Już powoli wyprzęgam.....

08.11.10, 22:48
Witam
Jestem tu nowy, w zasadzie nei wiem jak zacząc. Od dłuższego juz czasu zauważyłem u siebie mocne zniechęcenie życiem w ogólnym tego słowa znaczeniu. Trwa to już jakie pół roku. Rozstałem się z dziewczyną która bardzo kochałem ale nie mogliśmy się dogadac w wielu kwestiach wiec zaczęło się powoli psuc między nami a ostatecznie po prostu się rozpadło. Czuję w sobie wielki żal że to pewnie wszystko moja wina i że to przeze mnie bo może jestem mało kompromisowy, choc wiem że w wielu sprawach miałem rację. Najgorsze jest w tym to że bardzo spadło moje poczucie własnej wartości po naszym rozstaniu, obwiniam siebie za nie, że postepowałem nie tak, naciskałem na pewne sprawy za bardzo a ona potrzebowała czasu. Najgorsze dla mnie jest to że odeszła nie wiążąc sie z nikim innym bo to przynajmniej bym jakoś zrozumiał ale ona odeszła po prostu ode mnie..............widac musiałem byc strasznie beznadziejny. Znaliśmy sie pół roku i 5 miesięcy było przecudownie pod każdym względem, sex, czułem smski, przytulanie, bliskosc i nagle oddalanie sie jak by sie cos zmieniło. Brak z jej strony checi rozmowy co sie dzieje złego miedzy nami, zero dyskusji. I tak obwiniam siebie o to że czar prysł. Mam 37 lat, ona miała 32. Poznaliśmy się na sympatii i to było mega magiczne.....ale do rzeczy.
Od chwili rozstania ciągle mam doła, jestem przygnębiony, czuje sie bardzo samotny, na moje nieszczęscie dużo wspominam choc wiem że powinienem podniesc głowę i szukac nowej przyjaciółki to cokolwiek bym nie robił od razu identyfikuję ją z nią, jakąkolwiek dziewczyne nei poznaje to porównuję ją do niej, tej byłej, nic mnie nie cieszy, nie moge spac, pic na pewno nie chce bo to rozwiązanie na chwile a poza tym nic nie załatwia tylko otumania a problem i tak zostanie bo obudze sie rano i od razu pomyślę o "mojej" Agatce. Nie chce byc alkocholikiem, mam odpowiedzialną pracę, musze wyrabiac plany i targety, byc komunikatywnym i miłym oraz usmiechnietym do ludzi ale przychodzi mi to z wielkim trudem. Niektórzy najliźsi współpracownicy zauważają że sie zmieniłem bo słabo potrafię ukrywac że cos mnie bardzo gryzie a ja po prostu straciłem wiarę w siebie, straciłem energie do pracy, jak wracam z pracy, zdejmuję garnitur, gasze swiatła, włączam klimatyczną muzykę i siadam na podłodze zakrywając glowę rękami nie dlatego żeby nie śłyszec muzyki, dlatego żeby koszmarne wspomnienia wspólnych chwil z nią dały mi juz wreszcie swięty spokój.
Jestem (tak było do teh pory) człowiekiem stabilnym, mam bardzo dobrą pracę, jestem niezależny finansowo, zaradny życiowo, dbam o siebie jako o człowieka ale wiem jedno i juz nie mam wątpliwości że psychicznie się staczam coraz bardziej. Zamykam sie na ludzi, nie odbieram wieczorami telefonów od znajomych bo........nie potrafie udawac szczęśliwego....
Przeraż amnie wizja najbliższych swiąt, sylwestra. Wiem że potrzebuję pomocy. Sory że was tm zanudzam ale nie ma komu tego opowiedziec że widze że sie powoli staje innym człowiekiem i jest coraz gorzej. W swoim życiu przeżyłem wiele związków ale w żadnym nie zostałem tak upokorzony jak teraz. To podcieło mi skrzydła totalnie skutecznie. zmieniło się cos w mojej głowie i postrzeganiu zarówno siebie jak i ludzi. Przysięgam że wolałbym usłyszec, sory, byłes fajny ale poznałam kogos kto np lepiej sie piepszy od ciebie a wiesz jaki sex jest dla mnie ważny, mam nadzieje że rozumiesz....................................Zrozumiałbym bo to byłby argument, to bym sobie jakos wytłumaczył ale takie oddalenie sie bez jakiegokolwiek wytłumaczenia dlaczego ni ewidze możliwości dalszego bycia razem zdołowałoby każdego. Mnie zdołowało do tego stopnia że dostałem zawału serca i miałem wczasy w szpitalu na banacha. Wiem że to przez nerwy.
Wiem że bez jakiejs pomocy psychiatra czy psycholog na pewno sobie nei poradzę a z czasem bedzie coraz gorzej.Nie wiem tylko gdzi epowinienem pójsc, do kogo sie zwrócic o radę ;(
Przepraszam za taki długi wywód ale dusiłem to w sobie.Wspomnienia sa jak zmora, ie dają spokoju.

Dziękuję że mogłem to napisac
    • iluzja3 Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 20:03
      Sklaniam sie ku temu co juz w zasadzie sam wykombinowales czyli ze potrzebny ci terapeuta. Nie pakuj sie w zaden nowy zwiazek, tylko wykorzystaj czas by sie sobie poprzygladac, a wlasciwie swojemu zranionemu ego. Pozdrawiam
    • yagnik Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 20:09
      Ło matko ale długie :-)

      To chyba w zasadzie sam już doszedłeś do tego co zawaliłeś więc chyba deliberować nie trzeba?
      Coś cisnąłeś, coś za mocno? A może wcale nie? A może nie trafił swój na swego i zaczeły się schody, to nie ta, a może inna być miała ale ta się zaplątała?
      Poczucie wartości Ci skoczyło w dół i jest to zupełnie normalne po rozstaniu z "ukochaną" osobą, myślę że poczujesz się pewnie, to tylko kwestia czasu... i wylizania ran.
      Odeszła tak po prostu a nie do innego, boli Cię to ale ja nie rozumiem, dlaczego?
      Chciałbyś gryźć ze złości poduszkę wyobrażając sobie że "ona" właśnie się kimś innym całuje?
      Ja wiem, tak Ci źle ale mogłoby być gorzej czyż nie?
      Wytłumaczenia szukasz czy warto?
      Mogłeś być beznadziejny a może po prostu się nie zgraliście, zabrakło woli walki z jej strony i tyle.
      Nie ma się co rozwodzić nad rozlanym mlekiem.
      Do przodu trzeba iść i się specjalnie przez ramię nie oglądać.
      Wypatruj na niebie nowych gwiazd skoro masz taką potrzebę żeby było magicznie-romantycznie.
      Wymyśl sobie jakieś inne zajęcie poza zalewaniem. Alkoholik przez samo _h_ przyda się na przyszłość.

      Irytuje mnie trochę w Twoim poście to użalanie się nad sobą, ile to już minęło od tego "rozstania"? Chyba czas walnąć baranka w ścianę i się obudzić?!

      A tak na marginesie, wytłumacz mi jedną kwestię.
      Wieczorne telefony od znajomych odbiera się tylko po to aby "udawać szcześliwego"?!
    • paco_lopez Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 21:12
      matko co za fajfus sie nam objawił. idź się utop mistrzu. w 5 miesięcy potrafiłes odstręczyć od siebie kobietę. ciekawe na co tak naciskałes ze spuściła cię na drzewo ? a w ogóle coś ty robił do tej pory miedzy niewiastami ????
      • yagnik Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 21:36
        Ty to dopiero jesteś miły i koleżeński, nie myślałeś nigdy żeby się w telefonie zaufania zatrudnić? ;-)
    • a.b1 Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 21:18
      napisz do niej mejla, masz prawo wiedzieć co było nie tak......albo podaj jej linka do tego posta
      • paco_lopez Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 21:34
        może im dłużej gledził i naciskał , to coraz bardziej jechało mu z buzi i ona nie wyrobiła.
        • a.b1 Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 21:45
          oj paco, paco.....słowo empatia jest Ci mało znane, no ale ludzie są różni
          Paco, a po co Ty piszesz na forum?
          • paco_lopez Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 22:07
            słowo empatia jest mi znane i odczucie też, natomiast nie uaktywnia się wobec połamanych serduszek starych byków. wątkodawca jest moim rówiesnikiem a opowiada bajki które ja mogłem zasuwać 10 - 15 lat temu bez żenady. przez ten czas mogłem z 10 takich wolt w zyciu wykonać trując babie o swoich priorytetach. sa ludzie beznadziejni w jakimś sensie i nie ma co im wmawiac , że jest odwrotnie przynajmniej w tym momencie. nic mu nie będzie. przyjdzie wiosna będzie w dupie trawa rosła.
            • a.b1 Re: Już powoli wyprzęgam..... 10.11.10, 09:16
              ;-) ;-)
              słuchaj, sama uważam, ze 5 miesięczne spotykanie się z kimś to jeszcze nie jakiś mega związek po którym należy całe życie płakać ale....
              ale może ten koleś to typ zatwardziałego kawalera i jak już raz mu serducho zapikało to myślał, że to do grobowej deski
              może to naprawdę bardzo wrażliwy człowiek
              co kolwiek
              chłop ma prawo wiedzieć czemu
              zasugerowałeś, że mu z ust wali ..... no i powinna mu to powiedzieć, poszedłby do dentysty i było po kłopocie
              Każdy człowiek ma prawo znać powody
    • koala_tralalala Re: Już powoli wyprzęgam..... 09.11.10, 22:42
      Po pierwsze nie przejmuj sie zlosliwymi tekstami niektorych osob. Zawsze jakas grupa leczy swoje kompleksy i problemy wyzywajac sie na innych.

      Po drugie: masz prawo cierpiec. Zagluszanie uczuc przez znalezienie sobie innej
      kobiety-plasterka Tobie nie pomoze, a jeszcze mozesz kogos skrzywdzic. To naturalne, ze po stracie kogos na kim nam zalezalo przechodzimy rozne etapy zalu, bolu, zlosci, itp. Cierpisz, bo fakt, ze to ona Ciebie rzucila, nadwyrezyl Twoje ego. Trudno sie z tym pogodzic. Sam zreszta bardzo trafnie piszesz: "czuje sie upokorzony".

      A przeciez, po prostu ona miala prawo wyboru. Tobie odpowiadala, ale Ty jej nie do konca. Nie ma zadnego powodu, zebys czul sie upokorzony. Nie kazdy lubi truskawki czy domowa pomidorowa, to nie ma zadnego zwiazku z jakoscia truskawek, tylko z osobistymi preferencjami. Zreszta, u kobiet jest to czesto bardzo irracjonalne, trudne do nazwania, mezczyznom trudno to ogranac, bo nie jest to prosty, czytelny, meski system zerojedynkowy.

      Jedyny problem jaki widze, to Twoje rozpamietywanie. Niemal z masochistyczna przyjemnoscia oddajesz sie bolowi, pozwalasz mu sie rozplywac po calym ciele i mozgu. Oczywiscie, ze nie trzeba z nim walczyc na sile zalewajac alkoholem czy wspomniana kobieta-plasterkiem, ale tez po co zanurzac sie w nim po uszy i tarzac calymi dniami???! Jesli tego nie zaprzestaniesz, to rzeczywiscie bez psychologa ani rusz.

      Zyj, cierp, ale ZYJ: wychodz z domu, spotykaj sie z ludzmi. Jesli nie bedziesz potrafil tego zrobic lub nie bedziesz chcial i stwierdzisz, ze izolujesz sie od otoczenia, to terapia przyda sie bardzo.
      Powodzenia!
      • mikos37 Re: Już powoli wyprzęgam..... 10.11.10, 21:12
        Dziękuję Koala ;-)
        Przede wszystkim coś wyjaśnie, to na co tak cisnąłem........
        Ona była mężatką, cisnąłem na to żeby w końcu zrobiła ten krok do przodu o którym mówiła bardzo często i rozwiodła się. Na sympatii to ona mnie poderwała raczej a nie ja ją. To ona po dwóch tygodniach spotykania się mówiła 10 razy dzieńnie przez tel lub sms kocham cię, lub inne miłe rzeczy. Na początku podchodziłem do tego sceptycznie, nawet się dziwiłem że szuka jakiejs alternatywy dla chorego małżeństwa gdzie jedno już nie zauważa drugiego i ze sobą już prawie nei rozmawia. Przy kazdym spotkaniu, na gg, mailowo wciąż powtarzała że po tym jak poznała mnie nie ma już wątpliwości że kończy definitywnie swoje małżeństwo.
        Tak naprawdę otworzyłem się na nią po chyba 3 miesiącach, że ona na prawdę tego chce, że chce zmienic swoje życie. I wtedy zacząłem dopytywa czy robimy jakis krok naprzód, skoro juz jezdzimy razem do mojej rodziny, spotykamy sie codziennie, razem gotujemy czy robimy sobie drogie prezenty. Jak ktoś wczesniej zauważył taki stary byk jak ja 37 już powinien założyc rodzinę i coś wspólnie budowac a nie "chodzic ze sobą " 2 lata zanim sie określi, nie prawdaż? Wiec coraz cześciej zacząłem dopytywa o " nasze" plany na przyszłośc i wtedy własnie........jej zaczęło coraz mniej zależec aż w końcu się zesrało i już.
        Pisze to bo w paru odpowiedziach do mnie były zarzuty jak to ją musiałem zanudzac i naciskac skoro mnie kpnęła w dupe. Czy ja chciałem czegoś nienormalnego?????
        • a.b1 Re: Już powoli wyprzęgam..... 11.11.10, 18:32
          To zmienia postać rzeczy
          źle zainwestowałeś uczucia
          Jeśli jest małżeństwo ono zawsze może się dogadać, pogodzić itp
          Współczuje Ci, bo nie ma nic gorszego, niż spotkać na swojej drodze człowieka, który nie bierze odpowiedzialności za emocje jakie wywołuje w innych
        • koala_tralalala Re: Już powoli wyprzęgam..... 12.11.10, 19:23
          Ty chciales czegos normalnego, ale ona miala prawo podjac decyzje zgodna z jej preferencjami, z jej inetresem.

          Skoro dopisujesz, ze kobieta jest mezatka, to w ogole zmienia postac rzeczy, bo pojawia sie masa czynnikow niezaleznych od ciebie. Nawet gdybys byl dla niej najwspanialszy na swiecie to i tak mogla podjac taka decyzje jaka podjela.

          Zreszta bardziej prawdopodobne jest ze byles milym skokiem w bok i rezerwowa deska ratunkowa przy jakichs problemach malzenskich. Po czym sie ulozylo. C'est la vie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja