Moja rodzina jest żałosna.

31.10.10, 12:05
Ojciec-od zawsze znęcający się nad nami psychicznie. Zakompleksiony, słaby człowiek.
Odkąd byłam dzieckiem, obrał mnie sobie za wroga. Wypominał najmniejsze porażki, nie zwracał uwagi na sukcesy. W jego oczach zawsze byłam gorsza, niż "inni" (mówił mi to wprost). Według niego do niczego się nie nadaję, do niczego nie dojdę, nikt mnie nie zechce. Wszystkie moje decyzje są złe, bo on zrobiłby to inaczej. Jako dziecko byłam obiektem a to jego drwin, doprowadzających mnie do płaczu, a to napadów histerii i agresji. Zdarzało się, ze fizycznej. Teraz już nie pozwala sobie aż na takie wyskoki, ale nadal jestem "głupia" (bo mam inne zdanie niż on), nadal jestem "beznadziejna i do niczego" i dostaję histeryczny opier*ol przy ludziach, bo na przykład spakowałam swoje rzeczy w plecak, zamiast w torbę na kółkach i ojciec w pewnym momencie musiał pomóc mi go ponieść. Gdybym użyła torby, nie musiałby mi pomagać To idealny powód, żeby mi wykrzyczeć w twarz przy ludziach na dworcu, jaką jestem kretynką.
Matka- zimna i obrażalska. Nie interesują jej moje problemy i słabości. Kiedy, z powodu wieloletniego straszenia i poniżania przez ojca zaczęłam mieć napady lęku i inne problemy, postanowiłam skorzystać z terapii. Od matki usłyszałam tylko, że jestem żałosna i słaba, bo silni ludzie nie mają żadnych problemów z psychiką i radzą sobie sami. Kiedy jest na mnie zła, nie odzywa się i nie mówi, o co chodzi. Jest bardzo złośliwa, lubi mi wbijać szpile, szczególnie przy ludziach, wypominać porażki (np niezdany egzamin na studiach) itd. Jest tak zimną osobą, że chyba nie znam nikogo równie nieczułego. Jest czuła tylko na własnym punkcie, nie wolno jej tknąć, bo dosłownie pluje jadem.
Brat- rozpieszczony przez rodziców trzynastolatek. Nie liczy się nic, oprócz komputera i playstation. Latami, naprawdę latami próbowałam podsuwać mu książki, zabierać w podróże, na wycieczki, na narty, na żagle. W wakacje jeden raz udało mi się zabrać go ze sobą na godzinę nad jezioro, ale był na mnie tak obrażony za odciągnięcie go siłą od kompa, że nie odezwał się ani razu a kiedy kupiłam mu coś słodkiego, wypieprzył to do kosza. Koledzy coraz mniej go lubią, bo oni jeżdżą na rowerach, na nartach, mają już jakieś swoje pasje, sporty itd, a on nie robi nic. W dodatku, próby mojego wtrącania się w wychowanie, podsuwania mu książek, zabierania go gdzieś, kończą się zazwyczaj również awanturą ze strony rodziców, że mam się nie wtrącać.
Ja nie mówię, że jestem święta. też mam sporo wad, jak każdy człowiek. Ale przynajmniej jestem normalna, a moja rodzina jest chora.
Bardzo się cieszę, że udało mi się usamodzielnić i wyjechać na studia. Codziennie spotykam wspaniałych, dobrych, życzliwych ludzi. A kiedy wracam do domu, czuję się, jakbym wracała do innego świata. Nienawiść, obelgi, złośliwości, histerie...
Staram się jak głupia. Na każde święta robię własnoręcznie kartki dla bliskich. Dbam o klimat. Piekę im ciasto, często tak bez okazji, żeby było im miło. A potem słyszę od matki, że ona tego nie zje. Robię im pieczone jabłka, sałatki i inne rzeczy, które mi dobrze wychodzą. Bratu ciągle proponuję jakieś nowe rozrywki przed komputerem i czasem kupuję mu, lub wypożyczam mu ksiażki, które potem oddaję nieprzeczytane, albo sama je czytam, żeby sobie powspominać. Odkładam kasę i próbuję go zabrać do dużego sklepu sportowego, żeby może coś sobie tam wybrał, znalazł coś, co go zainteresuje. Chętnie wezmę wydatek na siebie, może rakiety do tenisa, albo deskorolkę, albo coś innego. Niestety, już od dwóch lat nie udało mi się go namówić, żeby ze mną poszedł.
Chciałabym mieć dobrą, mądrą rodzinę. Jestem takim typem, trochę podróżnika, ale uwielbiam ciepło rodzinnego domu.
Boże, mamy takie wspaniałe możliwości. Mamy piękny dom, mieszkamy w ślicznym miejscu. Mógłby ten dom być pełen miłości i szczęścia, a ja jestem taka nieszczęśliwa, gdy tu wracam. I ciągle słyszę, że to nie jest mój dom i dopiero, jak będę miała swój własny, to będę miała prawo do własnego zdania.
Uwielbiam mieć gości. Nieważne, czy tu, w domu, czy w mieszkaniu, które wynajmuję w moim studenckim mieście. Uwielbiam komuś zrobić przepysznej, gorącej herbaty i poczęstować ciastem, albo konfiturami, albo choćby kanapką. I wtedy czuję się tak ciepło, dobrze i szczęśliwie. I tylko przykro mi, że na swój własny, ciepły, rodzinny dom będę musiała jeszcze poczekać :(
    • mona.blue Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 12:15
      Jesteś wspaniałą osobą, nie poddawaj się.
      Rodziców już nie zmienisz, możesz od nich wymagać szacunku, ale to trudne - wiem, bo sama mam podobnych rodziców.
      Staraj ułożyć sobie życie po swojemu, tak, żebyś spełniała swoje cele i marzenia.
      • fykta Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 12:26
        Dziękuję za miłe słowo.
        Moi rodzice niem szanują ani mnie,ani mojego brata. Nie szanują uczuć, tajemnic, nie mają taktu.
        Z kolei ja bardzo chciałabym szanować ICH, ale nie potrafię. Po kolejnej awanturze, po jakichś kolejnych żałosnych akcjach..Ostatnio matka nie odzywała się do mnie przez 3 dni, bo wyszłam rano z domu i wróciłam wieczorem a za ten czas ktoś do nas przyjechał. A że była sama, to musiała tych swoich gości sama obsłużyć i po nich pozmywać. I była zła, że jej z tym zmywaniem i obsługiwaniem nie pomogłam. Tylko, że ja nie miałam bladego pojęcia, że ktoś w ogóle do nas przyjechał, przecież nie było mnie w domu, A nikt mi nie powiedział. Mogła choć wysłać mi smsa na komórkę, ze mnie potrzebuje, żebym wróciła wcześniej. I potem przez 3 dni udawała, że nie słyszy co do niej mówię, odchodziła, kiedy przysiadalam się do stołu a ja nie miałam pojęcia o co chodzi :/
        Ojciec urządza kilka awantur dziennie, obrażając wszystkich wokół. Jak coś zawali, to potrafi tak odwrócić kota ogonem, żeby zwalić winę na innych. To załosne. Pamiętam, ile razy dostawałam straszny ochrzan za to, że coś mu niby zabrałam. Później okazywało się, że sam sobie to gdzieś schował ale nigdy nawet slowem mnie nie przeprosił za to, że podejrzewał mnie o kradzież i kłamstwo. Kiedy mnie obrazi i poniży, to potem wkręca mi, że te słowa nie były obraźliwe i że ja się nie znam (gdyby nazwał takimi słowami obcą osobę, to dawno by wylądował w sądzie).
        I tak w kółko.. ma już dość.. Całe szczęście, że wyrwałam się na studia, bo mogłabym się stać taka sama. A kiedy przyjezdzam od czasu do czasu, to z przerażeniem patrzę na to, co się dzieje i dziwię się, jak ja kiedyś mogłam z nimi wytrzymywać całe miesiące....
        • ninazkonina Re: Moja rodzina jest żałosna. 03.11.10, 17:32
          Może spróbuj poszukać pomocy u psychologa. Masz ciężką sytuację, a musisz wierzyć w siebie bo przed tobą całe życie. Wyciągnij ze swoich doświadczeń odpowiednią naukę, staraj się nie powtarzać błędów rodziców.
          Często jest tak, że ludzie z podobnymi problemami całymi latami nie mogą się odciąć od rodziny. Bez przerwy próbują coś udowodnić, zwrócić na siebie uwagę. Widzę i w moich bliskich podobne problemy. Kontakt z taką zimną matką może się skończyć odsunięciem od całego świata na rzecz żebrania o jej miłość.
    • clarissa3 Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 12:40
      Nie marnuj na nich czasu. Nie zmienia sie. To ich swiat. Zbuduj swoj.

      Ja weszlam w zycie przekonana ze mozgu nie posiadam - bo podobnie jak ciebie mnie traktowano. Powoli, od jednego doswiadczenia do drugiego okazywalo sie ze wcale nie. Usamodzielnilam sie, dobrze zylam, sukcesy jeden za drugim - i wydawaloby sie ze wszyscy zrozumieli. Ale gdy przyszla chwila slabosci, klopot ze zdrowiem, to tak mi dokopali ze az kraj musialam zmienic i jeszcze sie znecaja...
      Rodziny sie nie wybiera. Z wrednego nie zrobisz dobrego. Nie da sie!

      Powodzenia!
    • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 12:45
      fykta napisała:

      > Brat- rozpieszczony przez rodziców trzynastolatek. Nie liczy się nic, oprócz ko
      > mputera i playstation. Latami, naprawdę latami próbowałam podsuwać mu książki,
      > zabierać w podróże, na wycieczki, na narty, na żagle (...) W dodatku, próby mojego wtrącania się w wychowanie, podsuwania mu k
      > siążek, zabierania go gdzieś, kończą się zazwyczaj również awanturą ze strony r
      > odziców, że mam się nie wtrącać.

      Mysle, ze warto skorzystac z ich rady i sie nie wtracac. Po cholere bedziesz tracic nerwy na przerobienie brata na wlasny obraz i podobienstwo?
      Jesli interesuja go tylko gry - jego problem. Byc moze obudzi sie kiedys z reka w nocniku a byc moze zostanie projektantem gier w Nintendo i zarobi fortune. W sumie - kto powiedzial, ze ksiazki sa lepsze od gier?

      > Bardzo się cieszę, że udało mi się usamodzielnić i wyjechać na studia. Codzienn
      > ie spotykam wspaniałych, dobrych, życzliwych ludzi. A kiedy wracam do domu, czu
      > ję się, jakbym wracała do innego świata. Nienawiść, obelgi, złośliwości, histe
      > rie...

      Po co wracasz? Masz poczucie winy ze odeszlas? W glebi duszy wierzysz, ze w koncu Cie docenia? Chcesz ich zmienic? Chcesz pokazac calemu swiatu, ze oni nie maja racji bo to Ty jestes dobra a oni podli?
      Zaden z tych powodow nie jest dobry.

      > Staram się jak głupia. Na każde święta robię własnoręcznie kartki dla bliskich.
      > Dbam o klimat. (...) Bratu ciągle proponuję jakieś nowe rozry
      > wki (...) Niestety, już od dwóch lat n
      > ie udało mi się go namówić, żeby ze mną poszedł.

      No i znowu pytanie - na jaka cholere?
      Najwyrazniej dobrze im tak, jak jest - po co zatem uszczesliwiac ich na sile? Zeby mysleli, ze bez nich zyc nie mozesz?

      Mysle, ze zamiast marnowac wszystkie swieta na dobijanie sie do zamknietej duszy twej rodzinki, lepiej spedzic je przyjemnie z przyjaciolmi - takimi co potrafia docenic atmosfere i domowe ciasto.
      Z pozytkiem dla wszystkich.

      > Chciałabym mieć dobrą, mądrą rodzinę. Jestem takim typem, trochę podróżnika, al
      > e uwielbiam ciepło rodzinnego domu (...)
      > I ciągle słyszę, że to nie jest mój dom i dopiero, jak będ
      > ę miała swój własny, to będę miała prawo do własnego zdania.

      I tu warto znow skorzystac z ich rady - olac ich i pomyslec o stworzeniu wlasnego domu.
      Pieknych miejsc na swiecie jest tysiace.

      > I tylko przykro mi, że na swój własny, ci
      > epły, rodzinny dom będę musiała jeszcze poczekać :(

      Jesli przestaniesz szarpac sie z rodzinka a zaczniesz rozgladac wokol siebie, moze sie okazac, ze poczekasz krocej niz myslisz. :)
      • horpyna4 Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 12:59
        To jest dość typowe zachowanie durnych rodziców: dowalanie dziecku, któremu na nich zależy i które stara się jak może.

        Najlepszą metodą jest olać takich. Nie przyjeżdżać, nie odzywać się. Jeżeli nie wytrzymają i sami zadzwonią, to powiedzieć bez owijania w bawełnę, dlaczego się ich nie odwiedza; warto wcześniej przygotować sobie tekst, żeby był zwięzły i logiczny, bez użalania się nad sobą.

        W większości przypadków tacy rodzice zaczynają wtedy szanować swoje dziecko. Dopiero wtedy.
        • fykta Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 13:11
          Tylko, że moi rodzice, kiedy już mówię, że np nie przyjadę do domu na święta, bo źle się tam czuję, nazywają mnie potworem, mówią: "tak, wyżyj się na rodzinie za swoje chore problemy ze sobą", nazywają potworem itp..
          I mówią, że przesadzam i że się nad sobą użalam. Ze inne dzieci mają gorzej, niż ja.
          Kiedyś, jak byłam jeszcze młodsza, poinformowałam ojca, że zgłosiłam (blefowałam..) do niebieskiej linii, co się dzieje w domu.
          Wpadł w szał, ze jestem fałszywą żmiją, że "sr.. do własnego gniazda, że mogę się wynieść, jeśli mi się nie podoba.
          Niestety, nie potrafiłam się wynieść, złożyć sprawy o 'alimenty' itp. Nie byłam aż tak silna..
          Czuję, że w środku gdzieś jestem wrakiem. Że pewnych rzeczy już nawet terapią nie dam rady naprawić. Jakby zawsze ciągnęło się za mną takie piętno.
          • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 15:35
            fykta napisała:

            > Tylko, że moi rodzice, kiedy już mówię, że np nie przyjadę do domu na święta, b
            > o źle się tam czuję, nazywają mnie potworem, mówią: "tak, wyżyj się na rodzinie
            > za swoje chore problemy ze sobą", nazywają potworem itp..

            Lepiej byc nazwana "potworem" przez pare minut rozmowy telefonicznej (gdzie zawsze mozna odlozyc sluchawke jesli sie ma dosc) niz znosic epitety przez cale swieta.
            Mam jednak wrazenie, ze kieruje Toba desperackie pragnienie pokazania im, ze jestes dobra corka i wartosciowa osoba i ze sie myla w swojej ocenie - i tak sie meczysz, po cichu liczac na nagrode.
            Musisz przestac zyc dla nich a zaczac dla siebie.
            Ksiazki, przyjaciele czy terapeuta moga byc w tym zadaniu pomocni.

            Wiem, co czujesz. Moja rodzinka robila mi takie numerki przez wiele lat.
            Kiedys mamuska najpierw wzdychala w sluchawke jak to strasznie za mna teskni a gdy przyjezdzalam, zaczynala wszystko krytykowac - od mojego meza i dziecka po moje sprawy zawodowe (a konkretnie specjalizacje z psychiatrii, ktora jej sie nie podoba).
            W koncu wkurzylam sie i przestalam przyjezdzac. Jak mamuska mnie namawiala, odpowiadalam nieznmiennie "nie, sama wiesz jak bylo ostatnio a ja nie chce sie klocic".

            W sumie nikt na tym zle nie wyszedl - mamuska widzac ze nic nie wskora zeszla ze mnie, zajela sie soba i razem z ojcem rozpoczeli zaoczne studia (oboje po 60 ale daja rade). Teraz, gdy rozmawiamy przez telefon, mniej wtrynia sie w moje zycie i glownie opowiada o wykladach, pracach semestralnych itp.

      • crazy_witch Jest duzy problem... 31.10.10, 13:21
        Ale sabinac-0, chyba najrozsadniej ci napisala zeby dac sobie spokoj z rodzina, a zajac wlasnym zyciem.

        Wyglada z dala na typ rodziny DDD, do tego duzo zlego doklada fakt,ze ty zaczynasz na swoj kark brac role rodzica dla rodzicow. To jest w tym najbardziej chore, tego sie nie robi.
        Normalny uklad to rodzic i nasepnie dziecko. Rodzic ma wladze, to on dyktuje prawa i obowiazki, oczywiscie w kulturalny i ludzki sposob, a nie jak jaki uposledzony tyran.

        Jezeli w rodzinie rodzic nie spelnia warunkow i jego zachowanie jest niedozaakceptowania, to takiego rodzica sie sobie zostawia. Nie przejmuje sie roli rodzica dla rodzica, bo taki uklad jest wyniszczajcy dla psychiki i prowadzi do nerwic, dperesji oraz zaburzen w pozniejszym zyciu np. wtedy gdy sama bedziesz rodzicem, nie bedziesz umiala dobrze zalapac tej roli i bycie matka cie kompletnie wyniszczy.
        Inna sprawa to te bezradne i malo owocne starania aby zasluzyc na pochwalae i uznanie rodziny oraz ich milsoc tu tez widac bledne podjescie do relacji, ktore w przyszlosci doprowadzi np. do problemow np. w pracy, czy w relacji w domu. Rodzi sie jeszcze jeden typ tzw. "Kobiety ktora kocha za bardzo." Polecam ci ksiazke Robin Norwood pod tym samym tytulem tam doskonale znajdziesz mechanizmy podobne do tych, ktore toba juz teraz kieruja!

        Nie ma starych no to nie ma, zyjesz sama dla siebie. jestes juz dorosla wiekiem i czasami trzeba uciac kontakt z osobami toksycznymi, aby sobie krzywdy i ewentualnym potomnym w zyciu nie wyrzadzic bo to powinno byc dla ciebie wazne. A te muchomorki niech sie gotuja we wlasnym sosie...
        • fykta Re: Jest duzy problem... 31.10.10, 13:38
          no, to jest wszystko jasne i logiczne, że powinnam po prostu odejść i zająć się sobą. Ale jak sie w tym żyje, wewnątrz, to nie jest takie proste. Zdarzają się, co prawda bardzo rzadko, ale jednak- takie chwile, kiedy czuję się tu dobrze. Czasami uda mi się wyjśc z mamą na kawę i wtedy przez chwilę jest fajnie. Albo uda mi się namówić brata, zeby przyszedł do mojego pokoju i cos mu poczytac, albo pokazac cos ciekawego. I ja tymi chwilami żyję. I w sumie, to lubię być w domu, w sensie miejsca. Ciężko jest całkiem odejść i stracić te drobinki szczęścia, które mi się czasem przydarzają. Nie potrafię się pogodzic z tym, że moja rodzina nie jest pełna miłości i ciepła. Ostatnio nocowałam u kolegi i prawie się popłakałam ze wzruszenia. Mają mieszkanie, nie dom, jest ich tam kilku, ale klimat jest niesamowity a rodzice mądrzy i kochający. Ja wiem, że trudno, ja tak nie mam i powinnam zostawić to za sobą i iść dalej, ale nie potrafię się pogodzić z tym zalem, Noszę w sobie poczucie odrzucenia i nie potrafię się go pozbyć. Mam wrażenie, że o czymś takim, jak brak miłości ze strony rodziców, po prostu nie da się zapomnieć. Dla mnie to jest rzecz nie do przeskoczenia.
          • crazy_witch Wiesz... 31.10.10, 14:15
            Ja cie nie znam wiec to co pisze bierz z przymrozeniem oka, jednak gdy ciebie czytam to mam wrazenie jakoby caly swiat mial krecic sie wokol twojego pepuszka. Brat ma przyjsc i cos ci poczytac, mama od czasu do czasu ma isc na kawe, on zrobil to, a ona tamto, nie wiem czy wiesz ale jakos tak sprawiasz wrazenie osoby bardzo absorbujacej soba i zajmujacej duzo miejsca. Taka troche zbyt mocno dopieszczona jako malutkie dizecko, a pozniej nagle pozostawiona sobie samej. I jeszcze trudno jej zalapac, ze mama i owszem zajeta swoim zyciem, praca, ojciec moze zestresowany, bo to i tamto, brat zyje swoim zyciem, a ty jak ta mucha chcialabys aby oni, czy inni zyli tak jak ty sobie sama wykalkulowalas pojecie szczescia.
            A to 'szczescie' moze wygladac na biliony roznych sposobow i musisz w koncu dojrzec i z rozumiec, ze nie da sie ludzi wprogramowac w swoje wlasne pojecie jak powinna byla wygladac szczesliwa rodzina. Moze twoi rodzice oprocz tego ze sa jacy sa sa zwyczajnie przemeczeni zyciem, bo i tak bywa.
            To bardzo skomplikowane i trudne. Na zycie trzeba umiec patrzec wieloplaszczyznowo...

            Jakby tam z toba nie bylo to trzymaj sie i przemysl to co ja ci napisalam, moze ci to cos da. Ty mi dalas ciekawy pomysl na pewna sprawe...:=))) I dzieki ci za to!
            • fykta Re: Wiesz... 31.10.10, 14:29
              Chyba mnie zle zrozumiałas.. ja nie wymagam od rodziców jakiejs specjalnej uwagi, ja po prostu chce normalności. Chce nie byc wyzywana, poniżana, obrazana. Na szczescie, przemocy fizycznej JUZ nie ma, zapewne po akcji, kiedy zostalam pobita i chciałam isc na policje. Dlaczego nie poszłam? bo mnie nastraszono, ze zamkną mnie w domu dziecka a jak uciekne, to mnie tam policja za szmaty przytarga. A, ze byłam przerazona i naiwna, to uwierzyłam, ze złozenie skargi na policji tylko pogorszy moją sytuację.
              Ja tez zyję swoim życiem. Mam przyjaciól, swoje pasje i tak dalej. Mam swoje zycie, ale to chyba normalne, ze chciałabym w domu rodzinnym czuc się chciana i kochana, a nie tylko obelgi i wyzwiska?
              Moi znajomi, jak wracają do swoich domów czasami, to mogą porozmawiac, podzielic się planami itp. Dla mnie jest to przepłakany czas. Ale ja wciaz wracam, bo wciaz mam nadzieje, ze moze choc na chwilę będzie normalnie..
              • clarissa3 Re: Wiesz... 31.10.10, 14:47
                Zapominasz ze ktoregos dnia rodzicow juz nie bedzie bo umra, brat bedzie ozeniony z jakas nieprzyjazna baba i bedzie mial swoje sprawy, a ty co?
                Moze o tym mysl a nie o tym czego dzis nie ma i nie bedzie?
          • sabinac-0 Re: Jest duzy problem... 31.10.10, 16:12
            fykta napisała:

            > Zdarzają się
            > , co prawda bardzo rzadko, ale jednak- takie chwile, kiedy czuję się tu dobrze.
            > Czasami uda mi się wyjśc z mamą na kawę i wtedy przez chwilę jest fajnie. Albo
            > uda mi się namówić brata, zeby przyszedł do mojego pokoju i cos mu poczytac, a
            > lbo pokazac cos ciekawego. I ja tymi chwilami żyję.

            Zauwaz, kiedy nastepuja te chwile szczescia?
            Gdy ich kontrolujesz, gdy trzymasz wszystkie nitki, gdy mama rozmawia z Toba tak, jak chcesz lub gdy czytasz bratu to, co Tobie sie podoba.
            A kiedy jest zle? Gdy mama i brat Twym probom kontroli sie opieraja i zyja po swojemu - mama zamyka sie w swojej skorupie a brat wlepia galy w ekran.

            Zastanow sie, na ile Twoje starania - ciasta, kreowanie "swiatecznego nastroju", dazenie do zmiany zainteresowan brata, sa w rzeczywistosci dazeniem do kontrolowania ich, przerobki wedlug wlasnego gustu. A ze nikt nie lubi byc kontrolowany - reaguja agresja.

            Kluczem do poprawy wzajemnych stosunkow jest AKCEPTACJA.
            Jesli jedziesz na swieta z planem "zrobie im swieta takie, jak JA lubie, wtedy oni beda tacy jak JA chce by byli i bedzie pieknie" - spotka Cie przykry zawod. Bo oni nie chca zyc wg Twoich kryteriow, nie wzrusza ich podniosly swiateczny nastroj, mama nie chce ciasta ani jablek, brat nie chce ksiazek ani sportu a ojca nic nie powstrzyma od narzekania.

            Jesli zaakceptujesz ich takimi, jacy sa i oprzesz sie pokusie przerobienia ich na rodzinke z Twoich snow, zyskasz wolny wybor - albo odwiedzasz ich ze swiadomoscia, ze bedzie do bani, albo spedzasz swieta tak jak lubisz - bez nich i bez wyrzutow z tego powodu.

            I jest jeszcze jeden aspekt - jesli Ty usilujesz naprawic zycie rodzinne, automatycznie przejmujesz odpowiedzialnosc za kleski tych staran - i jestes obwiniana za wszelkie zlo.
            Jesli przestaniesz sie starac, twoi rodzice beda musieli stanac oko w oko z bolesna prawda - ze sa zlym malzenstwem i marnymi rodzicami.
            Jak raz spedza ch...jowe swieta, bez jabluszek, ciasteczek i nastroju, jak nie bedzie na kogo zwalic winy za wlasne problemy - byc moze sami zajarza, ze z nimi jest cos nie tak.

            Troche jak alkoholik - gdy nikt go nie podnosi z rowu, nie podaje ogoreczka na kaca i nie wyrecza w obowiazkach, zaczyna jarzyc, ze moze jednak ten alkohol mu szkodzi...
    • cynta Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 15:57
      Innych ludzi nie mozna zmienic, sa tacy jak sa i nie masz na to wplywu. Szkoda ze tak sie dzieje ale tak jest...
      Mozesz zmienic SIEBIE, na to masz wplyw i jest to w Twojej gestii, i na tym sie skoncentruj
      SPODZIEWASZ sie po swojej rodzinie ze bedzie jakas tam jak ty chcesz aby byla. Nie akceptujac ich takimi jacy sa odbierasz im wolnosc. Zostaw ich, pozwol im byc takimi jak lubia i chca a Ty zajmij sie swoja osoba i swoim zyciem...
    • lifeisaparadox Re: Moja rodzina jest żałosna. 31.10.10, 16:43
      Gdybyś była ideałem i reagowała tonująco to nigdy nie została byś zwyzywana, bita, krytykowana. Ale to oznaczało by że wychowywała byś własnych rodziców, którzy też nie są idealni, a to, że nie są idealni sprawia, że jesteś im zupełnie nieposłuszna i nie współgrasz z nimi, choć przecież w większości wypadków nie wiesz o co chodzi.
      To nieposłuszeństwo wobec kogoś kto nie jest idealny, sprawia, że już od dawna uważasz się za lepszą - bo ojciec bywa paranoikiem, bo matka jest mało kontaktowa itp. a tak naprawdę sama narzucasz im to, co uważasz że stanowi trzon człowieka właściwego i dobrego.

      Myślę też, że narzucasz swojemu bratu to co według Ciebie jest dobre, a umniejszasz wartość temu, co jego interesuje (komputer, gry itp.). To jest bardzo nieładne z Twojej strony i można w skrócie sformułować jako gwałt.

      To co piszę jest bardzo trudne do zrozumienia ponieważ każdy człowiek bez wyjątku dąży do tego, co uważa za dobre i samemu stara się być jak najlepszym człowiekiem. Fatalną sprawą jest sytuacja gdy ktoś, kto wie że ma dobre intencje, wykazuje je w taki sposób, że jest to nieprzyjemne. Jest to naprawdę głęboki paradoks naszego ludzkiego istnienia, gdzie ludzie poprzestawiani w widzeniu pewnych wartości, tak jak Twoi rodzice po części, tak jak i Ty sama w większym stopniu, po prostu nie doskonalą się ale powielają swoje wady i to tylko dlatego, że kończy się możliwość dedukcji z tego, czym człowiek nasiąknął.

      Wnioskuj z mojego wpisu to, że jesteś bardzo dobrą osobą, która nie postępuje w taki sposób, w jaki Twoja ambicja bycia dobrym człowiekiem oczekuje.
    • to.niemozliwe Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 31.10.10, 17:12
      A jak Ci sie uklada z facetami?
      • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 31.10.10, 17:59
        A co to ma do rzeczy?

        Mysle, ze celem Twego pytania jest, w razie otrzymania odpowiedzi ze "uklada sie tak sobie" lub "nie mam faceta", triumfalne obwieszczenie ze "widzisz, TO TY nie umiesz zyc z ludzmi, TO TY jestes ta zla".

        Jest taka tendencja, by ludzi skrzywdzonych przez los lub bliznich traktowac podejrzliwie, poszukujac w nich winy za swoje nieszczescie - to takie myslenie magiczne, ze "mnie sie to nie zdarzy, mnie nie zeszmaca, bo ja jestem lepszy, madrzejszy, rozsadniejszy itd".

        Nie zmieni to jednak sytuacji, ze los czasem bywa okrutny a ludzie podli.
        • to.niemozliwe Re: Moja rodzina jest ĚźaÄš?osna. 31.10.10, 18:29
          Przypisalas mi intencje inne niz faktyczne przeslanie pytania, po czym mnie za to skrytykowalas ;). Czujesz, ze gadasz sama do siebie? :D
          • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest ĚźaÄš?osna. 31.10.10, 18:51
            Nie widze zadnego innego celu w pytaniu o facetow dziewczyny, ktora cierpi z powodu odrzucenia przez rodzicow i brata.
            • to.niemozliwe Re: Moja rodzina jest Ă?ĹĄÄšĹ?aĂ?ĹĄ?osna. 31.10.10, 19:04
              Ty nie widzisz, bo zalozylas, ze mam teze i potrzebuje pretekstu, zeby ja wyglosic. A to nie to. :)
              • to.niemozliwe Re: Moja rodzina jest Ä??ÄšÄ?Ă?ĹĄÄš?aÄ??ÄšÄ??osna. 31.10.10, 19:08
                zeby juz nie wspominac o tym,ze sugerujesz autorce watku moje negatywne nastawienie wobec niej. A tego nie ma. :)
                • e.i.t.h.e.l Re: Moja rodzina jest Ä??ÄšÄ?Ă?ĹĄÄš?aÄ??ÄšÄ??osna 31.10.10, 23:10
                  A mnie też takie pytanie przyszło do głowy, bo takie osoby jak autorka wątku mają bardzo utrudnione wchodzenie i trwanie w związkach, ale nie dlatego, że to ich wina, tylko dlatego, że miały doświadczenia jakie miały. Jeżeli autorka już w tym momencie ma tak bardzo wykształcony skrypt nadopiekuńczości, to w związku też będzie ten skrypt uskuteczniać, a to do dobrego nie prowadzi.
              • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest Ă?ĹĄÄšĹ?aĂ?ĹĄ?osna. 01.11.10, 10:12
                to.niemozliwe napisał:

                > Ty nie widzisz, bo zalozylas, ze mam teze i potrzebuje pretekstu, zeby ja wyglo
                > sic. A to nie to. :)

                Wiec co?
        • lifeisaparadox Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 31.10.10, 19:20
          sabinac-0 napisała:

          > Jest taka tendencja, by ludzi skrzywdzonych przez los lub bliznich traktowac po
          > dejrzliwie, poszukujac w nich winy za swoje nieszczescie - to takie myslenie ma
          > giczne, ze "mnie sie to nie zdarzy, mnie nie zeszmaca, bo ja jestem lepszy, mad
          > rzejszy, rozsadniejszy itd".

          A nie jest to czasami tendencja do szukania tego, co doprowadzi do pojednania się z rodziną, samą sobą, otoczeniem i doprowadzeniem do udanego życia? :)
          • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 01.11.10, 10:15
            lifeisaparadox napisał:
            >
            > A nie jest to czasami tendencja do szukania tego, co doprowadzi do pojednania s
            > ię z rodziną, samą sobą, otoczeniem i doprowadzeniem do udanego życia? :)

            Problem w tym, ze nie ze wszystkimi da sie pojednac. Tzn. teoretycznie mozna, ale kosztem wlasnej godnosci.
            • lifeisaparadox Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 01.11.10, 15:38
              sabinac-0 napisała:

              > lifeisaparadox napisał:
              > >
              > > A nie jest to czasami tendencja do szukania tego, co doprowadzi do pojedn
              > ania s
              > > ię z rodziną, samą sobą, otoczeniem i doprowadzeniem do udanego życia? :)
              >
              > Problem w tym, ze nie ze wszystkimi da sie pojednac. Tzn. teoretycznie mozna, a
              > le kosztem wlasnej godnosci.

              Zależy od rodzaju własnej godności.

              Mnie jest smutno gdy widzę że ktoś podle postępuje, a smutno jest mi dlatego że rozumiem jakiego rodzaju osobiste katusze musi przechodzić, frustrację i pogmatwanie we własnym życiu jeśli postępuje niewłaściwie.

              Rozumiem też, jakiego rodzaju katusze przechodzi ktoś, kto utrzymuje niewłaściwą postać własnej godności, przy jednoczesnym intuicyjnym rozpoznaniu jej błędności i niepoprawności. Jakże smutne jest to, gdy ktoś czuje zgorzknienie, gdy jego dobre intencje odbierane są jako gwałt, a godność osobista jako arogancja i bezczelność. Jakiego rodzaju pomieszania doświadcza ktoś, komu życie tak bardzo dopiernicza, nie wiedzieć czemu.

              Nie umiem się rozgniewać na kogoś, kto po prostu szczerze i mocno cierpi.
              • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 01.11.10, 15:53
                lifeisaparadox napisał:


                > Mnie jest smutno gdy widzę że ktoś podle postępuje, a smutno jest mi dlatego że
                > rozumiem jakiego rodzaju osobiste katusze musi przechodzić, frustrację i pogma
                > twanie we własnym życiu jeśli postępuje niewłaściwie.
                >
                I wtedy wystawiasz mu sie na ciosy by uprzyjemnic biedakowi zycie? :)

                > Rozumiem też, jakiego rodzaju katusze przechodzi ktoś, kto utrzymuje niewłaściw
                > ą postać własnej godności

                Mozesz wyjasnic, jaka godnosc uwazasz za wlasciwa a jaka nie?

                > Nie umiem się rozgniewać na kogoś, kto po prostu szczerze i mocno cierpi.

                Niestety, ludzie palajacy empatia w stosunku do krzywdzicieli, nie maja za grosz wspolczucia dla ich ofiar.

                Zreszta, czy ja kaze komus sie gniewac?
                Jedynie uwazam, ze w niektorych sytuacjach najlepiej po prostu wyjsc i starannie zamknac za soba drzwi.
                • lifeisaparadox Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 01.11.10, 20:51
                  sabinac-0 napisała:

                  > > Mnie jest smutno gdy widzę że ktoś podle postępuje, a smutno jest mi dlat
                  > ego że
                  > > rozumiem jakiego rodzaju osobiste katusze musi przechodzić, frustrację i
                  > pogma
                  > > twanie we własnym życiu jeśli postępuje niewłaściwie.
                  > >
                  > I wtedy wystawiasz mu sie na ciosy by uprzyjemnic biedakowi zycie? :)

                  Hmmmm, trudne pytanie. Nakopiesz do dupy, czy okażesz empatię, zignorujesz, nie zmienisz człowieka w sposób trwały.

                  > > Rozumiem też, jakiego rodzaju katusze przechodzi ktoś, kto utrzymuje niew
                  > łaściw
                  > > ą postać własnej godności
                  >
                  > Mozesz wyjasnic, jaka godnosc uwazasz za wlasciwa a jaka nie?

                  No taka godność która nie liczy się z uczuciami innych, a tylko interpretuje wszystko jako atak na swoje "ja właściwe i niezawisłe" budząc same kontrowersje, a akceptując jedynie potwierdzenie własnego zdania, obojętność na informacje zwrotne, jest niewłaściwa.

                  Natomiast godność budowana na szacunku do innych ludzi jest okej.

                  > > Nie umiem się rozgniewać na kogoś, kto po prostu szczerze i mocno cierpi.
                  >
                  > Niestety, ludzie palajacy empatia w stosunku do krzywdzicieli, nie maja za gros
                  > z wspolczucia dla ich ofiar.

                  Jest wiele rodzajów "krzywdzicieli", trzeba rozróżnić o kim mowa.

                  > Zreszta, czy ja kaze komus sie gniewac?
                  > Jedynie uwazam, ze w niektorych sytuacjach najlepiej po prostu wyjsc i staranni
                  > e zamknac za soba drzwi.

                  Tak też niestety bywa.

                  Lubię jednak idealizm, że wszystko można naprawić a każdego człowieka zmienić na lepsze.
                  • sabinac-0 Re: Moja rodzina jest ĹźaĹ?osna. 01.11.10, 21:06
                    lifeisaparadox napisał:

                    >. Nakopiesz do dupy - znizysz sie do jego poziomu ale zyskasz respekt.
                    > okażesz empatię - poprawisz sobie samoocene, ale narazisz sie na nowe ataki,
                    > zignorujesz - byc moze sie uwolnisz.

                    > No taka godność która nie liczy się z uczuciami innych, a tylko interpretuje ws
                    > zystko jako atak (...) obojętność na informacje zw
                    > rotne, jest niewłaściwa.
                    >
                    To akurat nie jest godnosc tylko postawa defensywna.

                    > Natomiast godność budowana na szacunku do innych ludzi jest okej.

                    Byle tylko nie zgubic szacunku do siebie.
                    >
          • to.niemozliwe Re: Moja rodzina jest ĚźaÄš?osna. 01.11.10, 11:07
            Raczej w takich sytuacjach kluczowe jest wybaczenie sobie i zdystansowanie sie od korzysci jakie daje rola ofiary. Pojednanie moze byc jednym z krokow, ale nie koniecznoscia.
    • eastern-strix Re: Moja rodzina jest żałosna. 02.11.10, 10:22
      Coz, napisze prosto z mostu:

      Niektorzy ludzie sa po prostu glupi. Nie szanuja innych, uwazaja sie za guru i domagaja sie,zeby wszystko bylo tak, jak oni sobie to wyobrazaja. Jak widac Twoi rodzice nie maja potrzeby ani checi zmiany.

      Jestes dorosla. Moja rada: asertynosc. Jak Ci nastepnym razem mama yjedzie z tekstem,ze jestesslaba,to jej powiedz, ze tylko silni ludzie widzaswoje slabosci. Tacie, jak znowu wyjedzie z jakims burackim tekstem,powiedz,ze szanujesz jego zdanie,ale sama masz inne i niespecjalnie interesuje Cie kontynuacja rozmowy takim tonem. Jak sie zacznie burzyc,to wyjdzz pokoju albo z mieszkania.

      Zeby bylo jasne, rodzicow nie zmienisz. Chodzi o to,zebys sie nauczyla stawiac granice, bo skonczy sie tym,ze na starosc bedziesz zap****c jak automacik wokol rodzicow, ktorzy beda,co tu duzo mowic, starymi zrzedami.

      Kartki dla Twoich rodzicow nic nie znacza.Wiem,ze to jest brutalnie powiedziane, ale taka jest prawda. Jesli Tobie sprawia przyjemnosc robienie ich, to je rob. Ale jesli masz nadzieje,ze Twoi rodzice to docenia, to radze porzucic rzemioslo i spozytkowac czas na cos innego.

      Krotko mowiac, Twoi rodzice sie nie zmienia. Sa skupieni na sobie, ograniczeni i tak im dobrze. Sa dorosli i nie warto tracic czasu na mzonki,ze oni sie mnienia i bedzie tak, jak 'byc powinno'.

      Powodzenia.
    • kobieta_z_polnocy Re: Moja rodzina jest żałosna. 02.11.10, 23:57
      Powyżej jest sporo mądrych wypowiedzi. Radzę ci wziąć je do serca.

      Ode mnie:

      po pierwsze, tak, twoja rodzice są złymi rodzicami, a twoja rodzina nie fukcjonuje tak jak powinna. I tak, rozumiem, że bardzo cię ten fakt rani. - proszę, to przecież chciałaś usłyszeć. I piszę prawdę, nie chcę ci się jedynie przypodobać.

      Skoro już ustaliliśmy obiektywny fakt, to przejdźmy do ciebie.

      Mam wrażenie, że twoje próby "uzdrowienia" rodziny, które zawsze kończą się odrzuceniem, stanowią dla ciebie nieco masochistyczny sposób potwierdzania własnej "wyższości". Pytanie tylko, czy rzeczywiście takie potwierdzenie jest ci potrzebne? Każdy się z tobą zgodzi (tak jak ja powyżej), że twoja rodzina istotnie jest żałosna. Po co uporczywie chcesz tę hipotezę testować? Dlaczego aż tak wielką sprawia ci to przyjemność? Tak, są nieciekawi, tak wyrządzili ci wiele przykrości, tak, to są nieszczęśliwi byle jacy ludzie. Koniec. Czemu wciąż chcesz to roztrząsać?

      Druga sprawa: niezmiennie chcesz ich zmienić na swoją modłę. Pragniesz mieć ciepły rodzinny dom i z uporem maniaka próbujesz ich wpasować do tego obrazka z marzeń. Niestety, ani razu ci się to nie udało i nigdy się nie uda, bo niby jak miało by się to stać? W jaki sposób samolubny i nadwrażliwy ojciec miałby się nagle stać czułym i kochającym tatą? Musisz się wreszcie z tym pogodzić - oni się nie zmienią. Nigdy nie będziesz u nich spędzać świąt jak z filmu familijnego.

      Zostaw ich w tym swoim małym ponurym światku. To ich wybór. Twoim obowiązkiem jest zająć się sobą i budować własny odrębny świat. Zaakceptuj fakt, że masz takich a nie innych rodziców i przestań marnować energię na walkę z wiatrakami. Trudno, nie masz ciepłego rodzinnego domu. Too bad. Akurat w tym ci się nie poszczęściło.
      • ninazkonina Re: Moja rodzina jest żałosna. 03.11.10, 18:00
        takie pocieszenie dla autorki postu, że nie ma idealnych rodzin. Każda ma jakiegoś trupa w szafie. Tylko niektórzy widzą w rodzicach problem, czując, że są inni, walczą o coś, o jakieś wartości i wzajemny szacunek. Jest to jednak walka z wiatrakami. Większość daje się rodzicom ukształtować na ich podobieństwo, co daje im poczucie, że wszystko jest ok !
        Kiedyś narzekałam na rodziców, widziałam w nich wady. Później poszłam w świat i zobaczyłam, że reszta jest jeszcze gorsza :) także źli rodzice nagle zyskali w moich oczach, pomyślałam, że mogło być jednak dużo gorzej. Tyle się słyszy o przeróżnych patologiach brrr

        Podsumowanie : może rzeczywiście twoje życie jest nie do zniesienia, a może nie jest tak najgorzej. Bez względu na to potraktuj to jako naukę, wyciągnij odpowiednie wnioski i bądź inna dla swoich wlasnych dzieci. Zacznij żyć dla siebie, uwierz w swoje decyzje i nie oczekuj, że ktoś z rodziców bedzie ciebie za nie podziwiał :)
Pełna wersja