- jesli jestem taka straszna, co cie przy mnie trzyma?(O)
          f- nie wiem, moze szacunek dla mojej matki (R)
          a- no tak, wiedzialam ze twoja matka naciskala na slub(P)
          f- zranilas mnie, moja matka to moj czuly punkt(O)

          Para moze tak dyskutowac godzinami (niektorzy niestrudzenie robia to przez cale zycie) i dyskusja, oprocz ping-ponga i zmieniania sie rolami, do niczego nie prowadzi.

          Autor owej genialnej ksiazki zaznaczyl, ze aby rozwiazac jakikolwiek problem, konieczne jest przede wszystkim PRZERWANIE GRY.

          I tak, jesli na dictum faceta "zmienilas sie", autorka zamiast odbic pileczke przepusci ja np. odpowiadajac "Dzwonisz w jakiejs konkretnej sprawie?", gra ulega przerwaniu a facet zostaje sam na boisku - czujac sie jak idiota.

          Wiele terapii psychologicznych polega w duzej mierze na nauczeniu pacjenta przerywania jakiejs gry.
          • adriana_ada Re: kro-nik 06.10.10, 14:43
            sabinac-0 napisała:

            > Czytalam kiedys swietna ksiazke "W co graja ludzie?", dawno to bylo, jeszcze za
            > studenckich czasow i nie pamietam autora.

            A pamietasz w co gralo sie w karty w podstawowce? Bo ja tak:)




          • krytykantka07 strategiczna komunikacja 06.10.10, 15:09
            Proponuję książkę pt. " Kiedy rozmowa pogarsza sprawę ", w której " słynny doradca negocjacyjny burzy mit porozumienia jako drogi rozwiązywania problemów "
            Oto cytat: " Oprócz pułapki słów istnieje wiele innych schematów, w których ty coś mówisz, druga osoba odpowiada, nagle sytuacja staje się patowa i nikt nie wie, co poszło nie tak.
            Nazywam te bezproduktywne schematy tańcem nad przepaścią, a wszystkie mają jedną cechę wspólną: są przewidywalne.
            Jeśli zrobisz przerwę, by zastanowić się nad reakcją drugiej osoby, możesz uniknąć tego mechanizmu.
            Te schematy to: dążenie do wojny, gra w nieustanne dawanie i coś za coś "
          • kro-nik Re: kro-nik 06.10.10, 15:14
            > I tak, jesli na dictum faceta "zmienilas sie", autorka zamiast odbic pileczke p
            > rzepusci ja np. odpowiadajac "Dzwonisz w jakiejs konkretnej sprawie?", gra uleg
            > a przerwaniu a facet zostaje sam na boisku - czujac sie jak idiota.

            Dobre :-) Nasze rozmowy tak mniej wiecej wygladają, cóż. Daje mi to do myślenia. Postaram sie przestać odbijać piłkę, przynajmniej ja.

            "Dzwonisz w jakiejs konkretnej sprawie?",
            :D Bez pytania już znam odpowiedź: foch i wyrzut - dobra, to nie będę dzwonił w ogóle.
            • krytykantka07 Re: kro-nik 06.10.10, 15:23
              kro-nik napisała:

              > "Dzwonisz w jakiejs konkretnej sprawie?",

              > :D Bez pytania już znam odpowiedź: foch i wyrzut - dobra, to nie będę dzwonił w
              > ogóle.

              Czyli przyjmuje rolę ofiary, bo przyzwyczaił się do gry w nieustanne dawanie.
              Zatem jest niedojrzały...

              No i odpowiadasz wtedy: " dobrze; jak będę miała czas, to ja do ciebie zadzwonię " i odkładasz słuchawkę.
            • sabinac-0 Re: kro-nik 06.10.10, 16:53
              kro-nik napisała:

              > "Dzwonisz w jakiejs konkretnej sprawie?",
              > :D Bez pytania już znam odpowiedź: foch i wyrzut - dobra, to nie będę dzwonił w
              > ogóle.

              To z jego strony proba namowienia Cie, bys jednak odbila pileczke i tym zwrocila mu honor.
              Przykladowe odpowiedzi niepodejmujace gry:
              1- "aha",
              2- "uhymn",
              3- "no to pa".

              Chodzi o to, by natychmiast przerwac komunikacje.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja