silvanka30
11.10.10, 20:56
Witajcie. Mam 30 lat i całe zycie zyłam problemami innych - chciałam rozwiązywac problemy w rodzinie. Rodzina patologiczna. kilka lat temu stworzyłam rodzinę zastępczą dla mojego bratanka, mocno zdemoralizowanego juz wówczas 13 latka. Było bardzo ciężko. ciągłe sprawy w sądzie, policja,zmienianie szkół w tym takze prywatnych. Nikt go nigdzie nie chciał. Nie dawałam rady, ale bardzo sie starałam. W koncu zrozumiałam, że powinien byc w osrodku wychowawczym. udało sie załatwic ale na miejsce czekalismy miesiącami. Trafił jak juz miał 17 lat. ( 4 lata mojej mordęgi).Teraz ma 18 opuscił osrodek jako osoba pełnoletnia. Prosiłam zeby tam został, zeby skonczył szkole. nie chciał. siedzi i płacze mi pod drzwiami. ma tylko wykształcenie gimnazjalne, kryminalną kartotekę. Nawet zwięłam go na wakacje i dokonał rozboju, ma poprawczak w zawieszeniu i sprawe w prokuraturze wiec moze skonczyc sie zakładem karnym. Bratanek ma matke - pozbawiona była praw. Mieszka kilkaset km dalej. on nie chce do niej jechac. Nikt sie nami nie interesuje z rodziny. ja sama mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu. Od 2 lat mieszkam w innym miescie, przeprowadziłam sie zeby znaleść mu prywatną szkołę. zostawiłam całe dotychczasowe zycie, ale on nie skorzystał z pomocy. dalej demoralizował sie. ja wpadłam w nerwice, depresje. leczyłam sie. dzis mam prace, małe mieszkanie, widoki na związek z mężczyzną z moich snów i założenie własnej rodziny. Ale: mój bratanek jest bezdomny! wiem ze jak go wpuszcze do domu to za chwile będzie picie, koledzy, kradzieze, policja itd. ja juz nie mam do tego zdrowia. cała rodzina sie odwróciła ode mnie i nikt nawet nie wesprzed dobrym słowem. mojemu partnerowi nie chce nawet na razie mówic o tych poroblemach bo znamy sie krótko.
mam wyrzuty sumienia ze zostawiam bratanka, ale on ciagnie mnie na dno. kocham go bo pamietam jakim był dzieckiem. niegdy nie bedzie mi obojętny, ale chce normaqlnie zyc, zapalac w domu swiatło nie bac sie sąsiadów, policji, nalotów itd. mam 30 lat, skonczone studia, dwa kierunki, prace gorszą niz kiedys, mniej zarabiam, ale mam. nie mam przyjaciół bo moi zostali kilkaset km stąd. jestem sama w wielkim miescie dlatego prosze Was o słowo, pomoc. Prosze napiszcie czy mam prawo do swojego zycia, co z wyrzutami sumienia? czy przyjac bratanka który sie nie zmieni? błagam. nie zostawiajcie mnie samej, bo nie mam siły juz tego sama przerabiac. tak bardzo chciałabym nie bac sie odebrac domofonu, telefonu, zachowywac sie w mieszkaniu swobodnie.