zielony_chlopak
26.11.10, 05:56
Wypaliło się. Po kilku krótkich miesiącach zakochania przyszły długie miesiące emocjonalnej
pustki. Niestety tylko z mojej strony. Ona nadal kocha mnie do szaleństwa (w sensie
dosłownym).
Chciałem rozstać się w sposób "cywilizowany" - bez zdrad, bez robienia boków i bez szukania wyjścia awaryjnego zanim związek się zakończy. Sądziłem, że w takim przypadku najlepsze jest uczciwe postawienie sprawy - wyjaśniłem, że już jej nie kocham, że nie będzie już dla mnie tym, kim była kiedyś, że i dla niej i dla mnie najlepszym wyjściem jest rozstanie i poszukanie sobie kogoś innego, z kim moglibyśmy budować swoje szczęście. Niestety - tu zaczynają się schody - ona najzwyczajniej nie chce ode mnie odejść. Kiedy rozpoczynałem tego typu rozmowy ona wchodziła w tryb histerii. Histerii, której u kobiety nigdy nie widziałem, a żyję na świecie lat ponad trzydzieści. Zaczyna lamentować, wariować, twierdzi, że beze mnie nie chce żyć. Przekonuje mnie, że to uczucie do mnie wróci i ona się o to postara. Próbowałem jej na sto sposobów tłumaczyć, że to nie wyjdzie, ale ona twierdzi, że jest pewna, iż to jednak powróci i nakłania mnie do kolejnego "okresu próby" kiedy to ona będzie starała się zrobić wszystko abym ją znowu pokochał. Takich okresów mieliśmy już kilka i każdy kończył się coraz gorszym fiaskiem. Dlatego też dochodziło do kolejnych moich rozmów z cyklu "to nie ma sensu". Niestety te rozmowy mają coraz mniejszy sens, bo do niej nie dociera, że tego już się nie da naprawić i że to już koniec. Czasami mam dość tłumaczenia i decyduję, że po prostu wyjdę i tyle. Kiedy jednak chcę wyjść od niej z domu - zastawia mnie siłą zmuszając do rozmowy - chcąc wyjść musiałbym się uciec do fizycznej przemocy, czego robić nie chcę. Kiedy ona jest u mnie i podejmuję temat - to wówczas ona nie chce wyjść łapiąc mnie za ubranie, krzycząc, błagając i lamentując. Co gorsza - straszy mnie samobójstwem - przy ostatniej takiej rozmowie na moich oczach wyciągnęła z szafki wszystkie antybiotyki i trzymała w garści krzycząc, że połknie je teraz a jeśli jej nie pozwolę to zrobi to u siebie w domu. Wierzcie mi - miałem realne obawy, że to zrobi i zgodziłem się na kolejny "miesiąc próby". Co to oznacza? Oznacza, że ona będzie starała się udowodnić mi, że ja gdzieś tam w środku nadal ją kocham i że z czasem to uczucie do mnie wróci, skoro już kiedyś było. Nawet jeśli wyjdę od niej z domu - wiem, że ona przyjedzie do mnie, że będzie na mnie czekać aż wyjdę lub wejdę do domu po pracy. Wie gdzie pracuję, wie gdzie mieszkają moi rodzice i wiem doskonale, że jest w stanie zrobić mnóstwo głupich rzeczy łącznie z waleniem w drzwi i krzykami.
Nie wiem już jak mam jej o tym powiedzieć i co zrobić. Próbowałem kontaktować się z jej ojcem, aby z nią pogadał, pomógł, lecz ona zadzwoniła do niego z prośbą aby nie odbierał moich telefonów, a smsy wyrzucał co zresztą skwapliwie czyni. Myślałem, żeby może skłamać jej, że ją zdradziłem - niech mnie znienawidzi, ale może to da jakiś skutek, lecz po pierwsze nie chcę kłamać a po drugie nie mam pewności, że to podziała.
Na razie jestem w trakcie kolejnego próbnego miesiąca - ja ze swojej strony nie okazuję żadnych symptomów miłości (bo jej nie ma), starając się nie być po prostu niemiłym i jakoś znośnie spędzać ten czas. Jej to jednak nie zraża niestety i choć mówi otwarcie, że jej tego brakuje to nadal pozostaje przy mnie.
Poradźcie mi - czy ja robię coś nie tak? A jeśli tak, to co mam robić dalej, bo jestem w sytuacji patowej.