Odeszłam, odważyłam się na to

IP: *.net.autocom.pl 05.04.04, 08:55
Odeszłam od męża bo znęcał się nade mna psychicznie.
Nadal go kocham. Cierpię ale wiem że dobrze zrobiłam.
    • Gość: empatia Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.04.04, 09:14
      Na czym to znęcanie polegało,że musisz odejść?
      • Gość: praawie była Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.net.autocom.pl 05.04.04, 10:42
        Mąz jest niezrównoważony psychicznie.
        Skłonny do awantur, rozbijania sprzętów, traci panowanie nad sobą. Sam
        się "nakręca", bez powodu. Bez powodu zmienia zdanie, opinie - za to co
        pochwali za pięć minut może skrytykować.
        Żyłam w ciągłym napięciu, stresie.
        Nie wiem jak syn na to zareaguje bo bardzo sa sobie bliscy.
        Ja się musiałam ratować bo gdybym to dalej ciągnęła doszłoby do rękoczynów. A
        na to pozwolić nie mogę.
        Najgorsze że wciąz go kocham i tęsknię, boję sie że nie poradzi sobie beze
        mnie, że się załamie - taka głupia troskliwość.
        Teraz tylko przetrwac najgorsze cierpienie, potem będzie już tylko lepiej.
        • kwieto Re: Odeszłam, odważyłam się na to 05.04.04, 11:24
          A za co go kochasz?
          Bo jesli chodzi o jego radzenie sobie - jest duzy, piastunka mu pewnie nie jest
          potrzebna. A i innych, potrzebujacych opieki nie brakuje.
          • Gość: prawie_była Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.net.autocom.pl 05.04.04, 12:19
            Czy można to rozpatrywać w kategoriach "kocham za coś"?
            Kocha się albo sie nie kocha.
            Poza tym jeśli jesteś w zwiazku kilka lat to cos was łaczy, jest jakaś
            wspólnota, cos razem zbudowaliście - i dlatego ciężko to opuszczać, zostawiać.
            Najbardziej jednak bolą utracone nadzieje.
            I tęsknota.
            • kwieto Re: Odeszłam, odważyłam się na to 05.04.04, 14:41
              Zastanawiam sie tylko na czym moze polegac wspolnota z czlowiekiem
              maltretujacym psychicznie (i jak rozumiem, na granicy fizycznego znecania sie)
              • katja Re: Odeszłam, odważyłam się na to 05.04.04, 16:57
                Rozumiem ciebie, mam przyjaciolke z tym samym problemem. Odwazyla sie i
                odeszla, teraz w 3 lata po dopiero nabiera zycia, ale jest szczesliwa , ze
                zdobyla sie na taki krok. Ma prace, samochod jest samodzielna , atrakcyjna i
                nie zaluje. Ma szanse na kogos kto ja bedzie kochal bez znecania sie .
                Niestety nasza milosc nie jest w stanie zminiec psychopaty , trzeba odejsc
                jesli on sam tego nie zmieni , ale to od niego zalezy nie od nas...czesto
                psychopatia jest nieuleczalna
                • Gość: klara Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.toya.net.pl 05.04.04, 22:19
                  Gratuluje madrej decyzji! I podziwam odwage! trzymaj sie i powodzenia! Na pewno
                  wszystko sie ulozy, zycze Ci tego z calego serca!
                  Klara - ta co powinna odejsc, a sie boi
                  • Gość: prawie_była Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.net.autocom.pl 06.04.04, 08:28
                    Łamię się - zaczynam wątpić w sensownośc mojej decyzji.
                    Chociaż to co czuję to jakaś dziwna obojętnośc, znużenie i pustka.
                    Czuję też że go kocham.
                    Śnił mi się w nocy. Dzwoni 2 razy dziennie.
                    Właściwie nie ma czego gratulować. Jeszcze nie. Jak sama sobie pogratuluję
                    wtedy będzie powód do świętowania.
                    Na razie jestem słaba i zastanawiam się czy mu nie dać kolejnej szansy
                    (jesteśmy daleko od siebie więc i tak z realnej szansy nici) - ale zastanawiam
                    się DZISIAJ - jutro mogę mieć inne zdanie. Tak czuje się człowiek w mojej
                    sytuacji, kiedy musi zmienić mapę swojego życia i wcale nie wstydze się swojej
                    słabości - musze przez to przejść a wypisuję sie tak żeby może komuś w podobnej
                    sytuacji pomóc, dać do zrozumienia że to nie wstyd bać się, chcieć wrócić itp.
                    Normalna reakcja.
                    • Gość: klara Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.toya.net.pl 06.04.04, 21:35
                      Ja wlasnie nie decyduje sie na ten krok, bo boje sie tego etapu: watpliwosci,
                      checi powrotu, reakcji dziecka, tesknoty za dawna wygoda, nowymi problemami, z
                      ktorymi trzeba sie zmierzyc. To bardzo trudny etap. Pamietam jak moja kolezanka
                      zostawiala faceta dla innego. Jak ona strasznie cierpiala! Wyplakiwala sie we
                      mnie, choc to twarda i silna osoba z natury. A teraz jest bardzo szczesliwa z
                      tym innym. Ciekawa jestem, czy wrocisz do niego, czy przetrwasz kryzys. A jak
                      Twoje dziecko? Wie o wszystkim? Godzi sie na to?
                      Zycze Ci duzo szczescia i pozdrawiam.
                      • Gość: Abra Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.pikonet.pl / *.pikonet.pl 06.04.04, 22:55
                        Moja córka powinna odejść, ale jak Ty nie ma odwagi.Raz odeszła od niego, ale ten fetniak, psychol, po jej odejściu był jak martwy.Zlitowała się, wróciła, dała mu szansę.Trochę było lepiej, ale wszystko wróciło i jest o wiele gorzej i trudniej, a mogła być już na dobrej drodze.A tak jest na manowcach i żadnego brzegu nie widać...
                      • Gość: taka_jedna Re: Odeszłam, odważyłam się na to IP: *.net.autocom.pl 07.04.04, 08:33
                        Od lat znam kogos kto jest dobry, czuły, chce abym była szczęśliwa i kocha
                        mnie - kiedyś byliśmy razem przez jakiś czas. Nie byłoby problemu, miałabym
                        spokojne zycie, bez tych wszystkich rozterek jakie mam teraz - ale nie kocham
                        go, drażni mnie jego dobroć, chęc niesienia pomocy, wyrozumiałośc w stosunku do
                        mojej sytuacji. Nie umiem jednak zyć bez miłości. Nie umiem być tak do końca,
                        szczęśliwie z kimś kogo nie kocham. Boję sie też że z czasem zamiast pokochac
                        mogłabym go znienawidzić - a przecież chciałby dla mnie dobrze...
                        Serce nie sługa.
                        Dam mężowi szansę ale naprawdę ostatnią. Wiem o tym bo pojawiły sie pewne opcje
                        dla mnie i po prostu jeśli to sie nie uda - zniknę, przeprowadzę się.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja