Jak się zabrać do tej rozmowy :(

IP: *.alcatel.pl 13.04.04, 13:41
Zwracam się do Was z prośbą o poradę, przemyślenia i podzielenie się własnymi
doświadczeniami na temat "Jak zaproponować ukochanemu mężczyźnie byśmy
wspólnie zamieszkali"
Jesteśmy ze sobą rok, samodzielni finansowo i oboje dawno skończyliśmy 30
lat. Panicznie boję się tej rozmowy, bo choć jest dla mnie cudowny i nikt dla
mnie taki kochany nie był, to On nigdy nie napomyka o wspólnych planach na
przyszłość. Wyjątkiem jest sytuacjami kiedy ja się martwię że np. po tej nocy
możemy zostać rodzicami, a on się dziwi że się tym przejmuje- bo dla niego
to nie jest problem. Najważniejsze by dziecko było zdrowe.
Zbieram się na odwagę by z nim porozmawiać i ciągle przesuwam terminy. Nasz
wspólny kolega uważa że powinnam wziąść sprawy we własne ręce gdyż mój
Mężczyzna jest zatwardziałym kawalerem, któremu jest dobrze tak jak jest.
Zastanawiam się czy nie powinnam najpierw uzyskać od niego odpowiedzi na
pytanie czy wiąże ze mną swoja przyszłość...... Już się gubię w moich
przemyśleniach....Wpadam w błędne koło- co powinnam najpierw zrobić... A tak
wogóle to boję się że on nie będzie chciał żadnej zminay... Bo jemu zawsze
jest dobrze tak jak jest...
Prosze Was o radę i wsparcie duchowe. Nie wiem co mam robić a temat mnie
dręczy:(
    • kwieto Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 14:33
      To najwyzej zostanie jak bylo.
      Propozycje uargumentuj ze to wygodniejsze rozwiazanie, bo nie musicie do siebie
      jezdzic :"P
      • Gość: K- jak Kobieta Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.alcatel.pl 13.04.04, 14:58
        Boję się swojej reakcji.......Niestety gdyby uznał że to nie jest dobry pomysł,
        choćbym nie wiem jak się starała, odebrałabym to jako sygnał że nie zależy mu
        na mnie..
        • ela-g Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 15:08
          miałabys do tego prawo i moze w duzej mierze by tak było
          strach ma wielkie oczy
          ja uwazam ze lepiej wiedziec
          z perspektywy czasu ma sie mniej czasu straconego na cos na co nie było warto
          go tracic
          krótkie cięcie mniej boli niż rozdrapywanie ran
        • kwieto Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 16:07
          > choćbym nie wiem jak się starała, odebrałabym to jako sygnał że nie zależy mu
          > na mnie..

          Troche chyba zalezy od tego jak uzasadni odmowe?
    • mskaiq Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 14:40
      Mysle ze zostaw tak jak jest. Oboje sie kochacie, Twoj ruch moze przyniesc
      rozmaite reakcje. Moze zaakceptowac a moze sie przestraszyc i odejsc, nawet
      bardzo Cie kochajac. Znam podobna sprawe, tyle ze tam byla kwestia malzenstwa.
      Najwazniejsze ze sie kochacie, jednego dnia On sam to zaproponuje, radze
      czekac, wiem ze cierplowosc jest trudna ale nie ryzykuj czegos co jest bardzo
      wazne dla Ciebie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • ela-g Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 15:06
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze zostaw tak jak jest. Oboje sie kochacie, Twoj ruch moze przyniesc
        > rozmaite reakcje. Moze zaakceptowac a moze sie przestraszyc i odejsc, nawet
        > bardzo Cie kochajac. Znam podobna sprawe, tyle ze tam byla kwestia
        malzenstwa.
        > Najwazniejsze ze sie kochacie, jednego dnia On sam to zaproponuje, radze
        > czekac, wiem ze cierplowosc jest trudna ale nie ryzykuj czegos co jest bardzo
        > wazne dla Ciebie.
        > Serdeczne pozdrowienia.

        w ten sposób możesz czekać do 90 i wtedy będzie już za późno na myślenie o
        ślubach
        sprawa mimo że skomplikowana jest zarazem prosta
        albo wiąże z Tobą swoją przyszłość albo nie
        jeżeli nie to chyba lepiej żebyś o tym wiedziała wcześniej
        jeżeli tak - to nie należy na niego naciskać w sensie wspólnego mieszkania czy
        tym bardziej ślubów ale masz prawo wiedzieć na czym stoisz
        i jeżeli wasze cele są wspólne - to znaczy założenie rodziny i bycie po prostu
        ze sobą to nawet wspólne zamieszkanie nie powinno stanowic problemu wręcz
        przeciwnie, częstsze możliwosci przebywania razem, seksu ;)))) czy też nawet
        jakiś oszczędności
        jeżeli on tego nie będzie chciał to moze nie chce poświęcać ci swojego czasu,
        owszem mężczyżni nawet tacy którzy są indywidualistami też chcą mieć coś
        swojego, coś dla siebie, coś za czym warto tęsknić i dlaczego warto być
        jeżeli facet odszedł po pytaniu o małzenstwo to tak naprawde jego stach przed
        zmianą statusu był wiekszy niz ta milosc to tej kobiety, wiec w takim razie
        czym i jaka była ta miłosc????
        poza tym jak sama zapewne wiesz, nawet zatwardzieli kawalerowie czasami dadzą
        się pokroic, żeby doprowadzić do kobierca ślebnego jakąś kobietę na której
        naprawde im zalezy, jezeli tego nie chce to znaczy ze moze to nie jest po
        prostu ta kobieta
        podobnie z kwestią dzieci - to raczej nie tak ze facet nie chce ich miec, nawet
        jezeli tak mowi to przewaznie jest to tak ze nie chce ich miec z daną kobietą

        nic na siłę, ale jeżeli się kochacie bo jak sama mówisz tak jest - to masz
        prawo przynajmniej porozmawiac o swoich lękach i strachac i moze tez
        potrzebach, co jest warty zwiazek niby oparty na milosci ale bez zaufania ktore
        pozwala mowic nawet o swoich tak w sumie naturalnych potrzebach jak zalozenie
        rodziny
        poza tym decyzje powinnas podjac sama i nie radzic sie nikogo bo kazdy odpowie
        ci to co mysli przez swoj wlasny pryzmat a recepta jest tylko i wyłącznie w
        Tobie
        może być tak ze bedziesz chciała znac prawde i nawet jezeli bedzie bolesna dla
        ciebie - ze np. nie wiaze z toba przyszłosci (watpie zeby ci to powiedzial
        raczej nie powie nic albo bedzie gral na czasie) to moze to ci da poczucie
        szczescia
        ale moze byc tez tak ze bedziesz wolala zyc w błogiej nieswiadomosci i nawet
        jezeli bedzie cie to meczyc to bedziesz wolała miec go tak jak masz w tej
        chwili, i zyc tak przez lata niz miec swiadomosc ryzyka i tego ze mozesz go
        stracic jezeli zapytasz czy postawisz sprawe jasno a on powie NIE - bo bedzie z
        toba np. tylko siłą rozpędu czekając na lepsze czasy
        • kwieto Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 16:12
          > w ten sposób możesz czekać do 90 i wtedy będzie już za późno na myślenie o
          > ślubach

          No, jesli przezyli razem 90 lat, to co zmienia slub?

          > albo wiąże z Tobą swoją przyszłość albo nie

          Skoro zyl 90 lat to chyba wiazal, co do tego ma slub?
          • Gość: Ela Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:39
            roznica jest taka ze nie kazda kobieta chce zyc bedac z kims i bedac wolna
            zarazem, bez wspolnego domu w odzielnych mieszkaniach, z odzielnymi planami,
            czesto bez dzieci i rodziny czy mozliwosci jej zalozenia, wmawiajac sobie ze
            wszystko jest w porządku i ze nadejda lepsze czasy
            bedac z kims a zarazem obok niego
            nie mowie tylko o kwestii slubu bo czesto on niewiele albo nic nie zmienia ale
            to zalezy od tego czy ktos kogos kocha czy nie
            mowie tez o tym ze sa kobiety tak samo jak i faceci ktorzy na druga polowe chcą
            powiedziec - to nie jest moja kobietka, czy panna, czy narzeczona ale to jest
            moja zona i to słowo zona znaczy dla nich wiecej niz tylko -(baba ktora
            prowadzi im dom czy baba o ktorej opowiadaja anegdoty do znajomych kumpli tyle
            ze nawet anegdoty to trzeba miec o kim opowiadac
            • kwieto Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 18:44
              No ale brak deklaracji malzenskich (jak sama zauwazylas) nie oznacza braku wspolnych planow na
              zycie.
              Jesli oboje maja mieszkac osobno i miec osobne plany to faktycznie taki zwiazek jest troche
              niestandardowy (ale jesli oboje to akceptuja to ok), tyle ze to sie nijak nie ma do malzenstwa. Mozna
              byc zamezna/zonatym i tez miec zupelnie odrebne plany na zycie od innej polowki, to tez sie zdarza
              (powiedzialbym ze nawet czesto)
      • Gość: K- jak Kobieta Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.alcatel.pl 13.04.04, 15:33
        ...podświadomie czuję że to jeszcze nie czas że on nie jest na to przygotowany.
        Nigdy nie mieszkał z żadną ze swoich dziewczyn a w dodatku widywał się z nimi
        rzadko tzn tylko w weekendy. Z nami jest inaczej.. Widujemy się bardzo często.
        Ja zresztą też nigdy nie mieszkałam z żadnym z moich chłopaków, i... też się
        boję jak to będzie. Będę musiała zrobić miejsce w szafie, wspólnie bedą prały
        się nasze gatki;)Przeraża mnie proza życia. Boję się rutyny, a z drugiej strony
        chcę móc wspólnie coś planować. Z jednej strony chciałabym byśmy razem
        zamieszkali bo choć widujemy się czesto, i tak za Nim tęsknię gdy się 1 dzień
        nie widzimy. Z drugiej strony tak jest dobrze bo " nie zawszę muszę być
        piękna". Mogę chodzić po domu w maseczce, sprzątać mieszkanie podczas jego
        nieobecności a gdy jest być "piękna". Im dłużej piszę tym bardziej wydaje mi
        się że powinnam jeszcze poczekać...tylko boję się że jak będę zbyt długo
        czekała nie będę mogła już mieć dzieci( za niedługo 35 lat stuknie). Teraz nie
        chcę dziecka, ale kiedyś chcę zostać mamą. Boję się że jeśli poczekam kilka lat
        będę stałą bywalczynia forum niepłodność( z góry przepraszam wszystkich
        których mogłabym tymi słowami urazić). Poza tym wstyd mi się przyznać ale
        uważam że to marnotrastwo pieniędzy mieszkać w dwu osobnych mieszkaniach. Mój
        chłopak "prawie" u siebie nie mieszka.Pieniądze płacone za wynajem wg mnie są
        wyrzucone w błoto. Gdybyśmy zamieszkali razem można by było je przeznaczyć na
        kupno mieszkania...Nie chcę wyjść tu na wyrachowaną, bo każdy kto mnie zna w
        realu wie że taka nie jestem, ale irytuje mnie "marnotrastwo". To są argumenty
        które mnie skłaniają do przeprowadzenia tej rozmowy.A Przeciw jest strach i
        obawa czy proza życia nie "skazi" tego co nas łączy. Gdy kocham, kocham aż za
        bardzo i boję się że mogę po prosty tylko kochać:)
        • j_ar Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 15:43
          sluchaj, co tez ty opowiadasz, mas zprawo wiedziec na czym stoisz, czy jestes z
          kims kto chce mieszkac z toba, byc z toba, a nie tylko sypiac z toba,.. tutaj
          nie ma przebacz, albo bedziesz caly czas w ciaglym oczekiwaniu i opowiadaniu
          sobie jaki to on bidulek i nie jest gotowy na wspolne zamieszkanie albo
          bedziesz wspolnie z nim mieszkac albo bedziesz wiedziec, ze on nie chce
          mieszkac z toba a wtedy czesc pracy... szkoda czasu, czas plynie, trzeba
          znalezc kogos kto bedzie chcial wspolnie z toba realizowac wasz swiat
          • Gość: K- jak Kobieta Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.alcatel.pl 13.04.04, 15:59
            Chyba masz rację, muszę na pierwszym miejscu stawiać swoje potrzeby i nie
            tłumaczyć każde jego zachowanie. Niestety moim problemem ( nie od dziś) jest
            zbytnie skupianie uwagi na potrzebach innych, kosztem samej siebie...
            • Gość: Ela Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:29
              czy ja wiem, własciwie stawiasz takze siebie - bo tak sie boisz ze nie myslisz
              wcale o nim tylko wlasnie o sobie, co bedzie jak powie nie?
        • ela-g Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 15:46
          zycie we dwoje to nie tylko bycie piekną czy pięknym
          zycie we dwoje to nie tylko widzenie sie od swieta w pełnym makijazu i nowych
          stringach
          sama dobrze o tym wiesz
          sama musisz wiedziec co chcesz a czego nie - tego nikt za ciebie nie załatwi
          moze po prostu boisz sie tego ze jak cie zobaczy w papilotach czy maseczce to
          powie NIE? :) cóż i tak bywa ale nie zapominaj ze są męzczyzni ktorzy tez
          biegaja w kalesonach po mieszkaniu i nie zawsze są ogoleni i wypachnieni wiec
          to działa w dwie strony
          pamietaj o tym ze tak jak ty mozesz sprzątac (a co jest złego w sprzątaniu? i w
          sumie jemu tez rączki nie odpadną od odkurzacza?;) to możesz to robić także
          przy nim,
          owszem nie polecam chodzenia w starym szlafroku (a którym sama chwilowo
          siedzę;))) ale jakby większej dbałości o estetykę i własny sexabil - ale to
          tylko może ci wyjść na zdrowie
          kazdy potrzebuje nawet w zwiazku jakis chwil intymnych i pobycia samemu - grunt
          to umiec wyznaczac granice i dogadac sie, umiec chodzic na kompromisy i
          ustępstwa
          poza tym nie jestescie juz dziecmi - to ze czegos nie próbował czy ty nie
          próbowałas to wcale nie musi znaczy ze nie bedziesz wiedziec jak to jest, moze
          nawet lepiej zebyscie spróbowali i mieli swiadomosc tej próby
          ale jest jedno ale - mozesz go do czegos przekonywac jezeli sama bedziesz do
          tego przekonana a ty chyba nie jestes bo twoj strach przed tym ze powie nie,
          przed tym ze zobaczy cie nad ranem w majtkach i bez pełnego makijazu czy tez z
          niezrobionym na czas obiadem albo bolem głowy jest wiekszy niz sama chec próby
          rozumiem cie doskonale ale sama tez zrozumialam ze zycie polega na ryzyku -
          choc rzeczywiscie ostatnio nieco zasmuciłam...... - ale tak jak juz pisałam ty
          sama musisz wiedziec czego chcesz i czy warto spróbowac
          (sama kiedys umówiłam się rano z moim facetem i lezałam w pełnym makijazu w
          pizamie o 7 rano jak przyszedl cos mi oddac przed wyjazdem jak jakas
          kretynka :)))))) - dopiero po czasie zrozumiałam ze jak ma mnie kochac to
          bedzie kochał i w makijazu i bez niego (choc niewątpliwie czasamo warto oko
          sobie zrobic;))) - tak samo jak ja bede jego kochala to bede go kochala i
          pachnacego dobrą wodą i na haju po imprezie smierdzacego wódką
          na tym polega miłosc
          powodzenia
          • Gość: wujek Gienek Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:13
            "sama kiedys umówiłam się rano z moim facetem i lezałam w pełnym makijazu w
            pizamie o 7 rano jak przyszedl cos mi oddac przed wyjazdem jak jakas
            kretynka"


            :DDDDDD

            Forum humorum przy tym wysiada
            • Gość: Ela Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:33
              prawda? :)
              ale to była prawda:))))
              tyle że człowiek uczy się na błędach:))))
    • j_ar Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 15:09
      a wg mnie nalzey zapytac sie co o tym mysli, to ze sa przypadki, ze facet
      kocha, ale chce mieszkac sam (????.. eee...no pewnie i tak), lecz zwykle to
      jest w ten sposob, ze najchetniej to by sam u siebie mieszkal, z kumplami sie
      spotykal, a do dziewczynki wpadal z wielka miloscia i potrzeba, wiazal luzne
      plany, ale jakby co to mogl sie wycofac, trzymal dystans i mial dla siebie
      gotowa droge do zmiany.... wg mnie, nie chce zamieszkac, nie traktuje powaznie,
      co nie znaczy, ze zly z niego czlowiek, ot po prostu, malo urodziwy...;)
    • Gość: krish Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 13.04.04, 15:48
      Obawiam się, że j-ar ma trochę racji. Napisałaś "jesteśmy razem"... Nie , chyba
      nie jesteście. Razem się jest, kiedy ma się wspólny kibel i jego czyszczenie. I
      kiedy dwoje c h c e być razem, po prostu są. I tu kropka. Nie muszą na ten
      temat gadać. Nie zrozum mnie źle, życzę Ci byś była szczęśliwa, ale w tej
      chwili chyba "dwoje nie chce naraz".
    • mskaiq Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 16:31
      Mysle ze musisz wybrac pomiedzy miloscia a posiadaniem. Ja wybralbym milsoc bo
      wtedy reszta przyjdzie sama w swoim czasie. Milosc zawsze znajdzie droge
      abyscie byli razem, kazda inna rzecz moze ja zniszczyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • Gość: Ela Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.04, 16:35
        bzdura
        swój czas - tak można mówic do samej śmierci
        miłość - czy jest? również byciem dla bycia, posiadaniem dla posiadania,
        dawaniem dla dawania, poswieceniem dla poswiecenia

        wszystkiego najlepszego ale obys sie nie obudziła z tym, ze czas nie nadejdzie
        a milosc okaze sie tylko mzonką lub twoim wyobrazeniem
    • query Re: Jak się zabrać do tej rozmowy :( 13.04.04, 23:03
      Masz problem jesli boisz sie rozmowy z czlowiekiem ktory jest kandydatem na
      partnera pod jednym dachem. Powiedz a co zrobisz jesli nastapia klopoty tez
      sie bedziesz bala mu o nich powiedziec. Przeciez zwiazek polega na wzajemnym
      zrozumieniu i tolerancji. To daje poczucie bezpieczenstwa i pozwala sie
      czlowiekowi otworzyc. Zycze ci tak potrzebnej tobie odwagi.
    • seksuolog Wlasciwy moment i ostre dzialanie 14.04.04, 07:36

      W calej sprawie niezrozumialy jest tylko twoj lek. Po roku zwiazku
      i w waszym wieku najwyzszy czas rozwazenia co robimy dalej. Twoje
      pragnienie stalego zwiazku i posiadania dziecka jest najzupelniej
      normalne. I nie mozna mowic "kiedys chce miec dziecko", to musi
      byc zalatwione szybko.

      Jezeli masz powazne obawy ze partner bedzie uciekal gdy podejmiesz
      ten temat to w pierwszym rzedzie pomysl czy w ogole nadaje sie on na
      meza i ojca. No bo z tymi funkcjami wiaze sie masa obowiazkow i
      odpowiedzialnosci a jezeli facet chce mie tylko piwko bez browaru to
      kontynuowanie zwiazku jest bez sensu.

      Jest wiec tylko kwestia wyboru wlasciwego momentu i formy na taka rozmowe.
      Musi byc czas i atmosfera. Mozna sobie wyobrazic ze po prostu prosisz go
      o wieczor na powazna rozmowe, taka kolacje przy swiecach i kawie przy
      ktorej mozna zaczac od rozmow o zyciu w ogole (wszystko przemija, zycie
      to krotka chwilka, itd.) i przejsc do tematu waszej przyszlosci.

      Jezeli partner bedzie zbywal temat to jest to niestety bardzo zly objaw.
      Chodzi tu szczegolnie o rozmnazanie: w twojej sytuacji nie mozna odkladac
      tego na "kiedys". Czyli sprawa powinna byc postawiona na TERAZ: zmieszkujecie
      razem, bierzecie slub i rozmnazacie sie, efekty maja byc w ciagu 18 miesiecy.

      Gdy takie rozwiazanie bedzie dla niego nie do przyjecia to najlepszym wyjsciem
      bedzie zakoncznie zwiazku. Oszczedzi ci to na przyszlosc zycia zludzeniami,
      rozczarowan i mozliwej sytuacji gdy to on zamieni cie na mlodsza bo zachce mu
      sie dzidziusia, i to bez wahania bo przeciez wasz zwiazek jest bez zobowiazan.


      • Gość: Halina Re: Wlasciwy moment i ostre dzialanie IP: *.ip-pluggen.com 15.04.04, 01:35
        Przy rozmowie powiedzialabym, ze coraz czesciej myslisz o swoim wieku, o coraz
        mniejszych szansach na dziecko i ze to nie daje Ci spokoju. Moze sam
        wyciagnie z tego wnioski?
        Jesli nie, to nic innego tylko wylozyc "kawe na lawe".
        Aha, jeszcze jedno pytanie. Czy Twoj najdrozszy nie jest czasem spod znaku
        WODNIKA w ktorym wg statystyki jest najwieksza ilosc kawalerow???
Inne wątki na temat:
Pełna wersja