adriana_ada
24.11.10, 12:48
Toczylam spory z jednym znajomym facetem. Owe spory wynikaly zazwyczaj z roznicy zdan i znacznej roznicy charakterow. Ja jestem osoba szanujaca wolne wybory ludzi, gdy nie sa sprzeczne z zasadami moralnosci, znajomy natomiast chcialby podporzadkowac sobie wszystko i wszystkich. Dochodzilo czesto do nieprzyjemnych sytuacji, ktore konczyly sie obustronnym bluzganiem i awanturnictwem. Spory te jednak w zaden sposob nie dotyczyly osob trzecich.
Coz zauwazylam, wszyscy ludzie, ktorzy mnie nie lubia i najchetniej pozbyliby sie mnie, w jednym momencie stali sie przyjaciolmi na smierc i zycie mojego oponenta. Probowali mu sluzyc, jak takie male pieski donoszac o mnie najochydniejsze historie, sluzac rada jakby mi tu zaszkodzic.
Z czego wynika zachowanie tego typu ludzi? Jakich korzysci moga sie spodziewac w tak chamski sposob wtracajac sie pomiedzy wodke a zakaske? Przeciez wiadomo, ze kazdy w miare logicznie myslacy czlowiek trzyma takich ludzi na dystans, z poczucia taktu i kultury nie wyrzuci na zbity pysk, wyslucha, drzwi zamknie i swoje pomysli.